piątek, 9 maja 2014

Komunikat oficjalny

Czyli coś na  kom, choć nie komiks. :)

Kto ZMD śledzi, ten pamięta, że wyjazd miał nastąpić w środę skoro świt. Tymczasem we wtorek Gosia napisała, że jest tak zdenerwowana, jakby czekało ją coś strasznego, jakby miała mieć jakiś ważny egzamin. A poza tym kocha swoje łóżeczko, poduszeczki (i te wszystkie okołołóżkowe zdrobnienia), no i NIE MA BIAŁYCH SKARPETEK. Przyznaję, że niczego bym z tego nie wyrozumiała, ale sama zainteresowana wyjaśniła mi, że w Japonii, gdy się kogoś odwiedza, należy zdjąć buty i najlepiej jeszcze mieć na stopach skarpetki, i ona by chciała białe. Już myślałam, że GosiAnka uczepi się tego argumentu i pod pozorem niesprzeniewierzania się japońskim zwyczajom (raczej z tą białością wydumanym przez nią) zrezygnuje z wyjazdu i zostanie w tak zwanym swoim pokoju, w tak zwanym swoim łóżeczku - zasłanym kotami. Wieczorem jednak nadszedł komunikat, który mnie ostatecznie uspokoił: Kupiłam białą koszulkę i skarpetki. Jestem gotowa. Idę się ostatecznie spakować. 

Uff! ;)

To co? Zaczynamy. :)


Środa 2014-05-07 3:17:07: Wstaliś i jedziem! :))


Środa 2014-05-07 5:20:44: Jesteśmy już po odprawie. Zaraz pierwszy lot. Do Monachium. :) Rower nadany. Udało się. :)


Środa 2014-05-07 7:56:54: Ha! Jestem na lotnisku w Monachium i już znalazłam dostęp do sieci. Przed nami osiem godzin czekania.

(...) Z samolotu widać było cudne widoki, i to zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Pięknie wyglądają pola rzepaku i młodego zboża, a wśród tego rozrzucone gdzieniegdzie domki. Nie mogę uwierzyć, że to się już dzieje...



Środa 2014-05-07 11:41:49: Zaszaleliśmy i wyspaliśmy się (dwie godziny) w takich specjalnych kapsułach na lotnisku. To przedsmak Japonii, bo to takie małe klitki. Jestem sierota - nie włączyłam sobie klimy. Prawie się udusiłam! Było mi to bardzo potrzebne, bo z tego stresu niemal nie spałam i czułam się jak zombie. Głupio zaczynać przygodę życia w takim stanie...

Czwartek 2014-05-08 7:07:06: Jesteśmy w swoim mieszkanku! Reszta później. :)

Czwartek 2014-05-08 10:51:42: Za nami (nie do wiary!) pierwsza doba podróży, która zaczęła się wejściem do samolotu wiozącego nas do Monachium.


Osiem godzin na tamtejszym lotnisku minęło nawet szybko. Trochę pospaliśmy, trochę pozwiedzaliśmy (pokój modlitwy, sklep z maskotkami, kawiarnia), co uwieczniłam na Instagramie. :)) Kiedy mogę robić zdjęcia, nigdy się nie nudzę. :)


W pewnym momencie na lotnisku pojawiła się grupka prześlicznie ubranych w kolorowe, kwieciste kostiumy (w tym spódnice maksi) kobiet o zjawiskowej urodzie. Wszystkie zgrabne, szczuplutkie, o bardzo pięknych twarzach - to najprawdopodobniej obsługa tajskich linii lotniczych. Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia - wyglądały jak rajskie ptaki. :)

Byliśmy też świadkami przylotu jakiegoś VIP-a, po którego zostały podstawione na pas lotniska dwie wypasione beemwice. Ładnie ubrana, usłużna pani powitała VIP-a schodzącego ze stopni samolotu (krótki filmik jest na Instagramie) i poleciała po walizki. Niestety ponieważ VIP wsiadł do samolotu pierwszy i jego walizki były zapakowane jako pierwsze, teraz wyszły z luków jako ostatnie. Naczekała się panienka. :)) Po tym, jak nerwowo poganiała obsługę, widać było, że to dla niej stres. 

Patrzyłam na nasz samolot z lekką obawą. Czy te silniki dadzą radę przenieść nas 10.000 km? Widać było, że samolot leci do Japonii. Widać to było po... Japończykach, których była większość, a kilku z nich nosiło maski na twarzach. To takie typowo japońskie, symbol egzotycznego stroju niemal jak kimono, a świadczy o ich społecznym podejściu, uprzejmości do innych - maska ma chronić przed zainfekowaniem ich chorobą.

Kiedy weszłam do samolotu, ucieszyłam się (o ja głupia!), że siedzenia są bardzo wygodne i obszerne. Niestety, zaraz okazało się, że tak jest, ale... w pierwszej klasie! W klasie ekonomicznej było dużo gorzej. Ciasnota d... ściska. Ciężko wytrzymać te prawie 11 godzin lotu, mimo osobistego komputera przed sobą, na którym można wyświetlać sobie filmy, grać w gry czy podglądać trasę, którą leci samolot (co robiłam najchętniej i stąd tyle zdjęć na Instagramie, i nie tylko). 

 
Niestety siedzieliśmy w środku i nie mogliśmy patrzeć przez okno.

Po lewej ekonomiczna, po prawej pierwsza klasa.

Kiedy już przeszedł cały ten kołowrót z podawaniem posiłku, kawy, herbaty, 
japońskiej (macha) i angielskiej, udało nam się po zażyciu tabletki na sen przespać parę godzin. 
Strasznie to niewygodne. Do teraz jestem cała obolała.

W każdym razie dolecieliś! Samolot usiadł leciutko i bezstresowo. W czasie podróży też nie było żadnych ekscesów, turbulencji itp. Lotnisko Hanada powitało nas kontrolą graniczną. Już w samolocie wypełnialiśmy deklarację celną i informację z naszymi danymi. Tu, na miejscu, urzędnik pobrał jeszcze nasze odciski palców oraz zrobił nam zdjęcie... Teraz jesteśmy już w Japonii notowani. :)
Poza tym lotnisko jak lotnisko, takie jak na całym świecie, za to ludzie troszkę inni. Robert od razu przystąpił do wykorzystywania swoich umiejętności w mówieniu. Musiał załatwić kilka spraw i wszędzie wtrącał japońskie słówka i zwroty, co zawsze spotykało się z uznaniem Japończyków.


Wszyscy byli bardzo mili, serdecznie uśmiechnięci i już widać, że z angielskim tu kiepsko, więc ten japoński niezwykle się przyda. Oczywiście podziwiam MCO jak cholera! On po prostu się dogaduje!


Załatwił transport roweru do miejsca, w którym ma czekać na niego przez miesiąc, kupił bilety na pociąg do pierwszego naszego mieszkanka w Tokio. Było z tym sporo nerwów, ale już po chwili siedzieliśmy w wagonie i obserwowaliśmy ludzi.


Typowy automat jidohanbaiki (dżidohanbajki) . Na wystawie plastikowe atrapy.
Kupiliśmy sobie wodę.:))) W tych automatach można kupić wiele produktów.

Ten, kto twierdzi, że wszyscy Azjaci (Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy itp.) są jednakowi z wyglądu i nie można ich odróżnić, chyba nie ma oczu. Ludzie różnią się od siebie tak samo jak u nas. Są ładni i brzydcy, chudzi i grubi (szczególnie młodzież szkolna zaskakująco grubawa nam się w tym pociągu trafiła). Nigdy zresztą w to nie wątpiłam. :) Najpiękniejsze wśród nich są oczywiście japońskie dzieciaczki. Cudo! Jak laleczki. :)

W pociągu obserwowaliśmy coś, co jest tu bardzo charakterystyczne i normalne: ludzi wykorzystujących każdą chwilkę na sen. Pożyteczne spędzenie czasu. :)


Ta pani obudziła się na pół minuty przed swoją stacją - po przejechaniu chyba z ośmiu przystanków. 

Nasz gospodarz, od którego wynajmujemy to maleńkie mieszkanko, dał nam rozpiskę tak szczegółową, jak do niego dotrzeć, że udało nam się to bez trudu.

Widoki z okien pociągu.
 

Wiedzieliśmy o tym, ale i tak mnie to zdziwiło, że na drzwiach do naszego miejsca czekała na nas kartka z powitaniem, a drzwi było otwarte. Klucz czekał wewnątrz. :)


Mamy maleńką kuchenkę i maleńki pokoik. Zdążyłam już przetestować futony. Musiałam się zdrzemnąć (u nas była 8. rano, a tu 3. po południu. Teraz jest w Tokio 17:40. Zaraz idziemy razem w miasto. Kiedy ja spałam, Robert już zwiedził okolicę. Fajna jest. Pełna maleńkich knajpek, sklepików i niskiej zabudowy. Czuć egzotykę. 
 




Pierwszą ekscytację i radość czułam, idąc z pociągu do naszego mieszkania. Poczułam się jak na egzotycznej wycieczce. Ludzie są tu mili, uśmiechają się, kłaniają. Będzie dobrze. :)

Czwartek 2014-05-08 16:26:29: My zaraz idziemy spać. :) Zjedliśmy dobrą kolację, choć z wyborem miejsca mieliśmy ogromny problem, bo knajpek są tu miliony! W niektórych nie wiadomo co by się jadło, bo menu tylko w krzakach.


Trudno mieć jakieś poważne refleksje z pierwszego dnia pobytu, ale ja mam takie (które mogą ulec zmianie):
- ludzie chodzą ubrani dość jednolicie kolorystycznie. Ulice są w związku z tym spokojne, wręcz ponure. Króluje czerń, szarość, beż i granat. Widać też biel. Reszta kolorów nie istnieje! Nie widać też strojnisiów, dziewczyny przeważnie chodzą na płaskim obcasie, choć widziałam też dwie w niebotycznych szpilkach.
- Japończycy są bardzo mili i przyjaźni. Dziś podszedł do nas na stacji metra jeden facet i zaproponował pomoc, bo widział, że jesteśmy zagubieni. Tak się przy tym zdenerwował, tak bardzo chciał pomóc, że aż mu się ręce trzęsły! To podobno typowe, że oni bardzo przeżywają kontakt z gaijinami, bo chcą wypaść jak najlepiej. Chwała mu, że mimo to ruszył nam z odsieczą. :)
- w mieście, w metrze, widać tabuny mężczyzn ubranych w garnitury, z teczkami w rękach, jak przemierzają ulice grupkami, siedzą w knajpkach, jedzą, piją, odwiedzają salony pachinko - to pewnie ci słynni pracownicy korporacji, którzy balują po pracy, do domu wracają przespać się, a rano znowu do roboty. 
- klopiki japońskie - genialna sprawa: podgrzewana deska, bidet, prysznic prosto w pupkę. :))

  
Taksówki mają oryginalne koguty.



     Postscriptum :)


To sprawozdawałam ja, JolkaM :)


121 komentarzy:

  1. Sprawozdanie super! Jak to miło poczytać, co się z GosiAnką dzieje. Zdjęcia jak zwykle rewelacyjne, ta Dziewczyna umie patrzeć.
    Wielkie dzięki Jolu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umie, umie. :)

      Zastanawiałam się, czy robić jakieś cięcia, skróty (dla tych, co lubią bardziej esencjonalnie), ale uznałam, że jak kto zainteresowany, to z uwagą i przyjemnością przeczyta całość. Skoro ja, choć nigdy specjalnie nie interesowałam się tym krajem, przeczytałam z zaciekawieniem, i wciąż czytam (mimo że przy "obróbce" postu nie raz zerkałam w tekst, i starałam się robić to ze zrozumieniem, żeby odpowiednio połączyć informacje ze zdjęciami), to sądzę, że tym bardziej tę bezpośrednią relację przeczytają osoby zainteresowane, czy to samą Japonią, czy podróżami w ogóle. :)

      Pozdrówka, Ewo. :)

      Usuń
    2. I bardzo dobrze, że zamieściłaś wszystko ,jak kogoś to nie zainteresuje ,to po prostu nie przeczyta .
      Te pola rzepaku wyglądają rewelacyjne ,ale z życia japończyków to jak na razie najbardziej przypadły mi do gustu jejich toalety . Na pewno nie chciałabym mieszkać w Tokio w domu który stałby 20 cm od drugiego i nawet nie o intymność mi chodzi ,a o brak światła ,no chyba ze sąsiad zapali silną żarówkę ;)

      Usuń
  2. Dzięki wielkie za sprawozdanie :)))
    Widać, że GosiAnka nie próżnuje w poszukiwaniu kotków :)))

    A sytuacja z białymi skarpetkami jest rewelacyjna :)) Zdjęcie w metrze spod kurtki - mistrzostwo :)
    I w ogóle powiało egzotyką, że coś niesamowitego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i pierwszy japoński kotek znalazł się Za Anki Drzwiami. :)

      Usuń
  3. Świetna relacja z podróży życia.
    Gosianko, czekamy na więcej. :)
    Dzięki Jolu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie. :)

      Usuń
  4. Noooo - biale skarpetki - JAK ona mogla zapomniec o czyms takim!!!
    Spostrzezenia - bardzo ciekawe, w ogole spisane tak, z eprawie czulam sie w Tokio :)
    Dobrze, ze juz pisane (choc druga reka troche :) ), bo sie zaczynalam martwic i wymyslalam rozne takie (NIE katastrofe lotnicza , o nie!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, ale tylko tak trochę druga ręka, tylko trochę. :) Żeby wręcz nie powiedzieć, że pierwsza - na co w cichości liczyłam, przyznaję. ;)

      Usuń
    2. no ale gryby nie TWOJA reka to bysmy dalej ka te puchawki tu siedzialy i czekaly jak kanie dzdzu (wszystko grzybowo)

      Usuń
    3. do cholery z taka klawiatura i takimi palcami - mialo byc gdyby, purchawki...wyszlo na wiecej grzybow niz regulamin przewiduje.
      Teraz jestem ciekawa jak im sie mieszka w mikro mieszkanku co juz widzieli i co zjedli przez pomylke ;))

      Usuń
    4. Puchawki też ładnie. :)

      Usuń
  5. :D
    Cieszę się, że dotarliście szczęśliwie. Podglądam instagram i zdjęciowo byłam na bieżąco. :)
    Brawo dla TCO! Podziwiam jego językową odwagę i troszkę zazdroszczę. ;)
    Żal mi się zrobiło tego pana, który chciał pomóc, że to taki stres był dla niego.
    Pola rzepakowe z lotu ptaka przepiękne!
    GosiAnko mam nadzieję, że Wy wzięliście wielobarwne stroje. ;)

    Jolu, dzięki za przekazanie wieści! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, powiem Ci, że z tych wszystkich zdjęć (Gosiu, wybacz) to najbardziej te poletka... Jeju! Jak mi Gosia napisała o rzepakach widzianych z samolotu, to zaraz ją zapytałam (z nadzieją wielką), czy zrobiła zdjęcie. :)

      Usuń
  6. Cieszę się niesamowicie, że GosiAnka będzie opowiadać na bieżąco!!!
    Ohh, jak powiało egzotyką….. czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie z małymi obsuwami, ale będzie więcej. :)

      Usuń
  7. Czuje niedosyt sprawozdawczy. Ale to pewnie sie naprawi, kiedy Anka wroci do domu :)
    Na razie zapowiada sie bardzo zajmujaco! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że za krótka relacja? Myślisz, że Anka dopisze coś po powrocie? ;)

      Usuń
  8. Jak się cieszę, że są wieści i to jakie od GosiAnki :). Jolu mam nadzieję, że raz na jakiś czas przekażesz nam jeszcze dalsze wieści bo my tu nie wytrzymamy bez tego. Pozdrawiam Ciebie, GosiAnkę i MCO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekażę. Ja też bym nie wytrzymała, to przecież rozumiem. :)
      To niezupełnie to samo, co sama Gosia, ale będę się starać...

      Usuń
  9. Fajnie, że nadałaś ten komunikat; KOM -UNIKAT? Chi,chi! (Chyba lepiej, żeby to nie był unikat!) Zastanawiałam się właśnie, co tam u GosiAnki i JCO, więc moja ciekawość została zaspokojona. Dobrze, że obyło się bez "przygód".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że na jednym - unikatowym - nie poprzestaniemy. ;)

      Usuń
  10. Bardzo precyzyjna relacja. A ja myślałam, że ulice japońskich miast pełne dziwnie ubranej młodzieży i kolorowe. Jak to telewizja spacza ..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia ma rację, twierdząc, że to trzeba na gorąco, bo z upływem czasu nasze wrażenia i postrzeganie się chyba trochę rozmywa. A poza tym ona umie obserwować i wyłapywać, co trzeba. :)

      Usuń
  11. Dziękuję bardzo! Jak to fajnie, że będą relacje z tak ciekawej podróży! Wszystko dla mnie jest ciekawe i egzotyczne, bo nie dane mi było podróżować po świecie.
    Serdeczne pozdrowienia dla podrózników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie podziękować w ich imieniu, Doro. :)

      Usuń
  12. Dzięki, że dzielicie się( Jolu i Gosiu) wrażeniami, brak GosiAnki na necie był przykry, więc to pojawienie się sprawiło na pewno radość wielu czytaczom, a relacja zajmująca,czekamy na cd.Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak Gosi jeszcze będziemy odczuwać, bo tak całkiem to się jej zastąpić mną nie da, ale będziemy się starać podrzucać coś na... pożarcie czytaczy. :)

      Usuń
  13. Dobrze, że wszystko dobrze :) Uściski dla Gosianki i JCO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy podróżnicy słyszą?! Bo tu ich uściskują. :)

      Usuń
  14. Ciekawe czy się wybierzesz do łaźni - to podobno rytuał i bardzo sympatyczny .Dzielni jesteście bardzo.
    -Danka z Beskidu N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja teraz też jestem ciekawa tego rytuału... :)
      Nie wiem, czy Gosia czyta komentarze, ale jakby co, sama jej wspomnę w mejlu o łaźni.

      Usuń
    2. Ejjjjjjjjjjjj no! Gapy! A co GosiAnka pisała w pkt 16 "o co pytać przed wyjazdem" - mają onsen w planach, na pewno będzie relacja :)))

      Jolu WIELKIE dzięki z Twoją pracę :)

      Usuń
    3. No widzisz, jak to czytają nieuważnie! Co za gapy. ;)

      Oleno :*

      Usuń
  15. UFFF.......
    Dzięki JolkoM, dzięki Gosianko....
    Agnieszka z Żyrardowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, że przebrnęłaś czy że odetchnęłaś z powodu dobrych wieści? :)

      Usuń
  16. ...no to zawiało egzotyką, czekam na więcej. Pozdrowienia...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękujemy Jolu ża relacje ,bardzo ciekawa :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Marija, jesteś bardzo miła. :)
      Ale z drugiej strony, jaka by miała być ta relacja: nie dość, że Gosi, to jeszcze z Japonii, a w dodatku przekazana przeze mnie? ;)

      Usuń
    2. Masz rację ,nie było innej opcji :)))
      Pozdrowienia dla Włóczikijów :)))

      Usuń
    3. O, proszę, jaka żywa reakcja, Przyczajona Marijo. :)

      Usuń
  18. ja myślałam, że japońskie ulice są kolorowe...i ciekawe kiedy ona te skarpetki zdejmie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jak się zakurzą. ;) Choć tam ponoć tak czyściutko wszędzie (mam już następne przecieki - to na zachętę), że może się nie zakurzą. :)

      Usuń
    2. to ja chce do tej Japonii, u mnie jest za duzo kurzu i biale skarpetki nie dzialaja

      Usuń
  19. O jejuśjejuś, poczułam trochę emocje Twoje i TwójCiOnego. To musi być fantastyczne uczucie. Przygotowywać się przez rok i nareszcie TAM być, w tym marzeniu spełnionym! Pierwsze koty (nomen omen) za płoty, teraz będzie tylko fajnie! Ściskam Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest fajnie. :)

      Hm, znów Was ściskajo. A mnie to kto uścisko? ;)

      Usuń
    2. Ciebie Jola też ściskamy i za relacje i za całokształt :))))

      Usuń
    3. No jak to kto??? MY!! za caloksztalt i relacje.

      Usuń
    4. Jolka, a ja ściskam za nic!

      Usuń
  20. Strasznie się cieszę, że takie fajne wieści dotarły:))) Oj, będzie ciekawie!!! Mój podziw i szacunek dla TCO jest bezgraniczny!!! Nauczyć się japońskiego i to tak, że Japończycy rozumieją, niesamowite!
    Też myślałam, że młodzież w Japonii ubiera się pstrokato i krzykliwie.
    Dzięki Jolko M., główny sekretarzu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miko :*

      PS. W tajemnicy Ci powiem, że i mnie TCO imponuje. :)

      Usuń
  21. brawo dla sprawozdawczyni :) ja chcę jeszcze i jeszcze :)
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę chwilę na oddech, to nielekka robota - zwłaszcza dla niewprawionej blogerki od tak zwanych siedmiu boleści. ;)

      Usuń
    2. masz ją ode mnie :)
      Rafał

      Usuń
  22. Się wzruszyłam całkiem nie wiedzieć czemu. :) Sprawozdanie Jolu super jakbym była z Gosią i Jej MCOnem :) No cóż przyznam się, jestem przyszykowana na podglądanie. :) Uwielbiam patrzeć tam, gdzie mnie nie ma i nie będzie, więc będę podglądać. :) Pozdrawiam ciepło sprawozdawczynię i za Jej pośrednictwem podróżników. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elko, skoro jesteś gotowa na podglądanie, to bardzo Ci polecam zajrzenie do Instagramu - na bocznym pasku. Tam jest więcej zdjęć i niemal na bieżąco je Gosia wstawia. Teraz będzie chwila przerwy, bo tam noc. :)

      Ciepło odpozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Ona nie ma dla nas wzgledu widze...w nocy nie wiesza zdjec...pppffff :P

      Usuń
    3. Krysiu, bądź wspaniałomyślna, wybacz Gosi. ;)

      Usuń
  23. Ale fajna relacja! Jak szybko! Co prawda, zaglądałam już z 25 razy od wyjazdu Gosianki... Sprawozdawczyni spisała się na medal, czekam na więcej, dzięki JolkoM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dziękuję za miłe słowa, Hersylio.

      Usuń
  24. Wspaniała, żywa relacja. Skąd ja to wiedziałam, że sierotami nie zostaniemy:-))). I oby tak dalej w tym tonie. Wcale się Jolu nie dziwię Waszej z Anką zażyłości. Widać, że jako pokrewne dusze, umiecie w podobny sposób relacjonować. Ja, chociaż zwykle nie przepadam za opisami podróży, teraz wprost czekam na dalszy ciąg. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo też Gosia to umie, a ja się przy niej trochę podszkalam. :)

      Usuń
  25. Obsmialam sie przy tym spaniu w metrze:))) Dla mnie to takie normalne, potrafie sie obudzic zawsze w pore, nie wazne czy to osiem, trzy czy tez dwadziescia siedem przystankow:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gdzie Ty w końcu rządzisz, Star, w Tokyo czy w NY, że sypiasz jak Japończycy? :)

      Miło, że zajrzałaś. Zauważ, że tylko jeden malutki kotek w poście się znalazł. ;)

      Usuń
    2. Ja w NYC, ale wszedzie w duzych miastach ludzie spia w metrze tak samo:)) Po latach to sie jakos chyba ma we krwi, ze sie czlowiek automatycznie budzi, zbiera bambetle i wychodzi tak jak by nawet oka nie zmrozyl:))))

      Usuń
  26. Jolko, Jolko ,tego pieska w tym wózku widziałaś !!!! No ludziom to się już całkiem w głowie przewraca ;))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taki sposób to może im się przewracać. ;)

      A Ty swojego Myka nie wozisz rowerem? :)

      Usuń
    2. Ja ze swoimi zwierzakami zawsze nożna byłam ;) Pewnie dlatego tak mnie to zszokowało :)

      Usuń
    3. W Tokio psy nie mogą po prostu chodzić po chodnikach.

      Usuń
    4. A to ciekawostka , dziękuje . Chciałabym jeszcze wiedziec ,dlaczego ?

      Usuń
  27. Zapowiada się fantastycznie :-))
    Chłonę każde słowo z nowego nieznanego świata :-) Pięknie relacjonujesz Anko :-D
    Dzięki ogromne dla Jolki za przekaz <3

    Czekam z niecierpliwością na dalsze relacje ;))
    Bardzo to wszystko ciekawe !

    Buziaki dla Was


    OdpowiedzUsuń
  28. Jak nic będzie z tego książka.Jestem pierwszy do jej
    ku
    pienia.Trzeba będzie GosiAnkę i MCO namówić do jej napisania.
    Pozdrawiam Jacek.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wspaniała relacja , czuję się jak podróżnik ,tak realistycznie to odbieram...Zazdraszczam ,zazdraszczam i podziwiam...warto spełniać swe marzenia..pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrówka, Alu, i pogłaski dla Lakiego i jego koleżanki. :)

      Usuń
  30. Dziękuję! Jak miło przeczytac!

    OdpowiedzUsuń
  31. Pola rzepakowe cudne,
    zdjęcia śpiących ludziów fajowe,
    ale najbardziej podoba mi się postscriptum!:D
    Bardzo gustownie wyglądają te białe skarpety:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie się zastanawiałam czy chodzi o skarpety czy o kota japońskiego. ;))

      Usuń
    2. Zarządzam dowolność interpretacji postscriptuma. :)

      Usuń
    3. A może o ten powabnie zadeptany bucik ;)
      Calutkie zdjęcie to bardzo ciekawy obrazek rodzajowy :)

      Jola przekaż Gosiance że ta pęknięta żyłka ,to nadcisnienie ,niech ona się troche oszczędza , co może zabrzmieć dziwnie , no ale jak mus ,to mus .

      Usuń
  32. Ale jazda...
    Książka będzie jak nic.
    Odciski palców?

    OdpowiedzUsuń
  33. Cieszę się, mogąc czytać relacje z podrózy Gosianki napisaną przez jej przyjaciółkę Jolę. Dobrze mieć przyjaciół i dobrze od czasu do czasu popodrózować, wiedząc, iz Ci przyjaciele zajmą sie czym trzeba podczas naszej nieobecnosci. Ściskam Was obie dziewczyny i serdecznosci zasyłam usmiechnięte i nieco rozziewane, bo juz spać mi sie bardzo chce po całym dniu roboty na polu!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, u mnie właśnie leje, więc chyba bezkarnie będę mogła samą siebie zwolnić z gmerania w chwastach... Czuję, że wbrew rozsądkowi utknę jednak w tej Japonii... :)

      :***

      I dodatkowy buziak dla Bluszczyka. :)

      Usuń
  34. Wieści, zdjęcia, podróżnicy i sprawozdawanie po prostu cudne!
    Katarzyna3

    OdpowiedzUsuń
  35. Pięknie dziękuję za wprowadzenie do Japonii:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Z wrażenia wypieków dostałam! Normalnie, jakbym tam byłaz Wami.

    OdpowiedzUsuń
  37. Tak w ogole, to obejrzalam zdjecia na Instagramie. Mam dziada zainstalowanego w telefonie i za licho nie moge wejsc w, zeby skomentowac zdjecie Anki i MCO spiacych, ktore to zdjecie uwazam za jedno z najintymniejszych zdjec, jakie widzialam w ogole! cala reszte ogladam na biezaco. Nie mam czasu, zeby grzebac sie w instagramie i zorientowac sie dlaczego co i jak (to troche ponad moje sily...), stad wpis tu a nie komentarz tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, ja właśnie też obejrzałam aktualne zdjęcia na Instagramie. Dziecko, zobaczywszy, że otworzyłam komputer, zakrzyknęło, żeby sprawdzić mu plan lekcji na poniedziałek i tak zaczęliśmy go sprawdzać, żeśmy oboje wylądowali w Japonii. :) I widzieliśmy zdjęcie z dedykacją dla Ciebie. :)

      Teraz lecę jednak coś ogarnąć w chałupie, bo jak tu utknę na dłużej, to ciężko się będzie przebić przez zalegające gary, niewyczyszczone kuwety, sterty do prania, sterty do prasowania, nie wspominając o chwastach, które tylko chyhają, żeby zaatakować z wielką mocą po ostatnich deszczach.

      Uściski. :)

      Usuń
    2. Opakowana Krysiu ,żeby komentować w Istagramie ,trzeba sie zalogować ,tak mi się wydaje .

      Usuń
    3. Też tak myślę.
      A teraz zmykam jednak pożyć trochę własnym życiem. ;)
      Ale jeszcze tu wrócę.

      Pozdrówka dla wszystkich odwiedzających! :)

      Usuń
    4. Marija i Jolka - ja sie usilowalam zalogowac na wszystkie mozliwe kombinacje hasel, biorac pod uwage, z edziecko i instagrama zalozylo w telefonie. Ktory jest od gmaila. i jak wpisuje haslo to mi mowi, ze zle, ze jak chce odzyskac to mi wysla na maila...juz zuzylam wszystkie trzy uzywane adresy emailowe i kiszka...wiec od razu sie zniechecilam. Moze zapytam dziecko, bedzie wiedziec, ale wlasnie mi sie same oczy zamykaja, wiec - ja z kolei - zostawiam prasowanie, chwasty, pare brudnych saganow i ide zapasc w Moj Fotel swiety :) choc na pol godzinki. czego i Wam zycze!!!

      Usuń
    5. U Ciebie też jest czas tokijski? ;) Czyżbyś za dnia japońskiego śledziła podróżników na Instagramie, a za dnia brytyjskiego odsypiała? :)

      Ja właśnie na chwilę porzuciłam gmeranie w glebie i przyszłam na oddech i na przeszpiegi. Ale zaraz wracam ryć w tej darni, co to ją sama tak pięknie wyhodowałam. :]

      Usuń
    6. nie no co ty, ja ogolnie wczesnie wstaje, szczegolnie jak nie musze i potem padam na nos, szczegolnie jak idzie na pogode. No co Ty, ja w nocy nie prasuje :P

      Usuń
  38. super napisane i mocno wciąga, a ja wcale nie jestem jakoś zainteresowana tym krajem :) i te ciekawostki - ja skorzystam i przy spotkaniu towarzyskim na pewno poopowiadam o tym kluczu w otwartym mieszkaniu :) pozdrawiam, MS

    OdpowiedzUsuń
  39. Dziękuję ;D Czuję się, jak w drodze w Wami ;D

    OdpowiedzUsuń
  40. Jolu, jesteś swietna jako zastępczyni, naprawdę :-) i tak jak myślałam, Gosia świetnie pisze, poproś o jak najwięcej relacji na bieżąco. Z książką to też nie jest zły pomysł :-) Jolu, dzięki jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  41. Śledzę na bieżąco zdjęcia w Instagramie. Ale jazda! GosiAnka na drugim końcu świata, a my prawie na bieżąco.
    Niech żyją wynalazki z zakresu łączności!!!

    OdpowiedzUsuń
  42. o matko ale zazdroszczę i podziwiam ))))

    OdpowiedzUsuń
  43. Fajne te koguty na taksówkach, jak lampiony jakieś :-)
    No to Gosianka zaczęła nam przygodę życia, fajnie poczytać o takim egzotycznym kraju :-) Pozdrowienia dla Podróżników i dla Ciebie Jolu :-)

    OdpowiedzUsuń
  44. Wow :) Ale wycieczka! Ja to bym ze strachu umarła na polskim lotnisku :)
    Mam kuzynów w Japonii, ale dla nich kraj rodziny w którym się wychowali nie jest fascynujący :)
    Taką monetkę z dziurką noszę jako wisiorek na łańcuszku.
    A moja ciocia ma w Japonii wannę w której jest zawsze ciepła woda :) i urządzenie do ryżu, też zawsze jest ciepły!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  45. a mnie się pokazał nowy post. jak wchodze to go nie ma. co to może byc???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, to ja namieszałam troszeczkę, robiąc falstart z publikacją, kiedy post jeszcze nie był kompletny. Rano będzie OK. Najmocniej przepraszam za zmyłkę.

      I ściskam Cię serdecznie - razem z kotkami. :)

      Usuń
  46. Odpowiedzi
    1. Co tam ja, ja tylko kopiuj-wklej, i takie tam, i publikacje-falstarty. ;)
      Zajrzyj jeszcze rano, będzie kolejny odcinek... serialu. ;)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...