| Bonifacy |
Dr Kasia dobrze zna kocura i jego całą historię. Wie o nim wszystko. Przez wiele miesięcy (w sumie półtora roku) próbowała mu tę łapę ratować. Bonifacy miał intensywnie leczoną ranę, która mu się, z racji ciągłego w tym miejscu ocierania, zrobiła na nadgarstku. Oczywiście były wymazy, celowane leczenie odpowiednimi antybiotykami i naświetlanie rany biotronem. Historia choroby kota ma kilkanaście stron!
Liczba zastrzyków, jakie przyjął ten kot, jest nie do zliczenia. Ostatnio brał dwa dziennie. Był niedawno czas, gdy pani doktor usztywniła kotu nadgarstek specjalną siatką, która tworzy coś w rodzaju rusztowania - gipsu i ma za zadanie symulować sytuację, gdyby wykonano takie usztywnienie chirurgicznie - artodezę, aby kot mógł się na nadgarstku podpierać. W tym "rusztowaniu" Bonifacy miał zrobioną dziurkę na ranę, by mogła oddychać i aby można było ją dezynfekować. Miał to kilka tygodni. Nic to nie dało. Paluszki nadal pozostały podkurczone do wewnątrz, bez czucia, nadgarstek nie pracował ani trochę, rana się nie goiła. Ile tak można? Ile miesięcy (lat?) kot może być kłuty? Ile miesięcy trzeba leczyć żywą ranę, w której jest cały bakteryjny "syf" - gronkowce, paciorkowce i sama nie chcę wiedzieć co jeszcze. Łapa kota jest już uschniętą gałązką, mięśnie praktycznie zaniknęły. Kocurek jej wcale nie używa, unosi ją do góry, porusza się na trzech, gdy trafia na jakąś przeszkodę (poduszka na parapecie), zahacza tą bezwładną łapką. Pan dr Jakub Nicpoń nie miał wątpliwości, że amputacja jest tu jedyną drogą.
Nie, ja nie marzę o tym, żeby ją mu zrobić.
Tak, boję się jego cierpienia, rekonwalescencji, tego, czy się uda.
Tak, zrobiłabym wszystko inne, gdyby to miało sens.
Nie, nie chodzi o mój czas/pieniądze/wysiłek/(tu wstaw, co uważasz jeszcze za stosowne).
Chodzi o kota, o realną pomoc dla niego.
Jeśli tak trzeba, to nie ma z tym dyskusji.
To, co ma być zrobione, ma być dla niego dobre - to podstawa.
Chciałam dopisać coś jeszcze, ale stwierdziłam, że to już wszystko, co mam do napisania na ten temat.
A może jednak jeszcze jedno zdanie.Tak, dla spokoju sumienia pojedziemy na jeszcze jedną konsultację.
Edit 23.02.18, godz. 12:00:
Jesteśmy po konsultacji u jednego z polecanych mi (a polecono mi ich kilku) weterynarzy. Wybrałam go ponieważ mam duże zaufanie do osoby polecającej, a poza tym nie musiałam jakoś specjalnie się umawiać na wizytę i mogłam to załatwić od razu, dzisiaj.
Byliśmy u dr Krzysztofa Biołego. Diagnoza została potwierdzona. Łapka nie działa jak powinna, choć RTG nie wykazało złamań, to nadgarstek jest usztywniony, nie pracuje. To, oczywiście żadna nowość, wszystko to wiedzieliśmy wcześniej. Pan doktor również nie ma wątpliwości, że jedyną, słuszną decyzją jest amputacja tej łapki. Na tym zamykam w swojej głowie wszelkie wątpliwości. W środę zabieg. Przykre, ale na szczęście to jedna z czterech nóg, na szczęście przednia - to ciut lepiej, kot i tak od dawna chodzi na trzech, a uporczywe i permanentne dalsze leczenie rany jest tylko dręczeniem go.


