czwartek, 28 maja 2015

CudKocioCiotka i cudkociopowitanie

Bardzo dziękuję za arcymiłe przywitanie. Dodaliście mi nim chęci do pracy. :) Od razu mi się zachciało wrócić do bloga. 

Zdjęcia w dzisiejszym poście są autorstwa CudArteńki, słusznie się więc pewnie domyślacie, że kochana ta kobieta po raz drugi robiła za niańkę dla naszych zwierzaków. Jaka jest to przysługa dla nas bezcenna, możecie sobie wyobrazić! Tydzień spokoju, tydzień codziennych wieści to dla mnie, tęskniącej okropnie za futrzakami, była wielka ulga, a dla syna oddech i możliwość pożycia swoim życiem. CudArteńka jako kocia ciotka sprawiła się doskonale! Widać to po zdjęciach i po treści uroczych mejli, które co dzień dostawałam. Na przykład taki:

Dziś miałam ciekawą noc. :))))

Zapomniałam domknąć drzwi do sypialni i Amisia ze Stefcią wślizgnęły się do pokoju, zajmując miejsca na łóżku. Tak się ładnie ułożyły, że żal mi było je prosić o zejście. Tak więc przesunęłam się na bok. Zostawiłam też uchylone drzwi, żeby w razie czego miały możliwość wyjść. O godz. 4.58 pobudkę zrobił mi Hokus. Skubaniec zaczął mnie... po prostu budzić łapką. :)))) Trochę nieprzytomna zerknęłam na zegarek, mówiąc "Hokus, daj jeszcze chwilę pospać", ale on przepędził po mnie dość stanowczo. :))) Nie było rady. Trzeba było wstać, kotom jadła dać i pójść jeszcze spać. :))))) Te rymy na dowód na to, iż całe to zajście traktuję bardzo humorystycznie. :)))

Dzień się zapowiada piękny. Za oknem jest czyste niebo, słoneczko świeci uroczo. :))) 

Miłego wieczoru. :))))

Albo:

Już jest po kocim śniadaniu:)) Rano pod drzwiami przywitała mnie Amisia, która obecnie leży pomiędzy klawiaturą a ekranem i pięknie mruczy:)). Zjadła wszystko bardzo ładnie:)) Przed chwilą wpadł do pokoju komputerowego Hokus, który śmignął po regałach i gdzieś sobie pobiegł. Nie chciał jeść swojej mokrej karmy. Próbował za to dostać się do miski Stefci, ale zapanowałam nad tym (za to zjadł lekarstwo). Najmniej koło mnie jest Stefci, ale dała się pogłaskać;)))

Albo:

Żałuję, że w najciekawszych momentach nie mam aparatu fotograficznego pod ręką. :) Ale i tak byłby kłopot, aby go użyć, gdyż jeden kotek (najczęściej Stefcia) leży mi na kolanach, drugi kotek (Amisia) leży przy klawiaturze, a Hokus pomiędzy klawiaturą a ekranem. Dziś była zmiana, na kolanach leżała najpierw Amisia, następnie Stefcia, a Hokus rozłożył się na klawiaturze. :)))) No cyrk! :))))

Mam wrażenie, że kotki potrzebują duuużej ilości pieszczot, to jak już wrócisz, bierz się do głaskania. :)))))

No coś pięknego, sami powiedzcie! Nawet zazdrosna powinnam być, bo najwyraźniej CudArteńka ma w sobie coś strasznie atrakcyjnego dla Ami, która okazuje jej wiele przywiązania. Jestem pewna, że tym czymś jest spokój i życzliwość wprost emanująca od CudKociejCiotki! 

CudAtreńka jechała znowu 10 godzin pociągiem w jedną stronę, by pomóc nam w potrzebie (my z Seulu lecieliśmy tylko pół godziny dłużej). Naprawdę wyjątkowe!

Jestem ogromnie wdzięczna tej naszej blogowej dobrej duszy! 
Dziękuję Ci, CudArteńko! 

Zdjęcia idealnie, bez słów, opowiadają, co się działo podczas pobytu opiekunki i jak traktowały ją koteczki. A mówią, że koty to niezależne istoty, że człowieka traktują przedmiotowo i że nie jest im potrzebny! Bzdura. One potrzebują kontaktu z człowiekiem jak tlenu. 




































Jak wiecie, wróciliśmy w poniedziałek w nocy. Na lotnisku we Wrocławiu czekała na nas cała rodzina! Na dodatek z kwiatami, makowcami i ulubionymi owocami w galaretce. A w domu pełny obiad z dwóch dań. Radości było co niemiara! Choćby po to warto było wyjeżdżać. :)

Koteczki przywitały nas bardzo, bardzo. Musicie mi uwierzyć na słowo, bo tym razem nie robiłam zdjęć ani nie kręciłam filmu jak rok temu. Wciąż w myślach miałam Ruficzka, który już nas nie mógł przywitać. To znowu boli. Czuć w takich chwilach, jak wielką pustkę zostawił po sobie ten kochany piesek. Weszliśmy do cichego domu... Przez chwilę nic się nie działo, potem z drapaka zeskoczył Hokus, mogliśmy go napaść i wycałować. :) Udał się do miski rzecz jasna. Zaniepokoiłam się, że nie ma kotek, jednak po otwarciu drzwi na taras obie dziewczyny wbiegły do domu. Były w ogrodzie, choć zbliżała się już północ. Gdy jesteśmy w domu, to się nie zdarza, zakładam więc, że po prostu nas wypatrywały. :) Panny udały się... do misek. :) Towarzystwo zostało nakarmione, no i wtedy się zaczęło! Nagle cała trójca dostała humorku, Stefcia z Hokusem zaczęły szaleć, ganiać za myszkami, widać było wyjątkową, wielką kocią radość. :) Amisia za to okazała ją po swojemu: domagając się dokładki. :)
Jednak trzeba czasu, aby towarzystwo całkiem nam wybaczyło nieobecność. Dopiero wczoraj wieczorem Stefcia przyszła do mnie na kolanka... 
W każdym razie po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że dla mnie koty są cudem! Wtulić się w kocie futerko, mmmm, rozkosz. Bardzo za nimi tęskniłam.

Refleksje popodróżne zostawiam sobie na potem. Posty japońskie i koreańskie też jeszcze się tu pojawią. :) Tematów mam tyle, że dni nie wystarczy! Podróż naprawdę odmienia myśli. :)

PODPIS


104 komentarze:

  1. Nno! Nareszcie koty! :D

    Tak myślę, czy nie obstalować sobie CudArteńki do opieki nad naszymi sierściami. W końcu to też tylko jakieś dziesięć godzin jazdy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko:))) Tylko 10 godzin jazdy:)))

      Usuń
    2. nareszcie koty :) a Arteńka to nasze Futrzakowe Pogotowie :)

      Usuń
  2. Cieszę się ogromnie, że mogłam pomóc. Tym razem (mam wrażenie) kotki potraktowały mnie jak swoją. Nie tylko Amisia lgnęła do mnie, na kolanach leżała przede wszystkim Stefania, a Hokus prawie codziennie robił mi pobudkę, na szczęście tylko raz o 4.58:) Polecam się na przyszłość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Polecam się na przyszłość" - i to właśnie pokażę Robertowi podczas następnych negocjacji o psa. :)

      Widać gołym okiem, że cię potraktowały jak swoją, na dodatek ukochaną ciotkę. :)
      DZIĘKUJĘ!!!

      Usuń
  3. Arte, ja też nie dałabym rady zrzucić ich z łóżka! Zresztą po co, nie? Trzeba tylko wypracować sobie stałą pozycję, w której da się rozprostować nogi:)))
    Nie było mnie tylko niecały tydzień, a nie mogłam się doczekać tych męczarni! Przez miesiąc to można uschnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście obie nie jesteśmy wysokie:)

      Usuń
    2. Przez ten miesiąc udało mi się tylko dwa razy pogłaskać psy. Oba były z tych miniaturowych, maleńkich, jakie to mają Koreańczycy najczęściej. Cóż to była za radość! Uśmiech na gębie i błogość w sercu!

      Usuń
    3. Hana, z Hokusem naprawdę nie da się spać! Arte świadkiem. Dziś rano też pokazał MCO co potrafi. Normalnie przedmioty fruwały po pokoju zrzucane jego łapecką. :)

      Usuń
    4. Przecież Czajnik ma tak samo, ale za nic nie odmówię sobie zasypiania z nim pod pachom. Ceną jest wstawanie ok. 4 rano i zamykanie kota w jego pokoju, czyli w łazience. I tak noc w noc. Już nawet się nie budzę, tylko idę jak zombie, Czajnik za mną, a rano nie mam żadnej pewności, że wstawałam:)))

      Usuń
    5. He, he :)) Rozumiem Cię. :) Dziś wstawałam tak do Ami, która jak chce wyjść to drapie drapak, a ja zawsze staram się najpierw udawać, że nic nie słyszę, ale niestety muszę ulec i ją wypuścić. Spałabym chętnie przy otwartych drzwiach, ale z Hokim naprawdę się nie da.
      :**

      Usuń
    6. ta czwarta rano to jakaś zmowa kotów jest :)

      Usuń
  4. Arte, do mnie przyjedź, będzie o jakieś 2 godziny mniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Każdy by chciał mieć Arte u siebie. :)

      Usuń
    2. Nie bądź taka pazerna, hrehrehre!

      Usuń
  5. Miłe kotki, że tak szybko Ci wybaczyły.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie dziękuję za zaproszenie. Tym sposobem mogę pozwiedzać całą Polskę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję opowiesz na blogu jak spędziłaś czas w moim pięknym mieście. :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że opiszę, tyle ciekawych rzeczy się działo:))))

      Usuń
  7. No cały cyrk :-)
    Ale już jesteście w komplecie. To co, nocka z kotkami? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziewczynami, bo Hokus to łobuz, istny diabeł wcielony. Jak coś chce, musi to osiągnąć. Będzie tak długo przebiegał po tobie aż wstaniesz. Tak jak pisała Arte. :)

      Usuń
  8. Pięknie się sprawowały, opieka najlepsza z możliwych :). Dobrze, że wróciliście.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze że już jesteście pełni wrażeń i radości z powrotu do domu. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To dobrze, że sie tylko trochę obraziły ;)
    Myślę, że zasługa tutaj jest wielka CudCioci, która się nimi cudownie opiekowała i wytłumaczyła, co się dzieje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wcześniej trzy tygodnie miały człowieka tylko na chwile karmienia, z wyjątkiem dni, gdy Kasia mogła z nimi posiedzieć. Gdy przyjechała Arte odżyły! One towarzyskie są. Człowiek jest dla niech bardzo ważny. Kochane moje :)))

      Usuń
  11. W końcu coś o kotach!
    Taka CudCiotka to skarb!:))
    Ale ja nie wiem, czy tak otwarcie powinnaś pisać o jej zaletach, bo kolejka chętnych już się ustawia.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu coś o kotach??! A ja się tak starałam! Konwalio, powiedz lepiej czy wkuta już jesteś do klasówki??

      Usuń
  12. I tak to za sprawą Twoich kotów Gosiu ja także skorzystałam z Waszego wyjazdu , bo mogłam się poszwendać po Wrocławiu w sympatycznym towarzystwie Arteńki :))) Gosiu dziękuję za to że sprowadziłaś ją do naszego miasta , a Tobie Arte za miłe towarzystwo :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ, Mario, możesz na mnie liczyć w przyszłości też, he he :))

      Usuń
    2. Gosianko, pięknie dziękuję za zaproszenia do Wrocławia, a Tobie, Mario, za sympatyczne spacery po wrocławskich parkach:)

      Usuń
  13. Cieszę się, że kotki w tak dobrym zdrowiu i pod tak fantastyczną opieką zastałaś. Koty inaczej się cieszą, inaczej witają. Dłużej choć mniej intensywnie niż pieski. No ale bez owijania w bawełnę - kiedy nowe tymczasy:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, właśnie planuję zadzwonić do Kamili z Przygarnij Kota, pewnie zaraz się coś znajdzie...

      Usuń
  14. Witomy, witomy podrurznikuf azjatyckich!
    Wy macie za dobrze z Artenka, naprawde. Czy cat-sitterka swiadczy rowniez uslugi za granico? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinna, prawda?!
      Oj, dobrze mamy z nią. Bardzo!

      Usuń
    2. Najdalej byłam w Ekwadorze:))) I nadal lubię podróże:)

      Usuń
    3. Ania, rezerwuj termin, póki czas. :)

      Usuń
    4. No prosze, w Ekwadorze kotow pilnowala! :)))
      Ja Artenke moge jedynie w gosci zaprosic, bo do pilnowania kotow mam swoje trzy bestie.

      Usuń
    5. Nieee, w Ekwadorze byłam zupełnie z innej okazji:) To był przykład na to, że podróże mi nie straszne:)

      Usuń
  15. No lepszej opieki mieć nie mogły ! Tak podejrzewałam, że to Arte z kićkami została :) .. a ja mam pomysł ! Ale to na maila Gosiu przyślę ! Od dawna mi się ten pomysł się kołacze po głowie !

    OdpowiedzUsuń
  16. witajcie, kochani!
    to dopiero była radość, takie powitanie :)
    pozdrowienia dla wsystkich, włącznie z jedyną w swoim rodzaju, fantastyczną kociociotką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Joasiu. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko gra. :)

      Usuń
    2. Pięknie dziękuję za pozdrowienia:)

      Usuń
  17. Ukłony dla KocioCiotki, widać, że zwierzaki ją lubią. Powitanie nie mogło być spontaniczne, koty swój honor mają.
    Tęskniły na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiają ją! Czytałaś co pisze: Stefcia na kolanach, Amisia na klawiaturze, a Hokus na biurku obok. :) Raj!

      Usuń
  18. No to wszystko cudnie! Jak już zostało napisane, do Arteńki będą się kolejki ustawiać :)))
    A tak w ogóle, to jest niesamowite; dzięki internetowi prawie nie odczułam Twojej nieobecności. Chociaż trzeba pamiętać, że "prawie" jednak robi różnicę :)))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninko, powinnaś medal dostać za to wytrwałe kibicowanie nam i czytanie wszystkich (nawet tych niesamowicie długich i drobiazgowych - wiadomo czyich) postów! :***

      Usuń
    2. Ależ to była czysta przyjemność!

      Usuń
  19. Tylko pozazdrościć kotkom wspaniałej opieki!
    No a co dla kotów najważniejsze, żeby były zachowane rytuały i najlepiej jakby wszyscy domownicy byli pod bacznym okiem, a nie gdzieś się kręcili, malutki foch musi być :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rytuały wracają dopiero. Stefcia czeka na wieczorne gonitwy po korytarzu. Jaki to wesoły kotek! :)))

      Usuń
  20. Gdybym tylko miała taką możliwość z miejsca zaprosiłabym Arteńkę do siebie na czas wyjazdu,a tak muszę kotki wlec ze sobą. W tym roku i po chorobie Rysia to już w ogóle najchętniej nigdzie bym się nie ruszała z domu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zapytaj... Ja kiedyś zapytałam, no i proszę, przyjechała już dwa razy! :)

      Usuń
    2. Niestety, nie mogę ponieważ nie mieszkam sama, w domu pozostaje teściowa, która niestety kotami się nie zajmie.

      Usuń
  21. Arte, Ty się zastanów! Ustal stawkę i jazda po Polszcze! Nie opędzisz się i grafik będziesz musiała sporządzić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł, już kiedyś miał powstać taki grafik:)))

      Usuń
    2. Popieram! Do dzieła :))

      Usuń
  22. Artenko!!! co ja mam napisac , no co? no wiadomo, ze nie ma takiej drugiej jak Ty! i koty to wiedza!

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedyś to mnie nazywali: Arte, Arteńka, Cudzie jeden, kosmitka, a teraz proszę: CudKocioCiotka, Futrzakowe Pogotowie, CudCiocia, cat-sitterka, KocioCiotka:)) Ha, ha, ha:))) Pięknie dziękuję za wyrazy sympatii:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękuj mojej trójcy, bo to one ci wystawiły najlepsze świadectwo. Przecież mogłyby cię nie lubić, a sama widziałaś co się działo. :)
      Wszystkie określenia są zasłużone, a jak będziesz trzeci raz to na pewno wymyślimy ci nowe. :))

      Usuń
    2. Masz rację, trzeba tej kociej trójcy podziękować:)))

      Usuń
  24. To ja dziękuję - przebywanie z nimi to sama przyjemność i swoistego rodzaju terapia:)
    Jeśli chodzi o psa - negocjuj:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Witajcie Kochani...:)
    Nareszcie powoli wszystko wraca do normy, w końcu post o kotach jak się należy.
    CudCioteńka uratowała Was chyba przed bardziej konkretnym fochem ze strony rezydentów.:)
    Arte, taka objazdowa opieka nad futrzakami to nieoceniona przysługa, a zdjęcia cudownie oddają atmosferę tej czułej opieki.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze zdjęcia nie powstały - obie ręce miałam zajęte głaskaniem:)))

      Usuń
    2. Witaj, Alu. :) Pamiętam o tym, że wygrałaś minikonkurs. :)

      Usuń
    3. Gosiu, ja nie o tym... Cieszę się, że jesteś.:)

      Usuń
    4. Jeżu! Ja wiem, że Ty nie o tym! Ja tylko piszę, że właśnie dziś o Tobie myślałam w kontekście tamtego konkursiku. :)

      Usuń
  26. Gosianko i wszystkie osoby, które tu napisały swój komentarz:) Pięknie dziękuję jeszcze raz za zaproszenie do Wrocławia, okazane mi zaufanie, możliwość przebywania w przesympatycznym kocim towarzystwie, dobre słowa, a także za wszelkie pomysły na moją dalszą karierę zawodową:)))
    Na swoje usprawiedliwienie podam to, że ... po prostu lubię świat, cały świat:)))) No i lubię podróże:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś niezwykłą osobą. Jaki piękny byłby świat, gdyby ludzie byli jak ty!

      Usuń
  27. Gosiu, cieszę się że już wróciliście :))) chociaż czytanie waszych relacji live z podróży to była fantastyczna gratka;)))
    Cud ARTeńka to rzeczywiście istny skarb !!! bardzo chętnie bym skorzystała z jej usług...:)))
    a to że kociaczki tęsknią to oczywista oczywistość !! my najdłużej zostawilismy nasze słodkie zajączki na 2 tyg- jejkuuuu jak ja za nimi teskniłam !! a kiedy wróciliśmy to najpierw udawały obrażone a potem przytulaniom i ściskaniom nie było końca!!!
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, Japonia, Korea - jeszcze będą relacje z tych krajów. Za dużo mam fajnych rzeczy do pokazania. :)

      Usuń
    2. super :))) lubię czytac wasze relacje z podróży!!
      a tak zupełnie zmieniając temat to właśnie dostałam sms od właścicielki , ze kotka którą złapałam 15 maja do klatki, którą mi twój syn pożyczył, dziś urodziła 5 kociąt. :)) mama i kocięta podobno czują sie dobrze;))

      Usuń
    3. Jejku! A gdzie są teraz? Trafiły do jakiegoś domu tymczasowego?

      Usuń
    4. koscięta są w domku ze swoją mamusią- nie wiem co właścicielka zamierza z nimi zrobic...

      Usuń
    5. Musisz mi opowiedzieć tę historię, bo wiem tylko od Kasi, że potrzebowałaś klatki łapki. :)

      Usuń
  28. Zeby pobyc z tym kocim cudem Amisia, to ja tez bym przyjechala z L do W:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  29. Wyobrażam sobie ile radości było jak wróciliście :-))) I to z obopólnej strony !
    Dobrze mieć taka CudArteńkę :D
    Uściski dla Was <3

    OdpowiedzUsuń
  30. CudARTeńka to prawdziwy skarb, a zadowolone kocie pyszczki świadczą o tym najdobitniej. Miło ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, Heryslio. Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

      Usuń
  31. I ja pragnę Cię powitać - witaj Gosianko i pisz dużo, dużo.
    Pozdrawiam serdecznie Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, bardzo mi miło. Jak po takim powitaniu nadal mieć lenia? Nie da się!
      :))

      Usuń
  32. Witajcie Wy podróżnicy i witajcie kociowe zdjęcia.Wszyscy się cieszą i to jest najważniejsze.Opiekę miały najlepszą.Już sobie wyobrażam kocią radość no i focha też.Gosia z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Gosiu. :) Już wszystko wróciło do normy. Stefcia wciąż ładuje się na kolana i mruczy - wybaczyła. :)

      Usuń
  33. Ale fajnie że są tacy ludzie - pełni optymizmu, z szeroko uśmiechniętymi buziami i pomagający każdej żywej istocie! Piękny tekst, świetne zdjęcia - pozdrawiam cudArteńkę oraz właścicielkę bloga :)

    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  34. Wróciliście:))) Uśmiecham sie do tych Arteńkowych mejli i zdjęć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Są pełne optymizmu, dowcipu i życzliwości, nic dziwnego, że się uśmiechasz. :)

      Usuń
  35. Wnoszę, że Amisia jest już zdrowa całkowicie ;) te dokładki... :D
    Widzę oczami wyobraxni jak one szalały! :)))
    A CudArteńka to anioł!!!

    P.S. Kontenerek czekał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to to, CudAnioł z tej Arteńki :)

      Usuń
    2. Amisi choroba jest niestety przewlekła, wymaga odpowiedniej diety i braku stresów. To wrażliwa koteczka. Pierwszy raz miała tak ostre objawy po zaginięciu Kajtusia, a teraz po odejściu Rufiego, to już o mało nie skończyło się to tragicznie. Na szczęście wiemy co robić gdyby dostała znowu tych objawów. Trzeba jej podać lek sterydowy - ma pomóc.

      Kontenerek czekał. Bardzo dziękuję. :)

      Usuń
    3. Albo CudAnielica ;)

      W takim razie niech Amisia żyje już w błogim spokoju i nie ma sytuacji stresujących :*

      Usuń
  36. Gosiu... jak najbardziej się z Tobą zgadzam... czasami myślę, że wiedzą więcej niż ludzie tylko nie są w stanie tego nam przekazać
    ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...