czwartek, 5 lipca 2012

Dwie scenki z mojego życia



Pierwsza:
Trwa remont. Panowie z ekipy tapetują pokój syna. Jest to tapeta winylowa o strukturze płótna, do malowania. Wchodzę, żeby zobaczyć postępy. Widzę, że na środku reprezentacyjnej ściany, takiej, która nie będzie niczym zasłonięta, jest skaza w tapecie: jeden bok się pruje. Ściana jest już ukończona. Przyglądam się tej skazie i mówię „Ale tu jest coś nie tak, zobaczcie, przecież to jest poprute i wygląda okropnie”. Panowie nie przerywają pracy, jeden miesza klej w wiadrze, drugi odmierza następną ryzę. Nie patrzą na mnie. „Przecież to najważniejsza ściana - mówię. - Będzie to widać”. Żadnej reakcji. Zaczynam wygładzać prujące się nitki paznokciem i układać je w miarę równo, daje się to robić, bo klej jest jeszcze mokry. „Może nie będzie tego widać, jak się to pomaluje” – pocieszam samą siebie, jednak bez przekonania, bo jak farba ma udawać wzór płótna na ścianie?
Panowie milczą i każdy jest zajęty swoją czynnością. Idę zrobić im kawę.



Druga:
Jestem w sklepie i kupuję taką obruso-ceratkę na stół w kuchni. Wybrałam już wzór i proszę ekspedientkę o przycięcie mi odpowiedniego kawałka z beli. W ostatniej chwili zauważam, że ceratka się siepie, z brzegu wisi kilka nitek. „Czy ona nie będzie się strzępić? – pytam ekspedientkę. – Przecież nie ma tego jak obrębiać, zresztą nie o to mi chodzi”. Ekspedientka odwrócona tyłem nic nie dopowiada, jakby nie słyszała (może nie usłyszała?), tylko zaczyna rozwijać materiał z beli. „Jakoś to będzie - mówię szybko. – Może nie będzie tak źle…”. Ekspedientka przeciąga nożykiem po ceracie i odcina zamówiony przeze mnie kawałek. 


Myślicie, że koło siedmdziesiątki nie będę już taką "miłą, ciepłą kluchą", tylko stanę się bardziej asertywna? Jest nadzieja?

(Tapeta została poprawiona po moim wyjściu - przyszedł szef i kazał wymienić, 
ceratko-obrus niestety się pruje.)

97 komentarzy:

  1. ANIU...JA NA TEN PRZYKŁAD NIE CHODZE PO URZĘDACH ....BO MAM TAK JAK TY...NO QRCZE WALCZĘ ...ALE JAKOS TAK MARNIE MI TO IDZIE:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam już, że my jesteśmy jak siostry syjamskie?
      :-)

      Usuń
  2. Aniu, marne szanse na zmianę, będziesz bardziej łagodna, hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie! Będę starą, heterastą babą, co nie da sobie w kaszę dmuchać!

      Usuń
  3. U mnie to zależy od dnia. Czasami jestem milutka i nic nie mówię ale czasami ....... lepiej nie mówić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu kochana! Tak to jest ze wszystkimi fachowcami. Niestety.
    Bardzo ciekawa jestem tej tapety, czekam na efekty i zdjęcia;)

    Co do asertywności hmmm
    moim zdaniem niestety nie. To wszystko jest kwestią charakteru.
    Wiem po sobie. Chociaż zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś mnie wyprowadzi z równowagi.
    Ostatnio w markecie pakowałam zakupy, jeszcze nie spakowałam połowy a pani zaczęła kasować kolejną osobę (zawsze tak robią, prawda? Dlatego ja najpierw pakuje, potem płacę). Pytam grzecznie czy może poczekać chwilkę aż skończę pakowanie "Nie bo nie mam czasu" burknęła.
    We mnie się zagotowało. Powiedziałam jej parę słów, ona zaczęła się tłumaczyć, że tego od niej wymagają bla bla bla i dalej kasowała.
    Robiłaś kiedyś takie zakupy za granicą? Tam najpierw pomogą ci spakować torby, później kasują kolejnego klienta. Dlatego nie lubię zakupów w sieciowych, dużych marketach!
    Wrrrr rozpisałam się.
    Mam nadzieję jednak, że w ważniejszych sytuacjach pozostaniesz asertywna,
    bo nazbyt miłą osobę bardzo łatwo wykorzystać niestety...

    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie znoszę w marketach i bywam tam niezwykle rzadko. I tak jak Ty wzięłam się na sposób - najpierw pakuję :). Robię tak i w almie i w biedronce! Jeszcze nikt nie zamarudził ;)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Świetnie sobie radzicie dziewczyny! Obserwowałam, jak to wygląda w Holandii i była taka sytuacja, że ktoś już kasowany przypomniał sobie, że czegoś zapomniał i poszedł po to. Zrobił to spokojnie i z uśmiechem i cała kolejka stała spokojnie i z uśmiechem, aż wrócił. Może i u nas kiedyś tak będzie.

      W ważniejszych sytuacjach jestem asertywniejsza;-)

      Usuń
  5. Zalezy co tu chcesz WMPani przeczytać...:) Jeśli pociechę, to naturalnie, oczywista oczywistość, że stanie się podług życzenia... Jeśli zaś prawdę, to... hmmmm... może ja pomilczę lepiej...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z robotnikami radzę sobie świetnie. Z ekspedientkami też.
    Urzędnicy to już inna para kaloszy...Oni nie milczą, to oni są bezczelnie asertywni :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy termin: bezczelnie asertywni. Kompetentni? Biurokratyczni? Co masz na myśli?
      Pozdrowienia!

      Usuń
  7. młodaś jeszcze, przejdzie Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba nie dałabym sobie wcisnąć prującej się ceraty... Powiedziałabym, że jest zniszczona i jej nie kupię... chyba bym tak zrobiła... ale nie jestem pewna...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to ja też tak nie miewam, tym razem miałam jakieś zaćmienie, tyle się nawybierałam, miałam kłopot z decyzją, a tu taka przeszkoda...

      Usuń
  9. Aniu, i poszłam zrobić Panom kawę:))) Pani się nie martwi, będzie Pani zadowoloona! Pewnie to znasz? Bo ja tak. A teraz nie robię już fachowcom kawy i płacę po wykonanej pracy.

    Pewnie, że jest nadzieja na zmianę. Zauważasz już problem:)


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Zauważyłam i źle się z tym czułam - jak zrobiona na szaro. Oczywiście, że teraz już będę zwracać na to uwagę, bo w sumie, już nie zdarza mi się to często: to był taki podwójny przypadek, raz, za razem i tym bardziej go zapamiętam.

      Miłego popołudnia! Czy w Twoim lasku jest zimniej?

      Usuń
    2. Moj lasek do konca tygodnia to Pole Mokotowskie. Wczorajj o polnocy bylo 28 stopni C i ogladalam Rzez w letnim kinie pod chmurka. Cudnie bylo.

      Usuń
    3. No wyobrażam sobie! Ja w tym czasie goniłam za komarem w moim pokoju:)

      Usuń
  10. marsz na kurs asertywności! A możliwe, że będę miała niedługo fajny konkurs, do wygrania warsztaty z psychologiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko, dziękuję! Zdziwiłabyś się, jakbyś wiedziała ile już tego mam za sobą, ale w sumie nie znasz stanu początkowego, to skąd masz wiedzieć, jaka jest zmiana:-) Jest dobrze, mimo takich drobnych potknięć!

      Usuń
  11. Ech tak jak wszystkiego trzeba się nauczyć jednak trochę wymagać od innych ...Ale to trzeba zrobić raz i drugi ...powiedzieć i wymusić reakcję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Tym razem miałam jakiś zanik instynktu dbania o swój interes. Po dzisiejszej lekcji, jaką mi tu wszystkie dajecie, to już na pewno się nie dam nikomu:)

      Usuń
  12. No żesz... zapomniałam dodać ,że śliczne są te 2 zdjęcia :-)
    Lubię takie klimaty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że zauważyłaś. Mnie też się podoba!

      Usuń
  13. No, ja bym jednak nie odpuściła... Nie daj się kochana ;)! I walcz o swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest! Melduję, że zadanie przyjęte do wykonania:)

      Usuń
  14. A czy takiej do malowania nie da się potem podważyc pazurkiem i zerwać? Bo w tym celuje nasz młodszy i zastanawiam się czy farba na wierzchu coś daje poza dowolnością we wzorze i kolorze ;)

    Dobrze, że szef ludź i naprostował panów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, zależy chyba od zdolności młodego, bo ja próbowałam przed chwilą i łatwo to nie pójdzie, ale znając młodych, to nie gwarantuję:-)

      Usuń
  15. Aniu, wystarczy tylko trochę nad tym popracować.
    Wiem z doświadczenia;)
    Warto też pamiętać, że asertywność,
    to nie bycie bezczelnym czy agresywnym w stosunku do innych,
    tylko dążenie do uzyskania określonego przez siebie celu
    Masz prawo do wyrażania własnych emocji i posiadania własnego zdania.
    Musisz tylko uwierzyć, że jeżeli powiesz komuś NIE, świat się nie zawali:)
    Naprawdę się nie zawali! Sprawdziłam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszna uwaga. Pół życia nie mogłam tego pojąć, że sama się pakuję w coraz większy kanał nie dbając o swój interes. Teraz wbrew dzisiejszemu postowi, nie jest ze mną tak źle. To takie dwa potknięcie, ale skoro je widzę i wyłapuję i mam do nich jednoznaczny stosunek, to znaczy, że jest nadzieja, że to były dwa ostatnie;-)

      Usuń
  16. Skąd ja to znam...najchętniej nieraz bym przepraszała że żyję...

    Ale kawy bym juz takim fachowcom nie zrobiła;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pomyślę, ile czasu zmarnowałam przepraszając, że żyję, to aż mnie skręca. Pracuj nad tym Justynko, bo Mania się uczy od Ciebie:-)

      Usuń
  17. ja do rany przyłóż jestem ... dopóki mi ktoś nie podpadnie ;) a asertywność doskonalę z wiekiem - ostatnio np. panowie fachowcy musieli zrywać na balkonie 6 m kw terakoty i układać ponownie, bo po skosie im poszła, a oni nie widzieli żadnego problemu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też doskonalę z wiekiem! Koło 80 tki będę już niemal doskonała, he he
      A tak serio, to czuję się, mimo wszystko, dużo mądrzejsza niż kiedyś.
      :-)

      Usuń
  18. Popieram "Konwalie w kuchni"! Wiek nie ma tu nic do rzeczy, chociaż może nie tak do końca... ja asertywności nauczyłam się dość późno, ale wynikło to również ze wzrostu poczucia własnej wartości, co nie miało wiele wspólnego z moim wiekiem, raczej z zupełnie innymi sprawami. Wcześniej ratowałam się unikaniem trudnych sytuacji i milczącym "oślim uporem".
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że poczucie własnej wartości ma tu wiele do rzeczy. Ja też dopiero od niedawna, wbrew pozorom, bo te zdarzenia, to "wypadek przy pracy", odnoszę na tym polu sukcesy:-)

      Usuń
  19. Ćwicz asertywność i to jak najprędzej. Poza tym zle zaczęłaś dyskusję - gdy uważasz,że coś jest zle to musisz wpierw przerwać panom robolom pracę i dopiero wtedy wygłosić "expose". Czyli: wchodzisz, widzisz, że coś jest spietruszone i głośno mówisz - stop panowie, proszę tu spojrzeć, ten kawałek tapety jest rozdarty, więc proszę to wymienić, bo ja takiej roboty nie odbiorę od Was. I tylko musisz to wyegzekwować. A w sklepie - też trzeba zastopować i nie pytaj się co ona na ten temat myśli, tylko trzeba się zapytać dlaczego to się strzępi i po prostu zrezygnować, jeśli Cię odpowiedz nie zadowoli.
    Miłego;)
    P.S.
    Robolami nazywam wszystkich, co zle wykonują swoją pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Anabell, najpierw potrenuj to, żeby Cię zaczęli dostrzegać, mów głośniej, albo odbierz jednemu z panów jego narzędzie.
      Ja akurat zwracanie na mnie uwagi mam przetrenowane dzięki częstym wystąpieniom przed większą grupą ludzi podczas tłumaczenia, więc się wyćwiczyłam, ale też się na początku bałam zwracać uwagę w swoich sprawach. To trzeba wytrenować, Anabell ma rację, a i teksty najpierw można sobie napisać, żeby powiedzieć wszystko, co się zamierza.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    2. Teraz to ja już wiem, jakby to zrobiła! tak źle się czułam, taka zlekceważona, że już 100 razy w myślach wymyślałam inne załatwienie tej sprawy:-)

      Ty Iw z robotnikami masz ostatnio dużo wspólnego, to już specjalistka jesteś;-)

      Usuń
  20. Malymi kroczkami mozna samemu nauczyc sie asertywnosci- wiem po sobie..:-) Jeszcze jakis czas temu bylo podobnie jak u Ciebie- ludziska doslownie mi na glowe wlazili! Po roku intensywnych studiow podrecznikow psychologicznych, cwiczen praktycznych, jest znacznie lepiej..i spokojniej:-) Powodzenia Aniu, dasz rade!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Nie boję się tego. Jestem na takim etapie, że dam radę wszystkiemu:)

      Usuń
  21. Duzo zalezy od tonu glosu jakim mowisz. Serio. Jezeli mowisz cicho, jakbys przepraszala za to ze zyjesz, to rozne bezczelne typy beda to wykorzystywac. Staraj sie mowic troche glosniej. i upewnij sie ze osoba d ktorej mowisz Cie slucha. Zwroc jej uwage na siebie glosniejszym 'przepraszam'.
    Nie wiem czy to pomoze, ale probowac zawsze warto.
    I tego mozna sie nauczyc, przynajmniej w niewielkim zakresie, nawet bez kursu. Zacznij wierzyc w siebie - jak zalatwiasz wazna sprawe i wiesz ze moga byc klopoty, to badz pewna swoich racji i staraj sie myslec, ze wiesz lepiej niz Twoj rozmowca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, masz rację, tym bardziej, że potrafię coś komuś tak powiedzieć, że ucinam wszelkie dyskusje. Tymi razami mnie zamurowało, jakieś zaćmienie, czy co...

      Usuń
  22. Skoro wymagasz od siebie to trzeba też wymagać od innych.Nie zawsze to się podoba osobą którym zwracasz uwagę ale nie można odpuszczać bo inaczej będziesz zawsze coś poprawiać lub odkładać bo niby nowe ale już nie nowe.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się Twoje pierwsze zdanie. Bardzo słuszne.

      :-)

      Usuń
  23. Aniu z Ciebie bardzo dobra dusza jest po prostu! Tylko wiesz sama, że czasem trzeba powiedzieć NIE - ta umiejętność ogromnie się przydaje :).
    Ze zdwojoną mocą przekonałam się o tym podczas moich aktualnych perypetii mieszkaniowo - remontowych. W wielu sytuacjach muszę być tak stanowcza, że to przechodzi ludzkie pojęcie :).
    A odrobina egoizmu myślę, że wyjdzie nam na dobre ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki Alu również za Twoją asertywność;-)Uda nam się:-))

      Usuń
  24. Pamiętam taką sytuację sprzed dwóch lat, przy okazji montowania kuchni na wymiar. Weszłam do kuchni w momencie, gdy panowie fachowcy zajmowali się montowaniem frontu przy zmywarce. Patrzę na front a on zamiast jednej wymiarowej płyty, przecięty wzdłuż i imituje mi podwójne drzwiczki. Pytam się dlaczego? Panowie na to, że z powodu iż wysokość kuchni nie wymiarowa, nie dało się inaczej(całość z blatami roboczymi wyższa ok 10 cm od standardu). Panowie fachowcy, więc pewnie tak musi być. Zgrzytnęłam zębami i chociaż świadoma, że przy omawianiu projektu, wszystko ponoć było wykonalne wyszłam potulnie z kuchni. Jednak na drugi dzień, pijąc kawę w czyściutkiej kuchni, z nowymi meblami zdecydowałam, że tak być nie może. Telefon do szefa. Kilka moich zdań w temacie i... za dwa dni miałam piękny cały jeden front. Montowali go Ci sami "fachowcy". Teraz wiem, że trzeba zawsze mówić stanowczo o swoich wątpliwościach. :))
    Pozdrawiam cieplutko i ślę miziaki da futerek oraz głaski dla sierściuszka :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pouczająca historia! Myślę, że każda taka sytuacja, kiedy wstawimy się za własną korzyścią, przynosi pozytywny efekt.

      Dziękuję za pozdrowienia i miziaki:-)

      Usuń
  25. O matko, oni chyba przez skórę czują, że mogą sobie na to pozwolić.
    Przydałabym się tam, popędziłabym im kota... Ale przecież nie będę nawet w charakterze Anioła Stróża Twojego osobistego nad Tobą krążyła i podpowiadała:
    - Proszę w tej chwili zdjąć ten kawałek tapety i położyć to tak, żeby nie było widać dziury. Jeśli Panowie tego nie zrobią, nie macie co liczyć na zapłatę! Aha, a na kawę proszę nie liczyć, dopóki to nie będzie zrobione tak, że ja to zaakceptuję.


    - Dziękuję Pani. A teraz bardzo proszę o ukrojenie mi fragmentu, który się nie siapie, bo tego nie wezmę a i Pani powinna to oddać na odpady. Ewentualnie mogę wziąć za darmo lub jeśli otrzymam duży rabat za ten kawałek.
    Spokojnie, ale dobitnie :)
    Kiedyś trenowałam w lustrze, potem w środkach komunikacji miejskiej.
    Pomaga na obcych ludziach.

    Czy jest nadzieja ... hm, to zależy tylko od Ciebie :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już rozniosłabym ich w pył;-))))
      Wierzę, że masz wielką wprawę, więc możesz być moim Aniołem Stróżem:-)

      Dziękuję!

      Usuń
    2. I dobrze, że byś rozniosła, bo to szczyt ... szczytów! :)

      Można zrobić tak, że za każdym razem myślisz, co by taki Anioł Stróż w Twoim imieniu powiedział, a potem myk - zamieniasz się z nim miejscami i mówisz! Tak jakby w obronie kogoś, kto jest pod Twoją pieczą :)
      Pomaga!
      Powodzenia :)

      Usuń
  26. Anka,
    przyjedź do mnie, nauczę Ciebie kilku słów, zaczynają się na p., k.,ch.,...
    Poćwiczymy "na sucho", i potem będzie jak znalazł.
    Czasem niestety nie można inaczej.
    pozdrawiam
    ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za propozycję! Znam te słowa i coraz częściej używam, he he

      Usuń
  27. Kiedyś będzie o jedną ceratkę za dużo, dostanie się komuś wtedy za wszystko, za całokształt:) Czasami trzeba postawić na swoim, bo ludzie błędnie mylą uprzejmość z naiwnością, niestety.
    Z innej mańki taraz, bo czasami nie nadążam z komentarzami: zauważyłam, że masz prawie identyczny plafon w sypialni, jak my, co mnie niezmiernie cieszy. Mam też nadzieję, że pokażesz kiedyś kredens (biblioteczka?)- na zdjęciach widać tylko kawalątek:)
    Wytarmoś swoje najpiękniejsze czterołape futra!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie! Teraz jestem tak nastawiona na takie sytuacje, żeby się nie dać, że komuś dostanie się podwójnie:-)

      A skąd Ty masz taki plafon? Bo mój jest poniemiecki. Lubię go, jak wszystkie rzeczy, które odziedziczyłam po Babci.
      Kredens pokażę, nie ma sprawy. Może przy okazji pokazania jak mi wyszło z dekoracja ściany.

      Futra dziękują.

      Usuń
    2. Plafon mam dokładnie z tego samego żródła:))) W całym mieszkaniu mam berety, bo je uwielbiam.
      Czekam, czekam! Uwielbiam meble z duszą, kiedyś opiszę naszą przeprawę z dekoratorem, który powiedział, że chyba oszałeliśmy, bo chcemy w salonie kredens:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Wiesz, to nie jest plafon. To jest taki abażur, który wisi na sznurkach. Zobaczysz sama:-)

      Usuń
  28. Słówko do iw-nowej....
    Kochana, a co z Twoimi sąsiadami???
    TAK z nimi gadasz jak tu Ance radzisz?
    Powiedziałaś im chociaż raz, że jak w dalszym ciągu będą "umilać" Ci życie, to Twoje hamulce puszczą i pokażesz im, co znaczy cierpliwość doprowadzona do granic?
    Mam sąsiadów podobnych do Twoich, a reaguję dokładnie jak Anka.
    A te wszystkie słowa na p., k.i ch to sobie czasem pod nosem mruczę:)))))

    bądźcie zdrowi
    ela

    OdpowiedzUsuń
  29. Oj przypadków takich to mogę mnożyć i mnożyć. Malowanie, gipsowanie, sprzątanie, plakaty, broszury. Najgorzej to jak się trafi na "FACHOWCA", ale nauczyłem się zwracać uwagę. W domu remont - płacę więc wymagam. W pracy - nie będę za kogoś odwalał roboty. Na początku były zgrzyty, ale teraz każdy wie jakie materiały przynosić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodzi! Ludzie z czasem się uczą i przestają wykorzystywać człowieka. Ale najpierw trzeba zawalczyć o swoje:-)

      Usuń
  30. Aniu, szkoda twoich nerwów.
    Czy będą zmiany ? Przypuszczam, że nie,tacy już jesteśmy.
    Takie jak Twoje przypadki, można mnożyć w nieskończoność...
    Słonecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Kochana Łucjo widzę problem, więc poradzę sobie z nim, lepiej lub gorzej:-) Pozdrawiam Cię również!

      Usuń
  31. Az mi sie cisnienie podnioslo, chyba pojde zrobic kawe...

    OdpowiedzUsuń
  32. Niestety komuna mentalna w głowach "fachowców" ale też wiele ekspedientek nadal pozostała (o urzędniczkach to już szkoda gadać). Ja w takich przypadkach głośno zwracam uwagę: "Halo, nie wiedziałem, że się przemalowałem na niewidzialno!", albo "Raz! Dwa! Trzy! Próba mikrofonu! Czy mnie teraz k... dobrze słychać?! Witam Panią bardzo ozięble!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie to "k..." mi sie podoba! Wyobrażam sobie siebie, że ja tak do nich! he he, ale by mieli miny, taka kulturalna pani... he he

      Usuń
    2. "K..." - chodziło mi o "kultywator" oczywiście :)

      Poza komuną mentalną, o której pisałem, wydaje mi się, że problem o którym tu rozmawiamy tkwi niestety w nas samych. To my nauczyliśmy tych ludzi takiego nas traktowania. Wychodzimy od razu z taką postawą przepraszającą, że w ogóle ośmieliliśmy się przeszkodzić, zapytać o coś, załatwić, wyjaśnić a szczytem bezczelności z naszej strony jest, że domagamy się uwagi, czy respektowania naszych praw/żądań. Tak jest wszędzie, w sklepie, w urzędzie, u lekarza. Na miłość bóstw wszelakich, dajemy sobą pomiatać, bo boimy się, że zostaniemy źle obsłużeni, że nie załatwimy sprawy, że ktoś nam coś spartoli. Młodsze pokolenia chyba są bardziej przebojowe, potrafią zadbać o swoje interesy, są bardziej roszczeniowi. Asertywność piękna rzecz, ale dawać sobą pomiatać... nie wiem, taka kumulacja frustracji, być może niskiej samooceny, może doprowadzić do wybuchu. Jak w filmie "Upadek" z Michaelem Douglasem... (Tak, czasem marzę o dostęp do bejsbola, broni maszynowej lub bazuki)

      Usuń
    3. W nas samych. To prawda. Nie będę zmieniać innych, ale mogę zmienić siebie. Może mi się jeszcze czasem beknie "miłą, ciepłą kluchą", ale nie sądzę, aby ona długo jeszcze pożyła:)
      A o tej broni to nawet tak nie żartuj!

      Usuń
  33. nie wiem, ale z obserwacji mogę powiedzieć, że asertywność maleje wraz z wiekiem. Ja jestem asertywna do bólu, wiec prawdopodobnie na starość będę asertywna poprawnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe spostrzeżenie:-) Ja widzę po rodzicach i innych starszych ludziach, że tak w istocie może być, choć to zależy od poczucia własnej wartości tych ludzi. Osoby niepewne, są coraz niepewniejsze, itp, ale jeśli ktoś jest pozytywnie dojrzałym człowiekiem, to mu to nie grozi, to raczej mądrość, że wie kiedy ustąpić.;-)

      Usuń
    2. a ja myślę, że z mądrości też to może wynikać, ale z moich doświadczeń obserwacyjnych wnioskuję, iż starsze osoby często jakby nie do końca wierzą w siebie, nie chcą się nikomu 'narażać', przyjmują postawę 'przepraszam, że żyję', są jakby zagubione i zgadzają się na wszystko mimo, że ta zgoda im ciąży. Mówię o osobach, które umiały o swoje walczyć, pracowały z ludźmi i dla ludzi, nie bały się ludzkich reakcji. Potrafiły mówić 'NIE', gdy tego wymagała sytuacja. Dlatego uważam, że z wiekiem ewoluujemy tak, że wolimy, by naszą asertywność przejął ktoś młodszy od nas i bliski nam. Oczywiście nie jest to reguła:)

      Usuń
    3. Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle, jeśli masz rację. Przez pół życia przepraszałam, że żyję, więc liczę na to że, będzie mi się pod tym względem żyło lepiej. Już mi się żyje, o niebo lepiej.
      Nie chciałabym też stać się dla swoich dzieci takim ciężarem, że będą musiały dbać o mój interes. Chcę, że żyły swoim życiem. Pozdrawiam:)

      Usuń
    4. Otóż to, i ja jestem z tych, którzy chcą decydować za siebie, nie prosić o pomoc innych, nie absorbować swoją osobą, ale, sama wiem po sobie, że niemal siłą wymuszam na mamie, by pozwoliła mi coś załatwić, bo widzę, jak bardzo każda sprawę przeżywa, wręcz spala się. Z jednej strony broni się przed moja pomocą, ale z drugiej widzę jaką ulgę jej przynoszę.

      Usuń
    5. o widzę moderowanie komentarzy?

      Usuń
    6. Jutro wyjaśni się dlaczego:) Zrobiłam już dziś, żeby nie zapomnieć!

      Usuń
    7. Ja z kolei widzę, jak wielkim obciążeniem jest dla dziecka, kiedy musi być rodzicem, dla swoich rodziców.
      To temat rzeka! Pozdrawiam:)

      Usuń
    8. Moderacja... upsss... czyżby z powodu moich "K..ultywatorów" i innych wyrazów na "p" czy "ch", których czasem nadużywam, takich jak chomąto, chabeta, pogrzebacz czy paprykarz...

      Usuń
    9. Moderacja jest ze względem na jutrzejszy post, a nie wiem, jak ustawić moderowanie tylko dla jednego postu, to musiałam ustawić dla wszystkich:(

      Usuń
  34. Z fachowcami to najlepiej nie mieć nic wspólnego :( A co do asertywności, to masz dwa wyjścia, albo zaczniesz wymagać, albo uznasz, że nie warto tracić energii na pierdoły i źle położona tapeta na głównej ścianie zupełnie Ci nie przeszkadza. Ja osobiście czasem z uporem maniaka wymagam a czasem odpuszczam i stosuję zasadę "polubić" niedoróbki. Tym sposobem od roku mam rozgrzebany przedpokój, bo odpuściłam fachowcom, którzy porzucili robotę :( Liczę, że sama w czasie wakacji wykończę co mogę i będzie jak sama to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to słuszna, słuszność, jak to mówią:) A że miałam już tak serdecznie dość fachowców w domu, to odpuściłabym im wszystko, tylko, żeby ich nie oglądać, choć uczciwie mówiąc, nie było tak źle. Po prostu leniwa jestem i cenię sobie wygodne życie. Ot co! Z tego wszystkiego sama muszę, tak, jak Ty dokonać kilku poprawek. Farba stoi na schodach od miesiąca:(

      Usuń
  35. Przed następnym remontem ściągnij mnie do pomocy (może być tą pierwszą klasą ;) ). Jak skończyłam z malarzami, którzy robili mieszkanie rodziców, to uciekli zostawiając połowę sprzętu. Później zadzwonili do mojego taty pytać się, kiedy mogą przyjść zabrać, żeby mnie nie było... :D uważam to, za swój osobisty sukces ;)

    Żeby nie było - zaczęłam z nimi po dobroci, nawet im pizzę kupiłam. A że próbowali przeforsować fuszerkę... włączył się "Hulk mode" jak to określa mój mąż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie uważasz: to jest Twój osobisty sukces:)))
      Po tym wyznaniu urosłaś na moją osobista idolkę!
      Zbieram już na bilet dla Ciebie!

      Proszę o opis "Hulk mode"!

      Moderacja jest ze względem na jutrzejszy post, a nie wiem, jak ustawić moderowanie tylko dla jednego postu, to musiałam ustawić dla wszystkich:(

      Usuń
    2. Oj, musisz zmienić idola i to szybko!

      Hulk mode jest nie do opisania... włączyć świadomie też go bardzo nie potrafię... po prostu pewne sytuacje same dokonują transformacji, a to co się później dzieje... no, powiedzmy, że zmieniam kolor włosów, fryzurę i zakładam kolorowe soczewki dla niepoznaki ;) no dobra, żartuję, ale mam dwa tryby "wisi mi to, nie będę tracić energii" i "jak $$%*&#& ty $%!$^%$^! taki $#%^$^! z $^@$^ tego ^$^! teraz po mojemu nie zrobisz, to ..." ;) pracuję nad elementem pośrednim..

      Usuń
    3. Ha! tak łatwo się nie wywiniesz Moja Droga! Oczekuję postu o wcieleniu Hulk mode, ze szczegółami i najlepiej z dokładną dokumentacją zdjęciową, he he:-)))))O skutkach i efektach:)

      Ech, jakbyś to zastosowała na jakimś milionerze, co ich tam masz na pęczki, żeby sypnął groszem na Dom Tymianka...(tak mi się skojarzyło, bo dużo $ jest w Twojej wypowiedzi, hehe:-)

      Usuń
  36. O nie,nie,nie! Nie z kaprysiami takie numery;) Z wiekiem co prawda złagodniałam, ale bez przesady;) Może dlatego,że kieruję ludźmi, bo jak by mnie nie słuchali, to dopiero by było;)A co tam sobie pod nosem szemrzą, to już inna sprawa;) Wtedy ja udaję,że nie słyszę;)
    Tupanie noga nie jest trudne:) Popróbuj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest Pani Generał Kaprysiu! Nikt nie jest w stanie nie zastosować się do Pani zaleceń!;-))To kierowanie ludźmi sprawia, że aż tu dociera moc Pani woli!
      Tup, tup, tup! Ładnie?
      :))))

      Usuń
  37. Jak poćwiczysz, to może Ci się uda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dzisiejszej lekcji to pestka. Już dziś mi się udało:)

      Usuń
  38. Ja myślę, że wcześniej się zmienisz :)
    A z tymi od taper tak jest, wiem coś o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuję Zbyszku, za Twój komentarz. I ja myślę, że to było ostatni raz!

      Usuń
  39. Dziękuję Ci za szybką odpowiedź.. :) Jeśli chodzi o ten pomysł to miałam na myśli robienie komiksów bo to świetne urozmaicenie BLOGa :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja też nie jestem asertywna i mam oto do siebie pretensje ale po fakcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oznacza, że jest dla nas nadzieja, skoro nie ma w nas zgody na takie zachowanie. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...