Pokój Przemian 2019


345. Szyszka

Szyszka to szylkretowa piękność znaleziona we Wrocławiu. Kotka była zadbana i ewidentnie domowa, jednak ogłoszenia o poszukiwaniu opiekuna nie przyniosły żadnego rezultatu. Podczas pobytu Za Moimi Drzwiami Szyszunia przeszła wszelkie badania i testy, które potwierdziły, że koteczka jest zdrowa, przeszła więc zabieg kastracji i już była gotowa do adopcji. Okazała się kotką bardzo miłą i miziastą, a także zaprzyjaźniła się z moimi pieskami - FikiMiki. Koteczka miała kilka poważnych propozycji domu, ale ostatecznie zamieszkała z Klaudią i jej 4-miesięcznym kocurkiem Rambo. Było trochę obaw, jak Szyszka zachowa się do młodszego kolegi, jednak pierwsze wieści z nowego domu napawały dużym optymizmem. Kotki szybko się dogadały i już wiemy, że bawią się wspólnie, szaleją, kochają się po prostu!

346. Śrubka

Śrubka to kotka, która przez wiele lat żyła w magazynie jednej z fabryk. Radziła tam sobie najlepiej, jak potrafiła. Gdy los zetknął jej z Kingą, która skontaktowała się ze mną, zapadła decyzja by dać kotce szanse na lepsze życie w drugiej połowie jej życia. Marzyłyśmy by Śrubka poznała życie domowego kotka, kochanego i zadbanego, który nigdy nie zazna głodu i chłodu. Mimo posiadania w magazynie wielu przyjaciół, życie tam było po prostu niebezpieczne. W momencie trafienia Za Moje Drzwi kotka miała ok. 7 lat. Od samego początku okazała się koteczką bardzo ostrożną, trochę przestraszoną, ale robiącą piękne postępy. Gdy zaufała, że nie grozi jej z mojej strony żadne niebezpieczeństwo okazała się słodką istotą, rozdającą baranki i mruczącą głośno z radości. Śrubeczka była nauczona ostrożności, inaczej pewnie by nie przetrwała w takim nieprzyjaznym kotom środowisku. W ramach tymczasowej rezydentury Śrubka przeszła przegląd weterynaryjny, łącznie z badaniami krwi w kierunku chorób zakaźnych, wątroby i nerek. Wyniki krwi wskazały na dobry stan zdrowia koteczki. Kotka została odpchlona, odrobaczona. Nie było żadnego powodu by Śrubka kolędowała w domu tymczasowym, a dom stały wciąż nie dzwonił. Tak ciężko było wierzyć, że nikt nie interesował się tą cudowną kocią dziewczynką. Gdy powoli traciłam nadzieję, zamartwiając się nocami, stał się CUD. Skontaktowała się ze mną Joasia wyrażając chęć adopcji Śrubki. Jej dom to dom sprawdzony, dom zaprzyjaźniony, dom z innym kotem ode mnie - kotką Dimką, i jeszcze drugą kotką Trikką. Wiem, że Joasia na pewno da Śrubeczce czas i wszystko, co jest w tej sytuacji potrzebne. Jestem przekonana, że jest to dom szyty na miarę dla Śrubki.


347. Filiżanka

348. Spodek

Spodek i Fliżanka

Filiżanka i Spodek, to kocie rodzeństwo, które przyjechało Za Moje Drzwi od pani dr wet, z którą już kilka razy współpracowałam. Koteczki zostały odebrane przez panią doktor z pewnego domu, gdzie były niechciane i nie najlepiej traktowane. Pochodzą z Bolesławca, więc otrzymały imiona "ceramiczne". Zostały od razu odpchlone, odrobaczone, przebadane w kierunku chorób zakaźnych - zdrowe. Porcelanki okazały się rokującymi dzikuskami i po krótkim czasie tymczasowej rezydentury w ZMD znalazły swoje domy. Spodek został adoptowany przez wspierającą nas Beatę, która od dłuższego czasu rozważała adopcję kolejnego kotka. Gdy zobaczyła pierwsze zdjęcia chłopaka, decyzja zapadła. Spodek ma w swoim domu młodego kolegę Tymona i starszą koleżankę Szuszu. Filiżanka znalazła dom u Pauli, która interesowała się koteczką, gdy ta przebywała jeszcze u pani doktor. W swoim domku ma psiego przyjaciela Hektora. Porcelanki od pierwszego dnia w swoich domach robią postępy i przełamują lody ze swoimi opiekunami. Dużo szybciej poszło im nawiązywanie przyjaźni ze zwierzęcymi towarzyszami. Trzymamy kciuki za ich dalsze dobre życie!

349. Miauczi

 350. Pablo

Miauczi i Pablo to kocie rodzeństwo, które zostało uratowane przez Panią Beatę z Koty u Beaty. Kocurki przez kilka miesięcy mieszkały w domu tymczasowym w Ścinawie, aż w wieku ok 7. miesięcy znalazły wspólny dom we Wrocławiu. Bracia to kotki subtelne, łagodne i delikatne, ale każda zmiana wprowadzała ich w poczucie ogromnego lęku i strachu. To takie kotki, które potrzebują czasu i cierpliwych, kochających opiekunów. W nowym domu niestety nie było zrozumienia dla ich wrażliwej natury i kotki po 6 dniach zmuszone były go opuścić. Ponieważ dom ten znajdował się blisko mnie, zdecydowałam się przyjąć chłopaków na tymczasową rezydenturę. Nie było sensu wieźć ich z powrotem do Ścinawy. Od razu rozpoczęłam poszukiwania domu stałego dla braci ponieważ uważałam, ze najlepiej, gdyby z kolejną stresującą zmianą uporały się we własnych czterech kątach. Za wszelką cenę chciałam uniknąć oswajania kocurków w domu tymczasowym, po to żeby za chwilę przechodziły to samo w swoim domu. Niestety szczęście mi nie sprzyjało i koteczki spędzały swoje życie w kocim pokoju. Odizolowani od życia codziennego ludzi bracia nie robili żadbych postępów, toteż zdecydowałam się poprosić Patrycję i Łukasza, aby przyjęli ich do siebie do domu tymczasowego, gdzie mieliby zapewniony częsty kontakt z ludźmi i kocimi rezydentami. I choć nie nastąpił jakiś ogromny przełom, to jednak Miauczi i Pablo pięknie się u nich przełamywali. Po raz kolejny umieściłam nowe ogłoszenia o nich na OLX i tym razem zadzwonili CI ludzie! Wkrótce kocurki zamieszkały u siebie, w domu, który da im tyle czasu ile trzeba. Nowa mama pisze na naszej grupie Za Waszymi Drzwiami i... będzie dobrze! Hurra!

351. Carino

Carino trafił Za Moje Drzwi na prośbę pani pani Sylwii spod Strzelina. Został znaleziony z niewładnym tyłem. Jak się okazało maluszek miał połamaną w ośmiu miejscach miednicę i wybitą tylną nóżkę. Konsultacje chirurgiczne wykazały konieczność unieruchomienia go w klatce na ok. 6 tygodni oraz wykonanie resekcji główki kości udowej, którą przeszedł będąc jeszcze rezydentem ZMD. Choć sytuacja zdrowotna Carino nie była najlepsza, to ze względu na młody wiek kotka rokowania od samego początku były całkiem dobre. Po rekonwalescencji i kilku tygodniach spędzonych w klatce, koteczek miał wrócić do całkowitej sprawności. Carino podbił moje serce już od pierwszej chwili. Rozkochał w sobie wszystkich domowników ZMD oraz całą naszą Społeczność. Dał się poznać, jako przesłodkie dziecko pełne radości i dobrego humoru. Carino był u mnie prawdziwym kochaniem, tak jak mówi jego hiszpańskie imię. To łagodny, subtelny, ugodowy, dzielny, grzeczny, mruczący dzieciak.

Carino to też kot magiczny, który wiele nas wszystkich nauczył. Pomimo ogromnego cierpienia, które przeszedł, izolacji w klatce, kotek zawsze tryskał dobrym humorem. Zawsze skory do zabawy, wesolutki, podgryzający moje palce. Nie rozpamiętywał tego, co mu się stało, nie rozbierał na składniki co go czeka, nie analizował zagrożeń, nie projektował problemów, nie płakał nad swoim losem. Mój mały Carino - nauczyciel, dzielny malutki wojownik.

Jeszcze Za Moimi Drzwiami Carino zaczął dochodzić do zdrowia. Pokochałam go tak bardzo, że pojawiła się myśl, by już z nami został na zawsze. Wbrew rozsądkowi to pragnienie rosło we mnie. I choć w głębi serca wiedziałam, że kotek musi znaleźć dom, to nic nie mogłam poradzić, że myśl o jego adopcji kiełkowała w moim sercu i umyśle.

Na szczęście któregoś dnia otrzymałam cudowną wiadomość, od cudownych ludzi, którzy gotowi byli zaadoptować Carino. Od pierwszej chwili moje serce mówiło mi, że to dom idealny, szyty na miarę, taki który będzie kochał Carino i da mu wszystko, czego kotkowi potrzeba. Ich mieszkanie jest przygotowane dla kotów, posiada nawet duży osiatkowany balkon.

Carino został adoptowany przez Joannę i Sławka, którzy sami o sobie mówią, że są kotoholikami. W swoim domu kocio ma starsze rodzeństwo – Maksia (który jest prawie identyczny, jak Carino) oraz czarną kotkę - Kawkę. Od pierwszych chwil Carino znalazł się pod czułą opieką starszego brata, a Kawka bacznie go obserwowała próbując zrozumieć nową sytuację. Jestem pełna nadziei, że wszystko się poukłada.

Trzymamy kciuki za szczęście Carino i jego niezwykłą nową rodzinkę.

352.  Belmondo

Belmondo, kot w typie rasy, nazwany później przez moją wnusię Bellusiem to kot, który zapadł mnie oraz całej społeczności ZMD głęboko w serce. Przepiękny kot w typie rasy w czasie pobytu Za Moimi Drzwiami okazał się także kotem niezwykle miłym i miziastym. Każdorazowo witał mnie z radością domagając się pieszczot.

To kocie cudo błąkało się bezdomne po Wrocławiu. Zostało odłowione przez przyjaciółkę ZMD - Marysię i jej sąsiadów i wstępnie ogarnięte, gdyż widać po stanie cuda oznaki długiego szwendania się. Wiek Belmondo został oszacowany na 3-7 lat, a co najdziwniejsze nosił ślady długiej bezdomności. Chłopak był: 1. Masakryczne zmechacony. 2. Pogryziony i podrapany w wielu miejscach, 3. Miał chore oko, które też było najprawdopodobniej zadrapane i całkowicie zamknięte, 4 Miał uraz żuchwy świadczący o upadku z wysokości.
Za Moimi Drzwiami kotek odbył wizytę u fryzjera, a także przeszedł wszelkie badania krwi, w tym testy na FIV i Felv oraz liczne konsultacje związane ze stanem oka, uzębienia i żuchwy. Powoli ustalono plan działania - sanacja jamy ustnej, drutowanie żuchwy, plastyka powiek.

Belmondo piękniał z dnia na dzień i ewidentnie dochodził do siebie. Z każdym dniem zakochiwałam się w nim coraz bardziej i serce mi pękało na myśl, że nie może ze mną zostać. Ze względu na incydenty z posikiwaniem martwiłam się czy znajdzie dom. Przez wiele tygodni o koteczka starała się Monika, której nie zniechęcało nawet posikiwanie naszego kawalera. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak powierzyć jej los tego wyjątkowego kota.

A tak o Monice napisałam zaraz po adopcji:
"Przedstawiam wam, drodzy czytacze, Monikę. To w jej rodzinie zamieszkał dzisiaj Belli. Monika walczyła o niego od kilku tygodni i wyobraźcie to sobie: mimo mojego wewnętrznego radaru nastawionego na znalezienie każdego fałszu czy sygnału ostrzegawczego w jej słowach - nic się takiego nie wydarzyło!
Wyobrażacie sobie, że ona ani razu mi nie podpadła?! :) Ani na żywo, ani na piśmie. :) To wyczyn, bo wiecie jak ja pokochałam tego kota.
Monika jest bardzo kochaną osobą, mądrą, optymistyczną, bardzo zdeterminowaną i silną. Mając całą wiedzę o Belmondo, niczego się nie przeraziła. Mało tego, ona ma świadomość, że kotu może się zdarzać jeszcze jakiś czas nietrafienie do kuwety - dopóki ma te druty w paszczy i odczuwa dyskomfort, może tak być. W następny czwartek na zdjęcie szwów z oka Belli pojedzie już z nową rodzinką, bo Monikę wspiera mąż i synek.
Ja wam życzę wiele, wiele radości z tego cudownego kota. Obyście byli szczęśliwi i obyście dużo pisali. Dużo dobrych rzeczy!"

Historia pobytu Belmondo Za Moimi Drzwiami zasługuje na odrębny post, który możecie znaleźć tutaj: https://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2019/03/bellissimo-belmondobellusbelli.html

353. Małgośka - Migotka

Małgośka, zanim trafiła Za Moje Drzwi nosiła imię Migotka. Poprosiłam Panią karmicielkę o jego zmianę ponieważ już jedna z byłych podopiecznych nosiła to imię, a staram się by imiona się nie powtarzały. Pani Ilona nie wiedząc, że sama mam na imię Małgorzata, nazwała kotkę Małgośką, co wszystkim Czytaczom bardzo przypadło do gustu.

Małgośka była kotką działkową odłowioną na kastrację. W klinice objawiła swoje drugie oblicze – kotki miziastej i mruczastej – stąd zapadła decyzja by dać jej szansę na oswojenie się z człowiekiem. Pełna obaw zgodziłam się przyjąć koteczkę na nauki życia wśród ludzi. Pierwsze chwile Małgośki w kocim pokoju nie dawały mi nadziei na jej oswojenie. Koteczka była bardzo wycofana i przerażona nową sytuacją... Jakie było moje zaskoczenie, gdy już drugiego dnia Małgośka dała się pogłaskać i faktycznie okazała się kotką miziastą i mruczastą. Już po czterech dniach Małgośka została adoptowana przez miłych ludzi. W swoim nowym domu ma kociego towarzysza Władymira, a sama dostała imię... Migotka! Czyli swoje pierwotne! Pierwsze wieści z nowego domu są bardzo pozytywne. Koteczka aklimatyzuje się w swoim tempie, zwiedza i buduje relację zarówno z personelem, jak i kocim kolegą. Powodzenia koteczko!

354. Jaś

Jasiek to brat Małgosi/Migotki. Niespełna roczny kocurek, o prześlicznym szaro-burym, klasycznym ubarwieniu. Zanim trafił Za Moje Drzwi mieszkał na działkach we Wrocławiu żyjąc tam wraz ze swoim stadem, dokarmiany przez panią Ilonę. Pierwsze dni w domu tymczasowym pokazały, że chłopak jest bardzo spolegliwy i mimo stresu zachowuje się idealnie. Już na drugi dzień można go było głaskać oczywiście ostrożnie. Ponieważ kotek oswajał się bardzo powoli zamartwiałam się czy znajdę dla niego dom, no bo kto chciałby takiego, nawet miłego, dzikuska. Jak zwykle moje obawy okazały się bezpodstawne ponieważ Jasiek rozkochał w sobie Panią Krysię mieszkającą w Ustce. Pani Krysia mieszka z dwoma kotami i nie planowała adopcji kolejnego kota, ale gdy zobaczyła Jaśka, serce zabiło jej na tyle mocno, że nie było odwrotu. Historię pierwszego telefonu od Pani Krysi możecie przeczytać w jednym z postów: TU
Pani Krysia zorganizowała podróż Jaśka i chłopak zaraz po świętach wielkanocnych zmienił adres zamieszkania. Pierwsze chwile w nowym domu przyniosły nam ogrom zmartwień bo gooptasek zaszył się w kącie i ani myślał o jedzeniu czy korzystaniu z kuwety. Kiedy traciłyśmy nadzieję, Jasiek dał się przekupić surowym mięskiem, a potem powędrował do kuwety. Pierwsza koopa ucieszyła nas ogromnie. Zrozumieć to może tylko drugi kociarz. Jasiek powoli otwiera się na nowy dom, a wieści przesyłane przez Panią Krysię napawają optymizmem. Jej miłość do tego kota jest tak wielka, że nie może się nie udać. Powodzenia nowy domku, powodzenia Jaśku.

355. Czapek

Historia Czapka jest kolejną z tych, które głęboko zapadły w serca nam wszystkim. Kocur trafił Za Moje Drzwi po wielu latach ulicznej tułaczki - jego wiek został oszacowany na 10 lat. Czapek całe swoje życie spędził na ulicy, koczując w pustostanie w Legnicy, gdzie był regularnie dokarmiany. O pomoc dla niego poprosiła mnie Pani, która widziała jego niedolę. Kotek od dawna utykał na tylną łapkę, poza tym chudł, bo miał problemy z jedzeniem. Kiedy zjawił się u mnie pokazał się z jak najlepszej strony. To bardzo spokojny, wdzięczny kot. Od razu zabraliśmy się za doprowadzanie go do zdrowia. Przede wszystkim „remontu” wymagała jego paszcza. Ilość bólu, jaką musiał znieść z powodu chorych zębów i różnych zapaleń od kamienia nazębnego, była nie do wyobrażenia. Nic dziwnego, że kot miał problemy z jedzeniem. Nic też dziwnego, że po operacji kot dochodził do siebie dość długo. Podczas pobytu w kocim pokoju Czapek został wykastrowany. Gdy jego stan zdrowia poprawił się, rozpoczęłam poszukiwania domu. Pobyt Czapka Za Moimi Drzwiami zbiegł się z moim corocznym urlopem i gdy już miałam odwołać planowany wypoczynek, postanowiłam zapytać Basię – zaprzyjaźnioną lekarz weterynarii – czy nie przyjęłaby chłopaka na czas mojego urlopu. Kamień z serca mi spadł, gdy Basia się zgodziła. Było to idealne rozwiązanie ponieważ Czapek wymaga zabiegów medycznych – krplówkowania, podawania leków itp. Kto mógłby robić to lepiej niż osoba wykształcona medycznie. Zgodnie z planem kotek pojechał do niej na umówione dwutygodniowe wczasy. Bardzo pięknie wszedł w życie domowe mojej przyjaciółki i od razu się zaaklimatyzował. Wiedział do czego służą łóżko i fotele, choć przy jedzeniu zaczął trochę grymasić. Od razu zaprzyjaźnił się z jednym z rezydentów - Silverem, niestety z drugą kotką – Mrau – do której zapałał ogromnym uczuciem nie udało mu się nawiązać przyjacielskich relacji. Jego nachalność w okazywaniu uczuć tylko zniechęciła dziewczynę. Przez dwa tygodnie Basia dzielnie zdawała relację z życia Czapka. Głęboko w sercu marzyłam, by Czapek został u Basi, choć wiedziałam, że szanse na to są nikłe, zwłaszcza gdy okazało się, że Mrau nie zaakceptowała tymczasowego rezydenta. W międzyczasie znalazł się dom dla Czapusia! Według mojego wyczucia wspaniała rodzina opiekująca się już dwoma niepełnosprawnymi kotami. Po dwóch tygodniach Czapek miał zmienić adres. Pojechałyśmy z Ewą po niego 100 km za Wrocław. Nasz bohater przywitał nas prawidłowo, jak przystało na kota - całkowicie nas olał i nadal wygrzewał się na słoneczku, mając oko na całe obejście. 😉. Basia przywitała nas natomiast słowami, które nas zmroziły:
- Nie dam go wam dzisiaj. Czapi urządził od wczoraj strajk głodowy. Nic nie je. Właśnie przymierzam się do zrobienia mu kroplówki, planuję też jutro wykonać mu badania. Dziś go nie dostaniecie - zakończyła stanowczo pani Wet. 😱 Tak o tym pisałam na FB: TUTAJ

Przez cały pobyt u Basi analizowałyśmy stan zdrowia Czapka i ewentualne scenariusze. Wszystkie doszłyśmy do wniosku, że ze względu na stan zdrowia kota, jego nawracające problemy nigdzie nie będzie mu lepiej niż pod czujnym okiem pani doktor. I tak oto Czapek wkupił się w łaski swojej tymczasowej opiekunki zostając u niej na stałe.
Nikt nie wie ile zostało mu życia, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że będzie to jego najlepszy czas. Basiu, dziękuję Ci z całego serca za twoją dobroć i dom dla Czapusia, Wam kochani Puffacze za nieustające wsparcie, a Tobie Czapku życzymy długich lat w twoim cudownym domu. TUTAJ

356. Rafinada

Rafinka trafiła Za Moje Drzwi w wieku około ośmiu miesięcy, prosto z piwnicy, a potem lecznicy, gdzie przetrzymywała ją jedna Pani o dobrym sercu. Pani Luiza dokarmia okoliczne koty w swoim rejonie, a koteczka któregoś dnia zaczęła pojawiać się w jej ogrodzie. Od samego początku była bardzo miła i proludzka stąd Pani Luiza zapragnęła odmienić bezdomny los Rafinki. Sama ma 11 uratowanych kotów w różnym stanie, więc kiedy okazało się, że test na kocią białaczkę wyszedł Rafince dodatni, nie mogła jej zatrzymać w domu. I tak po nitce do kłębka Rafinka trafiła do mnie. Od samego początku okazała się słodziakiem pozwalającym mi na buziaczki, tulaski i głaski, a nawet na obcięcie pazurków. Po okresie adaptacji postanowiłam wprowadzić ją na salony ZMD by poznała się z rezydentkami. W związku z białaczką nie było potrzeby jej izolowania. Koteczka bardzo szybko się zadomowiła i zaprzyjaźniła z Bajeczką i Stefcią (po nagłym odejściu nieodżałowanej Ptysi). Pokochała spacery po ogrodzie i leżakowanie na tarasie. Pomimo poszukiwań domu dla koteczki chętnych nie było. Choć nie było to moim zamysłem, a serce bardzo się opierało, po kilku miesiącach zdecydowałam, że ta słodka koteczka zostanie u nas. I tak oto Rafinka stała się rezydentką ZMD.

357. Fiona

Kotka znalazła dom na Śląsku. Koteczka trafiła do cudownej osoby – Uli, a w swoim nowym domu za towarzystwo ma kota Edka i psa Brutusa. Ula niedawno pożegnała adoptowaną z Fundacji Pręgowane i Skrzydlate Pusię – Dymkę i pomimo ogromnego cierpienia zdecydowała się przygarnąć kolejne kocie życie. Fionka to kotka, która potrzebuje czasu na oswojenie, a tego i miłości na pewno jej nie zabraknie. Ula ma doświadczenie w czekaniu aż kot się otworzy dlatego jestem pozytywnie nastawiona do tej adopcji. Niech Wam się dziewczyny i chłopaki wiedzie!

 358. Fikołek

359. Fiolka

360. Filutka

Rodzina Filutków - Fiołek, Fikołek, Filutka, Fioleczka trafiła wraz z mamą Fioną Za Moje Drzwi dzięki Marcie, która nieustająco do nas zagląda. Etatowa Puffaczka dostrzegła kocią rodzinkę na jednym z wrocławskich podwórek i postanowiła im pomóc. Przy pomocy Radka „Łapacza” z Grupy pomocy zwierzętom RATUJ kotki zostały wyłapane i zamieszkały w kocim pokoju. Maluszki tym samym otworzyły w ZMD sezon kociakowy 2019, a koci pokój wypełniły charakterystyczne odgłosy małych rozbrykanych łapek. Kociaki powalały swoją urodą – cudowna czarnulka, bura piękność z rudymi przebłyskami, rudasek i srebrny kotek w „typie Whiskas’a”. Od samego początku kotki sprawowały się dobrze, nie chorowały i powoli otwierały się na człowieka. Po okresie kwarantanny rozpoczęłam poszukiwania domu dla całej czwórki. Jak zawsze w przypadku kocich dzieci starałam się znaleźć im domy w parach lub z innym młodym kotem. Ku mojemu zdziwieniu zadanie to nie było takie łatwe, a telefon milczał jak zaklęty. Martwiłam się bardzo, bo kotki potrzebowały swojego domu i kontaktu z człowiekiem by się w pełni oswoić. I gdy, jak zawsze, kiedy zamartwiam się najbardziej i układam w głowie najgorsze scenariusze, skontaktowała się ze mną Beata w sprawie adopcji rudego Fikołka. Od prawie roku była szczęśliwą opiekunką kociej znajdki, dla której szukała towarzysza i kiedy zobaczyła naszego pięknego rudaska wiedziała, że to najlepszy moment. Przed adopcją maluszka osiatkowała balkon, przygotowała się w temacie prawidłowego procesu dokocenia i przyjechała zabrać malucha. Pierwsze wieści z nowego domu są bardzo pozytywne i wszyscy jesteśmy pełni optymizmu, że powiększenie rodziny przyniesie wszystkim wiele radości. Po adopcji Fikołka zanosiłam modły do kociej Bogini by reszta rodzeństwa również znalazła swoje domy. I ku mojemu zaskoczeniu, tak się właśnie stało! Fiolka i Filutka znalazły wspólny dom. Po koteczki przyjechały dwie wspaniałe dziewczyny - pani Agnieszka z córką, a moja radość nie miała końca. Nie mogłam uwierzyć, że moje marzenie spełniło się i to tak szybko. Z tego wzruszenia o mało nie rzuciłam się Pani Agnieszce na szyję. Kocie dziewczyny trafiły do domu, w którym zamieszkują dwa starsze koty i dwa pieski, więc nudy tam nie będzie.

cd. niżej.

361. Fikołek

Niestety wspomnieć muszę, że Fiołek, który jako drugi został adoptowany wrócił Za Moje Drzwi ponieważ ewidentnie nie był jeszcze przygotowany by pójść na swoje. Jego odbiegające znacznie od normy zachowanie zmusiło mnie do podjęcia decyzji o zabraniu go. W całej sytuacji nie było winy Pani adoptującej, która bardzo się starała przychylić kotkowi nieba. Cóż... czasem tak się zdarza. Ponowny pobyt Za Moimi Drzwiami pozwolił Fiołkowi na otwarcie się na człowieka i przygotowanie go do dalszej podróży. Czekamy...
***
Powrót Fiołka Za Moje Drzwi i postępy, jakie poczynił pozwoliły na przekazanie go cudownej rodzinie, w której opiekunką koteczka jest młodziutka Julianna. Kociak bardzo szybko zaaklimatyzował się i stał się częścią rodziny. Pierwsze wieści były dla nas wszystkich zaskakujące – od pierwszych chwil okazał się zabawowym miziakiem, a nawet pokazał brzusio do głaskania. Oby tak dalej!

362. Carlo

Na początku czerwca w kocim pokoju pojawiła się niezwykła rodzinka – Don Carlo i One, czyli Carlo, Rossa i Bianka. Kociaki miały ok. 4-5 tygodni i odznaczały się niezwykłą urodą charakterystyczną dla kotów brytyjskich (zwłaszcza Carlo). Koteczki zostały znalezione samotne, bez mamy w wiejskim rowie. Pani Beata z Koty u Beaty poprosiła mnie o opiekę nad maluszkami, na którą bez wahania się zgodziłam. Transport koteczków ze Ścinawy zapewnił Oskar i jego mama Dorota. Wsiedli w samochód i przejechali 200 km by dać kotkom szansę na nowe życie. Koteczki od samego początku były bardzo proludzkie i miziaste. Ponieważ były bardzo malutkie postanowiłam odchować je przez kilka tygodni, zanim pójdą do adopcji. Od samego początku Carlo wzbudzał ogromne zainteresowanie i ciężko było mi zdecydować się na najlepszy dla niego dom. Po wielu rozmowach, zdecydowałam że kotek pojedzie do Pani Kasi, która ma już suczkę i kotka. Z czystym sumieniem przekazałam jej kotka i od samego początku otrzymywałam same dobre wiadomości. Carlo pokochał swoją nową mame, a nawet zakumplował się z sunią. Teraz nosi imię Mateusz. Powodzenia koteczku! Powodzenia nowa rodzinko!

Siostry Carla, mimo że nie ustępują mu urody, wciąż nie znalazły domu – ze względu na ich wzajemną miłość zależy mi na wspólnym domu, u najlepszej rodzinki, która obdarzy je bezwarunkową miłością.

363. Rossa

364. Bianca

Rossa i Bianca z bandy DonCarloiOne zasiedziały się w kocim pokoju, w którym spędziły aż miesiąc. Koteczki – szczypioreczki zmagały się z różnymi problemami gastrycznymi. Na przemian tyły i chudły spędzając mi sen z powiek. Martwiłam się okropnie brakiem apetytu raz jednej, raz drugiej. Uparłam się, że kotki muszą znaleźć wspólny dom i im dłużej u mnie były, tym bardziej byłam zdeterminowana. Propozycja wspólnego domku nie nadchodziła długi czas i gdy, jak to ja, zaczęłam tracić nadzieję, zadzwoniła Pani Ania. Od samego początku wiedziałam, ze to TEN jeden jedyny domek dla dziewczyn – z ogrodem, kocim i psim towarzystwem, a przede wszystkim z ludźmi kochającymi koty ponad wszystko. Siostry to teraz Warszawianki pełnym pyskiem, a my czekamy z niecierpliwością na wieści.

365. Kluczyk

366. Dziurka

Kluczyk i Dziurka to zamkowe rodzeństwo znalezione przez Panią Monikę w Krobielowicach. Zamiast korzystać z wypadu za miasto, relaksować się i nabierać sił, spędziła weekend łapiąc chore kociaki. Oba kociaki w chwili znalezienie cierpiały na zaawansowany koci katar, zwłaszcza dziewczynka. Po złapaniu kotków, Pani Monika od razu pognała do weterynarza, który wdrożył leczenie. Z każdym dniem koteczki czuły się lepiej i piękniały. Kiedy trafiły Za Moje Drzwi choroba powoli się wycofywała, a dalsze zabiegi przeze mnie przeprowadzane pozwoliły rodzeństwu wyzdrowieć całkowicie. Przepiękny rudo-biały Kluczyk trafił do cudownej rodziny, gdzie za starszą siostrę będzie miał Alicję, która marzyła o kotku. Niech Wam się wiedzie kochani!

Zaraz po Kluczyku, miejsce zamieszkania zmieniła Dziureczka.  W kociej dziewczynce zakochała się  pani Ania, która namówiła męża, co go namawiać za dużo nie trzeba było. Serce, zaangażowanie, miłość i wszystko co najlepsze - taka to nowa rodzinka Dziurki! W swoim nowym domu koteczka ma starszą kocią siostrę Miśkę. Zaraz po przeprowadzce Dziureczka poczuła się, jak u siebie i odważnie zajęła całe łóżko, nie pytając nikogo o zdanie. Trzymamy kciuki za jej poznanie się z Miśką i wzajemne zaakceptowanie. Czekamy na wieści.

367. Pieczarka

Pieczarka wraz ze swoim rodzeństwem Krokietem, który okazał się dziewczyną – Krokietką, to kotki odłowione z podwórka, gdzie przyprowadziła je dzika kocia mama. Nikt nie wiedział co stało się z pozostałą częścią rodzeństwa, które gdzieś przepadło. Na bezdomny los kociąt nie pozostała obojętna Pani Agnieszka, która złapała rodzeństwo, przetrzymała przez tydzień, a następnie poprosiła mnie o pomoc. Ze względu na planowany już w tamtym czasie pobyt kociej rodzinki (mama z maluszkami) koteczki pojechały na oswajanie do zaprzyjaźnionego domu u Doroty. Pomimo początkowego dzikowania, kotki okazały się bardzo proludzkie i gdy tylko zapominały o strachu przytulały się i pozwalały na mizianie. W trakcie ich tymczasowania u Doroty (http://pieswswetrze.blogspot.com/2019/07/krokiet-z-pieczarka.html) do kotków dołączył Bigos (http://pieswswetrze.blogspot.com/2019/07/krokiet-ka-z-bigosem.html), a Pieczarka znalazła wspaniały dom wraz z inną nieco starszą kicią. Koteczka zawładnęła sercem opiekunów, a na miłość z rezydentką wciąż niecierpliwie czekamy.


368. Krokietka

369. Mamusia Krokietki i Pieczarki

Mamusia Krokietki i Pieczarki, której ZMD opłaciło koszty kastracji, niestety aborcyjnej.
Była to bardzo ciężka decyzja, ale jedynie słuszna, bo dzieci z jej poprzedniego miotu jeszcze nie znalazły domu, a ona znowu była w mnogiej, wielorakiej ciąży. Zabieg się udał, kotka przebywa u pani Agnieszki i tam zostanie. Jest słodką, kochaną kicią.

370. Bigos

Podczas tymczasowej rezydentury Krokieta przysporzyła Dorocie (olbrzymie podziękowania za jej pracę!!!) zmartwień i stała się na pewno powodem kilku nowych siwych włosów na jej głowie. Koteczka cierpiała na różne dolegliwości zdrowotne, których końca nie było. Każda poprawa kończyła się ponownym załamaniem. Razem z Dorotą rwałyśmy włosy z głowy zamartwiając się o stan zdrowia Krokietki. Bigos trzymał się lepiej, ale też nie ominęły nas zmartwienia z nim związane. Sytuacja była tym trudniejsza, że na adopcję tej parki zdecydowała się cudowna rodzina – Pani Ilona z córką Marysią. Strach o to czy kotki wyzdrowieją i czy nowa rodzinka zechce kotki po przejściach spędzał nam sen z powiek. Ileż zmartwień przysparza prowadzenie domu tymczasowego, wie tylko ten, kto choć raz się tym zajmował. Na szczęście koci duecik wyzdrowiał, a ich historia nie wystraszyła przyszłego domu. I tak Krokietka i Bigos zamieszkali razem, dzieląc dom z najlepszym personelem, a my czekamy na wieści.
http://pieswswetrze.blogspot.com/2019/07/krokiet-ka-z-bigosem.html
http://pieswswetrze.blogspot.com/2019/08/kocie-sprawy-dzieja-sie.html

371. Łatek

http://pieswswetrze.blogspot.com/2019/07/kocie-sprawy.html
Łatek został znaleziony przez Dorotę (Pies w swetrze) przy drodze pod Wrocławiem i trafił pod jej opiekę w momencie, gdy stworzyła ona dom tymczasowy dla domu tymczasowego 😊. W ten sposób Łatek stał się także częścią tymczasowych podopiecznych Za Moimi Drzwiami. Jego obrażenia wskazywały na typową ofiarę wyrzucenia z samochodu. Miał lekko pękniętą miednicę, która to jednak nie wymagała żadnych zabiegów. Uraz  był na tyle niewielki, że kotek wymagał tylko ograniczenia jego ruchliwości poprzez umieszczenie w klatce. Podczas tymczasowej rezydentury u Doroty, kotek przeszedł diagnostykę i leczenie kociego kataru, a z każdym dniem stan jego zdrowia znacznie się poprawiał. Łatek okazał się mega słodziakiem i miziakiem, spragnionym kontaktu z człowiekiem. Od samego początku był bardzo grzeczny, niewybredny, kochany. To taki kot, który kradnie serce każdemu, kto spojrzy w jego oczy.

Gdy Łatek stanął już na wszystkie cztery łapki ustaliłyśmy z Dorotą, że pojedzie Za Moje Drzwi, gdzie poczeka na swój wymarzony dom. Nie zwlekając, wsiadłyśmy z Ewą do samochodu i pojechałyśmy po słodziaka. Od pierwszego wejrzenia było oczywiste, że Dorota w niczym nie przesadziła, wychwalając koteczka. Łatek od razu rozczulił nasze serca powitalną mruczanką przy pierwszym dotyku. Nie miałyśmy wątpliwości, że ten urokliwy dzieciak znajdzie najlepszy dom. Nie sądziłyśmy jednak, że nastąpi to tak szybko. W Łatku bez pamięci zakochała się Marta, która już na drugi dzień skontaktowała się w sprawie jego adopcji. Zaoferowała że będzie jego opiekunką, pielęgniarką i mamą. Martę znam od czasów Szadudusiów i nie miałam wątpliwości, że jest to najlepsza osoba dla Łatka. Mieszkanie Marty jest przystosowane dla kocich towarzyszy bo mieszka tam już jeden Szazu. Pierwsze wieści z powiększenia kociej rodziny są pozytywne i trzymamy kciuki za ułożenie relacji pomiędzy chłopakami.

372. Karmel
373. Wanilia

Karmel i Wanilia trafiły Za Moje Drzwi w wieku około 4 miesięcy. Kocie rodzeństwo zostało znalezione koło śmietnika na wrocławskim Gaju. Pani, która się nimi zaopiekowała ma dość duże swoje stado więc nie mogła ich zatrzymać. W taki oto sposób kociaki stały się tymczasowmi rezydentami kociego pokoju. Od samego początku było jasne, że zostały porzucone ponieważ nie tylko znały człowieka i nie wykazywały wobec niego lęku, ale przede wszystkim bardzo pragnęły z nim kontaktu. Na szczęście oprócz pcheł nic im nie dolegało i po wizycie u weterynarza, odpchleniu i testach na choroby zakaźne (ujemne) kotki były gotowe do adopcji. Długo na nią nie czekały bo już kilka dni później kociaki pojechały do swojego nowego domku aż pod Jelenią Górę. Od razu się zaaklimatyzowały i podbiły nową rodzinkę, ale to takie koty. Czekamy teraz na wieści z nowego domku!

374. Trawka

Trawka to koteczka, która została znaleziona z czwórką swoich kociąt w trawie na poboczu drogi jednej z podwrocławskich wsi. Całą rodzinkę uratowała Beata z Koty u Beaty, która przetrzymała ją przez kilka dni, a następnie dobra dusza przywiozła je do mnie. Od samego początku jasne było, że kotka jest zwierzęciem domowym, znającym człowieka, nie bojącym się go. Miziasta, ufna, pozwalająca mi na zajmowanie się jej malutkim bo niespełna tygodniowym potomstwem. Ewidentnie została wyrzucona z domu.

Rezydentura Trawek – Trwaka, Słomka, Kłosek, Badylek, Szypułka – trwała dwa miesiące, podczas których byliśmy świadkami rozwoju maluszków i niezwykle oddanej opieki ich mamy. Obserwowaliśmy otwarcie oczu maluszków, ich pierwsze kroki, pierwsze samodzielne spożywanie pokarmu stałego. To był niesamowity czas, pełen emocji, obaw, puffania wznoszenia modłów do Kociej Bogini. Niesamowita przygoda, którą odbyliśmy razem, za co bardzo Wam drodzy Czytacze, Wspieracz, Puffacze dziękuję.

Po kilku tygodniach pobytu kociej rodzinki Za Moimi Drzwiami dołączyła do nich równolatka – Gałązka. Kotka została znaleziona przez Rafała (mąż Eweliny, tata Denara), który wypatrzył ją na poboczu drogi. Kociczka żałośnie miauczała, a mamy lub rodzeństwa nigdzie nie było. Po długich bezowocnych oczekiwaniach na przyjście kociej mamy Rafał zdecydował się odłowić Gałązkę i choć przedarcie się do niej przez krzaki nie było łatwym wyczynem, to nie poddał się i po kilku chwilach zapakował dziewczynę do plecaka i przywiózł na motorze do Wrocławia. Po wizycie u weterynarza i wszystkich niezbędnych testach, Gałązka dołączyła do Trawek. Pomimo początkowego niezadowolenia kociej mamy, dziewczyna wpasowała się w kocie towarzystwo i w rezultacie przez wszystkich została zaakceptowana.

Planowo Trawka i jej 4 + 1 nasionka miały zostać Za Moimi Drzwiami do połowy września jednak, jak to z planami bywa ("Człowiek zaplanował, Pan Bóg się zaśmiał"), uległy one zmianie. Kociej mamie podczas tymczasowej rezydentury przydarzały się regularne epizody gastryczne (wymioty, rozluźnione kupy). Badania nie wykazywały niczego niepokojącego i choć wdrażano leczenie, to niestety sytuacja powtarzała się co 7-10 dni. Okazało się, że Trawka wymagała wprowadzenia diety gastro i odstawienia dzieciaków od cyca. Przebywając z nimi w jednym pokoju podjadała ich karmę, a one oblegały ją, chętnie ciągnąć mleczko. Wraz z lekarzem weterynarii uznałyśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie wydanie kotków do ich rodzin i wprowadzenie zaleceń dietetycznych Trawce. Z ciężkim sercem uznałam, że jest to najlepsze wyjście. I tak oto z końcem sierpnia serial z Trawkami dobiegł końca. Wszyscy bardzo zżyliśmy się z nimi i choć cieszyliśmy się, że kotki pójdą na swoje, to jednak i łzy smutku spłynęły po naszych policzkach. Pocieszeniem niech będzie fakt, że wszystkie kotki znalazły domki w parach.

Słomka i Kłosek znalazły wspólny dom u Pani Marzeny, znajomej Eweliny. Pani Marzena zakochała się w tej dwójce, gdy były jeszcze maluszkami i prawie dwa miesiące na nie czekała przygotowując mieszkanie na przybycie kocich przyjaciół.

Trawka wraz z Szypułką pojechały do domu Pani Joanny, pod Warszawę. Po epizodach gastrycznych Trawki bardzo martwiłam się, czy Pani Asia nie zniechęci się. Nic takiego oczywiście nie miało miejsca, a Pani Asia nie wystraszyła się ani trochę.

Ostatnia parka – Badylek i Gałązka to teraz Warszawiacy pełną gębą. Mieszkają u Pani Kariny, która na przyjazd kotków przygotowała mieszkanie – osiatkowała okna i balkon, zakupiła wszelkie akcesoria.

Z czystym sumieniem oddałam te wychuchane maleństwa, jestem pewna, że znalazły najlepsze domy.

Trzymam nieustające kciuki za aklimatyzację w nowym domu, a nowemu personelowi życzę cudownego życia w kocim towarzystwie. Czekamy na wieści na naszej grupie Za Waszymi Drzwiami. Piszcie do nas koniecznie.

375. Słomka

376. Kłosek

377. Szypułka

378. Badylek

379. Gałązka

380. Figiel (Fikus)

Fraszka, Frajda (niżej) i Figiel to kocie rodzeństwo, które na świat przyszło na jednej z podwrocławskich wsi. Nikomu niepotrzebni, niechciani, niekochani, będący wynikiem ludzkiej głupoty. Gdy trafiły Za Moje Drzwi miały ok. 8 tygodni i były wesołymi rozrabiakami. Od razu dały się poznać jako kotki miłe, proludzkie i miziaste. Po odpchleniu i wykonaniu testów FIV/FeLV (ujemne) kotki były właściwie gotowe do adopcji ponieważ nie wymagały żadnych zabiegów zdrowotnych, ani tym bardziej oswajania. W ekspresowym tempie dom znalazł Figiel. W kotku zakochała się Pani Maria, która kiedyś była moją sąsiadką, a wg słów jej przyjaciółki - „kociara największa na świecie”. W swoim domu Figiel nie będzie się nudził ze swoim kocio-psim towarzystwem.

381. 382. Fraszka i Frajda

Frajda i Fraszka w niedługim czasie po bracie znalazły wspólny domek. Trafiła im się super rodzinka, dla której są pierwszymi kotkami. Pierwsze wieści z obu domów są bardzo dobre, a my trzymajmy kciuki, aby takie pozostały.

Trzy siostry.

383. Kurka

384. Kózka

385. Krówka

2 komentarze:

  1. Pani Małgosiu, numeracja Pani podopiecznych się nie zgadza. Fiona jest 357 a pierwszy z kociaków już 378..
    Pozdrawiam Panią serdecznie i dziękuję za Pani bloga, bo jest dla mnie inspiracją i źródłem radości...

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...