czwartek, 2 października 2014

Magiczny Ma-Janek


Jakże niezwykła jest historia kota nazwanego przeze mnie Janek! Trafił Za Moje Drzwi przypadkiem. Został przez nas wzięty za zaginionego Kayrona. Pojawienie się tak bardzo podobnego kota blisko naszego domu, w czasie gdy rozpaczliwie poszukiwaliśmy kociego członka naszej rodziny, było niesamowitym zbiegiem okoliczności. 
Pamiętam, jakie było olbrzymie rozczarowanie (klik), że to nie nasz kot...


Kocurek został u nas, bowiem jego stan wskazywał na bezdomność. Był zdziczały, zabiedzony, chudy... 
Przełamywał się pomału, aż pokazał (klik), jaki jest. To delikatny, subtelny, nieśmiały kitek. Nigdy żaden kot nie potrafił okazać mi tyle uczucia! To tulący się do człowieka koci skarb. 



I taki piękny!


Potem nastąpił czas nieudanej adopcji, ale kiedy Janek wrócił z powrotem po zaledwie dwóch dniach, przełamał się do końca, czego świadectwem jest to, że zaczął się bawić! Nareszcie się wyluzował. 



Jankiś spędzał czas w zgodzie z Amisią.



Chodził za mną krok w krok, wzruszająco wyciągał łapki, aby go wziąć na ręce, wylegiwał się na moim łóżku, sypiał przy mojej głowie cichutko i grzecznie, czekając, aż się obudzę, aby się z nim trochę potulić. 








Stefcia, która, jak wiemy, potrafi zadbać o swoje, też od razu zaakceptowała Janeczka. 













Na czas przymusowej obserwacji pod kątem wścieklizny (18 dni) musiał pozostać u nas, ale zaraz kiedy tylko się skończyła... 

Nie tak szybko, poczekajcie chwilkę, opowiem po kolei! Przecież ja nie umiem krótko. :)

Szukając Jankowi drugi raz domu, umieściłam ogłoszenie na FB. Trafiła na nie pewna dziewczyna i zaraz do mnie zadzwoniła, przyprawiając mnie o palpitacje serca, gdyż powiedziała:

Dwa miesiące temu zginął nam taki właśnie kot!

Wyobrażacie sobie, co czułam?! Radość, nadzieję i jeszcze raz radość! 

Potem poznałam historię zaginionego kotka rodziny Darii. Został on przez nich adoptowany ze schroniska w Jeleniej Górze. Był trochę chory, więc wymagał wizyt lekarskich i niestety właśnie podczas podróży do weterynarza po czterech zaledwie dniach od adoptowania stało się nieszczęście – kotek uciekł. Był to nieszczęśliwy splot wydarzeń. Samochód stanął na chwilę, bo ludzie zauważyli na polu dwa błąkające się psy, które wyglądały na potrzebujące pomocy.  Ludzie starali się je odłowić (co za ludzie!), w tym czasie kot uwolnił się z transportera i czmychnął w pola…

(W Pokoju Przemian na samym końcu jest podobna historia z moim udziałem, więc łatwiej mi to zrozumieć…) 

Daria przez te ponad dwa miesiące nie przestała go szukać. Wciąż przeglądała ogłoszenia i tak trafiła na moje. Czy to nie niesamowite?! Wymieniłyśmy zdjęcia, ale nie dało się jednoznacznie stwierdzić, czy Janek to zaginiony Maniek, czy nie. To zresztą nie miało tak dużego znaczenia, pytanie brzmiało, czy rodzina Darii chce tego właśnie kotka z powrotem, a raczej zamiast

Mama dziewczyny niesamowicie się ucieszyła i wyraziła wielką chęć przejęcia Janka. Z tego, co opowiadała mi Daria, cała jej rodzina to niezwykle zwierzolubni ludzie. Mają wiele zwierzaków, również ze schroniska, wszystkie są zadbane, zaszczepione, zaczipowane. Super po prostu! Kotek będzie miał i kocie, i psie towarzystwo oraz ogród. 

Przekazanie Janka/Mańka nastąpiło równo dwa tygodnie temu. Nerwy były, nie powiem, martwiłam się, jak to delikatne stworzenie to zniesie, ale wieści spływały od początku pocieszające. Kocurek najpierw zaszył się w bezpiecznym miejscu, ale już po dwóch dniach zaczął wychodzić na coraz dłużej. Od początku łasił się do Mamy Darii i pakował się jej na kolana. :)

Dokładnie tak, jak przewidywałam w tym poście: Post dla tych, którzy myślą o adopcji Janka.

Teraz po dwóch tygodniach jest już super. To subtelny kotek, więc jeszcze czasem czmychnie do jakiegoś zakamarka, kiedy ktoś wchodzi do domu, choć ostatnio nawet tego nie zrobił, tylko zatrzymał się na wołanie. Upodobał sobie siostrę Darii, z którą śpi jak ze mną kiedyś (szczęściara!). Zimę  ma spędzić w domu, musi się przyzwyczaić, zanim zacznie wychodzić. Wszystko układa się fajnie. Jestem wdzięczna rodzinie Darii, że tak mądrze i spokojnie zajęła się Janeczkiem/Manieczkiem. 

Czy to jest Maniek, który zginął koło Lubania Śląskiego ponad dwa miesiące przed znalezieniem go we Wrocławiu? Czy przemieścił się jakoś w tym czasie ok. 100 kilometrów? 

Hmm…

Daria z rodziną patrzą na niego i raz są przekonani, że to Maniek, a innym razem w to powątpiewają. 

I tak już zostanie. Tylko on to wie. Może jest Ma-Jankiem po prostu. :)

Daria mówi, że ciężko zrobić mu zdjęcie, bo zaraz leci się miziać.
Co za pieszczoch!
Sercem skłaniamy się do wersji, że to Maniek. Po prostu bardzo wychudł, błąkając się po świecie, to  i wygląda ciut inaczej, jednak nawet jego charakter się zgadza. W schronisku napisano o nim:

Kocurek w typie kota norweskiego. o długiej, szarej sierści i puszystym ogonku. Jego zadziorny wyraz pyszczka stwarza wrażenie, że jest on dominującą osobowością. Nic bardziej mylnego. To bardzo łagodny i przyjacielski kot, który mocno stresuje się w schronisku. Zaszywa się w bezpiecznych miejscach i wychodzi tylko na zawołanie. Widać, że potrafi nawiązać kontakt z człowiekiem i bardzo potrzebuje towarzystwa ludzi.

To zupełnie nieprawdopodobna historia! Magiczna. :)


PODPIS

Kotek po lewej to Maniek. Może po stracie kilku kilogramów
i błąkaniu się dwumiesięcznym wyglądałaby jak ten po prawej?

82 komentarze:

  1. A cz to teraz wazne, czy to Janek, czy Maniek? Wazne, ze ma wreszcie kochajacy dom. I wazne w kwestii Kajtka, bo moze... kto wie... kiedys... Cuda sie zdarzaja!
    Nie tracmy wiec nadziei, ze i on sie odnajdzie... ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak. Niby ważne czy kotek ma dom, ale gdyby to był Maniek znaczyłoby to, że prawdziwe cuda się wciąż zdarzają. I że może zaginięcie Kajtusia ma większy sens. Może było po to, aby Maniek się znalazł.
      Poza tym czy to nie niezwykła historia?

      Usuń
    2. niezwykłą jak to ostatnie zdjęcie

      Usuń
  2. Ostatnie zdjęcie"zeszkliło"mi oczy.Wszystkiego dobrego M-Janku!
    Ja tam jestem święcie przekonana,że Kayron czeka na swoją kolej znalezienia!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie koty powinny mieć swoje domy i kochających podkreślę kochających ludzi wtedy na świecie będzie dobro i szczęście i mądrość.
    Dla M-Janka i wszystkich dobrych ludzi ♥♥♥♥ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ostatnie zdjęcie to wypisz wymaluj twoje logo
    Agnieszka z Żyrardowa

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta historia jest niesamowita i wzruszająca :)
    Cudownie, ze Ma-Janek ma taki dom. I troszkę zazdroszczę jego Łysym - taki przytulaśny kot! To się chyba bardzo rzadko zdarza!:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż taki mi się nie zdarzył dotąd. Zobaczymy co będzie jak się bardziej ośmieli. Ciekawa jestem co z niego wylezie. :)

      Usuń
  6. Piekna historia.Wszystkiego najlepszego dls Majanka i jego nowej starej obslugi:):)Zdjecia cudo:) A z L

    OdpowiedzUsuń
  7. dziękuję za poranną porcję łez :)
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowita historia. Ostatnie zdjęcie to sama miłość. Piękny Ma-Janek i piękna dziewczyna. On wygląda jakby całym sobą mówił- Kocham cię moja Łysa. Aż mam ochotę "skraść" to zdjęcie i oglądać je w gorsze dni. Gosiu, bez względu na to KTO czy CO postawiło Cię na jego drodze- tak miało być. Szkoda tylko, że okoliczności smutne, ale ... Nadzieja umiera ostatnia. Dobrego dnia.
    JoannaK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam październikową akcję ogłaszania, może ona przyniesie skutek...

      Usuń
  9. Ależ Agnieszka z Ż. jest spostrzegawcza Ma-Janek jest faktycznie kotem z Twojego loga, no i jak dobrze jest czytać o kolejnych ludziach z naszej bajki :. Balsam na serce. Marysia

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczna historia, śliczna Daria i przepiękny kocurek. Szczęściarze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię takie historie ze szczęśliwym zakończeniem :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Niesamowita historia z super dobrym zakończeniem.Wszystkiego dobrego Janeczku - Ma

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak naprawdę to obojętne czy to tamten zaginiony kotek. Pewnie nie, ale grunt, że kocina ma swój dom i kochających ludzi.
    Miłego, ;)
    P.S.
    Jeśli Kayron nie był czipowany ani nie miał tatuażu, to jeżeli się odnajdzie też będziesz miała kłopot z jego rozpoznaniem. Po pewnym okresie bezdomności, tułaczki, ewentualnie przebywaniem w cudzym domu, zwierzątko nabywa jednak innych obyczajów, nie tylko innego wyglądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Fajnie. Gosia, a czy rozwiesiłaś ogłoszenie o Kayronie w przychodniach weterynaryjnych? Bo skoro on miał kłopoty z dziąsłami, to pewnie nadal coś mu się jeszcze będzie ślimaczyc, więc pewnie trafi do jakiegoś weta, niekoniecznie w Twojej okolicy. Jakoś tak mi ten Twój kiciuś wciąż siedzi w głowie.

      Usuń
    2. Oczywiście, że rozwiesiłam. Teraz będę to wszystko odnawiać. Dziękuję, Aniu.

      Usuń
  14. Piękna historia. Wszystkie zwierzątka są kochane, ale niektóre bardziej. I taki jest Janek:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To ostatnie zdjęcie mówi wszystko:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudne jest to ostatnie zdjęcie. Miłość i ufność

    OdpowiedzUsuń
  17. Janeczek czy Manieczek,najważniejsze,ze ma już swój dom i wspaniałych ,kochających go opiekunów i możesz być spokojna,o jego los.
    Pzekochany koteczek, i znów się wzruszyłam,te historie o zwierzętach są bardzo poruszające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza po tamtej co-wiesz historii:)

      Usuń
    2. Ano tak, zwłaszcza.
      A wiesz czym się różni wróbelek od zwłaszczy? hrehrehre :))

      Usuń
    3. Że ma jedną nóżkę bardziej?

      Usuń
    4. A nie! Że wróbelek siedzi na dachu a zwłaszcza na rynnie! :))

      Usuń
  18. Jak inni wyżej: piekna historia :) Bardzo. I jak zawsze cudne foty.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakie to szczęście! I jak tu nie wierzyć w cuda, no sama powiedz, jak?
    ♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To olbrzymie szczęście. Bałam się, że zła "sława" mu zaszkodzi, a to nie byłoby sprawiedliwe. To cudny kociołek.

      Usuń
  20. No, i ryczę ! I muszę od nowa makijaż robić , bo zaraz wylatam. Janek też ma miejsce w tej szczególnej przegródce mego serca, gdzie są takie SZCZEGÓLNE Stefcie, Majanki, Witusie... Może to rzeczywiście Maniek. Opis ze schroniska idealnie do niego pasujący. Niesamowite ! I to, że jego nowa/nie nowa rodzina ma rozterki. Najważniejsze, że MA DOM ! MĄDRY DOM ! I MĄDRYCH ŁYSYCH ! Że mu się udało :)
    To se trochę jeszcze się powzruszam i poryczę :)
    Dla Łysych Majanka, dla Majanka i dla Ciebie ♥♥♥
    buuuuuuuuuuuuuuu ze szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie z dziewczynką - miód na serce !

      Usuń
    2. :)) A dla mnie taka reakcja to miód na serce!
      ♥♥♥

      Usuń
  21. I to jest ten kot co nigdy nie miał się oswoić wg pewnej osoby? :)))))))
    Cudna historia
    pozdrawiam
    Joasia

    OdpowiedzUsuń
  22. Strasznie dziki i wściekły kot-no po prostu nowa Łysa jest wręcz przerażona tym,co okrutny kot jej robi :-))).
    Zdjęcie antydepresant :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie jest bajeczne, a à propos wścieklizny to mam ciekawą historię. Kiedy jeździliśmy z Ma-Jankiem na obserwację (polega ona na wypisaniu papierka) to była też dziewczyna na obserwacji ze swoim psem. Pies ten nikogo nie ugryzł, nawet nie zadrasnął, tylko podbiegł do pewnej kobiety merdając ogonem. Dotknął zimnym nosem ręki tej kobiety. Ta narobiła rabanu, wezwała policję, pojechała na pogotowie (nic nie stwierdziło) i trzeba było poddać psa obserwacji. To autentyczna historia. :)

      Usuń
    2. :)))
      ależ ja na miejscu tych ludzi zgłosiłabym tę kobietę z podejrzeniem choroby wściekłych krów :PPP

      Usuń
  23. Dzisiejszy post przywrócił mi podkopaną ostatnio (jak to się mówi) wiarę w człowieka:). Ależ radość. I to w wielu wymiarach. Chciałoby się, by tak mogło być zawsze.
    Niepewność, czy to Maniek bierze się stąd, że zbyt krótko rodzina Darii miała go u siebie. Potem ta dwumiesięczna przerwa... Ważne, że takie podejście do zwierzaka gwarantuje stabilność emocjonalną i stwarza rękojmię powodzenia tego przedsięwzięcia. Nic nie mogło uradować mnie bardziej. Jakaś tam przypadkowa adopcja to w moim przekonaniu "nie to", zważywszy moją nadzieję, że to Ty zaopiekujesz się nim na zawsze:))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dla mnie jest to wymarzone zakończenie tej historii, która oby trwała dla Ma-Janka jak najdłużej za tamtymi dobrymi drzwiami.
      Cieszę się, że czujesz to z równie dużym entuzjazmem co ja, Errato :)

      Usuń
  24. To jest magiczna i budująca historia. Wspaniała! Jak bardzo wspaniała i ogrzewająca wiem, bo wiem też, jak mocno przeżyłaś rozstanie z Jankiem, tamtą nieudaną adopcję i jak niepokoiłaś się, czy tym razem trafił do odpowiednich (czytaj: odpowiedzialnych i rozważnych) ludzi. Wiem, jak bardzo chciałaś, żeby ten kotek znalazł już na stałe ciepło, spokój, miłość i ufność.
    Nie mogę się powstrzymać: ♥♥♥♥♥♥♥♥♥ :D

    PS. Zdjęcia wszystkie cudne (ta zieloność oczu wydobyta przez kolor nakrytka na łóżku!), ale ostatnie (choć nie Twoje ci ono) przebija wszystkie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykładzie Majanka można troszkę otuchy nabrać, że i historia Kayrona przyniesie dobre zakończenie.

      Usuń
    2. Dzięki Wam, dobre ludziska. Miło jest dzielić się dobrymi wieściami, choć te niedobre mają większą siłę rażenia. Widać to dobrze w mediach.
      Oby tu, na tym blogu było jak najwięcej dobrych, bo, że wszystkie takie nie mogą być to... życie.
      ♥♥♥

      Usuń
  25. Nic nowego nie dopiszę, tak to jest jak się Za Drzwi zagląda zbyt późno. Podpisuję się od poprzednimi komentarzami, to naprawdę magiczna historia. Bardzo się cieszę że Ma-Janek znalazł DOM.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zaczarowany KOT po prostu :) Z innej planety i wymiaru, który zabłąkał się na Ziemię w jakimś, jemu wiadomym celu ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. Janek nie jest tym poszukiwanym kotem, nawet na podstawie tego jednego zdjęcia ze schroniska wyraźnie widać różnicę. Podobnie jak wszyscy komentujący, cieszę się, że znalazł dom, oby dobry i bezpieczny dla niego. I, co ważne, niech to już będzie jego dom na stałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nowa/stara rodzina kotka nie jest tego aż tak pewna. Ani ja.
      Oczywiście to sprawa drugorzędna. :)

      Usuń
    2. W tym przypadku drugorzędna, natomiast to, że Ta rodzina nie jest tego pewna, to słaby argument. Ludzie często patrzą i nie widzą, trudno też poznać stworzenie przez cztery dni, zwłaszcza wtedy, gdy emocje biorą górę. Trochę wiem o kotach, znam je i potrafię odróżnić czarnego od czarnego i według mnie - To nie jest TEN kot.

      Usuń
    3. Pozostań więc przy swoim zdaniu. Ja głowy sobie obciąć nie dam. :)

      Usuń
  28. a to szczęściarz jeden, farta ma chłopak podwójnego :o)

    OdpowiedzUsuń
  29. Zdjęcie MaJanka z tą śliczną dziewczyną rzeczywiście ujmujące, ale pragnę zauważyć, że na jednym z wcześniejszych, niejaka Stefania uśmiecha się prawie od ucha do ucha. ♥

    OdpowiedzUsuń
  30. I niech żyją dłuuuuuuuugo i szczęśliwie ♥

    PS
    Mówiłam już, że kocham Stefkę? ;))

    OdpowiedzUsuń
  31. Popatrzylam na te dwa zdjecia i moim zdaniem sa na nich bardzo, bardzo podobni. A jeszcze dwa miesiace tulaczki, naprawde, to moze byc Maniek....😀A z L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Im dłużej przyglądam się tym bardziej wydaje mi się to prawdopodobne, no i jeszcze ma takie samo uzębienie i najważniejsze, że zachowanie! Jednak tak jak napisałam wyżej nie dam za to głowy, no i nie jest to potrzebne. Majanek wie kim jest i to wystarczy :)

      Usuń
  32. Maniek czy Janek wsio rawno :-)
    Wspaniały domek ma !!!
    A to ostatnie zdjecie jest cudowne i oby w takim tonie mijało im zycie - kotysiowi i jego ludziom :-)
    Wszystkiego dobrego ...

    OdpowiedzUsuń
  33. Szkoda, że nie wszystkie kocie historie maja takie zakończenia. Maniek/Janek miał szczęście podwójne, raz że trafił do Ciebie i drugi, że ma teraz jak widać kochającą rodzinę. Ciekawe czy te szare długowłose to jakiś przytulaśny gatunek bo moja Królewna, która niestety odeszła w poniedziałek :-((, była taką właśnie przytulaśną koteczką.
    Pozdrowienia z bardzo smutnego stryszku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutno nam bardzo, ale miała ponad 17 lat i mimo choroby (7 lat z niewydolnością nerek)chyba miała dobre życie bo była bardzo kochana, tak się pocieszam przynajmniej.

      Usuń
  34. Pięka historia ... :)
    Najlepiej jeśli zostanie Ja-Mańkiem, najważniejsze, że odnalazł swoją kochającą rodzinę! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ojej ale się posypało miłych komentarzy. Jestem bardzo mile zaskoczona. Maniek może u nas liczyć na ciepełko, zawsze pełną michę, opiekę z dobrej lecznicy w razie potrzeby oraz już później ogródek. Jest cudownym kotem, robi bardzo duże postepy, jeszcze co prawda nie lubi się z naszą koteczką jednak to na pewno kwestia czasu. Na pewno będziemy w kontakcie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję jeszcze raz za miłe słowa. Daria.

    OdpowiedzUsuń
  36. Janek w ramionach swojej Pańci cud miód i orzeszki :-))
    Jednak widzę różnicę między Mańkiem i Jankiem. Maniek nie miał zielonych oczu , i nie miał żadnego czarnego wąsika - a Janek ma. To się nigdy nie zmienia.
    No i Janek ma sam nosek większy - powyżej dziurek odległości do futerka są różne. To też nie mogło się zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  37. Gosiu, czy będziemy mieli jeszcze wieści od Janka?

    Proszę, przekaż pozdrowienia Rodzinie i głaskanki dla M-J :-)))

    OdpowiedzUsuń
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...