Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayron. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rok bez Kayrona

Życie samo pisze posty. Dziś mija dokładnie rok, gdy nasz ukochany, "pierworodny" kot, piękny i dostojny maine coon, zaginął. To wciąż żywa rana w naszych sercach. Osobiście uważam, że kot został ukradziony z naszego zabezpieczonego ogrodu, z którego nie wychodził przez 9 lat. Wyobrażenie, co przeżył i być może przeżywa, jak bardzo został tym skrzywdzony, jest dla mnie czymś niesłychanie obciążającym. Bardzo bym chciała wiedzieć, że jest syty i bezpieczny. Jestem pewna, że dobrze to rozumiecie.  


Myślę o Kayronku każdego dnia i wciąż śledzę ogłoszenia. Tak bardzo go kochałam, i wciąż kocham... 

Wczoraj zamarłam! Anetka, wolontariuszka z wrocławskiego schroniska, napisała do mnie, że do schronu trafił maine coon! Kot jest chory, ma wysoką gorączkę, jest zaniedbany i wychudzony.  W kołtunach. Musiał się długo błąkać. 

Aneta przysłała mi zdjęcia, które sprawiły, że serce mi stanęło. To właśnie ten kotek ze schroniska:




Jaki podobny... O, boże, dokładnie w rocznicę...

Dla przypomnienia, to Kayron:

Na tym zdjęciu jest młody Kajtuś. 
To i pozostałe z 10.08.2014. 


I teraz porównanie:


Rozesłałam wieści po rodzinie i wspólnie ustaliliśmy, że to nie jest nasz kotek.


"Niestety nie wygląda jak Kajtuś - nie ten nos, nie ta broda, a przede wszystkim nie to spojrzenie.

Moim zdaniem zupełnie inne proporcje twarzy - wydłużony, węższy pyszczek, 
szerzej rozmieszczone oczy. 
Pręgi i umaszczenie bardzo podobne. 
Włosów mniej, ale mogłyby mu się przerzedzić. 
Na pewno trzeba na żywo zobaczyć, ale jak dla mnie to nie on..."

Zobaczę go na żywo i to jak najprędzej, ale bez nadziei, bardziej dla uspokojenia sumienia.

A Wam wszystkim, którzy cały rok trzymacie na swoich blogach ogłoszenie o zaginięciu naszego kociego księcia, bardzo serdecznie, z całego serca dziękuję. I proszę... zdejmijcie je. Już czas. Trzeba iść do przodu, trzeba żyć dalej, nie wolno rozdrapywać wciąż tej rany, a ja wchodząc na Wasze blogi za każdym razem natykam się na Kayronka i ciepię. 
Jestem Wam wdzięczna za ten rok. Dziękuję. Ogłoszenie o naszym zaginionym kocie jest na wszystkich portalach, na FB i tam na pewno znajdzie go ktoś, kto będzie szukał. 

Kayronku, Kajtusiu, mam nadzieję, że tam gdzie przebywasz, jesteś szczęśliwy i wcale nas nie pamiętasz. Niech tak będzie. Kocham cię, kocie. 

PODPIS

9:30
Aktualizacja: Znalazł się właściciel tego kota. Na szczęście. Wyobrażam sobie ich radość, i właściciela, i kota. Radość, której nie zaznałam, niestety. 

czwartek, 18 września 2014

Niech mnie ktoś uszczypnie :(

Nie pisałam wcześniej. Nie chciałam zapeszyć.

W ubiegły poniedziałek, ostatni dzień piątego tygodnia nieobecności Kayronka, przed 10. rano zadzwonił telefon. Nieznany numer. 

Nieznany numer oznacza zawsze nadzieję i skurcz serca. 

Jakiś młody mężczyzna spokojnym głosem poinformował mnie, że jest u niego taki kot jak Kajtek. Że jest tam od jakichś trzech tygodni, że się zadomowił i że niestety teraz nie można go zobaczyć, bo nikogo w domu nie ma, przychodzi tylko osoba, która go karmi, a pan jest na wyjeździe. 

Będzie go można zobaczyć w środę lub w czwartek... Niestety nie ma możliwości zobaczenia wcześniej, że jak czekałam tyle, to poczekam jeszcze kilka dni. :((( 

Czy ja śnię?! Nie dam rady...

Według pana jest to na pewno kot rasy maine coon, no i ma problemy z dziąsłami, bo się ślini... Przypałętał się jakieś trzy tygodnie temu na Strachocin (dzielnica Wrocławia), był strasznie chudy, brudny i skudłacony, i został zabrany do "drugiego domu" do podmiejskiej miejscowości. Tam się zadomowił, nawet już wychodzi z domu do ogrodu i wraca (!!!). 

Wspomniałam o nagrodzie, ale pan mówi, że nie chodzi mu o nią, bo i tak nie może go zatrzymać. Kot albo jest nasz i do nas wróci, albo trafi do schroniska. Ogłoszenie znalazł już jakiś czas temu, blisko nas, przy wejściu do parku linowego na wyspie Opatowickiej, ale dopiero teraz dzwoni, bo mu się przypomniało...

Bosze! Tak strasznie bałam się cieszyć, czy to nie kolejny Janek! Skoro ludzie dzwonili, że widzą Kajtka, a to bywał czarno-biały zwykły dachowiec, to nie pozwalałam sobie na radość... A jednak....

Jak wyłączyć emocje? No jak?!

Zaraz wysłałam panu milion zdjęć Kajtusia, żeby zobaczył, czy to może być ten kot i wieczorem dostałam odpowiedź, że nie jest pewny, bo ten u nich jest przystrzyżony...

Oczywiście ta wiadomość też mną wstrząsnęła.

Nie udało mi się uzyskać możliwości wcześniejszej wizyty, mimo że to, co mi zgotował ten nieświadomy tego mężczyzna, przypominało tortury! 

Przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to Kajtuś!  

Wiadomość dostałam w ostatnim tygodniu, jak mówiła ostatnia wróżba... 

To, że nie mogłam od razu po niego jechać, to była radość przez łzy - to też z wróżby. Przecież to musiał być on! 
Musiał! Wszystko się zgadzało. Nie może to być drugi Janek, nie może... Nie zniesiemy tego. Cała rodzina, przyjaciele, wszyscy żyjący tą sytuacją. 

Musieliśmy wytrzymać trzy dni! Trzy dni nadziei i niepokoju, trzy dni hamowanych emocji, nieprzespanych nocy i życia tylko jednym: aby już zobaczyć tego kota i zabrać go do domu. Myśląc o tym, czułam rozlewające się w brzuchu fale ciepła... Czułam szczęście. Czułam, że to on. Ja czułam, a Poznański śnił w nocy, że to on.

Czas płynął. 
Nie mogłam przestać się nakręcać.
Wałkowałyśmy z Jolą każdy scenariusz i każdą sytuację, nawet najbardziej nieprawdopodobną. 

Zebrałam znane mi fakty:

1. Po ok. 2 tygodniach od zaginięcia wyszedł z krzaków w ogrodzie przy domu na północnym wschodzie (pierwsza wróżba) jakieś 2-5 km od domu.
2. Był strasznie chudy, brudny i skudłacony (nic dziwnego po dwóch tygodniach błąkania się).
3. Został przewieziony do drugiego domu w podwrocławskiej miejscowości - też północny wschód.
4. Został ostrzyżony, więc jest niepodobny tak do końca.
5. Zadomowił się na tyle, że zaczął wychodzić do ogrodu i wracać - w domu też tak robił. 
6. Ma problemy z dziąsłami, ślini się (to już na 100% Kayronek!). 
7. Pan znalazł ogłoszenie na wejściu do parku linowego, powiesiłam je tam 17 sierpnia (znów pierwsza wróżba, wtedy miało mieć miejsce znaczące dla znalezienia kota wydarzenie). "Ważne, żeby rozwieszać wszędzie ogłoszenia. Ludzie, którzy go znaleźli, jak zobaczą je, zareagują."

Pan zadzwonił w środę, w końcu (!!!), z informacją, że spotkamy się o 19:30, ale na... stacji benzynowej, bo do niego nie jest łatwo trafić. Ileż znowu niepokoju kosztowało mnie myślenie, dlaczego właśnie tak się umówił i czy na pewno przyjedzie. 

Z domu pojechała ze mną Kasią, a Robert przyjechał na miejsce zbiórki z naszej wsi. 

Byliśmy sporo wcześniej. Czekanie dłużyło się. Spóźnienie pana o minutę wprowadziło mnie w bezdenny smutek.
Przyjechał. Pojechaliśmy za nim. Faktycznie nie było łatwo trafić.

Stanęliśmy przed dobrze sytuowanym domem (pierwsza wróżba), miał on wyraźne pomarańczowe elementy (pierwsza wróżba). Weszliśmy i od razu zobaczyliśmy kota leżącego na kanapie. To był maine coon. Ta sama maść.









To nie był Kayron.  


PODPIS

PS. A teraz tak sobie myślę, że te trzy dni nadziei, które nazwałam torturami, były piękne, bo niosły wiarę i ufność, że los się odwrócił. Teraz to dopiero są tortury. :(


wtorek, 2 września 2014

Zlot czarownic

Mam dziś dzień lenia, NIC nie robię, to zrobię nowy post na 20:00, na zlot, qrna, czarownic. 

Kayronek spędził 9 lat w domu i zabezpieczonym ogrodzie. Na spacerki noszony był wokół domu na rękach. Uwielbiał to. Czekał pod furtką aż się go zabierze. Trzeba było stanąć na chwilę, aby mógł popatrzeć na świat, zanim się wróci do domu.


Z jednej strony domu (maj 2010):





I z drugiej (październik 2013):






Kociołku, wracaj już, bo ciężko jest nam bez ciebie!


PODPIS


wtorek, 8 lipca 2014

Przymiotnik zamiast życzeń

Czy pamiętacie, jaki wspaniały prezent zrobiliście kiedyś Ruficzkowi?
W dniu jego urodzin poprosiłam Was o przymiotniki określające jego wspaniałe cechy charakteru - zamiast życzeń.
O wszystkim można przeczytać na końcu tego posta: http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2013/04/rufi-po-rosyjsku.html

Na bazie Waszych opisów powstał ten cudny filmik, który osobiście baaaardzo lubię. :)



Co byście powiedzieli, gdybym Was poprosiła o to samo dla Księcia Kayrona?

Jaki on jest? Znacie go przecież doskonale, Drodzy Czytacze. :)




Mój Król Kot skończył właśnie 9 lat! Mężczyzna w sile wieku z niego, a tacy, wiadomo, są najprzystojniejsi. :))

Kayronek obchodził już urodziny na blogu:
- siódme
- ósme

Jaki jesteś, kocie, w oczach twoich fanów?
Bo są tu jego fani, prawda? :)

PODPIS

PS. Dla ciekawych, jak wygląda toaleta na uniwersytecie w Hiroshimie w Japonii post u Dominiki: http://bardzoslodkie.blogspot.com/2014/07/opowiesci-z-japonii-8-co-kryje-azienka.html



wtorek, 1 lipca 2014

Rezydenci - scenka Zza Moich Drzwi, i kocie psedskole

Ktoś zamawiał? :)
Miały być jeszcze zdjęcia i opisy, i miał być fajny post, ale nie mam już siły...
Dlaczego? Wyjaśnia to drugi filmik.




Umówmy się, że ja będę tu wrzucać scenki/filmy z kociego psedskola (mieszczącego się w pokoju Poznańskiego*), zanim się zdezaktualizują, a będzie oglądał, kto chce, dobrze? Naprawdę można je nagrywać godzinami! Ja nawet tego filmu nie oglądnęłam w całości, więc za nic nie ręczę, po prostu zgrałam, jak leci to, co nagrałam wieczorem. Boki można zrywać i pęc ze śmiechu! Coś cudnego - lekarstwo na wszystkie smutki świata. Komu, komu, bo te kotki szukają domu?!



Z ciekawostek: Google wyświetla mi teraz reklamy... po japońsku! Suuuuper!! Pięknie wyglądają, a ja nie wiem, o co chodzi. :)



* Poznański przyjechał w odwiedziny do matki, ale oczywiście jego pokój jest zajęty i pewnie zajęty pozostanie! To dla niego nie problem, to bardzo zwierzolubny człek, nawet Stefania Bąbel, która, jak wiemy, bała się mężczyzn, od początku mu zaufała. Koci terapeuta z niego. :) 

Miłego lipcowego dnia. :)

PODPIS

środa, 4 czerwca 2014

Ohayo gozaimasu - dzień dobry, witajcie po przerwie! :)

Rozdarta jestem! 
Na adrenalinie wciąż jadę, bo spałam tylko 4 godziny, 
obudziłam się o 5. rano i koniec, dalej ani rusz. 
Nic dziwnego, u nas w Tokio jest teraz 13! Kto to widział spać o tej porze. :)
I cieszę się, że jestem w domu, i żal mi, że wróciłam.
Jednakowo!
Dziś na szybko, bez cenzury, bez obróbki, bez skrótów - 
filmik z powitania przez zwierzyniec, bo tyle osób na niego czeka. :)



Więcej jutro. Miłego dnia. :))

PODPIS

PS. Ohayo gozaimasu - dzień dobry po japońsku, wymawia się bardzo śpiewnie: ohajo gozajmaaaas :))

****

Errata 16:10.

Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za tak wspaniałe powitanie. :) Coś niesamowitego! Jestem wzruszona i bardzo, bardzo mi miło.  :))) 

Nie podejmuję się dziś odpowiadać każdemu (Jola, gdzie jesteś??!!), przepraszam, ale jestem dość skołowana. :)

W podziękowaniu jeszcze zdjęcie z wczoraj. Obiecuję, że jak dojdę do siebie, to narobię nowych zdjęć moim sierściuchom. :)


Widać koci szał radości?? :))

A ja każdemu z moich czytelników mówię dziś:  Aishitemasu. :))

piątek, 25 kwietnia 2014

Sama w domu

Poskarżyłam się wczoraj Jolce, że nic mi się nie chce, że nie mam ani jednego pomysłu na piątkowy post! Ani jednego! To nie do uwierzenia, bo  przeważnie muszę się hamować, aby nie publikować dwóch dziennie, tyle mam tematów! Jasne, że nie są to tematy jakieś wymagające i pracochłonne, a  zazwyczaj  lekkie i przyjemne, ale jednak są. 
Pisałam więc do Joli, że siedzę w wyludnionym i wyzwierzęconym domu, że spokój, że cisza, że nie wiadomo, co ze sobą zrobić, że aż głupio! A to wszystko przez to, że MCO pojechał już wczoraj na wieś i zabrał ze sobą wielką trójcę: Rufiego, Hokusa i Anielkę. W domu został Kayron z Amisią, a z nimi jest tak, jakby kotów nie było! 
Już wiele energii (czytaj: rozróby) wniósł w nasze życie jeden mały kotek, czyli urwipołeć Hokusik, a teraz, kiedy jeszcze szaleje z Amisią i z Anielką, to jest już momentami zagrażające bezpieczeństwu budynku, ludzi i pozostałych zwierząt. Wciąż coś upada, wylewa się, urywa, wywraca, dziurawi, plami itp itd... Wcześniej nie wiedzieliśmy, co to znaczy mieć koty! Ech... 
I kiedy tak skarżyłam się Joli, ta wpadła na genialny pomysł: napisz właśnie o tym! :) No to napisałam. 
A teraz obrazki. Trochę starych, trochę nowych i najnowszych. :)

Scenki z domu:
(oczywiście zdjęcia można powiększyć kliknięciem)

Aniela jest zafascynowana Rufim! Szczególnie jego stópkami. :)
W domu zawsze coś się dzieje. 
No tak, nie ma co ukrywać...
... kot na stole! Może. Nikt nie goni. :)
Amisia policjantka raz się bawi, raz wychowuje. A to Anielicę, 
 a to...  Hokusa. :)
Rufuś nie ma lekko, czasem jest bliski szaleństwa. Widać? 
Nawet pospać nie może bez kociego towarzystwa!

A kiedy Łysa udaje się do "swojego" łóżeczka...
nie może nawet zdjąć kapy, bo zajęta! :)

Scenki ze wsi: 
Przyjeżdżamy w tamtym roku (równo rok temu) na wieś, a tam niespodzianka!

Nawet Rufik się zmartwił, bo noga od ogniskowego stolika przegniła i stolik zrobił kaput. 
MCO zabrał się więc do pracy i...
wyszlifował, 

i jeszcze, 

i pomalował, 

i zakopał nową sztycę, 

i pociągnął lakierem raz drugi, 

i umieścił stolik na miejscu. 

Rufi w tym czasie bardzo pomagał. 

I jest stoliczek! :)

Zasłużył chłop na obiadek? :)

W domu na wsi: 

Hokus zajmuje się głównie podsiadaniem psa, 

i wyglądaniem jak z obrazka, 

i szaleństwem. 

i znudzeniem...

Oraz kombinowaniem

co by tu zmalować.

Może by tak pomęczyć psa... OK, to jest myśl!

 W ogrodzie, na wsi:

Dwóch pomocników w trakcie pracy przy przycinaniu roślin.

I to zetnijcie, i to! - radzi Hoki babci. 
I to też!
Szczęśliwy, spacerowy kot. 
Trzyma się blisko, pilnuje. 
Ja tradycyjnie o niego drżę, ale 
nie sposób mu odmówić tej radości. 
 A to już scenki z wczoraj. 
Czarno-biały duecik. No cudo, panie, cudo!


Dwa czyścioszki. 



Miłego piąteczku! Ja po pracy zaraz szuuuu.... na wieś! :))

PODPIS

Dwa lata temu Za Moimi Drzwiami: Sernik z ricotty i karmelizowanych migdałów. Pychota!
A rok temu Za Moimi Drzwiami: Teatr jednego widza. To było magiczne przeżycie.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...