środa, 29 lutego 2012

Zupa na kaczych kościach

Po kaczce po pekińsku zostały kości. Bardzo smakowite kości, gdzieniegdzie pokryte wciąż przypieczoną skórką, o charakterystycznym smaku i zapachu kaczki po pekińsku. 
Maciej Kuroń radził zrobić z nich zupę i ja zawsze tak robię, bo jest ona wyjątkowa. 
Bardzo smaczna.


Składniki:
·         kości z kaczki po pekińsku
·         pół główki małej kapusty grubo poszatkowanej
·         1,5 l wywaru drobiowego
·         2 łyżki lekkiego sosu sojowego
·         kawałeczek świeżego imbiru
·        1 łyżka drobno posiekanej cebuli
·         ryż lub makaron ryżowy
·         sól


Sposób przyrządzenia:

Wszystkie składniki zalewamy w garnku rosołem i gotujemy na małym ogniu, aż kapusta będzie miękka. Na koniec wyjmujemy z zupy kości. Podajemy z ryżem ugotowanym na sypko lub z makaronem ryżowym.


Smacznego, a jakże!

PS. Kot Dzidek jedzie dziś do nowego domku! Wciąż jest we mnie niepokój, czy uda mu się zaaklimatyzować i zaprzyjaźnić z mieszkającą już tam kotką... 
Trzymanie kciuków nadal w cenie!


wtorek, 28 lutego 2012

Płukanie żołądka

Ile kosztuje chwilka zamyślenia? Chwila bujania we własnych myślach? Oderwania od rzeczywistości? Znacie te klimaty?

Wieczór, zmęczenie, troska. Tato w szpitalu. Jest dobrze, dzieje się dobrze, będzie dobrze. Rozmyślanie. Rozkojarzenie. Jeszcze tylko zatankuję i do domku. Stacja. Dystrybutor. Verva. Kurczę, ale to paliwo zdrożało! Kiedy to się mogło stać? Naprawdę powinnam bardziej to kontrolować. Płacę. Jadę. Chyba coś szarpie. A może tylko mi się wydaje? Jak włączę sobie muzykę, to przestanie? Zaczaruję to? Niech to! Szarpie z całą pewnością! Przestaje jechać! Staję na środku skrzyżowania! Stres! Co robić?? Dlaczego tu? Ja nie chcę, żeby zepsuł się właśnie tu! Choć 100 metrów dalej, proszę, nie na środku skrzyżowania! Jakoś się toczę, czuję lekki swąd, coś się przypala? Dzięki Bogu docieram na przystanek autobusowy. Przynajmniej wszyscy nie muszą mnie wymijać. Spokojnie. Mam ubezpieczenie assistance. Ale co się stało? Zaczyna mi świtać. Tankowałam. Czyżby to było to, co myślę? Czekam na połączenie. Pięć minut, dziesięć, piętnaście. Mówię uczciwie: "Zdaje się, że zatankowałam nie to paliwo, benzynę, zamiast ropy, co za sierota ze mnie!" "Przykro mi - mówi pan - ale to jedyny przypadek, kiedy pani ubezpieczenie nie działa" I potem: "Podam pani numer do pomocy drogowej". 

Pomoc przyjechała. Dość szybko. Pan z pomocy był fachowy i dowcipny. "Proszę pani, to się bez przerwy zdarza! Mam klienta, który to robił już trzy razy! I to w ciągu dwóch miesięcy! Po co pani mówiła prawdę! Trzeba było tylko, że nie jedzie i już. Byłoby z ubezpieczenia! A tak to sama pani zabuli. Samochodowi nic nie będzie, za krótko i za wolno pani jechała, trzeba tylko zrobić mu.... płukanie żołądka. ;-))"  

Ta chwila zamyślenia kosztowała mnie:
  • koszt pełnego baku benzyny
  • koszt holowania
  • koszt płukania żołądka
  • trochę nerwów i czasu.

Dużo? Zdarzają się przecież gorsze rzeczy. To w sumie drobiazg, jak się porówna do prawdziwych kłopotów.


 Księżniczki i książęta ciągle są zamyśleni i nie mają żadnych kłopotów...
I prawidłowo! Tak ma być! ;-)

Brunetka mówi do blondynki:
 

- Ostatnio znowu podrożała benzyna. 

- Nic nie szkodzi, ja i tak zawsze tankuję za 50 zł.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Nad Odrą

Roztopy, błota, wciąż bywa zimno, ale kiedy zaświeci słoneczko, jest przepięknie. :-)





Pies jest w siódmym niebie, wszak to wodołaz
(ale taki, co umie pływać tylko po warszawsku - brzuchem po piasku).



Miłego tygodnia!

PS. Jeśli ktoś myśli o kotku, ma dla niego miejsce w sercu, w domu i w życiu, to już za chwilę, będą do zaopiekowania się dwa słodziaki: kocurek i koteczka szylkretka. 
I ich mama - bardzo miła. 

niedziela, 26 lutego 2012

Kaczka po pekińsku

Kupiłam na sobotni obiad całą kaczkę.
Głowiłam się, jak ją przyrządzić i wtedy MójCi przypomniał mi, że kiedyś robiliśmy
kaczkę po pekińsku z przepisu Macieja Kuronia i była bardzo udana.
W Pekinie przyrządza się to danie wg określonej, niełatwej procedury,
z czego nieosiągalną w domu rzeczą wydaje się wtłoczenie powietrza między skórę a tłuszcz,
co pozwala uzyskać wyjątkową chrupkość skórki, a potem po innych jeszcze zabiegach
pieczenie jej nad ogniem z drewna drzew owocowych.

Maciej Kuroń podał przepis, który jest o wiele prostszy, a gwarantuje pełen sukces.
Podaję za nim:

 
Składniki:
·         1 kaczka

 Do przybrania
·         12 cebulek dymek (zielonych części) pokrojonych w słupki o długości 6 cm
·         1 obrany ogórek pokrojony w słupki o długości 6 cm

Bejca:
·         5 łyżek sosu sojowego
·         2 łyżki miodu
·         1 łyżka mąki pszennej
·         50 ml octu
·         1 drobno posiekana cebula
·         3 ząbki drobno posiekanego czosnku
·         2 goździki
·         po szczypcie anyżku, kopru włoskiego i cynamonu, sól, pieprz
 

Placuszki mandaryńskie:
·         1,5 szklanki mąki pszennej
·         3/4 szklanki wrzątku
·         3 łyżki oleju sezamowego
·         szczypta soli


Sposób przyrządzania:

 Sprawioną kaczkę czyścimy, myjemy i osuszamy. W dużym garnku zagotowujemy wodę i zanurzamy w niej kaczkę na kilka minut. Wyjmujemy i osuszamy ściereczką. Nakłuwamy widelcem. Mieszamy wszystkie składniki bejcy i dokładnie smarujemy nią całą kaczkę. Odstawiamy w chłodne miejsce na minimum 12 godzin.


Piekarnik rozgrzewamy do 200°C i wstawiamy kaczkę ułożoną na ruszcie ustawionym nad tacką. Po 20 minutach zmniejszamy temperaturę do 160°C i pieczemy jeszcze godzinę, często podlewając kaczkę powstałym sosem. Następnie podwyższamy temperaturę do 200°C i pieczemy jeszcze około 20 minut, aż kaczka będzie miękka.

W trakcie pieczenia kaczki przygotowujemy placuszki mandaryńskie: do miski przesiewamy mąkę, dodajemy sól, mieszamy i wlewamy łyżkę oleju. Mieszając, dodajemy powoli wrzątek i wyrabiamy ciasto. Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut. Na posypanej mąką stolnicy formujemy z ciasta placki o średnicy 5 cm i grubości 0,5 cm. Każdy placek smarujemy z jednej strony olejem sezamowym i składamy po dwa placki nasmarowanymi stronami do siebie. Każdą parę placków rozwałkowujemy na jeden placek o średnicy 15 cm. Placki układamy na stolnicy i nakrywamy ściereczką, żeby nie obeschły.

Pieczemy na gorącej, natłuszczonej patelni. Kiedy ciasto zacznie puchnąć, odwracamy i smażymy z drugiej strony. Gotowe placki składamy do żaroodpornego naczynia, trzymamy w ciepłym miejscu, a przed podaniem delikatnie rozdzielamy sklejone pary.

Upieczoną kaczkę odstawiamy na 5 minut, następnie mięso z piersi kroimy na małe kawałki i układamy na półmisku. Spożywamy, układając na placuszkach plasterki kaczki, słupki ogórka i dymki, z odrobiną sosu śliwkowego, zwijając je w ruloniki.



Nie robiłam sosu śliwkowego, tylko skorzystałam z gotowego, bardzo dobrego Woh Hup,

 

zresztą wszyscy wolimy to danie z sosem do kaczki po pekińsku, też tej firmy.

Wyszło jak zawsze wspaniale.
A z pozostałych kości zrobię jutro zupę na kaczych kościach,
która też jest niepowtarzalna i bardzo smaczna!
Gorąco polecam ten przepis.


sobota, 25 lutego 2012

czwartek, 23 lutego 2012

"Alef" - Paulo Coelho


"Kocham Cię jak rzekę" - na takie górnolotne sentencje trafisz w tej powieści podróżniczej wielokrotnie. Jest to taki rodzaj górnolotności, o której masz prawie pewność, że szoruje brzuchem po dnie. Jest to taka mądrość, która idzie pod rękę z bełkotem. Filozof frazesu opisał swoje mistyczne i magiczne uniesienia z podróży transsyberyjskiej (czytał Dukaja?) w towarzystwie napalonej 21-latki. Po raz piąty otarł się o zdradę ukochanej żony (może jednak zdradził) po to, aby odkupić grzech tchórzostwa i zdrady popełniony dosyć dawno temu. 
Grzech grzechem zakąsił. I tak do ośmiu razy sztuka. Dla mnie nieciekawe, naciągane i donikąd prowadzące. Odradzam.


Autor recenzji: gościnnie MójCiOn


Z góry przepraszam wszystkich miłośników pisarza, ale nie mogę się powstrzymać: 











Pewnie złamałam jakieś zasady, kopiując te zdjęcia z sieci - proszę o łagodny wymiar kary!

środa, 22 lutego 2012

Zdjęciob

Pamiętacie Prosiaczka, przyjaciela Kubusia Puchatka, który na widok słoni użył cudownego skrótu myślowego i przebierając szybko nóżkami podczas ucieczki krzyczał: 
"SŁONIOCY, SŁONIOCY!"?

To jeszcze nic! O wiele zdolniejszy okazał się MójCiOn, który podczas spaceru po lesie krzyknął:
"ZDJĘCIOB, ZDJĘCIOB!"

Po przetłumaczeniu okazało się, co miał na myśli:
"Zobacz, Kochanie, dzięcioł (stuka dziobem w drzewo), trzaśnij mu zdjęcie!"

No to mu trzasnęłam! :-)




Aha! Przy okazji apel do wszystkich zdjęciobów.
Zdjęcioby, kiedy im się robi zdjęcie, proszone są o:
  • stukanie dziobem na niższych poziomach, bo trudno je dobrze wykadrować, kiedy siedzą hen na górze!
  • odwracanie się niekiedy przodem - ujęcia pleców stają z czasem nudne (choć plecy piękne, nie powiem!)
  • nieruszanie się, bo zdjęcia wychodzą zamazane
  • poczekanie spokojnie, aż fotograf zmieni obiektyw i takie tam!
  • uśmiech, bo zawsze to milej.
Z góry dziękuję!

PODPIS

wtorek, 21 lutego 2012

Śpiewający chleb z garnka i wróbelki

Wróbelki ćwiergolą, świeżutki, pachnący, śpiewający chleb stygnie.
Życie jest piękne!

Upiekłam w sobotę dwa chleby. Oba z mojego ukochanego żeliwnego garnka. Swoją drogą, czy to nie jest dziwaczne: kochać garnek? Ale co zrobić, skoro to właśnie do niego czuję! Po pierwsze, jest z Włoch, a ja mam fisia na punkcie wszystkiego, co włoskie, a po drugie, każda potrawa w nim zrobiona jest udana, jakaś taka magiczna.


Szczególnie dotyczy to chleba. Uwielbiamy jego przyrumienioną, a może nawet lekko spaloną, skórkę. Przepis jest inspirowany wpisem u Misi TU, z tą różnicą, że dałam pół porcji drożdży, a dodałam do niego 2 łyżki zakwasu pszennego oraz wsypałam szczyptę ziół prowansalskich i (ponieważ ostatnio używam go do wszystkiego!) szafranu - czego nie polecam, choć w smaku było dość ciekawe. :-)



Chleb po wyjęciu z pieca, kiedy stygnie, śpiewa!
Wróbelki też. :-)

video
PODPIS

poniedziałek, 20 lutego 2012

A kysz!

Zaczęły się roztopy, zima odpuszcza, a u mnie na blogu
ostatnie zdjęcia zamarzniętej Odry.

Myślę, że mogę powiedzieć i w imieniu kaczek, i ludzi, że mamy już dość tej zimy!
Choć niewątpliwie potrafi być piękna.
Jednak z całą stanowczością mówię jej:
A KYSZ!!!

niedziela, 19 lutego 2012

Kot, który z Dziadka stał się Dzidkiem


Pewnego dnia, w 2010 roku, na działce u Dziadka pojawił się szary kotek. 
Był dziki i przerażony. Na widok człowieka uciekał, aż się za nim kurzyło. 
Jednak ciekawość była silniejsza. Ciekawość oraz głód, bo nastała zima. 
Kot otrzymał imię Dziadek, bo zwykło się mówić: idziemy do Dziadka - mając na myśli
 i kota, i działkę. Dziadek - ten ludzki- zaczął karmić Dziadka - tego kociego. 
I ten zaczął się oswajać coraz bardziej. Z czasem przychodził już bez lęku. 
Postanowiłam znaleźć mu dom. Dałam ogłoszenie:
Może zechcesz najszarszego z szarych? Kot Dziadek

Najzwyklejszy na świecie kocurek o barwie najszarszej z szarych (ale za to o pięknych szmaragdowych oczach) szuka schronienia na zimę. Pokazał już, że potrafi być waleczny i przetrwał na działkach zimę, pewnie niejedną. Nie jest kotem starym, ma z 3 lata, ale ponieważ dokarmiał go starszy pan, dostał imię po nim: Dziadek. :-) Podobno inny działkowicz wołał na niego Miłek – to z racji jego miłego charakteru. Początkowo nie chcieliśmy go uczyć zaufania do ludzi, ale on tak bardzo garnie się do człowieka! Łasi się do nóg i tuli do rąk, które go karmią. Błyskawicznie też zaskoczył, na czym polega zabawa w gonienie patyczka – szaleje wtedy jak mały kociak. Wiem, że nie jest już malutki i słodziutki, nie ma też oryginalnej barwy, ale tak samo pragnie mieć swojego Dużego, żeby móc bezpiecznie przeżyć swoje życie. Już dość się nacierpiał. Jeśli chcesz po prostu pomóc, to jest właśnie ten kot, którego szukasz. Kotek będzie wykastrowany w przyszłym tygodniu. Ja mam już dużo kotów…
Zima się zbliża... 
Mijały miesiące. Straciłam nadzieję, że ktoś zechce takiego szaraka. 
W międzyczasie wykastrowałam go i odrobaczyłam. 
Lekarka stwierdziła, że to młody kotek! Ma ponad rok.
 Nie mógł zostać Dziadkiem. Wtedy właśnie stal się Dzidkiem. :-)
Parę dni temu dostałam SMS, że ktoś jest nim zainteresowany, że ma domek, 
a w nim wysterylizowaną kotkę i że chciałby jeszcze właśnie Dzidka.
Teraz jest w szpitalu i jak wyjdzie, to się odezwie.
Tak bardzo bym chciała, aby tak się stało!
Tak okropnie bardzo bym chciała, 

aby to dzielne zwierzątko znalazło dom!
Trzymam kciuki.
Ktoś ze mną?
PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...