czwartek, 26 września 2013

Droga Alutko, dlaczego tak krótko? :)

Moje życie towarzyskie za sprawą bloga jest bujne, bardzo bujne, 
a  nawet wciąż coraz bujniejsze.
Ciekawa jestem, czy Wy, moi czytelnicy, lubicie o tym czytać?
Tak czy siak, dla mnie to ważne, więc znów uwieczniam kolejne spotkanie.
Aluchą.


Przyjechałam na dworzec 10 minut wcześniej i cieszyłam się, 
że będę mogła wypatrywać mojej największej gaduły (do dziś 810 komentarzy), 
która towarzyszy mi od początku mojego bloga, która zagląda codziennie
 i zostawia ślad w postaci miłych słów, na podstawie których wiem,
że nadajemy na tych samych falach. :)


Przeczytałam na tablicy informacyjnej, że pociąg przyjedzie na peron czwarty.


Na pustym peronie umilałam sobie czas robieniem zdjęć.


Zafascynowało mnie odbicie w tej wypukłej szybie. 
Świetny efekt!


Pociąg z Zielonej Góry nie nadjeżdżał...


Pstrykałam więc dalej, przy okazji odkrywając, że wszystkie lustra w domu mam zepsute!
W tej szybie wyglądam jak niteczka! Nareszcie!! :)
Pociąg nadal nie nadjeżdżał, więc pognałam znów na halę główną dworca, żeby upewnić się 
co do peronu czwartego i natknęłam się tam na rozglądającą się na wszystkie 
strony dziewczynę z rysopisu przypominającą Alutkę!


To była OnaCiMoja! Wysiadła z pociągu, który przyjechał na... tor czwarty. :)
Śladowe skrępowanie, jakie czułam wcześniej, uleciało w jednej chwili.
Moja Alutka! :) Taka sama, jak ją sobie wyobrażałam. :)
Po wyściskaniu się wzajemnym zostałam obdarowana prezentem 
(własnowypiekowychlebek, własnowykonaneprzetwory, podarunkidlazwierzaków)
i pojechałyśmy do mnie na kawkę, 


po drodze zahaczając o placyk - mój ukochany! :)


Tam zaopatrzyłyśmy się w artykuły pierwszej potrzeby, 
czyli szczypiorek, majonez i wrzos :-)
i nadszedł czas na przedstawienie Alicji bohaterów piątkowych komiksów. 


Ruficzek - przy drobnej Ali wyglądał jak niedźwiedź. 


Kayron zrobił na Niej wielkie wrażenie - puszystością i dostojnością.
Amisia trochę zwiewała, z naciskiem na trochę,
 i na koniec wizyty dała się nawet mojemu gościowi dotknąć 
(wiem, Jolu, że to dla Ciebie cios - cóż zrobić... ).


Ruficzek nie odstępował swojej ulubionej (od teraz) koleżanki na krok, śliniąc jej spodnie,
co Ala przyjmowała ze spokojem właściwym zwierzolubom.


Przedstawiłam jej bandę czarnych zasmarkańców i jeszcze kogoś...
O tym innym razem, bo to długa historia. 


Wypiłyśmy kawkę i zjadłyśmy upieczony przeze mnie serniczek
(nie zrobiłam mu zdjęcia, skandal!).


Po czym nastąpił stały punkt programu, czyli


wizyta w studiu nagrań Wrocławskiego. 
Nawet ważni i mili goście muszą chodzić tam bez butów. :)


Została nam jeszcze godzinka, bo Ala była potem umówiona na różne spotkania i dżamprezy, 


poszłyśmy więc z Ruficzkiem na spacerek, na most Bartoszowicki, 


podziwiając niosący spokój widok


i kolejny egzemplarz wyżła fryzjerskiego (widzisz, Viki?).


Rozmawiałyśmy jak stare znajome, którymi przecież jesteśmy
i mimo dzielącej nas różnicy wieku


sprawiającej, że Ala mogłaby być moją córką,


czułam się w Jej towarzystwie jak z przyjaciółką, nie jak z latoroślą. :)


Niestety czas był się żegnać...
i MójCiOn powiózł tę rozrywaną dziewczynę w ramiona innych
wrocławskich przyjaciół,gdzie, mam nadzieję, bawiła się wspaniale. :)


Dziękuję, Alutko, i jeszcze raz się pytam: dlaczego tak krótko? :)



PODPIS

A rok temu: TU (klik). :)

103 komentarze:

  1. Stracilam jedyna okazje, zeby byc z Toba jeszcze krocej niz Alutka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale by była wspaniała relacja! Z dworca, mniodzio! :))

      Usuń
  2. To właśnie tajemnica neta...Nie ważne skąd jesteś i ile masz lat...Są "jedne fale" jest Przyjaźń...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jestem zdumiona jak to przestaje mieć znaczenie ile lat mamy, jak wyglądamy...

      Usuń
    2. Odkąd prowadzę bloga, zakładam mimowolnie (wiem, że inne blogerki też tak mają), że osoby, które tu w sieci poznaję są w moim wieku! Może dzięki temu, relacje od początku mogą być bardziej na luzie? :))

      Usuń
    3. bardzo celnie to ujęłyście....tak właśnie jest, że nie ma granic ani wiekowych ani tym bardziej odległościowych :) Wspaniała relacja, cudnie się czyta

      Usuń
  3. Ależ spotkanie, lepiej krótko a intensywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam koty i uwielbiam ludzi, którzy kochają koty, tyle na temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mówiłyśmy o tym z Ala, że jak ktoś mówi, że kotów to lubi to od razu tworzy się jakaś obcość...

      Usuń
    2. A jak ktoś mówi, że nie lubi zwierząt to całkowicie traci w moich oczach. Nie rozumiem tego zupełnie.

      Usuń
  5. Tera już wiem o czym mówiła Alusia :) Fajnie Alutkę poznać prawda? Pozdrawiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lepiej (parafrazując znane powiedzenie) krótko, niż wcale!
    Bardzo podobają mi się zdjęcia. Te wszystkie buty i stopy prezentują pełną otwartość, chęć rozmowy, skierowanie uwagi "do", a nie "od" :):):):):):):) Zrobiłaś to bardzo dowcipnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się za każdym razem się dostosować relację do osoby z którą się spotykam.
      :)

      Usuń
    2. Ninko, cóż za interpretacja! Podoba mi się! :)

      Usuń
  7. Zazdraszczam Wam spotkania, bo mimo, że Alutka informowała mnie, że będzie we Vroclove, to ja mam takie urwanie głowy, że nie mogłam przyjechać:(((
    No i te chlebki, przetwory ... :)

    Ustosunkowując się do notki to:
    Alutka to niestety, ale nie nieład malutki, a całkiem wielki ład :)
    Ruficzek jest jednak wielki
    Macie piękne stópki
    Ala jeśli nie córką to może synową być może, bo te ich stópki jakoś tak do siebie pasują :PPP


    No i najważniejsze- kolejny Wyżeł Fryzjerski!!!
    Toż on indentiko z moją Lulencją Wspaniałą Fryzjerską

    Ostatnio widziałam takiego w Łodzi, ale jechałam autem i nie mogłam się zatrzymać. To musi być jakaś rodzinka, musi, one są zbyt podobne do siebie.

    Całusy :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co tu zrobić aby tak było, skoro te stópki tak pasują???
      Głaski dla fryzjerki!
      Dobrze, że już jesteś, Viki :)

      Usuń
    2. Viki, co się odwlecze... :D

      Rufi naprawdę jest wielki! Koty też! Zdjęcia absolutnie tego nie oddają :))

      Fiki, a jak się poznaje po stopach, że pasują? :PPP Bo ja nie wiem :PPP

      Usuń
    3. aLucha, Ty się dobrze przyjrzyj, jak Wy je pięknie do siebie identycznie ułożyliście jedne do siebie na wprost, drugie zalotnie lekko na boczki... przecież one zalotnie się na siebie paczom ;P

      Usuń
    4. Matko, aż się poszłam wgapić na zalotne lekko na boczki stopy. I na wprost. Fariatkofo! :D

      Usuń
    5. no i co???
      mam rację, c'nie ? ;))))

      Usuń
    6. Ło matko! Padłam Fiki!
      Fariatkofo do kfadratu :D

      Usuń
  8. super są takie spotkania :) my też dzięki blogowi poznaliśmy super ludzi i inne psiaki oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też niedawno poznałam osobiście koleżankę z blogosfery :) Przyjemność, adrenalina i pragnienie tego więcej w jednym. Pozdrawiam serdecznie Was Obie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a Ala zrobi to pewnie jak wróci do siebie do domu :)

      Usuń
    2. Wróciłam i pozdrawiam Cię Różo ciepło, bo chłód już niemały! :)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Jeszcze powinnam dodać że podziwiam Twoje zdolności fotoreporterskie :)

      Usuń
    2. Anka to szalona fotografka! Jak to Jolka powiedziała, aparat to jej trzecia ręka ;). Czy jakoś inaczej powiedziała? Coś w ten deseń :)

      Usuń
  11. Pewnie,że lubimy czytać, jak wirtualne staje się realne. To cholernie ekscytujące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to dobrze, bo martwiłam się że przynudzam. :)

      Usuń
  12. viva la internet! :)
    śliczne macie stópki :)
    uwielbiam Twoje poczucie humoru, AnkoW :)
    jesteś, kobieto, mistrzynią fotoreportażu! (a co mi tam, wydziedziczaj :P)
    tylko uważajcie na wrzosy i wrzośce, są trujące dla kotów!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam! Ojej!

      Uważaj, tempo, bo jestem już bliska! Tak mi słodzisz :)

      Usuń
    2. ha! w końcu się dowiem, co się kryje za tymi pogróżkami :P

      Usuń
  13. I u mnie szykuje się zlot, nie mogę się doczekać. Cały czas z trudem wierzę w to, że tak potoczyła się nasza blogowa znajomość. Zwłaszcza, że sama jestem bezblogowa! Pozdrawiam wszystkie Blogowe i Bezblogowe! Ze szczególnym uwzględnieniem Alutki I Anki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to jestem ciekawa :)) Buziaki, Hano!

      Usuń
    2. Hano,pozdrawiam! Życzę Ci wspaniałego spotkania :)))

      Usuń
  14. dziewczynki drogie... jak ja uwielbiam zdjęcia tych stópek :))) nierozerwalnie już wiążą mi się z blogiem :))) relacja piękna :) a znajomości blogowe stają się realne i wspaniałe ... i ja już coś o tym wiem :))
    Pozdrawiam serdecznie :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię stópkowe relacje,więc nie mogłam się oprzeć :))

      Usuń
    2. Emuś, Ty to już chyba jesteś mistrzynią blogowych spotkań :D
      :***

      Usuń
  15. Cieszę się Aniu, że kolejne blogowe znajomości przenoszą się w rzeczywiste, realne spotkania. To wielka wartość :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. A to powsinoga nasza mAlutka!:)
    Fajnie, że udało Wam się spotkać:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super,że spotkanie się udało :) Oby więcej takich :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No taaaaaakkkk...do studia mnie nie wpuscili i nie pozwolili z psem sie pobawic...wypada sie teraz obrazic :P
    Alutka wpadla jak po ogien ale fajnie, ze dalyscie rade isc i na placek i na psascerek (literowki tworcze ale pasujace)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ studia jeszcze nie było tedy! Wrocławski skończył je po Twoim wyjeździe, tak, że obrażać się nie masz powodu, ale zawsze możesz se znaleźć inny gdybyś jednak bardzo chciała :)

      Usuń
    2. hrehrhehrehre, myslalam, ze ze wzgledu na talenta Wroclawski studio ma od zawsze! no bo sie nalezy. obraze sie za niedopuszczenie psiny do rak mych. Moge? :P

      Usuń
    3. Krysiu, też myślałam, że studio jest od zawsze!
      Nie ma innej rady, musisz znów Ankę nawiedzić :))

      Usuń
    4. To dobrze, ze to nie tylko ja ;)
      no rzeczywicie na to wyglada. tylko kiedy, chaliera.....

      Usuń
    5. Kryśka, przecież psina też była dopuszczona do twych rąk co jest przecież nawet uwiecznione na blogu, więc mam dowody i świadków! Tka, że szukaj innego powodu do obrazy. Łatwo nie ma, wiem, ale jak się postarasz... :)

      Usuń
    6. ale ja chcialam, zeby mnie zaczepial i sie pchal na kolanka i oblizywal a WY psu nie pozwoliliscie! strasne innych powodow w tej chwili nie moge wymyslec. za wczesnie dzis wstalam (6 rano, slowami Chmielewskiej - za pozno na dojenie krow a za wczesnie na dojenie tlumaczy!) i juz zasypiam. a musk to mi zasnal juz dawno.

      Usuń
  19. Zazdroszczę ci bardzo, ja tam taka nie jestem otwarta, bardziej chyba dzika jestem. I nikogo nie odwiedzam a czasami bym chciala. Buuuu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę daleko masz do nas, Iwono :) Jakie ładne zdjęcie!

      Usuń
  20. Jak nie bomba, to pomyłka peronowa. Zawsze coś! ;)

    Co do zachowania Amisi, to przemilczę z godnością to, że pozwoliła się tknąć Alutce, bądź co bądź kociarce zaledwie od dwóch miesięcy, a mnie, kociarze od zawsze, nie pozwoliła. Jakoś, podkreślam, jakoś się z tym pogodzę...

    Czy mi się zdaje, czy motywem przewodnim reportażu jest stopa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysoka stopa :) Jedna z oczkiem na pończoszce :)

      Usuń
    2. Jolko, proszę mnie tu nie obrażać! ;)) Za Rzeką koty były zawsze i to się liczy też :))
      A może Amisia wyczuła, że ja nie pozwalam po blatach kotom łazić i musiała ocenić co to za dziwadło? :D
      Jolu, nie chcę Cię martwić, ale poznałam jeszcze kogoś.... :D

      :***

      Usuń
    3. Domyślam się, Alutko. I, cóż, nie chcę Cię martwić, ale wcale mnie to nie martwi. :D

      PS. Podoba mi się Twoja koncepca odnośnie do zachowania Amisi względem Ciebie. Ciekawa jestem jej opinii o "dziwadle". ;)

      Usuń
    4. No to mnie (nie)zmartwiłaś! ;))

      PS. Też jestem ciekawa. Może Amisia opisze to na swoim blogu, który dziś ożył? :)))

      Usuń
  21. Pamiętajcie blogerzy, na spotkanie z Anką W trzeba mieć zawsze ślicznie wypastowane butki. :))) Nie ma to tamto ;P
    Super relacja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, czyste butki i niedziurawe skarpetki :D

      Usuń
    2. E tam! Najwyżej się wyretuszuje :)

      Usuń
    3. Haha! Anko, to samo chciałam napisać :D

      Usuń
  22. Nie strasz Mirabelko:))
    Widzę, że blogowe spotkania to sama przyjemność:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Sympatyczne spotkanie to i fotoreportaż nie może być inny...:)

    Jak pięknie Alutka prezentuje się z jedną z księżniczek na ramieniu. Zatytułowałabym je (to zdjęcie) ; "Dwie brunetki".

    Aniu, zwróciłam uwagę na Twoją piękną i ciągle - ku memu zdziwieniu- całą firankę . Nadziwić się nie mogę, że te finezyjne listki nie są pokusą dla Twoich kotów. Jednak kocia arystokracja ma inne zainteresowania. Moje dotychczasowe koty to były "psy na firanki".

    Jak się ma Hokusik ?

    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że moje koty nie interesują się wcale tą firanką i przeżyła ona już spokojnie 5 lat. W salonie natomiast zmieniłam już stare podarte przez koty firanki na takie makaroniki i widzę, że to był dobry pomysł.

      Hokusik ma się bardzo dobrze. Jeszcze jutro bierze kroplówkę i na weekend mamy mieć wolne, by w poniedziałek znowu pobrać mu krew. Oby tylko nic nowego się nie przyplątało, ani nie nawróciło nic starego...

      Usuń
    2. Alu, jakie cudne określenie - "dwie brunetki" :))
      Moja Helcia już bardzo mi firanki pozaciągała! A jest u mnie raptem dwa miesiące ;). Kwiatki już też wszystkie poniszczone. Nawet na kaktusy się czai :)))

      Usuń
  24. Przecież zawsze to co miłe i fajne to trwa zawsze o wiele za krótko. Każde moje spotkanie ze znajomymi blogerkami trwa za krótko, choć mój osobisty wydzwania w trakcie martwiąc się, czy aby jeszcze żyję.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Krótko, ale jakże intensywnie :).
    Bardzo miłe spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Odpowiedzi
    1. a jednak było spokojnie i na luzie, tak jak lubię :)

      Usuń
  27. O rzesz kurna! Człowiek spokojnie rano śpi, potem je śniadanko, odwiedza Ikeę i inne takie tam ;), na koniec jedzie pociągiem do domu i jest zupełnie nieświadomy, że się o nim pisze i go pokazuje ;))).
    Moi mili, Anka to jest ekspres!! Dlaczego pociągi nie mają takiej prędkości? :P

    Aniu, wspaniała relacja! To była przemiła wizyta :)))
    Dzięki peronowej pomyłce jaki zrobiłaś wstęp! Tak jak mówiłaś - o wszystkim można napisać. Wszystko można pokazać. I to jak! :))

    O reszcie idę napisać w odpowiednich miejscach ;)

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdążyłaś zobaczyć w dniu publikacji :) a najbardziej, że Ci się podoba. Jedliśmy dziś twój lemon curd jako dodatek do sernika - pyszota! i pomidorki jako dodatek do jajecznicy - tez pycha! Jeszcze raz dziękuję bardzo i niestety oddalam się od sieci :((

      Usuń
    2. Aha, i jeszcze muszę zaznaczyć, że jutrzejszy post to też z myślą o tym co mówiłaś na naszym spotkaniu :)

      Usuń
    3. Też bardzo się cieszę :))
      Jak mi miło, że Wam smakowało! Lemon to mój ulubiony dodatek do wszelkich słodkości :)
      Ja również bardzo dziękuję :***, a jutro? Jutro piątek! Chyba się domyślam.... :D

      Usuń
  28. jak miło się przekonać, że sympatie z blogosfery mają swoje przełożenie w realu ;), zresztą pewnie nie mogło być inaczej ;). kolejnych udanych Wam i sobie życzę ;), no i takich niteczek w szybkach, może należało taką jedną sobie do domku zamówić ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to bardzo dobre życzenia są Jo :)))
      W ubiegłym tygodniu dwa razy jechałam przez Bolesławiec i oczywiście za każdym razem myślałam o Tobie :)

      Usuń
    2. I ja się przychylam do zdania Alutki, że to bardzo pożądane życzenia są :))

      Usuń
  29. Jakie miłe są takie spotkania :)! Mocne uściski :D.
    ps. dlaczego link: A rok temu: TU (klik). :) prowadzi do bloga, skąd inąd naj! lepszego Amisi?... ;).... :D. czy to jakiś ukryty klucz, że niby te brzoskwinie i sernik?... No...? ;).
    I co to za tajemnicę pokazałaś aluch-ce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aluchatkowi?... - ładniej, prawda?

      Usuń
    2. Aluchatkowi! Tego jeszcze nie było :D

      Poleciałam kliknąć w ten KLIK i rzeczywiście Amisiowy blog. Już nawet chciałam napisać, że postów od miesięcy brak, a tu proszę - jest z dziś :))))

      Usuń
  30. Wszystko co piękne szybko się kończy ;-))) ale to przecież było dopiero wasze pierwsze spotkanie ;-)))
    Gapa z Ciebie - bu ha ha gapa!! Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja "przegapiam" gości na których czekam
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Jasne, że dopiero pierwsze. Następne będą z pewnością :)

      Usuń
  31. Nareszcie coś realnego- ludzkiego , a nie ciągle o kotach ( śmiech).
    Tak się cieszę- to jest super sprawa
    i niech się dokonuje ten blogowy czas w realu, ciągle na nowo.
    Jak dobrze, że Ola nie fotografowała stópek......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Zosiu! Czyżbyś nie lubiła czytać o kotach? Przecież nie ma ciekawszego tematu, bu chacha;))
      A czemuż to dobrze, że Ola tego nie zrobiła? Miałaś brzydkie butki? :)

      Usuń
  32. Nie ma to jak ( chociaż) na krótko spotkać się z Alutką:) Uściski dla Was obu:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajne miałyście spotkanie:-) Zaczynam robić się zazdrosna o mAlutkę:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się :) Miło, że mnie odwiedziłaś Marzeno :)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...