piątek, 29 sierpnia 2014

Krecia

Od Tempo Giusto wspaniała i budująca kocia historia. Joasiu, bardzo Ci za nią dziękuję, a wszystkich gorąco zachęcam do przeczytania. 

To jest opowieść o Kreci, kotce mojej siostry ciotecznej, Ewy, którą Krecia sama wybrała na swoją Łysą. A było to tak...

W ramionach swojego personelu.

Ewa od kilkunastu lat opiekuje się stadkiem wolno żyjących kotów w pobliżu swojego domu. Krecia była bezdomnym kotem z sąsiedniego rewiru, którą siostra znała z widzenia. Osiem lat temu Krecia, która wtedy była młodą, mniej więcej półtoraroczną-dwuletnią kotką, zaginęła. Opiekunce tamtego stada nie udało się jej odnaleźć. Kilka tygodni później Ewa natknęła się na Krecię w piwnicy swojego domu. Kotka tak bardzo przylgnęła do niej, że w ogóle nie chciała się z nią rozstać. Okazało się, że z powodu zaawansowanej choroby przyzębia trzeba jej usunąć wszystkie zęby. Miała też zaburzenia neurologiczne. Jasne było, że w tym stanie kotka musi mieć swój dom. Dostała swoje imię i zamieszkała z Ewą oraz jej domowymi kotami.

Krecię znali wszyscy w okolicy. Ktoś kiedyś powiedział o niej, że to nie jest kotka Krecia, to jest królowa Krecia. Towarzyszyła Ewie na spacerach, podczas zakupów spokojnie czekała na nią przed sklepem. Psy traktowała z pogardą, a one odwzajemniały jej się dużym respektem, najlepiej z bezpiecznej odległości.

  - Czy pani jest dziś na spacerze z kotką? Nie? To dobrze, bo mój labrador się jej boi. 

W czerwcu zeszłego roku Krecia zaginęła. Ewa szukała jej wszędzie, ale przepadła jak kamień w wodę. Skoro na terenie zabudowanym nikt kici nie widział, było prawdopodobne, że powędrowała do lasu i tam zabłądziła. Siostra mieszka na skraju Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. To duże, leśne tereny pełne zwierzyny (m.in. kun, lisów). Po trzech, czterech tygodniach zwątpiła w odnalezienie Kreci, która bez specjalnego karmienia miała niewielkie szanse przeżyć tak długo. Mijał kolejny tydzień... Zaczęła oswajać się z myślą, że nigdy jej nie odnajdzie. Aż któregoś dnia nieoczekiwany, upragniony telefon!

  - Czy pani jest właścicielką kotki Kreci? 

Te słowa wystarczyły, żeby Ewa poczuła gigantyczną radość. To mógł być tylko ktoś, kto odnalazł Krecię.

I rzeczywiście! Dzwoniła pani weterynarz, do której ktoś półtora tygodnia wcześniej przywiózł kotkę, można powiedzieć bez przesady, że w ostatniej chwili. Lekarka bardzo troskliwie się nią zajęła. To Jej oraz Nieznajomej Kobiecie, która ją znalazła, kicia zawdzięcza życie.

Weterynarz widziała, że kotka musiała być w dobrych rękach, że była leczona, że przeszła różne zabiegi. Szukała na niej chipa, ale ten się przesunął i nie dawał się namierzyć. Uznała, że go nie ma, lecz nie pasowało jej to do wizerunku troskliwego opiekuna. Znowu zaczęła go szukać. I w końcu znalazła! Ręcznie! Dopiero wtedy udało jej się go odczytać. I tak Ewa odzyskała Krecię, a Krecia odzyskała swoją Łysą.

Okazało się, że Krecia została odnaleziona po mniej więcej trzech tygodniach głodowej tułaczki po drugiej stronie lasów. Przewędrowała nimi jakieś 6 km w linii prostej. Ile naprawdę przeszła, nie wiadomo. Bezzębna kotka z dala od ludzi... Na swoje szczęście trafiła na Dobrego Człowieka, który nie był obojętny i dostrzegł, że kotka potrzebuje natychmiastowej pomocy.

Jak ona przeżyła te trzy tygodnie, nie mamy pojęcia! Na ciele miała ślady ukąszeń, świadczące o tym, że walczyła z jakimś napastnikiem. Jej stan dobitnie świadczył o tym, że przez ten czas głodowała. A jednak przeżyła! Reszta w sumie nieważna. Ważne, że Krecia jest.

Miska musi być zawsze pełna. :)

PS 1. Ta przygoda zmieniła Krecię. Już nie chce wychodzić na dwór. Cały czas pilnuje, żeby być blisko człowieka. Miseczka z jedzeniem musi być pełna, inaczej kotka jest bardzo niespokojna.

PS 2. Kiedy zadzwoniłam do dr Izabeli Rupińskiej, która uratowała Krecię (żeby ją poinformować, że ta historia będzie tu opowiedziana), okazało się, że w jej gabinecie weterynaryjnym AMICUS w Starej Miłosnej aktualnie przebywa kotka potrącona przez samochód. Niestety, bez chipa. Może przeczyta to ktoś, kto szuka w tej okolicy zaginionej kotki.

Wieści o potrąconej kotce:  Dobry wieczór, podam dane dotyczące kotki, co do zdjęć może uda się coś zrobić jutro. Kotka o tymczasowym imieniu "Balbinka"ma przypuszczalnie ok 1,5 roku jest pręgowana w odcieniach brązu z delikatnie dłuższą, mięciutką sierścią. Bardzo łagodna,przyjazna,korzystająca z kuwety.Po wypadku i uszkodzeniu miednicy pomału ale konsekwentnie wraca do zdrowia i sprawności. Jeszcze delikatnie się chwieje kiedy próbuje szybko wstać ale porusza się na czterech łapkach i ogonek też jest sprawny.Pozdrawiam, Izabela Rupińska.

Balbinka, może ktoś poznaje?

PS 3. Okresowo trwają akcje darmowego chipowania zwierząt. W Warszawie taka akcja potrwa do 15 grudnia 2014. Szczegóły tutaj. O ile wiem, koty niewychodzące nie muszą mieć książeczki szczepień.


PODPIS


czwartek, 28 sierpnia 2014

Stefcia gwiazdą telewizji - dla Kajtusia!

Niektórzy już widzieli i wiedzą, że wczoraj rano odwiedziła nasz dom miła i kompetentna dwuosobowa ekipa TVP Wrocław. Chodziło o rolę domów tymczasowych w procesie pomagania zwierzętom. Kiedy rozmawiałam przez telefon z panią redaktor Joanną Pietkiewicz, podkreślała ona, że zależy jej, aby pokazać w telewizji coś pozytywnego, a nie tylko nieszczęścia i dramaty z udziałem zwierząt. 
Podczas wywiadu udało mi się powiedzieć kilka zdań o zaginionym Kajtusiu. 
Widocznie podkreśliłam nasz dramat wystarczająco, bo pani redaktor zechciała wspomnieć o tym w materiale. 


Stefcia najwyraźniej wpadła w oku panu kamerzyście, jest jej najwięcej na tym filmie. 
Myślę, że jak na taki krótki materiał, problem został dobrze zarysowany. 
To była fajna przygoda. Jestem wdzięczna. 


Nie wiem, czy powyższy filmik będzie działał dobrze, ale gdyby nie, to tu jest link do wrocławskich faktów z wczoraj: http://www.tvp.pl/wroclaw/informacyjne/fakty/wideo/27082014-g1830/16597128



Kajtuniu, zobacz, jak bardzo cię wołamy. Wracaj!

PODPIS


Piękne słowo: dobrze

Dziś ciąg dalszy opowieści o Rambo, tym schroniskowym kocurku, który niemal zagłodził się na śmierć z powodu smutku i żalu za straconym w wieku 9 lat domem, oraz nieumiejętności poradzenia sobie w tamtejszym środowisku. 

Cały czas na człowieku, z chęcią do delikatnego miziania.
Rambo. Płatek - z powodu uszka...
Kiedy zjawił się Za Moimi Drzwiami, rozpoczęliśmy walkę o jego życie i zdrowie. Codziennie biedak jeździł z nami na kroplówki, bo był tak odwodniony, że skóra z jego boków wcale nie chciała odchodzić od ciała, nawet nie było się jak wbić tam igłą. Kto ma kota, ten wie, że te zwierzaki zazwyczaj posiadają jej niezły zapas. Tymczasem Rambo reagował bólem nawet na dotyk w tym miejscu. Jego wątroba i narządy wewnętrzne nie pracowały jak trzeba...

W drodze.

Kroplówka. 
Wizyty w gabinecie wet. nie działały dobrze na jego psychikę, on niesamowicie się nimi stresował, ale trzeba było wybrać mniejsze zło oraz podwójnie go dopieszczać głaskaniem i tuleniem.




Po ponad tygodniu kroplówek oraz podawaniu leków pojechaliśmy z nim na kontrolę. Trzeba było pobrać krew do badań...


Wyniki nas uradowały! Niemal dobre! Jak na jego stan - świetne! Cóż może zrobić trochę miłości i leków...

Waga razem z kontenerem i ręcznikiem, które ważą jakieś 2,60 kg. 
Największa radość wybuchła jednak w naszym domu, bowiem państwo, którzy już wstępnie zastanawiali się nad adopcją tego potrzebującego kocurka, odwiedzili nas, poznali osobiście pana Lekkiego Jak Piórko Ale Potrafiącego Ugryźć Znienacka, wysłuchali całej prawdy o jego niełatwym charakterze i ZDECYDOWALI SIĘ NA ADOPCJĘ! Dobrzy ludzie. Wspaniali.

Rambuś przyszedł do nowego pana na kolanka, ułożył się wygodnie i przysnął...
Oni mają w domu już jednego kocurka i żadnych drzwi między pokojami, więc, aby ułatwić zwierzakom łagodne zapoznanie, pożyczyłam im klatkę. W ten sposób oba mogą z bezpiecznej perspektywy przyglądnąć się sobie, powąchać, może pogadać... Tylko w pierwszych chwilach. Od ich dobrego poznania zależy wiele. 


Na razie pierwsza wiadomość brzmiała pięknie!

Miecio dyplomatycznie obszedł Rambo i trzyma się z boku. Na razie jest DOBRZE

Dobrze to piękne słowo, a nie mówiłam?!

Na kolankach u nowego pana.
I niech dalej będzie dobrze, niech się uda, niech on ma swój dom na zawsze, a ja jego nie zapomnę nigdy. Tak wiele wzruszeń od niego dostałam! Dziękuję, Rambo z uszkiem jak płatek. Dziękuję, Płatku!

PODPIS

Errata: najnowsze wieści. Odpowiedź na pytanie, jak się sprawy mają:

W sumie pozytywnie, otworzyliśmy klatkę, kot sobie wychodzi, zaadaptował sobie legowisko Mietka, w które tamten się już nie mieści, powoli daje się pogłaskać, na razie tylko po głowie, koty na siebie jeszcze trochę fukają, ale nie ma walki, powoli zmniejszają dystans je dzielący, potrafią jeść, patrząc się na siebie. Jestem pozytywnej myśli, jutro pójdziemy jeszcze na zastrzyk i myślę, że w weekend oddamy Państwo klatkę, ale to jeszcze zadzwonię. Pozdrawiam. U.

:)))

wtorek, 26 sierpnia 2014

20:00

O 20:00 będę plakatować pewną okolicę, gdzieś ktoś wczoraj chyba widział takiego kota. Było ciemno, nie był pewien, nie chciał nam przeszkadzać (!), bo była późna godzina...
Na wszelki wypadek wykleję tam trochę ogłoszeń i wrzucę je ludziom do skrzynek.

Będę więc z Wami duchem. Komentarze zostawiam otwarte, kto chce, kto będzie, kto ma ochotę, może się "zameldować". Nic na siłę. Naprawdę nie chcę stwarzać tu jakiegoś przymusu. 

Kajtusiu, wracaj już!























Trafiłam na zagłębie maine coonów...
Ponieważ wsadziłam tam dużo ulotek do skrzynek spodziewam się wielu telefonów... Ech!

Dziękuję!!!

PODPIS
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...