Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albus. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lutego 2016

Nagana z wpisaniem do akt!

Dla kogóż to? Dla Ninki!
Za cóż to? Już tłumaczę!


Białaski: Albus i Alba trafiły do mnie 11 stycznia. Wypatrzył na działkach, odłowił i przywiózł je do mnie Jakub - personel Leszego, kotka Zza Moich Drzwi. Kotki były zdrowe, ale wiadomo jak to na działkach - miały robale i były ogólnie zaniedbane, z brudnymi nosami i oczami. Zaczął się proces ich powolnej adaptacji i oswajania. O ile z robalami poszło szybko, to z oswajaniem dużo gorzej. Mamusia przekazała im "gen strachu". Bały się mnie i choć widać było, że bardzo by chciały się zaprzyjaźnić, to nie umiały się przełamać. Inną sprawą jest to, że zajęta Amisią, a potem swoim smutkiem, nie poświęcałam im tyle czasu, ile zwykle poświęcam tymczaskom. Koteczki puściłam na dom, gdzie przemykały po pokojach, bawiąc się i zaczepiając Fikę, bo z nią od pierwszego tygodnia stosunki ułożyły sobie idealnie! Co ta psinka ma w sobie, że tak umie każdego kota oswoić!

Ogłoszenie o nich dałam już z dwa tygodnie temu, ale jak to się rozwijało, mogliście poczytać w tym poście. Czas mijał, a kotki nadal u mnie blokowały miejsce kolejnym... 
I wtedy łaskawie zjawiła się ww. Ninka i łaskawie (phi!) napisała wierszyk adopcyjny dla Białasów!

Dwa śliczne kotki, nie całkiem białe,
jeszcze ciut dzikie, troszkę nieśmiałe,
jeszcze się ludzi troszeczkę boją,
lecz grzbiet już prężą pod dłonią twoją,
kiedy ci się je pogłaskać uda.
I nie myśl, że to jakieś są cuda!
Kotki pokochać kogoś gotowe,
kogoś, kto chce się podzielić domem,
kto o nie zadba, opiekę da im,
że będą wreszcie szczęśliwe, sprawi,
a wtedy oba, braciszek z siostrą,
dużo mu szczęścia w życiu przyniosą.

Umieściłam wierszyk w wydarzeniu na fejsie i... się zaczęło!
Już tego dnia odezwała się do mnie pani Kamila zauroczona Albą, a wieczorem zadzwoniła do mnie Dorota, ta od Burej, że ma cudowny dom dla kocurka. 

Albus - Biały
Ola, prowadząca bloga Pies we Wrocławiu, mieszkająca wraz z rodzicami, taka rodzina kociarzy, właśnie straciła swojego kotka Kropka. Rozpacz straszna, bo to wieloletni przyjaciel, cudowny kot. 
Nie będąc pewną, czy jest już gotowa na kolejnego, przyjechała do mnie wczoraj wraz z Dorotą, patrzyła, myślała, zastanawiała się i zdecydowała, że... zdecyduje później. :) Pożegnała się, dziewczyny wyszły za drzwi, a ja usiadłam do kompa, aby napisać do Joli, że nic z tego, buuuuu.
I wtedy słyszę natarczywy dzwonek do drzwi. Wpada Ola z okrzykiem "to mój kot!", poczułam, że to mój kot. Biorę!". :)
I tak to podpisałyśmy umowę i Albusik pojechał do nowego domu, gdzie będzie na pewno królem życia!


W domu u Oli odbyła się doskonała scenka. Mama Oli nie widząc nawet zawartości transporterka, zapytała "czy to nie Zza Moich Drzwi?". Kiedy Ola potwierdziła, mama Oli przywitała nowego "witaj, Albus" - powtarzam - nie widząc zawartości kontenerka! :)
Serdecznie pozdrawiam mamę Oli, która, jak rozumiem, jest uważną obserwatorką bloga. :) 

I tak to po miesiącu Albus znalazł się w swoim stałym domu! Będzie rządził z dwoma psami, w tym cudowną, łagodną Halinką, która na pewno go rozpieści, gdyż jest psem "do rany przyłożyć", mimo że amstafem (a może właśnie dlatego). 

Halinka. 
Albus, który zachowa swoje imię (słyszysz, Kuba?), już został przez nią wycałowany. Przed nim oczywiście trudny okres adaptacji, trzeba czasu.

**************
Alba - Biała
Mało tego! Po Albusię przyjedzie dziś pani Kamila i, jeśli się nic nie wydarzy, również ta koteczka znajdzie się dziś w swoim domu. Pani Kamila nawet specjalnie wzięła urlop, by z nią być. :) Alba zamieszka ze starszą koleżanką, która bardzo lubi się bawić. Na razie szaleje z Fikunią. :) Do mnie nie podejdzie, a do Fiki:








Czy teraz pojmujecie, skąd ta nagana dla Niny? Miesiąc, powtarzam, miesiąc te kotki u mnie siedziały i dopiero wtedy Ninka zaczarowała! Przecież zawsze jej wierszyki mają magiczną moc, a ona zwlekała! Białaski są oburzone i stąd nagana! 


Tak, tak, żeby mi to było ostatni raz! :)

Trzymajcie wciąż kciuki, bo pani Kamila przyjedzie po Albę po 16. i chciałabym, aby dobrze się zastanowiła, czy na pewno chce takiego nieufniaka... 
Dam znać, jak poszło. :)

PODPIS

Poniższe dotyczy tylko  zapominalskich i tych, którzy nie wiedzą. :)
Jeśli robicie zakupy w ZOOPLUSIE, to dla Was bez różnicy, którędy wejdziecie do sklepu, ale jeśli wejdziecie przez baner na moim blogu (po lewej na górze, po prawej z boku lub ten poniżej), to moje tymczaski otrzymają procencik. :) Z pierwszej wypłaty prowizji kupiłam nową klatkę kennelową do początkowego izolowania kotków, które albo są chore, albo dzikie. To bardzo potrzebny sprzęt w domu tymczasowym. Ja mam już jedną, ale to często było za mało i musiałam drugą pożyczać. Ciężkie to i niewygodne do przewożenia. Teraz już jest super.  Dziękuję Wam wszystkim, którzy robicie te zakupy przez baner.

zooplus

Jeśli ktoś zamierza zrobić zakupy po raz pierwszy, niech napisze do mnie mejl (zamoimidrzwiami@gmail.com), wyślę mu zaproszenie i kupon na 10% rabatu przy pierwszych zakupach. Niech napisze do mnie lub do kogoś innego, kto ma już konto w sklepie i może go polecić. Szkoda marnować taką okazję!


wtorek, 9 lutego 2016

wezmem dwa

Tytułu posta proszę nie poprawiać, zaraz się wszystko wyjaśni.

Małe kotki, urocze, zdrowe, śliczne i kochane Białaski Alba i Albus nadal są u mnie.
Nie do wiary!

Zobaczcie, jakie to cuda. Najpierw galeria.

Alba.
Albus.













Albus uwielbia Fikunię!

Taka jedna na "f" załatwiła mi stół i krzesła. Maupa!
Alba jest taka śliczna...

Zaczynam tracić nadzieję, że jest tym szkrabom pisany jakiś godny zaufania człowiek. Maluchy cieszą się popularnością, miałam już kilkanaście propozycji, ale wszystkie one były nie do przyjęcia.
Dzwonią ludzie, którzy nie mają pojęcia o kotach, o procesie adopcyjnym. Którzy demaskują się w różny sposób podczas rozmowy wstępnej, bądź nie oddzwaniają mimo obietnic, nie przychodzą mimo umówienia się - sami się eliminują. Naprawdę nie przesadzam. 

Zaczynam, zdaje się, przy okazji tej adopcji pracować na złą opinię, jaką mają ludzie zajmujący się zwierzętami - zwierzooszołomy. Tyle się o tym słyszy, że adoptować kota to gorzej niż dziecko! Tyle pytań, tyle wymagań! I pytanie o to, czy mieli kiedyś koty, czy mają teraz jakieś zwierzęta; o to, czy mieszkają w mieszkaniu - i czy mają siatkę w choć jednym oknie; a może w domku - czy nie blisko ruchliwej ulicy. A może wynajmują mieszkanie - co ze zgodą właściciela, jest? Czy wiedzą, że kotki należy jeszcze zaszczepić, odrobaczyć, a potem wykastrować (nie, kociąt w wieku 2 miesięcy się nie kastruje!). Że to są realne koszty. Czy zdają sobie sprawę, że koty żyją naście lat? Czy wiedzą, jak należy je karmić (nie, ziemniakami nie wolno!). Czy mają małe dzieci, a jeśli tak, to w jakim wieku?

Przecież ja jako osoba, która chce się pozbyć kotów, powinnam brać jak leci i po rękach całować, a na pewno powinnam już po pierwszym słowie wiedzieć, że dzwonią "dobrzy ludzie", a przede wszystkim powinnam się "nie martwić". Jasnowidzem powinnam być i tyle.

Zazwyczaj pierwsze pytanie osoby dzwoniącej brzmi: w jakim wieku są koty, jakiej płci i czy się coś za nie płaci. Takie pytanie mnie zjeża, bo oni dzwonią w reakcji na ogłoszenie "Alba i Albus, 4,5 mies, za darmo". W treści jest napisane o nich wszystko, o tym, że to jeszcze dzikuski, że potrzebują czasu, o tym, jakiego człowieka szukają. Jeśli komuś nawet nie chce się przeczytać ogłoszenia, to świadczy moim zdaniem o nim. Niestety.

Czasem już bardzo bym chciała wziąć za dobrą monetę zapewnienia w rodzaju "niech się pani nie martwi, ja się znam na kotach, będą u mnie miały dobrze", ale niestety zakończenie rozmowy "to ja jutro przyjadę po nie, ale tramwajem, bo nie mam samochodu, no i nie mam transportera, to nie szkodzi, niech się pani nie martwi, przewiozę je pod kurtką" rozwiewa moje złudzenia, że ta osoba wie, co to znaczy "dzikuski". Zresztą nawet oswojonych Pączków nie dałabym w ten sposób przewieźć.

Nie dalej jak wczoraj dzwoni pewna dziewczyna i mówi, że "jej chłopak coś kombinuje, że ona nic nie wie, ale ma się dowiedzieć, czy się płaci, no i jakie to są kotki". Oddzwania za minutę, że jej chłopak chce oba i zaraz może po nie przyjechać (jest 21. w niedzielę), ale nie ma transportera... - i tu jej przerywam: to wykluczone, ja nie chcę się tych kotków pozbyć, ja chcę im znaleźć dobre domy i odpowiedzialnych ludzi. I odkładam słuchawkę. To jakaś paranoja.

Albo państwo, którzy nie chcą rozmawiać przez telefon, bo co to za rozmowa, umawiają się na 18., a kiedy nauczona doświadczaniem dzwonię do nich dziesięć po, oznajmiają, że "blablala - dlatego nie przyjadą", i czy można się umówić na jutro. Jakoś nie mam ochoty umawiać się z kimś, kto nawet nie odwołał przyjazdu. Tłumaczę więc przez telefon, niemal zmuszając do tej rozmowy panią, że odradzam jej te kotki przy dwójce malutkich dzieci. Chodzi o ich bezpieczeństwo.

Są tak kuriozalne przypadki, że to trudno uwierzyć. Przychodzi np. wiadomość na mój telefon, że otrzymałam odpowiedź na moje ogłoszenie "Alba i Albus, 4,5 mies." Ta wiadomość brzmi tak, że najpierw chciałam odpowiedzieć z sarkastycznym entuzjazmem "Hura, dziękuję! To gdzie dostarczyć koty wraz z kwiatami jako podziękowaniem za to cudowne zainteresowanie?!". Odpowiedziałam jednak inaczej i moglibyśmy sobie korespondować do lata. To nie była poważna propozycja. 


Jednak przebojem, absolutnym przebojem, jest ta odpowiedź. Wyobraźcie sobie, czekacie na to, że pojawi się odpowiednia osoba. Przychodzi wiadomość, że jest odpowiedź na ogłoszenie. Otwieracie ją, a tam:



O, nie! Nie wezmem, bo nie dam. Mowy nie ma!

:)

Kotki mogą być rozdzielone, ale fajnie, jakby miały w nowych domach kocie towarzystwo.
No i mądrych ludzi. Z sercem.

To co, ktoś wezmywuje??


PODPIS

Dwa śliczne kotki, nie całkiem białe,
jeszcze ciut dzikie, troszkę nieśmiałe,
jeszcze się ludzi troszeczkę boją,
lecz grzbiet już prężą pod dłonią twoją,
kiedy ci się je pogłaskać uda.
I nie myśl, że to jakieś są cuda!
Kotki pokochać kogoś gotowe,
kogoś, kto chce się podzielić domem,
kto o nie zadba, opiekę da im,
że będą wreszcie szczęśliwe, sprawi,
a wtedy oba, braciszek z siostrą,
dużo mu szczęścia w życiu przyniosą.

Wierszyk dla Białasów od Ninki.

sobota, 30 stycznia 2016

Kto pokocha moje tymczaski?

Uważajcie! Amor zaraz wypuści strzały. Któraś może Was trafić, a ja, szczerze mówiąc, liczę na to... :)
Są cztery. Do wyboru, do koloru. Różne charaktery, inny wiek, inna płeć. Zakochujcie się, proszę.

***

Tę koteczkę już widzieliście. To znaleziona na wsi, pod lasem, okołosiedmiomiesięczna buraska. Kotka jest przeraźliwie chuda, same kosteczki. Tak żarła przez pierwsze dni, że skończyło się to wielkimi wymiotami. To ją nauczyło rozumu i teraz umie jeść z umiarem, a ponieważ jedzenie ma ciągle dostępne, wie, że jej go nie zabraknie. Po krótkiej kwarantannie w pralni zamieszkała już w kocim pokoju, razem z resztą towarzystwa. Wyzdrowiała w szybkim tempie.

Kocia nazywa się... KAZIA MIZIASTA. :) Imię to nadał jej Wrocławski. Miała być wprawdzie Kizią Miziastą, ale uznałam, że to zbyt banalne, zastosowałam poprawkę i została Kazią. Pasuje do niej. Popatrzcie.











Jeszcze wczoraj pisałam Hanie, że kotka jest trochę smutna, że się nie bawi, że jest oszołomiona zmianą, ale już dziś mogę odtrąbić sukces. Kazia zaczęła ganiać za wędką! To fajna, oswojona kicia, nie boi się niczego. Na Fikę najpierw posyczała, ale już dziś były buziaki w nos (jak zgram zdjęcia, to je tu dołączę). Z kotkami się dogaduje, choć przez pierwszy dzień też była ostrożna. Moim zdaniem albo się zgubiła, albo ktoś ją wyrzucił pod lasem...


Spójrzcie na postawę Fiki.
Ona umie do każdego kota podejść indywidualnie, tak jak tego wymaga sytuacja.




To niesamowite, jak parę dni opieki zmienia kota. Kazia, gdy się u mnie zjawiła, była taka poszarzała, matowa, nieatrakcyjna. A teraz? Jest chudziutka, ale jej sierść zaczyna błyszczeć, oczka stają się czyste, duże i czarują jasną zielenią.

***

A to Miszka. Też wiejska dziołcha. Słodka koteczka.







To zupełnie inna kobitka. Jest delikatna, wrażliwa, ale bardzo kochana. Uwielbia się miziać, tulić, strzelać baranki. Siedzi bidulka w swoim kąciku i czeka na mnie. Gdy przychodzę, wychodzi, pozwala się pieścić i okazuje mi na swój koci, cudowny sposób, jak bardzo chce mieć swojego człowieka.








To wspaniała propozycja dla kogoś, kto chce mieć spokojną, wdzięczną, oddaną koteczkę. Taką jak Stefcia. Ogromnie bym chciała, aby Miszka znalazła kogoś takiego... Kocia jest już po zabiegu. Zniosła go dobrze, odmrożone uszka też się goją, choć potrzebują jeszcze czasu. Pokochajcie ją, proszę...

***

A to moja ulubienica. Przekochana, słodka Alba o zajęczej, mięciutkiej sierści i krótkim ogonku.












Fikunia też się chce bawić wędką, a co!




Alba jest wesoła, zabawowa, odważna i pierwsza zaprzyjaźniła się z Fikunią. Jeszcze do ręki sama nie przychodzi, ale pozwala się głaskać i od razu włącza wtedy głośną betoniarę. To skarbek, radość i nagroda.
Może ktoś pokocha ją i jej brata? Byłoby im raźniej, kochanym maluszkom.

***

Albus - jej brat to trochę większy cykor. Pewnie, że spokojnie się oswoi, ale wciąż udaje niedostępnego. Gdy uda mi się go uziemić, spina się i chce zwiewać, jednak każdy dzień przynosi zmianę na lepsze. Potrzebuje mądrego człowieka, a stanie się miziakiem. Jest piękny. Ma zielone oczy, cudne, miękkie futerko. Casanova z niego!






Zaraz świeże zdjęcia z dzisiaj, już lecę je zgrywać, zaglądnijcie jeszcze. Wiem, że dużo tych fotek, ale same chciałyście.
:)

Kto pokocha moje tymczaski? No kto? Buuuuuuuuu...

PODPIS

Nowe, dzisiejsze:
























***************************************************************************

:))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...