
Strony
- Strona Główna
- Pokój Przemian 2021
- Pokój Przemian 2020
- Pokój Przemian 2019
- Pokój Przemian 2018
- Pokój Przemian 2017
- Pokój Przemian 2016
- Pokój Przemian 2013 - 2015
- Bawialnia
- Spis Powszechny Zwierzaków
- Blog Amisi
- Wiersze i cała reszta
- Projekt MOST 2016
- Bajki Białej Kury
- Edukacja
- Kuchnia
- Czytelnia
- Gabinet
Szukaj na tym blogu
poniedziałek, 26 listopada 2012
Autostradowy post
Witajcie!
Siedzę sobie wczoraj spokojnie przy herbatce i ciasteczku, z góry dobiega muzyka, to Wrocławski jak zwykle coś przygrywa, czas płynie leniwie, jak to w niedzielne popołudnie i nagle poraża mnie myśl! Blednę i łapię się za głowę! Przecież zaprosiłam Was na wycieczkę po Dolomitach, zatrzymaliśmy się w fajnym hotelu, chodziliśmy po górach i po knajpach, a potem... zapomniałam o Was! Przecież Wy tam wciąż jeszcze siedzicie! Przecież nikt jeszcze stamtąd nie wrócił! Przecież ja z torbami pójdę! Mam nadzieję, że choć parę nocy przenocowała Was Mag...Ja (która mieszka w sumie niedaleko), bo rachunek za hotel położy mnie finansowo! Dodatkowo zaczynaliśmy w składzie 72 zwierzolubne rodziny, a potem kolejne dojeżdżały i dojeżdżały i zrobiło się nas już 92 rodziny. To znaczy, że trzeba doliczyć jakieś, bo nie liczyłam dokładnie, 250 zwierzaków. Moi drodzy, wczasy się skończyły. Pakować się proszę i to biegusiem! Wracamy! Nie zapomnijcie futrzaków! Sprawdźcie dobrze pod łóżkami, czy nie schował się tam jakiś chomiczek, czy ślimaczek, bo o krowach i koniach to chyba nie zapomnicie? :-)
Czeka nas 1000 kilometrów drogi. Autostradami. To zaczynamy:
(7:30) Ostatni rzut okiem z hotelowego balkonu na miasteczko zasnute chmurami,
prysznic, śniadanko, pakowanko
prysznic, śniadanko, pakowanko
(9:00) i pojedziemy malowniczą, krętą drogą wśród gór, w kierunku autostrady,
z której zjedziemy dopiero we Wrocku.
(9:15) W tak górzystym terenie musi być pełno tuneli.
(9:30) Fajnie jest po sezonie, można jechać niemal pustą drogą.
(9:25) Żegnajcie, bajkowe zamki na skałach!
(9:50) Czas pobrać bilet i łapać się za portfel. Autostrady we Włoszech są płatne.
(9:51) Podziwiam odwagę tej kobiety! Sama na autostradzie, na motorze...
(9:56) Widoki wciąż są piękne.
(9:58) Góry i chmury to bardzo udany duet.
(10:06) Nie ma dużego ruchu, to dobrze, bo dzięki temu nasza wycieczka może spokojnie jechać! Jest nas przecież co niemiara :)
(10:07) Wiele wysiłku i kasy wymagało wybudowanie tej drogi. Co rusz tunele, wiadukty.
(11:00) No proszę! Rodak:) Częsty widok.
(11:46) Musiałam się zdrzemnąć , bo nagle jesteśmy w Niemczech,
widać to dobrze po pierwszych ostrzeżeniach przed korkami.
(12:02) Robi się też ciasno, ciężarówka za ciężarówką...
(12:03) Wiadomo. Monachium. Tu zawsze są korki.
(12:30) Za to potem: luz. Aż miło.
(14:17) Przyzwyczaiłam się już do tuneli, ale kiedyś każdy przejazd przez nie
kosztował mnie sporo nerwów.
(15:18) Zakręty na autostradzie nie są pewnie wskazane dla bezpieczeństwa,
ale za to jak poprawiają malowniczość trasy!
(15:33) Kraina wiatraków? To muszą być okolice Drezna.
(16:05) Musimy tu przyjechać, za każdym razem to sobie obiecuję
kiedy tamtędy jadę, a potem... zapominam.
(16:18) Tak, zgadza się. Görlitz.
(16:35) Czas nakarmić bestię
(16:38) i swoje brzuchy :)
(16:39) Tylko szybka kanapka i gorąca kawa.
(17:10) Zmęczenie daje już o sobie znać, dodatkowo zaczęło padać.
(17:12) Jeszcze tylko 255 kilometrów i już w domku! :)
(17:31) Do Bautzen też postanawiam wrócić. Wiem, że warto.
(18:25) Hura! Nie zabłądziliśmy! Jesteśmy na dobrej trasie :)
(18:59) Witaj, Wrocławiu!
(19:06) Jak miło Cię widzieć!
(19:16) I was, wszystkie znajome ulice i światła.
(19:26) A ciebie, piesku, najbardziej! :)
Niniejszym ogłaszam, że nasza wspólna wycieczka dobiegła końca! :)
Uff ;)))
Mam nadzieję, że Szanowna Wycieczka jest zadowolniona:-)
Następnym razem też Was ze sobą zabiorę.

PS 1. Panie i Panowie z przyjemnością ogłaszam że mamy nowych zwierzolubnych:
91. Ala ma... kota:-) Przepięknego!
92. Amisza ma... ach, czego Ona nie ma i nie miała:) Amisza jest otoczona przez zwierzaki!
PS 2. W nawiązaniu do ostatniego mojego postu o paleniu liści, jeśli kogoś to interesuje, może znaleźć informacje dlaczego nie należy tego robić, na blogu Megi Moher. Zachęcam.
niedziela, 25 listopada 2012
Dyniowo-ryżowa zupa laksa
Dawno nie było u mnie nic z kuchni, a przecież wciąż lubię gotować.
Na 6-8 porcji:
600 g dyni masłowej lub kabaczka, przepołowione, obrane, z usuniętymi nasionami
Mała garść listków limonki (nie dałam)
2-3 papryczki chili bez nasion, pokrojone w cienkie plasterki
2 ząbki czosnku, obrane i pokrojone w cienkie plasterki
2 kawałki korzenia imbiru wielkości kciuka, obrane
3 łodyżki trawy cytrynowej z usuniętymi zewnętrznymi liśćmi (dałam pastę z trawy ze słoiczka)
Duża garść świeżych listków kolendry i posiekanych łodyżek
1 czubata łyżeczka przyprawy Pięć smaków
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego
Oliwa z oliwek
1 biała cebula, obrana i pokrojona w cienkie plasterki
570 ml bulionu z kurczaka, lub warzywnego
200 g ryżu basmati
2 puszki mleczka kokosowego (2 x 400 ml – moim zdaniem za dużo)
Sól i pieprz
Sok z 1-2 limonek
Dowolnie: świeża czerwona papryczka chili (nie dałam)
Dowolnie: świeży kokos starty na tarce (dałam wiórki kokosowe)

Dziś przepis Jamie Olivera z książki „Moje obiady”.
Mamy w naszym domu nową świecką tradycję: co roku na jesień gotujemy wspólnie zupę dyniową z tego przepisu. Uwielbiamy ją. Jest pikantna, kwaskowata, jednak złagodzona mleczkiem kokosowym i wiórkami kokosowymi stanowi wykwintne w smaku danie. Przypomina bardzo przez nas lubianą zupę tajską. MójCiOn pieczołowicie wydrąża środek dyni, aby uzyskać wazę, kroi resztę przygotowanych przeze mnie składników, ja mieszam w garze, przyprawiam, czaruję, a potem zapraszamy wyjątkowych gości i wcinamy. To już rytuał.
Dwa lata temu było tak:
| trening czyni mistrza, jak można zauważyć po kolejnych zdjęciach. |
Rok temu tak:
| Tym razem jedliśmy w talerzach powstałych z wydrążenia małych dyń - superuroczy pomysł. :) |
A w tym roku:
| jedna, ale za to jaka piękna! |
Przepis wygląda tak:
Na 6-8 porcji:
600 g dyni masłowej lub kabaczka, przepołowione, obrane, z usuniętymi nasionami
Mała garść listków limonki (nie dałam)
2-3 papryczki chili bez nasion, pokrojone w cienkie plasterki
2 ząbki czosnku, obrane i pokrojone w cienkie plasterki
2 kawałki korzenia imbiru wielkości kciuka, obrane
3 łodyżki trawy cytrynowej z usuniętymi zewnętrznymi liśćmi (dałam pastę z trawy ze słoiczka)
Duża garść świeżych listków kolendry i posiekanych łodyżek
1 czubata łyżeczka przyprawy Pięć smaków
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego
Oliwa z oliwek
1 biała cebula, obrana i pokrojona w cienkie plasterki
570 ml bulionu z kurczaka, lub warzywnego
200 g ryżu basmati
2 puszki mleczka kokosowego (2 x 400 ml – moim zdaniem za dużo)
Sól i pieprz
Sok z 1-2 limonek
Dowolnie: świeża czerwona papryczka chili (nie dałam)
Dowolnie: świeży kokos starty na tarce (dałam wiórki kokosowe)
Dynię pokroić na pięciocentymetrowe kawałki. Aby przygotować bazę aromatycznej zupy, posiekaj, a następnie zmiksuj: listki limonki, chili, czosnek, imbir, trawę cytrynową, łodyżki kolendry, przyprawę Pięć smaków i kmin rzymski. Przełóż wszystko do garnka z niewielką ilością oliwy i drobno pokrojoną cebulą, po czym duś na małym ogniu 10 minut, aby nabrało smaku.
Do garnka włóż dynię i zalej bulionem. Mieszaj, zeskrobując z dna, co najlepsze. Doprowadź do wrzenia i gotuj na wolnym ogniu pod przykryciem, aż dynia zmięknie. Dodaj teraz ryż i gotuj do miękkości ryżu. Część dyni się rozgotuje, ale pozostaną też całe kawałki. Dodaj mleczko kokosowe, sok z limonki, do smaku, dopraw solą i pieprzem. Posyp kokosem.
Ta zupa jest naprawdę pyszna i mimo że na początku przeraża ilość składników, to warto poświęcić trochę czasu na jej ugotowanie, tym bardziej że jest to mile spędzony czas.
Smacznego!
A czy Wy, w Waszych domach, macie jakieś tradycyjne jesienne potrawy?

Subskrybuj:
Posty (Atom)