Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fudżi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fudżi. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

Dzień, w którym ujrzałam Fuji-san i przedłużyłam sobie życie o 14 lat!

Wiem, że kto spodziewał się w tytule znów mojego ulubionego liczebnika dwa, może poczuć się rozczarowany. Jednak obiecałam Gosi, że dziś ona ma prawa autorskie do tytułu. No to niech ma. Wygnana na obczyznę, przeganiana przez JCO, sponiewierana przemierzanymi kilometrami, przytłoczona tokijskim tłumem, chwilowo bez maleńkiego, choć gościnnego lokum, i może nawet pozbawiona na kilka dni znośnego połączenia z netem - niech ma coś na osłodę. ;)

Wtorek 2014-05-13 02:48 
Naszego czasu oczywiście. Pewnie się właśnie bardzo delikatnie obracałam na drugą stronę kota albo i dwóch (kto ma, zrozumie, w czym rzecz), gdy tymczasem niestrudzona Gosia pisała tak:

Dzień dobry!


To nasza ostatnia doba w Tateishi, ostatnia w Tokio w tej turze, bo jeszcze przy powrocie spędzimy tu trzy nerwowe dni, bo przed moim odlotem.
Od jutra raczej nie będę miała internetu. Tu mamy taki mobilny - małe pudełko, które nosimy ze sobą. Musimy je jednak zostawić jako wyposażenie mieszkania dla kolejnych wynajmujących. Nie martw się więc, Jolu, jeśli nie będę się odzywać. Będę gromadzić sobie te materiały na Instagramie, bo to bardzo proste i błyskawiczne: ot, zrobić telefonem zdjęcie czy nakręcić kilkunastosekundowy film, dodać hashtagi, wykorzystać chwilę połączenia z siecią, żeby "puścić" przygotowane materiały i już gotowe. To trwa kilka sekund, a w całości składa się na świetną moim zdaniem relację z dnia.


Z wczoraj chciałabym zapamiętać i odnotować jedną rzecz (na więcej na razie nie mam czasu). Wracając ze słynnych onsenowych rejonów doliny Owakudani, wylądowaliśmy w Tokio na stacji głównej przesiadkowej, która nazywa się po prostu Tokyo. Jest to olbrzymi obszar w sercu miasta (a właściwie w jednym z serc miasta, bo Tokio to jak 100 miast w jednym), gdzie krzyżują się najróżniejsze pociągowe, metrowe, shinkansenowe połączenia. Wielka podziemna i nadziemna infrastruktura kolejowa oraz niezliczone korytarze, olbrzymie hole, schody ruchome, nieruchome, sklepy, bary, kioski i sama nie wiem co jeszcze.

Byliśmy tam ok 20. Uderzyło mnie to, że w tej nieprzerwanej rzece ludzi, która tamtędy się porusza, nie ma kolizji. Ja wciąż stałam komuś na drodze, ciągle musiałam uskakiwać, a oni przemieszczali się gładko, mimo że ścieżki wszystkich krzyżowały się w najróżniejszych kombinacjach. Ludzie jak mrówki, pilnie jak one pracujący nad powrotem do domu. Ludzie ci wyjątkowi. Mężczyźni w pięknych, czarnych garniturach, kruczowłosi, szczupli, eleganccy, kobiety w makijażach, garsonkach, zadbane, śliczne. To największe miasto na ziemi, a tam jego szczyt. To oni trzęsą światem? :)
W metrze znów zrobiło się czarno. Tokio niedzielne jest kolorowe, powszednie - czarno-szare.


Widok po wyjściu ze stacji Tokyo.





Reszta później, bo zaraz jedziemy do Nikko.

***

Wtorek 2014-05-13 16:28


Jechaliśmy wczoraj siedmioma środkami komunikacji.


To dziś jeszcze parę słów o Tokio. Wbrew filmikowi, który zrobiłam trochę dla żartu, uważam to miasto za bardzo przyjazne ludziom. Mimo olbrzymiej powierzchni nie do ogarnięcia rozumem, mimo ponad 13 milionów ludzi, wszystko wydaje się dopięte na ostatni guzik. Pewnie sprawia to zdyscyplinowanie i takt Japończyków, ich podejście do pracy, o jakim nawet nam się nie śniło, a także niesamowita organizacja wszystkiego, co może życie ludziom ułatwić i sprawić, aby było bezpieczne (to najbezpieczniejsze miasto świata!).
Ja oczywiście piszę tylko o swoich wrażeniach, staram się nie ferować żadnych wyroków, opisuję głównie subiektywne odczucia, które wciąż, po kolejnym dniu tutaj, albo potwierdzają się, albo zmieniają. Zdaję sobie sprawę, że trzeba tu żyć, aby naprawdę poznać tutejszych ludzi, obyczajowość i specyfikę miejsca. Po kilku dniach, które tu spędziliśmy, nasuwa się refleksja, że nigdy jeszcze nie było mi dane przebywać wśród tak nieagresywnych, niezagrażających, przyjaznych i taktownych ludzi. Nie zmieniam zdania nawet po tym, kiedy miałam pecha, bowiem siedziałam dziś w shinkansenie podczas powrotu z Nikko obok wyjątkowo odstającego od reszty osobnika, który zachowywał się niegrzecznie, głośno jadł, kruszył dookoła, rozpychał się, trącał mnie łokciem. Cóż, wyjątek jak zwykle potwierdza regułę.

Sposób organizacji można podziwiać wszędzie. W najmarniejszym sklepiku, w każdej knajpce jest tyle personelu, aby klient nie musiał czekać ani minuty. Każda ekspedientka, każda kelnerka obsługuje człowieka z miłym uśmiechem. Ilość "arigato gozaimas", którą słyszy się w ciągu dnia jest przytłaczająca. Dziękują ci za wszystko, za to, że przechodzisz obok, za to, że skorzystałaś ze schodów ruchomych, za to, że wchodzisz i wychodzisz z kawiarni, itp, itd. Wszędzie ta uderzająca grzeczność. Można o tym pisać elaboraty, co może kiedyś uczynię. :)

Kolejny przykład to np. doskonale zorganizowane słynne metro tokijskie - najrozleglejsze na ziemi, w godzinach szczytu tworzące największe potoki ludzkie na świecie (liczbę dojeżdżających codziennie do 23 dzielnic szacuje się na 2,5 mln osób). Ja się wciąż w nim gubię, ale to dlatego, że MCO radzi sobie idealnie, więc wystarczy, że się nie zawieruszę i tylko (jak „arabska żona”) nie tracę go z oczu. Wszystko jest jednak tak opisane, tak poprowadzone, że połapią się nawet nowicjusze. Nawet drobny fakt, że będąc w Tokio, nie trzeba się martwić o to, gdzie skorzystać z toalety (bo one są dostępne bardzo powszechnie), sprawia, że można czuć się tu dobrze. :)




Właśnie, wspomniałam o shinkansenie. Kolejne plany zostały wprowadzone w życie i wczoraj po raz pierwszy jechaliśmy tym najszybszym na świecie pociągiem. Moim zdaniem jeździ on za szybko, bo zanim dobrze się usadowiłam, już trzeba było wysiadać i wędrować na dalsze zwiedzanie, a nogi chciałyby jeszcze tkwić nieruchomo…  :)




Oczywiście jeździ się komfortowo, choć nawet w Japonii zdarzają się spóźnienia i dziś pociąg, którym jechaliśmy do Nikko, spóźnił się aż 15 minut!

Najważniejsze wydarzenie z shinkansenu to fakt, że po raz pierwszy widzieliśmy przez jego okno górę Fudżi! To było coś! Naprawdę wiele emocji, i to nawet wśród niektórych japońskich pasażerów.


Zdjęcia muszą wystarczyć za opis. 
Było fajnie, choć takich chmur zakrywających Fudżi nie zamawialiśmy.

Ponieważ dziś znowu daliśmy sobie nieźle w kość, ograniczę się do bardzo skrótowej relacji z wczoraj, kiedy to już wcale nie miałam czasu ani siły pisać). Bardzo mi jednak zależy, aby tych wrażeń i odczuć nie zgubić; tyle się dzieje, że nowe przeżycia szybko przykrywają te stare kurzem zapomnienia. To, że mogę pisać do Ciebie, Jolu, a Ty to porządkujesz i umieszczasz na NASZYM blogu (mam nadzieję, że to Ci zostanie i kiedy wrócę, będziemy obie postować), sprawia, że tworzy się tu swoista kronika. Jak wrócę, poczytam sobie i zobaczę wtedy na spokojnie, jak nam tu było. :)


Wczoraj zaliczyliśmy liźnięcie rejonu Owakudani wraz ze słynną siarkową doliną. 





Jedną z atrakcji dla osób odwiedzających to miejsce jest spożywanie kuro-tamago, czyli czarnych jaj, które mają niezwykłe właściwości, a swój czarny kolor zawdzięczają reakcji zachodzącej w procesie gotowania w gorących siarkowych źródłach. 



Zjedzenie jednego kuro-tamago przedłuża życie o 7 lat!  
Zjadłam aż dwa, więc w najgorszym wypadku mam 14 lat życia przed sobą.


Pogodę mieliśmy dość irlandzką - wiało, że mało nam głów nie urwało, ale przetrzymaliśmy.



To też region onsenów – uzdrowisk z gorącymi źródłami. Widziałam wielu staruszków, którzy się tam udawali. Może to byli ci słynni stulatkowie japońscy - nie wiem, faktem jest jednak, że to bardzo zadbani, eleganccy ludzie. Można pozazdrościć!






Dziś odwiedziliśmy Nikko, na opisywanie czegokolwiek nie mam już jednak siły. Może jutro. :)

Pozdrawiam Ciebie, Twój zwierzyniec oraz całe blogowisko, szczególnie tych, którzy nam kibicują i podążają śladem Instagrama, gdzie wrzucam zdjęcia, korzystając z chwilowego dostępu do sieci.

***
To ja proponuję jeszcze na deser lody o smaku wasabi - specjalnie od entuzjastki lodowych specjałów. :)


Oraz ładną panią i ładnego pana na tle ładnej góry - na dzień dobry. :)


PS. Chyba jednak będę miała w telefonie specjalną kartę na internet, natomiast z kompa nie będę mogła korzystać sieciowo. Zobaczymy, ale co by nie było, będzie dobrze. I tego zamierzam się trzymać. A dziś? Witaj, Kioto

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...