Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szarlotkaa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szarlotkaa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2016

Kotki mają się dobrze

Pewnie jesteście ciekawi, co u Rózi i Szarlotki - mamusi z córcią, które spędziły ZMD prawie cztery miesiące. To już dwa tygodnie, odkąd pojechały do SWOJEGO domu. Pożegnanie z nimi to dla mnie słodko-gorzka sprawa. Przywiązałam się. Jednak dla wszystkich było lepiej, aby one zamieszkały gdzie indziej, a ponieważ Agnieszka właśnie szukała kota, i to takiego, którego mogłaby bez wyrzutów sumienia trzymać w domu, nie było się nad czym zastanawiać.

Udało się, jak wiecie, namówić Agnieszkę z Krakowa na dwa koty, bo i dla Rózi, i dla Szarlotki to jedyna szansa na mieszkanie z drugim kotem. Ze względu na kocią białaczkę oczywiście. Mówi się, że koty z białaczką można ze sobą łączyć i dobierać. Po przestudiowaniu tej sprawy wiem, że nie powinno się tego robić. Istnieje wiele rodzajów FeLV i koty potrafią nadkazić się wzajemnie różnymi mutacjami. Rózia i Szarlotka mają podobny genom, czyli będą podobnie odporne i wspólnie szczęśliwe. 

Dziewczyny bardzo dobrze zniosły zmianę domu. Co za radość!! U kotów białaczkowych każda zmiana może być przyczyną ataku choroby. Agnieszka zdawała mi relacje z ich poczynań, a każda z nich była powodem do uśmiechu. :)

20.09.2016
Kotki mają się dobrze, noc przespały w połowie, Szarlotka przytulona do mojego boku, Rózia (chyba będzie Lusia albo Tosia, bo Rózia mi coś nie wychodzi) przy mojej głowie. W drugiej połowie nocy było pomrukiwanie, karmienie, jakieś pogawędki. Dziś chyba jednak w sypialni zostanę sama, bo muszę się wyspać. :) Teraz znowu wariują po domu, Szarlotki jest wszędzie pełno, a Rózia (Lusia, Tosia) przychodzi czasem się pomiziać. 









21.09.2016.
Gosiu, kotki mają się dobrze. Buszują po domu, świruski. Jedzą, kupka i siku były w kuwecie, dają się głaskać, choć nie za dużo. Rózia preferuje leżenie na podłodze, nie chce wskakiwać na fotele  i łóżko. Szarlotka już bardziej.

22.09.2016
Kotki mają się dobrze. Wieczna rozróba, często jakby jakieś gazele galopowały. :), nie wiem co sąsiedzi z dołu, ale na razie nic nie mówią.


Na noc zamykam ją w pudełku na buty, żeby nie broiła. :) Udaje grzeczną przez chwilę.



26.09.2016
Kotki mają się bardzo dobrze.
Rózia, zgodnie z decyzją Zuzi, została Tosią. Pasuje mi do niej najbardziej Zuzia, ale cóż, nie może się tak nazywać jak moja bratanica.
A Szarlotka zostanie Szarlotką, choć uszlachetnimy ją  na Charlotte, będzie miała na imię jak mała księżniczka.


28.09.2016
Szarlotka nadal lubi wannę, bardzo ją interesuje, gdy się kąpię, trzeba jej pilnować, żeby nie wpadła. Ma ochotę czmychnąć między nogami, gdy wchodzę do domu, chyba zawału dostanę. I protestuje, gdy się ją bierze na ręce, woła "puść mnie, już!".  I nadal wszędzie jej pełno. Walczy z drugim kotem w lustrze, za chwilę wyłazi mi nad głową, znad sofy, jeździ po podłodze wraz ze swoim leżaczkiem albo odwraca go na drugą stronę i się w nim kładzie...
Ślicznie nauczyłaś kotki, żeby nie skakać po szafkach*, nie zdarzyło się jeszcze, mimo ich wszędobylskości, żeby wskoczyły na szafki w kuchni. Rózia (Tosia, Tusia, Lusia) jest kotem zdecydowanie podłogowym, najbardziej lubi leżeć na podłodze, mruczy, ociera się o nogi.  No i galopują razem to w jedną, to w drugą stronę.


*Ba! Gdybym ja umiała nauczyć tego koty! Niestety to wcale nie moja zasługa. (dopisek Gosi)

A teraz zdjęcia. W większości to księżniczka Charlotte, czyli "Fiu-Bździu w głowie".


Tosia to poważna pani, nie wypada jej tak broić, ale pewnego wieczora upolowała mój pasek od szlafroka. Nosiła go po domu, miaucząc jak dziki, polujący kot, Szarlotka próbowała jej ukraść z drugiego końca. Zdjęcie udało mi się zrobić, jak już odpoczywała dumna z martwą zdobyczą. 


Charlotte w wannie potrafi siedzieć godzinami. 
Aż boję się pomyśleć, jaki będę miała rachunek za wodę.




 Dba o linię! Kolejne ulubione miejsce to waga w łazience.




Na zdjęciu Charlotte czyta post o Florkach, bardzo zainteresowana. :)


Odejście tych dwóch kochanych istotek z naszego domu przysłużyło się Stefci i Hokusowi. Wprawdzie nawet jedna malutka Ptysia też je stresuje, ale trudno, z tym muszą już sobie poradzić. Bo tak! Są już postępy, będzie dobrze!

Czekam na wieść, gdy Agnieszka napisze mi, że już kocha nad życie swoje nowe córeczki, tak jak na to zasługują. Mam powody sądzić, że wszystko jest na dobrej drodze, ponieważ dostały nowe imiona (a to zawsze pierwszy krok do przynależności), no i...

Jeszcze nie kocham nad życie, ale już trochę... :)

A jak Ptysia? Tęskni pewnie?

I o tym będzie jeden z kolejnych postów. :)

PODPIS

Tosia z Charlotte muszą dokończyć leczenie. Już niedługo będą miały zrobione kolejne testy PCR, a jeśli te wyjdą znowu dodatnie, otrzymają trzecią serię interferonu. To wszystko wciąż dzięki Waszemu wsparciu, choć już na wszystko nie wystarczy, więc pamiętajcie, pięknie proszę, aby robić zakupy przez baner Zooplusa na moim blogu. Ptysia oczywiście też dostanie trzecią serię leczenia. 



środa, 21 września 2016

Pożegnanie Rózi i Szarlotki

Dla lubiących czytać długie i namiętne wywody. :)

No i nadszedł ten dzień, w który nie wierzyłam, że nadejdzie. Znalazł się człowiek, w istnienie którego wątpiłam - człowiek wielkiego czynu, a właściwie wielkiego serca.
Tak, Rózia i Szarlotka są od dzisiaj w swoim domu stałym!
Pojechały do Krakowa, do Agnieszki, która otworzyła przed nimi serce i dom. Trzeba być wyjątkową osobą, by adoptować kotki - nosicieli kociej białaczki, i ja mam to szczęście, że znam taką osobę. Aga jest przyjaciółką bloga od lat.
Niedawno straciła swoją kotkę, która miała za sobą długie życie. Agnieszka namyślała się trochę, bo to poważna decyzja, nie ma co oszukiwać się, że jest inaczej, i ku mojej wielkiej radości zdecydowała się przygarnąć moje kochane Białaski! Dziewczyny, mamusia i córka, będą miały siebie, będą jedynymi kotami w domu, tak jak miało być. :) Są w świetnej formie, w pełni sił - tak jak normalne, zadbane, zdrowe koty,  i oby tak zostało jak najdłużej. Przed nimi trzecia seria interferonu i wciąż mają szansę być całkiem zdrowe! Życzę im tego z całego serca! Im i Agnieszce.

Jak to się w życiu plecie... Rózia z dziećmi przyjechała do mnie 17.06.2016 roku - z Augustowa! Ktoś, tzw. właściciel, z dnia na dzień wywalił ją ze ślepymi jeszcze kociakami z domu.
Chwilowo zamieszała u innej Agnieszki - z Wrocławia ("Zajączkowe wieści") - zanim ją przejęłam.
Potem bywało ciężko, choroby, biegunki, śmierć jednej małej koteczki - Klementynki, no i diagnoza Rózi, która mnie powaliła. Totalnie załamana byłam przez kilka dni...  Kiedy się podniosłam i zaczęłam działać, bez mrugnięcia okiem zapłaciłam za badania PCR w kierunku białaczki 1680 zł... Tylko w ten sposób mogłam oddzielić zdrowe koty od zarażonych. Tylko w ten sposób mogłam uratować je wszystkie. W końcu okazało się, że oprócz Rózi chore są jeszcze jej dwie córeczki: Szarlotka i Ptysia. To było i pocieszające, bo pozostała piątka pozostała zdrowa, i straszne. Lały się łzy.  Zaczęłam leczenie... To wszystko już znacie, choć pewnie z daleka gorzej widać te wszystkie emocje, które mi towarzyszyły. Gorzej widać ilość pracy, jaką trzeba było w to włożyć.

Ponad cztery miesiące mieszkały u mnie Białaski. Można uznać, że to niewiele, ale to czas, po którym oddanie ich jest tak samo trudne jak oddanie swojego zwierzęcia. Przywiązałam się do nich, pokochałam je i gdyby nie to, że Stefcia wyprowadziła się z domu ze względu na Rózię... Gdyby nie to, zostałyby u mnie na pewno. Jednak ze względu na moich domowników i konfliktowy charakter Rózi w stosunku do nich najlepszym rozwiązaniem było znalezienie jej nowego domu. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby w tym domu zamieszkała z bezobjawową Szarlotką - myślałam sobie. Nie mogłabym proponować nikomu Ptysiulki, bo ta bida ma już aktywną fazę choroby i sądzę, że najtrudniej będzie jej z nią wygrać (jeśli to w ogóle możliwe). Ptysią zajmę się już sama, chyba że jest ktoś, kto z miłością i troską weźmie to na siebie. Jest? No właśnie... Nie jest to doskonałe rozwiązanie. Moje koty, nawet zaszczepione, nie są zabezpieczone w 100%. Cóż jednak robić? Trzeba brać, co los daje. :)
A los dał to, o co prosiłam; wspólny dom dla Rózi i Szarlotki! I to w Krakowie, gdzie nasza blogowa wetka Justyna będzie mogła pomóc! Dał dom u osoby, z racji zawodu i działalności charytatywnej, w której się udziela, empatycznej do granic! Nie wiem, czy mogę zdradzić jej imię, a właściwie nick blogowy, ale może ona sama? :)

Kotki pojechały do nowego domu wczoraj. Wraz z wyprawką i ich ulubionymi przedmiotami; zawiózł je Robert. Mam już wieści, że aklimatyzują się bardzo dobrze. W domu za to Ptysia chodzi za mną jak pies, zaczepia, bawi się i śpi przytulona, zaczepia psy (nie boi się nawet Śliweczki). Będzie dobrze!

Dla lubiących oglądać zdjęcia:

Tak to się zaczęło. Wygłodniała Rózia i jej piątka dzieci. 
Malutka Szarlotka.
Bywało ciężko...
Rózia od początku z mądrością i ufnością patrząca w oczy. Wywalić takiego kota?!!!!
Działo się!
Kociej rodzinie ani przez chwilę nie zabrakło troski.



Rózia jest najlepszą mamusią!
Taka byłam - Szarlotka. :)



Tu Rózia jeszcze chuda. Teraz nabrała ciałka i jest mile pulchniutka. :)

One zawsze razem. 



Sztuka mimikry. Rózia.
Ptysia kocha pieski. Tu kokietuje Fikunię. 
Ostatnie chwile ZMD...
Ptysia jeszcze nie wie, że musi się pożegnać z mamą. 
Szarlotka wyrosła na ślicznego szczypiorka. 
Mistrzyni drugiego planu. :)
Ptysiek. Mój kot! :)

Ciężko żegnać się z tak miłą i subtelną koteczką. Ułatwia sprawę to, że jedzie w  dobre, doskonałe ręce.
Drapaczek pojechał z nimi.



Żegnaj, kochanie.


Pa, mamusiu. 
Dziękuję ci za wszystko.


Szarlotka lubi wannę i puszczoną cieniutkim strumyczkiem wodę. 


Ostatnie wspólne zabawy i...
Pa, moje kochane!

Warto o tym wspomnieć, że leczenie i opieka nad Białaskami to nasza wspólna zasługa. Gdyby nie Wasza pomoc, nie mogłabym pozwolić sobie na to wszystko, co dla nich zrobiłam. A zrobiłam wszystko, co było możliwe, aby im pomóc wyzdrowieć lub choć zatrzymać chorobę. Dziękuję Wam!

Kochana Agnieszko, Tobie szczególnie dziękuję. Zrobiłaś coś wspaniałego, otworzyłaś głowę i wygnałaś z niej strach, otworzyłaś serce na nową miłość. Jestem Ci dozgonnie wdzięczna.
Życzę Ci z serca długiego, nudnego - bez żadnych atrakcji w postaci chorób - życia z tymi cudami. O ich charaktery się nie martwię, są naprawdę idealne. :)

Cały post jest oczywiście dla tych lubiących czytać i oglądać zdjęcia. Mam nadzieję, że wciąż trochę Was tu jest. :)

PODPIS

I jeszcze jedno podziękowanie. Za zakupy w Zooplusie. To dla Was tylko kliknięcie, a dla mnie (bardzo) częściowy zwrot kosztów na utrzymanie psiej rodzinki. Znowu muszę zamówić paczkę z jedzeniem i podkładami. Idzie tego!!!

Jak do Zooplusa, to tylko tędy, zapraszam:



*****

Teraz:




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...