sobota, 25 lipca 2015

Pies na polskiej wsi

Czy polska wieś zasługuje na złą sławę, jaką się "cieszy", jeśli chodzi o traktowanie zwierząt? 

Na FB obserwuję działania inspektorów z Fundacji Dwa Plus Cztery i wczoraj trafiłam na nowy post. W całości go przeklejam, łącznie ze zdjęciami, a właściwie ich częścią, bo w pewnym momencie już nie dałam rady więcej tego oglądać.  Podkreślenia są moje, choć należałoby podkreślić każde słowo. 


***

W dniu 18 lipca 2015 r. nasi inspektorzy ds. ochrony zwierząt wraz z lekarzem weterynarii Mateuszem Golą przeprowadzili w godzinach 14:00-22:00 szeroko zakrojoną inspekcję warunków bytowych psów "łańcuchowych" oraz kotów w gospodarstwach wsi Dziadów Most w gminie Dziadowa Kłoda koło Sycowa.

Kontroli podlegały warunki bytowania, ze szczególnym uwzględnieniem obowiązku: stałego dostępu do wody pitnej, treściwego pożywienia, zapewnienia schronienia przed warunkami atmosferycznymi, długości łańcuchów, stanu zdrowia oraz opieki weterynaryjnej.

Pierwsza inspekcja, z uwagi na konfliktowość gospodarzy, odbyła się w asyście miejscowych funkcjonariuszy policji. Panowie policjanci z komisariatu w Sycowie wykazali się postawą godną pochwały, co też znajdzie swój wyraz w przygotowanym przez nas piśmie do komendanta.

W czasie 8-godzinnej kontroli udało nam się odwiedzić kilkanaście posesji, co stanowi ok. 80% gospodarstw tej miejscowości. Niestety zastała nas ciemność oraz burza i o godzinie 22:00 zakończyliśmy działania.

Niestety, mimo panującego upału (37 st. C) w niektórych miskach nie było wody. Psy były spragnione i zziajane. Przeważająca część bud nie miała szczelnych dachów, ścian, niektórym brakowało nawet podłogi! Psy z upałem radziły sobie, wykopując głębokie doły. Teren wokół bud był nieuporządkowany, w stanie niebezpiecznego niechlujstwa (połamane metalowe części, odłamki szkła, potłuczone materiały budowlane). Większość łańcuchów wymaga przedłużenia. Na miejscu zastaliśmy psy, które nie miały nawet obroży, a łańcuchy powodowały bolesne otarcia szyi. W całej wsi na palcach jednej ręki policzyć można było porządne budy i dbałość gospodarzy. Reszta zwierząt znajdowała się w stanie mniejszego lub większego zaniedbania.

Żaden pies nie miał aktualnych odrobaczeń ani odpchleń. Część nie miała nawet obowiązkowych szczepień przeciw wściekliźnie. Stan zdrowia trzech psów i jednego kota wymaga kontroli weterynaryjnej.

Co udało się zrobić?
W każdym gospodarstwie przedstawiliśmy zarys obowiązującego prawa, a lekarz weterynarii pouczał o zasadach szczepień, odpchleń, odrobaczeń oraz o chorobach. Uzyskaliśmy rokujące obietnice poprawy warunków bytowych pod rygorem odebrania zwierząt i skierowania do prokuratury zgłoszeń o podejrzeniu przestępstw znęcania się. Wszystko zaprotokołowano i podpisano.

Niestety na tym etapie naszej pracy na rzecz zmiany światopoglądu polskiej wsi na temat opieki nad psami zbyt wcześnie jeszcze na uzyskanie poprawy w zakresie odrobaczeń i odpchleń. W chwili obecnej uważane jest to jeszcze za zbędne koszty. Dlatego Fundacja Dwa Plus Cztery postanowiła wziąć na siebie ciężar odrobaczeń oraz odpchleń psów i kotów w tej wiosce. Rozdaliśmy kilkadziesiąt zestawów do solidnego odrobaczenia, na miejscu każdy pies został odpchlony. Było to niezbędne i pilne, między innymi z uwagi na konieczność poprawy stanu zdrowia, wagi oraz zwiększenie przyswajalności i tak lichego pokarmu, jaki serwuje się psom na wsi. 
Każdy zestaw do odrobaczenia został szczegółowo określony w "rozpisce" przez lekarza weterynarii i przekazany nieodpłatnie.

Każdy pies bez obroży taką obrożę od nas otrzymał. Na miejscu także opatrzyliśmy otarcia od łańcuchów, a właściciel dostał instrukcję, jak unikać tego typu urazów.

Ponieważ żadna zastana sytuacja nie nosiła znamion rażących zaniedbań bezpośrednio "zagrażających życiu", w tym dniu nie dokonaliśmy żadnego interwencyjnego odbioru. Mimo iż niektóre warunki bytowe były na granicy definicji "zagrażania zdrowiu", pozostawiliśmy restrykcyjne zalecenia, które jeśli nie zostaną wykonane, wtedy będą skutkowały odbiorem i skierowaniem sprawy do sądu.

Z rozmów z większością gospodarzy wnioskować można, że zastane zaniedbania wynikają z niewiedzy i braku świadomości. Niektóre, z przykrością stwierdziliśmy, z lekceważenia psa jako zwierzęcia ważnego w życiu i bezpieczeństwie gospodarstwa. Na niektórych posesjach wyrażano pod naszym adresem obraźliwe epitety, groźby, naruszano naszą nietykalność, a tylko na niektórych witano nas sympatycznie i podejmowano z uprzejmością.

Psy, w przeciwieństwie do ludzi, w ogromnej większości witały nas merdaniem ogona, domagały się czułości i garnęły do kontaktu. Emotikon heart.

Dotychczas zebrane środki na działania interwencyjne (577 zł) w całości spożytkowaliśmy na ulotki, wyposażenie zespołu interwencyjnego, na odrobaczenia, odpchlenia oraz koszt wsparcia interwencji przez lekarza weterynarii. Planowane są kolejne działania, między innymi wykłady przedkontrolne zorganizowane za pośrednictwem sołtysów oraz dalsze inspekcje na terenie innych wsi oraz patrole pod kątem ujawniania przypadków psów samotnie pilnujących pól uprawnych.

Jeśli uważasz, że takie działania są potrzebne i chcesz pomóc naszemu zespołowi interwencyjnemu, wrzuć grosik do naszej interwencyjnej skarbonki.
Za zebrane środki będziemy w stanie sprawdzać kolejne wsie.
W imieniu wszystkich psiaków dziękujemy!

Fundacja „Dwa Plus Cztery”
ul. Legnicka 65
54-206 Wrocław
Numer konta: 35 1940 1076 3137 8042 0000 0000 (Credit Agricole)
Z dopiskiem „Datek na cele statutowe fundacji - interwencje"

Zapewniający nam bezpieczeństwo przed naruszeniem nietykalności osobistej
patrol policji z KP w Sycowie.
Odkażamy jodyną otarcie po łańcuchu założonym na szyję.
Psiaki z radością witały zainteresowanie i głaskanie.
Nalewaliśmy psom wodę. Było 37 stopni C.
Sprawdzaliśmy gospodarstwo po gospodarstwie.
Lekarz weterynarii bada jednego z kotów w gospodarstwie.
Rozdawaliśmy tabletki na odrobaczanie wg wskazówek
obecnego na miejscu lekarza weterynarii.
Rozdawaliśmy ulotki informacyjne.
Rozwalająca się buda, brak wody.
Pożywienie na zaśmieconym terenie bytowania psa.
Spisywanie protokołu z interwencji.
Rozwalająca się buda.
Łańcuch zamiast obroży. Wymieniliśmy go od razu na obrożę.
Pchły, brak odrobaczeń, łańcuch zamiast obroży ...
"Posiłek" dla psa.
Zamiana łańcucha na obrożę oraz odpchlenie psa.
Rana po łańcuchu.
Łańcuch został na miejscu zamieniony na bardzo luźną obrożę.
I znowu. Łańcuch zamiast obroży.

Jeden z wielu kotków we wsi. Może ktoś go wypatrzy i jego los się odmieni?
Do adopcji. Kontakt: 508 506 074.
Kot z chorym okiem.
Spragnione kontaktu psiaki wioskowe.
"Buda" dla psa. Bez podłogi, za to z metalowymi śmieciami w środku.
Na pytanie, po co pani ten pies, pani odpowiedziała: "jest, bo jest".
Schowany za stodołą, na za krótkim łańcuchu.
Jeden z niewielu pięknie utrzymanych psów we wsi Dziadów Most.
Piękne kojce, psy zadbane. Czyli jednak da się! 
Emotikon smile Pozdrawiamy opiekunów!
***

Jeden z niewielu psów - ten ze zdjęcia powyżej prowadzi godne życie, które należne jest każdej żywej istocie. Dla innych mieszkańców tej wsi, a takich są w Polsce dziesiątki tysięcy, pies czy kot nie są warte, żeby się nimi zajmować, pochylić, nie mają uczuć, są jak przedmioty i to chyba znienawidzone przedmioty. Mentalność tych "prostych" ludzi jest porażająca. Wstyd! Ból! Szok! Rozpacz!!!

Polskiej wsi nie da się obronić. Dopóki to będzie "jeden z niewielu psów", nie da się jej obronić!!!!! 

Podziwiam gorąco i dziękuję inspektorom ds ochrony zwierząt za takie trudne i bolesne działania, za narażania się na emocje, po których "normalny" człowiek nie doszedłby nigdy do siebie. Po czymś takim można mieć zdecydowane i klarowne poglądy. 

Oni sami - inspektorzy z Fundacji Dwa Plus Cztery piszą jeszcze te słowa:

Dlatego walczmy o zmianę prawa. Pamiętajmy o tym przy najbliższych wyborach i wybierajmy tych, którzy chcą zmienić prawodawstwo w zakresie ochrony zwierząt na lepsze.
My jako inspektorzy ds. ochrony zwierząt musimy przestrzegać istniejącego prawa. A ono niestety pozwala trzymać psy na uwięzi. 

Pamiętajmy o tym przy najbliższych wyborach. 

PODPIS

I ja coś dopiszę, bo przecież mieszkam na wsi i czasem widuję, w jakich warunkach żyją tu psy. Kilka miesięcy temu miałam sposobność widzieć z bardzo bliska, jak to wygląda. Sąsiedzi poprosili mnie o zaopiekowanie się ich psem na czas ich dwu-trzydniowej nieobecności. Miałam go wypuszczać na załatwianie potrzeb i nakarmić zostawionymi chrupkami i karmą z puszki. Już pierwszego wieczoru trochę oniemiałam: brudna miska na jedzenie, zupełny brak miski z wodą, a w przedsionku domku, w którym był pies, dodatkowo okazało się, że jest młoda kotka - dla niej nie było żadnej miski z jedzeniem ani z wodą. O kotce wiedziałam, że jest przed pierwszą rują, więc uznałam, że nie będę jej wypuszczać. W ogóle to wydało mi się, że ona została tam przez pomyłkę, że gospodarze nie zauważyli, że się tam zaszyła i że miała zostać wewnątrz mieszkania, gdzie z pewnością miała przygotowane jedzenie, picie i kuwetę. Jak się potem okazało, byłam w błędzie. Ale po kolei. Doniosłam z domu miski na wodę i samą wodę, oczyściłam psią miskę na jedzenie, kotce też postawiłam miseczkę na jedzenie, przyniosłam chrupki moich kotów i robiłam to kilka razy dziennie przez te dni, kiedy się nimi opiekowałam. Początkowo pierzchająca przede mną kotka po dwóch dniach dawała się głaskać, przytulała się. Jeszcze pierwszego wieczora przyniosłam jej prowizoryczną kuwetę z piaskiem, żeby nie nabrudziła w zamkniętym przedsionku. Pieska wypuszczałam na czas mojego obchodu. Bo dodatkowo robiłam też, już z własnej inicjatywy, obchód domku przylegającego do tego, w którym był pies i kotka, a który należał niegdyś do teściowej gospodyni, a która ponad rok temu zmarła. Gospodyni opiekowała się jej kotami, bodajże trzema, i pieskiem, który pozostał po zmarłej starszej pani. Pies ten koczował w zabałaganionej komórce, nie miał oczywiście wody ani jedzenia, nie licząc jakiejś okrutnej a niezidentyfikowanej brei w brudnym garnku, który wyczyściłam i napełniłam jedzeniem naszych psów. Kotkom też postawiłam miseczki z jedzeniem w miejscach, do których nie sięgał pies. Było mi bardzo przykro patrzeć na warunki, w jakich bytują te zwierzęta. Wiem, że jeszcze inna sąsiadka czasem dokarmia te kotki i psa po starszej zmarłej pani. 
Po sąsiedzku dość trudno jest temu zaradzić, bo nie chcę być zbyt nachalna. Po powrocie sąsiadów z wyjazdu rozmawiałam z gospodynią (jej młody, ale dorosły już syn, gdy usłyszał, o czym chcę rozmawiać, wymówił się, że jest bardzo zajęty). Prosiłam panią, żeby stawiali wodę zwierzętom, że jest im potrzebna. I żeby zgłosiła opuszczone koty w urzędzie, gdzie być może dostałaby dla nich jakiś pokarm, może urząd pokryłby koszty sterylizacji (to raczej rodzina, której się nie przelewa. Ta puszka z karmą to tylko ze względu na wyjazd, żeby było mi wygodniej -  gospodyni zwierzyła się, że na co dzień to pies i koty nie jedzą z puszek, tylko to, co zostaje z ich posiłków). Pani niezbyt chętna do współpracy, za to chętna do rozmnożenia młodej koteczki, którą według niej wcale nie musiałam się przejmować, tylko wypuścić ją podczas ich nieobecności na zewnątrz, skoro ją znalazłam w przedsionku! A małe kotki na wsi się komuś wyda, a jakże. Trudna to rozmowa; deklarowałam chęć pomocy, gdyby potrzebowali, nawet ewentualnej długoterminowej pożyczki czy jakiegoś innego wsparcia. Niestety bez odzewu. Po kilku dniach przejeżdżając obok sąsiedzkiego domu, widziałam młodą koteczkę wyraźnie w rui, swobodnie chodzącą po obejściu. I znanego mi z przechodzenia po naszej posesji niekastrowanego kocura...

JolkaM

***
LINK do ulotki nr 1: U1
LINK do ulotki nr 2: U2

Można je ściągnąć i powiesić na tablicy ogłoszeń w swojej wsi, jak to planuje zrobić Hania.


79 komentarzy:

  1. niestety, na wsi zwierzęta wciąż będą przedmiotowo traktowane :( chyba, że zostanie to prawnie tak uregulowane, że kary będą dotkliwe za zaniedbywanie! grzywny by przemówiły do kieszeni i automatycznie do sumień! ale to utopia :( no i jeszcze gdyby ksiądz z ambony tłumaczył i nakazywał troskę i dbałość, ale to jeszcze większa utopia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utopia. Powinniśmy brać przykład z Niemiec, które są znane z egzekwowania kar. U nas karze się ludzi, bo spuszczą pasa ze smyczy nad Odrą, albo nie posprzątają psiej kupy (uważam, że trzeba to robić, ale waga "przestępstwa" jest w porównaniu mała), a nie karze za zostawienie psa bez wody na słońcu, na krótkim łańcuchu, z ranami na szyi, zapchlonego, w rozpadającej się, zabałaganionej niebezpiecznymi śmieciami budzie.
      Tak samo jak o postępowaniu z drugim człowiekiem, np z dzieckiem, nie mogą tylko i wyłącznie decydować "właściciele", tak samo powinno być ze zwierzętami domowymi. Prawo powinno ich chronić TAK SAMO jak ludzi.

      Usuń
    2. A jak to jest w Niemczech pisała Anka: http://swiattodzungla.blogspot.com/2015/05/kwestia-psow.html

      Tam nie ma bezdomnych zwierząt! Nawet jeśli takie reguły postępowania skutkują "niedoborem" kotów na wsiach, to w przypadku zwierząt powinna liczyć się JAKOŚĆ ich życia, a nie ilość.

      Usuń
    3. W wielu krajach,także chyba w Stanach,są bardzo piękne schroniska i faktycznie nie ma bezdomności.
      Jest termin dwu lub trzytygodniowy a potem... eutanazja
      Ale większości ludzi to nie interesuje,bo problemu nie ma.
      A czy ktoś się interesuje co się dzieje ze zwierzętami które nie sprzedadzą się w sklepach?
      Królikami,świnkami,jako duże nie są atrakcyjnym "towarem"
      Na zwierzęcych forach była niejedna afera z wywożeniem psów do Niemiec,podejrzewano że do laboratoriów.

      Usuń
    4. Tak, takie problemy są na całym świecie. Nie wiem czy istnieją kraje gdzie wszystko odbywa się prawidłowo, całkiem przyzwoicie, bez kontrowersji, bez bulwersujących przypadków, jednak to, co dzieje się w Polsce jest mi bliskie i dlatego szczególnie bolesne. Sama podałam przykład Niemiec - one na pewno mają na sumieniu wiele, ale chciałabym, abyśmy postali na swoim podwórku.

      Rucianko, mam z tym problem, tzn. z tą eutanazją. Często się nad tym zastanawiam. Wiadomo, że dopóki zwierzę żyje dopóty jest szansa na odmianę jego losu, ale co jest lepsze; czy wegetowanie w schroniskach-mordowniach czy eutanazja? Gdyby to ode mnie zależało zapewniłabym tym zwierzętom godne życie nawet w schroniskach. Są takie przykłady. Wystarczy zobaczyć jak się Przemek jako kierownik dwoi i troi w Orzechowicach jak odmienia los tych zwierząt.
      Jednak kiedy pomyślę np. o Wojtyszkach, o losie tamtejszych zwierząt, w jak to mówią "obozie koncentracyjnym" dla psów, to ogarniają mnie wątpliwości...

      Usuń
    5. Ja z eutanazją mam problem w całej rozciągłości ,z ludzką także.
      Każdy kij ma dwa końce a ze względu na zysk ,wielu ludzi dopuści się najgorszych czynów.
      Najlepiej zarabia się na starych,chorych,dzieciach i zwierzętach.Czyli na bezbronnych.
      Taki gatunek ludzi nie ma skrupułów i do nich się nie dotrze żadnym argumentem.
      Drugi to patologia o której pisze Hana.Tu też grochem o ścianę,najwyżej będą mogli pośmiać się przy piwku.
      Są jeszcze ludzie którzy nie mają pojęcia o tym wszystkim,o czym wiemy my.
      Kiedyś poznałam babkę która bardzo kochała swoją suczkę (oczywiście uważała że jej wyjątkowa niunia powinna zaznać uroków macierzyństwa ).
      Dokarmiała kotkę u siebie w pracy. To była jakaś hurtownia na końcu miasta,więc miejsce w miarę bezpieczne.Ona jednak stwierdziła że kotu będzie znacznie lepiej w schronisku bo tam się nim fachowo zajmą. Była właścicielką tej firmy,nikt jej do tego nie zmusił.
      Opowiedziałam trochę o tych miejscach zwanych schroniskami. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, była autentycznie przejęta.
      Tacy ludzie to właśnie nasza grupa docelowa.

      Usuń
  2. Jestem dziwnie spokojna, że wszystkie tabletki (no, może prawie wszystkie) prędzej czy później wylądują na śmietniku, bo nikt sobie nie będzie zawracał głowy żadną rozpiską ani podawaniem ich psu. Obroże będą nadal obcierały pokaleczone psie szyje, a jak sie pourywają, na szyję powrócą łańcuchy. Następnej wody do misek nikt nie naleje, budy będą się rozsypywały jeszcze bardziej i będą stały pośród co raz większego wysypiska śmieci.
    A będzie tak dlatego, że, jak napisano w sprawozdaniu - " żadna zastana sytuacja nie nosiła znamion rażących zaniedbań bezpośrednio "zagrażających życiu" - i wobec tego nikt nie został ukarany, a wielu nagrodzono dając darmowe leki dla psów i obroże. Uważam, że jeśli warunki bytowe psa wyglądają tak, jak tu przedstawiono, jeśli pies ma łańcuch założony na poranioną obtarciami szyję, jeśli w 37. stopniowym upale nie ma dostępu do wody, ani zacienionego miejsca - to to wszystko jest niczym innym, jak stałym i uporczywym ZNĘCANIEM się nad zwierzęciem, co jak najbardziej podpada pod stosowne paragrafy Ustawy o ochronie zwierząt i PODLEGA KARZE. Gdyby za tą wizytacją poszły wnioski o ukaranie i każdy z tych gospodarzy zapłaciłby przyzwoitą grzywnę, może by cos w tej sprawie drgnęło. Tak, to tylko przebieranie lebiody i samouspokajanie się, że coś się robi.
    A w ogóle to nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że istnieje coś takiego jak powiatowy lekarz weterynarii, co jest całkiem dobrą fuchą. Taki powiatowy weterynarz ma oczy i widzi, jaki jest los psów we wsi, która ma w swojej pieczy. Gdyby za taki stan rzeczy, jak tu opisano, tracił swą ciepłą posadę, może by sie los psów wiejskich trochę poprawił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę. Większość zdjęć obrazuje że ci ludzie powinni zostać surowo ukarani a psy natychmiast odebrane!

      Usuń
    2. Wiecie, co myślę? Że ci inspektorzy to rzeczywiście w niektórych przypadkach powinni zadziałać bardziej rygorystycznie. Tylko czy oni mogą to zrobić? Czy są na tyle "ubezpieczani" przez przepisy? Zauważcie, że już przy tej akcji poprosili o pomoc policję, spodziewając się nieprzychylności. A mimo obecności policji spotykały ich nieprzyjemne słowa, mówiąc oględnie. Może dobrze, że na początek zaczęli dość łagodnie, czasem wystarczy ludziom uświadomić, że źle postępują, trochę ich zawstydzić, ale przy tym zostawić im pole do działania, nie zamknąć ich w ich "świętym oburzeniu", że oto przychodzą jacyś smarkacze i im nakazują, jak mają traktować ich własnego psa. Byle po zadeklarowanym okresie inspektorzy skontrolowali, czy opiekunowie zwierząt wywiązali się z wprowadzenia zaleceń tej inspekcji. Bo jeśli odpuszczą, to wtedy już na pewno na nic cała akcja. :(

      Usuń
    3. Ale w USA tak to wygląda. Inspektorzy kontrolują warunki w jakich żyją zwierzęta. Jeśli zwierzęta są zaniedbane właściciel dostaje kilka tygodni na poprawę sytuacji. Jeśli po tym czasie nic się nie zmienia zwierzęta zostają odebrane. W skrajnych sytuacjach odbiera się je natychmiast. Tak samo powinno być u nas.

      Usuń
    4. U nas jest tak samo, trudno powiedzieć w ilu przypadkach to teoria, ale to, że inspektorzy to są wolontariusze, zapaleńcy, daje nadzieję, że robią co mogą. Problem w tym, że niewiele mogą, bo takie jest prawo.
      Jednak interwencyjne odebrania psów się zdarzają co chwilę, a sprawy przeciwko właścicielom kierowane są do sądów. Np. tu:
      https://www.facebook.com/media/set/?set=a.944999518875761.1073742091.131200586922329&type=3

      Usuń
    5. Damo, zgadzam się z każdym twoim słowem.

      Uważam, że w Polsce powinna obowiązywać przymusowa kastracja psów. Częściowo na koszt właścicieli, częściowo na koszt gmin oczywiście. Inaczej się nie da nic zmienić. Tym wszystkim milionom zwierzaków potrzebna jest pomoc już, na teraz, a zmiana świadomości ludzi następuje tak pomału, że kolejne pokolenia "naszych przyjaciół" będą przeżywały swoją katorgę.

      A co do tabletek w kuble na śmieci to zgadzam się. Kupiłam kiedyś obrożę przeciwpchelną dla psa sąsiada ze wsi. Nie założył mu! Tłumaczył się mętnie, ściemniał, kręcił, a pies dalej się drapał i męczył.

      Usuń
    6. Wyżej Pati pisze, że w przypadku stwierdzenia zaniedbań ludzie powinni być karani, a psy natychmiast zabrane. Nasuwa się jednak pytanie, gdzie te psy i koty umieścić. W przepełnionych schroniskach?! Które w dodatku też czasem działają na granicy prawa lub są wręcz mordowniami, o czym nie raz pisała Ori z Pełni lata w domu Tymianka.
      Choćby dlatego jednak upieram się przy tym, że przy pierwszej kontroli pouczenie, a nawet obowiązkowe szkolenie z obowiązkowym stawieniem się na nim, ostre zalecenia, a następnie kontrola, czy zostały wprowadzone. I kolejna kontrola, i wówczas kara, i do skutku. Uważam, że to powinno w końcu zadziałać.
      Myślę też o tych, u których bieda piszczy, w jaki sposób oni zapłacą wysoką karę. Chyba że odpracują. Ale to odpracowywanie też nie zawsze przebiega tak, jak byśmy się spodziewali. I nie odnosi skutku, bo nie uczy, w niektórych przypadkach nie nastąpi poprawa, bo osoby nie zaobserwują przyczyny i skutku. Pogubią się, jakkolwiek irracjonalnie to zabrzmi. Jestem za tym, żeby najpierw pouczyć, przeszkolić, UŚWIADOMIĆ, dać szansę i skontrolować, a następnie, jeśli nie nastąpi poprawa, ukarać. Nie mówię o drastycznych przypadkach, ale takich, które mimo wszystko rokują.

      Usuń
    7. fakt, że schroniska są przepełnione, ale pozostawienie psa np z raną po wrzynającym się łańcuchu na czas "nawrócenia" właścicieli - do jak piszesz następnej kontroli, to skazanie go na następne tygodnie cierpienia. Ktoś wyżej pisał że pewno wyrzucą tabletki, wcale bym się nie zdziwiła jak obroże również. Sama kiedyś na własny koszt założyłam kilku łańcuchowym psom nowe obroże,które z wielkim oburzeniem zostały zdjęte i zastąpione z powrotem krowim łańcuchem "bo na pewno by się uwolnił".
      Druga sprawa, najpierw pouczenie, obowiązkowe szkolenie(??), uświadomienie jak z psem postępować, a potem kontrola - czy ci ludzie są z innej planety, że trzeba ich uczyć jak się z psem obchodzić? o krowy i konie wiedzą jak dbać, bo coś z nich mają. Pies ma szczekać i tyle, zwyczajnie im nie zależy.

      Usuń
    8. Widzisz, Pati, ci ludzie z pokolenia na pokolenie przyjmowali za normalne takie właśnie postępowanie z psami i kotami, traktują to jak coś naturalnego i ludzi, którzy chcą to zmienić, a także sami troszczą się o swoje zwierzęta, uważają za jakichś durnowatych miastowych z fanaberiami. Jak pisze Hana, argument "tu jest wieś" uważają za wystarczający. Tak, tu jest wieś, z całym szacunkiem dla wyjątków, którzy nie łapią się na pejoratywny wydźwięk, jaki często odczytujemy w tym słowie...
      Prawdą jest, jak piszesz, że wielu gospodarzom nie zależy na dobrostanie psa, bo jeśli ten, którego mają, nie przeżyje złego traktowania, wezmą następnego - w końcu tyle się ich na wsiach rodzi, schroniska pełne, co za problem, nawet płacić czasem nie trzeba albo grosze, lub płaci się nieśmiertelną walutą - za flaszkę... Którą jeszcze wspólnie obalą z dostarczycielem kolejnego psa. :( Jak się tak w ten temat zagłębić, to wydaje się, że to nie do naprawienia jest. Mentalność ludzką zmienić nie jest łatwo, potrzebna jest praca od dołu, u podstaw. Ale czy kary bez pouczeń i uświadamiania, jakie zło ludzie robią, coś zmienią? Jeszcze się tylko bardziej w sobie zatną, bo im znów ktoś coś nakazuje i jeszcze karze finansowo. Zacietrzewią się i na psie się wyładują. Zawsze przy następnej kontroli można powiedzieć, że pies zdechł, bo stary był...

      A rany od łańcuchów podczas tej interwencji zostały zaopatrzone, może więc ludzie nieco wystraszeni sytuacją i groźbą kontroli jednak zechcą temu psu czy kotu pomóc, smarując mu ranę, odkażając, a może nawet udając się ze zwierzakiem do weterynarza. Może się ockną z tego bezdusznego letargu... Wierzę, że w wielu przypadkach może tak być.
      Prawo jednak powinno być bardziej restrykcyjne, to fakt. I zdecydowanie za mało nagłaśnia się przypadki interwencji w sytuacjach nie tak skrajnych, jak te, w których dochodzi do drastycznych okrucieństw - ludzie słyszą to i myślą: ja taki nie jestem, dbam o swojego psa, nie tłukę go, a że jest na krótkim, ale ciężkim łańcuchu, że tylko raz dziennie byle jakie jedzenie i że mu brakuje czasem wody w misce, to tylko taka "tradycja rodzinna". Gdyby takie interwencje były na porządku dziennym z ponownymi rekontrolami i karami w razie niewypełnienia zaleceń, i byłyby nagłaśniane, w końcu musiałyby odnieść pozytywny skutek.

      Usuń
    9. Tylko jak to zrobić żeby te interwencje były na porządku dziennym? Trzeba więcej odważnych ludzi jak ci z przykładu powyżej. Sama myślę, że jest to praca, której warto się poświecić, praca z głębokim sensem, i dzięki niej można egzekwować prawo nawet takim jakie jest.
      Myślę jednak, że nie dałabym rady. Ale co, jeśli każdy by tak myślał? :(

      Jolu, uważam, że masz rację z pomysłami co należy robić. Jestem przekonana, że działania jakie podjęli inspektorzy Dwa Plus Cztery gwarantują choć częściowy sukces. Gospodarze spodziewają się kontroli, protokóły pospisywane, policja widziała - może to wpłynie pozytywnie na los choć części tych biedaków.

      Usuń
    10. Pati, chciałabym aby wszystkie te zaniedbane zwierzaki można było zabrać i zapewnić im lepszy los. Ale to utopia, niestety. :(

      Usuń
    11. Jak to zrobić, żeby interwencje były częste i regularne? To powinno być zadanie gmin i normalna praca przeszkolonych inspektorów, a nie wolontariat i praca społeczna. Owszem wolontariat też, ale jako wsparcie. Ale kto da na to kasę? Zaraz się odezwą głosy, że tyle jest potrzeb, że głodujące dzieci, chorzy i starzy ludzie, jakby o to chodziło, żeby to wartościować. Każdy z tych problemów powinien być rozwiązywany systemowo, a nie z doskoku i niemal jedynie przez zapaleńców i ludzi dobrej woli.

      Usuń
    12. Jolu, zgadzam się z Tobą całym sercem i rozumem.

      Usuń
  3. Niestety to wieloletnie zaniedbania w traktowaniu zwierząt. Nóż się w kieszeni otwiera, jak pomyślę że sposobem na pozbycie się niechcianych kotków może być skarpeta, kamień i buch do wody. (Byłam dzieckiem jak to widziałam i do dzisiaj pamiętam)
    A rzeź waleni w majestacie prawa na Wyspach Owczych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mieszkam na wsi i widzę jaka w większości jest nadal mentalność owych "prostych ludzi". Przeważnie to zwyrodnialcy i patologia, nie mam innych słów. Sąsiadka z naprzeciwka ma koło budy drewnianą pałę, którą regularnie psa okłada (jest 24h na łańcuchu, buda w pełnym słońcu, dostaje lanie za kopanie dołów). Zgłaszałam do gminy, na policję, do schroniska, wszyscy olali. Schronisko mi odpisało że pomyliłam adresy. Poprzedniego psa wygnała za płot po latach,bo był bardzo stary, żeby zdechł z głodu. Gmina go uśpiła, a teraz wzięła tego wyżej wspomnianego na kolejne lata udręki. Próbowałam ją nagrać jak go bije, ale za duża odległość. Czy taka osoba nie powinna siedzieć, już za tego pierwszego psa? Sąsiad trzyma psa w upale na łańcuchu, pies wyje i się wyrywa, upominam, jest samo południe,35 stopni. "Wodę ma, nic mu nie będzie". Dzwonię na policję, bo jakie inne wyjście? Sąsiadka, wiek 80 lat opowiada pękając z dumy, jak to jej wnuk Rafałek tłucze żaby, a raz udało mu się zatłuc łasicę. Inni znów na odwrót, puszczają psy na noc za płot, nie karmią, a te wpół zdziczałe stają się niebezpiecznymi szkodnikami dla dzikiej zwierzyny, ale czy to ich wina że szukają pożywienia? Na parę osób wpłynęłam w pozytywnym sensie, tj kilka wysterylizowanych suk i kocic. Ale głównie jestem wrogiem i tą co "nasyła" policję na Bogu ducha winnych obywateli. Dodatkowo co roku kilka ładnych, rasowych psów jest wyrzucanych na pastę losu i jakimś cudem zawsze przyłażą do mnie. Nazywam ich "psami gwiazdkowymi". Zwykle to się zgadza - młody, ładny chyba kupiony pod choinkę dzieciakowi, ale już urósł i się znudził, a "państwo" musi jechać na wczasy to psa się wyrzuci pod lasem. Niektóre przeżywają prawdziwą traumę. Wyżła podchodziłam ponad miesiąc,siedział w zbożu, blisko asfaltu i wyglądał tylko na samochody. Najpierw wynosiłam mu jedzenie, potem chodziłam z moimi welshami i to one go do mnie przekonały:) wyprowadziły w końcu z tego żyta i dał się pogłaskać:) znalazłam mu fantastyczny dom. Żadnego z tych wyrzutków nie dałam do schroniska, jest to o tyle łatwe że zwykle są rasowe. Shih tzu zatrzymałam sobie, bo była urocza:) Dziwiłam się że ktoś mógł ją wyrzucić, do czasu jak na rtg wyszła poważna wada kości... więc mają problem z głowy, niech kto inny się tym zajmie. Bardzo ubolewam na tym, że polski naród jest taki podły. W tych czasach na prawdę ludzie powinni być już na tyle uświadomieni, żeby nie zadawać tym zwierzakom takich cierpień. Rozumiem,na wsiach panuje bieda. Ale skoro sam nie mam co jeść to po co biorę psa na męczarnię? Zresztą obserwuję po tym młodym pokoleniu co rośnie u moich sąsiadów, że ta mentalność się raczej nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, to nie jest sprawa biedy. To wyłącznie sprawa chorej mentalności i zwykłe okrucieństwo. W mojej wsi biedy nie ma!

      Usuń
    2. To fakt, przeważnie znieczulica i okrucieństwo, ale w mojej okolicy jest kilka biednych wielodzietnych rodzin, i to właśnie u takich jest jak na złość dużo psów,a zwykle wiecznie szczeniących się, wychudzonych suk.

      Usuń
    3. Bieda też nie usprawiedliwia tego syfu wokół psiego miejsca życia.

      Usuń
  5. Gosia, dziękuję za ten post. I ja mieszkam na wsi, a to, co tu się dzieje, woła o pomstę do nieba. Wszystko usprawiedliwia się tutaj stwierdzeniem: pani, tu jest wieś! Jakby to miało usprawiedliwiać cokolwiek. Mieszkałam i w mieście i na wsi. Na wsi jest zdecydowanie gorzej, nie wiem dlaczego.
    Bardzo chciałabym, aby Fundacja Dwa Plus Cztery przyjechała tutaj. Świetna akcja, tylko coś takiego może dać jakiś wymierny efekt. Ludzie boją się wstydu i dolegliwych kar pieniężnych. Mam doświadczenia identyczne jak Jolka. Sąsiad poprosił mnie o zamknięcie i nakarmienie kur. O psie i kocie nie wspomniał. Nie miały wody, nie miały jedzenia (pies w maleńkim kojcu na własnych odchodach). Kot chudy, brudny i wygłodzony, za to z okazałymi klejnotami. Kury w połowie łyse i krwawiące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, czy nie jest tak, że my - zwierzolubne osoby tylko się pod nim nakręcimy, zasmucimy popomstujemy, a ci do których powinien być skierowany wcale tu nie zajrzą, bo nie siedzą na blogach, gdzie tyle się pisze o miłości do zwierząt.

      A co do akcji u Ciebie, to może warto się zapytać, zadzwonić?
      MCO ostatnio dzwonił do TOZu we Wrocku w sprawie krów sąsiada na wsi, i okazało się, że nie on jeden zgłaszał tę sprawę, a interwencja była już toku. Czasem takie cuda się zdarzają.

      Usuń
    2. Hana, a może też porozwieszaj te ulotki gdzieś po wsi. Możesz to zrobić po zmroku, choć i tak masz opinię wariatki, zdaje mi się. :)

      Usuń
    3. Też na to wpadłam. I nie muszę robić tego po zmroku. Tablica stoi za moim płotem i za moją zgodą, hrehrehre. Biczyk sobie ukręcili!

      Usuń
  6. PS. W oknach domu tegoż sąsiada burza kwitnących, białych storczyków. Poezja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w butach zaś słoma, a w głowie sieczka. Byłam raz świadkiem jak "rolnik" karmił swoje psy. Otóż kupowałam u nich masło i śmietanę, zaproszono mnie do środka. Tam akurat weszli o jeden stopień wyżej w ewolucji-psom wolno wejść do domu, ale jak jedzą... ON i rottweilerka były cienkie jak wypłata. Dostały ospę zalaną wrzątkiem a nawet łaskawy pan zaszalał i dolał trochę mleka. Psy były tak głodne że rzuciły się na tą gorącą paszę, po prostu miałam łzy w oczach.

      Usuń
  7. Tylko kary finansowe są bolesne,przecież to by było nieustające źródło dochodów Gmin.
    W wyjątkowych wypadkach zamiana na odpracowanie mandatów przy pracach publicznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałabym jeszcze przymusowe szkolenia dla dorosłych, jak postępować ze zwierzętami, a prace publiczne wykonywać na rzecz zwierząt właśnie. I koniecznie uświadamianie już od wczesnych lat, już od dziecka. Specjalne programy w szkołach, ale nie na zasadzie, że czasem z doskoku, jeśli akurat jakaś organizacja prężnie działa w okolicy, tylko regularne zajęcia przysposabiające do właściwego traktowania zwierząt. Może być zamiast religii, że pozwolę sobie na małą złośliwość. :] W końcu do zajęć z religii alternatywą powinny być lekcje etyki, a obcowanie ze zwierzętami jak najbardziej podlega pod tę dziedzinę.

      Usuń
    2. A ja bym poprzestała na dużych karach pieniężnych.
      Plus upublicznienie wizerunku w mediach,kiedy sprawa jest znacznie poważniejsza.

      Usuń
  8. Zgadzam się z Rucianką. Wszystko inne to zawracanie doopy i utopia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się zgadzam. Duże, NIEUCHRONNE, kary pieniężne za niedopełnienie jakichkolwiek obowiązków wobec zwierząt, a przynajmniej może miały by wodę i łańcuch odpowiedniej długości. :(

      Usuń
    2. Popieram Ruciankę i Hanę !

      Usuń
  9. trzymamy aż 7 milionów psów i ponad 5,5 milionów kotów. w Europie przodujemy w niechlubnym rankingu trzymania psów na łańcuchach. To właśnie w Polsce odmawia się bezpańskim kotom dostępu do piwnic, w których są w stanie przetrwać mrozy. Nigdzie w Europie schroniska dla bezdomnych zwierząt nie są tak przepełnione jak u nas.
    http://polska.newsweek.pl/nieludzkie-traktowanie-zwierzat-w-polsce-newsweek-pl,artykuly,353558,1.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Gosianko :) odpisałam na Twój komentarz w poprzednim poście. Dziękuję za odpowiedź. Nie zgadzam się :) ale też rozumiem Twoje intencje. I dziękuję za ten post - bardzo ważny i potrzebny. Nie wszyscy jeszcze do końca zdają sobie sprawę jak to u nas wygląda sprawa ze zwięrzetami. Pozdrawiam raz jeszcze! Marta

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też nie bawiła bym się w zwracanie uwagi i pouczenia.W końcu mamy XXI wiek,w każdej"chałupie"tv i inne nośniki i każdy z tych"nieuświadomionych"ludków pewnie nie raz widział i słyszał jak powinno się traktować zwierzęta.Karą pieniężną może by się nauczyło onych dbania o zwierzęta.A taki weterynarz powiatowy też powinien mieć nakazane w swoich obowiązkach dbanie o inne zwierzęta niż krowy,konie czy świnie.Jak by mu pojechano po pensji czy premii to może dojrzał by problem psa na łańcuchu.U nas robi się sezonowa akcję z policją i dziennikarzami alem ciekawa czy ktoś po kilku tygodniach pojedzie w takie kontrolowane miejsce i sprawdzi czy wcześniejsza kontrola coś dała?A kościół zamiast zaglądać pod kołdrę może też zajrzeć do budy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orko, myślę, że taki ksiądz jeden z drugim mógłby raz dwa mienić życie zwierząt w swojej wsi. Czemu tego nie robi?? Nie potrafię tego pojąć.
      Z Weterynarzem Powiatowym miałam już do czynienia. Chodziłam na obserwację z kotem Jankiem. Pamiętasz? Pogryzł swoją nierozważną opiekunkę (bo go zabrała do psa na podwórko, i ona zgłosiła, że wściekły. To była farsa te obserwacje, natomiast sam weterynarz miał okazję się wykazać władzą i chyba po to jest ten urząd. Szkoda słów.

      Usuń
    2. Ksiądz tego nie zrobi bo z tego kasy nie ma ://

      Usuń
    3. Może to jest jakiś pomysł.
      Do różnych osób i urzędów pisano petycje,może do władz kościelnych taką wystosować.
      Zrobimy szkolenie dla księży i sukces murowany ;)

      Usuń
    4. To może im płacić za to, aby wstawiali się za zwierzętami? :(((

      Usuń
  12. Chciałoby się powiedzieć - ręce opadają... znam sytuacje zwierząt domowych na wsi bo od wielu lat jeździmy do zaprzyjaźnionych już gazdów na podhalańskiej wsi, najpierw byłam przerażona i stwierdziłam że trzeba ludzi po prostu uświadamiać i uczyć, innej drogi nie ma, dla nich "kot powinien sam się wyżywić tzn myszy łowić bo jak dostanie jedzenie to leniwy i tylko śpi" a "pies jak najedzony to nie szczeka i złodzieja wpuści". Przez te lata , kiedy jeździliśmy do naszych gazdów psy i koty zaczęto karmić, suczkę wysterylizowaliśmy a kocura wykastrowano. Nasza gaździna zaczęła kupować suchą karmę, choć przyszło to wszystko z trudem i wielkimi oporami , to jednak warto było naciskać i konsekwentnie dawać dobry przykład... oczywiście w innych gospodarstwach sytuacja nie zmieniła się niestety.
    To co opisałaś Jolu jest na porządku dziennym na wsi, jest ogólne przyzwolenie na takie traktowanie psów i kotów, nikt tam nie widzi problemu, niestety ludzie są beznadziejnie nieczuli na krzywdę zwierząt... pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć, że choć odrobinę jest się w stanie zmienić sytuacja zwierząt na wsi pod czyimś mądrym wpływem.
      Pozdrowienia serdecznie, Kass.

      Usuń
  13. Gosianko, czy mogłabyś mi przesłać zdjęcie tej ulotki? Niestety u mnie się nie powiększa. Zrobię na jej podstawie plakat i powieszę na tablicy ogłoszeń w mojej wsi i w sąsiednich. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, Haniu. Zaraz to zrobię. Kapitalnie, że na to wpadłaś. Czyli również w Twojej wsi dostrzegasz takie problemy?

      Usuń
    2. Haniu, na końcu posta dodałam linki, czy możesz z nich sobie ściągnąć? Sprawdź, proszę.

      Usuń
    3. U mnie nie jest aż tak źle, ale wiem, że mogłoby być lepiej. Niektórym osobom delikatnie zwróciłam uwagę i pomogło, parę osób przestało mi mówić dzień dobry. Ale ostatnio to mi jeden sąsiad powiedział, że dobrze, że zwracam uwagę.
      Ciekawa jestem jak długo będą wisieć te ulotki, na wszelki wypadek wydrukuję ich więcej ?

      Usuń
  14. Nie mogę czytać i oglądać takich rzeczy. Na długo wytrąca mnie to z równowagi. Zawsze reaguję ostro w sytuacjach tego wymagających, jednak świadomość bezmiaru okrucieństwa, bezmyślności, głupoty i buty powodują, że czuję bezradność. Nie mogę pojąć, że ludzię nie widzą krzywdy zwierząt. Dla mnie jest to i zawsze będzie niepojęte. Też uważam, że tylko wysokie kary pieniężne i kontrole weterynaryjne mogłyby zmienić coś w zachowaniu takich ludzi. Bo mentalności, niestety, to nie sądzę, żeby dało się zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie to Ewa, osłabia, dlatego takich postów nie ma u mnie wiele. Ale może to błąd? Może trzeba o tym krzyczeć?

      Usuń
  15. ech.. ręce opadają.. co prawda, nie mieszkam na wsi, ale na niej bywam, a żyję dostatecznie długo, żeby zebrać sporą garść obserwacji. niestety, nie wierzę w skuteczność "uświadamiania" ludzi. to jak zawracanie kijem rzeki. napisałam "uświadamiania" w cudzysłowie, bo jak nie ma empatii, to żadne tłumaczenia nie dotrą do adresatów. może kolejne pokolenia będą wrażliwsze na krzywdę zwierząt, ale na to trzeba czasu, a wobec ogromu cierpienia zwierząt w naszym kraju czekać nie można. w mieście też napatrzylam się na okrucieństwo wobec zwierząt. z pewnością zdarza się rzadziej, bo już nie ma społecznej aprobaty takich zachowań i prędzej czy poźniej taki oprawca zostaje namierzony (o ile wzystko nie dzieje się w ciszy za ścianą, co również się zdarza).
    mizerna wrażlliwość ludzi, bardzo częsta bierność odpowiednich służb i władz, fatalne warunki w schroniskach..
    ale w kupie siła! :) róbmy, co możemy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, Tempo. W mieście też się zdarza. Mój sąsiad np. wychodzi z psem niezwykle rzadko i na krótko. Serce pęka. Dziwne jest też to, że jego psy były i teraz są wszystkie agresywne.
      Wiem, że były już tam kontrole, ale facet ma gadane, pies ma co jeść, siedzi w domu i pewnie nie ma się czego czepić.

      Usuń
    2. Gosia, Ty wiesz, że mogłabym opowiedzieć o wielu przypadkach znęcania się nad zwierzętami, których byłam świadkiem. nigdy biernym. ale wystarczy, że mnie ich wspomnienie szarpie wnętrzności. nie napisałam wczesniej wprost, więc teraz uzupełniam - jestem za dotkliwymi karami. chciałabym nie być, ale nie wierzę w łagodne dzialanie wobec ludzi, którzy w poczuciu bezkarności dopuszczają się okrutnych czynów wobec zwierząt.

      Usuń
  16. U mnie to samo;) Rządzą bernardyny, rozmnożone tu w wielkiej ilości i chętnie "rozdawane" i chętnie "brane". A potem: pies je dużo, potrzebuje dużo miejsca, o spacerach nikt nie słyszał;))) Trafiają do klatek 2x3, gdzie siedzą CAŁE ŻYCIE, nie są wypuszczane w ogóle (znam 2 takie), wodę wlewa się im przez druty, a jedzenie podaje "ze szpadlem w ręce", bo sami właściciele się ich boją!!!!
    Psy są agresywne i zdecydowanie już chore psychiczne - po siedzeniu 10 lat w klatce każdy by sfiksował...
    Są tez inne bernardyny - na łańcuchach, są też inne - które maja duże, spokojne, zacienione kojce, ocieplone budy, są spuszczane na noc, a właściciele się z nimi bawią - znam dwa przypadki.
    Są też dwa psy tej samej rasy, wypuszczane codziennie wieczorem na wieś luzem, żeby "znalazły sobie jedzenie" - chude i agresywne, włóczą się wzdłuż płotów - dbam o to, aby moje ogrodzenie było szczelne, brama zamknięta, a psa chowam na czas ich "patrolu" do domu.
    Znam też dom, gdzie psy są luzem, w domu/w ogrodzie, przyjazne, najedzone, zadbane.
    Reszty wsi nie znam, nie znam psów. Ale dobrze nie jest. Jest tragicznie.
    Wyrwane z kojca głodne psy pożarły, dosłownie rozniosły na drobno, klatki z królikami mojemu ojcu, króliki pożarły. Należą do właściciela pobliskiej pasieki.
    A gdy mój najedzony, odpchlony, odrobaczony, zadbany psiut jest trzymany w jego obejściu na lince w czasie naszych wizyt (rodzice nie mają szczelnego ogrodzenia, a blisko jest ruchliwa szosa) - linka ma 20 metrów, pies jest poza tym spacerowany i zabawiany etc. - to taki potrafi przyjść i zwrócić mi uwagę, że się W TEN SPOSÓB nie traktuje psa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Ręce opadają... Kiedy pytałam tych od klatek "po co im ten pies?" to usłyszałam, że po nic i czekają "aż zdechnie"... Sama się dziwię, że jeszcze żyje - na mrozie, na upale, w gównach i szczynach, na chlebie z wodą podawanym na szpadlu - Boże...
    Interwencja kosztuje wiele, nawet spalenie garażu - "ostrzegawcze" - zdarzyło się. Albo zatrucie psa - też nam przypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kretowata, po prostu nie mogę już tego komentować. Jak żyć wśród takich ludzi? Jak patrzeć na to każdego dnia i czuć bezsilność??? Jak dajcie sobie radę, Wy, mieszkańcy wsi?
      To jest straszne mieć takie przypadki za płotem. :(((((((((((((
      A najgorsze jest to co napisała Jola i Ty teraz, że jeśli zwalczysz, zgłosisz, zechcesz coś zmienić to boisz się o psa, bo może stać mu się krzywda, i o swój dobytek. :((((((((((

      Usuń
    2. Ja po prostu staram się tego nie komentować, bo to nie ma żadnego sensu - i tak nic nie zdziałam. Psu pomagam, jak mogę, jednemu czy drugiemu, zwracam uwagę właścicielowi - czasem żartem, czasem przy okazji - ale póki się nic złego nie stanie komuś - nikt nie zareaguje...
      Psa otruto koleżance, za to, że zgłosiła sprawę psów pilnujących dużego magazynu czy firmy, którą miała niedaleko za swoim płotem... Ręce opadają i tyle.
      Szkoda gadać...

      Usuń
    3. A maja chociaz cien te psy w tych klatkach 2x3? Od jutra maja byc upały ...nie wiem skad jestes ,ale na południu ma byc dwa tygodnie powyzej 30$tu stopni , a nawet 37,38...

      Usuń
  17. Ręce mi opadają jak czytam takie rzeczy, są dni kiedy mnie to tak przytłacza, że chcę się poddać i ogłuchnąć i oślepnąć żeby nic do mnie nie docierało. Ale nie mogę się poddać, bo to nie pomoże a trzeb pomagać i ratować życia tym stworzeń.
    Dziś nie mam siły komentować, za bardzo boli.

    OdpowiedzUsuń
  18. Uświadamianie ma sens jedynie wśród małych dzieci, które są jeszcze wrażliwe i nieskażone głupotą swoich rodziców. Powinno się trąbić o tym już w przedszkolach, podstawówce, aż do znudzenia. Ci którzy traktują psy jak na zdjęciach raczej się nie zmienią, są zwyczajnie podli, okrutni, zatwardziali. Czy to taki problem na wsi zbić psu solidną budę, posadzić gdzieś obok brzozę żeby szybko dała cień, kupić trochę siatki, żeby nie męczyć psa łańcuchem? Moim zdaniem dla chcącego nic trudnego. Jedyne co ich zmusi by im się zachciało chcieć, to parę stówek mandatu i zapowiedź kolejnej wizyty kontrolnej,Zakładam się że warunki psa uległy by nagłej poprawie. A najlepiej jeszcze narobić im wstydu bo tego ludzie też się obawiają, upubliczniać w jakiejś lokalnej gazecie regularnie osoby ukarane za znęcanie się nad psami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest jedyna droga; zacząć od przedszkola! Nagradzać, doceniać, premiować dobre zachowania. To wymaga planu! Kto się tym zajmie?? Czy znajdzie się śmiałek wśród polityków, który przeprowadzi taką reformę? Czy może będzie się bał, że nasze wspaniałe społeczeństwo zaraz mu zarzuci, że przecież powinien zająć się ludźmi? Obawiam się, że nie ma u nas nikogo, kto miały możliwości i chęci, aby coś zrobić. :(

      Usuń
  19. Jakiś czas mieszkałam na podlaskiej wsi. Wtedy nie miałam żadnego zwierzaka .Zwracałam jednak uwagę na zwierzęta w gospodarstwach. Widziałam jak są traktowane: z okrucieństwem i obojętnością. Stary,chory pies był wywożony do lasu,zabijany często na oczach dzieci,bo darmozjadów się nie trzyma . W byle jakiej budzie,była to czasami metalowa beczka, na krótkim łańcuchu karmiony tym,co nie zjadły kury czy świnie.Znienawidziłam wieś i jej mieszkańców. Kiedy zamieszkałam w Suwałkach obserwowałam jak w dni targowe chłopi przywozili psy i porzucali je uwiązując np. na przystanku autobusowym.często okaleczali,żeby zwierzak nie mógł gonić za panem. Kilkakrotnie widziałam wyrzucane z jadącego samochodu psy. Rozpaczliwie goniły za odjeżdżającym,jeśli nie zostały potrącone przez inny samochód. W ubiegłym roku głośna była tu historia o psie włożonym w mrowisko i unieruchomionym. Szczęśliwie ktoś go znalazł i uratował.Pomysłowość człowieka w zadawaniu cierpień istotom słabszym jest jak ocean,bez dna.Czasem chce się siąść i wyć z bezsilności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(((((( Nie umiem nawet tego skomentować, chyba, że tak jak Orka poniżej. :((

      Usuń
  20. Czytając takie historie to chętnie i z wielką przyjemnością zrobiła bym takiemu właścicielowi dziurkę na czole.....

    OdpowiedzUsuń
  21. Brak mi słow po prostu na ten cały otaczający nas prymitywizm.
    A ja takiego właściciela wsadziłabym do kojca 2x2, podawała szpadlem resztki ze stołu, a wodę wlewała wężem - utopia, wiem.

    OdpowiedzUsuń
  22. To nie może być prawda. To jest jakiś obłęd. Nawet nie mam siły komentować. Ale, co ja się głupia dziwię...
    Mam przecież kota przychodzącego... nie darmo on woli u mnie być. Jeśli chodzi o psy to tem, ktory powinien mieć najlepiej, ma najgorzej, natomiast, tam gdzie jest biedniej, biedy po psach nie widać. W trzech domach mieszkają w domu, są dobrze utrzmane, nawet jeden wręcz tłusty, ale to małe psy. W jednym, łańcuchowy, spuszczany jest na noc, ale biega po obejściu z długim łańcuchem. W następnym siedzi w kojcu, kiedyś spacerowany, teraz nie. Buda, choć bardzo solidna, ale na pełnym słońcu. Wodę ma. Jedzenie raczej nie dla psa, choć specjalnie gotowane. Jest chudy. Nie wiem, jak z odpchleniem i drobaczeniem. Szczepienie na wścielkliznę było we wsi, wisi afisz. Nie wiem, czy wszystkie psy były, a powinny, tu zwierzęta maja kontakt ze zwierzakami leśnymi. Jeden z psów w zeszłym roku, został chyba uśpiony( a mże zabity?), pogryzł się z lisem, bali się o zarażenie wścieklizną....

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet skomentować trudno- ale jedyny sposób by gospodarz poznał jak fajnie jest być u niego psem, to jego samego na kilka godzin usadzić na łańcuchu na miejscu psa- najlepiej bez wody i jedzenia i możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych. Przy jednym rogu stodoły uwiązać tak chłopa, przy drugim- babę. Jak posiedzą tak w upale albo w zimnie i deszczu to może coś do nich dotrze. To wcale nie jest żart, ale znając
    psychikę i "rozgarnięcie" wiejskich ludzi wiem, że to jest jedyny sposób.
    Złe traktowanie zwierząt wynika wcale nie z powodu ubóstwa - wynika z braku wyobrazni i przekonania, że zwierzęta są pozbawione uczuć- wszak kościół wstawia ciemnotę, że zwierzęta duszy nie mają, a więc i uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam podobne "doświadczenia" ze wsią :(... i bardzo trudno do tych ludzi dotrzeć. Przedmiotowe traktowanie zwierząt jest na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
  25. ...co tam wieś, wystarczy jechać kawałek za miasto aby spotkać się z podobnym zachowaniem "właścicieli". Sam wiele razy słyszę weź mu przypierd*l to będzie się słuchał ot rzeczywistość a ręce opadają. Planuję u siebie poruszyć sprawy, pies a ludzie, z którymi się spotkałem będąc właścicielem prawie już półrocznego psa...

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję Wam za podzielenie się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami.
    Obraz jaki wyłania się i z tej relacji, i z nich, jest naprawdę załamujący, a światełka w tunelu nie za bardzo widać...

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeśli ktoś tu jeszcze zajrzy. Dziś trafiłam na koleje takie doniesienie. Tym razem pies został interwencyjnie odebrany.
    https://www.facebook.com/dtpsymirona?fref=nf (nie umiem skopiować postu, więc wklejam jego treść:

    Otrzymaliśmy zgłoszenie od mieszkańców podwrocławskiego Rakowa o chorym psie przetrzymywanym na jednej z posesji. W dniu wczorajszym po przybyciu na miejsce okazało się, że na fermie drobiu produkującej jaja (chów klatkowy) bytują dwa duże psy w typie ON. Jeden z nich ma poważnie chore oko. Już z daleka zauważyliśmy, że spod powieki wyrasta wielka zmiana nowotworowa. Będący na miejscu lekarz stwierdził, że pies musi bardzo cierpieć od co najmniej kilku miesięcy.
    Skontaktowaliśmy się z właścicielem i poprosiliśmy, aby przyjechał do zakładu. W nieprzyzwoity sposób (używając wulgaryzmów) kazał nam się wynosić z posesji, stwierdził że nie będzie z nami rozmawiał i rozłączył się, Podczas kolejnego połączenia żona właściciela psów poinformowała nas, że właśnie wyszedł on z domu i udał się do ...kościoła.
    W asyście wezwanego na miejsce patrolu z KP Długołęka dokonaliśmy administracyjnego odbioru psa.
    Sprawa długotrwałego pozostawienia zwierzęcia w ciężkiej chorobie, czyli zgodnie z wykładnią Ustawy o Ochronie Zwierząt popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzęciem przez Wacława J. znajdzie swój finał w Sądzie.
    Cóż, wystarczyło zawieźć psa do sąsiedniej wsi gdzie mający gabinet weterynarz udzieliłby zwierzęciu wymaganej pomocy, ale po co ? Przecież pies jajek nie znosi więc szkoda wydawać forsę na darmozjada.
    ...ręce i nogi opadaja Emotikon frown

    OdpowiedzUsuń
  28. hmm a po co on się udał do tego kościoła, bo jakoś nie rozumiem:/

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie ma dnia bez nowych wieści o szczęśliwych wiejskich psach...

    https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=422143341324559&id=304551119750449

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...