niedziela, 25 maja 2014

Próba rehabilitacji

No tak... I co ja mam dziś napisać we wstępie? Że krótko? Ha, ha! I kto mi uwierzy?! Po tym, jak ostatnio Gosia podważyła moją wiarygodność, cichcem dopisując 2330 znaków (ze spacjami) do KRÓTKIEGO i NA TEMAT pościka?! Ech! A wszystko przez tę różnicę czasu...
Mimo wszystko zaryzykuję. Oto esencja obrazkowa z dwóch dni naszych włóczęgosów. :)

                                                                                ***

Jolu, dwa dni zdjęciowo - dla zachowania wspomnień.

22.05.2014

Wyprawa na okoliczne wzgórza i odkrycie na szczycie zagubionej świątyni. Klimaty rodem z Indiany Jonesa! Coś kapitalnego. Droga przez las wśród nieprawdopodobnych kolosów (to ta puszcza chroniona od 750 roku przed wyrębem), a potem wspięcie się na tysiąc schodków, by w ciszy i samotności delektować się pięknem tego niezrównanego miejsca!

Ja w takich miejscach czczę swoim zachwytem Stwórcę tego całego piękna.




Widać 1000 stopni? Tam weszliśmy. Na samą górę, a to wszystko w środku puszczy.
Niezapomniane przeżycie!







A wieczorem wyprawa do Nary, na obiad. Mknięcie na rowerach wśród sarenek.




Majowe wycieczki z dzieciakami śladem dziedzictwa narodowego - po horyzont!
Naleśnik japoński - nie wygląda, ale dobra rzecz!


To, co widać na chodniku, to specjalny obszar dla niewidomych - płytki mają wypustki umożliwiające
prowadzenie w nich laski. Takie ułatwienia są powszechne we wszystkich miastach Japonii. Będąc tu,
już widziałam kilka osób poruszających się z laskami. Uświadomiłam sobie wtedy, że takich osób nie widziałam
w Polsce z 20 lat... Nie ma ich? Raczej nie mają jak się poruszać po mieście...



23.05.2014
Wyprawa poza Narę, na prowincję. Kapitalna!


Widok z okien pociągu. 

Narzekaliśmy na tłumy? Tu byliśmy niemal cały czas sami! Magia!















Opis tego dnia będzie, ale to niespodzianka. Do ujawnienia niebawem. :)

                                                                             ***

PS. Jolu, wczoraj odwiedziliśmy Muzeum Fotografii w Narze. Jest zaraz koło naszego domku. Tam, w przepastnej bibliotece z tysiącami książek, znalazłam przypadkiem NIESAMOWITE zdjęcie, które pasuje do wczorajszej wstawki o noszeniu masek przez Japończyków. 
To zdjęcie z 1958 roku:


Już 56 lat temu, na wsi, ta dziewczynka miała na twarzy maskę! Myślałam, że to wynalazek naszych czasów! Ileż się trzeba dowiedzieć o tutejszej kulturze! Na tym zdjęciu maska wydaje się pełnić rolę szalika, widać, że jest zimno, dziewczynki noszą rękawiczki. Czy to nie jest fajne odkrycie? Nazywam je skarbem. :)

A zaraz żegnamy oswojoną Narę, która dostarczyła nam niezliczonych miłych wrażeń (i jednego niemiłego) i znów w nieznane!

***

To znów przekazywałam ja, JolkaM. A niech mi ktoś tu dopisze choćby dziesięć znaków (nawet ze spacjami), to nie ręczę za siebie. Nno!

I ładnej niedzieli, zwłaszcza najwytrwalszym śledzącym. ;)

46 komentarzy:

  1. Odważę się i napiszę: CUDO!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      I jak dobrze, że dzięki tym dwojgu włóczykijom możemy w tym choć w ten sposób uczestniczyć. :)

      Usuń
  2. Pięknie, pięknie, mogłabym powtarzać bez końca. Im dalej, tym urok relacji większy... Co ja będę się wymądrzać wszyscy widzą i są wdzięczni za te relacje.
    Dzięki temu i GosiAnka i Jola cały czas z nami są.

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka swiatynia dumania w sercu puszczy, gdzie czlowieka mozna ze swieca szukac - to cos wlasnie dla mnie! Nawet te milionpincet schodow by mnie nie wystraszylo. Jest cuuuuudnaaaa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I że nie przepadasz za górami, Pantero, też by nie przeszkadzało, co? W drodze wyjątku. ;)

      Usuń
    2. Nawet gory mi niestraszne! :)))

      Usuń
  4. ufff... no nadgoniłam w końcu bo przez moje urlopowanie w ogóle nie chciało mi się przy komputerze siedzieć a relacje staram się czytać oglądać i wpełni chłonąć na spokojnie przy herbatce :) taki miły sposób na spędzenie pierwszej części poranka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, sposób na rozpoczęcie dobrego dnia. :)

      Usuń
  5. Chłonę i zaczynam marzyć o Japonii. Co za podróż, co za sprawozdania! Dzięki nieustające :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, szlak już przetarty będziesz miała. :)

      Usuń
  6. Nareszcie bez tłumów, to mi się podoba. pięknie, można w spokoju odpocząć i kontemplować otoczenie.Tysiąc schodków, wow!
    Zdjęcie z 58 roku robi wrażenie, wręcz z dreszczykiem. Dla nas po prostu to niecodzienny widok.

    Pozdrawiam niedzielnie podróżników i dzielną korespondentkę na łączach :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka piekna prowincja! I jakie pustki!!!
    wypustki sa u nas przy przejsciach dla pieszych - czesc chodnika lagodnie schodzi do poziomu jezdni i ma wypustki.
    Prowincjonalny las mnie zachweycil. W ogole kocham lasy, ten z niespodziankami jest przepiekny!
    Jola - nadawaj ile chcesz, Gosia daleko, nie przylozy Ci zdechla ryba :P tak jakby w ogole to kontemplowala, hrehreher

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pustki, wypustki - cała Ty, Krysiu. :)

      Masz rację, teraz ja tu rządzę, ale wiesz, przez te różnice czasowe, kiedy ja śpię, krasnoludki czasem coś dopisują. ;)

      Usuń
    2. Czy rowniez, tradycyjnie, sikaja do rosolu??

      Usuń
    3. Do naleśnika. I dlatego się rusza.

      Usuń
  8. Widok na góry,eeech...
    Tak patrząc na te niskie stoliki to sobie pomyślałam,że siedzi się przy nich wygodnie tylko szczupłym ludziom:)
    Czy w Japonii są ludzie tędzy tak jak u nas?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie, dobre pytanie. Poprosimy o odniesienie się. Czy nas słychać tam daleko, hen, hen?!
      Bez odbioru. :)

      Usuń
  9. Dzieci i drzewa, świątynia, sama nie wiem, co bardziej przykuwa moją uwagę. Dziewczynki w rękawiczkach i maseczce, ale w sandałkach i japonkach, są niesamowite! I chciałabym spróbować tych japońskich smakołyków i wszystkiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyś odważna, Hana, ja niektórych smakołyków bym nie tknęła. Chyba. ;) Ten ruszający się naleśnik! Aaaa!

      Usuń
    2. Jola - to atrapy bys mogla jesc jak sie boisz ruchliwego jedzenia ;)

      Usuń
    3. Genialny pomysł, Krysiu! Jestem uratowana - jakby co. ;)

      Usuń
  10. Ojtam, Jolka, co Ci się tam rusza? Za ruszające to ja też dziękuję, ale te wszystkie warzywka na milion sposobów, chrupiące zapewne i nie rozdyźdane:)
    Wszystko mi się podoba, nawet tysiąc schodków. GosiAnko, zmęczenie minie i zostanie coś, o czym będziesz pamiętać i wspominać do końca świata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Hana, bo może Ty nie widziałaś naleśnika na Instagramie. Tam jest króciutki filmik. I owszem, chrupiące warzywka TAK, ale żeby mi płatki suszonej ryby falowały na naleśniku! ;)

      Usuń
    2. Slysze "suszona ryba" i od reki waporow dostaje. czy falujaca czy nie...
      ostatniom razom jak bylim w okolicach Amalfi to bylo do wyboru - isc schodam badz dlugimi zakosami do knajpy na dole (wies jest doczepiona do stromej gory na wielu poziomach, droga leci agrafkowato, przez wies zakretow jest z 5).Szlo sie nie tak tragicznie, ale raz nam sie zachcialo zejsc schodami. starymi. Kamiennymi. wyszlo ich cos 670 czy 760....niektore nie na moje krotkie nozki.....jak juz dolazlam na dol i kolana mi wacialy to zauwazylam, ze z ulicy WCHODZI sie po cos 30 schodach do tej knajpy.....chcialam odwrocic sie i uciec, ale kolana nie daly:P

      jeszcze sobie wzdycham nad tym lasem!

      Usuń
    3. Dobrze zrozumiałam, że te wapory to od skojarzenia z knajpką, do której wybraliście się na suszoną rybę, wybierając przy tym niezbyt fortunnie drogę? :)

      Las jest wart Twych westchnień, Krysiu - tak na oko. :)

      Usuń
    4. Jolka, skoro ryba suszona, to niech tam się ruso! Co Ci tam!?

      Usuń
  11. Ruszający się naleśnik rewelacja - widziałam na insta . :-))
    Bardzo to wszystko ciekawe i piękne. Zazdroszczę smaku nowych potraw i wspinaczki do świątyni :-D

    Uściski !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i ja się dopiszę pod Twoją zazdrością, Amyszko, szczególnie o tę wspinaczkę. :)

      Usuń
    2. Wspinaczka i mi się podoba. Jolu, dziękuję za komentarz:) Pozdrawiam na caaaały tydzień:)

      Usuń
  12. Krajoznawcze wspaniałości. Ogólnie biorąc, kopalnia turystycznej wiedzy. Czy tam po schodkach była wygódka? Tak jakoś mi się skojarzyło:-))).

    OdpowiedzUsuń
  13. Bożyczku kochany westchnę ja sobie z serca całego. Jak pięknie jak cudownie. Co za kraj co za ludzie, warto popatrzeć poprzez oczęta Podróżników. :)
    Wspinaczka już nie, ale tyle czytałam o tej świątyni ukrytej za tysiącem schodów, ciesze się że się wdrapali na nie. A drzewa Drzewa, mmm cudne.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam i JolkęM za jej pracę dziękując.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna tam moja praca, Elko. O, tam w terenie to owszem, ci to wykonują PRACĘ! :)

      Usuń
  14. nie cierpię 1000 schodów, ale ta świątynia jest jak magnes......
    dzięki za katorżnicza pracę, jolu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, patrz wyżej - ja to się nie napracuję. Nasi globtroterzy - owszem. :)

      Usuń
  15. świątynia i tysiąc schodów aby do niej wejść... magiczne miejsce!
    a chodniki z ułatwieniem dla niewidomych zrobiły na mnie wrażenie! Szkoda, że nikt u nas nie myśli o takich rzeczach, mam w rodzinie niewidomą osobę i wyjście gdziekolwiek tylko z biała laską jest naprawdę bardzo trudne dla niej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przeważnie dopóki w jakiś sposób nie zetkniemy się z takim lub innym problemem, nie dostrzegamy potrzeb ludzi z niepełnosprawnością. Jednak są kraje, w których się o tym myśli wyprzedzająco. Gdyby tak czerpać od tych narodów...

      Usuń
  16. Noszą rękawiczki, ale mają gołe nogi i sandałki?... Dziwny ten kraj... :).
    Śliczne miejsca zwiedzacie... Magiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się przyglądałam tej dziewczynce w białych skarpetkach, bo na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że ona ma gołe nogi. Ale nie, coś jej się tam marszczy w okolicy kolan, więc chyba ma pod skarpetkami jeszcze rajtki. :) Ale to ciekawe, że np. nie mają kurtek. Może to szkoła i tylko na chwilę wybiegły na przerwę...

      Usuń
  17. Gosianko Droga!
    miasta japońskie są ok, ale prowincja jest tak piękna,że aż dusza tęskni i wyrywa się i chce tam być...
    Dziękuję za cudowne relacje ....
    Agnieszka z Żyrardowa

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale piękne miejsca i najważniejsze , ze oglądać można prawie samotnie nie w tłumach. Tam być i zobaczyć, ....to trochę jakby w bajce :))).

    OdpowiedzUsuń
  19. ...oglądam jeszcze raz i nie wiem co napisać, chyba muszę to przetrawić... ^^

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...