Jeśli ktoś inny też to jeszcze przeczyta, to fajnie, a jeśli nie ma ochoty, to ma dziś wolne. :))
Chcę opisać jeszcze raz możliwie jak najdokładniej, jak jego adaptacja wyglądała u mnie, żeby wiadomo było, czego się spodziewać - wiem, że kilka osób już się poważnie zastanawia nad powiększeniem swojej rodziny o tego kochanego kotka.
Domyślacie się już, że Janek jednak szuka domu. Mimo tego, że nie będzie to proste, muszę ze wszystkich sił walczyć z chęcią przygarnięcia na stałe kolejnego kota, choćby nawet był to Janek z jego historią. Wciąż powtarzam sobie, że to nie jest Kayronek, a jemu będzie bardzo trudno pogodzić się z obecnością kolejnego kocura w domu, gdy wróci.
Jeśli zdecydowałabym, że Janko zostaje (pomijam, że oczywiście nie mogę tego robić sama tylko z mężem i synami), to stałoby się dla mnie jasne, że nie nadaję się do pomagania kotom poprzez prowadzenie domu tymczasowego. W ubiegłym roku zdecydowaliśmy o przygarnięciu Hokusa, w tym - Stefy, jeśli tak dalej pójdzie, to zanim się obejrzymy, zakocimy się na amen. Każdy nowy kot w domu to przecież oprócz kosztów i obowiązków także nowy układ osobowościowy mający wpływ na wprowadzanie tymczasów na pokoje. To nie jest proste.
Janka nie powinnam zatrzymywać również dlatego, że on raz dwa znajdzie dobry dom. Ja mam nawet marzenia na ten temat, ale muszę poczekać, może, a nóż widelec…
O Janku, informacje dla nowego domu:
- Kiedy Janek został złapany, wyglądał na wpół zdziczałego.
- Był kompletnie przerażony.
- Pierwsze dwa dni spędził za pralką w pralni.
- Wyciągałam go stamtąd najpierw w rękawicach (narciarskich), a potem gołymi rękami, poddawał się, ale to wrażliwy kot – bardzo się bał, okropnie.
- Kiedy go wyciągałam, poddawał się głaskaniu, ale potem zaczynał płakać, miauczeć, chodzić nerwowo i wyraźnie szukać drogi wyjścia. Chciał się wydostać.
- Wzięłam go potem na górę do kociego pokoju, gdzie spędził jeden dzień i noc z Cynamonem.
- Również tam miauczał, szukał drogi ucieczki.
- Wypuściłam go na dom, myśląc sobie, że będzie mu lepiej na dużej przestrzeni. Schował się za szafkami w kuchni i wychodził, by miauczeć i szukać drogi wyjścia. To wtedy poważnie myślałam, że tego nie wytrzymam, było mi go strasznie żal i myślałam, czy go nie wypuścić.
- Potem zaczął ze mną spać w nocy, tulić się, ocierać pyszczkiem o moje policzki i brodę, wtulać się we mnie, ale też kilka razy na noc budził mnie, płacząc. To były trudne dni i przerywane noce.
- Mniej więcej po upływie półtora tygodnia wyraźnie się wyciszył, wszystko mu się odmieniło. Wydaje się, że zaakceptował życie w domu w stu procentach. Mimo że inne koty wychodzą i on to widzi, nie interesują go drzwi na taras ani okna. Jest spokojny, cichutki, miły, ociera się o nogi, daje główkę do głaskania. Wzięty na ręce zaraz się tuli. Śpi calutką noc przy mnie, choć dziś mnie zdradził i poszedł spać do Roberta. Na początku bał się go (MCO nie było kilka dni w domu), potrzebował dwóch dni, aby go całkowicie zaakceptować. Wciąż jeszcze zdarza się, że przestraszy go nagły ruch czy dźwięk, ale to zupełnie inny kotek. Nawet apetytu dostał, a ponieważ jest bardzo chudy (waży ok 3,5 kilo), cieszę się z tego i wciąż napełniam mu miseczkę. W stosunku do innych kotów cały czas był i jest spokojny, choć raz, kiedy leżał na mnie i mruczał, nasyczał na Stefkę, która przyszła się koło mnie położyć. Ona się tym nie przejęła i potem spały w niewielkiej odległości.
- Teraz wszystkie koty jedzą zgodnie blisko siebie, mijają się bez konfliktów i ogólnie panuje niesamowity spokój w kocim towarzystwie. Aż miło.
- Rufiego bał się trochę na początku, choć nie panicznie. Po prostu ostrożnie koło niego przechodził. Teraz już robi to o wiele śmielej, choć jeszcze buziaka mu nie dał, jak to wiele innych tymczasków przed nim czyniło. Widać to kwestia czasu.
- Wydaje się, że nieudana pierwsza adopcja pozostała na szczęście bez wpływu na jego stopień oswojenia. Kot bez wątpienia przeszedł stres, ale kiedy znalazł się u nas, natychmiast wrócił do równowagi.

Ogólnie oceniam, że Janek jest kotkiem bojaźliwym, subtelnym i ostrożnym. Trzeba uważać, aby być wobec niego cierpliwym, cichym, nie narażać go na stresy, a wszystko będzie dobrze. Trzeba pozwolić mu przełamywać się i odważać w jego tempie. To nic trudnego dla znającej się trochę na kotach, myślącej osoby.
To wielki pieszczoch i już widać, jak kocha być z człowiekiem i ile mu od siebie da. Te wieczorne i poranne seanse pieszczot to coś niesamowitego. Czy mu to zostanie? Oby!
Oczywiście należy zdawać sobie sprawę, że kiedy Janek nabierze pewności siebie, kiedy już odnajdzie się w nowym domu, jego prawdziwy charakter dopiero się ujawni. Możemy tylko wnioskować z tego, co jest teraz. Przeważnie można dużo z tego wyczytać. Nowy dom musi nastawić się na takie zachowania, jak opisałam, choć powinny one trwać o wiele krócej, bo on już sporo się nauczył. Na pewno jednak będzie Jankiem Muzykantem, będzie miauczał, będzie szukał drogi wyjścia, aż się uspokoi.
Jestem za tym, aby kotek miał możliwość wychodzenia w spokojnej okolicy, nawet założyłam mu czip, by znowu nie zaginął, ale myślę, że nowy dom musi go przetrzymać nawet przez zimę, aż całkiem się przywiąże do miejsca i do ludzi. Nowy opiekun musi być cierpliwy (u mnie po dwóch tygodniach jest już super!), spokojny, mądry i uważny, by kotek nie uciekł.
Takich ludzi szuka Janek, takich szukam dla niego. Myślę, że tu, Za Moimi Drzwiami, o takich nietrudno.
Kotek ma ok. 5 lat (lekarz określił 4-6), jest wykastrowany, odpchlony, odrobaczony, zaszczepiony (jeszcze raz trzeba), ma zrobione testy na kocie choroby zakaźne fiv/felv (ujemne), wyleczony z zapalenia dziąseł, ma usunięty kamień (stąd to zapalenie było),
ma założony czip, je wszystko, choć nie żarłocznie, raczej jak ptaszek, załatwia się idealnie do kuwety, chętnie drapie drapak, jest spokojny, bojaźliwy, spragniony miłości, kochany, piękny. Cóż jeszcze… Wystarczy.
Jeśli ktoś myśli o nim poważnie, proszę o kontakt mejlowy, mam jeszcze coś do dodania, a jeszcze więcej informacji jest na końcu posta
Janek.
Mam nawet ochotę i skoro tak, to tak zrobię, na końcu dać Wam możliwość wyboru - zabawienie się w bycie mną. Decydujecie, czy mam kończyć z tą działalnością i zatrzymać Janka, czy oddać go w dobre ręce i działać dalej. Co byście zrobili na moim miejscu. Załóżmy, że trzeciego wyjścia nie ma, bo choć jest oczywiście, nie biorę go pod uwagę. Ja wiem co mam zrobić.