Pisałam niedawno o pewnych stereotypach dotyczących ludzi kochających i pomagających zwierzętom. Aneta na pewno pod nie nie podlega. To młoda dziewczyna, która od ponad dwóch lat swój czas i serce wkłada w pomoc kotom z wrocławskiego schroniska, gdzie bywa kilka razy w tygodniu! To również jej (bo takich osób jest dużo więcej) wielka zasługa, że tak mało jest tam teraz rezydentów.
Aneta wsparła i w znacznej części przejęła tę pracę od Kamili - założycielki portalu Przygarnij Kota - kolejnej wyjątkowej osoby, z którą też, mam nadzieję, uda mi się porozmawiać, a efekty przedstawić Wam tutaj.
Dziś wywiad z Anetą - wolontariuszką z wrocławskiego schroniska dla zwierząt. To tak skromna osoba, że niełatwo było mi ją na to namówić i dopiero myśl, że pomoże w ten sposób kotom, przekonała ją do tego przedsięwzięcia. :).
Jak to się stało, że podjęłaś się pracy w schronisku jako wolontariuszka?
Od pewnego czasu zastanawiałam się nad zapisaniem się do wolontariatu w schronisku albo do jakiejś innej organizacji pomagającej zwierzakom, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Były wakacje, dużo wolnego czasu, spontanicznie wybrałam się z koleżanką do schroniska z myślą o wyprowadzaniu psów na spacery. Nie doczytałam na stronie internetowej, że wolontariuszem może zostać osoba pełnoletnia, a mnie do osiemnastki brakowało dwóch miesięcy. Więc pomyślałam, że za te dwa miesiące spróbuję jeszcze raz. Kilka dni później przypadkowo na stronie Przygarnij Kota trafiłam na ogłoszenie, w którym założycielka strony, Kamila, napisała, że szuka osoby, która jeździłaby raz w tygodniu do schroniska i robiła zdjęcia kotów. Napisałam do niej, spotkałyśmy się i właśnie tak to się zaczęło.
Jaka była w tamtym momencie Twoja wiedza o kotach?
Nie będę udawać, że od zawsze kochałam koty, ponieważ przez całe życie w moim domu były tylko psy, a z kotami miałam do czynienia tylko u rodziny czy znajomych. Koty wydawały mi się bardzo niezależne, chodzące własnymi ścieżkami i zajmujące się tylko łowieniem myszy. To psy były moimi ulubieńcami i najlepszymi przyjaciółmi, a o kotach nie miałam zielonego pojęcia i myślałam, że praca z nimi w schronisku będzie tylko chwilowa. W dość krótkim czasie całkowicie zmieniłam podejście i wiedziałam, że już na pewno nie odejdę z kociarni, chociaż psy kocham równie mocno.
A co Cię tak ujęło w tych stworzeniach?
Nie sądziłam, że koty mogą tak wiele czuć i rozumieć, że mają tak różne charaktery. Większość bardzo przeżywa utratę domu, właściciela, bardzo tęsknią, a gdy trafiają do schroniska to całkowicie się załamują, chociaż niesamowite jest to, iż mimo że są to koty po przejściach, niektóre kiedyś skrzywdził człowiek, wciąż mają ogromną wiarę w ludzi i są spragnione kontaktu. Bardzo lubię patrzeć również na przemiany kotów. Czasem trafia do schroniska kot nieufny, dzikawy, płochliwy, a gdy zaufa i się przełamie, to zmienia się nie do poznania. Dlatego ważna w wolontariacie jest systematyczność, regularna praca i przebywanie z nimi.
Jakie było Twoje pierwsze wrażenie, gdy weszłaś do schroniska?
Ogrom smutnych oczu wpatrujących się ufnie w człowieka, zwierzaki wręcz błagające o domy i patrzące z nadzieją, że któregoś zabiorę do domu. Początek był trudny, każdy kot/pies miał swoją smutną historię, którą bardzo przeżywałam. Często płakałam, a po powrocie do domu byłam bardzo przybita. Myślałam, że nie dam rady... Ale zrozumiałam, że gdyby każdy człowiek myślał tylko o sobie i uważał, że wizyta w schronisku jest zbyt trudna i bardzo bolesna, to w schronisku nie byłoby żadnych wolontariuszy.
Jesteś w schronisku kilka razy w tygodniu od dwóch lat. Jak oceniasz warunki, w jakich mieszkają tam koty?
Warunki w schronisku są naprawdę dobre, jest czysto, koty mają zapewnione jedzenie, opiekę weterynaryjną, ciepłe pomieszczenia. Niestety nawet najlepsze schronisko nie zastąpi kotu prawdziwego, kochającego domu.
Co sądzisz o ludziach, którzy się nimi zajmują?
Co jakiś czas na schronisko i ludzi pracujących tam spada fala krytyki, przeważnie od osób, które przyjeżdżają rzadko, w schronisku były kilka razy w życiu. Ja jestem tam na co dzień i, fakt, są rzeczy, które nie działają tak, jak działać powinny. Uważam na przykład, że dużo by dały wizyty przed- i poadopcyjne, ale przy tak dużej liczbie zwierzaków nie jest to możliwe, musiałoby zostać zatrudnionych dużo więcej osób. Dobra by była „czarna lista” ludzi, którzy oddali z jakiegoś śmiesznego powodu zwierzaka albo go skrzywdzili - żeby już nigdy nie spotkało to żadnego innego zwierzęcia. Osoby pracujące w schronisku naprawdę kochają i dbają o zwierzęta, jak tylko się da. Starają się zapewnić zwierzakom namiastkę domu, już nie mówiąc o dużej grupie stałych wolontariuszy, którzy spędzają w schronisku każdą wolną chwilę.
Powiedziałaś mi, że ładne, czyste schronisko i dobre warunki nie zastąpią zwierzakom kochającego domu. Dlaczego tak uważasz?
Często ludzie przychodzą i mówią, że zwierzaki mają tu dobrze - taka duża przestrzeń, wyglądają na szczęśliwe, a nikt nie widzi tych, które siedzą zestresowane pod budami czy na belkach pod sufitem. Fakt, jest wiele kotów, które przebywają w schronisku latami, zdziczały i nie są zainteresowane człowiekiem - nie chorują, normalnie, fajnie funkcjonują i one rzeczywiście są szczęśliwe, bo przyzwyczaiły się do takiego życia. Ale są też koty, które całkowicie sobie nie radzą - zaznały miłości, szczęścia i nagle trafiły do schroniskowej rzeczywistości, do stada kotów, które muszą walczyć o przetrwanie, o uwagę człowieka. Wcześniej wychuchane, zadbane, wpadają w depresję, zamykają się w sobie, stają się wycofane i smutne, nie chcą jeść, przez stres mają obniżoną odporność i łapią różne choroby. Zawsze najbardziej się martwię o kocich seniorów, takich w wieku 10+ (kiedyś trafił 22-letni kotek, który został oddany, ponieważ… jest stary), które przeważnie zostają oddane przez rodzinę po śmierci właściciela. Takie „dziadki” najgorzej znoszą schronisko i ciężko znaleźć im stały dom.
Opowiedz nam Twoją ulubioną schroniskową historię, coś, co szczególnie napawa Cię radością, a może dumą.
Takich historii jest wiele, ale chyba najbardziej lubię, gdy ktoś przychodzi i mówi, że chce adoptować najbiedniejszego, może być stary, problematyczny, chory - i właśnie takiego wybiera. Zdarza się to rzadko, ale bardzo się cieszę, że są osoby, które nie patrzą na wiek czy wygląd kota. Po prostu chcą pomóc. A jeśli chodzi już o konkretną historię kotka, to pamiętam, że na samym początku, gdy zaczęłam przychodzić do schroniska, trafił tu 6-letni Karmelek. Nigdy wcześniej nie widziałam tak chudego, zabiedzonego kota. Był wyłysiały i przeraźliwie sterczały mu kości, ale kotek miał ogromne zaufanie do ludzi, chciał być noszony na rękach i przytulany. Trafił pod opiekę fundacji Ebra, doszedł do siebie, wyzdrowiał. Za jakiś czas, gdy zobaczyłam jego aktualne zdjęcie, w pierwszej chwili nie poznałam go. Z kota-przecinka zmienił się w kota z nadwagą. Karmelek ma już dom stały.
Tak wyglądał w schronie - LINK.
A tak w DS - LINK
![]() |
| To zdjęcie jest najlepsze. :) |
Kolejną wspaniałą i ważną dla mnie jest historia mojej ulubienicy, 12-letniej Samanty. Dzikawa, płochliwa, w schronisku niezauważalna. Przez kilka miesięcy próbowałam ją wyciągnąć spod budy, mówiłam do niej, dawałam smakołyki. W końcu nastąpił przełom i mi zaufała. W stosunku do mnie była bardzo miła, tuliła się, dawała się wziąć na ręce, a gdy słyszała mój głos, od razu wychodziła spod budy, ale niestety wszystkich innych osób się bała. Spędziła w schronie przeszło pół roku, zaczęła chorować, chudnąć, w końcu udało mi się dla niej znaleźć wspaniały DT, który stał się domem stałym.
![]() |
| Samanta. |
W ostatnim czasie bardzo przeżywałam historię 13-letniej Geni (klik), która w schronisku spędziła aż 5 lat. Bura, trochę płochliwa, ale przy bliższym poznaniu ufna i kochana. Znalazła wspaniały dom aż w Zgorzelcu!
Facebook ma ogromną moc i dzięki kliknięciu „Udostępnij”, które zajmie ci jedną sekundę, o kocie może się dowiedzieć ktoś z drugiego końca Polski. A już było kilka przypadków, w których koty z wrocławskiego schroniska pojechały między innymi do Poznania, Opola, Krakowa czy Koszalina.
Największą dumą Przygarnij Kota jest album „Pozdrowienia z nowego domu” (klik), w którym jest opisanych sporo szczęśliwych zakończeń.
Ja wciąż płaczę za Rambem, kochanym kotkiem, który tak bardzo przeżył oddanie go do schroniska po 9 latach w domu, że wychudł, zmarniał i w końcu, już w swoim nowym domu, umarł... Smutnych historii masz pewnie na pęczki. Czy ostatnio zdarzyło się coś takiego?
Też przeżyłam śmierć Ramba, ale tłumaczę sobie, że najważniejsze, że chociaż przez chwilę był wśród osób, które go kochały, dbały o niego, nie odszedł w samotności w schroniskowej klatce.
Tak jak już wcześniej wspomniałam, najgorzej znoszą schronisko koty, które do niego trafiają z domów, od opiekunów, z którymi były zżyte. Załamują się. Jakiś czas temu zostały oddane przez właściciela cztery 10-letnie czarne koty, wszystkie chore, ale niesamowicie łagodne i ufne. Dwóm mimo długiego leczenia nie udało się pomóc, odeszły w schronisku, dwa trafiły do DT, są już zdrowe i czekają na nowe domy.
Pamiętam też przykrą historię dwóch staruszków, które trafiły do schroniska po śmierci właściciela. Maciek i Kuba - bardzo duże, zadbane koty. Wpadły w głęboką depresję, w ciągu krótkiego czasu okropnie zmizerniały, nie chciały jeść. Trafiły do DT, gdzie powoli dochodziły do zdrowia, ale tak długi pobyt w schronie zrobił swoje i odeszły. Najpierw Kuba, potem Maciek.
Mam też drażliwe pytanie: czy w ciągu tych dwóch lat Twoich wizyt (kilka razy w tygodniu) w schronisku spotkałaś się z usypianiem zdrowych kotów? Mówi się, że w sezonie są usypiane całe mioty maluchów. To prawda? Pytam o to, bo spotkałam się z opinią, że lepiej dla małych kotów, aby chore i głodne umierały na wolności, niż żeby miały trafić do schroniska.
Też się spotkałam z takim opiniami. Ludzie mówią, że w schronisku zwierzaki są usypiane, żeby pozbyć się problemu czy też ot tak, z „przyjemności” (?!), co jest całkowitą bzdurą. Ja osobiście nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji, wręcz przeciwnie, widzę, że weterynarze walczą o zwierzaki do końca. Zdarza się, że zwierzę jest usypiane, ale tylko wtedy, gdy już nie da się mu pomóc. Wiadomo, że w domu, przy indywidualnej opiece, miałyby lepiej niż w schroniskowych klatkach w izolatce, ale przy tak dużej liczbie zwierząt (ok. 250 psów i 150 kotów na jedynie trzech weterynarzy) idealna opieka nie jest możliwa. Może i zdarzyły się przypadki błędów (nie celowych!) weterynarzy, ale chyba nikt nie jest idealny. Przy czym przeważnie nikt nie mówi o tych zwierzakach, które zostały wyleczone w schronisku i które normalnie funkcjonują, tylko wytyka się, doszukuje się jakichś błędów, nawet jeśli jest wszystko OK.
Dlaczego warto wziąć kota ze schroniska? Czy trzeba się jakoś szczególnie przygotować, na co trzeba się nastawić, biorąc stamtąd kota?
Ja zachęcam wszystkich do adopcji dorosłego kota. Adopcja łączy się często nawet z uratowaniem życia, no i zyskuje się wspaniałego, oddanego przyjaciela. Do schroniska najlepiej przyjechać wcześniej (a nie na ostatnią chwilę, przed samym jego zamknięciem), aby na spokojnie obejrzeć wszystkie koty i podjąć dobrze przemyślaną decyzję. Trzeba wziąć ze sobą transporter, 15 zł i dowód osobisty. Gdy już kotek będzie w domu, należy pamiętać, że dla niego to ogromna zmiana. Czas i cierpliwość są najważniejsze i działają cuda, już nie mówiąc o tym, że wspaniale jest patrzeć, jak kot rozkwita w domu, jak się zmienia i nabiera zaufania do nowych opiekunów.
Powiedz krótko, na czym polega Twoja praca w schronisku.
Gdy do kociarni trafia nowy kot, muszę go dobrze poznać (sprawdzam, czy da się wziąć na ręce, jak reaguje na inne koty, czy jest miziasty, czy charakterny itd.), żeby potem napisać w ogłoszeniu jak najbardziej trafny opis charakteru kota. Jednak kot w domu może zachowywać się zupełnie inaczej, a ja nie przebywam w schronisku 24 h na dobę i czasami nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania dotyczące konkretnego kota. Oprócz opisu kotów robię mnóstwo zdjęć, żeby każdy był pokazany w różnych pozycjach. To wszystko jest potem dodawane na stronę i facebook Przygarnij Kota, czasem na facebook schroniska i na portale typu olx, gumtree. Staram się również oswajać koty płochliwe, dzikie, przekupuję je smakołykami i po pewnym czasie niektóre zaczynają mi ufać i dają się głaskać. Nie jestem jakimś wielkim ekspertem od kotów, ale gdy przychodzą ludzie z myślą o adopcji, to staram się coś doradzić i pomóc.
Masz jakieś zwierzaki w domu?
Mam dwa psy - 10-letniego Bafiego i 5-letniego Tośka, które wzięliśmy jeszcze gdy miałam zupełnie inne podejście i uważałam, że zwierzak musi być w domu od małego, no i jeszcze wtedy nie interesowałam się ani nie wiedziałam, że w schronisku są tak wspaniałe kundelki. Bafi to cavalier king charles spaniel, a Tosiek miał być yorkiem, ale trochę mu się wyrosło. Mocno je kocham, ale wiem, że w przyszłości moje zwierzaki zawsze będą adoptowane, a nie kupowane. Rok temu dołączył do nich 9-letni kot Gabryś - ze schroniska. Został oddany razem z jedenastką innych kotów, ponieważ właścicielka została eksmitowana z mieszkania. Wszystkie koty miały kaliciwirozę, świerzb uszny i były przerażone. Wszystkie poszły do adopcji, Gabryś został jako ostatni. Siedział bidulek pod budą na dworze, wyciągnęłam go na siłę i zabrałam do domu. Bałam się reakcji moich psów, ponieważ nigdy nie miały styczności z kotem, ale cierpliwość się opłaciła i cała trójka żyje teraz w zgodzie, a Gabryś jest panem domu.
![]() |
| Tosiek i Bafi. |
![]() |
| Gabryś. |
Słyszałam, że dostałaś ostatnio od TOZ we Wrocławiu miłą nagrodę za swoją pracę. Co to takiego?
Na to pytanie pozwolę sobie nie odpowiedzieć, ponieważ miało być więcej o schronisku, a nie o mnie. Nie lubię się przechwalać.
Aneta, dziękuję za tę budującą i uświadamiająca rozmowę, ale przede wszystkim dziękuję Ci za Twoją pracę, dzięki której setki kotów znalazły swoje domy.

PS. Nie śpieszcie się, drodzy czytacze, ten post powisi tu dwa dni, aby każdy mógł go sobie na spokojnie przeczytać. :)







.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)