Kronika losów Bonifacego, ciąg dalszy.
W środę, w ostatnim dniu lutego, Bonifacy przeszedł operację amputacji lewej przedniej łapki. Zabieg przeprowadził dr Jakub Nicpoń - świetny chirurg, polecany przez opiekującą się do tej pory panią doktor Katarzynę Dulik. Wszystko się udało. Kocurek wybudził się jeszcze w klinice, spędził potem noc w klatce - dla bezpieczeństwa, a nazajutrz rano zachował się tak jak na pierwszym filmie.
Taka już jestem, że prowadzę kronikę jego rekonwalescencji, jego losów, dzień po dniu. Dobrze jest widzieć dobrą zmianę, a poza tym wierzę, że wielu ludziom, tak jak i mnie, zależy na dobru tego kota.
Poniżej filmy, każdy z trochę innego ujęcia, z czterech kolejnych dni:
Patrząc na Bonifacego, jak sobie radzi, można chyba delikatnie odetchnąć z ulgą i uznać, że lekarze i ja podjęliśmy dobrą decyzję. Niełatwą, nieodwracalną, ale mającą na względzie dobro kota - właściwą. W końcu półtora roku życia z odnawiającą się raną, z niekończącymi się zastrzykami, z bólem...
W końcu widać światło w tym tunelu. W końcu kot będzie mógł żyć normalnie! Tak - normalnie, mimo trzech łap.
Bardzo bym chciała, aby każdy, kto uważa, że można było zrobić inaczej, zachował to dla siebie, bo naprawdę łatwo ocenia się z daleka, a podejmować decyzje i brać na klatę ich konsekwencje - to już inna para kaloszy. Każdego dnia, z troską i niepokojem, zaglądam w oczy temu pięknemu, dumnemu zwierzęciu, prosząc dobry los, aby moje działania przyniosły jego życiu poprawę.
Jutro idziemy na kontrolę, marzę, aby opatrunek nie był już konieczny, bo kotek jest wyraźnie w "kubraczkowej" depresji, która spotyka wiele kotek po kastracji. Bonifacy nie ma kubraczka, a ciasno założony opatrunek, ale wychodzi na to samo. A może on po prostu tęskni za byciem kotem wolnym, za swoim osiedlem, za trawą, za przestrzenią... No cóż, tamten raj-nieraj został przez niego już trwale utracony. Znajdzie się na pewno nowy, prawdziwy, taki, gdzie kot będzie miał miłość i opiekę człowieka, już na zawsze.
Trzymajcie kciuki nadal! To jeszcze nie koniec tej historii.
Oprócz Bonifacego Za Moimi Drzwiami nadal mieszka jeszcze Dymek - aktualnie robiący drobne postępy w oswajaniu, i Dumka, która postępów robić nie musi, bo jest już doskonała. ;)
http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2018/02/kobieta-po-przejsciach-mezczyzna-z.html
Była też w gościach śliczna Kaja, teraz Lea, która błyskawicznie znalazła dom u mojej, jak się okazało, sąsiadki. :)