środa, 24 kwietnia 2013

Halo, halo, tu szpital!

Dobry wieczór! Czy ktoś mnie jeszcze pamięta? :)

Leżąc w łóżku, bawiłam się programem do obróbki zdjęć w telefonie, stąd te ramki. 
Piszę ze szpitala. W końcu poczułam się na tyle dobrze, że MójCiOn mógł przywieźć mi tu komputer. Muszę zacząć od ochrzanu. Nie owijając w bawełnę, muszę ochrzanić Was! Dlaczego nikt mnie nie poprawił, kiedy w poprzedniej notce pisałam gigantyczne głupoty? Czemu nikt nie zareagował, kiedy plotłam o tym, jak to moja operacja jest niepoważna i niemogąca dać komplikacji? 
Wszystko, co się robi z człowiekiem na sali operacyjnej, jest poważne i dokładnie wszystko może dać komplikacje. Przecież medycyna to nie matematyka i właśnie się o tym przekonałam. Jedyne, co Was usprawiedliwia,  to fakt, że widocznie czuć było w tym moim pisaniu pobożne życzenia i zaklinanie losu, żeby okazał się łaskawy.


Tymczasem podczas operacji objawiła się niespodzianka i o ile niespodzianki są zazwyczaj fajne i miłe, to na pewno nie w takiej sytuacji. Pierwotna diagnoza okazała się błędna, a objawy idealnie udawały jednostkę chorobową, którą nie były. Piszę tak oględnie i tak musi zostać, gdyż niezręcznie mi tutaj mówić wprost o takich intymnych sprawach. W każdym razie zrobił się szum i zamieszanie, zostali wezwani na salę operacyjną chirurdzy do konsultacji i operacja z planowanej pół godziny wydłużyła się niemal do dwóch. Teraz czekają mnie 2-3 tygodnie niepewności, bowiem wycięty twór pojechał na badania histopatologiczne. Nie wygląda to jakoś źle, wszelkie znaki świadczą o tym, że to sprawa niegroźna, ale może ja już nie będę niczego zaklinać. Poczekam spokojnie na wynik. Faktem jest, że jestem naprawdę spokojna.


Znieczulenie miałam zewnątrzoponowe i świetnie, bo chroniło mnie ono przed bólem aż do wieczora. Ciekawostka, że w pewnym momencie podczas zabiegu odzyskałam przytomność i zawołałam do pani anestezjolog: obudziłam się! Widzę - powiedziała ona z uśmiechem i zaraz coś na to zaradziła. :) W tym przebłysku świadomości usłyszałam rozmowę:
- Przetnij to - powiedział męski głos.
- Najpierw wytnę, potem przetnę - odpowiedział damski.
Ten właśnie dialog mocno wrył mi się w pamięć i nawet śnię o nim. Bardziej wrażliwych przepraszam za te szczegóły, mam nadzieję, że nie przekraczam jakichś granic, pisząc o nich.


Pierwsza doba po operacji to nic fajnego, ale leki przeciwbólowe na szczęście działają. Tak, jak mi tu radziłyście, nie dopuszczałam, aby ból się rozwinął i udało mi się to. Potem było i jest z każdym dniem lepiej. Jeśli dobrze się ułoży, to w piątek pójdę do domu lub choć wyjdę na przepustkę. W moim pokoiku, do którego przeszłam dziś z sali pooperacyjnej, czuję się trochę jak więzień, choć warunki mam luksusowe. Jestem sama! Wiosna jednak przechodzi mi koło nosa. Widzę z okna na 4 piętrze, że coś tam na dole kwitnie na biało. Kasztanowiec... o nim zrobię osobną notkę, bo bardzo sobie na to zasłużył, a ja jestem mu wdzięczna za towarzystwo.


Opiekę mam super. Siostry są uczynne i miłe. Na najmilszą trafiłam zaraz po operacji, więc miałam szczęście. Wiadomej piguły unikam, nie wchodzę z nią w żadne relacje. Widzę, że ona tu pełni rolę szarej eminencji i nawet lekarz nie ma z nią szans. :-)
Niech tam jej się wiedzie jak najlepiej, mnie już przeszło i nawet mam trochę żalu do siebie za to wywlekanie tego na blogu. Przecież to drobiazg. Jeżeli jest się na co skarżyć, to na jedzenie. Ble i fuj.


Jest jednak coś bezcennego, co już zyskałam dzięki temu pobytowi w szpitalu. To miłe uczucie bycia ważną i kochaną przez bliskich. Niesamowicie wzruszyłam się, kiedy się dowiedziałam, że MójCiOn dzwonił zaniepokojony za moimi plecami do mojej lekarki, żeby upewnić się, czy ona aby na pewno powiedziała mi wszystko. Dowiedziałam się o tym od niej. :)


Moja kochana Mama jest u mnie codziennie, przynosi mi różności: placuszki ziemniaczane z jogurtem, rogaliki drożdżowe z różą, galaretkę z truskawkami, wzmacniające batoniki z migdałami, banany i mandarynki.
Dołożywszy do tego prince polo i truskawki od męża, mam obawę, że jak tu jeszcze trochę posiedzę, to będą mnie musieli chyba stąd wyciągać dźwigiem!

Dziękuję z całego serca za wszelkie wyrazy troski i zainteresowania, które płynęły do mnie wciąż z bloga, poczty i za pośrednictwem Joli. Wiem też, że nie chcieliście mnie niepokoić i za to też dziękuję . :) 
Dostałam nawet zdjęcia na szczęście! Kotek, moje ulubione kwiatki i urocza biedroneczka. 
Od Joli i Marii.


Dobrej nocki!

PODPIS

118 komentarzy:

  1. Właśnie miałam pisać maila.
    Troszkę się niepokoiłam.
    Trzymam kciuki za dobre wyniki badań!
    A tu coś na osłodę:)
    http://photogenicfelines.tumblr.com/
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty to najpiękniejsze stworzenia na ziemi!
      Dzięki :)

      Usuń
  2. Szybko wracaj! Zdrowiej! Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wrócę to zaraz upiekę Twoje fiołkowe ciasteczka.

      Usuń
  3. Halo halo, a kto to? A kto tu? ;)
    Odbiór, odbiór... Yyyy, przecież nie jestem u Viki ;P

    Cieszę się ogromnie, że tu jesteś! :*
    Pisałam, że z każdym dniem będzie lepiej i jest. Mówisz, masz ;)

    Padłam z tego Twojego przebudzenia w czasie operacji :D. To jak scena z filmu ;)
    Pamiętam, że ja razu pewnego zasnęłam po głupim jasiu. Potem mnie czymś naszprycowali i obudziłam się na stole zaraz PRZED akcją. I czuję jak jakaś zielona kobitka klepie mnie w lewą dłoń - szukała żyły pod wenflon. A ja pełna złości krzyczę do niej - 'niech mnie pani nie bije!!! niech się pani w prawą wkłujeeee!!!'. I zasnęłam.
    Co ciekawe, po przebudzeniu okazało się, że wenflon był w prawej ręce :D
    Innym razem, zaraz PO, jeszcze na stole, budzę się i słyszę jak jakieś głosy komentują moje włosy, że ładne, że błyszczą, bla bla. Ala rzeczowym tonem stwierdziła: "ale jak wypadają! garściami!" :)))
    I tylko takie historyjki wspominajmy :))

    Wypocznij tam Anko, wynudź się za wszystkie czasy w tej jednoosobówce :D
    A wiosna nie ucieknie, oj nie :)

    Buziaki i czekamy tu na Ciebie cierpliwie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty masz niezłe doświadczenie jak na taką smarkulę. :)
      Przynajmniej dowiedziałaś się, że masz błyszczące włosy, a nie jak ja "natnij, wytnij", bleee
      :*

      Usuń
  4. Będzie dobrze. Wracaj do zdrowia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To się Aniczku narobiło. Nie protestowali, bo sama zaniżyłaś skalę zabiegu, wspominając o kosmetyce.
    Zmartwiłam się twoja diagnozą- czekam razem z Tobą na wyniki.
    Widze,że humor u Ciebie jest to i dobrze- zdrówko szybciej wróci, czego życzę Tobie z całego serca.
    Twój pokoik wygląda całkiem, całkiem- ładny, jak na warunki szpitalne.
    Ściskam serdecznie. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam szczęście, bo jest mały ruch na oddziale w związku z urlopem ordynatora. Czuję się czasem jak w hotelu. :)

      Usuń
  6. Anulka, pewnie, ze kazda, nawet najbardziej banalna operacja, to pewne ryzyko. Czy jednak myslisz, ze przed operacja najlepszym, co moglybysmy zrobic, byloby pisanie Ci o tym? Zebys sie niepotrzebnie stresowala?
    Jestes juz po wszystkim, goisz sie i teraz trzeba byc dobrej mysli.
    Wracaj szybciutko do zdrowia, nalogowcu blogowy.
    Sciskam mocno, choc ostroznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nałogowcu blogowy?! Powiedział jeden nałogowiec drugiemu. :)
      :*

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Taaa, dobrze mówią, że ono jest najważniejsze!

      Usuń
  8. Dobry wieczór!Pamiętam o Tobie:)Cieszę się,że mogłam dowiedzieć się co słychać u Ciebie. Takie urozmaicone menu same smakołyki i duża dawka serdeczności bliskich sprawią że szybko wrócisz do domu.A tam wszyscy na Ciebie czekają nawet wiosna.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, Lucy, kiedy czytam te słowa :)

      Usuń
  9. Kochana, dobrze, że się odezwałaś i że już dobrze się czujesz.
    Nie tylko dla najbliższych jesteś cenna :)))
    A więc nie miałaś narkozy...
    Ja najbardziej boję się narkozy, wręcz mam narkozofobię i dlatego uciekłam od operacji woreczka, bo anestezjolog twierdził, że nie bardzo można w zewnątrzoponowym... Przy operacji ręki miałam znieczulenie w splot barkowy.
    Odpoczywaj teraz, czytaj i.... pisz.
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, znając Ciebie, podczas narkozy będziesz miała kolorowe, niezwykłe sny! Szczerze mówiąc to nawet na to liczyłam, a zamiast tego mam te wspomnienia z tym: wytnij, przetnij, na myśl o których mam dreszcze :)

      Pewnie będę pisać, może nawet więcej...

      Usuń
  10. Zdrowiej, wszystko będzie dobrze :))). Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi idzie, to moje pozbieranie się :(((

      Usuń
    2. Gigo, tak mi przykro. Jestem pewna, że uleczyło by ranę kolejne zwierzątko, ale pewnie nie jesteś jeszcze na to gotowa. Buziaki

      Usuń
  11. jednym z powikłań tego znieczulenia jest ciężkość i bolesność nóg, nawet przez kilka miesięcy. Ja mocno odczuwałam to przez pół roku i za każdym następnym razem tak samo. Nie piszę tego, by Cię przestraszyć, a żebyś wiedziała o tym.
    Szybkiego powrotu do domu Ci życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mi o tym piszesz. Coś czuję, że będzie to mój przypadek, ale nie kraczmy, może wszystko, w tym nogi, boli mnie o tego leżenia :(
      Dzięki

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. a tak swoją drogą.. to Szpital MSWiA na Trzebnickiej?
      kiedyś w nim pracowałam na punkty, bo się medycyna śniła ehhh co za czasy ;)

      Usuń
    2. Kiedyś też mi się śniła. W tej chwili wiem jaka to ciężka praca, więc za nic w świecie nie chciałabym być lekarzem.
      :*

      Usuń
  13. Aneczko,
    zmartwiłam się troszeczkę niespodziankami, ale ponieważ zamartwianie trawi twórcze siły człowieka i należy je zwalczać niczym pchły, życzę Ci dużo sił do powrotu do zdrowia i dużo spokoju.
    Ufam, że będzie dobrze.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że się odezwałaś. Teraz masz się byczyć, dochodzić do siebie i nie martwić się na zapas. No, a jedzonko szpitalne to chyba jak w większości szpitali. Nie bardzo wiem, jak chorzy ludzie mają na takim menu dojść do zdrowia. Pamiętam jak kilka lat temu mama była w szpitalu. Jeździłam każdego dnia z posiłkami, bo to co tam dawali było nie do zjedzenia. Miałam okazję spróbować "cosia" co chyba miał udawać mięso. To był jakiś gąbczasty plaster szaro-beżowego koloru, polany sosem. Co to było, nie wiem do dziś. A zupa- rarytas. W całym talerzu doliczyłam się pięciu wiórków marchewki i może tyle samo pietruszki. Zupa zwała się jarzynowa. Odpoczywaj, leniuchuj i pisz. Uzależniłam się od Anki Wrocławianki, ot co.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, żebyś nie skończyła na odwyku! :)
      U nas wciąż jest to samo, barszcz czerwony jest zdaje się przebojem. O ile na początku jeszcze można popróbować, to potem już nawet patrzeć na to nie można. Najohydniejsze danie to był serek biały wymieszamy z jakąś wędliną. Fuj! A salceson który był na kolację, to chyba najgorszego gatunku jaki może być. Same chrząstki.
      Widzę jednak, że większość pacjentów ma dokarmianie z domu, to krzywda im się nie dzieje.
      :)

      Usuń
  15. Cieszę się że już po i humor dopisuje. Bądź dobrej myśli, może wycięta paskuda nie była groźna. spotkałam dzisiaj wesołych , miłych grajków, którzy zbierali na...Zdjęcie posyłam w @ poczcie. Uśmiechnij się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia super! Opublikuję je, ok? Dziękuję!

      Usuń
  16. Eh Aniu! A jak Ty sobie to wyobrażasz, że co niby mieliśmy pisać??
    Wiadomo, operacja to operacja -będzie dobrze i już!;)
    No, to ino szybko wracaj, bo niedługo piątek - pora na komiks;))
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Miśko, wiem. A z komiksem, to chyba poczekamy do następnego piątku...

      Usuń
  17. Anko jak cudownie, że coś naskrobałaś :) Nawet opieprz jest fajny ;) Ja w każdym pobycie w szpitalu próbowałam doszukiwać się "plusów". Największym były jak do tej pory: mnóstwo czasu na książki i wysypianie się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysypianie się? Kurcze, mam z tym problem, bo męczę się do 12 w nocy, a już od piątek rano nie śpię. Marzę o własnym łóżku i mruczącym kocie :

      Usuń
  18. Trzymaj się i wracaj uzdrowiona! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No, zyje kobieta! Sama w pokoju, ale Ci dobrze :)) i ze personel jest dobry. wybudzanie sie w operacji to rzeczywiscie jak film jakis....barszczem i manna chca Was w tym szpitalu w kolko karmic, ale chyba nie korzystasz? :P majac takie cudenka przynoszone pod nos. a na wyniki bedziemy czekac razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem :)
      Proszę przy mnie nie wymawiać słowa: barszcz! Bleee

      Usuń
    2. Jakie szczęście, że wczoraj pisząc Ci o zupie, nazwałam ją żurkiem. :) Swoją drogą, nie wiem, na czym polega różnica między białym b. a żurkiem. Hm.

      Usuń
    3. Jolko, zupy różnią się zakwasem. Barszcz biały robi się na zakwasie z mąki pszennej a żurek z mąki żytniej ;)) To podstawowa różnieca:)

      Usuń
    4. Maskotko, a jednak to zrobiłaś! A tak prosiłam... :(

      Jola, faktycznie to szczęście, że nie użyłaś wczoraj tego słowa na "b", bo musiałabym chyba podrzeć mail od Ciebie!

      :)

      Usuń
    5. No widzisz, tak się skupiałam na tym żeby zabłysnąć swoją wiedzą o zupach na zakwasie, że z rozpędu napisałam b.....z. Ach, ta moja próżność... ;))
      Uprasza się się o wybaczenie:))

      Usuń
    6. Żeby mi to było ostatni raz! Nno!

      ;)

      Usuń
  20. Kochana Pani Aniu!!!
    Zdrowia, zdrowia, zdrowia i szybkiego powrotu do domu do pisania. Przecież dzień bez Pani wpisów to dla mnie dzień stracony( już od poniedziałku bałam się, że nie będzie co czytać i oglądać przez tydzień). Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze a nawet jestem tego pewna, a ten pobyt w szpitalu to proszę potraktować jako takie wakacje celem wyleżenia się i rozporostowania kości w pozycji horyzontalnej.
    Pozdrawiam
    Wirginia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wirginio, czy to Twój pierwszy komentarz u mnie? Skąd jesteś? Fajnie, że się zdecydowałaś odezwać. To bardzo dodaje skrzydeł.
      Dziękuję za życzenia.
      :)

      Usuń
  21. bo nie chcieliśmy Ci dokładać zmartwień,bo Cię bardzo lubimy, czuliśmy Twój niepokój i chcieliśmy Ci dodać otuchy a nie straszyć
    napisałam w liczbie mnogiej bo myślę że tak właśnie Twoi czytelnicy myśleli.
    Szybkiej rekonwalescencji i powrotu do domu - wszak zwierzaki tam zapewne tęsknią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Klarko, ale na kogoś musiałam przecież nakrzyczeć, na siebie miałam? :)
      Jak ja tęsknie za zwierzakami! MójCiOn opowiada, że Goplanka już codziennie robi z nim baranki podczas zabawy. Jak ja mu zazdroszczę!

      Usuń
  22. Dobrze, że się odezwałaś, bo już zaczynałam się niepokoić. Trzymam kciuki za dobre wieści z histopatologii i za szybkie dojście do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Myslę o Tobie Aniu i trzymam kciuki, by wszystko było dobrze!*****

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, tam, oj tam! Już po... Najważniejsze! Teraz nabieraj sił i nie myśl o tym! Dobrze będzie. Ja czarownica z nad morza Ci mówię, piszę, donoszę!
    Energię wraz z morską bryzą przesyłam.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja tez się już trochę niepokoiłam, że nie dajesz znaku.
    Dobrze, że wszystko poszło dobrze;))
    Uściski przesyłam i pozytywne myśli!
    I nie martw się, wiosna nie zając, nie ucieknie;))

    OdpowiedzUsuń
  26. Aneczko wracaj szybciutko do domku i do swoich futer... Cieszę się że masz w szpitalu komputer - dzięki temu w moim domu juz jesteś:-)
    Zdrówka, zdrówka, zdrówka....
    Agnieszka ze Amisiowego spisu 102

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, nie mogłaś mi sprawić większej radości niż tymi słowami :)

      Usuń
  27. Anko, chyba Ci ta narkoza rozum nadwyrężyła, że nas opieprzasz- nikt przy zdrowych zmysłach, nie pisze pacjentce, która wyraznie jest nieco przerażona, że może się wszystko pokomplikować. To jest wpisane w ryzyko poddania się leczeniu.Nigdy nikt Ci nie zaręczy, że nawet tak prosty zabieg jak zerwanie paznokcia zakończy się pomyślnie- składa się na to zbyt wiele przyczyn.Sądzę,że nikt Cię będzie trzymał w szpitalu dłużej niż to niezbędne.A że diagnoza była niewłaściwa - wcale mnie to nie dziwi, w dzisiejszych czasach co trzecia jest niepełna lub niewłaściwa.Bo nie wystarczy sama aparatura - oprócz nie potrzebny jest dobry diagnosta. Przestań się dokarmiać, bo potem znów będziesz musiała się odchudzać!!!!
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli moje przerażenie było widać? Przecież ja nawet sama przed sobą się do niego nie przyznawałam. :)
      Co do reszty, masz, jak zwykle, rację :)

      Usuń
  28. Trzymaj się Aniu, operacja się udała, pacjentka przeżyła ;) cóż chcieć więcej :)))
    A wiosnę można bardzo prosto dogonić. Trzeba wyjechać nad morze, tam kasztany kwitną później niż u Ciebie. Przetestowane przeze mnie w zeszłym roku.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialna jesteś, Lidio! Wyjechać nad morze!
      Jolka, szykuj się :)

      Usuń
    2. Matko, muszę szybko posadzić jakąś magnolię w ogrodzie!

      Usuń
    3. Tylko żeby mi była od razu duża i rozłożysta!

      Usuń
    4. Kolorowy... Mmmmm... Może jeden kwiatek różowy, drugi czerwony, trzeci niebieski... Już wiem! Tęczowy! Tęczowa magnolia to byłoby coś. ;-)

      (tak naprawdę to podoba mi, że jest w jednym kolorze, tylko nie mów Jolce!)

      Usuń
    5. Geniusz to moje drugie imię ;)

      Jolka dostałaś niezłe zadanie bojowe. Ale zanim Anka się z tego spa wygrzebie i do Ciebie dojedzie, to magnolia zdąży zakwitnąć, nawet na tęczowo :)

      Usuń
  29. ...witaj Aniu. Cieszę się, że mimo małych komplikacji humor ci dopisuje, trzymam kciuki za dalszy pobyt w szpitalu. Piguła może tak szaleje, bo to siostra przełożona ordynatora, he he he...

    ...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  30. Powodzenia :)! Oby już było tylko lepiej...
    Piękne zdjęcia i ciekawie obrobione w programiku, a notka jak zawsze u Ciebie pełna ciepła... :). Mocne kciuki!, a wiosna jeszcze długo będzie, a jak nie będzie, to będzie lato :) - też fajnie przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny ten programik. Naściągałam sobie różnych gadżetów do telefonu i dzięki temu zawsze miałam co robić. Czytać nie zawsze mi się chciało.
      Masz rację, lato tez fajne, a dodatkowo mam teraz aparat w naprawie, to bym cierpiała, że zdjęć robić nie mogę. :(

      Usuń
  31. Aniu, duuuużo zdrówka! Już widzę Futrzaki czekające na Ciebie w oknie i szczęśliwe, że wróciłaś :-) Choć obstawiam, ze najpierw dostaniesz ochrzan za nieobecność ;-)))
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruficzek mnie zamęczy swoją radością. Już to widzę! A kocia radość? Sama wiesz, jak to wygląda. :) Będę się musiała pewnie długo wkupiać w łaski futrzaków :)

      Usuń
  32. Wysłałam dziś maila, a nawet dwa:)
    Ja po "kosmetycznym" zabiegu musiałam czekać na diagnozę sześć tygodni.
    A kasztany u nas są dopiero w fazie nabrzmienia pąków; gdzie im do kwitnienia! Zakwitną pewnie na matury, ale raczej te ustne i to chyba nie na początek, lecz tak w środku:)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie już strzelają w górę kwietne świece! Pobędę tu jeszcze parę dni i pewnie je zobaczę z wysokości 4 piętra. :)
      Maila oczywiście dostałam i jak przyjdzie czas, to będzie... Wiesz o czym mówię. :)

      Usuń
  33. ufff, piszesz, no :-) masz racje operacja to operacja. a narkoza to narkoza. ale juz jest po i bedzie dobrze :-) trzymam kciuki i zapisuje sie na badania. zmorywowalas mnie. wiosna poczeka na Ciebie, magnolie dipiero zaczynaja kwitnac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze! I pamiętaj, w razie wątpliwości: konsultuj.
      A magnolie mają na mnie poczekać! Czy magnolie mnie słyszą?!
      :*

      Usuń
    2. Można by zaryzykować i stwierdzić, że u nas Magnolia kwitnie cały rok;)

      Dobrego dnia Aniu!

      Usuń
  34. Szpital jakikolwiek zawsze mnie przeraża (zostało mi po wypadku samochodowym). Mam nadzieję, że szybko Cię z niego wypuszczą!!! Ślę ciepłe życzenia zdrowia, uśmiechu i radości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi żeby doceniać co mam. Mogłabym być tu np po wypadku samochodowym, brrr
      Dziękuję!

      Usuń
  35. Aniu Aniu Aniu...
    Jak możesz zadawać takie pytania??
    Czy pamiętamy??
    No jasne!! i już nawet zaczęłyśmy/ zaczęłam martwić się, zastanawiać czy wszystko aby w porządku... A krzyczeć na nas nie musisz... przecież nikt się nie odważył złych myśli mieć... My razem z Tobą zaklinaliśmy choć w serduchu niepokój się tlił...
    Teraz szybko do zdrowia wracaj... Do domku, do zwierzaków... o wynikach nie myśl (ha ha - łatwo powiedzieć... wiem, wiem) staraj się nie myśleć choć rzecz to zapewne nie łatwa... No i pamiętaj, że nie jesteś sama... Poza tymi najbliższymi masz jeszcze "blogową rodzinę", która myślami jest ciągle z Tobą
    Uściski serdeczne zasyłam, cały wór pozytywnej energii i cieplutkie pozdrowienia z daleka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś bardzo kochana, Czarownico :)

      Usuń
    2. Oooo rany...
      To my sie juz ponad rok znamy...
      Buziaki

      Usuń
  36. Anulu, zdrowiej i badz dobrej mysli, pamietam o Tobie...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  37. Aniu Kochana,
    nie jest ważne, że zajrzałam do Ciebie dopiero dziś, nie będę się przecież usprawiedliwiać.
    Za to jest ważne, że już jesteś po operacji i czujesz się chyba nieźle, skoro możesz pisać i fotki wstawiać!
    Życzę Ci, aby rekonwalescencja była jak najszybsza, ale przede wszystkim najskuteczniejsza. Trzymam kciuki i ściskam Cię niezmiernie!!!
    Buziaki serdeczne :)
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie usprawiedliwiaj się, no co Ty!
      Dziękuję, Iw :)

      Usuń
  38. Ja wiem, że wszystko będzie dobrze, nawet inaczej nie myśl, trzymam kciuki za szybki powrót do pełnej formy i zdrowia, buziaki ode mnie i moich zwierzaków a zwłaszcza kochliwego Kuby:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego co nie ma powodów być kochliwy, a jest? Dziękuję :)

      Usuń
  39. Nie ma co zamartwiać się na zapas,spokój najważniejszy

    OdpowiedzUsuń
  40. Odpoczywaj, zajadaj się smakołykami i nie martw na zapas. Obyś jak najszybciej doszła do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! Czasem dobrze zatęsknić za domem, żeby go znowu docenić :)

      Usuń
  41. Na pewno żadna operacja to nie są przelewki ,ale kto by chciał Cię martwić przed...
    Człowiek i tak się boi ,wiem coś o tym ...
    Najważniejsze że już po i teraz tylko kciuki trzymać żeby wyniki były dobre !
    Trzymam mocno kciuki Anko i za Twój szybki powrót do domku i do zdrowia .
    Fajnie że bliscy tak dbają o Ciebie :-))
    Pozdrawiam i buziaki ślę ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Witaj
    Sama niedawno wyszłam ze szpitala więc wiem jak to jest "na świeżo" jeszcze. Bądz dobrej myśli .
    Zdrowiej i szybciutko zmykaj do domu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już o tym marzę, powoli mam dość.
      Dziękuję.

      Usuń
  43. Trzymam mocno kciuki i ściski wirtualne przesyłam. Jak to mówią: uszy do góry! :))))

    OdpowiedzUsuń
  44. Kochana, jak to dobrze, że już po wszystkim!
    Teraz szybciutko wracaj do zdrowia;-)
    Buziaki ślę i bardzo mocno trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  45. nie maasz pojęcia jak si ęcieszę, że się odezwałaś :) ulżyło mi!!! a jedzenie szpitałne no cóż...
    Rafal vwl lipton_ER

    OdpowiedzUsuń
  46. Aniu, mocno trzymam za Ciebie kciuki!
    Będzie dobrze:)))
    Trzymaj się Kochana i wracaj do zdrowia:*

    OdpowiedzUsuń
  47. Słuchaj, znam to, znam, gdy Książę miał operację (miała być prosta i trwać max. godzinę) przeżyłam to samo, tylko gorzej, bo nie byłam pod narkozą;) Siedziałam u niego w sali i patrzyłam na drzwi, gdy otworzyły się po prawie czterech godzinach i wszedł zmartwiony chirurg byłam sama jak nieżywa i czekałam, aż złoży mi te kondolencje... Ale nie, odratowali go, chociaż to była bardzo poważna operacja i nawet krwi zabrakło w szpitalu i wszystko inne...
    Wiedziałam, że mogło się tak i u Ciebie zdarzyć, ale milczałam, bo nie chciałam zapeszyć;))) Ważne, że oboje jesteście już po;)))) Książę się wylizał Tobie też pójdzie migiem;) Jedz, ile chcesz, ciesz się, że możesz jeść - niektórzy po zabiegach tylko wodę od gotowanego ryżu dostają;)))) Uszy do góry! Pomyśl, jak Cię Rufi powita;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro mówisz, że mogę jeść ile chcę, to już pędzę po coś na "L"... :)
      Jak ja Cię lubię za to, Krecikowa:**

      Przeżyć z Księciem współczuję.

      Usuń
    2. Co to na L? Lizak, lody, lemoniada, lion, lalkohol?

      Usuń
    3. Poproszę mieszankę + laracetamol + lorfina ;-)

      Usuń
    4. lorfinę to ja też poproszę;)

      Usuń
    5. Halo, kelner! Lorfina dwa razy, poproszę, tylko migusiem!
      :)

      Usuń
    6. Zadzwoń takim dzwonkiem i niech nie zapomni o lcygarach;)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...