poniedziałek, 23 marca 2015

Cena miejskiej "wolności"

To post z myślą o tych, którzy uważają, że kotom miejskim jest dobrze "na wolności". Osobom, którym strasznie żal tych odławianych z wielkich blokowisk kotów, chcę dziś pokazać świeżo złapaną "ofiarę" łapaczek. Jeśli są tacy (a wiem, że tak), którzy twierdzą, że skoro takie koty mają karmicielki, mają piwnice, gdzie mogą się skryć, to im z pewnością dobrze. Że odławiane, sterylizowane, oswajane przechodzą tak wielki stres i to jest krzywdzenie zwierząt (bo przecież każda kotka powinna mieć młode, one potrzebują "wolności" itp.). Niech te osoby zobaczą i poczytają, bo choć nie ma tu drastycznych faktów (jakie przecież często w doniesieniach o kotach miejskich bywają), to jednak jej historia także daje do myślenia.

Szylkretka urodziła się wg moich obliczeń niespełna rok temu. Ma w tej chwili ok. 10-11 miesięcy. Podczas pierwszej akcji na Gaju udało mi się zrobić jej to zdjęcie. Była wtedy malusia.


W planie było złapanie jej i udomowienie (jak jej brata Cynamona), ale sprytna mała nie dała się schwytać aż do czwartku w poprzednim tygodniu i kiedy znalazła się już w klatce-łapce oczom naszym ukazał się nieciekawy widok. Kotka ma łyse uszka i łyse plamy na główce. Okazało się też, już w badaniu, że jest w początkowym stadium ciąży, a potem jeszcze, że jest okropnie zarobaczona, że ma tasiemca i inne atrakcje, i to właśnie w związku z tym stała się łatwym łupem dla świerzbowca (stąd te łyse placki). To wszystko w warunkach domowych jest do wyleczenia! Wystarczy podać jej odpowiednie środki i potem to powtórzyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. To naprawdę nie powinno być kłopotliwe. Wystarczy kropelka advocate na kark i zastrzyk na robale. Pierwszy etap tych zabiegów został zrobiony, ale... Jeśli ją wypuszczę na jej "wymarzony" teren, do tej piwnicy, za miesiąc będzie miała to samo! Te środki działają miesiąc... 

Taka młodziutka, nie ma jeszcze roku. Życie powinno być przed nią. 

Kotka jest totalnie dzika, przerażona, trzęsie się jak galareta. Przy zmianie kocyka w dużej klatce, w której siedzi, pacnęła mnie pazurkami w głowę. Boi się. Okropnie, okropnie mi jej żal, serce mi pęka. Wolałabym jej nie "męczyć". Wolałabym nie robić sobie takiego kłopotu, ale... mam ją skazać na pożarcie przez robale i świerzb? Widać ona jest słabsza, ma mniejszą odporność, a może z jakiegoś innego powodu jest w takim stanie. Gdyby urodziła kocięta, nie miałyby dużych szans na przeżycie przy tak zarobaczonej matce. Nie urodzi, jest już po zabiegu. Przynajmniej tyle.

Ech...

PODPIS
Errata:

Wybieramy imię. Jedno z dwóch, które moim zdaniem bardzo pasują. :)

Morelka czy Paloma?



niedziela, 22 marca 2015

Ikselki sesja na słońcu

Na miłą niedzielę i uśmiech na twarzach - modelka w rozmiarze XL - Stefania Bąbel, zwana teraz Kluchą i Bąkiem. Przysięgam, że to najweselsza, najmilsza kotka na świecie! Niesamowicie  urocza i ogromnie kochana! Zawsze w dobrym humorze, zawsze uśmiechnięta (z iskrą psoty w oku), gotowa do zabawy, do pieszczot, do oddania każdego do niej słowa. Kiedy mówię "no dobrze, chodź, pobawimy się", Stefcia pędzi jak pocisk do pokoju na górze i zaraz gonimy obie po korytarzu. Ja ciągnę wędkę z piórkami, a za mną gna Klucha Najsłodsza na Świecie! Jak ona to lubi! 
A wieczorem, gdy oglądamy z MCO film, po równo obdarza nas swoim cudnym, mięciutkim ciałkiem. Przychodzi na kolanka, mruży oczka w rozkoszy i mruczy, cichutko mruczy, głośniej mruczy, mrrrrrrr... 
Uwielbiam też, gdy mi odpowiada. Mówię jej: kocham cię, Stefciuniu ty moja, a ona patrzy mi w oczy, otwiera pyszczek i bezgłośnie potwierdza. I tak sobie gadamy: kocham cię - tak, tak, miau, kocham... miau...
Upolowałam ją wczoraj na tarasie w pierwszym wiosennym słońcu. Zaczepiona, zaczęła wdzięczyć się do aparatu jak rasowa modelka. Zresztą żadna z nich nie ma tyle wdzięku, prawda? 






















W jakim kolorze są oczy Stefki-Bąka?
W kolorze wiosny!

Miłej niedzieli, niech trwa!

PODPIS

piątek, 20 marca 2015

Merci, Majtek!

Dziś o Majtku (klik).

 Niewyraźny, co?

 I taki z tyłu...

 O, tu się prawie odwrócił,

 z tym że w stronę sąsiadów...

 I jeszcze się ogonem zawinął! 

Oho, zwietrzył Mieczysława.

 Może się dziać!

Uff, wypadł mi z kadru i nie widać, jak pióra leco.  
(Pióra z dedykacją dla zaprzyjaźnionych Kur.)

 Jest, wreszcie jest fejsem w twarz!! 
Jaki z niego przystojny obwieś! 
(Obwiesia zapożyczam - Hana wie od kogo.)

 I jaka w nim gracja

 oraz gimnastykacja!

 I wdzięk jaki,

a nawet zamyślenie. Romantyk czyli taki.
Że szyk wyrazów się splątał? W tych okolicznościach to on mógł.

Tu Majtek z wrzosowiska. Rzecz jasna romantyczny.

 I ponownie gimnastyczny.

 A tu jest wkurzon i zjeżon,

 bo obcy na terytorium!

***

Ale co merci? Do brzegu, JolkaM, do brzegu.
Otóż Majtek oprócz tego, że przystojniakiem gimnastycznym, tudzież romantycznym, 
zaprawdę powiadam Wam, bywa także kotem złodziejskim. To prawdziwy pies, tfu! kot na czekoladę!
Potrafi ją wyniuchać na odległość, i nawet w opakowaniu! Koniecznością stało się chowanie w szczelnych pojemnikach nie tylko ciasteczek, ale przede wszystkim czekolady! I nie dlatego, że mu aż tak żałuję,
tylko że to jest dla kotów niezdrowe. Czasem jednak się zapomnę albo pomyślę "e, nie, z kartonika chyba nie wygrzebie". A właśnie, że wygrzebie!

 Po czym spostponuje.

Pooblizuje.

 Złachmani.

 Wyślumpa.

 Podziurkoci.

 Zaflumpra.

 Ech! 
No to merci, Majtek
Z akcentem na ostatnią sylabę, czy tak, Hana? ;)

***

Ale przecież nie samą czekoladą żyje przyroda.

Tylko zobaczcie, jak to się ożywiła!

I jak się pożywia na moich wrzoścach,

 a inna na krokusach.

 I znów na wrzoścach, i znów inna...
Jestem z tych wrzośców taka dumna - ile to żarcia dla fruwających! 
I czołgam się przy nich czasem, oddając hołdy. Bo jak one pachną!

A tymczasem leżę pod leszczyną pokręconą, 
oczywiście na dowolnie wybranym boku. :)

I obserwuję wiosenne przeloty żurawi. 
Zaleca się zdjęcia powiększenie poprzez... kliknienie.

Miłego piąteczku!

Czekoladę i przyrodę podglądałam ja, JolkaM.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...