poniedziałek, 18 lutego 2013

Uważajcie, koty naprawdę spadają z okien i balkonów...

Wczoraj był Dzień Kota, więc temat na czasie. Zbliża się marzec. To miesiąc, kiedy koty, za sprawą popędu, mają tendencję do ucieczek. Kwestia ta jest jednak aktualna cały rok i dotyczy wszystkich kotów - i tych wykastrowanych, i  niewykastrowanych, obu płci. Piszę o tym, bo jestem wstrząśnięta.


(Zdjęcia do  dzisiejszego postu są nieadekwatne, ale odpowiednich nie znalazłam w swoich zbiorach. Jak wiecie, mam specjalny, zabezpieczający przed ucieczką płot oraz siatki w oknach. Dzisiejsze zdjęcia są raczej odpowiedzią dla tych, który zastawiali się, jak spędziliśmy Dzień Kota.)

Spotkał mnie niezwykły zaszczyt: przybył na przytulanko sam Książę! 
Portierka w firmie mojego męża, pani już na emeryturze, mieszkała ze swoim kotem na piątym piętrze w bloku. Kot był jej jedynym towarzyszem, bo dzieci już na swoim, a mąż nie żyje od lat. Kot był dla niej całym światem. Bardzo go kochała. Wydawało się, że nadal będą wieść wspólne życie, ale pewnego dnia kot... skoczył z balkonu. Roztrzaskał się o anteny satelitarne. Niestety nie zginął na miejscu, a parę dni później.
Dlaczego skoczył po ośmiu latach? Może przelatywał blisko ptaszek? Kto go tam wie. Jeśli liczycie na to, że Wasz kot tego nie zrobi, nie łudźcie się. Naprawdę lepiej zabezpieczyć okna czy balkony, niż przeżywać taką tragedię, za którą odpowiedzialny jest zawsze człowiek.

Bezczelnie, na parapecie kuchennym...
Przy okazji warto zdać siebie sprawę, że przekonanie, że kot zawsze spada na 4 łapy jest fałszywe i niezwykle niebezpieczne! 

Wiadomości te pochodzą ze strony: http://www.kocipazur.org/index.php?id=286

Nie należy wierzyć w niezwykłe kocie zdolności spadania na cztery łapy, jeśli wypuszczamy ulubieńca na parapet lub balkon. Kot nie zdaje sobie sprawy z tego, że na blaszanym parapecie lub metalowej balustradzie nie będzie mógł użyć pazurów! Poza tym nawet najmądrzejszego kota może zawsze skusić przelatujący w pobliżu ptak lub owad.
NASZYM obowiązkiem jest zapewnić mu bezpieczeństwo.

*********************************************************************************

Możliwe urazy podczas upadku:
Lek. wet. Piotr Dąbrowski www.wet.pl

Podczas spadania z dużej wysokości kot najpierw ustawia się (głównie dzięki manewrom ogona) w pozycji zasadniczej i rozluźnia skierowane ku ziemi nogi. Ląduje, zatem na „miękkich” łapach co ma służyć amortyzacji uderzenia. Jednak przy dużym impecie nie wystarcza to często dla pełnego wygaszenia pędu, co kończy się uderzeniem o ziemię głową. Najczęstsze powstałe wtedy obrażenia to uszkodzenia twarzoczaszki, złamania żuchwy, otarcia albo rany skóry żuchwy, wybite lub złamane zęby. W poważniejszych przypadkach trafia się na uszkodzenia lusterka nosowego oraz krwotok z jamy nosowej, złamania szczęki i kości nosowej.

Inne możliwe obrażenia, już nie tylko głowy, to częste stosunkowo złamania kości udowych (nawet obustronne) oraz uszkodzenia stawów kolanowych (układu więzadłowego i łąkotki). O ile w pierwszym przypadku leczenie jest stosunkowo „łatwe” i trwa tylko około 4-5 tygodni, przy urazach stawu kolanowego (najbardziej złożonego stawu w organizmie) kuracja jest o wiele trudniejsza i sprowadza się zwykle do leczenia zachowawczego, które nie przynosi stuprocentowego powrotu do zdrowia.

Najcięższymi obrażeniami układu kostnego u kotów, którym udaje się przeżyć sam upadek, są urazy kręgosłupa, przy których rokowania są z reguły niepomyślne, w związku z czym nie podejmuje się leczenia. Oznacza to, że zwierzę trzeba po prostu uśpić.

Możliwe są też obrażenia wewnętrzne (poza kostno-stawowymi). Należy do nich pęknięcie miąższu wątroby - pozornie bezobjawowe, po kilku, kilkunastu godzinach prowadzi zwykle do śmierci spowodowanej przez powolny krwotok. Poza tym dochodzi również niekiedy do uszkodzenia śledziony, pęcherza moczowego oraz nerek.

Dodatkową trudnością przy udzielaniu pomocy kotu, który wypadł z okna czy balkonu wysoko położonego mieszkania, jest fakt, iż jeśli zwierzę może się zaraz po upadku jeszcze poruszać, potrafi odejść albo odpełznąć w ukrycie. O ile nie zostanie szybko znalezione i poddane leczeniu, również stosunkowo mniej groźne obrażenia mogą doprowadzić do jego śmierci.

Pierwszym, co mu wówczas zagraża, jest stan wstrząsu pourazowego (gwałtowny spadek ciśnienia tętniczego upośledzający krążenie ośrodkowe i obwodowe, zaleganie krwi, obniżenie ciepłoty ciała itd.). Może on prowadzić do utraty przytomności, a nieleczony do szybkiej śmierci.

Przy urazach kości, szczególnie tych bardziej złożonych i otwartych, każda godzina upływająca od wypadku do interwencji lekarskiej zmniejsza szansę na wyzdrowienie oraz przeżycie w związku z rozwijającą się martwicą kości i ryzykiem wstrząsu septycznego (zakażenia krwi). Przy wszystkich zaś zranieniach należy brać pod uwagę utratę krwi, a po pewnym czasie również infekcje lokalne.

Oczywiście należy wspomnieć także o tym, że uciekający w stanie szoku i niezachowujący wtedy żadnych środków ostrożności kot narażony jest na szereg innych wypadków. Latem zaś dodatkowo otwarte rany atakowane są przez muchy, które składają jaja w uszkodzonych tkankach (jest to zjawisko bardzo powszechne). Wyklute później larwy praktycznie zjadają zwierzę żywcem. Zazwyczaj nie ma wtedy innego wyboru, jak eutanazja.

********************************************************************************

To my, ludzie jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszych kotów.
Zobaczcie, jak łatwo i niewielkim kosztem można zabezpieczyć swoje okna i balkon, aby nie przeżywać tego, co teraz czuje pani portierka, o której wspomniałam na wstępie. Jej rozpacz nie ma granic.

Moje pięknoty.
O zabezpieczeniach można poczytać TU albo np. TU. O tym, jak je zrobić samodzielnie, np. TU.

Pierwsze w życiu 30 sekund pobytu Panienki Wisi na kolankach!
Zaraz uciekła, ale to kolejny milowy krok w jej oswajaniu. :)
Ta pani chciałaby kolejnego kota, ale nie wspomniała nic o tym, że balkon zabezpieczy...

Prostujcie te fałszywe mity na temat "latających kotów", które zawsze spadają na cztery łapy, jeśli będziecie mieć okazję.

Znowu poniedziałek. I gdzie tak pędzisz, czasie???

PODPIS

Pamiętajcie, proszę, o głosowaniu na najpiękniejszą pracę wystawy! Koniec głosowania dziś o 20.00. 


********************************************************************************


Alison przysłała mi zdjęcie swojego balkonu zabezpieczonego przez męża, który wykombinował sam, jak to zrobić. Zabezpieczenie jest super! Imponująca konstrukcja, a Cassandra i Samira bezpieczne.  Poniżej, w komentarzach, jest wyjaśnienie Alison, jak doszło do zabudowania tego balkonu.



94 komentarze:

  1. Pięknie się zaprezentowały na tym kuchennym parapecie Twoje koty.
    Dobre pytanie zadałaś. W moim przypadku to już pędzi jak szalony, niedawno wydawało mi się, że miałam 18 lat, a to było w przedostatnim roku cudnych latach 60-tych.
    Miłego tygodnia życzę.))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Natanno, my wciąż mamy 18 lat! Niech sobie pędzi :)

      Usuń
    2. To prawda koty prezentują się na prawdę rewelacyjnie, widać że mają dobrą opiekę właścicielki. Do czasu, to racja, pędzi jak szalony, dlatego trzeba korzystać z życia.
      Przysłowie mówi że kot ma 9 żyć czy jakoś tak, ale do dziś pamiętam jak któregoś razu mój rozrabiaka wrócił z dużą raną na nodze, widocznie przeliczył swoje umiejętności myśliwskie i wpadł na coś ostrego. Innym razem nie miał już tyle szczęścia jak uciekł z mieszkania. Jakiś czas temu kupiłam w sklepie siatkidlakota.pl taką dużą siatkę na balkon i teraz już nie martwię się tak jak kiedyś o swoją nową pociechę.

      Usuń
  2. Nie mam kota i pewnie nie będę miała, ale porozgłaszam,że to spadanie na cztery łapy to mit!:(
    Miłego poniedziałku

    OdpowiedzUsuń
  3. Za życia Mrautusi miałam uczulenie na tym punkcie. Ja zresztą boję się wysokości i chociaż mieszkam na 1 piętrze balkon był zabezpieczony specjalna siatką. Podczas letnich upałów bywało ciężko, bo kolejny koszmar to uchylone okna. Bardzo pilnowałam ,żeby zawsze były zamknięte. Koty wpadają w rozchyloną szczelinę i duszą się ginąc w męczarniach:( Co prawda i tak straciłam swoja koteczkę i ciągle nie daje mi spokoju myśl,że umierała sama, jak ja siedziałam w pracy:( Ech..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie z powodu okien ją straciłam, oczywiście. Ciągle jednak mam poczucie,że może można było jeszcze coś zrobić,żeby ją ratować...
      Smutny był dzień kota, bez kota:(

      Usuń
    2. Myślę, Kaprysiu, że zawsze można mieć takie wątpliwości. Współczuję Ci, ale nie ma w tym Twojej winy.

      Usuń
  4. Anka - sluzysz za wygodnego mebla, widze :)))
    A parapet kuchenny to niby od czego jest?
    Co do zabezpieczen i konsekwencji, to niemoglam czytac tego drugiego, bo mi sie slabo robi na poczatku. Mnie wystarczy czyms postraszyc, czym realnym i nie musze byc przekonywana. Jakbym miala kota to bym pewnie miala siatki na moskity wszedzie, w oknach tez. takie zapinane na guziki czyli zahaczyki (mamy takie w domu w PL, jedna osoba ich nie odczepi!). Owszem, jest to wydatek, ale na pewno mozna robic stopniowo jak inaczej sie nie da.
    Kicia na drzewie, gdzie widzi sytuacje to nie kicia na balkonie, w oknie, szczegolnie jak kicia nie jest lazega i siedzi tylko w domku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele lat temu kot mojej kuzynki tak wariował po mieszkaniu, że z rozpędu wbiegł na okno i wyleciał. 4 piętro. Ciotka wzięła od razu worek foliowy, a kuzynka z nadzieją kosz wiklinowy. W tym przypadku to kuzynka miała rację, bo kotu praktycznie nic się nie stało!!
    To taki wyjątek potwierdzający regułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuzynka widocznie mocno wierzyła w to, że kot zawsze na cztery łapy spadnie :)
      Lidka

      Usuń
    2. Chyba tak :)
      Raz się udało, ale jakie są pozostałe przypadki? Anko bardzo potrzebny post!

      Usuń
    3. Można dawać dzieciom zapałki do zabawy i mieć wiarę, że nie podpalą domu. Myślę, że w dużej części przypadków okaże się, że tego nie zrobiły, co nie znaczy, że ta wiara jest rozsądna.
      :)

      Usuń
    4. Z kotami, jak z dziećmi po prostu. Bo są ciekawskie, wszędobylskie, sprawne i pomysłowe, futra jedne ;)
      L.

      Usuń
    5. O to to to Lidko! Te koty to się nasłuchają jak nie znający się na rzeczy ludziska gadają, że kot to zawsze na cztery łapy. Taki kociak słucha i wierzy bidulek!!

      Balkon Alison to prawdziwe architektoniczne dzieło! Podziw wielki :)

      Usuń
  6. Z Twojego postu dzisiejszego przeczytałam głównie zdjęcia i ps-y...
    Gdy na forum.miau.pl robiłam banery naczytałam się aż za dużo... Ludzie są bezmyślni, nie mają wyobraźni, ani empatii (i nie dotyczy to wyłącznie spraw związanych z braćmi mniejszymi, czy dziećmi(!) - wystarczy jeździć samochodem, by przekonać się) a śmierć zwierząt w takich przypadkach jest wyjątkowa długa i okrutna... Warto przy okazji wspomnieć o uchylnych oknach, w których kot się zakleszcza - szarpiąc się wpada coraz niżej i niżej, aż w końcu, w strasznych męczarniach zostaje rozerwany i umiera... Wszystkie okna mam zabezpieczone jak dla dzieci, żadnego nie uchylam... Nigdy nie wiemy, w którym momencie naszym przyjaciołom się nagle odwidzi i to czego nigdy dotąd nie robiły właśnie zrobią. Ten jeden raz wystarczy by umierały długo i w ogromnym cierpieniu. I masz rację, że to zawsze jest wina człowieka, tylko co z tego??? Brrr. Zdenerwowałam się od rana. To są tematy, które wracają jak bumerang, a apelowanie do ludzkiej przyzwoitości i rozumu jest tu jak walenie głową w mur... Niektórzy ludzie nie powinni dostawać prawa jazdy, posiadać dzieci, ani tym bardziej zwierząt...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kotek mojej sąsiadki spadł z 4 piętra i poszedł w długą. Zew natury się w nim odezwał. Znaleźliśmy go po dwóch tygodniach poszukiwań. Chciał wrócić do domu.

    OdpowiedzUsuń
  8. dodam jeszcze, że kot cierpi w milczeniu, nie skarży się tylko siedzi nieruchomo. Dlatego mimo wszystko cieszę się, gdy moje łajzy tłuką się i ganiają demolując dom.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, to był bardzo potrzebny post, człowiek często naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że kot nie zawsze wychodzi obronną ręką (łapą) z opresji i nie ma dziewięciu żyć, poza tym mieszkanie na którymś piętrze nie jest jego naturalnym środowiskiem....mnie uprzedzono, żebym nie zostawiała uchylonych dachowych okien, bo kot się może powiesić, sprawdzała pralkę,zmywarkę, piekarnik przed włączeniem, co mi kompletnie nie przyszło do głowy, ale skoro już ktoś w ten sposób pozbawił życia przyjaciela, trzeba na zimne dmuchać ;).
    Współczuję tej kobiecie, ta świadomość może rozedrzeć serce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam do twojej listy jeszcze zamykanie deską muszli klozetowej, bo tez potrafi zrobić sobie krzywdę usiłując napić się wody.
      Jak z dziećmi!

      Usuń
  10. Ciekawe że wczorajszy dzień nazywamy tak szumnie światowym dniem kota podczas gdy obchodzony jest jedynie przez Polskę i Włochy. Inne kraje obchodzą w innych terminach np.
    Rosja - 1 marca,
    Stany Zjednoczone - 29 października,
    Wielka Brytania - 8 sierpnia (Niemcy bodaj też).

    A temat jaki poruszyłaś jest bardzo ważny. Sama niestety również mam w tej kwestii przykre doświadczenie. Cassandra była moim pierwszym kotkiem, dostałam ją w prezencie, a że nigdy wcześniej kotów nie miałam i prawdę mówiąc nie planowałam, miałam o nich naprawdę małe pojęcie. Mieszkamy na 1 piętrze. Bardzo bałam się puszczać ją na balkon ale wszyscy twierdzili, że nic się nie stanie, kotek będzie sobie siedzial i świat oglądał. Głupio im wierzyłam i już kilka dni później Cassandra ... nie jestem pewna czy spradła czy skoczyła, z odgłosu który usłyszałam wnioskuję że jednak spadła. Kilka godzin jej szukałam. Przynajmniej wiedziałam że żyje ale nie byłam pewna czy kiedykolwiek ją zobaczę. Była z nami tak krótko, nie byłam pewna czy znajdzie drogę jeśli ja jej nie znajdę. Całe szczęście że znalazła a upadek zakończył się bez obrażeń. Jeszcze tego samego tygodnia wymusiłam na mężu urlop. 4 dni siedział na balkonie i go zabezpieczał tak, by Cassandra mogła na nim przebywać. Początkowo korzystał z siatki ale szybko się okazało że nasza diablica z łatwością robi w niej dziury, tak więc koniec końcem zdecydowaliśmy się na metalowe kraty. Właściwiele domu nie byli zachwyceni ale na szczęście mieszkańcy nas wsparli i konstrukcja została. Szkoda że nie mogę jej pokazać w komentarzu, podeślę Ci na maila.

    Od tego czasu też rozgłaszam wszem i wobec że okna i balkony trzeba zabezpieczać bo głupota ludzka może zakończyć się prawdziwą tragedią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za to zdjęcie, które jest idealną ilustracją mojego postu. Oby wszyscy podchodzili tak odpowiedzialnie do tej sprawy.

      Usuń
    2. Alison- mam pytanie. Czy ta konstrukcja jest jakoś "demontowalna", żeby można było wystawić skrzynki z kwiatami i na powrót ją zamontować?
      Joanna

      Usuń
    3. Podobno masz na imię Joanna więc zwracam się do Ciebie Joanno ;-) Na zdjęciu może dokładnie tego nie widać ale ten element z półką można złożyć. Tzn trzeba odkręcić kilka śrub, bo choć cudów nie ma, lepiej przykręcić niż ryzykować że kociak coś sobie tam przytrzaśnie. Potem chwytasz za półkę i podnisisz do góry. Jest z tym trochę zabawy więc mąż zrobił tylko dwa takie elementy ale jest w stanie układać donice wokół całego balkonu. Mąż nie jest jakimś specjalistą i konstrukcja jest wynikiem prób i wyciągania wniosków z błędów, dlatego nie ma jakiegoś jej planu... Jeśli jednak dodatkowe zdjęcia by pomogły, po prostu napisz na alison2blog@gmail.com co chcesz na nich zobaczyć a je zrobię. Jeśli jednak wynajmujesz mieszkanie, zanim zaciągniesz męża do roboty, upewnij się czy właściciel nie ma nic przeciwko temu. W naszym przypadku naprawdę niewiele brakowało a musielibyśmy całość demontować...

      Usuń
    4. Alison, dziękuję za odpowiedź. Mieszkanie co prawda w bloku, ale Spółdzielnia nie robi problemów z zabezpieczeniami czy innymi zagospodarowaniami balkonów. Już mniej więcej wymyśliłam jak to u nas trzeba zrobić. Balkon mam dość dziwny, bo ponad cztery metry długi, ale tylko 1,2m szeroki. Nie to jest jednak problemem, tylko jego kształt. /****V****\ - taki kształt ma balustrada, architekt bardzo się starał. Jeśli będę miała jakiś problem z pewnością napiszę.
      Joanna

      Usuń
  11. Nasze czasem spadały z pierwszego piętra, a czasem wychodziły specjalnie (niekastrowane) i wracały normalnie - pod drzwi. Poręcze mamy drewniane i szerokie - lubią się tam wygrzewać i ostrzyć pazury. Na szczęście od strony balkonu teren jest nieco podniesiony (niecałe 3 m) i pod częścią miękki trawnik. Jak skaczą z szaf pod sufitem to miewają twardsze lądowanie na parkiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że 3 metry na trawę, to nie jest żadna sprawa dla sprawnego kota. Gorzej jest, jak spada z okna/balkonu w bloku, jak w tym przykładzie o którym napisałam.

      Usuń
  12. Mieszkam na pierwszym piętrze, parapety mam szerokie, balkon zabezpieczony siatką, często sprawdzam - a przed wyjściem zawsze - gdzie jest kot i myślałam kiedyś, że problem mnie nie dotyczy. A jednak Songo spadł kiedyś z parapetu kuchennego okna i dość mocno się potłukł, mimo że to tylko pierwsze piętro. Między piętrami były u nas, podczas ocieplania budynku zlikwidowane, gzymsy zabezpieczone blachą. Songo uderzył o ten gzyms i nie mógł prawidłowo wylądować. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, choć nie obyło się bez wizyty u weterynarza. Z kolei kot znajomej z sąsiedniego budynku nie przeżył upadku z trzeciego piętra. O kotach, które zginęły zakleszczone w oknach uchylnych też słyszałam - w dwóch przypadkach "z pierwszej ręki".
    Dobrze, że o tym piszesz.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, daleko szukać nie trzeba. U Ciebie własnie jest taki przypadek: niby niewysoko, a niemal nie skończyło się tragicznie. Dzięki, Ninko, za ten przykład z Twojego życia. takie są najcenniejsze.

      Usuń
  13. Mój czarny kocurek we wczesnym dziecięctwie uwielbiał spacerować po dachu naszej stodoły. I prawie co wieczór z mężem wytaszczaliśmy ciężką jak licho, wysoka drabinę i łapalismy gada, balansując na ostatnim szczebelku. A on bawił sie z nami w kotka i myszkę i przeskakiwał stamtad na jabłonie.Super zabawa, tylko nam jakos nie było do smiechu!Pewnej nocy nie dał sie złapać i spedził na dachu wiele godzin, drąc sie wniebogłosy, jaki to biedaczek! A więc wyleźliśmy z domu w pidżamach i dalejże przystawiać drabinę po biedaka.Kotek jednak miał własne plany i na nasz widok, zamiast sie ucieszyc, to pognał przed siebie na łeb na szyję i zleciał na dół. Zwichnął sobie łapke, co strasznie go bolało i płakał jak skrzywdzone dzieciątko. Pojechaliśmy do weta. Ten orzekł, że prawdopodobnie kotek będzie kulał do końca zycia, bo nie da sie nastawic tej łapki. Zastrzyk mu przeciwbólowy i przeciwzapalny dał i po sprawie. Wrócilismy do domu z biedną, kaleką kociną, będąc pewnymi,ze już mu sie nie polepszy i zawsze będzie nieszczęsnym kuternogą. Cóż jednak znaczy siła natury oraz młodość! W dwa tygodnie później łapka kotka sama sie jakos naprostowała, porzadnie zrosła i dzisiaj juz nie ma sladu po tamtym wypadku. Jednak od tamtej pory, ilekroć widze moje koty na czubkach drzew czy na dachu budynku gospodarczego cierpnę...
    Alem sie rozpisała! Uff! Serdecznie pozdrawiam kocią mamunię Anunię!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedna kocina:) Cudownie, że ta mrożąca krew w żyłach historia dobrze się skończyła. Założę się, że "gad" nadal chodzi po dachach, a Wy nadal z tą drabiną, jak kochającym rodzicom przystało :))

      Usuń
  14. Wszystkim polecam dokładne zabezpieczenie wszystkich okien i balkonów siatką na woliery. Można ją kupić np. w marketach Le Roy Merlin, w dziale ogrodniczym. Nie jest droga, nie szpeci okien i balkonu.Ja mam cały balkon w ten sposób zabezpieczony, choć nie mam kota - mieszkam na parterze i ciągle nawiedzały mnie cudze koty, sądząc,że to dla nich jest położona miękka wykładzina i fotel. Ja bym dodała jeszcze jeden apel - nim wezmiecie do domu jakiekolwiek zwierzę przeanalizujcie dobrze ten pomysł - to naprawdę duża odpowiedzialność i - co czasem jest istotne- coraz większe koszty. A jeśli Wasz tryb życia to kilkanaście godzin codziennie poza domem - nie bądzcie egoistami, nie bierzcie zwierząt do domu- one są wtedy tak samo samotne i nieszczęśliwe jak te w schronisku.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty lubią wpinać się po siatce i taka przeciwkomarowa może okazać się niewystarczająca, jednak masz rację, że lepiej tak, niż wcale.
      Koty lepiej znoszą samotność, ale wtedy warto mieć dwa, które dotrzymają sobie towarzystwa.

      Usuń
  15. Biedny jest kot wszędobylski,ciągle czekają na niego jakieś pułapki.
    Brak zabezpieczenia w oknach i na balkonach,tu najbardziej ucierpi na tym nasz pupilek.Dołączyć do tego można pozostawione okna uchylne,chwila naszej nieuwagi,a kotek może tragicznie zakończyć życie.
    Pamiętajmy o rzeczach oczywistych,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, uchylne oka to wielka pułapka dla kota. Wiele osób o tym pisze, chyba warto zrobić na ten temat osobny post.

      Usuń
  16. Dobrze, ze poruszylas te kwestie. Wiele osob nie zdaje sobie sprawy, ze kot jednak nie zawsze spada na cztery lapy. Piekne Twoje pupilki:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobrze, że piszesz o tym, bo to bardzo ważny temat! Ludzie niestety bardzo często to lekceważą, co widać po zdjęciach (w internecie) kotów spacerujących po barierkach balkonowych bez zabezpieczeń!
    1000 razy kot nie spadnie a za 1001 coś go wystraszy, łapa się obsunie i nieszczęście gotowe. To nieodpowiedzialność i skrajna głupota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Cieszę się, że gacek jest w tak dobrych rękach, które sa częścią mądrej głowy :)

      Usuń
  18. To jest straszne, współczuję tej Pani,
    a kotkowi jeszcze bardziej,
    ale brak wyobraźni niestety..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że ta kobieta bardzo to przeżyła.

      Usuń
  19. Zakleszczona w oknie o mało nie zginęła Venus kiedy byłyśmy z wizytą u rodziny...
    Nawet mi do głowy nie przyszło, że mogłaby coś takiego zrobić dopóki nie zobaczyłam jej wierzgających na szybie łapek... Przeraziła mnie śmiertelnie... Siebie zresztą też... Przez kilka dni nie podchodziła do okna... później zapomniała... Więc to ja muszę pamiętać... Parapet specjalnie dla niej został wydłużony, drewniany i ma podwyższone barierki.. Nie chcę się przekonywać czy z drugiego piętra spadnie na łapy czy też nie...
    Opisów tego co może się stać jak kot spadnie nie przeczytałam... robiło mi się słabo na samą myśl, że coś takiego mogłoby się przytrafić Venus... Przed nią miałam kotkę, która zginęła pod kołami auta... do dziś obwiniam o to siebie... o tym, że coś mogłoby się stać Venus... nawet nie chcę myśleć...
    A Panienka Wisia się oswoi... Koty wyczuwają dobre serce... ;-)))
    pozdrawiam cieplutko miłego tygodnia życząc
    Pomyśl, że... jeszcze tylko 4 dni i... weekend ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Więc to ja muszę pamiętać... " - samo sedno. Dziękuję Brujito.

      Usuń
  20. Kota zawsze wychodzi na balkon tylko ze mną, a w oknach mam siatki...nie chcę myśleć nawet co by była za tragedia jakby skoczyła, kiedyś widziałam kota lecącego z drugiego pietra...brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, obyś nigdy tego nie przeżyła, ale skoro masz siatki, to kota jest chyba bezpieczna?

      Usuń
  21. Nie mam balkonów, ale serce mi staje jak ktoś zapomni zamknąć okno na piętrze. Zresztą, mieszkam w miejscu że raczej człowiekowi się coś stanie niż kotu. Ale punkt poruszyłaś trafnie. Jak chce się mieć zwierzę to trzeba mu zapewnić warunki odpowiednie do rasy. Chyba nikt nie trzyma rybek w słoiku i psa w piwnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szklane kule to jak słoik - a wciąż jest popularne wsadzanie do nich biednych bojowników - zresztą o zgrozo - w sklepach zoologicznych proponują dla nich fikuśne maciupkie szklane domki do kompletu...

      Usuń
    2. Ludzie są beznadziejni z tym dręczeniem zwierząt :(

      Usuń
  22. Ten post to specjalnie do mnie. Nie mam żadnych zabezpieczeń - muszę koniecznie zrobić póki jeszcze nic się nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiem cos o tym, bo Miecka zeslizgnela sie z aluminiowego parapetu i poszybowala dwa pietra w dol. Niby nic sie jej nie stalo na pierwszy rzut oka, ale juz po przeprowadzce przezylam jej kilka atakow epileptycznych. Od roku jest spokoj, ale to nie znaczy, ze jest w pelni zdrowa, to moze wracac.
    Bardzo niebezpieczne sa dla kotow okna "na uchyl", bo kiedy kot chce przez nie gora wyjsc, zsuwa sie i grzeznie w tym klinie i jesli trwa to dluzej, moze mu smiertelnie uszkodzic organy wewnetrzne. A wiec nie tylko balkon stanowi zagrozenie.
    Teraz nie mam na balkonie siatki, bo mieszkamy na niskim parterze, a Miecki jakos wolnosc nie pociaga, ale powinnam miec ja wtedy, na 2. pietrze. Madry czlowiek po szkodzie (kota).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantero, znając Ciebie, to Ty się zapłaczesz na śmierć, jak Miecka zrobi kiedyś numer i jednak skoczy, i przestraszona pójdzie w świat... Tak jak ten kot... po 8 latach!

      Usuń
  24. Trudny temat, zwłaszcza w kontekście tego, co się zdarzyło z kotkiem portierki, ale bardzo ważny. Warto o tym przypominać - dla rozbudzenia uśpionej czasem wyobraźni. I po to, by obalać niektóre mity, które właśnie tę naszą wyobraźnię usypiają.
    U nas się zdarzyło kilka razy, że koty wyłaziły przez uchylone okna połaciowe na dach i zeskakiwały na dół. Zawsze bezpiecznie, bo dookoła domu jest trawa i inne roślinki i to jakieś cztery-pięć metrów jest, więc nie tak wysoko dla kota. Ale i tak odkąd to zaobserwowałam, to im tego zabraniam kategorycznie i okna otwiera się szeroko tylko pod kontrolą, a jeśli bez kontroli, to uchyla się je tylko na tyle, żeby kotek się w otworze nie pomieścił.
    A... woliera Alison wygląda rewelacyjnie. :) A Wasze kotki na blacie! A Wisienka! Całe 30 sekund, fiu, fiu! Ech, fajne koteczki... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniała ta woliera, Jolu! Jestem pod jej wrażeniem. Pomyśleć, że keidyś, dawno temu wcale o tym nie wiedziałam i nawet nie myślałam. Moja kotka perska spadła z 4 piętra. Miała uraz podniebienia. Okropnie byłam nieświadoma :(

      Usuń
  25. Odbieram te przypadek, jako zew wolnosci absolutnej! Koty zawsze chodza swoimi drogami i mysle, ze wcale nas nie kochaja, tylko im wygodnie byc z nami...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roztrzaskanie się o anteny satelitarne i śmierć w męczarniach to nieszczęśliwy wypadek, a nie zew wolności absolutnej. Taki sposób myślenia zdejmuje z nas ludzi odpowiedzialność, jest dość wygodny, ale bardzo szkodliwy.

      Usuń
  26. Kota mieć nie będę (wolę psy) ale rozgłosze prawdę o kotach spadających na cztery łapy...

    OdpowiedzUsuń
  27. wielka strata dla tej Pani ... zal kociaka ...

    OdpowiedzUsuń
  28. Wypadanie z okien i balkonów to jedno a uchylne okna to inny temat i to wcale nie mniej ważny. Nie będę pisała jak zginęła nasza pracowa koteczka, bo było to straszne - nasz portier siedział i płakał jak dziecko kiedy zobaczył w jakich męczarniach umierała malutka. Ja już od jakiego czasu myślę o tym jak zabezpieczę okna przed Filonką - z Bunią nie było problemu bo okna jej nie interesowały, a potem zaczęła byc kotem wychodzącym i okna zupełnie straciły na znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz tu: http://kocieokno.pl/index.php?id=52326
      Cieszę się, że o tym myślisz.

      Usuń
    2. Tak widziałam te zabezpieczenia już wcześniej, ale nie ukrywam, że cena 140 złotych za jedno zabezpieczenie razy 6 okien otwieranych latem to koszt trochę mnie przerastający. Myślę raczej o ogranicznikach otwierania okna w normalny sposób a nie uchylny.

      Usuń
    3. No jasne! Myślałam raczej o jednym, które będzie tak otwierać, a raczej o podpatrzeniu na czym to polega i pomyśleniu nad gospodarskim sposobem. Widziałam coś fajnego kiedyś na allegro.

      Usuń
    4. W Ikei są zabezpieczenia dużo tańsze (http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/30098967/)... Warto się zainteresować. Ja kupiłam jeszcze gdzie indziej i 150 zł kosztowało mnie zabezpieczenie całego domu - 7 okien i/lub drzwi balkonowych... Da się.

      Usuń
  29. przerażające te wszystkie urazy... brrr..
    i to niestety prawda, że wina zawsze leży po stronie człowieka...

    OdpowiedzUsuń
  30. Bezmyślną nieodpowiedzialnościa jest też swobodne wypuszczanie swych kotów przez mieszkańców domów położonych w pobliżu ruchliwych ulic. Często ze zgrozą obserwuję koty, usiłujące przeprawić się przez główną ulicę mojej dzielnicy - dwupasmową, z torowiskiem tramwajowym pośrodku - do której dochodzą liczne małe, zaciszne uliczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgroza... Masz rację. Nie mogę tego pojąć.

      Usuń
  31. a ja mogę nie na temat?? zarezykuję widziałem dziś kota w TV co był podobny do Ami i Kayrona tylko że ten z TV był bardziej brązowy i mówili że ta rasa co ją masz aniu u siebie świetnie nadaje się na fenylotarapeutę czyli to taki jakby troszkę osobisty lekarz, więc masz Ty w domu osobistego HOUSE M.D a właściwie A.K :) o i jeszcvze muwili że te koty są bardzo ufne, i parę takich tam innych pierdułek :)
    PS wyleciałrm z tym jak lipton z konopi, ale musiałem i już, sorry
    lipton_ER

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa wypowiedź! Znalazłam to:
      Felinoterapia – jedna z metod zooterapii polegająca na kontakcie osoby poddawanej terapii z kotem.

      Felinoterapię wykorzystuje się w leczeniu osób starszych, niepełnosprawnych i niedołężnych, a także niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie dzieci. Kontakt z kotami ma pozytywny wpływ na psychikę osób biorących udział w felinoterapii, wyraźnie poprawia ich nastrój, obniża poziom lęku, przełamuje bariery i zahamowania u osób przeżywających lęk przed zwierzętami lub uczulonymi na ich sierść.

      Pierwszą fundacją, która prowadziła w Polsce regularną felinoterapię od 2004 roku jest Fundacja DOGTOR.

      Będę żyć 100 lat :)) Pozdrawiam Liptonie!

      Usuń
    2. Z tych tam zoo, co to je wymieniłaś, Aniu, dodałabym jeszcze (i to już absolutnie nie na temat :) dogoterapię, czyli terapię kontakem z psami, oraz bliską mojemu sercu hipoterapię, czyli terapię za pomocą kontaku z końmi. Polecam najszczerzej. :)

      Usuń
  32. Ludzie uważają nas za dziwaków, bo mamy zabezpieczony balkon, a mieszkamy w domku jednorodzinnym. Ja jednak nie chcę, żeby moje koty wypadły - na przeciwko balkonu jest duży świerk, gdzie pomieszkują ptaszki. Koleżanka z uśmiechem odpowiada jak przechodził do niej balkonem kot sąsiadów - 7 piętro wieżowca. Mnie się włosy jeżą :( nie mogę tego słuchać :( Koty naprawdę nie zawsze spadają na 4 łapy, poza tym co innego wyskoczyć z parteru a co innego z 7 piętra: tu już nawet nie trzeba wyobraźni uruchamiać :(

    OdpowiedzUsuń
  33. temat zawsze na czasie,mieszkam na wsi ija to dopiero jestem dziwakiem,i temu oto dziwakowi zawsze coś można podrzucić,ulice mam bardzo blisko i straciłam w ten sposób kilka kociąt.Ludzie jednak zapominają że po wiejskiej drodze pomiędzy zabudowaniami trzeba jechać trochę wolniej w końcu to wieś a nie autostrada zawsze coś morze wyskoczyć,zapominają ludziska przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrzucają Ci coś? Koty? Sama wiem, że koty wiejskie nie żyją długo przeważnie z powodu samochodów. Smutna prawda. Jak jedzie się przez Polskę, to co rusz widać jakieś futro wprasowane w asfalt...

      Usuń
  34. U nas u sąsiadki w zeszłym roku kot wyskoczył z 10 piętra, szukaliśmy go pod blokiem, a on wyłonił się z krzaków zadowolony i nic mu kompletnie nie było. Farciarz. Moje dzieci bardzo to przeżyły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Farciarz i tyle. Inny może nie mieć szczęścia.

      Usuń
  35. Znam kota, który spadł z 6 piętra - noc, pogotowie weterynaryjne, wszystkie możliwe badania (koszt ogromny), które potwierdziły e kotu nic się nie stało, ale znam innego kota, który przy upadku z 1 piętra złamał żuchwę i łapę.

    OdpowiedzUsuń
  36. ja z innej beczki troszkę - wczoraj w dzień kota, odwiedziła nas kotka, którą dokarmialiśmy i głaskaliśmy przez pół roku :) ostatnio była u nas przed Bożym Narodzeniem (robiliśmy jej zdjęcia pod choinką, kiedy zwiedzała po raz kolejny nasz dom), przyszła z obróżką, więc wiedzieliśmy, że znalazła dom, a wczoraj niespodziewanie przyszła w odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I miała obróżkę? Chyba nie zgubiła się? Może tylko wpadła odwiedzić przyjaciół :)

      Usuń
  37. Dobrze, że my mamy oszklony balkon... Mamy pewność, że Kitek nie wyleci jak mu coś odbije. Chyba bym sobie nie wybaczyła jakby coś mu się stało, przez to, że zostawiłam niezabezpieczony balkon czy otwarte okno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Cieszę się, że Kitek jest bezpieczny :)

      Usuń
  38. Od początku mam osiatkowany balkon. Siatkę zmieniam co dwa, trzy lata bo od słońca, deszczu, mrozu robi się słaba i podatna na rozdarcia. Do okien kupiłam zabezpieczenie w Ikei, takie
    http://allegro.pl/ShowItem2.php/itemNotFound/?item=2337126519&title=ikea-patrull-zabezpieczenie-blokada-okna-2szt
    Niestety nie uniknęłam horroru z widokiem kota spacerującego za siatką. Zachciało mi się na balkonie stolika wieszanego na balustradzie. Za siatką mam skrzynki z kwiatami i te kwiaty skusiły moją kotkę. Wlazła na stolik, wyszarpała w siatce dziurę i ... kiedy spojrzałam leżała sobie w pelargoniach. Starałam się zachować spokój żeby jej nie wystraszyć /6 piętro/ ale kiedy udało mi się ją wciągnąć do środka trzęsłam się chyba z pół godziny. Teraz mimo, że balkon zabezpieczony, nie zostawiam na nim kotów bez dozoru. Coraz częściej myślę o tym, że najlepsza byłaby taka konstrukcja z drewna i metalowa siatka. Chyba na wiosnę zagonię męża do roboty.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, Joanno! zagoń męża, będzie potem dumny, a kot bezpieczny :) Tak siatka może niestety nie zdać egzaminu. Zresztą sama to już wiesz. Wyobrażam sobie jak się trzęsłaś!

      Usuń
  39. Dzięki Ci dobra kobieto za ten mądry post bo czyta Cię dużo ludzi i jest szansa, że wielu osobom otworzysz oczy. Uściski i podziękowania po stokroć!

    OdpowiedzUsuń
  40. Są też firmy zajmujące się profesjonalnym osiatkowywaniem okien i balkonów. Ja skorzystałam z ich usług. Pan, który wykonywał osiatkowanie całym swoim ciężarem demonstrował jego wytrzymałość. Siatka jest specjalna, kot jej nie przegryzie. Nie miałam mebli w domu, ale bezpieczne okna i balkon być musiały. Nie wybaczyłabym sobie gdyby któreś futro coś sobie ubzdurało i wyskoczyło. Pod balkonem i oknem mam niestety chodnik i daszek nad wejściem do klatki, szanse na amortyzację upadku zerowe. Zresztą Buba skacząc z parapetu w domu uszkodziła sobie kręgosłup i tydzień nie chodziła więc o czym mowa. Teraz na każdy parapet może wejś i zejść po jakimś meblu jak po schodkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, więc jesteś dobrym przykładem dla innych. Chwała Ci za to! :)

      Usuń
  41. Moj Manius spadl z drugiego pietra i nie zyje

    OdpowiedzUsuń
  42. Moi rodzice też uważali że jestem wariatką i zdjęli siatkę z balkonu, gdyż rzekomo im przeszkadzała... dzisiaj moja kicia wyskoczyła z balkonu z 4 piętra.... umarła mi na rękach....

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Dobra zasada: nie czytasz - nie komentuj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...