niedziela, 6 października 2013

Francuskie słoiczki Niki


(Niko, zacznę od złej wiadomości, a potem będzie już tylko pięknie, OK?)


Dwa słoiczki się zbiły… Piękne, pyszne, przyrządzane przez Nikę pod gołym niebem Jej Południowej Arkadii, we Francji, w Pirenejach Wschodnich, rzut beretem od Morza Śródziemnego, wśród winnic i sadów. Zbiły się... Buuuuuuuuuuuu...

Nie przeżyły podróży:
  • Słoiczek z konfiturą z dojrzałych moreli odmiany Rouge de Roussillon, które aż tonęły we własnym soku… Jeden z 28 słoików, jakie zrobiła tego lata Nika, złote, słoneczne lato zamieniając w morelowy boski nektar. 
Zdjęcie Niki.
Zdjęcie Niki.
Mogę jednak powiedzieć, że znam smak tych niezwykłych przetworów, bo odsunęłam, jak się dało resztki szkła i spróbowałam odrobinę. Możecie mi wierzyć, że to był smakowy odjazd! Szczególnie opłakałam te morelowe, bo to było coś wspaniałego!

Długo nie mogłam się pogodzić z niezdarnością poczty i z pechem, bo Nika zabezpieczyła przesyłkę solidnie, ale na szczęście na pociechę zostało mi jeszcze coś! 

  • To ocalały ostatni słoiczek słodkiego września – konfitur figowych. To o tych konfiturach marzyłam najbardziej! Jeden z 28, jakie zrobiła tego lata Nika z owoców własnego figowca, który jest wyższy od domu, więc nawet ze strychu widać w dwóch oknach jego piękne liście. Wśród gałęzi wiją się pnące kwiaty (nawet tak wysoko :) i gdy  rano Nika budzi się, to taki właśnie ma widok z jednego z okien (ten opis ściągnęłam od Niki z Jej bloga).
Zdjęcie Niki. Nie mogę napatrzeć się na te pokrojone figi!
To o nich marzyłam i nie przewidując takiego obrotu sprawy, napisałam o tym wprost u Niki.
Czy mogłam przypuszczać, że ta dziewczyna potraktuje to na poważnie i przyśle mi je z dalekiej Francji do Polski?


Niko, jestem zachwycona smakiem tych konfitur. Zrobiłam sobie dzień dziecka i łyżeczką wyjadłam wprost ze słoika niemal całą jego zawartość. Czuć w nim słodycz owoców i delikatną nutę kwiatu pomarańczy. Drobne pesteczki lekko chrzęszczą pod zębami. To poezja. Do tego chrupiące biszkopty (też przyjechały z Francji!) i przez długą chwilę byłam w najpiękniejszej części swojego dzieciństwa. Za to Ci, Niko, bardzo dziękuję! Sprawiłaś mi wielką przyjemność, a żeby spróbować dokładniej pozostałych konfitur, będę Cię chyba musiała odwiedzić. :))


Uważajcie, co piszecie w komentarzach! Spełni się. :)


Gorąco Was zachęcam do kliknięcia w powyższe linki, prowadzące do innej krainy. Krainy, gdzie figowce zaglądają do okien, gdzie gotuje się na dworze i gdzie niebo jest lazurowe jak wody stykającego się z nim morza. Dla Niki to normalne życie, dla mnie to magia.

Wspaniałej niedzieli. :)

PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami: Ostatnie przypomnienie, trwa spis! Może ktoś skusi się teraz? :)


79 komentarzy:

  1. Pierwsza???Buziaki niedzielne;))lecę czytać;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana! doskonale rozumiem Twoją radość - i do nas przyszła paczka od mojej Małgosi, a w niej, między innymi, konfitura z fig - jedyna w swoim rodzaju.
      Za oknem już chłodek, a w sercu gorąco:)
      łańcuch dobrych serc rozrasta się bardzo:))

      Usuń
    2. To bardzo dobre podsumowanie! Nie przewidziałam tego w najmniejszym stopniu, kiedy zaczynałam prowadzić blog :)

      Usuń
  2. o to ja Ci się muszę pochwalić - tego lata byli u mnie wspaniali goście z Marsylii, poznani przez blog. Też na zasadzie - uważajcie co piszecie bo się spełni:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Necik to taka kraina spełnionych marzeń...;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, kilkakrotnie już tej "magii" doświadczyłam :) Przez internet też można ludziom sprawiać radość, wcale nie jest tak oderwany od życia realnego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała (zresztą już o tym pisałam), że jest coraz bardziej związany z realem:)

      Usuń
    2. Tak, necik to mój real, wszystko się coraz bardziej splata :)

      Usuń
  5. Witajcie z rana...
    Przykro mi bardzo, że aż dwa słoiczki zbiły się po drodze. Nie wyobrażam sobie jak poczta (obie poczty: francuska i polska:) musi traktować te paczki, skoro tak dobrze opakowane i w "regulaminowym" kartonie zakupionym na poczcie, pękły po drodze. Wniosek jest jeden, tylko słoiczki z gumką mają szkło wystarczająco grube, by przetrwać taką próbę transportową.
    Co do tych ciastek, to też typowe dla regionu ciastka-sucharki. Zostało mi trochę miejsca w pudelku i użyłam ich jako wypełniacza, bo dość lekkie, a ja nie mogłam przekroczyć 2 kg, bo to maksymalna dozwolona waga dla tego typu paczki i pudełka. Pewnie się trochę połamały :)
    Dobrze, że te najważniejsze , konfitury figowe dotarły i smakowały:)
    W końcu o tę degustację chodziło!
    Miłej niedzieli
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczta ma to w sobie, z e lubi rzucac paczkami - dokladnie tak samo jak ci od bagazu na lotniskach (kiedys widzialam, jak walizy lecialy z samolotu...ci rzucajacy nie wiedzieli, ze do samolotu obok dojechal autobus pelen pasazerow....). Drzewa figowego za oknem zazdraszczam :))

      Usuń
    2. Niko, kiedyś swoje konfitury z marchwi wysłała mi Asia z innego bloga. Też przyszły zbite. Trzeba by pewnie dopłacać za opcję "szkło" a to jest drogie.
      Żal mi ogromnie tamtych słoiczków! Ogromnie!
      Fajnie, ze wsadziłaś te ciasteczka, są bardzo smaczne i zjadłam ich za dużo niż powinnam, ale przecież nie mogłam sobie odmówić.
      Smaku konfitury figowej w Twoim wykonaniu nie zapomnę. Boska!

      Usuń
    3. Opcki szklo nikt mi nie proponowal. Musze sie tym blizej zainteresowac, bo po raz pierwszy od lat (i chyba w ogole) wysylalam sloiki poczta :)) Ciastka-lamance to tez specjalnosc z Roussillon, mialy sluzyc wypelnieniu wolnej przestrzeni ... to moje ulubione

      Usuń
    4. Nie dziwię się były (bo już zostały pożarte) przepyszne. Nawet tak bardzo się nie pokruszyły. :)

      Usuń
  6. I mnie sie zdarzylo zachwycic czyms w komentarzach, a pozniej jakas dobra wrozka postarala sie to dla mnie zorganizowac. I mialam! I radosc moja byla bezgraniczna. Bo budyn ma w sobie cos bardzo magicznego.
    Moge sobie wyobrazic Twoja rozpacz po otwarciu paczki. Ja bym te poczte....
    Przyjemnej niedzieli, Anko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam przesyłkę od Baby ze wsi, która sprawiła Ci wiele radości :)
      Wzajemnie, Aniu :)

      Usuń
    2. A nie pamietasz cud-serwety od Beaty? A wycinanka od Joasi? A zakladka celtycka od... ? Wiecej tego bylo!

      Usuń
    3. Pamiętam, pamiętam wszystko, tylko mnie zaćmiło! Pamiętam też ja płakałaś, że Ty mało dostajesz, a tu proszę! Też szczęściara. :)

      Usuń
  7. Co za strata :( Dobrze, że choć trochę skarbów uratowane! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ożeż! - to pod adresem poczty.

    Czytając dzisiejszy wpis, aż się oblizywałam. Jestem pewna, że też wygmerałabym choć odrobinę spomiędzy szkiełek, żeby spróbować. :)

    Niko, kiedy oglądałam zdjęcia i czytałam opis zaczerpnięty przez Ankę od Ciebie, aż czułam to ciepło, słońce i cały ten klimat. Rzeczywiście magia, czarodziejko. :)

    PS. Właśnie mam zamiar wysłać coś szklanego i teraz to chyba się cokolwiek spłoszyłam... Nic to, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, jaki ze mnie ślepaczek! Ta róża - przecież to kapustka! Śliczna. :)
      Tylko nie mów, że po sesji ją pożarłaś...

      Usuń
    2. Nie pożarłam, no co TY! Zachwycam się nią i podziwiam! :)

      Co do konfitur, to oczywiście, że chciałam wybrać jak najwięcej takich bez szkła i spróbować, ale powiem ci, że zbiło się na drobny mak i nawet próbując tę odrobinę musiałam potem wypluwać kawałeczki. To było ryzykowne. Wielka szkoda, bo sama widzisz z jakich owoców powstały te konfitury, u nas takich nie ma.

      Mnie miałaś wysłać? :D

      Usuń
    3. He, he, przebiegła Ty! Jeśli się tamto uda, to kto wie... :)

      Usuń
  9. Heh, ja też się oblizywałam jak Jola. Mniam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, Aniu, że to smak nie do powtórzenia! Nasze figi, te które można u nas kupić, nie są nawet w połowie tak czerwone i soczyste jak te ze zdjęć NIki.

      Usuń
    2. Figi sa jednak bardzo delikatne, wiec te na sprzedaz nie moga tak dlugo dojrzewac na drzewie, jak te do spozycia od razu.. No ale tak jest ze wszystkimi owocami i jarzynami ... niestety

      Usuń
    3. Niestety... Chciałabym kiedyś spróbować takich fig prosto z drzewa!

      Usuń
    4. No wiesz.... to jak z ta góra i Mahometem. z tym, ze moj figowiec jest jak góra, czyli wszystko jasne i musisz ruszyć się ty w nasze okolice (przełom sierpnia i września najlepszy na owoce prosto z drzewa) ...

      Usuń
  10. Och, też byłoby mi strasznie żal i przykro, że stłukły sie słoiczki z takimi pysznosciami! Dobrze, że chociaż jeden słoiczek ocalał i mogłas skosztować smaków dzieciństwa.
    A zauwazyłaś Aniu, że tamtych smaków nie moze nic przebić, chociaz były to zazwyczaj smaki i potrawy proste a nawet biedne, bo i czasy były takie? Mielismy chyba wówczas znacznie silniejsze, wyrazistsze zmysły. Wszystko odbieraliśmy o wiele mocniej niz dzisiaj, wszystko było świeże i pierwsze a ponieważ smakołyki typu figi czy pomarańcze były czyms naprawdę rzadkim i luksusowym, a przyrządzali je dla nas nasi najbliżsi - babcie, mamy, tatusiowie - pamiętamy je do dzisiaj jakby były istnym cudem...I tak chyba było, bo prawdziwe cuda, to bliskośc, to prostota, poczucie bezpieczeństwa i niezakłócone żadnym lękiem zwykłe, dziecięce szczęście i uśmiech.
    I ja uśmiech zasyłam Ci poranny Aneczko! Dobrego dnia konfiturowa dziewczynko!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za usmiech, Olgo, dzisiaj taki cudny dzień, że żyć, nie umierać!
      Samki dzieciństwa... Zamyśliłam się na tym i na pierwszym miejscu stawiam ćwiartkę świeżego chleba i kapustę kiszoną jedzone w drodze powrotnej ze szkoły. Chleb rwany palcami, najpierw wyjedzony miąższ, by potem w nagrodę schrupać skórkę i do tego kapusta wprost z woreczka....
      Mniam!!

      Miłego, spokojnego dnia!

      Usuń
  11. Szczęściara jesteś. Szkoda zbitych słoiczków i tych cudownych przetworów, ale i tak jesteś szczęściarą.
    Pozdrawiam niedzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowna niespodzianka! Nie dość, że smacznie brzmiące nazwy to jeszcze te piękne słoiczki :)))
    Żal tych zbitych :(.
    Konfitury figowej nie jadłam - musi być pyszna :))

    Aniu, masz rację, trzeba uważać co się pisze w komentarzach (a może lepiej nie uważać?;) ) - coś o tym wiem. Niebawem opowiem ;)

    Miłej niedzieli! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umieram z ciekawości! :)

      Do tej konfitury Nika dodała trochę wody pomarańczowej - dało to wspaniały efekt.
      Buziaki!

      Usuń
  13. Ależ to pysznie wygląda !!!!! Miałaś szczęście, że chociaż ten jeden słoiczek wyszedł cało z opresji :) Zazdroszczę tych smaków.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beato, wierz mi, że to było nadzwyczaj dobre, samo patrzenie na zdjęcia jest smaczne :)

      Usuń
  14. Szkoda tych pyszności! Sama robię całkiem zwyczajny dżem morelowy i jest o niebo lepszy od wszystkich "sklepowych", które jadłam. Figi nie są moimi ulubionymi owocami, być może dlatego, że jadłam tylko suszone; podobno świeże smakują zupełnie inaczej. Ciekawa jestem smaku tego dżemu.
    Muszę zajrzeć na blog Niki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam Cię Ninko, to jak podróżowanie bez wychodzenia z domu. :)

      Usuń
  15. Z wrażenia (i zazdrości) słów mi zabrakło ;-)))
    Próbowałam sobie wyobrazić ten smak... ale sienie da...
    Nad zbitymi słoiczkami bym pewnie całą noc płakała ;-)))
    Miłej niedzieli ;-)))
    a nagroda.... uważam, że mnie się należała ;-)))
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyjątkowy prezent bo zupełnie niespodziewany, więc zazdrość, zazdrość :)

      Usuń
  16. Rzadko, Anko, bierze mnie oskoma na słodkości, ale tu sama ślinka mi juz leci...
    Zapraszam do mnie na post gościnny Maliny M.
    uściski

    OdpowiedzUsuń
  17. No cóż.. oblizałam się smakiem i poleciałam do Ninki:)
    Cudnie tam, oj cudnie
    Żal tylko tych rozbitych konfitur:(((
    Słonecznej niedzieli:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*** Muszę zaraz zobaczyć co słychać u Ciebie. :)

      Usuń
  18. Figowe pysznosci:))) Wiem, bo mam dwa drzewka figowe na podworku i poniewaz gospodarze mieszkaja w NJ to jestesmy automatycznie "wlascicielami" owocow. Jedno drzewko ma jasne owoce a drugie ciemne, oba pyszne. Bardzo lubie figi faszerowane kozim serem, zawiniete w szynke parmenska i grillowane. Lubie tez jesc figi tak prosto z drzewa, sa pyszne.
    Ale poniewaz owocow jest tak duzo, ze nie da sie przejesc, to robie chutney figowe.... mmmmmm mniodzio:)))
    Wieszosci owocow tez juz nie da sie dosiegnac, Wspanialy bedzie znow drzewka przycinal, bo sie za bardzo rozrosly, szczegolnie to z jasnymi owocami.
    Wyobrazam sobie wiec Twoja radosc, szkoda tylko, ze tamte dwa sloiczki nie dolecialy w calosci, bo tez wygladaja pysznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, ale nabrałam ochoty na te figi faszerowane! Jak nic zrobię jak najprędzej, a że te nasze figi są takie marne, to trudno, może choć zarys smaku tej potrawy zostanie.:)

      Figi prosto z drzewa! Myślę, że mnie poczęstujesz jak kiedyś Cię odwiedzę. :)

      Usuń
  19. Anko, tam mało mnie ostatnio...Praca pożera cały mój czas, ale powoli już się do niej przyzwyczajam i coraz mniej mnie absorbuje, brak mi Ciebie, Rufiego i całej ferajny...
    Może już powoli wracam na właściwy tor...skoro zaczęłam komentować, zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem i nawet sprawdzałam niedawno czy coś nie przeoczyłam u Ciebie. Masz teraz ważniejsze sprawy na głowie niż blogi - nic dziwnego, ale cieszę się, że wracasz już do spokojniejszego trybu życia :)

      Usuń
  20. Pyszności! Szkoda, że się zbiły te dwa słoiczki :(... Bardzo żal, no, ale dobrze, że chociaż posmakowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  21. No nie, już czytając i patrząc na rozbite słoiczki o mało się nie rozpłakałam...
    Figowych nigdy nie próbowałam... Aż chyba kupię, choć pewnie te ze sklepu nie będą nawet w połowie tak dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też to przeżyłam. Nawet rozważałam opcję ukrycia tego przed Niką, ale postawiłam na szczerość i prawdę. :))

      Usuń
  22. Ach te piękne drzewa i pyszne owoce. Figi!!! ąleż zrobiłam się głodna:)Domowe przetwory są najsmaczniejsze i nie przesłodzone:) żal tych słoiczków ale jak za to spełnienie marzeń w tak cudowną podróż , coś za coś to warto:) Aniu słoiczki mogły nie z powodu rzucania paczki ale jeżeli przewożone w samolocie to z powodu ciśnienia pękły a z gumką nieco mogły się rozszczelnić! To takie moje gdybanie. A co do marzeń to na pewno spełniają sie i to nieoczekiwanie. Pozdrawiam , słoneczka i miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i masz rację, choć jak widziałam jak się traktuje paczki to i samolot nie potrzebny. Dobrze i tak, że z paczki nic nie ciekło, bo wtedy to jest specjalna procedura.
      Twoje życzenia spełniły się, niedziela była cudowna. :)

      Usuń
  23. Figi bardzo lubię, więc rozumiem zachwyt... Dobrze, że napisałaś że od razu zjadłaś, bo pewnie goście by się sypnęli... :)))
    Współczuję tych zbitych... bo to i praca zmarnowana i pakowanie i koszt wysyłki i radosć... Ale zawsze moze być następny raz, a najlepiej spotkanie w realu... Czego Wam życzę z serca :))

    A poczta... Moim hitem ostatnich dni jest reakcja pań z poczty na zamawianie znaczków (nie dla mbie osobiście, powiedzmy, ze dla firmy na konkretne przesyłki). Listy zagraniczne mają wyznaczone ceny dla danego przedziału wagowego. I te ceny są dziwne, np. taka nieco cięższa przesyła kosztuje bodajże 21,30. Zamawialiśmy znaczki spisawszy je według wyznaczonych w cennikach kosztów, czyli x znaczków po 1,80, y znaczków po 2,50 (ceny przykładowe) i ileś po 21,30. No i pani z poczty zapytała co ona ma zrobić i jakie ja chcę kupić znaczki, bo oni nie mają znaczków po 21,30. No bo ja oczywiscie jestem doskonale zorientowana jakimi nominaami znaczków panie na poczcie dysponują, prawda?Korespondencja byłą mailowa, udało mi sie odpisać grzecznie, ale zdecydowanie, To był drugi raz jak podnoszono taki problem. Obiecałam sobie, że za trzecim razem wyślę pisemko do dyrekcji z prośbą o przeszkolenie pracowników....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy w końcu dostałaś takie znaczki których mogłaś użyć.
      Ja w sumie na pocztę nigdy nie narzekam, bo bardzo lubię naszego listonosza. :)

      Buziaki, Agajo :)

      Usuń
  24. Ja się powinnam przenieść w te ciepłe rejony, wspaniale opisałaś smaki i kolory.
    Żal zbitych konfitur.
    Najważniejsze, że udało się ocalić, spróbować i nacieszyć się tym trzecim. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kurcze, poczułam smak tych konfitur, wielka szkoda. Ważne że inne doszły. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszytko wygląda smacznie i zapewne dobrze wchodzi do gardła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za szybko, nawet nie wiem jak smakują z chlebem :)

      Usuń
  27. a ja nie mam szans na figowca który zaowocuje :( moje figi są małe, wyhodowane z nasiona :( ech więc z dżemu nici

    winszuję przyjaciół :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, nici z dżemu to dopiero może być przebój :D

      Usuń
  28. Szczęściara z ciebie jak nic ,bo przeciez najważniejszy słoiczek ocalał.
    Na szczęście nie muszę jeść konfitur ,tak mam,bo było by mnie jeszcze więcej, w związku z tym konfitur nie robię .Ja do kuchni w najlepszym przypadku wchodzę bez przykrości , w każdym razie dalekie od zaczhwytu. W ten pokrętny sposód ,chciałam powiedzieć ,że gotować nie lubię ,uważam że to wielka strata czasu. ;)
    Jeśli chodzi o tą nieszczęsną paczkę to przypomniała mi się taka historia. Wracałam od kolężanki z Niemiec autokarem. Przez jakieś zaćmienie wykupiłam bilet powrotny na sobotę i koniec wakacji . W jakieś wyprzedaży zakupiłam duże plastikowe donice i zrobiłam z nich paczkę ,którą w jakimś natchnieniu opisała, jak szkło. Na przystanek odwiozła mnie koleżanka z córką. Stoimy i czekamy,zajeżdża mój autokar ,wysiadają kierowcy otwierają bagażniki i co się okazuje ...one są już pełne . A na dworze multum ludzi ze swoim bagażem. No i zaczyna się pakowanie .Jeden kierowca upycha manele kolanem ,a drugi pcha jego ,koleżanka z córką zwijają się ze śmiechu a ja ze swoją paczką stoję i czekam,torbę mi już jakoś upchali ,a paczuszka czeka .Pilot wzywa do wsiadania pasażerów ,a ja twardo stoję i odmawiam wejścia ,bo przecież moje doniczki ;)
    W końcu paczuszka ląduje na przednim siedzeniu koło pilota i ruszamy do domu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sobie myślę, że w każdej czynności można znaleźć coś fajnego, mnie gotowanie odpręża, ale konfitur też zazwyczaj nie wrobię, albo niewiele, bo po pierwsze nie będę wchodzić w paradę babciom, a po drugie u mnie nie schodzą, bo ja też nie chcę, żeby mnie było więcej i więcej (choć teraz wszystko mogę zwalić na tarczycę)...

      Nie wiedziałam, że z Ciebie taka stanowcza babka!

      Usuń
  29. I ja tej blogowej przyjaźni właśnie doświadczyłam. Niesamowite!!! A Nika, muszę poczytaj jej blog, muże jest moją koleżaką, która lata temu wyemigrowała do Francji i słuch po niej zaginął?

    OdpowiedzUsuń
  30. Przykro z pewnością jest Niki, że jej przesyłka nie doszła w całości. Tobie z pewnością było nie mniej przykro, jak dostałaś rozbite słoiczki z takimi pysznościami. Poczta nie obeszła się z paczką odpowiednio :(. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie wiem czemu, ale na niektorych blogach mi nie wchodzi juz kolejna odpowiedz tam gdzie powinna byc:((( Pisze wiec nowy komentarz:)
    Przybywaj, a czestowac sie bedziesz sama:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wiesz co? Skoro marzenia się spełniają, to tak! Marzę o tym, że zobaczę się z Tobą w NY i zjem figi prosto z drzewa.
      (To teraz czekamy aż się spełni.)
      :)

      Usuń
  32. Gosiu, cały słoiczek na raz? Oj ty brzydka, ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przepraszam, dwie łyżeczki zjadł MójCiOn! ;)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...