poniedziałek, 2 czerwca 2014

O toaletach w Japonii

      Kiedy po ostatniej wycieczce w ramach odpoczynku zajrzałam na blog, na pasku bocznym zaintrygował mnie tytuł wpisu Klarki o toaletach w Krakowie. Gdy go przeczytałam, poczułam, że muszę przygotować ten post!

Droga Klarko oraz inne kobitki, które mają mały pęcherz, możecie śmiało jechać do Japonii! Tutaj jest toaletowy raj. Dwóch rzeczy jest tutaj pełno: automatów z napojami - są na każdym rogu, czasem po kilka, nawet na najmniejszych uliczkach, oraz toalet! Można więc pić bez strachu, czym to... zaowocuje. :)

Byliśmy sobie na przykład na wycieczce górskiej oglądać wodospady.  


Idziemy ścieżką pod górę i cóż widzimy?


Toalety oczywiście! Nawet w takim miejscu! Na trasie górskiej!


Ponieważ to miejsce turystyczne, to oprócz oczywistego rysunku jest opis w kilku językach - żeby czasem nie pomylić się względem przynależności płciowej i by wybrać odpowiedni gabinecik. ;)


Toalety, drogie panie, są dostępne wszędzie.


Każda stacyjka, czy to pociągowa,


czy autobusowa ma swoją, zazwyczaj czystą, toaletę. W każdym mieście, miasteczku, o wielkich miastach nie wspominając, są one naprawdę często. Można absolutnie być w tej materii spokojnym. 


Zwyczajowo są one w stylu japońskim, czyli do korzystania w pozycji kucznej (i wtedy dla gaijinów są dokładne instrukcje dosłownie wszystkiego: jak kucać, jak spłukać, jak załadować nową rolkę papieru).


Te instrukcje i oznaczenia to jest coś niesamowitego. Wszystko jest tak opisane, pokazane, gadające, podświetlone, że naprawdę można czuć się bezpiecznie. Na zdjęciu z sensorem do spłukiwania poniżej jest też napis alfabetem Braila, dla niewidomych. 


W Tokio w toaletach publicznych na stacjach metra powszechne są też takie platformy do przebierania się. Japończycy kochają uniformy i strój roboczy to przeważnie jakiś kostium. Pewnie dobrze jest zrzucić ciuchy po pracy i nie musieć stawać stopą na podłogę. 


Oczywiście dokładna instrukcja pokazuje, jak z tego ustrojstwa należy korzystać.


Jeśli kobieta musi skorzystać z WC, a akurat jest z dzieckiem, nie ma problemu.


I w kabinach, i w przestrzeniach wspólnych z umywalkami często są specjalne krzesełka dla dzieci.


Jeśli potrzebuje poprawić sobie makijaż, proszę!

Stanowisko do poprawiania makijażu na dworcu w Kioto.
Wiem, że to nie jest żaden cud świata, że w wielu krajach to normalne, ale tak mi się podobają te japońskie ostrzeżenia, że nie mogłam się powstrzymać przed ich fotografowaniem. :)


Nie wiem, o co chodzi w lewym dolnym rogu. Czego nie wolno??


Co mi się szalenie podoba w toaletach publicznych? Otóż drzwi nie mają klamki, nie można ich zamknąć od zewnątrz, więc jeśli kabina jest wolna, jest po prostu otwarta! Proste i genialne, nikt się nie dobija w nieodpowiednim momencie, a my nie musimy krzyczeć "zajęteeee!". :)


To powyżej to akurat zdjęcie z hotelu, ale naprawdę często zdarza się i w knajpkach (nawet tych małych i tanich), i na stacjach kolejowych czy metra, i w innych miejscach publicznych, że toaleta wyposażona jest w różne bajery i wodotryski. :)


Widać dokładnie, który przycisk do czego służy? Nie muszę tłumaczyć? :) Oczywiście ciepłotę wody i siłę jej strumienia można sobie ustawić. Czerwony przycisk zatrzymuje dany proces. Deska jest delikatnie (tak jak się sobie ustawi) podgrzewana... Bajer? Miły, bez dwóch zdań. :)


Poniżej kolejne ciekawostki. Tym razem zdjęcia zrobiłam podczas podróży shinkansenem - superszybkim pociągiem. 
Po lewej jest dokładny plan toalety przygotowany dla osób niewidomych! Widziałam taki w wielu miejscach. Nawet zastanawiam się, czy w Japonii jest szczególnie dużo takich niepełnosprawnych osób. Muszę to sprawdzić. 
Po prawej specjalny guzik opuszczający deskę klozetową, aby nie trzeba było jej dotykać. 


A to poniżej było dla mnie coś nowego, dlatego fotnęłam. Na centralnej stacji Tokio, czyli tej największej, najnowocześniejszej w całym mieście musiałam pójść oczywiście do toa (mam jak Klarka mały pęcherz). Już kiedy zamknęłam za sobą drzwi, rozległ się dyskretny i miły kobiecy głosik, który coś tam zaświergotał po japońsku, z czego wyłowiłam słowo DOZO (dodzo), czyli PROSZĘ i wtedy... rozległ się szum wodospadu! Na tyle cichy, że miły w odbiorze i na tyle głośny, by zagłuszyć odgłosy. Wiadomo jakie. :) 


No i ostatnia ciekawostka w tym delikatnym temacie. Skoro są takie bajery, podgrzewane deski i bidety w miejscach publicznych, to trzeba coś zrobić, aby można było na nich usiąść. Po prawej na zdjęciu poniżej jest dozownik specyfiku dezynfekującego. Wraz z dokładną instrukcja obsługi - oczywiście. W końcu jesteśmy w Japonii. :)


Aha! Jak widać na górnym zdjęciu po lewej, toalety w stylu europejskim w miejscach publicznych nie mają klapy, bo i po co. Mam nadzieję, że ten temat wydał Wam się interesujący. Zdjęcia robione komórą - byle jakie. :) 

Do usłyszenia! :) 

Gosia.

      ***

Wczoraj łazienka, dziś toalety - ciekawe, co na ostatni dzień zada nam nasza globtroterka. :)

Miłego dnia!

JolkaM

59 komentarzy:

  1. Fajne opisy i zdjęcia..., no cóż dla mnie,tak jak dla Klarki i Gosi toa to tez ważne miejsca w czasie wyjazdów... :) W którejś części Autobiografii Joanna Chmielewska opisuje toalety w czasie swojej podróży po Rosji ( a właściwie po Związku Radzieckim)...... polecam... :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się podpisać. To pisałam ja, Agnieszka z Lublina :)

      Usuń
    2. To pozdrawiam ja, JolkaM. :)

      Usuń
  2. o toaletach w Leningradzie to i ja słyszałam
    jedna długa wspólna deska na 4 osoby
    lub drzwiczki zasłaniajace tylko połowę ciała- twarz do publiczności, a jakże ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wolałabyś tył do publiczności? ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. O tak! Niektórych urządzeń bez szczegółowej instrukcji nie potrafiłabym obsłużyć. Już teraz w jakiejś nowocześniejszej toalecie czasem się lekko gubię. Dlatego się z tej wsi nie ruszam. ;)

      Usuń
    2. Lidio, powiedziałabym SZOK cywilizacyjny. Dla nas .

      Usuń
    3. Szok też :))
      Pewnie w majty bym się zsiusiała prędzej, aniżeli obsłużyła to ustrojstwo ;) Nie dowierzam elektronice ;)

      Usuń
  4. Jak sobie przypomnę "narty" w Bułgarii to brrr. W moskiewskim akademiku zużyty papier toaletowy wrzucało się do kosza. Naszym jeszcze daleko do japońskich, chociaż ciut się poprawiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te porównania nie stawiają nas na ostatnim miejscu w Europie. ;)

      Usuń
  5. Hmmm, czy aby o to chodzilo?
    http://swiattodzungla.blogspot.de/2013/03/maly-terrorysta.html
    Bo jakos nie moge sobie nic innego przypomniec :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziękuję, Aniu! Już wczoraj gmerałam i gmerałam, i akurat tego nie otworzyłam! Zupełnie nie pamiętałam tytułu ani kiedy to mniej więcej było. Tylko to, że się krztusiłam ze śmiechu, bo akurat w hucie czytałam. Coś mi przeszkodziło wtedy i się nie odezwałam , a potem to już było za późno. Ale tak mi to zostało w pamięci, że w przypadku korzystania z toalet publicznych zawsze mam to skojarzenie. :)

      Usuń
    2. Jeju, przeczytałam jeszcze raz! I wybacz, Anno Mario P., mimo że piszesz "nie śmiać się", za nic nie mogłam spełnić Twojego zalecenia. No nie da się! ;)

      Usuń
    3. No co ja poradze? W moim wieku nikt juz nie chce sie do mnie usmiechac, za to wszyscy smieja sie ze mnie :(((

      Usuń
  6. Przegapilam notke Klarki o krakowskich toaletach, a spotkala nas tam ciekawa przygoda:)))
    Kawiarnia w Rynku (nie pomne nazwy niestety) i Wspanialy musial isc do przybytku wiec poszedl, wraca i mowi, ze ktos tam jest bo zamkniete. Za moment znow poszedl - znow wrocil bo zamkniete... I tak chyba trzy razy w koncu mowi, ze tam na drzwiach wisi jakas skrzynka i cos na niej pisze.
    Poszlam, bo czytac Wspanialy nie potrafi i faktycznie jest skrzynka z otworem na monete i calosc dziala na zasadzie "wrzuc monete a sezam sie otworzy". Wrzucilismy monete, drzwi sie faktycznie otworzyly, ale przybytek niezbyt czysty wiec Wspanialy natychmiast zaczal sie rozgladac za jakims papierem. A tu.... niespodzianka, nie ma ani skrawka, ani toaletowego, ani zadnych recznikow papierowych... nic... zupelnie nic.
    Dobrze, ze nas bylo dwoje przy tych drzwiach pobierajacych oplate, to ja polecialam do obslugi po papier a Wspanialy czekal, tym sposobem uniknelismy podwojnej oplaty.
    Niby tez nowoczesnie, czyli babcia klozetowa zastapiona skrzynka, szkoda tylko ze skrzynka nie sprzata i nie zaopatruje w brakujace artykuly....

    Japonskie toalety bardzo mi sie podobaja. Moze kiedys Ameryka tez sie takich dorobi, bo narazie to toalet np. w NYC jest jak na lekarstwo, czyli za potrzeba trzeba wiedziec gdzie sie udac.... ;/
    Ale sa na wszystkich szlakach turystycznych, sa przy wszystkich drogach, wiec nie ma widoku kierowcow parkujacych na poboczu po to zeby odcedzic kartofelki przy najblizszym przydroznym drzewie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, te żenujące przydrożne widoki! Żeby chociaż panowie starali się załatwiać te sprawy dyskretniej. Bo co z tego, że szczegółów nie widać z przejeżdżającego samochodu, kiedy jeden z drugim MUSI ustawić się w taki sposób, żeby nie było wątpliwości, że nie przyglądają się akurat łanowi dojrzewającego zboża na polu tudzież przelatującym ptakom, tylko opróżniają pęcherz. :]

      Usuń
    2. PS. A przy okazji poczytałam o Twoim dwujęzycznym sikaniu w NY, Star. Też dobre! ;)

      Usuń
  7. bardzo praktyczny wpis :) i muszę stwierdzić, że CHCĘ takich samych toalet w Polsce!!!
    mozliwe? ...
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, potrzeba jeszcze chyba trochę czasu i zmian, żeby TO stało się ważne dla tak zwanych czynników decyzyjnych. :]

      Usuń
  8. No proszę!Jak dobrze Japonia dba o swojego obywatela.Podoba mi się bo jakby nie patrzeć przeca brak takowych przybytków odbiera człowiekowi chęci na zwiedzanie:)))Serdeczności zostawiam dla Zwiedzających Japonię i ich sprawozdawcy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaaa,zapomniałam,znaczek po lewej może znaczyć,że nie służy on do...trzymania w czasie wiadomych czynności-tak myślę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Japońskie opowieści toaletowe Teda były tylko opowieściami. Teraz mogę sobie dopasować opowieść do obrazka. Dziękuję ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, czyli nie tylko Gosia jest zafascynowana tymi wypasionymi gabinetami. :)

      Usuń
  11. Podobuje mnie się post i o łazienkach i o toaletach. :) I zazdroszczę im tej czystości. :)
    Idę do Pantery poczytać. :)
    Miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doradzam wcześniejszą wizytę w GOP-ie. ;)

      Usuń
    2. Niekoniecznie w publicznym. :)

      Usuń
    3. Co to jest GOP?
      Byłam u Pantery, padłam. Możesz zerknąć co jej napisałam... :P

      Usuń
    4. Gabinet Odnowy Pęcherza - jak w tytule. ;)
      Idę przeczytać. :)

      Usuń
    5. To z tego śmiechu - oczywiście nie z Pantery! ;)

      Usuń
  12. Czyli my drugą Japonią nie są ! Podejrzewam, że dla nas wzór to niedościgły .
    Z tego wszystkiego idę na siku !

    OdpowiedzUsuń
  13. Mieliśmy mieć w Polsce drugą Japonię. Nie mamy. A w temacie toalet szczególnie, co widać słychać i czuć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nasza rzeczywistość trochę skrzeczy (czytaj: nie pachnie). :(

      Usuń
  14. A u nas też nie ma klamki z zewnątrz w toaletach, i papier zawsze jest, i niekiedy się samo spuszcza :-) Ale doopki samo nie myje buuuu :-)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ech, żal rękę ściska. Niby coś drgło w temacie, wszak nie do końca. Warszawskie Złote Tarasy toalety mają odwrotnie proporcjonalne do nazwy. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co, nie warto było się pchać do tej stolicy, co? ;)

      Usuń
    2. Warto, ale tylko dla Mnemo i AniM.
      Już wiem, co to jest ten obrazek, którego GosiAnka nie rozumie. Otóż to jest zła ręka, która nie złapała dziecka wypadniętego z fotelika!

      Usuń
    3. E, że dla dziewczynek, to wiadomo. Słyszałam, Kuro Dzika, żeś tam jajka nie zniosła, a wręcz przeciwnie - Tobie je zniesiono. ;)

      Zła ręka - no jest to jakaś koncepcja. A ta na obrazku taka czarna, musowo, że zła una...

      Usuń
  16. ...szkoda, że u nas się nie da takich rozwiązań wprowadzić. Bo albo wandal zepsuje, albo ćmok nabrudzi, albo czarny z ambony wyklnie...

    OdpowiedzUsuń
  17. ja pierniczę niezły "gabinecik" dumania, ba świątynia prawie :), przyznaj się GosiuJolu (łączę Was w jedno) wiedziałaś przed z czym przyjdzie się WAM zmierzyć w ichniejszych toaletach? mam na myśli te wszystkie bajerę ? kiedyś Krzysztof Skiba mówił w jakimś tam programie, że u Nich takie wygódki się rozumiecie preferuje :)
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafał, Ty weź, bo jeszcze i ja sama się splączę z tą naszą Gosią w jedno. A nie wiem, czy się uda potem wyjść z tego bez szwanku. ;)

      Usuń
  18. Fascynujący temat :-)
    Też mam mały pęcherz i to co tu widzę biorę wsjo ! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszystkie udogodnienia tam mają super, siedzisko dla dziecka i mycie dooopki. U nas tylko pomarzyć, choć i tak jest w porównaniu z PRL-em, jak w niebie. W zeszłym roku, na parkingu w Austrii, przy stacji benzynowej,zaświadczam osobiście, byłam w kibelku, typu kucanego z dziurą....mateczko, ale syf, ale smród, aż nogawki podwijałam, żeby mi się nie uślumprały w syfie owym. Coś obrzydliwego, a Ojropa przecież!!!!
    I śmiać mi się chce, bo u mnie czeka w kolejce wycieczka po kiblach kaczorówkowych, zdjęć nacykałam, ale posta jeszcze nie zmajstrowałam, ale nas wzięło tematycznie. U Pantery czytałam, ostatnio dokładnie tak samo zrobiłam we własnym domu:((((((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w takich niechlubnych wypadkach zawsze się zastanawiam, jak to się dzieje, że dochodzi do takiego stanu - przecie to ludzie z tego korzystają. Zdawałoby się, że ludzie...

      Usuń
  20. Nie mam malego pęcherza, ale dużo pije wiec problem ten sam, a nawet większy bo popsute kolanka nie pozwalają na przysiady.
    Podgrzewana deska i czystość to jest to czego pragnę w toalecie, ale to bym zyczyla sobie w naszym pieknym kraju, no.. Nawet zeszlabym tylko do czystosci, bo to co niektóre kobiety po sobie zostawiają.. Przecież kazdy jest odpowiedzialny za czystość ktora zostawia po sobie.. Ech ta polska mentalność..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie dziś myślałam, że trzeba innej kultury do takich urządzeń. Wyższej kultury. I nie dlatego, że my nie pojmiemy, jak to obsługiwać. Dlaczego to nie jest osiągalne tutaj? Hm...

      Usuń
    2. No wlasnie mentalność. Tam ludzie dbają o innych a u nas drugiego człowieka, jeszcze obcego, Malo kto szanuje. Mnie nauczono każdą pracę szanować. Więc staram sie zostawiać po sobie porządek. A mam takie kolezanki, które nawet specjalnie sie nie kryją z poglądami oddmiennymi, w domu porządek, a poza moha robić bałagan no ktoś za mię posprząta. Ten wlasnie obcy ktoś. Ręce opadają..

      Usuń
  21. rany, a jak ktoś nie zrozumie co tam narysowane po japońsku? niby obrazek co i jak robic, ale jak kto inteligentny inaczej?
    a ja i tak bym nie usiadła na żadnym kibelku prócz swojego, taką mam fanaberię. no, może w zaprzyjaźnionych blisko domach . choćby fiołkami pachniało i czystością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty masz rację, Ewa. Dlaczego oni nie rysują tych znaczków po polsku?! ;)

      Usuń
  22. Szalenie ciekawy temat! Te bajery ,wodotryski,wow. Luksusy, których nawet w domach nie mamy. Chociaż nie wiem czy nie pogubiłabym się chcąc skorzystać z tego wszystkiego:))

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...