Ten filmto, jak
podaje dystrybutor filmu w Polsce – Gutek Film, komedia, która oczarowała już
dwadzieścia pięć milionów osób na całym świecie. Na jej punkcie oszaleli
najpierw Francuzi, potem Niemcy, Włosi, Hiszpanie. Od trzynastego kwietnia szał
na „Nietykalnych” ogarnia też Polskę. I ja się wcale nie dziwię. To piękny
film!
Słyszałam od różnych osób pozytywne o nim opinie, ale z
zasady nie wierzę już w takie zapewnienia. Muszę się sama przekonać.
Jest to historia oparta na faktach. Opowiada o przyjaźni, która połączyła sparaliżowanego, poruszającego się na wózku milionera Phillippa
(świetna rola Françoisa Cluzeta, który emanuje niezwykłym urokiem, a przecież niełatwo zagrać sparaliżowanego
człowieka, który włada tylko głową) z młodym czarnoskórym mężczyzną Drissem,
pochodzącym z paryskich blokowisk, który dodatkowo ma kryminalną przeszłość. To
spotkanie to zderzenie dwóch światów, ogromnego bogactwa i biedy, tzw. kultury
wyższej i kultury masowej, pełni zdrowia i siły z niewyobrażalnym kalectwem.
To ich historia zainspirowała twórców filmu.
Bałam się, oglądając ten film, że jednak będzie
przygnębiająco, że skoro jest to historia prawdziwa, musi być smutna,
spodziewałam się tragicznych scen opowiadających o wypadku i życiu w
niepełnosprawności.
Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Te smutne
życiowe okoliczności są zredukowane do kilku dobrych, refleksyjnych scen, a
cały film tchnie optymizmem i nadzieją. Dawno tak dobrze nie bawiłam się w
kinie. Film jest doskonały. Jest spełnieniem moich marzeń o odprężeniu,
wyluzowaniu i naładowaniu się dobrą energią. Nie cierpię przemocy w kinie, nie
nadaję się do oglądania filmów typu „Róża”, który choć bez wątpienia jest
wybitny, pokazuje taki poziom cierpienia, agresji i okrucieństwa, że jest dla
mnie nie do przejścia - wyszłam w połowie i żałuję, że tak późno.
„Nietykalni” to coś innego. Ten obraz daje nadzieję,
wzrusza, ale jest przede wszystkim świetną komedią ze wspaniałą rolą Omara Sy,
który rozśmieszał mnie do łez. Nie wierzę, że tak było naprawdę. To taka bajkowa
wersja tego, co było pierwowzorom tego scenariusza, tego, co przyniosło życie.
Pisałam już tu, że mam duszę dziecka. Kocham bajki,
uwielbiam gdy wszyscy wokół się kochają i jak wszystko dobrze się kończy.
„Nietykalni” tacy właśnie są, a minuty w kinie mijają niespostrzeżenie, nie ma
ani jednej chwili nudy czy chęci spojrzenia na zegarek.
Film ten niesie dla mnie mądre przesłanie, że zawsze i
wszędzie warto mieć otwartą głowę, warto zaryzykować, dopuścić inny punk
widzenia, poznać inną muzykę, inne poglądy, być ciekawym świata i ludzi.
Podsumowanie dla tych, którym nie chce się czytać
całości:
Ciepły, lekki, mądry i wspaniale zagrany. Żal mi było, że
się skończył. Chętnie do niego wrócę.
Nie do końca jednak rozumiem, skąd taki tytuł? Ktoś mi wyjaśni?
Kajtuś też miał przyjaciółkę od serca w czasach, kiedy Amisi jeszcze nie było na świecie. Kochał ją jak Ami Rufiego. Niestety, nie ma już jej z nami.
Dziś nawet ci, co nie lubią gotować, nie będą mogli narzekać na nadmiar pracy, bo zupa jest z... torebki. Chodzi o zupę SYS z soczewicy. Skusiłam się na nią, bo reklamowana jest jako przygotowywana z suszonych warzyw, bez konserwantów, oprócz tego kilka dziewczyn testowało ją i polecały. Lubię mieć w domu coś takiego z czego bez wysiłku zrobię szybki obiad.
Zrobiłam, jak radzi producent, zawartość obu torebek gotowałam z łyżką oliwy przez 20 minut i... nie bardzo mi smakowała. Dorzuciłam więc po krótkim zastanowieniu puszkę pokrojonych pomidorów, doprawiłam solą i pieprzem, pogotowałam jeszcze parę minut i zupa zrobiła się przepyszna! Podałam ją w, zapieczonych wcześniej w piekarniku, chrupiących chlebkach.
Zupa ta posiada znak jakości: ZATWIERDZONA PRZEZ AMI. MójCiOn też był usatysfakcjonowany. ;-)
Ja go wspominam bardzo miło. To był nasz przedostatni dzień urlopu w Ośnie.
Rano śniadanko.
Potem w drogę do Rzeczpospolitej Ptasiej - parkuUjście Warty.
Uwielbiam jechać taką pustą, leśną drogą, skąpaną w słońcu i cieniach, zamyślić się, niewidzącym wzrokiem patrzeć na przesuwające się z boku leśne krajobrazy. Wszystko jest takie świeże o tej porze roku. Magia. Poezja.
W Parku jest ścieżka rowerowa i nastawialiśmy się na dłuższą wycieczkę, trasa okazała się jednak dość krótka, choć urokliwa. Ptaków jest pełno, ale one nie zbliżają się do ścieżki (to nie Holandia, gdzie uwieczniłam gwałt na kaczce i rodzinkę perkozią, stojąc dosłownie kilka metrów od nich). Widzieliśmy całą masę łabędzi, kaczki, gęsi, perkozy, czarne kormorany, rybitwy i żurawie.
Ciekawostką jest dla mnie to, że spotkaliśmy pełno właśnie Holendrów! Oni, którzy ptactwa mają pod dostatkiem i to wszystko żyje z nimi na wyciągnięcie ręki, przyjeżdżają do nas, uzbrojeni w niesamowity, profesjonalny sprzęt do obserwacji, patrzą, dyskutują, fotografują. Wyglądają niezwykle profesjonalnie, ale i gadżeciarsko. Pod ich wpływem pognaliśmy do sklepu, żeby kupić sobie lunetę, ale nawet nie umywa się ona do tych, które mieli oni. ;-)
W innej części parku trwa remont wału przeciwpowodziowego i mogliśmy poobserwować zgoła inne ptaszki.
Widzieliśmy jednak niezbity dowód, niejeden z resztą, że na tamtych terenachżyją bobry.