poniedziałek, 28 października 2013

Dom moich marzeń

Najpierw najświeższe wieści z porodówki. Nadal nic. Nie wiem, czy to nie był fałszywy alarm, bo dziś w nocy nałożyłam jej  i dwa razy Zoyka zjadła sporą porcję jedzonka. To dlaczego nie jadła cały dzień? Hmm...

Łaziłam do niej w nocy sprawdzać, co się dzieje, no i teraz zaspałam...

Będę Wam donosić o zmianach w miarę rozwoju sytuacji. Denerwuję się, jakbym naprawdę spodziewała się wnuków. :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tydzień temu Pantera z bloga Świat to dżungla zapoczątkowała fajną zabawę.

Chciałabym namówić Was do zabawy w ujawnienie swoich marzeń dotyczących domu/mieszkania i jego wyposażenia. Załóżmy, że jeszcze nie mamy gdzie mieszkać, za to dysponujemy nieograniczoną gotówką. Jaki dom nam się marzy? Jaki styl urządzenia wnętrz?

 - zapytała i pokazała swoje wymarzone domostwo. Można je zobaczyć TU (klik).

Zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybym miała nieograniczone środki finansowe, czas, zdrowie i chęć, aby ten mój wymarzony dom urządzać.
Przyznam, że to zadanie sprawiło mi wielki kłopot. Sami zobaczcie dlaczego.

Moje serce wyrywa się do takiej wizji: malutki domek nad morzem, wokół cisza i spokój, 


ale jak zmieścić tam takie wnętrze? 
Nie chodzi o meble, ale o przestrzeń, wielkie okna, zieloność za nimi, 
światło, powietrze, wolność, oddech...


Czyli domek nad morzem, za oknami las, a w drugim pokoju widok na góry. :) 
Drewno, beże, brązy, natura. Obowiązkowo taras.


Z zewnątrz niechby wyglądał dokładnie tak:


Niech ma sypialnię z widokiem na morze:


Z tyłu domu las, za nim góry, domek malutki, skromny, za to w środku


taka sypialnia zimowa, a co se będę żałować!


Marzy mi się też miły i przestronny pokój do pracy, pamiętajmy, że 
z przodu jest okno z widokiem na morze, 
obok las, a za nim góry. :)

Po miłej pracy poszłabym sobie pokontemplować widoki, siedząc na przytulnym hamaku, 
zamiast poduszek byłyby ze mną tam trzy moje koty: Amisia, Kajtuś i Hokusik. :) 

 A kiedy zmierzch zaczerniłby niebo nad górskimi szczytami, usiadłabym z bliskimi przy ogniu, 
słuchając szumu morskich fal, 


a potem może oglądnęlibyśmy sobie dobry film w naszym dużym,
wypielęgnowanym przez ogrodnika ogrodzie...


Jak widzicie, w moich marzeniach nie ma kuchni, pralni ani jadalni. Cóż to może znaczyć, hmmm...

Domyślam się, czemu to zadanie było dla mnie trudne. Kiedy myślę o wymarzonym domu, natychmiast wiem, że ja już taki znalazłam. Kilkanaście lat temu zapałałam do niego wielką miłością, która już trochę przyblakła, ale wciąż jest wierna i nie dopuszcza myśli o zmianie obiektu adoracji. To mój dom na wsi. To już na inną opowieść.



Zachęcam wszystkich do udziału w zabawie, a jeśli już ktoś wziął w niej udział, proszę, aby w komentarzu zostawił link do swojego o tym posta. Fajnie będzie wędrować po Waszych wymarzonych domach.

Życzę wszystkim kociociotkom i kociobabkom miłego dnia. :)

Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.boredpanda.com/.

PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami Dla kogo ona? (klik). O pięknym prezencie od Qrki. :)

niedziela, 27 października 2013

Muszę Wam coś pokazać i muszę Wam coś powiedzieć!

Pokazać to:

Pamiętacie Barbula vel Maryanka, który wybrał sobie dom Hany na swój azyl w świecie? Hana przysłała mi nowe zdjęcia tego gagatka, do którego nie może przylgnąć jak na razie żadne imię. Aktualna propozycja to Gwizdek. Tyż piknie, tylko jak się to zdrabnia? :)

Zdjęcia nie wymagają komentarza. Pamiętam, jak bardzo Hana bała się, że kotek nie zostanie zaakceptowany przez Jej domowników. A tu, proszę:





Powiedzieć o tym:

Ciąża u kotek trwa od 56 do 71 dni, średnio 63-66 dni.

Pod koniec ciąży u kotki zwiększa się objętość brzucha, który przyjmuje gruszkowaty kształt i opuszcza się ku dołowi. Gruczoł sutkowy powiększa się i robi bardziej różowy od około 18 dnia przed porodem.
W ostatnim tygodniu ciąży kotka robi się mniej aktywna fizycznie, a jeden do dwóch dni przed porodem poszukuje ustronnego miejsca na gniazdo. Niektóre kotki trzymane w mieszkaniach intensywnie dążą do kontaktu z opiekunem. Kotka często wylizuje srom, który staje się większy i rozluźniony. Gruczoły sutkowe są duże i zawierają pokarm. Czasami 12 do 24 godzin przed porodem spada temperatura wewnętrzna ciała. To są objawy zwiastunowe porodu, a sam poród ma trzy fazy.

Faza pierwsza rozpoczyna się kilka godzin przed urodzeniem pierwszego kotka, i w tej fazie dochodzi do rozwarcia szyjki macicy. Kotka dyszy, pomiaukuje, jest niespokojna, traci apetyt. Pojawiają się pierwsze skurcze macicy, niewidoczne jednak dla opiekuna.

Faza druga to czas wypierania płodów. Pojawiają się bóle parte, co owocuje aktywnym wypieraniem płodu. Kotek rodzi się stosunkowo szybko po kilku silnych bólach partych, zwykle pozbawiony błon płodowych, które pękają podczas przechodzenia płodu przez pochwę.

Przerwy między poszczególnymi kotkami mogą wynosić od 5 do 30 minut (zwykle przerwa po urodzeniu pierwszego kotka jest najdłuższa), ale przerwa 60 minut jest już niedopuszczalna i może świadczyć o jakichś problemach porodowych.

Czasami zdarza się i tak, że po urodzeniu pierwszego kotka akcja porodowa ustaje. Kotka pielęgnuje urodzonego kociaka, uspokaja się, je, odpoczywa, zachowuje się, jakby poród był zakończony. Gorsza jest sytuacja, jeśli bóle parte są nieefektywne, czyli kotka prze, ale nie pojawiają się kolejne kocięta. Ta sytuacja wymaga interwencji lekarskiej.

Trzecia faza porodu to wydalanie łożysk, które kotka podczas krótkich parć wypiera 5-15 minut po kotku. Czasem wypiera 2 łożyska naraz po urodzeniu dwóch kociaków. Kotka zjada łożysko. Jest to naturalny proces dla zwierząt mięsożernych. Hormony zawarte w łożysku będą wzmagały obkurczanie macicy i laktację u samiczki.

Kotki rodzą zazwyczaj 3-6 kociąt, ale może się zdarzyć, że w miocie będzie ich więcej lub urodzi się tylko jeden kociak.

Masa noworodka powinna wynosić 90-120 g. Czas wypierania płodów to zwykle 2-6 godzin, ale bywa i tak, że poród trwa 10-12 godzin i jest to w granicach normy. 



Zoya nie je od rana, a ponieważ miała wspaniały apetyt, a puszkę z łososiem wręcz uwielbiała, to wnioskuję, że jest ona w pierwszej fazie porodu! Uparcie siedzi na podłodze, mimo że czekają na nią różne luksusy. Nie będę jej przeszkadzać, ot, zajrzę czasem, czy nie potrzebuje pomocy.
Dziś nie śpimy, tylko mocno trzymamy kciuki! Myślę, że już jutro zostanę babcią, MójCiOn dziadkiem, Kasia ciotką, a Wrocławski wujkiem.

Jestem pewna też, że więcej jest chętnych na ciotostwo. Ręka w górę kto? :)

I jeszcze jedna ciekawostka. Dostałam zdjęcia koteczki z 2011. Moim zdaniem ona wtedy też była w ciąży, ale, co ciekawe, nikt nigdy nie widział jej kociąt...



Bardzo przepraszam, że to już drugi post dziś, ale jestem cała rozemocjonowana i z nerwów zjadłam całą czekoladę z nadzieniem toffi!

Barbulek, Maryanek, Gwiździk to ekstrakoleś, c'nie? :)

PODPIS

Tutli i Putli - pożegnanie, oraz inne kocie sprawy

Dziewczynki bliźniaczki zamieszkały w swoim domku wraz z ośmioletnimi ludzkimi braćmi 
(też bliźniakami) już w czwartek. Dochodzą do nas dobre wieści. 
Niemal od razu poczuły się tam jak u siebie, bawią się, jedzą, ładnie załatwiają do kuwetki. 
Kiedy ma się wewnętrzne przekonanie, że dom jest dobry, że koci personel jest najwyższej próby, tęsknota nie boli, a niepokój nie ma prawa bytu. 
Cieszę się w ich imieniu. Wiem, że będą miały dobre życie. 
Nigdy nie zapomnę tych cudnych stworzeń, ufnych i miłych. Dały nam wiele radości. 
To już ostatnie ich zdjęcia. 

Gdyby ktoś chciał kiedyś przypomnieć sobie ich historię,
to wszystkie posty są TU (trzeba zacząć je czytać od ostatniego do pierwszego).







~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało mi się zdobyć kilka zdjęć naszych byłych podopiecznych. Pamiętacie Parkitkę, porzuconą na parkingu pod wielkim sklepem koteczkę? Kota nazywa się Abla i ma się świetnie w ramionach swojej pani. :)



A tę kicię mają okazję pamiętać tylko starzy bywalcy mojego bloga, bo to jedna z pierwszych kocich na nim historii. Działkowa kicia, już nie pierwszej młodości, była u mnie na sterylizacji. Okazała się tak milutka, że kiedy odwoziłam ją na działkę pod opiekę dobrych ludzi, ryczałam tak strasznie, że nie widziałam świata przez łzy...
Dziś Cruella (teraz po prostu Kicia) ma luksusy godne pozazdroszczenia. Okazała się maniaczką TV. :)





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kotka ciężarna wciąż jeszcze nosi swój brzuszek. Oprócz zatkanego noska (niestety) czuje się dobrze. Karmię ją najlepszymi kąskami, żeby zdążyła jeszcze nabrać sił. Apetyt ma bardzo dobry, załatwia się pięknie do kuwetki, jest przyjazna, choć dość apodyktyczna. 
Musiałam jej usunąć kleszcza z główki. Bardzo mi przy tym nagadała, tak jej się to nie podobało! Zachowuje się często dziwnie, nie umiem tego rozszyfrować. Sama przychodzi się kiziać, ociera się o moje ręce i jednocześnie syczy i próbuje mnie ugryźć... O co jej chodzi? Hmm... Naustawiałam jej różnych pudełek koszyków, kocyków, ręczników, ale i tak najchętniej siedzi na gołej podłodze pod łóżkiem. Martwię się, że tam urodzi... Jejku, co wtedy zrobię?

Intensywnie myślę o imieniu dla niej. Wczoraj objawiło mi się imię ZOYA, czyli Zojka, czyli Zośka. :) 
Jak Wam się widzi? Pasuje?


Gugiel plus zrobił mi kolejne ruchome zdjęcie. Takie:


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A teraz MójCiOn i ja, zapraszamy na film! :)



Bawcie się dobrze, no i miłej niedzieli oczywiście! :)

PODPIS

sobota, 26 października 2013

Wrocław nocą

Jak dobrze, że dziś sobota. :) Jadę niedługo robić zdjęcia zjawiskowym kotkom złapanym na babkę. Pamiętacie je? To było dokładnie dwa miesiące temu: 26.08.2013. One są już więc duże, mają trzy miesiące i najwyższy czas, aby znalazły domek, a dziewczyna, u której są, nie miała czasu i możliwości dać ogłoszenia.

Pokażę Wam je później. Muszą być rozkoszne! Jeśli ktoś myśli o kocie, to jest to naprawdę niesamowita okazja na posiadanie kota z bardzo oryginalnym umaszczeniem. 

Abigail pokazuje ostatnio swoje zabawy z fotografią i przypomniała mi czasy mojego kursu. Zrobiłam wtedy najlepsze zdjęcia w życiu. Dziś mogłabym mieć już problem, aby to powtórzyć. Zresztą pewnie nie chciałoby mi się iść w noc ze statywem. Lenistwo to coś bardzo zubażającego życie... 

Jest jeszcze jedna ciekawostka dotycząca tych zdjęć. Wszystkie one zostały zrobione równiutko 4 lata temu: 26.10.2009 roku. Dziś więc jest dobry dzień na ich publikację. 

Zapraszam do oglądania galerii nocnych zdjęć Wrocławia w wykonaniu kursantki Anki Wrocławianki. :)

Muzeum Narodowe i most Pokoju. 





Most Pokoju.




Nabrzeże przy muzeum. W oddali widać budynek Panoramy Racławickiej. 


Kładka muzealna. 


Wieże katedry wrocławskiej na Ostrowie Tumskim. 



Wieża katedry i kościoła Świętego Krzyża. 


Muzeum Narodowe. 




Biblioteka Uniwersytecka i kościół NMP na Piasku.


Efekty specjalne - most Pokoju. 


Ul. Krowia. 



Uniwersytet Wrocławski. 



Efekty specjalne. Znikający brat bliźniak. :)



Efekty specjalne.Czarodziejska ręka.


Efekty specjalne. Duchy kursowiczów. 




Dziękuję za cierpliwość, miłego dnia życzę. Lećcie fotografować. To fajna przygoda. :))

PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami: komiks Mistrz riposty (klik).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...