To niestety mój przystanek na następny tydzień. Niby nic poważnego, a tydzień muszę poleżeć. Niby nic groźnego, a czeka mnie operacja w pełnej narkozie. W sumie to drobnostka, ale może goić się ponoć długo i dokuczliwie. Mimo wszystko nastawiłam się do tego życiowego doświadczenia bardzo pozytywnie. Ot, i tak w życiu bywa, że ląduje się w szpitalu. Dobrze, że to nic chronicznego, groźnego i nie skutkuje odnawianiem się ani komplikacjami. Dobrze, że tylko tydzień. Do przeżycia. Trzeba brać taki los i całować go w rękę z wdzięcznością. Nie mogę odmówić sobie jednak dzielenia się z Wami wrażeniami. To nałóg blogowania! Ciężko wyrwać się z jego szponów. Nie będę pisać, co mi jest i jaki to szpital, proszę mnie nie pytać. Tylko moje refleksje.
W piątek zostałam przyjęta na oddział. Od pierwszej chwili wpadłam w tryby szpitalnej maszyny. Pierwsza kolejka to osoby ze skierowaniami do przyjęcia na dany dzień. Idzie szybko, wszyscy są mili, sprawni, moje dane zostają spisane, wpisane, przepuszczone przez eWUŚ, dostaję skierowanie na badania krwi i po ich sprawnym zrobieniu mój nadgarstek zdobi stylowa obrączka. All inclusive jak nic! Dawać mi tu plażę, słońce i morze! Nic z tego. W zamian przebrana w szlafroczek mogę wędrować na swój oddział, gdzie dostaję łóżkowy przydział. Sala trzyosobowa, mała, skromna, malutkie okna trochę jak w więzieniu i tak zaczynam się czuć, bowiem na scenie pojawia się ONA…
Piguła. Szanuję pielęgniarki, mam z nimi do czynienia codziennie w pracy, wiem, jak ciężko bywa z pacjentami, nawet jeśli się pracuje tylko w przychodni. Pielęgniarki są moimi bardzo dobrymi koleżankami, jestem gotowa bronić ich do ostatniej kropli krwi, jeśli ktoś by chciał powiedzieć na nie złe słowo. Kto mnie zna, wie, że niełatwo mnie sprowokować do złych ocen, do narzekania (na blogu), do ostrego wyrażania swoich myśli, ale dla NIEJ zrobię wyjątek. Ta kobieta to idealny przykład osoby traktującej z góry innych ze względu na to, że chwilowo od niej zależą. W tej sytuacji - bo są chore i znalazły się w szpitalu.
Encyklopedyczny wręcz przykład typu bierno-agresywnego. Powinno się ją wystawić do oglądania w muzeum.
Nierówna, fosiasta, nigdy nie wiadomo, co cię od niej spotka. Raz jest miła, wydaje się być normalna, a za chwilę traktuje cię jak połączenie niepełnosprawnego umysłowo dziecka (debila po prostu) z natrętną muchą! Nie rozumie prostych pytań! Typowa metoda takich osób: pogłaskać po głowie i w pysk! Człowiek zaczyna się czuć jak u Monty Pythona. Ogłupiony.
Piguła zapytana o cokolwiek udaje, że pytania są dla niej niezrozumiałe. Powtarza swoje głupie odpowiedzi w kółko jak katarynka.
- Lekarz przyjdzie później.
- Ale…
- Lekarz przyjdzie później.
Nie rozumie też prostych odpowiedzi. Ocenia je, nic nie mówiąc, ale to po niej widać. Jej postawa jest wtedy pełna agresji, usztywniona, nienaturalna, pozbawiona miękkości i luzu. Jej oczy są wytrzeszczone. Maluje się w nich nagana i zdumienie nad twoją głupotą i kretynizmem, drogi pacjencie. Mówi jak nauczycielka w szkole w klasie pierwszej. Wolno i wyraźnie. Po kontakcie z nią czujesz się zbrukany, poniżony i bezradny, a przecież nic takiego nie zrobiła! Nie zwyzywała cię, nie walnęła w łeb literalnie, nie podniosła nawet głosu! Bierna agresja ma moc! Wystarczy tylko UDAWAĆ, że się nie rozumie, wystarczy tylko DAWAĆ DO ZROZUMIENIA, co się myśli o interlokutorze.
To nie moja wina, że życie tej pani układa się do dupy. Niech zrobi coś, aby to zmienić. Nie zniosę jednak takiego traktowania w sytuacji, kiedy potrzebuję jak nigdy wsparcia, życzliwości i miłej atmosfery, bo lęku i stresu mam w sobie już dość. Ona nie musi być miła ani mnie lubić, ona ma być kontaktowa. Jeśli tak traktuje pacjentkę, która nie wymaga żadnej większej opieki ani tłumaczeń, to co się dzieje z tymi naprawdę potrzebującymi? Dopiero się może na nich powyżywać!
Jest doskonały termin z Gombrowicza na takie zachowanie: UPUPIENIE - narzucanie jednostce roli kogoś podrzędnego, niedojrzałego.
Nie życzę sobie być upupiana! Nie życzę sobie być traktowana jak głupie dziecko, pomijając fakt, że zgodnie z moimi najgłębszymi przekonaniami dzieci należy traktować z największym szacunkiem! Kto ma wokół siebie osoby bierno-agresywne ten wie, że walka z nimi nie jest prosta. Kosztuje wiele nerwów i emocji, a przeważnie i tak jest skazana na przegraną. Najlepiej takie osoby odstrzelić ze swojego otoczenia, jeśli się da.
Ta piguła sprawiła, że zamiast cieszyć się z wypuszczenia na przepustkę na weekend, całą drogę do domu rozważałam w głowie, jak powinnam jej odpowiedzieć, jak się zachować. Ta cholera siedzi też w moich myślach przez cały czas, co, uważam, jest wskaźnikiem wysokiego progu zajścia mi za skórę.
Mogłam jej przecież wypalić z jakąś trafną, kładącą odpowiedzią, żeby jej w pięty poszło. Na przykład, kiedy przyszła powiedzieć mi, że ordynator wydał mi przepustkę na weekend, mogłam powiedzieć:
- No i widzi pani, teraz będzie już pani wiedziała, co odpowiedzieć pacjentce, jeśli ta zapyta, jak się odbywa wydawanie takiej przepustki. Nie będzie pani musiała wytrzeszczać oczu z wyrazem zdumienia. To proste! Ja jestem tu od 4 godzin i już to wiem, a pani pracuje pewnie latami i jest taka niekompetentna!
Wrr!
Jak się gada z takimi osobami? Jest jakaś skuteczna metoda?
Trochę się wypisałam, to może mi ulży.
Teraz biorę głęboki oddech i już mogę pisać dalej. Poza tym jest wszystko OK. Mam miłą towarzyszkę niedoli w pokoju i obie w poniedziałek będziemy z lekka ciachnięte. Jadłospis wygląda imponująco, ale zupka w piątek była raczej niezjadliwa. Woda z pieprzem w kolorze buraczkowym… To mi nie przeszkadza - liczyłabym na to, że trochę mnie ubędzie po tym szpitalu, bo przez ostatnie dwa tygodnie zajadałam stres przedszpitalny. Użyłam trybu przypuszczającego, bo wiem, że moja Mama nie da mi zginąć i będzie mi dostarczać różnych pychot, abym czasem nie straciła sił.
Mam nadzieję, że już od wtorku będę się w szpitalu głównie nudzić, odpoczywać, czytać, blogować, pisać i robić porządki ze zdjęciami, ale jak będzie - czas pokaże.
![]() |
| Za oknem zazielenia się kasztanowiec. Miły widok. |
Miłej niedzieli i trzymajcie się z daleka od toksycznych ludzi!

PS 1. Jeśli pani piguła miała zły dzień, jeśli to minie, to z największą przyjemnością wszystko odszczekam.
PS 2. Najmilszym gestem obdarzył mnie lekarz, który po ludzku, miło, uspokajająco uścisnął mi ramię. Tak mało trzeba, aby dodać komuś otuchy. Zwykły, prosty gest.
Aparatki: Panie z psem.
Aparatki: Panie z psem.























