poniedziałek, 13 lipca 2015

W roli głównej: Miniak

Dzień dobry, tu dwuosobowa brygada ds. informowania o postępach (oraz postępowaniu) Miniuszka: Ala D pisze do JolkiM, JolkaM rozpuszcza na świat cały. I oto, co nastąpiło w ciągu ostatniego tygodnia z małym hakiem, czyli występy i występki Miniaka.

Ala D pisze na przykład tak:


Mini mimo upałów pakuje się z uporem maniaka (a może tylko Miniaka) do swoich gronostajów, które są odpowiednie na mrozy bardziej niż na tropiki, i dzielnie w nich sypia (chociaż ma też inne, bardziej przewiewne miejsca do spania). Za to jak już się z nich wyczołga, to mam wrażenie, że jest na wpół ugotowany. :)



Klopik i bidet są nadal dla niego wielką atrakcją, potrafi cierpliwie siedzieć i kombinować, czy nie ma sposobu, aby te źródełka stanęły otworem. Jak jestem w domu, to staram się mu umyć kopytka po wyjściu z kuwety i bardzo mu się to podoba, nie ma najmniejszych oporów, żeby stanąć na mokrym. :) Do tego stopnia, że dzisiaj krówka wstrętna (czytaj: kochany koteczek) w łazience się zsiusiała, a ja nakryłam go na gorącym uczynku. Całkiem przypadkiem zresztą. Dostał reprymendę, nakrzyczałam na niego, pogroziłam palcem, a on... potraktował to jako zachętę do zabawy. :) Chyba muszę się bardziej postarać...
Szczerze mówiąc, to chyba moja wina, bo nabyłam odświeżacz  w proszku do kuwety i dzisiaj pierwszy raz posypałam nim delikatnie kuwetę przed nasypaniem żwirku. Pech chciał, że zamiast naturalnego dostałam lawendowy i tu podzielam preferencje Miniego - lawenda słabo komponuje się z kuwetą. :) Cały żwirek musiałam wysypać, umyć kuwetę, aby pozbawić ją lawendy i sto razy go do niej  nosiłam, grzebiąc jego łapką, na wypadek gdyby miał zapomnieć, gdzie należy się załatwiać. Uciekał za każdym razem jak wystrzelony z procy, dziwnie na mnie patrząc. :)  Ciekawe, co sobie o mnie pomyślał...



Wczoraj odkrył, że można wskoczyć na stół w kuchni, powąchać kwiatki, poskubać trochę zielonego, przemaszerować w celach zwiadowczych i z gracją zeskoczyć na krzesło tylko po to, aby za sekundę powtórzyć ten manewr jeszcze raz . :)



To bardzo delikatny kotek, wyjątkowo wybredny, ale skoro nie brytyjska uroda, to chociaż francuskie podniebienie... Czymś zaszpanować wypada. :)

Mogłabym długo o nim opowiadać, zachwyca mnie w tym bezbronnym kociaku wszystko. :))) Wam jednak, Drogie Kociotki, nie muszę tego stanu tłumaczyć.




***

A następnie tak:

Witaj Jolu, 
wywołani przez Gosię do tablicy meldujemy się niedzielnie. Nie sądziłam, że po takiej serii jeszcze ktoś będzie zainteresowany tym, jak ma się Mini.
U nas właściwie niewiele się dzieje, ja jestem monotematyczna w zachwytach nad Miniaczkiem, a on nie przestając ani na chwilę być słodziakiem, zaczyna bywać też chuliganem i obwiesiem - oczywiście najsłodszym. :)))
Jest odważny i wszędzie go pełno, wchodzi z takim wdziękiem w zakazane miejsca, że zanim zdążę stanowczo mu zabronić, to jetem tak rozmiękczona, że odpuszczam. :)
W związku z tym np. wczoraj pozbierałam skorupy po rozbitej doniczce z miętą. Świecznik z komody pracowicie przesuwał łapką, aż ten spadł. Dzisiaj szukałam Miniaka dobrą chwilę i okazało się, że zamknęłam go w szafce z garnkami! Kiedy tam się wślizgnął - nie wiadomo. 

Z całą pewnością muszę powiedzieć, że każdego dnia odrabiam lekcję ostrożności - zanim otworzę czy zamknę szufladę, szafkę, a nawet drzwi - sprawdzam, sprawdzam i jeszcze raz sprawdzam... A on i tak jest szybszy. :)))





Wieczorem jest godzina szalonej zabawy, Mini urządza wyścigi po całym mieszkaniu, wspina się na drapak, myszki (sztuczne) nosi w zębach i chowa w sobie znanych kątach, a ja biegam z wędką jak małolata i chodzę z podrapaną ręką, bo Miniaczek w chwilach zapomnienia podczas zabawy traktuje moją rękę jak zdobycz, na którą można skoczyć, objąć jak drapak pazurkami i dla pewności wbić swoje ząbki jak szpileczki. :)





Mój przedpokój przypomina koci plac zabaw. Ale jak nie teraz, to kiedy ma szaleć i bawić się do utraty tchu? Dzieciństwo mija tak szybko - kocie także. :)
  


Usiłowałam prowizorycznie zabezpieczyć dół balkonu, aby Mini nie poszedł w siną dal, ale tak mi pomagał, że nie skończyłam... :)

Rozbiorę ten stolik. I zjem.


* Tutu o niewesołej przeszłości Miniaka, zanim Ala D została personelem  uniżonym koteczka.

Dobrego tygodnia życzą stała korespondentka z Rzeszowa oraz załoga ZMD. :)



42 komentarze:

  1. cudne, beztroskie dzieciństwo :))
    dzięki tobie, Alu! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I korzysta z tej beztroski bez granic.:)

      Usuń
  2. Och i ach. Dyszę z zachwytu i nie znajduję słów. Mini tak bardzo z charakteru i postępków przypomina mi Czajnika i jego nieocenioną pomoc we wszystkich czynnościach, zwłaszcza w zmienianiu pościeli, czy tylko przy ścieleniu łóżka. Uch, do schrupania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty sobie dyszysz, a ja jak zwykle obumarlam ze zachfytu.
      Bulka mi wyrosla i juz nie jest tak bardzo przytulasny jak na poczatku, zrobila sie taka damowata, choc do mieckowej zolzowatosci jeszcze jej daleko. :)))

      Usuń
    2. Po co te kociaki tak szybko rosną ? Tyle wdzięku z czasem zamienia się w powagę ale taki już urok dzieciństwa.:)

      Usuń
  3. A mi on trochę Persa przypomina ta długa ładna sierść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest pers ale sierść rzeczywiście ma dłuższą.:) To jakaś mieszanka...wdzięku z gracją.:)

      Usuń
  4. Mini rozkoszniak,jaki on jeszcze maluteńki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Alu, jak to taka psota to nigdy pralki nie nastawiaj jeżeli nie będziesz go miała w zasięgu wzroku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem...:) Sprawdzam po kilka razy, zanim włączę pralkę czy zmywarkę. On wszędzie stara się wejść, sprawdzić. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.:)

      Usuń
    2. Ja mam pralkowe zapalenie mózgu i obsesję z manią prześladowczą i natręctwami.

      Usuń
  6. Cudne kocięctwo rozkosznego Miniaczka :))
    Zachwycam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno oprzeć się takiemu rozkoszniakowi.:)

      Usuń
  7. Jest niesamowity :))) Taka puszysta, słodka kuleczka ....

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Przecież nie może się nudzić !

      Usuń
    2. Mnie rozbroiła różowa maupka w łóżeczku z sobolowom etolom:)))

      Usuń
    3. Ma jeszcze niebieskiego jeżyka.:) Tak się zastanawiam - już się rejestrować do specjalnego lekarza czy jeszcze chwilę poczekać?

      Usuń
    4. Już czas:)))
      Potem będzie tylko gorzej.

      Usuń
  9. Też miałam kiedyś taki stolik i też został zjedzony ;-D
    Słodki kotecek:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przestanie mu smakować. Tymczasem chętnie go podgryza.:)

      Usuń
  10. Tyle słodkości w tym futerku.I mi też przypomina persa tylko ma pyszczek ładniejszy. Będziemy obserwować co ze słodyczy wyrośnie. Gosia z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On raczej na persa nie wygląda, ma trochę dłuższe futerko ale pyszczek raczej szczupły.
      Mieszaniec malutki.:)

      Usuń
  11. Jeśli to jest rodowodowy kot lub choćby tylko trochę. To należy brać pod uwagę, że będzie potrzebował innego niż suche czy mokre, ze sklepu jedzenie. Szczególnie po kastracji. O czym boleśnie na kieszeni przekonało się moje dziewczę, po setce funtów raz a dwa w trybie pilnym, wzywając weta w niedzielę do domu. Teraz "mały" :)) je gotowane mięsko kurze w rosole z ryżem, tylko to i się nie "czopuje" mu sikanie. O tym mówiła też kiedyś Krysia Jasna, gdy dzwoniłam z prośbą o pomoc, jej czekoladowy to pers (chyba?) i też żadnego suchego, czy puszki i innej saszetki jedzenia, inaczej wet natychmiast i antybiotyk i inne operacje na przewodzie moczowym.
    Kotuś rozbraja i zachwyca cudne maleństwo radości dla serca i oczu. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mini jest bardzo wybrednym kotkiem a sucha karma wyjątkowo mu nie odpowiada.Może z czasem się przyzwyczai, zobaczymy. porozmawiam jeszcze z wetką. Na razie staram się żeby jadł to, co mu smakuje.
    Niech trochę urośnie bo to jednak ciągle wersja "mini".:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten wpis wygrywa w moim czytników blogu - super kociaki! Piękne zdjęcia i ujęcia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudny przytulaczek. wcale się nie dziwię, że możesz o nim opowiadać godzinami.
    Mam od pięciu miesięcy takiego urwpołcia w domu i pomimo, że w maju skończyła roczek to nadal jest dzieciakiem wszendobylskim wesołym, rozbrykanym z kocim ADHD - kocham ją bardzo.
    Miniaczku brykaj niech twoje dzieciństwo trwa i trwa.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to ja też chciałabym to jego kocie dzieciństwo przedłużyć - na jego radość i własną
      niekłamaną przyjemność.Niech nadrabia i rozrabia ile może to stajenne wygnanie.
      No, może bez przesady.:)))

      Usuń
  15. Śliczny, zabawny myślę że tak prędko ciekawość świata mu nie minie. Bardzo lubię takie opowieści o kotkach, zwłaszcza takie jak Twoje, pisane ze swadą i humorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, niech mu wcale tak prędko nie mija ta ciekawość świata ale... mam nadzieję, że nie wysprząta mi mieszkania ze wszystkich gadżetów. Niemniej jednak jest na dobrej drodze.:)))

      Usuń
    2. Zniknął mój komć! Blogger niech sobie uważa!
      Było jakoś tak, że słusznie, że podkreśliłaś, Ewo, co także dla mnie jest istotne - że Ala pisze tak, że się samo czyta, i samo się uśmiecha. Czyli sama radość. :)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Fsystko i jeszcze trochę.:)

      Gotowa na nowe emocje? Nadchodzą.:)

      Usuń
  17. Nice post, things explained in details. Thank You.

    OdpowiedzUsuń
  18. Śliczności! Przypomina mi czasy, kiedy Songo był maleńki i musieliśmy uważać, żeby na nim nie usiąść, bo mieliśmy wersalkę w duże czarne plamy, i prawie nie było go widać, kiedy na niej spał.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...