Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwór Alexandrów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwór Alexandrów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Moja niedziela

Skoro było o sobocie, to pójdę za ciosem i zdam Wam dobrowolną relację z niedzieli. :) 
Tak to jest, że jak się pół dnia jest poza domem, potem ucina się sobie drzemkę popołudniową (też macie taki senny okres?), a potem jeszcze ma się ochotę na film, to nie ma kiedy przygotować posta. Będzie więc znów zdjęciowo. :)

Rano, skoro świt o 11. wyruszyliśmy na zaplanowaną wycieczkę rowerową w Dolinę Bystrzycy koło Pałacu Alexandrów, o którym już pisałam obszernie TUTAJ (zachęcam do zaglądnięcia do tego posta). 
Pałac jest coraz piękniejszy. Obok niego są świetnie przygotowane miejsca piknikowe. Naprawdę ślicznie, tylko biesiadować. 












Jestem teraz wyczulona i uczulona na takie płoty...
 Opuszczamy zadbany i wysmakowany teren pałacu i szukamy atrakcji przyrodniczych. 



Mijamy pałac od drugiej strony. Kiedy ta skarpa zarośnie, będzie jeszcze piękniej.
Leżaki czekają na gości. 
 













 
 







 


I po wycieczce. Czas jeszcze przed powrotem do domu wypić sokawkę. 






Na tarasie było za zimno, więc przenieśliśmy się do środka, a tam... międzynarodowe towarzystwo. :)
Po czym poznać, że to nie Polacy? Po serdecznym uśmiechu na powitanie.
Rację ma Philip Zimbardo, który w rozmowie z Mileną Rachid Chehab powiedział:

Przyjeżdżając do Polski, mam czasem wrażenie, że trafiłem do szpitala psychiatrycznego. 
U was nikt się nie uśmiecha, raczej się odburkuje, nigdy nikt do nikogo nie zagaduje.

Zaraz mi pewnie pani powie, że mówienie komplementów jest nieautentyczne. Nie chodzi o to, żeby udawać. Ale większość ludzi naprawdę szczerze chciałaby powiedzieć innym coś miłego, ale boi się, że to dziwne, bo przecież związana jest normą społeczną. Polacy są cudowni, ale nie dla obcych.


Gdy stoję na ulicy z mapą, nikt nie podejdzie zapytać, czy potrzebuję pomocy - w innych krajach nie mam tego problemu. A przecież z takich jednostkowych doświadczeń biorą się potem opinie, że Węgrzy są sympatyczni, a Polacy niekoniecznie. Ale to da się zmienić.


(...)
Bohaterowie to ludzie, którzy są skoncentrowani na innych, a nie na sobie.
 Spraw, by w najbliższym tygodniu każdego dnia ktoś poczuł się dzięki tobie wyjątkowy. 
Spójrz komuś w oczy, zagadaj: 
"Ma pani bardzo ładny szalik, wygląda w nim pani jeszcze ładniej". 
A gdy przy wejściu do restauracji stoi kelner i ma plakietkę ze swoim imieniem, 
dlaczego nie powiedzieć: 
"Cześć, Grzegorz, co słychać, ja jestem Philip". Takie to trudne?




 I we Wrocławiu.



Cześć, Ludzie,  ja jestem Gosia, co słychać. :)) 


PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami: Wiosenny remont (klik).
A dwa lata temu Za Moimi Drzwiami: Ceremonia cieszenia się (klik).


niedziela, 24 marca 2013

Zachwycający Pałac Alexandrów

Ciekawa jestem, jak spędzacie swoje weekendy na koniec zimy? Ja z doświadczenia wiem, że ruszenie się z domu przynosi jak najlepsze rezultaty. Weekend mija wtedy ciekawiej, wbrew pozorom wydaje się trwać dłużej, a i jest co wspominać.


Którejś z lutowych niedziel wybraliśmy się z MójCiOnem na taki wypad. Po półgodzinnym zastanawianiu się i szukaniu fajnego miejsca poza Wrocławiem padło na blisko położoną miejscowość o nazwie Samotwór i znajdujący się tam dwór. Okazało się, że był to doskonały wybór, bo pałacyk jest uroczy. 


Przywrócony do życia w 2010 roku przez Alexandra Watina i jego żonę Aleksandrę. Czy już wiadomo, dlaczego nosi on dziś nazwę Pałac Alexandrów? :)


Budynek zaprojektowany przez Carla Langhansa wygląda jak cacuszko. Zachwyca już kuta brama, która zaprasza gości do odwiedzin. W tle widać zabudowania folwarczne, dziedziniec i skarpę, na której wznosi się pałac. Obok płynie Bystrzyca. To Park Krajobrazowy Doliny Bystrzycy. Wyobrażam sobie, jak gwarno i pięknie musi być tam latem, gdy można biwakować na trawie, nad wodą.


W środku bajki ciąg dalszy. Odnowione, wycacane wnętrza, którym przywrócono dawny blask. Czyściutkie pomieszczenia, wyszlifowane zabytkowe podłogi, mnóstwo zachwycających bibelotów, obrazów. Można chodzić po tych pokojach jak po muzeum. Warto pamiętać, że komuna zrobiła z tego budynku PGR. Wszystko było zniszczone, jednak już wtedy ktoś się zlitował i położył deski na przepiękne parkiety. Dzięki temu, one częściowo przetrwały. 


Wita nas gospodarz. Mówi z ciut dziwnym akcentem, ale nie domyśliłabym się, że jest Niemcem. Wygląda niezwykle stylowo i pasuje do tego miejsca. 



Siadamy przy wielkim, pięknie nakrytym stole, ale nagle pragnę zmienić miejsce i lądujemy w uroczym saloniku z samowarami. Do herbaty podawane są konfitury, jabłka pieczone i malutkie ciasteczka!




Kelner przynosi nam kartę, w której oprócz menu jest jeszcze opisana historia tego miejsca. Dowiaduję się z niej na przykład, że Carl Langhans był projektantem wielu niezwykłych budowli, że wymienię tylko Bramę Brandenburską w Berlinie! Pałacyk to willa w stylu suburbana. No cóż, ktoś kiedyś fajnie sobie mieszkał pod miastem. ;)
Dziś w Pałacu mieści się restauracja i choć nie mieliśmy tego w planie, zjedliśmy naprawdę pyszny obiad. Kiedy kelner podawał nam talerze przykryte paterami, czułam się jak jakaś hrabianka!



Gdybyśmy nie byli z Wrocławia, moglibyśmy również skorzystać z hotelu. Oglądnęliśmy sobie pokoje. Bajka! Nie wiem, czy nie wyciągnę kiedyś MójCiOnego na jakiś romantyczny wypad. Co z tego, że od mojego domu to tylko ok. 25 km?
Możemy przecież udawać, że nie! :)


Jakoś tak mam, że im jestem starsza, tym bardziej serce rośnie mi, kiedy widzę jakąkolwiek zmianę na lepsze. Ten pałac był ruiną, teraz kwitnie. Z całej duszy życzę jego odnowicielom, aby udało im się go utrzymać z biznesu, jaki sobie wymyślili.



Spokojnej niedzieli i jak to się mówi: oby do wiosny!

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...