Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom na wsi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom na wsi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

Dalej przez "milionowy" dzień

Na czym to wczoraj skończyliśmy? Aha! Na sumakach. Choć te rośliny raz zasadzone bywają plagą, której nie sposób wytępić, to na jesień im wybaczam. To tęczowe drzewka, bajkowe! Hipnotyzuje mnie, jak wściekły róż zżera zieleń... A Was? :)



W październikowym słońcu świat wygląda przyjaźnie. 
Długie cienie drzew na miękkiej, soczystej trawie, 


blask słońca w przyszłym bursztynie, 


oplecionym pajęczą nitką


i w nawłociowym, już bursztynowym, miodzie z pobliskiej pasieki. 


(następnym razem dam mniej cukru).
Z braku pszennej użyłam mąki gryczanej, piekł się dużo dłużej, 
za długo, jak widać, ale był przepyszny.
Ja lubię takie spalone rąbki ciasta.
Czego ja nie lubię, ech...


Żeby ją oswajać, zarządziłam wietrzenie kiciuni, do której nie chce przylgnąć imię Nówka 
i zaczęłam testować imię GAJA wymyślone przez Lucynę
(kotka złapana na Gaju - dzielnicy Wrocławia).
Może być dwojga imion: Gaja Dymna (wymyślone przez Ewę). 
Co Wy na to?


Kocina jest jeszcze przestraszona, ale o wiele bardziej spolegliwa niż niedawne Sreberka. 
To zdjęcie jeszcze z kwarantanny w domu, żebyście przymierzyli imię.
Gaja Dymna


Hokus rozmyśla w cieniu drzew z widokiem na łąkę.
Czy jest szczęśliwy? Głowę dam, że bardzo.


Nie zaproszę Was na jabłka z naszego sadu, bo uchowały się jakieś trzy, 
wszystkie z zewnątrz nieciekawe, ale w smaku boskie! 
Nasz "sad" jest zdziczały, składa się z trzech drzew na krzyż.
Sadowniczka ze mnie żadna, i dobrze! Niech tak zostanie.
Muchi i inne... przyczółki też niech mają co jeść.  


Wracajmy do dnia: dziki Hokisław właśnie udaje się w krzaczory... 


Słońce chyli się już ku zachodowi, a ja wyniosłam na taras dwie koperty-niespodzianki.
Naczekały się grzecznie, kusiły mnie już wcześniej, ale nie uległam.
Teraz nadszedł ich czas. Uwaga, werble, fanfary!

Pierwsza od Orki. 


Myślę sobie: "Co, pocięta widokówka?!" O co tu chodzi?
A tam...

Dla Kayronka! Na szczęście! 
(Ojej, wzruszenie, łezki...)
Nawet sześciolistna koniczynka, nie tylko cztero-...
Oreczko, kochana, dziękuję!
Jakie to miłe. 


Druga koperta uwolniona od tajemnicy wypuściła ze swojego wnętrza


ulubioną podstawkę pod kubek Joanny!
Joasia używała jej w długie zimowe wieczory i patrząc na nią,
poprawiała sobie humor. 


Odjęła ją sobie od... herbaty, by poprawić humor mnie!
Ja już nie wiem, co mam powiedzieć. 
Kayronku, gdybyś to widział...

Joanna przygotowała ci drogę do domu. 
Jest szeroka i przestronna.
I prosta. Pójdź nią, kocie.

Joasiu, dziękuję! To piękne. 


A Hokusik tymczasem poluje.  




A my usmażymy kanie na maśle, ale najpierw szykujemy 


żar na pieczenie ziemniaków. 


Przy jedzeniu fotograf się zapomniał, bo to było tak dobre, 
tak doskonałe danie, że najlepsza restauracja by się nie powstydziła:
ziemniaki z ogniska w cudowne październikowe popołudnie i świeże kanie z patelni!
I maślanka. :)


I już nastał zmrok i dopiero lampa błyskowa ujawniła dwóch wiejskich spacerowiczów. 


Jeden wciąż kontempluje okoliczności przyrody, a te są niesamowicie urokliwe. 


Mgła wieczorna snuje się pod latarnią jak dym...


Dwaj podróżnicy rowerowi wspominają swoją wyprawę,  


a reszta załogi, czyli ja, Ruf i Hok uwieczniamy


 i  uwieczniamy wiejskoczarodziejskie okoliczności, pstrykając z ręki poruszone zdjęcia, ale...


czyż one nie są nieprzyzwoicie cudowne?! 
Latarnia na przykład ujawnia babie lato, 
którym oplecione są druty i jarzębina!


Ta jarzębina.


Ale zanim babie lato, to jeszcze rzut oka na drogę


i latarnię w oddali,


i na wilkołaka Rufiaka (nie) wyjącego do księżyca, a trawkę skubiącego.


Kolej na nią: 


w babim lecie uśpiona


zasypia jarzębina


woalką opleciona. 


Zza gałęzi światło błyska.



Niebem leci samolocik.
(ta kropeczka nad wysokim drzewem).


On ci to właśnie. 


A reszta to już same ochy i achy...







Uff, zmęczyłam się tą opowieścią, późno już, czas spać. Już północ! Dobranoc!


A Wam, oczywiście, dzień dobry! :)


PODPIS



poniedziałek, 13 października 2014

Jak spędziłam dzień, w którym zdobyłam swój pierwszy milion

Uwielbiam wymyślać tytuły postów, bawię się przy tym świetnie. :)


Wierszyk okolicznościowy, jubileuszowy na pierwszy milion wyświetleń od niezastąpionej Ninki:

Milion złocistych liści z drzew jesienią spada,
Milion ptaków do ciepłych krajów odlatuje,
Milion kropelek wody z siwych chmur opada
I milion liter w książkach co dzień się drukuje.

Gdzie nie spojrzysz - już jakiś milion masz gotowy:
Milion piasku ziarenek, milion kocich włosów;
I tego bloga, jako że jest wyjątkowy,
Milionowi wyświetleń dziwić się nie sposób.

I popatrz, już kolejny milion się zaczyna,
Już następne tysiące zajrzały ciekawie.
I ja też statystyki Ci będę podbijać
Już od jutra, jak zwykle, przy porannej kawie.

Kawa w dłoniach? Gotowi? To zapiąć pasy, jedziemy i ładujemy akumulatorki! Będą dwa średniodługaśne posty! Nie miałam siły bawić się w kolaże, więc lecim, jak leci. Nie miałam czasu dopracowywać opisów, więc bierzcie, co jest i nie marudźcie z łaski swojej. :) Aha! I dziękuję za wczoraj!

Przyjechaliśmy na naszą wieś już w piątek. Bajka! 
Z powodu tymczasów wciąż nie mogę jeździć tam tak często, jak bym chciała, 
a więc teraz, kiedy nam chwilowo jedną tylko Nówkę (wciąż szukam dla niej imienia), 
zapakowałam ją w transporter i pojechała z nami tak jak Rufi i Hokus. 
Dwie panienki, Amisia i Stefa, zostały w domu dokarmiane przez Babcię.  

Jesteśmy więc na wsi i tak jak mówiłam: bajka!


W tym domku, który powstał na gruzach domu mieszkalnego, była kiedyś studnia, 
teraz jest dom dla myszy i pająków. Uroczą mają chałupeczkę, wiem. :)
W miejscu, gdzie była stodoła, jest teraz dom mieszkalny. 
Tak to się na tej działce pozamieniało, a my mieszkamy w stodole!

Jest rano, cieplutko, słonecznie, rosa skrzy się na trawie,
Patrzę: krowa. Patrze drugi raz: kania! 
Patrzę: krowa zaraz pożre kanię! Nieeee!


Rufi, dawaj chłopie, idziemy!


Oj tam, oj tam, krówka nie gryzie, spoko!


Czuję się jak na królewskich salonach. 
Diamenty, brylanty rozsypane po pastwisku!


Czuję się jak królowa, tyle darów!


Koronki, 


woalki, 


i coś na ząb! Uwielbiam!





Te też zebraliśmy; do albumu. 





Czy nie doskonale przepiękne?



I te...



Najcudniejsze, lilipucie: 



Łąka wciąż kwitnie. Hojna. 


 Stokrotka dopiero się przymierza do życia... 


Ruficzek wśród stokrotek czeka na  koniec grzybooglądania i ciąg dalszy grzybobrania. 
(Dygresja: czy on się nie zestarzał? Jakiś mi się wydaje poważniejszy na tych zdjęciach... Bosze!)


Koniec tych zachwytów, do roboty!
Ta malutka niech sobie jeszcze trochę porośnie, nie zrywamy.


Ale te już lądują w koszyku!




Takie grzybobranie lubię: jak na dłoni lśnią w słońcu białe kapelusze...
(powiększcie zdjęcie!)




Wracamy. Tyle wrażeń, a nie jedliśmy jeszcze nawet śniadania!


Nieźle, co? Objedzeni jesteśmy kań po uszy, a jeszcze koleżance przywiozłam!


My tu gadu-gadu, a rosa dalej się skrzy, jak ślicznie!


Od najstarszego kolejno odlicz! 


Czas relaksu? O nie! Wietrzenia i prania to czas!


Mmmm...


Hmm! 


No i ładnie! Już muchi nasrali! Na świeżo wyprane prześcieradło! 
Ach, ta wieś, wrrr! Jak Wy sobie z tym radzicie, wiejskoczarodziejskie?


A dzikie wino burgundzi się uroczo...




A pościel się opala, na dobry sen...


Chłopaki pracują. 


Sumaki startują w konkurencji na wszystkie kolory świata! 
Można się zachwycać bez końca!
Takie małe, a takie szalone!





I tu musimy skończyć ten post, ale... już jutro pojedziemy dalej przez ten cudny dzień w moim raju.

Miłego dnia dla Was!

PS. Koteczka miała być Nówka, ale nie chce do niej przylgnąć to imię. Może jednak Gaja będzie lepiej. Ona taka spokojna, opanowana, choć jeszcze się lęka wszystkiego, co ją, bidulkę, spotkało. O niej też będzie jutro. Zapraszam!

PODPIS


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...