sobota, 18 lutego 2012

Kotoszczot


Jak wygląda maine coon, który nie życzy sobie być czesany?
Jak wielka rozczochrana szczota!

A że jest co czesać, pokazuje film nakręcony przez artystkę, która niestety postanowiła być anonimowa, czym zapewne zasmuciła rzesze fanów, których niewątpliwie zyska po opublikowaniu tego dzieła:





Gdyby ktoś był ciekaw, to poduszki były położone dla ludzi,
ale zanim ludzie wrócili na taras z herbatką,
ich miejsca były już zajęte.
Może one tylko chciały nam je zagrzać,
żeby nam milej było?
PODPIS

piątek, 17 lutego 2012

Whitney

            Miałam nie pisać o Whitney, a jednak ta śmierć bardzo mnie porusza. Łapię się na tym, że wciąż o niej myślę. Denerwują mnie nagłówki w necie: "Szok!", "Niedowierzanie!". Hipokryci! Przecież Whitney pracowała na to od lat, a świat od lat się temu przyglądał...
           Kobieta o niezwykłej urodzie, dla mnie zachwycająco piękna (ta karnacja!), zgrabna, o anielskim głosie. Podziwiana i adorowana przez tłumy. Pozornie mogła mieć wszytko, ale coś sprawiło, że jej życie potoczyło się i skończyło właśnie tak. Coś sprawiło, że wybrała na męża mężczyznę, który ją niszczył, bił i poniżał. Coś sprawiło, że wiele lat tkwiła w tym toksycznym związku, że zafundowała swojej córce piekło. Czy sama je przeszła w dzieciństwie? Wreszcie to samo coś sprawiło, że sięgnęła po narkotyki. A wtedy już przegrała siebie.
          Podobno w ostatnich latach powiedziała o sobie: "Jestem swoim najlepszym przyjacielem i jednocześnie największym wrogiem". Nie wiem, co miała na myśli, mówiąc o przyjacielu, ale wrogiem była na pewno. W filmie "Żółty szalik" jest scena w barze, w której pada słynne zdanie wypowiedziane przez alkoholika: "jeszcze płynę, ale kra już nade mną zamarza". I to robiła Whitney przez ostanie lata. Jeszcze próbowała, trochę walczyła, ale trudno wyobrazić sobie większą mękę niż rozpaczliwe pływanie w lodowatej wodzie ze świadomością, że nie ma ucieczki. Narkotyki zabrały jej wszystko. Tak właśnie działa uzależnienie. Zabiera wszystko, po kawałku, konsekwentnie, do końca. Zdrowie. Urodę. Rodzinę. Pracę. Radość. Szacunek. Miłość. Spełnienie. Siebie. Życie.




PODPIS

czwartek, 16 lutego 2012

Pączki z serka waniliowego z żurawiną.

Dziś nie mogłam się doczekać, aż wrócę z pracy, bowiem w planie miałam 
przygotowanie pączków z serka waniliowego. 
Zaraz po wejściu do domu - do roboty! 
Upiekłam pierwsze trzy sztuki z przepisu znalezionego w necie, ale nie zadowoliły mnie. 
Były takie… zwyczajne. Poprawiłam więc przepis. 
Dodałam to i owo, jednak najlepszym dodatkiem okazała się żurawina. 
Lubicie ją? Ja bardzo. Pączuszki wyszły niezwykle delikatne, lekko kwaskowate, 
takie orzeźwiające, naprawdę pyszne, odpowiednie nie tylko na Tłusty Czwartek. :) 
Na zdjęciach wyglądają niezbyt zachęcająco, 
ale nie miałam ochoty na dłuższą sesję zdjęciową - tak pięknie pachniało!




Składniki:
·  250 g serka waniliowego homogenizowanego
·  1 ½ szklanki mąki
·  łyżeczka cukru
·  szczypta soli
·  3 jajka
·  1 łyżeczka proszku do pieczenia
·  2 łyżeczki cukru waniliowego
·  1 łyżka octu
·  kilka kropli olejku cytrynowego
·  2 garście żurawiny
·  olej i klarowane masło do smażenia

 
Wszystkie składniki wymieszałam mikserem. Za pomocą 2 łyżek formowałam kulki 
(nie jest to prosta sprawa i wychodzą różne kraby, raki i figury dalekie od kulek :))  
i wrzuciłam na bardzo gorący olej wymieszany z klarowanym masłem, 
smażyłam, aż z obu stron zrobiły się rumiane. 
Wyłożyłam na ręcznik papierowy, żeby je odsączyć z tłuszczu. 
Posypałam cukrem pudrem, zrobiłam nam kawkę i…  
Mniam, mniam!
PODPIS

Lub las w Ośnie Lub.

Zimno. Minus 15. Bezwietrznie. Całkowita cisza. 
Tylko przez moment dzięcioł gdzieś w oddali. Świeci słońce. 
Na igłach, na brązowych, zeszłorocznych liściach skrzą się kryształki lodu. 
Błyszczą w słońcu. Pachnie absolutną czystością. 
Przed nami wije się leśna droga. Tajemnicza. Zapraszająca. 

Lubię las w Ośnie Lubuskim.






PODPIS

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...