poniedziałek, 27 lipca 2015

Kocięta w potrzebie, Białystok, Polska


9 lipca to ważny dzień - piętnaście lat temu urodził się mój syn. Przyznaję, dosyć dobrze ten dzień pamiętam - sama nie wiem dlaczego. ;) Datę 9 lipca roku 2015 zapewne zapamięta Joanna z bloga MarAsiowa Ostoja, choć powód jest zupełnie inny. To właśnie tego dnia jadąc - inną niż zwykle trasą! - do miasta, w którym stomatolog miał rozprawić się z dokuczającym jej od miesiąca zębem, dojrzała przy drodze na wysokości lasu między dwiema wsiami podejrzaną ciemną plamę. Po chwili odkryła, że to trzy przytulone do siebie kocięta. Z małymi perypetiami udało jej się je złapać i zabrać do samochodu, a następnie ulokować w okolicy u przyjaznej duszy - na czas stomatologicznych okoliczności. Fundacja, do której się następnie zwróciła o pomoc, jest maksymalnie zakocona... Osoby pracujące tam zaproponowały jej jednak to, co mogły - dużą klatkę, w której Joanna ulokowała znalezione koteczki. 

Joannie marzy się, by stał się cud  i by te maluszki znalazły wspólny dom. 

Dlatego zwróciła się z prośbą do Gosi o "protekcję". Taaak, sława i skuteczność Gosianki dotarły już nawet na wschód - w okolice Białegostoku. Ale sława i skuteczność w takich wypadkach to, jak wszyscy wiemy, za mało. Potrzebne jest wsparcie i działanie całego wszechświata, w tym zaprzyjaźnionych blogów, forów, twarzaków i czego tam jeszcze, co współczesne technologie mają do zaoferowania.

A zatem prośba do zaglądających tutaj: rozgłaszajcie, rozpowiadajcie, niech się wieść niesie o tych trzech ślicznych koteczkach. Dwa z nich - czarny i czarno-biały - to kocurki, szylkretowa to koteczka. Przypuszczalnie mają około 8-9 tygodni, choć to trudne do określenia. Są zdrowe, rozbrykane, piękne i kochane. Wspaniały byłby domek, nie mieszkanie, może na wsi, ale nie u rolnika, chyba że to byłby rolnik świadomy, empatyczny, wiedzący, co znaczy właściwa opieka nad kotami.  Do 100 km Joasia kotki dowiezie (aktualizacja: powyżej 100 km transport opłaci Fundusz Skarpeta). Kotki są odrobaczone. Będzie obowiązywała umowa adopcyjna, a jeśli adoptuje je ktoś z regionu Białegostoku, otrzyma refundację sterylizacji.

E-mail Joanny: joanna.polangel@gmail.com

Tutaj można przeczytać szczegółową relację Joanny: http://marasiowaostoja.blogspot.com/2015/07/kocie-zycie-pode-zycie.html












I znów nasuwają się gorzkie refleksje.... Znów ktoś wyrzucił bezbronne maluchy, skazując je na cierpienie, na śmierć. Nie znalazł w sobie nawet tyle empatii i dobrej woli, by ulokować je w schronisku czy w innym miejscu, które dawałoby im szansę na przeżycie...
Może nam się uda sprawić prawdziwy cud - cud znalezienia im domu. Spróbujmy.

Dziś pisałam ja, JolkaM, ale Gosianka pewnie też dołoży swoje trzy grosze. Strzeżcie się! ;)

A poza tym miłego tygodnia! :)

J.

Ja dopisuję tylko, że jeśli ktoś zakocha się w nich, to transport zorganizujemy! Nasz blogowy Fundusz Skarpeta czuwa! Szukamy więc domu trzem kociakom, może razem, może osobno, odzywajcie się do Joasi: 788 902 985.
Białystok i okolice, cała Polska. 

G. 

Wieczorem trochę zdjęć Fikuni. :)))

49 komentarzy:

  1. Dlaczego nie u rolnika?
    Marta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to marzenie Joasi. Ona boi się, że mogłyby nie mieć właściwej opieki, ja jednam myślę, że to wymaganie na wyrost. Że szukają domu u kogoś kto kocha zwierzęta. Po prostu.

      Usuń
    2. podpisując umowę adopcyjną ...nowy ' właściciel ' kociaka/kociaków jest zobowiązany do ich sterylizacji;
      prawda jest taka, że niestety mało który rolnik ma na to czas...
      ba... na Podlasiu dla niektórych rolników jest nawet to dziwne... co niektórzy nie wiedzą, że może być umowa prawna na zwierzęta nie wspominając o sterylizacji ( kot kastrowany nie łapie myszy )...
      no i rolnicy nie trzymają kociaków w domu...
      a te mają mieszkać w domu a być wychodzącymi

      Usuń
    3. Oby ci się powiodło co sobie wymyśliłaś. I oby dobry los dał kociakom wspaniałe domy!

      Usuń
    4. Jejku,skąd przekonanie że koty po sterylizacji/kastracji nie łapią myszy??? Takiego mitu o zabiegu nie słyszałam jeszcze...czego to ludzie wymyślą?...ŁAPIĄ !Niestety czy "stety", ale łapią. Trzymaj kciuki za dom dla maluchów!:) justynak

      Usuń
    5. Miało być: TRZYMAM kciuki ,oczywiście !:)

      Usuń
    6. Łapią, że aż miło, nie tylko myszy, ale i ptaszki, albo chrabąszcze majowe. Te ostatnie ma na sumieniu nasz Bonusik. Tak, tak, wykastrowany, domowy "leloch". Na osiatkowanym balkonie.
      Mam nadzieję, że maluszki znajdą dom :) Jak zawsze będziemy czarować :)

      Usuń
    7. Oczywiście, że sterylizowane koty łowią. :] Co za głupi mit! Tak jak ten, że kota nie należy karmić, bo nie będzie polował. Właśnie najedzony, zdrowy, rześki kot ma chęć do życia i do zabawy, a więc i polowania! Ech, te brednie o kotach. jak np. ta, że futro kotów ma właściwości lecznicze. Tak, ma, ale na żywym kocie, a nie wyprawione...

      Usuń
    8. Moi rodzice mieszkają na wsi, są rolnikami i zapewniam, że ich cztery kociaki i dwa psiaki mają u nich jak u Pana Boga za piecem. Cała ekipa po kastracji i sterylce, świetnie sobie radzą i nikt ich nie zaniedbuje. Nie wiem dlaczego z góry negatywne nastawienie do wsi i rolników i wykluczanie jako potencjalnych nowych właścicieli.
      Teraz są zamknięte w klatce?
      Marta.

      Usuń
    9. Marto, zaraz dopiszę uściślenie, bo może źle się wyraziłam. Chodzi o to, żeby ewentualny rolnik-opiekun był z tych świadomych, a nie tych, którzy koty zostawiają sobie samym, włącznie z kwestią rozrodczości...

      Usuń
    10. A poza tym bardzo ciepło Cię pozdrawiam. :)

      Usuń
    11. Podejrzewam, że osoba, która nie ma zamiaru należycie zająć się kociakami (wspomniany tutaj rolnik) nawet nie wpadnie na pomysł adopcji. Bo po co mu kolejny obowiązek?
      Chętnie popytałabym u siebie ale niestety Wielkopolska chyba zbyt daleko.
      Pozdrawiam,
      Marta.

      Usuń
    12. Marto - odległość nie jest żadnym problemem. Pytaj.

      Usuń
    13. Marto, nie zaszkodzi popytać - w razie czego Skarpeta pokryje koszty transportu.

      Z tym zastrzeżeniem co do rolnika to raczej chodziło Joasi o "zabezpieczenie", że koty w razie zadziałania jakiegoś pośrednictwa (co może się zdarzyć przy takich akcjach) nie trafią do kogoś przypadkowego. Myślę, że uzupełnienie, które dodałam wyjaśnia jej intencje.

      Usuń
    14. Co do pośrednictwa w adopcji, to chyba tak czy siak istnieje jakaś procedura (wywiad, sprawdzenie potencjalnych właścicieli i warunków w jakich kociaki będą przebywać) więc nie trzeba się zapas martwić. Przynajmniej taką mam nadzieję :)
      Marta.

      P.S. Mam jeszcze pytanie. Czasem piszę tutaj komentarze i niestety zawsze jako anonim. Czy aby mieć swoją nazwę muszę założyć bloga, czy można po prostu jakoś się zarejestrować?

      Usuń
    15. dobrze to ujęłaś Jolu...
      chcę napisać, że absolutnie nie chciałam obrazić żadnego rolnika...
      jeśli mam takie a nie inne zdanie to dlatego, że mam podstawy by tak pisać...
      np.: swego czasu pracowałam z osobą inteligentną i w średnim wieku; rolnikiem zresztą... kochającym konie...dbającym o nie... na terenie zakładu jesienią dokarmiałam koty i ptaki; jakie było moje zdziwienie kiedy usłyszałam od niego... po co to robię ? przecież ptaki do srajdusy i żadnego z nich pożytku nie ma; koty tym bardziej, zresztą swego starszego psa chciał uśpić bo już stary... słuchajcie ... ręce opadają co się dzieje na Podlasiu... uwierzcie mi... wiem co piszę... przynajmniej połowa rolników mieszkających na wsi ... owszem kocha zwierzęta: konie, króliki tudzież inne latające czy łażące ' zwierzaki ' ale tylko te... co przynoszą dochód do kieszeni... ale wydać 1 złotówkę na karmę... to już zdecydowanie NIE

      Usuń
    16. Marto, ja sama nie jestem aż tak biegła w sprawach wirtualnego istnienia, ale wiem na pewno, że można się zarejestrować (tak jak zrobiłam to ja za namową Gosi już trzy lata temu). Mam konto na Bloggerze (nie trzeba mieć bloga) i założenie go było bardzo proste, skoro ja przez to przebrnęłam. Spróbuj. :)

      Usuń
    17. Marto... wystarczy się zarejestrować...np. posiadać konto gmaila

      Usuń
    18. Kurczę, Joanno, już nie pierwszy raz słyszę o rolnikach na Podlasiu takie rzeczy, że tylko się załamać... To chyba nie mogą być mity, skoro coraz to ktoś takie opinie z własnego doświadczenia przytacza. Zgroza! Tradycja, znieczulica, ignorancja?

      Usuń
    19. Do Marty-wyjaśnię o co chodziło z "nie u rolnika".Mieszkałam w mieście powiatowym Ostrów Mazowiecka czyli sporym, w województwie mazowieckim. Kolega mieszka za Piszem, czyli też wschód. Sądzę jednak że mentalność "rolnika" jest obecna w całej Polsce, z tym, ze na wsi widać ją najbardziej. Miasto powiatowe 22 tys. mieszkańców-traktowanie zwierząt OKRUTNE. Jedzenie to starychleb z wodą, wielodniowe spleśniałe resztki z pańskiego stołu, a jak jaki "gospodarz" jest "ludzki" to do tego chleba dodaje smalec. Zima psy same musza zdobyć sobie pożywienie, w związku z czym są albo wyrzucane i biegają ich całe watahy, które dziczeją albo zwyczajnie umierają z głodu. Koty- małe kociaki są topione w wiadrach albo żywcem zakopywane w ziemi. Jeden taki jak mu powiedziałam, że może kotkę wysterylizować, stwierdził, że nie będzie jej seksu żałował. Mieszkając we Wrocławiu nie wierzyłam, że takie rzeczy mogą mieć miejsce. Dodam że zwierząt się nie leczy, bo szkoda pieniędzy, więc ja zdechnie to będzie nowy, a jak przeżyje to przeżyje. Z żalem stwierdzam, że podczas 7 letniego pobytu nie spotkałam nikogo, kto przejmowałby się losem zwierzaków, dlatego też pomimo sporych kłopotów jakie mam, mój pies jest ze mną za granicą. Bo po prostu nie znalazłam nikogo, kto by należycie się nim opiekował, że o kochaniu go jak ja nie wspomnę. Z całą pewnością są na wsi mądrzy i empatyczni ludzie, którym los powierzonych ich opiece zwierząt nie jest obojętny, niemniej jednak ja ich niestety osobiście nie poznałam.

      Usuń
    20. Jolu... proste... słowo zacofanie najlepiej tu pasuje;
      mieszkam na wsi ( administracyjnie jest to wieś ) ; faktycznie gmina, centrum; kursują tu autobusy miejskie z B-stoku; myślę, że 1/3 mieszkańców ( tak jak ja od paru lat ) wyniosła się z miasta;
      taka sypialnia... większość mieszkańców pracuje w mieście; rolnicy też są ale już bardziej z nazewnictwa bo tylko mniejszość ma trzodę;
      obok mnie ludzie mają psy, koty... szkoda tylko, że nie sterylizowane... na dodatek absolutnie nikt ich nie karmi...woda latem nie stoi w miseczkach;
      wszystkie przychodzą do mnie... gdzie suchy pokarm zawsze stoi na noc jak i w paru miejscach na posesji świeża woda;
      możecie zgadywać co myślą o mnie ? kociara, psiara, zwierzęciara...
      będąc w gminie i prosząc o jakąkolwiek pomoc ( karma , sterylizacja ) od jednego starszego urzędnika usłyszałam : co to się porobiło... nie lepiej pomagać ludziom...? a to zwierzętom...
      na dobry ład... znalezione kociaki należą do gminy i to im... urzędnikom gminnym powinnam zanieść na biurko tyle tylko, że wiem, że dano by je ( po znajomości ) do uśpienia... tak... to prawda co piszę... tak się robi... po cichu...
      a tak na serio i dla żartu napiszę : autentycznie mieszkam na szlaku Konopielki... widać czas tu się zatrzymał...

      Usuń
    21. A może czas aby zacząć nagrywać takich "kochających" właścicieli i mających w tyłku zwierzęta urzędników i nagłośnić całą sprawę? Wzywać do upadłego straż miejską i policję jeśli zwierzęta za płotem nie mają karmy i wody? Media chętnie przyjmują takie drażliwe tematy.
      Wracając jeszcze do urzędasów. Może czas na oficjalne pisma, ciekawa jestem jak będą na nie odpowiadać.
      Marta.

      Usuń
    22. Marto, kiedy się mieszka na wsi i widzi takie sytuacje, jak opisane wyżej, a nawet mniej drastyczne, czasem niezwykle trudno jest zareagować. Jeśli osobiście zwrócić uwagę, nawet najbardziej spokojnie, grzecznie, kulturalnie, człowiek spotyka się z niechęcią, co najmniej niechęcią. Moja wyobraźnia w takich sytuacjach biegnie potem dalej i bardzo obawiam się o swoje zwierzęta. Przecież nie pozamykam swoich kotów w klatkach, one są wypuszczane, chodzą swobodnie po dużym ogrodzie - zwyczajnie bałabym się o nie, że jakiś zwyrodniały prostak zrobi im krzywdę. Pod wczorajszym postem Kretowata opisała sytuacje, w których ktoś "ostrzegawczo" spalił garaż komuś, kto próbował zaradzić złej sytuacji zwierząt. Ktoś inny otruł psa jej koleżanki...
      Tu potrzebne jest dobre prawo i rzesza inspektorów legitymujących się odpowiednimi uprawnieniami i podpierającymi się przepisami, żeby coś zmienić. Wolontariusze i inne samozwańcze "świry" to za mało... Jestem pewna, że o ile w miastach łatwiej pomagać kotom, psom, bo jest się dość anonimowym, to na wsi, gdzie wszyscy się znają, a tym bardziej wiedzą o kimś, że troszczy się o zwierzęta, WOZI JE DO WETERYNARZA!, daje im jeść - w razie zgłoszonej do interwencji sytuacji, kogo będzie się podejrzewać o to, że "doniósł"? Tę/tego świra, którzy leczą swoje koty, jeśli zachorują, a nawet wożą do lecznicy obcego poranionego psa... Taka jest rzeczywistość na wsiach, nie tylko na podlaskich....

      Usuń
    23. Bardzo mi przykro. Nie mam nawet słów aby napisać coś innego. Nie sądziłam, że może być aż tak źle. Trzeba edukować, a następnie egzekwować. Jednak tutaj pierwszeństwo powinna mieć gmina i to urzędnicy powinni reagować, z Waszych słów wynika, że urzędnicy mają podobne myślenie jak kochający inaczej właściciele.
      Marta.

      Usuń
    24. Między innymi dlatego pod wczorajszym postem tak bardzo upierałam się przy edukowaniu, uświadamianiu, docieraniu w sposób jak najbardziej nieinwazyjny (przynajmniej początkowo) do tych ludzi, którzy zachowują się wobec zwierząt w sposób, w jaki ktoś ich zachowywać się nauczył (to przechodzi z pokolenia na pokolenie) - oni nie znają innego traktowania, a jeśli znają, uważają to za fanaberię i zbytek. Żeby to zmienić, potrzebne jest odpowiednie prawo i edukacja, i uczenie empatii. I wiele lat pracy u podstaw.

      Usuń
    25. Pod tymi twoimi słowami JolkoM podpisuje się obiema ręcyma.

      Usuń
    26. Marto, założenie konta jest bardzo proste. Spróbuj!

      Usuń
  2. Poprzedni post, dzisiejszy post - na dobrą sprawę oba o tym samym; ręce opadają. Kociaczki śliczne - niech szybko znajdą dobre domki :)
    A, jeszcze szukając dodatkowych informacji o Antku weszłam na blog Luny i trafiłam przy okazji na post o tym, jak ludzie odnoszą się do tego, że ona pomaga zwierzętom. Pocieszam się tylko tym, że pomagających jest coraz więcej, i coraz więcej wśród nich ludzi młodych.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję ,że znajdą mądrych i cudownych właścicieli:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. O mamuniu, toż to u mnie ! Podzwonię, popytam. Trzy razem ... trudna sprawa być może... a może nie :)... ta szylkretka, to jak siostra mojej Frani .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz... Ewo... tak sobie myślę... że nic nie dzieje się z przypadku; te kociaki miały żyć... gdyby ktoś widział ( jak ja codziennie ) jak są ze sobą mocno zżyte; jak jeden o drugiego się troszczy to myślę... że na moim miejscu każdy tego by chciał... chociaż to graniczy z cudem... jednak ja... wierzę w cuda ! i tak sobie myślę.... że te kociaki komuś przyniosą szczęście... ostatecznie Stwórca... kocha trójcę... hihi
      chociaż to jest tylko jedna możliwość bo wiadomo, że jeśli znajdą się domki pojedynczo też będę prze... szczęśliwa...
      osobiście w domu mam 5 rezydentów i dla mnie jest to poważny problem bowiem nie mam już miejsca;
      gdyby było zatrzymałabym je u siebie...

      Usuń
    2. Ewo, o tym samym myślałam, że ta kiciunia jest jak Twoja Franka. :) Nie potrzebujesz aby trzech koteczków do towarzystwa dla niej? ;)

      Usuń
    3. JolkoM. rozdrapujesz paznookćmi bez pardonu w mem sercu ranę ! NIE MOGĘ ! Choć bardzo potrzebuję !
      Joanno, w takie cuda wierzę, i czaruję, by się stał !

      Usuń
    4. No dobrze, Ewuniu, to już nie rozdrapuję. I przytulam Cię mocno! :)

      Usuń
  5. Kolejna straszna rzecz jaka głupi człowiek zrobił innemu stworzeniu. Mam nadzieję, że człowiek który wywalił te kociaki straci coś drogiego sercu, coś drogiego tylko jego sercu. A kociaki niech znajdą dobry dom. Będę czarować. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym chciała być całkowicie szczera, szepnęłabym, że przez cały okres bycia DT nasłuchałam się o schroniskach tyle zlego, że nie wiem czy ta ulica nie była dla nich większą szansą na przeżycie.
    Niemniej dom im się należy, także udostepniamy słodziaki na fb.
    Wysyp kociaków jak co roku mnie przeraża :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety ... Podlasie nie posiada żadnego schroniska dla kotów !!! ma tylko jedną, jedyną fundację : Kotkowo;

      Usuń
  7. Jest mi bardzo przykro za rodzaj ludzki,Ze niektórzy są tak okrutni.W przyrodzie nic nie ginie i wszystkie złe rzeczy wracają do ich wykonawców w tym życiu albo w przyszłym. Gosia z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
  8. Wierzę, co tam wierzę, wiem na pewno, że te trzy sierotki piękne razem trafią do domu, w którym będą kochane, hołubione, szczęśliwe: Joasia już tak ma - jej marzenia, zwierząt dotyczące, zawsze się spełniają. Więc i tym razem Joanno, JolkoM i Gosiu - niech tak będzie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlatego tak bardzo walczę o kastrację i sterylizację zwierząt. Wierzę w pracę u podstaw - boli mnie tylko, że czasem walę głową w mur. Ale choćby dla jednego psa warto, dla jednego kota. I nie zgadzam się również na rozmnażanie zwierząt żyjących w dobrych warunkach, które nie są hodowlane. Nawet jeśli brzmi to zbyt kategorycznie. Pisałam pod poprzednimi postami ale powtórzę raz jeszcze: "czasem trzeba być nieustępliwym, nieelastycznym bo gra idzie o dużą sprawę. Kategoryczne sądy nigdy nie są dobre ale czy można rozważać twierdzenia typu: nie wolno zabijać, nie wolno kraść, krzywdzić. Nie wolno rozmnażać zwierząt w kraju, w którym jest tak wiele w ich kwestii do zrobienia - ja to traktuję jako podobny dogmat do tych wcześniej wymienionych. Prawo w Polsce jeśli chodzi o zwierzęta jest bardzo kulawe i trudno go zmienić, wiem bo jakoś tam próbowałam z garstką ludzi. Dopóki nie nadejdą lepsze czasy dla zwierząt w Polsce nie wolno nam się zgadzać na ich bezkarne rozmnażanie. Nawet przez tak wspaniałych ludzi jak Państwo J. - bo to nie oni poniosą koszty swojej decyzji ale właśnie zwierzęta. Bo co z resztą rozmnożonych psów, które urodzą kolejne i kolejne?" Pozdrawiam serdecznie! Marta (ta od gorącej dyskusji o rozmnażaniu pewnej suni). Ponieważ jest tu druga Marta :) dla odróżnienia nas podpiszę się Marta z Małopolski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 30 lat mam tylko niechciane, porzucone, podrzucone zwierzęta- 3 psy i 5 kotów. Każde zwierzę było i jest wyjątkowe, niepowtarzalne, chociaż nierasowe.... Psy kochały mnie miłością absolutną, zwłaszcza ten ostatni... - był szczęśliwy, że znalazł dom. Oddałby życie za nas i swój dom.... Łza się kręci na samo wspomnienie. Był też kocurek - wpatrzony w nas, jak w obraz.

      Usuń
    2. Dziękuję, że to napisałaś Zofijanno. Dziwnie, że wszyscy mówią to samo. Coś w tym musi być. :)
      Żartuję, oczywiście. Wiem, że zwierzaki po przejściach są oddane i odwdzięczają się ludziom po stokroć!

      Marto z Małopolski, konto sobie załóż, bo nam się te Mart pomylą. :) Poglądy macie identyczne. :)

      Usuń
    3. No masz, Marto, ja już Was pomyliłam! Byłam pewna, że Marta, która się dziś rano odezwała, to właśnie Ty. Dlatego też tak ciepło jak starą znajomą ją pozdrowiłam. Co nie znaczy, że teraz wycofuję te pozdrowienia. :D Skądże! Dodaję tylko nowe - dla Ciebie, Marto z Małopolski. :)

      Usuń
    4. I ja pozdrawiam JolkoM. Bardzo mi miło, że nazwałaś mnie starą znajomą :) To dla mnie zaszczyt mieć takich znajomych! Konto założę chociaż bardzo się cieszę, że druga Marta ma takie poglądy, że w zasadzie nie trzeba by nas rozróżniano ;) Marta z Małopolski

      Usuń
    5. Też racja. :) Ale w razie jednak jakiejś różnicy zdań... ;)

      Usuń
  10. http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/4693472,toz-ostrzega-przed-para-ktora-przyjmuje-koty-do-adopcji-znikaja-w-niewyjasnionych-okolicznosciach,id,t.html

    Nie wiem czy o tym wiesz Gosiu, dlatego wklejam link do artykułu :((

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...