wtorek, 7 stycznia 2014

Suma kotów w...

Dziś część pierwsza, a jutrzejszy tytuł będzie kontynuacją dzisiejszego i wtedy się okaże, w czym ta suma kotów...

Niedawno poznałyśmy się z Brujitą-Kasią w realu po raz pierwszy. Nie przypuszczałyśmy obie, że w następnym krótkim czasie zobaczymy się znowu, i to dwukrotnie! Ale po kolei.
Kasia znalazła kota. Potrzebującego kota. Kota, który siedział pod autem przed jej domem i miauczał. Zawołany przybiegł i widać było, że jest przestraszony, że potrzebuje pomocy. Ta kochana dziewczyna niewiele myśląc, zabrała go do domu, potem do lekarza, a potem napisała do mnie: RATUNKU! :)

Poradziłam jej najlepiej, jak umiałam: zrób mu zdjęcia, napisz post na blogu, daj ogłoszenie, a ja pomogę ci je udostępnić. Na pewno ktoś się znajdzie!
Kasia dokładnie wszystko zrobiła tak, jak sugerowałam. Napisała post TU (klik). Napisała ogłoszenie i... zaprosiła nas do siebie, do Wałbrzycha, na serniczek i kawkę. :)
Pojechaliśmy. Przy okazji cyknęłam gagatkowi kilka fotek oddających jego wielką urodę.




Zdjęcia te znalazły się potem w ogłoszeniu o treści:

Młodego kocurka znalazłam w nocy pod autem.
Rozpaczliwie miauczał, czym zwrócił moją uwagę. Był wygłodzony, zmarznięty i chory.
Kotek na 100% został wyrzucony z domu, pewnie się komuś znudził.
Przygarnęłam, nakarmiłam, wyleczyłam z kociego kataru i odrobaczyłam.
Kocurek jest bardzo żywy i radosny, jest jednak pieszczochem, który bardziej nawet niż miseczki z jedzeniem pragnie bliskości człowieka...
Korzysta z kuwety i drapaka, nie wskakuje na meble. Jest bardzo grzeczny. Mruczy, gdy tylko się do niego podejdzie, a bawiąc się, nie wyciąga pazurków. Bawiąc się z moją 2-letnią chrześnicą, nie zrobił jej krzywdy, mruczał, przytulał się, dawał się głaskać - nawet po brzuszku i pod włos.
W tej chwili przebywa u mnie w mieszkaniu, ale NIE MOŻE tu zostać, gdyż na początku roku wyjeżdżam za granicę i nie mam możliwości zabrania go ze sobą. Mam nadzieję, że to kochane stworzonko znajdzie osobę, która je pokocha. Kiciuś jest naprawdę niezwykle kochany!
Czekamy razem na telefon od osoby, której na jego widok zabije serce.

Szukamy dla niego oczywiście domu stałego, ale gdyby ktoś zechciał być dla niego DT, to również bardzo proszę o pomoc - CZASU MAŁO, coraz mniej.

Możliwy jest dowóz do Wrocławia lub okolic.

Kasia

"Szczytem szczęścia dla kota jest uwaga, rozmowa, pieszczoty i miłość ze strony człowieka; a dla ludzi nic nie może być pochlebniejszego niż przywiązanie istoty tak dalece niezależnej."

Poprosiłam Kamilę (Przygarnij Kota), a ona udostępniła ogłoszenie o Młodym na swojej stronie i na FB. To było kluczowe.


My tymczasem wypiliśmy kawkę, zjedliśmy pyszne ciasto, zachwyciliśmy się hiszpańskimi klimatami mieszkania Brujity i beztroską zabawą Venus z Młodym (takie dostał tymczasowe imię uratowany sierściuszek).







Aż miło było patrzeć, jak pięknie kotki się dogadywały... Wielka szkoda, że kocurek nie mógł zostać u Kasi, ale było to absolutnie niemożliwe. Dla kogoś, kto pracuje za granicą, posiadanie jednego kota już jest wielkim problemem.



Miło jest w mieszkaniu naszej blogowej Czarownicy. Energetycznie! 
Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc pojechaliśmy sobie w trójkę do Szczawna Zdroju. Mówię Wam, jak tam ładnie! Park zdrojowy jest sympatyczny, zadbany, pijalnia wody odnowiona. Fajowsko było. :)







Tego dnia (29.12.2013) po spacerze wróciliśmy do domu, do Wrocławia, a już za dwa dni, w nowym roku, dokładnie 1 stycznia, Kasia zadzwoniła z radosną wiadomością, że jest pani chętna na Młodego, że też ma kotkę, dla której szuka towarzysza. Wspaniała wieść! MójCiOn niemal natychmiast pojechał na wizytę przedadopcyjną, żeby zobaczyć, jakie warunki ma ta pani. Zostały one zaakceptowane, więc nie pozostało nam nic innego, jak... jechać znowu do Wałbrzycha po kotka! Tym sposobem byliśmy u Kasi dwukrotnie w ciągu kilku dni. :) 

Ciężko było tej dziewczynie żegnać się z Młodym. Już parę dni wystarczyło, aby nawiązała się pomiędzy nimi więź, tym bardziej że to przesympatyczny i otwarty kotek. Bałam się, czy Kasia nam go odda! :)

Venus też było ciężko. Wpakowała się sama dobrowolnie do kontenerka razem z kolegą...


Potem żegnała się czule... Kurczę, wzruszające to było, mówię Wam...




Obie dziewczyny pożegnały nas na schodach i znowu zostały same, a my ruszyliśmy do nowego domku Młodego. Grzeczny to koteczek podczas podróży - jak aniołek.




W nowym domku nie było od razu bajkowo. Młody wprawdzie był natychmiast odważny i ciekawy wszystkiego, ale kotka rezydentka osyczała go ostro...


Trochę podobna do Venus.
Za dwa dni przyszedł mejl:

(...)
Niestety nadal moja kotka nie chce go zaakceptować.
Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.
Kotek ma się dobrze.
Biega jak perszing po całym mieszkaniu.
Ma ulubiony kwiatek, który stracił już połowę swoich liści.
Tak sobie skacze na niego i go przewraca. :)
Uwielbia siadać na parapecie i obserwować świat za oknem.
Nie chciał korzystać z drugiej kuwety, więc korzystają wspólnie z jednej.
Bardzo mnie to cieszy. :)
W załączniku przesyłam kilka zdjęć Młodego.
Jak się jakoś ze sobą zaprzyjaźnią, to wtedy prześlę ich wspólne zdjęcie.





Myślicie, że będzie dobrze? Mocno mu kibicuję. Bardzo mocno! Ma bardzo fajną panią, oby tylko ta zołza go zaakceptowała. :)

Kasia spełniła moje marzenie i obdarowała mnie wyrobem Roszpunki!
Hura! Mam ślicznego misia. :)
Ja obdarowałam ją za to pierniczkami od Ali D. :)
I tak to za sprawą łańcuszka chętnych ludzi kolejny kotek ma szansę na syte, bezpieczne życie. Wielka chwała dla Kasi, że pochyliła się nad jego losem, że wyleczyła go, poszukała pomocy, że zadbała o niego.
Ponieważ i my mamy w tym swój udział, zapisuję sobie Młodego w moim pokoju przemian. Myślę, że mogę, co? 

Zapominam Wam podziękować za udział w sondzie na najbardziej poruszającą historię w 2013 roku. Zwyciężyła w niej Zoya! Wcale mnie to nie dziwi. To wspaniała historia, momentami dramatyczna, ale najważniejsze, że z cudownym zakończeniem. 

Jutro zapraszam na koleją kocią opowieść, trochę związaną z tą dzisiejszą. :)
O losach Młodego też będę Was informować. 

Miłego dnia!

PODPIS

Kasia opisała całą historię TU (klik) - zapraszam!


Zdjęcie dla Marii i Joli, które dziwią się śniegowi padającemu w Szczawnie.
Ja mogę sprawić, że nawet w sierpniu na plaży zacznie padać.
O, proszszsz! :)


74 komentarze:

  1. A Brujita zawsze powtarzała, że Venus jest zatwardziałą jedynaczka i nie zaprzyjaźni się z żadnym kotem!!!! Jaka szkoda, że trzeba było ich rozdzielić... Ale dobrze, że Młody znalazł domek:)) Mam nadzieję, że szybko dobada się z rezydentką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojj... początki były trudne... ale może to "bezczelność" Młodego albo jego radość i chęć bycia z człowiekiem w domu... No nie wiem... choć fakt, że nic sobie nie robił z posykiwań i powarkiwań Venus na pewno pomogły mu się u nas zadomowić u nas... Mam nadzieję, że w nowym domku będzie tak samo

      Usuń
    2. Ludzie często zrażają się prędko, nawet po kilku dniach, a koty potrzebują czasu...

      Usuń
  2. Gosiu nie nazywaj tej kotki zołzą, bo jeszcze się dowie :) Na pewno się zaprzyjażnią, moja Lolka też była półtora roku sama i bardzo rozpieszczona, a szybko zaakceptowała Dakotkę, i teraz jest armagedon, szaleją tak, że czasami nie można spać. Będzie dobrze:) Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Armagedon? Taki był cel! Super :)) Wierzę jednak, że jest to uciążliwe. Wiem coś o tym.

      Usuń
    2. Trochę uciążliwe w nocy, ale da się wytrzymać.A widok, jak razem się bawią, bezcenny. Dakotka już zupełnie ośmielona, przychodzi do nas na mizianki, spi z nami, rośnie jak na drożdżach, a pysiaczek ma przepiękny:)A

      Usuń
    3. Kochana, mięciutka Dakotka. Wciąż pamiętam jej wyjątkową miękkość. :)

      Usuń
  3. Jak wspaniale i miło czytało się tego posta :) To pokrzepiające, że są na świecie cały czas ludzie, którym los kotów nie jest obojętny :) Wzruszająca ta scena pożegnania, widac, że koty przypadły sobie do gustu, ale mam nadzieję, że Młody w nowym domu zostanie zaakceptowany przez kotkę i.. będzie szczęśliwy :) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, Kasiu! Bardzo bym chciała dostać dobre wieści. :)

      Usuń
  4. Fajnie od rana czytać o nowych domkach dla kotków, które tego potrzebują, chociaż mnie też trochę szkoda, że Młody nie mógł zostać z Venus. Ale na pewno się z nową koleżanką dogada - oby jak najprędzej.
    Młody to duży kot! I pewnie jeszcze urośnie! Po prostu kocur na schwał!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre wieści z samego rana. Ogromnie żałuję, że nie mogę wziąć towarzysza dla mojego kota. Wszystkie do adopcji chwytają za serce, a jemu chyba dobrze by zrobiła obecność drugiego kota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, jak tylko będziesz mogła to wiesz od kogo masz wziąć... :)

      Usuń
  6. Kurna... i znów mnie uprzedziłaś.. ja wczoraj zaczęłam pisać posta pod tytułem "o tym jak Młody znalazł dom" no cóż... ukaże się popołudniowym wieczorem ;-))) ale za to skoro byłaś pierwsza to podkradnę Ci kilka zdjęć - a co :P
    Buziaki i wielkie DZIĘKUJĘ dla Was obojga za pomoc :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością przeczytam Twoją wersję. :)

      Usuń
  7. Historia Młodego jak najbardziej nadaje się do pokoju przemian :) Najważniejsze, że w nowym domu nie dał się rezydentce zagonić do kąta, tylko sobie wszędzie swobodnie hasa :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Popłakałam się czytając, bo to taka podobna historia do tej o "mojej " Lusi. Też się popłakałam, gdy odeszła od nas, a Ruduś odżył i w ogóle jej nie szukał. Cudnie, że młody znalazł taki dobry dom i kolejny kocio nie skończy na ulicy. Szkoda że wszystkie porzucone koty nie mają tyle szczęścia. Pozdrawiam Gosiu :) jola z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tu z Młodym tak nie będzie, że zdołają się zaprzyjaźnić. Jeśli nie to trafi pod nasze skrzydła.
      A masz wiadomości o Lusi, Jolu?

      Usuń
  9. Fajna historia - dobrze mi się czytało. Takie z dobrym zakończeniem najbardziej lubię. Cieszę się że kotek Młody ma swój domek. A że " Zołza" syczy ? posyczy i przestanie - potrzeba trochę czasu. Moja Tuśka już od paru lat syczy na Cebulę - po prostu się nie lubią . No ale przecież nie oddałam Cebuli do schroniska z tego powodu - po prostu teraz schodzą sobie z drogi. Ale ja mam dobrze bo mam 4 koty i Cebula zaprzyjażnił się z Rudzikiem a Tusia trzyma sztamę z Marcysiem więc jak Cebula dostanie po ryju od Tuśki to i tak sobie z tego nic nie robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Ta nowa pani Młodego też ma taki stosunek. Mówi, że to jak z dzieckiem - jakie się jej trafiło takie jest i u niej zostanie. :)

      Usuń
  10. Rudy dluuuugo na Pizdryka syczal i przeganial zewsząd. To trzeba stopniowo ich sobie przedstawiać. I dużo czasu, kilka dni to za Malo. Miesiąc raczej a nawet wiecej i będzie ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To imię: Pizdryk, zawsze mnie rozśmiesza. :))))

      Usuń
  11. fajnie że Młody znalazł dom oby kotka go zaakceptowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dołączam do grona optymistek. Mam na świeżo takie doświadczenie. Najpierw było syczenie, warczenie, bęcki, teraz komitywa. Kolejna wzruszająca historia. A wąsik ma Młody, jak nie przymierzając, hm...ten-co-wiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jakbyś mu dała na imię... :)))

      Usuń
    2. Sumiasty? Sumak? Jego nowa Pani już tam coś wymyśli!

      Usuń
    3. Sumak to świetne imię. O takie właśnie mi chodziło. A Ty myślałaś, że o jakie? Że niby nie uchodzi mieć na imię Adolf? Myślę, że ten Młody mógłby zmienić podejście ludzi do tego imienia na całym świecie :))

      Jego Pani już go nazwała. Mozart.

      Usuń
    4. Imię Dolfik jest fajne! Trochę jak wolfik, moim zdaniem uchodzi bez problemu!

      Usuń
  13. Fajna historia. Rozweselająca. Chociaż fotki rozstających się Venus i Młodego oczy mi ciutkę nawilgotniły...
    No i piękny jest ten kiciuś. I bardzo mi się podoba jego zdjęcie na drapaku - w tej nonszalanckiej i nieco znudzonej pozie. :D
    Jestem dobrej myśli co do kontaktów z nową współrezydentką. Dogadają się. :)

    PS. W Szczawnie nieźle śnieg naparza, fiu, fiu! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się wypada w Szczawnie to może tu nie będzie. Wcale za nim nie tęsknię.:)

      Usuń
    2. Jola też mi się podoba to zdjęcie :)
      Gosianka a rano ten śnieg nie padał :)

      Usuń
    3. No właśnie, patrz, jak to się rozpadało na noc. Za to jak już zaczęło, to pada i pada... :)

      Usuń
  14. Wielka szkoda, ze Brujita nie mogla Mlodego u siebie zostawic, koty wyjatkowo do siebie pasowaly, nie tylko wizualnie, ale widac, ze sie zaprzyjaznily. To ich pozegnanie... serce boli patrzec. Jednak nie trace nadziei, ze nowa siostrzyczka adopcyjna w koncu zaakceptuje tego malego kokietka, bo jak tu dlugo prychac na tyle slodyczy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Młody to cudowny kawaler! :)
    Brujito, wspaniale, że przygarnęłaś Młodego, że nie spanikowałaś.
    Mam nadzieję, że bardzo szybko dogada się z nową koleżanką. :)))

    Pozdrawiam Was dziewczyny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięłam pod wpływem impulsu...
      dopiero później pomyślałam... że przecież kłopot, że przecież Venus, że przecież brak doświadczenia, że sąsiedzi, że chory, że... wyjeżdżam...
      Jednak jak widać nie ma problemów, których nie da się rozwiązać - jeśli się chce...

      Usuń
    2. A podobno lepiej nie działać pod wpływem emocji. :)
      Czyżby wyjątek potwierdzający regułę? :)))

      Uściski!

      Usuń
    3. Cóż... ja to właśnie ten wyjątek potwierdzający regułę...
      Najpierw robię... później myślę... ;-)))
      ale zawsze jakimś cudem albo wg zasady "głupi ma więcej szczęścia niż rozumu" spadam na 4 łapy ;-)))

      Usuń
  16. Jesteście niesamowici, wszyscy! Brujito, Anko, MójCiOnie! jesteście lepsi niż superbohaterzy a najlepszych bajek:) tutaj większość bajek kończy się happy endem i ta także się skończy. Zołza pewnie zaakceptuje kotka, tylko potrzeba na to czasu:) Znowu nie mogłam oderwać oczu od zdjęć. pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelo muszę Cię nauczyć odmiany. Dla mnie to MójCiOn, dla Ciebie TwójCiOn, bo w końcu On jest mój, a nie Twój. :)) (o ile oczywiście jeden człowiek może być własnością drugiego - taki żarcik).

      :)

      Usuń
    2. hehe, zapamiętam na przyszłość:P

      Usuń
  17. Piękna historia :-D Niech mu się dobrze wiedzie w nowym domku !

    OdpowiedzUsuń
  18. Będzie dobrze:)
    Trzymam kciuki!

    Bardzo podoba mi się pomysł cyklu o życiu na kocyku:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzieś Ty znowu się włóczyła?? Już znowu myślałam, że mnie nie lubisz :((((

      Usuń
    2. No wiesz?????
      Za takie myśli to ja tu focha zaraz strzelę i nie pokażę się przez miesiąc!!!
      Nie lubię...też mi wymyśliła...

      Usuń
  19. Piękne i rozczulające pożegnanie Młodego z Venus - łapka w kontenerku, żegnająca go Venus...Cudo...:)))
    Wyraźnie między tymi kotkami zaiskrzyło - ładna taka kocia przyjaźń.
    Mam nadzieję, że z takim pogodnym charakterem Młody szybko upora się z niechęcią koteczki - rezydentki. Ona musi się tylko przekonać, że całkiem fajny z niego kumpel.
    Miałam kiedyś kotka o takim cudownym, przyjaznym charakterze - był w stanie rozbroić najbardziej humorzaste stworzenia.Miał na imię Florian, a czasem mówiliśmy do niego Florek - Amorek...:)
    Wszystkie zdjęcia bardzo energetyczne, nawet Wasze kurtki w kolorze pełnym energii - umówiliście się na te ogniste pomarańcze ? Pomarańczowy, to mój ulubiony kolor.:)
    Bajkowa zima w Szczawnie nie odpuszcza...:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te ballady na kocyku zapowiadają się interesująco...:)

      Usuń
    2. Alu...
      strasznie ogromne bardzo dziękuję za ciasteczka...
      zapewne nie planowałaś, ze trafią do mnie ale... trafiły i są przeeeepyszne...
      Gdybym tak nieśmiało mogła poprosić o przepis na te maślane rarytasy ;-)))

      Usuń
    3. Ja mam przepis. Prześlę ci, ale pod warunkiem, że się pochwalisz wypiekami! :)))

      Usuń
    4. Alu! Dotarły do mnie pyszności i piękności. Ogromnie Ci dziękuję. Majtek natychmiast zaczął się zakradać i gdy tylko wyczuł, że to się prawdopodobnie da zjeść, pochwycił największy kawałek i próbował zwiać w jakiś zakamarek, żeby pochłonąć. Ale mu odebrałam, żeby znów go podpuścić i zrobić zdjęcie. Mam nadzieję, że coś z tego wyszło i będę mogła pokazać zachłanność Majtusia. :)

      Ściskam Cię bardzo mocno. Pękam z dumy, że mogę skosztować tych cudeniek i się pozachwycać nimi. I przyjechały do nas z drugiego koniuszka Polski - z przystankiem we Wrocku. Nieprawdopodobne! :)
      Dziękuję! :)

      Usuń
    5. No masz! Jakbyśmy się z Bru umówiły. :) Ale ja nawet zaczynając pisać, nie widziałam komentarza Kasi. :)
      Ja też poproszę przepis. I mogę się pochwalić wypiekami - nawet zaraz. :P

      Usuń
    6. A, i jeszcze coś - ja też lubię pomarańczowy. Będzie mi więc łatwo zapamiętać, że to także Twój ulubiony kolor.
      Zauważ, że prawie na każdym zdjęciu tego postu występuje ten kolor, choć w różnych odcieniach. :)

      Usuń
    7. Jolu, cieszę się bardzo, że się udała zakręcona wędrówka pierników.
      Ważne, że dotarły ale dla Anki Wrocławianki nie ma rzeczy niemożliwych. Ona pomyśli, wymyśli i działa…)
      Ja pomyślę, wymyślę i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej…:)
      Szczerze – pomyślałam o Tobie ale ciut za późno jak na przedświąteczną niespodziankę.
      Najważniejsze, że dotarły a Gosia zechciała się podzielić…:)
      Tym sposobem kawałek serca w pierniku trafiło do Was, z czego bardzo się cieszę.:)
      A pomarańczowy jest piękny, prawda ?

      Usuń
    8. Nie planowałam – to fakt ale bardzo się cieszę, że trafiły do Ciebie i drugie ale: czym są plany wobec działania Zaczarowanego Duetu z Wrocławia ? Sama tego doświadczyłaś – jak uznają, że trzeba – to jadą. A jak jeszcze bardziej trzeba – to jadą jeszcze raz a przy okazji robią z tej wyprawy fantastyczną wycieczkę
      do Szczawna i nawet w środku wiosennej aury potrafią wyczarować prawdziwy śnieg.:)
      Odwiezienie kotka odbywa się tak przy okazji …
      Uważaj- to Czarodzieje!!!

      Usuń
    9. No to trafiła kosa na kamień - Czarodziejka na Czarodziejów. A my się dziwimy tym pomarańczom wokoł nich. :D
      Starczy spojrzeć na fotkę z plaży. Jak bum cyk cyk psi kocyk, nie było go tam wtedy. A jest! Jak żyć...?

      Usuń
    10. się pochwalę, pochwalę bo choć nie zdążyłam im zrobić sesji w domu to umilały mi dłuuuuugą podroż... udało mi się jednak łakomstwo poskromić i 2 w całości przywiozłam tutaj...

      Jolu... Venus też się do ciasteczek dobierała... ale byłam takim samolubem, że... sama pożarłam ;-)))

      Usuń
    11. Brujito, czy dobrze mi się wydaje, że te stare pierniki robią dzięki Tobie międzynarodową karierę? ...:)))

      Usuń
  20. Fajny ten młody ,wąsik pod nosem kojarzy się ,oj kojarzy :(
    Najważniejsze że ma dom ,a z rezydentką pewnie się z czasem dogada :)
    Nigdy nie byłam w Szczawnie ,a widać że ładnie :) Szcególnie nastrojowe to wieczorne zdjęcia na którym się nagle rozpadało i pada,pada,pada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż zrobić... Na pogodę nie ma mocnych! Rozpadało się na dobre! :)

      Usuń
  21. Mam nadzieję, że "zołza" zaakceptuje ślicznego kolegę, który jest bardzo sympatyczny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Cieszę się ,że Młody znalazł domek.Trzymam kciuki ,żeby rezydentka polubiła takiego przystojnego kota ( przecież ma piękny wąsik )
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Zołza może go nie zaakceptować, bo z Zołzami tak już jest.....

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudna historia :)

    A ja tęsknię za Vitkiem .

    OdpowiedzUsuń
  25. cudne te Wasze opowieści, takie uśmiechnięte :) bo cały czas się uśmiecham czytając :)
    i wzruszające bardzo! (właśnie to samo wpisałam u Kasi, bo i temat ten sam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Śnieg umiesz sprawić, ale dobrze, że jeszcze nie umiesz sprawić mrozu..:)
    I.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...