Życie samo pisze posty. Dziś mija dokładnie rok, gdy nasz ukochany, "pierworodny" kot, piękny i dostojny maine coon, zaginął. To wciąż żywa rana w naszych sercach. Osobiście uważam, że kot został ukradziony z naszego zabezpieczonego ogrodu, z którego nie wychodził przez 9 lat. Wyobrażenie, co przeżył i być może przeżywa, jak bardzo został tym skrzywdzony, jest dla mnie czymś niesłychanie obciążającym. Bardzo bym chciała wiedzieć, że jest syty i bezpieczny. Jestem pewna, że dobrze to rozumiecie.
Myślę o Kayronku każdego dnia i wciąż śledzę ogłoszenia. Tak bardzo go kochałam, i wciąż kocham...
Wczoraj zamarłam! Anetka, wolontariuszka z wrocławskiego schroniska, napisała do mnie, że do schronu trafił maine coon! Kot jest chory, ma wysoką gorączkę, jest zaniedbany i wychudzony. W kołtunach. Musiał się długo błąkać.
Aneta przysłała mi zdjęcia, które sprawiły, że serce mi stanęło. To właśnie ten kotek ze schroniska:
Jaki podobny... O, boże, dokładnie w rocznicę...
Dla przypomnienia, to Kayron:
![]() |
| Na tym zdjęciu jest młody Kajtuś. |
![]() |
| To i pozostałe z 10.08.2014. |
I teraz porównanie:
Rozesłałam wieści po rodzinie i wspólnie ustaliliśmy, że to nie jest nasz kotek.
"Niestety nie wygląda jak Kajtuś - nie ten nos, nie ta broda, a przede wszystkim nie to spojrzenie.
Moim zdaniem zupełnie inne proporcje twarzy - wydłużony, węższy pyszczek,
szerzej rozmieszczone oczy.
Pręgi i umaszczenie bardzo podobne.
Włosów mniej, ale mogłyby mu się przerzedzić.
Na pewno trzeba na żywo zobaczyć, ale jak dla mnie to nie on..."
Zobaczę go na żywo i to jak najprędzej, ale bez nadziei, bardziej dla uspokojenia sumienia.
A Wam wszystkim, którzy cały rok trzymacie na swoich blogach ogłoszenie o zaginięciu naszego kociego księcia, bardzo serdecznie, z całego serca dziękuję. I proszę... zdejmijcie je. Już czas. Trzeba iść do przodu, trzeba żyć dalej, nie wolno rozdrapywać wciąż tej rany, a ja wchodząc na Wasze blogi za każdym razem natykam się na Kayronka i ciepię.
Jestem Wam wdzięczna za ten rok. Dziękuję. Ogłoszenie o naszym zaginionym kocie jest na wszystkich portalach, na FB i tam na pewno znajdzie go ktoś, kto będzie szukał.
Kayronku, Kajtusiu, mam nadzieję, że tam gdzie przebywasz, jesteś szczęśliwy i wcale nas nie pamiętasz. Niech tak będzie. Kocham cię, kocie.

9:30
Aktualizacja: Znalazł się właściciel tego kota. Na szczęście. Wyobrażam sobie ich radość, i właściciela, i kota. Radość, której nie zaznałam, niestety.










