środa, 15 marca 2017

Magiczny barszczyk Marysi

Dzielę się z Wami dobrem!
Dokładnie czymś dobrym ponad wyobrażenie!


Bez zbędnej chwili zwłoki podaję. Notujcie:

4 buraki obrane i pokrojone w plastry
1 mały seler obrany i pokrojony w plastry
1 marchewka pokrojona na kawałki
1 pietruszka (korzeń) pokrojona na kawałki
1 główka czosnku
2 cm świeżego imbiru pokrojonego w grube plasterki
10 goździków
1 łyżeczka nasion kolendry
1 łyżeczka nasion kminu
1 pęczek zielonego koperku
3 kromki chleba żytniego 100%
ok. 2 litrów przegotowanej, letniej wody
2 płaskie łyżki soli
1 płaska łyżka cukru

W słoju czy glinianym garnku nastawić barszczyk i trzymać 72 godziny w zimnie.
Po tym czasie zlać do butelek, wsadzając do każdej listek laurowy (konserwuje!).
Pozostałe warzywa jeszcze raz zalać przegotowaną wodą, tym razem dając tylko łyżkę soli oraz znowu 2-3 kromki chleba żytniego. Po kolejnych 72 godzinach zlać drugi zakwas, a warzywa już wyrzucić. 


A dlaczego ten barszczyk jest magiczny?
Z kliku powodów. Pół szklanki dziennie tego płynnego zdrowia: 

- działa krwiotwórczo (anemia idzie precz!),
- jest doskonałym przeciwutleniaczem (doskonałe na urodę!),
- jest idealnym środkiem przeciwnowotworowym (nie trzeba zachwalać),



a poza tym ten barszczyk jest zwyczajnie... niom, niom, niom - PRZEPYSZNY!


Autorką przepisu jest moja znajoma dietetyczka - Marysia. Dziękuję!


Wiele jest przepisów na taki buraczany zakwas, ale ten jest inny. Bogatszy!
No to na zdrowie! :)

PODPIS



niedziela, 12 marca 2017

Na stanie ZMD

Jakie to byłoby proste! Pojawia się kolejny biedny kotek Za Moimi Drzwiami, wszyscy mu współczują, kibicują, kotek zdrowieje, jest mu dobrze i jasne się staje, że najlepiej byłoby mu tam, gdzie jest: u Gosi! Gosia przyjmuje sugestię, kotek zostaje, wszyscy się cieszą, biją Gosi brawo, no i pojawia się kolejny biedny kotek/piesek (albo oba razem)... Sytuacja się powtarza, bo czemu by nie?! Gosia ma przecież warunki, kocha zwierzątka, no i ma tylko dwa psy i trzy koty! Przecież wiele osób z tych kibicujących ma więcej, a mieszkają skromniej! Kolejny kotek/piesek zostaje więc przygarnięty, no i w krótkim czasie Gosia nie może już pomagać zwierzętom, bo jej "siły przerobowe" nie wystarczają na opiekę, bo nie ma pieniędzy i musi wciąż prosić o pomoc innych, bo nie może nigdzie wyjechać i jest przemęczona, zła, smutna, nie opiekuje się zwierzątkami tak, jak by mogła, bo rodzina ma tego dość, bo nie ma czasu na inne swoje pasje, na pracę, na zwyczajne życie. Prawdopodobny scenariusz?

Dlatego Gosia będzie walczyła, aby nie ulegać pokusom, aby nie pozwalać się brać na litość kolejnym potrzebującym zwierzętom, i nawet przy trudnych adopcjach będzie robić wszystko, aby znaleźć domy zwierzętom będącym pod jej opieką! Ament!

A teraz zobaczcie, co Gosia ma "na stanie", no i zastanówcie, się czy w Waszych domach nie ma na nie miejsca. Te adopciaki nie należą do łatwych, ale cóż, taki właśnie zestaw znajduje się Za Moimi Drzwiami:

***1***

Lekka jak obłoczek, przemiła, malutka i subtelna pięciomiesięczna koteczka Balbinka. Kotka z FelV - kocią białaczką. Wyleczona z kataru, po pierwszej serii interferonu (druga za 2 tygodnie, trzecia za 3 miesiące). Kotka w posagu dostanie pokrycie rachunków za kolejne serie tego pozwalającego podnieść odporność, bardzo drogiego leku.  Z białaczką świetnie żyje, jak wiecie, kochana Ptysia, a jej siostra i mama w Krakowie również czują się bardzo dobrze.
Tak czy siak, Balbinka szuka swojego człowieka, swojego domku i liczy na Was. To cicha jak myszeczka istotka. Bardzo słodka. Na zdjęciach wygląda na większą, ale to dwa kilo kotka!

Balbinka







***2***

Dziewięcioletnia (około) pokrzywdzona przez los kotka Chmurka, której życie do tej pory to strach.
Uważam, że kotka robi wielkie postępy. Widzę to po subtelnych sygnałach: uszka wyżej, oczy nie trzęsą się tak bardzo jak na początku. Kotce trzeba spokoju i czasu, a patrzenie na jej szczęście będzie największą nagrodą dla kogoś wyjątkowego!


Chmurka



Są tacy, co zachwycają się tym spojrzeniem. :)



***3***

Nowy! Kocurek po kastracji, około ośmiu miesięcy. Dziczek - siedzi i się boi. Nic więcej o nim nie wiem, ale wcześniej czy później będzie szukał domu. Piękny pychol! Czarno-białe, najbardziej proludzkie - jak twierdzi Megi Moher. 

Imienia oraz pomysłu brak. :(






Każdy z tych kotków coś w sobie ma, każdy wzrusza, każdy ma, gdzieś tam wśród Was, swoje miejsce na świecie. W to wierzę! :)

PODPIS

Pozwolę sobie wkleić tu świetny artykuł, bardzo pasujący do tematu posta, a właściwie jego obfity fragment. Całość (polecam!) znajdziecie pod linkiem:  http://www.psyiludzie.pl/wirtualna-produkcja-aniolow/
Właściwie od zawsze, ale od gwałtownego rozwoju internetu zwłaszcza, można obserwować cyklicznie pojawiające się takie oto historie:
– jest sobie dobra pani (dużo rzadziej: dobry pan, ale też się zdarza).
Dobra pani opiekuje się zwierzątkiem. Zwierzątkami. Trzema. Przyjęła właśnie czwarte i szybciutko piąte. Szóste też, bo zbieramy na jej rzecz pieniążki, przecież nie będzie ich utrzymywać za własne, jest już ich sporo (o, właśnie wzięła na odchowanie miot szczeniąt od Fundacji Mumumu).
Wszyscy są zachwyceni, zwłaszcza że dobra pani, dajmy na to: Fiubścińska, to naprawdę fajna kobita jest, lubi zwierzęta, stara się porządnie opiekować tą gromadką, oczy ma spuszczone skromnie w ziemię, czasem coś powie zuchowato, tak od serca, że niby ciężko jest, ale trzymajmy się, nie dajmy się, a ktoś przecież pomagać musi… Aniołki, serduszka, pani Fiubścińska nigdy, nigdy nie odmawia pomocy, jak ktoś znajdzie trójnogiego kota na ulicy pod domem, to dostaje namiar na panią F., bo ona nigdy nie odmawia, nie tak jak inni, ci wyrachowani, CYNICZNI, co to udają, że lubią zwierzęta, a potem w razie czego, to się głupio tłumaczą, że osiągnęli już kres mocy przerobowych i nie dadzą rady wziąć jeszcze jednego, o wa, takiego malutkiego, i tylko trochę chorutkiego.
Aniołki! Więcej aniołków! Serduszka! Kreskówkowe pieski z wielkimi oczami! Bukieciki kwiatków! Wklejamy na fejsbuczku!
Dobra pani Fiubścińska ma już trzydzieści zwierzaków, bohaterka, skąd ona siły na to bierze, wklejmy jej ogrooomne różowe serce i puśćmy przelew. Cudownie, że są tacy ludzie na świecie, tacy dobrzy w oceanie bezduszności i zła.
I tak się toczy, toczy ta śniegowa kula…
Dla bezkrytycznych klakierów przyszłego zbieracza (albo już-obecnego-zbieracza) tak zwany dobrostan zwierząt naprawdę w pewnym momencie przestaje się liczyć.
To znaczy dla nich najistotniejsze jest, że ktoś KOCHA zwierzątka, a to, że – niby tak je kochając – naprawdę nie jest w stanie zapewnić im normalnej, godziwej opieki jest nieistotnym drobiazgiem, o który nie warto kruszyć kopii.
Albo inaczej: standardy „dobrej opieki” drastycznie zmieniają się w oczach Kibiców Zbieracza; och, może i zwierzątka wegetują w stadzie w ciasnych pomieszczeniach, ale przecież pani Fiubścińska czy pan Mirek „życie im poświęca” oraz „tak je uwielbiaaaa…”.

Niby wiadomo, że jedna osoba nie jest w stanie dobrze i solidnie, zgodnie z potrzebami, prowadzić opieki nad – powiedzmy – czterdziestoma chorymi, starymi psami czy kotami (halo, Kosmos? Tu Ziemia: to jest FIZYCZNIE NIEWYKONALNE bez stałej, regularnej, codziennej pomocy kilku osób), ale są wyjątki, w postaci tej czy innej Horpyny, która najwyraźniej posiadła umiejętności bilokacji oraz dowolnie manipuluje czasem, więc – jakżeby inaczej – nie bawi się w zbieraczkę z przewidywalnym smutnym finałem, ino „wspaniale się opiekuje”.
Pani Fiubścińska czy pan Mirek potrzebują wsparcia swoich działań, także psychicznego oparcia, legitymizacji faktu, że przygarnianie coraz to nowych stworzeń bez zaplecza (fizycznego, finansowego, lokalowego i tak dalej) jest w porządku.
To internetowe (a czasem nawet realne), że tak powiem: szczytowanie w postaci achów, ochów, zachwytów, płaczu z rozczulenia nad współczesnymi aniołami w ludzkiej skórze, którzy się nam na tej ziemi objawili i opiekują biednymi pieskami i kotkami, trwa nieraz sporo miesięcy, a nawet lat.
Po drodze tworzy się oczywiście Brygady Inkwizycyjne wymierzające surowe kary złośliwym pomiotłom ośmielającym się sugerować jakieś tam nieprawidłowości, wyrażającym wątpliwości, no, ogólnie – niewierzącym w nowo wykreowanego Anioła.
Argumenty stare, ale jare, co WY zrobiliście dla zwierzątek, tylko „klepiecie w klawiaturę”, a pani Fiubścińska (pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio, niepotrzebne skreślić) ciągle ino gnój spod psów wyciera, pomoglibyście, łajdacy, no tak, biedne pieski konałyby na ulicy, gdyby nie pani Fiubścińska, pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio.
Tu rzeknę, że na pewnym etapie opieki pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy i tak dalej, to tym zwierzakom lepiej by się konało na ulicy, a już na pewno krócej by trwała ich beznadziejna męka, no ale cóż, to pogląd niepopularny.
Politpoprawność Miłośników Zwierzątek polega bowiem na tym, że nie liczy się prawdziwy stan rzeczy, tylko jak najsłodsza bajeczka. Uwaga: jak najbardziej jest w niej miejsce dla gówien, które są dla nieskazitelnego bohatera rodzajem próby i dowodem dla gawiedzi na jego anielskość – dawniej postać z haggady pokonywała smoka czy właziła na szklaną górę, a tu mamy prosty fakt sprzątania jako nowy heroizm najwyższej próby. Zrzędliwie powiem: taki heroizm, jakie czasy, he he.
No więc jest sobie biedne cierpiące zwierzątko, spotyka na swej drodze Ludzkiego Anioła i już jest mu – bo musi być! – dobrze w życiu. Spróbowałoby inaczej! Dzieci kochają szczęśliwe zakończenia, a my, ludzkość, wszyscy staliśmy się po trosze Filidorami dzieckiem podszytymi i też chcemy bajek. A co. Tylko tych nieszczęsnych ludzi zmagających się z Animal Hoarding Syndrome trochę (mnie osobiście tylko trochę, przyznaję, bo generalnie w kontaktach osobistych to strasznie wkurzające jednostki) żal. Bo bez fachowej pomocy – i odcięcia od narkotyku w postaci coraz to nowych fal zwierząt do „uratowania” – powoli toną: to, że oni sami, cóż, nie oni jedni, przykre, że nacierpią się przy okazji zwierzęta, których nikt nie pytał, czy aby na pewno chcą być „uratowane” przez zaburzoną jednostkę.
O czym PT publika dowiaduje się z wolna po owym długim okresie, kiedy to Anioł króluje na tronie.
Stopniowo na świetlistości, różu, pomadce, pudrze i jeszcze tam czym pojawiają się smużki, zacieki jakieś, czasem wszystko wyłazi na jaw powoli, a czasem ŁUBUDU, wybucha afera i okazuje się, że z ponurego domu, posesji czy mieszkania pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy, Kochanej Cioteczki, Wujeczka Mrówcia wyciąga się psie szkielety z odparzeniami, utytłane w syfie nie z tej ziemi, nieleczone albo źle leczone, ze śladami pogryzień albo pazurów, bowiem zwierzątka w tłumie, nawet te stadne, cierpią jak diabli i im odwala, co widać choćby na przykładzie metra w godzinach szczytu.
Do przemyślenia.


środa, 8 marca 2017

Dziś będę się chwalić!

Po pierwsze na moją prośbę o pomoc w leczeniu Balbinki chorej na białaczkę odpowiedzieliście tak chętnie i hojnie, że w jeden dzień nazbieraliśmy sumę przekraczającą potrzeby leczenia (oby!).
To naprawdę mnie buduje i sprawia, że czuję się bezpieczniej, przygarniając pod swój dach kolejne potrzebujące zwierzaki. Bardzo Wam wszystkim dziękuję!


Oczywiście prześliczna Balbinka będzie szukać domku, gdy tylko wyzdrowieje z kataru, a przyszłemu domowi opłacę (z nazbieranych pieniędzy) rachunki od weterynarza za kolejne serie interferonu.
Myślę, że to leczenie musi działać, skoro i Ptysia i jej mama Tosia z siostrą Szarlottą (w Krakowie) są do tej pory zdrowe i silne. To wcale nie jest takie niezwykłe, że kociaki z białaczką dożywają takiego wieku...

A może ktoś, jak Agnieszka z Krakowa całkiem niedawno, adoptuje Balbi razem z Kacperkiem?
Marzę o tym...



Po drugie - otrzymuję wciąż dowody Waszej sympatii. Nie zawsze je pokazuję niestety. To z powodu kurczącego się bezczelnie czasu! Ostatnią przesyłką się jednak pochwalę.

To Agnieszka z Żyrardowa, gdy tylko przeczytała, że jestem w "dole", zaraz postanowiła mnie rozweselić. Udało się jej to doskonale! Te przepiękne wytwory jej rąk umilają mi dni, bo mam zestaw bransoletek do każdego stroju! I noszę bransoletki! :)

Podziwiajcie ze mną te cudne opakowania, no i ich zawartość:



No i modelkę. Podziwiajcie modelkę. :)






Mam zestaw niebieski, 



oliwkowy 


i różowy. 



Każdy śliczny i każdy inny!
Agnieszka umila sobie czas takim kreatywnym hobby.
Bardzo raz jeszcze dziękuję! 
Może kilka zdjęć Zza Moich Drzwi będzie dobrym rewanżem?

Jak nie kochać tych mądrych oczu?

Ptysiunia lubi ciepełko.

Margo wygląda tu jak wielki pies, a przecież to lekkie jak piórko szczeniątko!
A to poniżej to moje ulubione zdjęcie, zdjęcie roku!



PODPIS

Muszę wspomnieć jeszcze o jednym niezwykłym prezencie. 
Od Ewy z Antygony, mojej duchowej siostry znalezionej dzięki temu blogowi.



Ta książeczka jest sposobem na miłe chwile, rozweselające człowieka od środka myśli, na popatrzenie na życie z jakiejś innej, lepszej, bardziej fantazyjnej perspektywy. I wszystko staje się od razu lżejsze, a wyjaśnienia zagadkowych zdarzeń z życia zaczynają świtać w naszych głowach. Cudo! Dziękuję!






niedziela, 5 marca 2017

Margo

Snuj się, snuj, kolejna opowieści...
Przypomnijmy raz jeszcze tę interwencję Ekostraży:



Tam, na kolejnym zdjęciu widzimy Margo po raz pierwszy:


Suczka była tak zastraszona, że przy każdej próbie dotyku... wyła!
Co też musiało ją spotkać z rąk tego człowieka, który ją złapał, uwiązał i więził?!! 
Pod opieką Mai z Ekostraży suczka zaczęła się otwierać (choć raz ją dziabnęła przy próbie wyciągnięcia z kenelu),


no i kiedy zwolniło się u mnie miejsce po Corgim, a potem Argo, trafiła do mnie... Margo.

Wczoraj siedziała wciśnięta w kąt, potem skulona na posłanku,


Wielka Trójca przyglądała się nowej z... niesmakiem chyba. ;)



Udało mi się wyprowadzić ją na smyczy do ogrodu, gdzie zrobiła kupkę! Hura!
Noc przespała cichutko na swoim legowisku. Wstałam wyprowadzić ją o 6:30 - do tej pory było sucho, co za kochany maluch!


Mała jest przestraszona, niepewna, ale już pokazuje, co z niej wyrośnie. :) 
Wypuszczona do ogrodu biega szczęśliwa i bardzo energiczna. Biega na ugiętych nóżkach, jeszcze boi się wyprostować i uwierzyć w swoje szczęście! :)

We wszystkim naśladuje FikiMiki, a one ją dyscyplinują i wychowują.
Jakie to cudo, może uda mi się pokazać.








Rano udało mi się ją bez problemu wykąpać i teraz przypomina cudownego, pachnącego pluszaka.
Od razu poczuła się lepiej i w tej właśnie chwili bawi się zabawkami na swoim legowisku. :)
Zrobiłam sto zdjęć w ogrodzie. Pozwolicie je pokazać? :)































Czyż nie jest kolejnym cudem natury? Bardzo chce kochać, niezwykle energiczna, prześliczna Margosia. :) No sami powiedzcie, czy choć troszkę przesadzam!

Sunia ma trzy i pół miesiąca, waży ok. 5 kilo. :)

Człowieku, który chcesz i umiesz wychować pieska od zera, chcesz, aby to Ciebie pokochał najpierw ze wszystkich ludzi na świecie i oddał Ci swoje wdzięczne serduszko, który chcesz pieska energicznego i wesołego, który nie żałujesz pogryzionych butów, zakochuj się i pisz do mnie! :)

PODPIS

Niesamowicie dziękuję Wam za deklaracje pomocy chorej na białaczkę Balbince.
Ja ze swojej strony obiecuję Wam w zamian, że zrobię wszystko, aby i ta kotka, jak Ptysia - była szczęśliwa!

Jeśli możecie ją wspomóc jakąkolwiek kwotą, to podaję konto zaprzyjaźnionej fundacji:

Nazwa konta:  Fundacja Pręgowane i Skrzydlate
Adres: Wrocław
Bank Pekao SA
SWIFT: PKOPPLPW
74 1240 4025 1111 0010 7090 9435

(WAŻNE: w tytule przelewu prosimy wpisać DAROWIZNA DLA ZMD)

konto PayPal: pregowaneiskrzydlate@wp.pl


Bardzo dziękuję!!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...