piątek, 14 lipca 2017

Raport z misji pn. "Znaleźć domy 11 kociakom".

Krótko i węzłowato. :)
Sytuacja na kocim froncie. Raport z bitwy "11 kociaków walczy o domy":

1. Królowa Matka - koteczka zostanie odebrana w poniedziałek przez Monikę i jej partnera, którzy ją do mnie przywieźli i od razu zadeklarowali jej dom! ADOPTOWANA.



2. Rudi (rudy) - ADOPTOWANY, mieszka u pani Danuty, robi niesamowite postępy! Trochę chorował na brzuszek, ale jest już wszystko OK, Rudi zaprzyjaźnił się ze swoją nową siostrą i szaleją po domu. Uwielbia być noszony na rękach!!! Szok!



3. Bercik (biało-bury) - ADOPTOWANY, mieszka u pani Lucyny, nazywa się Lolek i zaczyna mieć humorek. Na kolankach może leżeć bez końca. :)



4. Czekoladka (czarna) - ADOPTOWANA, już w nowym domku. Piwniczanka mieszka już szczęśliwie, pod najlepszą opieką, u Ewy i nazywa się Marta.



5. Cola (bura) - ADOPTOWANA, wprawdzie jedzie dopiero w sobotę, ale tym razem się uda! Zamieszka ze swoją siostrą Kawką i rodziną pani Ali i jej siedmioletnią córeczką w Rybniku! A to się dziewczynka ucieszy!



6. Kawka (czarna) - ADOPTOWANA - patrz wyżej. Kola i Kawka bardzo się kochają, co za radość!




7. Jaga (czarna) - ostatnia z sióstr Piwniczanek, SZUKA DOMU, to kochana, oswojona kicia, bardzo grzeczna i wesoła. Koniecznie musi mieć przyjaznego kota koło siebie. Kocha się z nimi przytulać...



8. Diesel (grafitowy) - ADOPTOWANY, wprawdzie jeszcze tydzień u mnie będzie, ale już wiem, że czeka na niego dom w Warszawie u syna Ewy od Pyzy, bardzo zwierzolubna rodzinka! Będzie miał młodego kolegę rudasa. :)




9. Pabla (trikolorka) - ADOPTOWANA ta prześliczna długonoga piękność pojedzie do nowego domku, do Poznania, już jutro (w piątek)! To jest fantastyczna osobowość, odwaga i uroda. Beata będzie miała rozrywkę. :) Dziękuję pięknie Marcie za transport!



10. Frida - mała, łagodna gapcia z czarnym noskiem. Wymaga jeszcze oswojenia, ale pięknie rokuje. Ma już poważnych kandydatów do swojej ręki. :) Czekam na decyzje końcowe.
Edit: jest decyzja! Za tydzień zostanie zabrana. ADOPTOWANA!





11. Matis (biało - rudo - bury) - rozrabiaka i hulaka. Nieokrzesany dzieciak pełen energii i urody. Trochę dzikuje, ale to kwestia czasu aż się ogarnie. Ciekawy, fajny kotek, który SZUKA DOMU, najlepiej z bliźniakiem poniżej.



12. Monet (biało- buro - rudy) - patrz wyżej. SZUKA DOMU, najlepiej z bratem Matisem.




Uff, zmęczyłam się...
Buziaki!!
Dziękuję Wam za wszystko!

Jeszcze trzy, jeszcze trzy! :)

PODPIS

PS. Kolejne potrzebujące w drodze!


niedziela, 9 lipca 2017

Utonąć we wspomnieniach

Sama nie byłam pewna, czy chcę kontynuować moje "morskie opowieści"... W końcu od maja minęło już dość czasu, by się pogodzić z wygnaniem z raju. Kiedy jednak usiadłam do tych zdjęć - utonęłam. Sama siebie próbuję zrozumieć. O co chodzi z tą wielką tęsknotą? Czy o powalające, niezaprzeczalne piękno nadmorskiego krajobrazu? Czy o spektakularne widoki? O spektakl słońca i chmur? O wolność? O nicniemuszenie? O relaks i odcięcie od zwykłych problemów?
Pewnie o to wszystko, doprawione jeszcze szczyptą marzenia ukrytego na dnie mojego serca... Majaczenio-marzenia o mieszkaniu nad morzem, lub choć o baaaardzo długim urlopie, aż do nasycenia, do znudzenia, do sprawdzenia trwałości mojego uczucia.
Faktem jest, że człowiek rzadko uświadamia sobie chwile swojego szczęścia. Przeocza się je, by potem żałować i wspominać, że były niedocenione, gdy trwały. A tam, nad morzem...
Rano szłam po pychotki na śniadanko do małego sklepiku. Było ciepło, świeżo, mewy krzyczały na niebie. Mijałam otwierające się stragany, spokojnych, nieśpieszących się ludzi, uśmiechających się do siebie i... czułam się szczęśliwa.
Szliśmy z FikiMiki na spacer do lasu. Oglądałam cienie na ścieżce, słuchałam rozśpiewanych ptakami drzew, dotykałam wiosennych delikatnych listków i upajając się zapachem żywicy... byłam szczęśliwa, i wiedziałam o tym.
A kiedy otwierała się przede mną plaża i mokra bryza omiatała mi twarz - byłam szczęśliwa takim kompletnym szczęściem, że wypełniało mnie calutką, po czubek nosa.  
I niezależnie od pogody; czy musieliśmy nosić na plaży rękawiczki i zimowe kurtki, czy potem już wystarczały letnie stroje - mówiłam do siebie: teraz, w tej chwili, jestem szczęśliwa.



Sarenka.
Torba pełna kamieni. Aż wrzyna się w ramię. :)

Te mądre i kochane oczka!








Mkunia czasem, bez powodu, odmawiała pójścia dalej. Wtedy trzeba było ją nieść chwilę, aż "zaskoczyła" znowu.
To lękliwy piesek mimo już ponadrocznego pobytu u nas. 







































































Tu, obok zachodzącej kuli słońca, widać żaglóweczkę. 

Kibicowałam jej, aby zdążyła dopłynąć mi w kadr. 

I udało się! Och, jak lubię te zdjęcia!
A teraz może rozpakuję do końca moją walizkę, która na to czeka od przyjazdu znad morza, w maju... To nie jest w moim stylu. Zazwyczaj robię to w dniu powrotu, a teraz to wygląda tak, jakbym symbolicznie broniła się przed przyjęciem do wiadomości, że urlop się skończył. 
Jest lepiej! Zaczynam dostrzegać piękno miejsca, w którym mieszkam. Widać światełko w tunelu, pewnie czas już naprawdę wrócić na ziemię i do swojego życia, choć planuję jeszcze jeden, ostatni nadmorski post. Już teraz na niego zapraszam!

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...