Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walenty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Chory na FIV Walenty szuka swojej Walentyny na resztę swoich dni.

Nie mam dobrych wieści. Pani Małgorzata zabrała dziś Walentego na badania. Zobowiązała się do tego, bo czuje się odpowiedzialna za tego kocurka, który ją wybrał. Niestety... Testy wykazały, że kot ma FIV. Jest to odpowiednik ludzkiego HIV-a. Wirus nabytego niedoboru immunologicznego kotów. Zmora weterynarzy, choroba, na którą nie ma szczepionki, nie ma też lekarstwa. Dobrze odżywiony, otoczony dobrą opieką kot może żyć wiele lat, ale Walenty do takich nie należy. To chudy biedak, zaniedbany i porzucony. To, co wzięłam za ropę, to mogą być powiększone węzły chłonne, albo, co by było dla niego najlepsze, powiększone mięśnie żuchwy, które tak mogą wyglądać u niekastrowanych kocurów. 

Oczywiście ten kochany kot nie może u mnie zostać. FIV jest chorobą zakaźną. On jest w tej chwili w osobnym pokoju, za zamkniętymi drzwiami. Na szczęście zawsze zakładam rękawiczki jednorazowe do kuwet i zawsze myję dokładnie ręce płynem antybakteryjnym, takim szpitalnym. Hokus i Stefa nie wchodzą na strych, gdzie jest koci pokój, ale... Ale on nie może tu zostać. W domu bez kotów mógłby normalnie żyć. Ludzie ani psy, ani inne niż koty zwierzęta nie muszą się go obawiać. 

Nie wiem, co będzie. Nie wiem. 

Stworzyłam ogłoszenie, które pewnie niedługo obiegnie wszystkie fora, ale czy to coś da? 

Żal mi go. To taki kochany kotek. 
Nie żałujcie mnie. 
Ja i tak mam szczęście, że po czterech latach dopiero stykam się z tą chorobą. 
To on jest biedny. To on jest chory. To on szuka domu. 





Chory na FIV Walenty szuka swojej Walentyny na resztę swoich dni.

Walenty ma około 7 lat. Sam poprosił o pomoc, gdy głodny i chory błąkał się po ulicach Wrocławia. Wszedł za swoją wybawicielką do windy, a potem do mieszkania. Potem trafił do domu tymczasowego. Przy badaniach testy pokazały, że niestety ma tę nieuleczalną chorobę. Nie może tu zostać ze względu na inne koty. FIV jest zupełnie niegroźny dla ludzi i innych niż koty zwierząt. 

Walenty jest w tej chwili w trakcie leczenia, ma infekcję górnych dróg oddechowych. Kocurek pilnie szuka domu bez innych kotów, gdzie mógłby dożyć do końca swoich dni w cieple i sytości. Nikt nie wie, ile jeszcze ma czasu. Może kilka miesięcy, może kilka lat. Otoczone opieką koty z FIV mogą żyć normalnie i szczęśliwie bardzo długo. Już po kilku dniach leczenia wygląda o niebo lepiej. Sierść mu błyszczy, oczy nie łzawią. 

Walenty jest niezwykłym kotem. Bardzo miłym, cierpliwym, spokojnym, towarzyskim. Wita mnie, biegnąc do mnie i zaraz zaczyna mruczeć. Serce się kraje, że taki los go spotkał. Kot łasi się do rąk, ociera o nogi, zachowuje się od pierwszych chwil w nowym domu, jakby tam mieszkał od zawsze.  Psa się nie boi, ignoruje go.

Czy znajdzie się na tym świecie dobra dusza, która go przytuli i zapewni mu dobry los?
Różne cuda się zdarzają, to niech zdarzy się jeszcze i ten jeden. Bardzo prosimy. 
Walenty szuka swojej Walentyny w całej Polsce. Dojedzie. 
Jakieś pytania? Chętnie odpowiemy. 


Jeszcze tego nie udostępniajcie. Fundacja Koci Zakątek w osobie pani Kasi obiecała pomóc we wszystkim. Dam znać, gdy przyjdzie czas.

Jejku...

PODPIS

Proszę, zapiszcie się do tego wydarzenia i udostępniajcie. To będzie wielka sprawa gdy on znajdzie dom! Bądźcie częścią tego cudu, proszęęęęęęę, buuuuuu

https://www.facebook.com/events/544226832419085/

środa, 17 lutego 2016

Spuchnięty Walenty

Pewna Małgorzata z Wrocławia (nie ja) otrzymała niezwykły prezent na walentynki. Na dodatek prezent sam się jej ofiarował! Kiedy wychodziła z mężem z domu na kolację walentynkową, na klatce schodowej spotkała kota. Kot był zaniedbany, brudny, miał chore oczy i postanowił przekazać się jej w darze. Począł ocierać się jej o nogi, przymilać, sam wszedł do windy, a potem do mieszkania, i gdyby nie kotka rezydentka (na którą on nie zwracał uwagi) pewnie by w tym mieszkaniu został... Niestety rezydentka wpadła w szał i kocur musiał spędzić noc na strychu, we wspólnej blokowej suszarni. W każdej chwili mógł go ktoś stamtąd wypuścić. 
Rano owa Małgorzata za pośrednictwem Fundacji Koci Zakątek dała ogłoszenie, na które przeglądając fejsa, wpadłam. I wpadłam. 


PILNIE SZUKAMY DOMU TYMCZASOWEGO!

Taki biedny kocurek został dzisiaj znaleziony w bramie przy ul. Strzegomskiej 274. Nie należy do nikogo z tutejszych mieszkańców. Kiciuś wszedł za panią do windy i wpakował się do mieszkania... 
Zabiedzony, mały, niewykastrowany, megamiziasty, chudy, brudny, z katarem... Na dzisiejszą noc ma nocleg w komórce, ale pilnie potrzebujemy DT, ponieważ nie może tam zostać. Wymaga wizyty u lekarza, leczenia i ciepłego kąta. Fundacja pokryje koszty leczenia weterynaryjnego.
Błagamy Was o tymczasowe schronienie dla niego.

Potem poszło już szybko. Pani Małgorzata pojechała z Walentym do lekarza, kot dostał leki i zalecenia, potem przywiozła go do mnie. 




Walenty zamieszkał w kocim pokoju. Kot okazał się sporo starszy. W ogłoszeniu było napisane, że ma ok. 7 mies., a ma pewnie z 7... lat. Jest bardzo chudy, zaniedbany, brudny, ma katar, zawalony nos, trochę ropieją mu oczy. Bardzo się zdziwiłam, patrząc na niego, że ma taką szeroką szczękę. Wieczorem ten stan się pogorszył, wymacałam, że te wielkie policzki są jakby spuchnięte, jakby wypełnione ropą! Bliższe oględziny pokazały liczne zadrapania na jego głowie, na szyi i za uszami.
Wszystko stało się jasne. Kocur jako niekastrowany stoczył bitwę z innym kocurem i jak to często bywa, jego rany zostały zakażone, zaropiały, utworzyły się olbrzymie czyraki... Walenty wygląda jak chomik!

Rany za uchem i wielki spuchnięty, wypełniony ropą polik, który aż chowa się w misce. 
Jak bardzo musiał cierpieć! W sumie musi nadal, bo takie sprawy nie goją się szybko. Gdyby nie zatroszczył się o pomoc, gdyby pani Małgorzata nie zajęła się nim... Myślę, że bez leków, antybiotyków nie przeżyłby tego.
Mimo że kot zaliczył wizytę u weterynarza, nazajutrz, czyli wczoraj, pojechałam z nim jeszcze raz do gabinetu blisko domu. Niewiele to dało. Nadal jego stan wydaje mi się niepokojący, ale kot nie ma gorączki, je, pije (chyba za dużo) i przymila się.


Oczyska.
Wąsiska.

Boli...
To były gorsze wieści, a teraz dobre, bo Walenty jest PRZEMIŁY! Łasi się, ociera, niczego się nie boi. Musiał znać psy, bo na Fikę wcale nie zwraca uwagi. Chodzi koło niej, jakby jej nie było. W domu zachowuje się, jakby tu mieszkał od zawsze. Od pierwszej sekundy zaaklimatyzowany. To spokojny, zrównoważony kot. Leży sobie na parapecie, patrzy, przysypia. U weterynarza był bardzo dzielny, mimo że bolało go nagniatanie bez końca tych spuchniętych polików. 







Kocurek chętnie, choć spokojnie, bawi się wędką, nurkuje za nią w tunelu. Wcina, aż mu się uszy trzęsą. 
Kiedy się o niego zadba, będzie piękny. Powtórzę, że ma cudowny, miły charakter. 

Teraz musi zdrowieć, jeść porządnie, musi przejść badania, a potem będzie się starał o swoją walentynkę...
Myślicie, że ją znajdzie? Ktoś zechce takiego niemłodego już kota?
Ja wiem, że on potrafi się odwdzięczyć, ale czy ktoś da mu szansę... 
Przekonamy się, kiedy wyzdrowieje.

Miłego dnia, drodzy czytacze. :)

PODPIS

Nowe zdjęcia, wybaczcie jakość, miałam złe ustawienia w aparacie. :(
Dziś Spuchnięty Walenty siedział mi na kolankach i jak mi popatrzył w oczy to normalnie aż mi się błogo zrobiło, co za Don Juan!






Najnowsze:






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...