piątek, 29 maja 2015

Na japońskim placu budowy

Droga wycieczko, zanim będzie znów o kotach (a będzie, bo w weekend spodziewam się dostawy świeżego materiału do wypieku), wracamy do Japonii. Chcę Wam pokazać coś bardzo, moim zdaniem, oryginalnego. Ciekawe, czy podzielicie moje zdanie. :)

W Fukuoce wynajmowaliśmy kawalerkę w wielopiętrowym bloku i tam z balkonu na naszym ósmym piętrze wypatrzyłam arcyciekawe sceny. Na dole, na placu budowy, odbywała się właśnie poranna odprawa.

Widok ogólny na plac budowy.
Jak to w Japonii; każda z grup robotników ma inny strój roboczy od razu świadczący o funkcji, jaką pełnią.
Zwróćcie uwagę, że ustawieni są w grupach - wg kolorów uniformów. 
Robotnicy słuchają jednego z przełożonych, których jest czterech. 
Tak to wygląda w szerszym planie.
Majster przemawia, coś zaznacza w zeszycie, pozostali pilnie słuchają. 
Potem majster podnosi głowę i okazuje się, że to... kobieta! Brawa dla tej pani! :))
Nagle zaczyna się dziać coś niezwykłego! 
Pracownicy ustawiają się dwójkami, sięgają za pas po sznury z wielkimi hakami, 
spinają się nimi wzajemnie...
Pojawia się jakiś problem u jednego z robotników, 
kolega pomaga mu go rozwiązać. Reszta spokojnie czeka. 
Wtem zaczynają odprawiać specyficzny taniec! Wskazując palcami na niebo (na kaski?), 
na siebie, 
na buty, 
głośno przy tym coś wykrzykują! Całość kończy jeden zgodny, głośny okrzyk. 
Panowie (i jedna pani) się odpinają. Odprawa zakończona.
To rodzaj procedur BHP? Wzajemnego sprawdzenia poprawności ubioru, zabezpieczeń?
To coś w rodzaju: jesteśmy zespołem i ja dbam o ciebie, a ty o mnie?
Teraz można już zacząć ustalać plan działania w swoich mniejszych, specjalistycznych grupach. 

Jak widać, narada się nie skończyła. 
Czy nie jest tak, że w postawie tych ludzi widać szacunek dla szefa? 
Nareszcie można przystąpić do pracy. 


Nie wiem, na czym polegało ich zadanie, ale kiedy wróciliśmy wieczorem, zastaliśmy plac pusty, wyrównany i najwyraźniej przygotowany do jakichś dalszych działań.

Taką to ciekawostkę obyczajową dla Was upolowałam. :)
Miłego dnia!

PODPIS

Kopiuję tu dwa wyjaśniające komentarze Agnieszki, mającej dużą wiedzę o Japonii:

(...) To jest normalny, codzienny rytuał przed rozpoczęciem pracy. Takie rytuały się odbywają wszędzie, w każdej firmie i w każdym zawodzie. Często takie odprawy kończą się wspólnym odśpiewaniem hymnu, nie hymnu państwowego, ale hymnu danej organizacji czy firmy/zakładu. Podobne poranne odprawy są powszechne w dużych korporacjach i w małych sklepikach, w bankach i na placu budowy, /jak Gosia miała okazje widzieć/, nawet w szkołach. Do mundurów wszyscy są przyzwyczajeni już od przedszkola i z duma je noszą, jak w którymś z postów pisała Gosia, nawet na wycieczkach szkolnych w niedzielę! 

Prawdę mówiąc to osoby raz zatrudnione na cały etat nie musza się bać zwolnienia, zwolnień, jako takich praktycznie nie ma. Wprost przeciwnie, wraz z wiekiem i stażem pracy rośnie wynagrodzenie. Nie spotyka się takiej sytuacji, że do firmy przyjdzie NOWY i zajmie wyższe stanowisko z wyższym uposażeniem. Na awans trzeba sobie zapracować. Ostatnio popularne jest zatrudnianie pracowników na tzw. "bajto”, czyli czas określony, przeważnie na pół roku. Takiego pracownika nie można zwolnic przed upływem pół roku, można natomiast nie przedłużyć z nim umowy, ale są wypadki, że ludzie pracują przez kilka lat mając tylko umowę o "bajto", przedłużaną, co pół roku. Szczególnie dotyczy to młodzieży, wśród której "bajtowanie" jest bardzo popularne. Trzeba zwrócić uwagę na to, że to pracodawca nie może zwolnić pracownika, ale pracownik może wymówić umowę o pracę /w przypadku "bajtowania"/. Stawki są takie same dla pracowników zatrudnionych na etat jak i dla "bajtowcow" /oczywiście w tej samej organizacji i na takim samym stanowisku i z takim samym, czyli zerowym stażem pracy/, i nie mowie tu o korporacjach czy dużych firmach, ale np. o restauracjach, barach, domach towarowych, wypożyczalniach wszelkiego rodzaju itp. Tam polowe pracowników tworzą "bajtowcy". W dużych, renomowanych firmach "bajto" nie jest stosowane, a jak ktoś się tam dostanie to ma do emerytury pracę zapewnioną.


42 komentarze:

  1. Ciekawa odprawa. Myślę, że dobrze zrozumiałaś o co chodziło. Te ich odmienne stroje też interesujące. Każdy wie do jakiej pracy przyszedł i pewnie nie ma w Japonii wykorzystywania nowego pracownika na budowie do służenia innemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie ,te odmienne stroje mają dobre i złe strony , pokazując przynależność do grupy wprowadzają porządek ,ale poprzez zaznaczenie hierarchi stygmatyzują .

      Usuń
    2. Japończycy tak w ogóle kochają uniformy!
      Moim zdaniem to wprowadza porządek. Od razu wiadomo kto kieruje ruchem, kto jest elektrykiem czy operatorem koparki. Nam się to kojarzy od razu z poniżaniem niżej stojącego w hierarchii pracownika, a u niech tak to nie działa. To jest zupełnie inne podejście. Tam szacunek jest wzajemny. Szef opiekuje się podwładnym, podwładny szanuje szefa i wykonuje jego polecenia.

      Usuń
  2. Obserwacja bardzo ciekawa ,szczególnie dla mnie ,jak by nie było kiedyś się trochę obijałam po placach budowy :))
    Wydaje mi się że ta "pantonima" była chyba tym wszystkim o czym napisałaś ,ale trochę przypominało to afirmacje czyli takie nakręcanie jakie praktykuje się w niektórych firmach ,które zatrudniają akwizytorów .
    Kobiet na budowie były zawsze i jest ich coraz więcej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką pantominę (trafna nazwa) stosują też pracownicy innych zawodów. Np. motorniczy pociągu robi to, mimo, że nikt tego nie widzi. Pokazuje palcem przejeżdżając przez skrzyżowania, że droga przed nim, oraz obie drogi w bok, są wolne. Gestykuluje przy tym wyciągniętym palcem wskazując kierunki i mówi coś przy tym. To bardzo japońskie. :)

      Usuń
    2. To wygląda tak jak by się programowali ,jak dla mnie to trochę nieludzkie i chyba zle bym się z tym czuła .

      Usuń
    3. Bo nie jesteś Japonką. Nie ma w tym nic nieludzkiego. To procedura, szacunek do zawodu, rzetelne wykonywanie swojej pracy. U nas to faktycznie kompletnie niezrozumiałe.
      :)

      Usuń
    4. Jeśli motorniczy pokaże paluszkiem w jedną i drugą stronę sprawdzając, że droga wolna, to jest szansa, że patrzy uważniej. Może w ten sposób zwiększa koncentrację?
      Już widzę taki plac budowy u nas - jak fachowcy stoją blisko i z szacunkiem słuchają majstra. Jeden jarałby ćmika, drugi gadał z kumplem, trzeci gadał przez telefon. A gdyby ktoś zaproponował taką sprawdzającą pantomimę, zabiliby go rechotem i niewybrednymi żartami.

      Usuń
    5. Może i zwiększa to jego koncentrację, ale przede wszystkim jest to wykonywanie swojej pracy z oddaniem i zgodnie z procedurami. Z tego samego powodu konduktor kłania się wchodząc do każdego przedziału choćby nikogo w nim nie było! Potem odwraca się i zanim opuści przedział kłania się znowu! On jest tam po to, aby służyć pasażerom do których, jak i do swojej pracy i jej narzędzia - pociągu, ma szacunek. Rzecz nie do pojęcia i do przeniesienie na nasz grunt, bo mamy całkiem inną mentalność.

      Do twojej wizji dodam tylko, że "jeden jarałby ćmika, drugi gadał z kumplem, trzeci gadał przez telefon", a wszyscy by myśleli w duchu, że ten szef to skończony palant i pieprzy od rzeczy.

      Cudowną scenkę na ten temat zaobserwował Robert po powrocie. Był w Castoramie. Facet wyglądający na przełożonego zawołał do pracownika ciągnącego taki wózek do przewożenia towarów "Józek, zabierz jeszcze to!". Nie słyszę - zawołał Józek. Zabierz jeszcze to - wykrzyknął przełożony. Nie! - odkrzyknął Józek i pojechał dalej. Ty w d... j...ny - odkrzyknął mu przełożony nie krępując się obecnością klientów.

      Usuń
    6. Fajnie opisał to Robert w ubiegłym roku: tutaj>

      (Konduktor) Wyszedł ze swojej kabiny, stanąwszy, ukłonił się głęboko jakby całemu wagonowi, wszelako jednak nam, bo nikogo innego nie było. Podszedł do nas, ukłonił się znowu głęboko i pozostając już w tym ukłonie, uprzejmie sprzedał nam szanowne bilety na szanowny przejazd do Yoshino
      Potem przeszedł do końca wagonu, odwrócił się, ukłonił ponownie i wszedł do następnego wagonu po to, żeby tam wykonać jeszcze bardziej zadziwiający gest. To znaczy, gest był ten sam - głęboki ukłon. Rzecz jednak w tym, że tam NIKOGO NIE BYŁO! Może oni na tej kolei czczą wagony po prostu - pomyślałem przez chwilę, a może zwykły, codzienny przejaw sumiennego podejścia do służby. Tak, tak - pracy jako służby wobec drugiej osoby, choćby tej osoby w tym momencie tam nie było. Konduktor poszedł dalej, widzialny wciąż przez szyby i puste wagony, po jakimś czasie zawrócił, wykonał jeszcze szereg głębokich skłonów wobec wagonów i drzwi, przeszedł z uśmiechem i ukłonem obok nas i zamknął się w swojej kabinie, aby stamtąd nadawać komunikaty o zbliżających się stacjach, przesiadkach i... chyba pogodzie, polityce i czymś tam jeszcze, bo gadał niemal cały czas. O egzotyczna Japonio! Warto było czekać na takie dziwy przez trzy kolejne lata!
      Zdjęcie jest tutaj> :)

      Usuń
  3. Ha, a ja zaobserwowalam "odcinek pracy" w Polsce dwa lata temu. Budowa drogi. Jeden pan z lopata cos tam grzebie w ziemi, dwoch siedzi w koparce, czterech dookola koparki, pala papierosy, nabijaja sie z tego co grzebie lopata i gwizdza na przechodzace kobiety (ekhem!). To bylo jak szlam do siostry. Jak wracalam godzine pozniej to tez tak siedzieli.
    Faktycznie, w Polsce procedura, szacunek do zawodu i rzetelne wykonywanie pracy jest faktycznie niezrozumiale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nic dodać nic ująć.

      (Iwonka, ty lasko!)

      Usuń
  4. Niezla gratka Ci sie trafila ale to jest normalny, codzienny rytual przed rozpoczeciem pracy.
    Takie rytualy sie odbywaja wszedzie, w kazdej firmie i w kazdym zawodzie.
    Czesto takie odprawy koncza sie wspolnym odspiewaniem hymnu, nie hymnu panstwowego ale hymnu
    danej organizacji czy firmy/zakladu.
    Podobne poranne odprawy sa powszechne w duzych korporacjach i w malych sklepikach, w bankach i na placu budowy, /jak Gosia miala okazje widziec/, nawet w szkolach.
    Do mundurow wszyscy sa przyzwyczajeni juz od przedszkola i z duma je nosza, jak w ktoryms z postow pisala Gosia, nawet na wycieczkach szkolnych w niedziele!
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale gratka! To lepsze niż wszystkie muzea razem wzięte! :)
      Dodam to tego, co napisałaś, że oprócz takiego porannego rytuału pracownicy mają często przerwę w pracy na gimnastykę (też widziałam na własne oczy jak wyszli przed zakład pracy - pracownię krawiecką, i wszyscy jak jeden mąż ćwiczyli na chodniku).
      Takie konfucjańskie podejście do swojej pracy, oddanie jej, duma z powodu rzetelnego wykonywania pracy oraz zrozumienie, że zależność między pracodawcą, a pracownikiem działa w dwie strony; szef nie jest od poniżania, a od zapewniania ojcowskiej wręcz opieki pracownikowi, a ten pracuje uczciwie i szanuje pracodawcę - to nie jest łatwe do zrozumienia w naszym kraju. A mundurki z dumą noszą nawet sprzątaczki. Musze zrobić post ze zdjęciami mundurkowymi. :)

      Dodam, że bardzo podobnie jest w Korei.

      Usuń
  5. Może u nas te odprawy wyglądają nieco inaczej, ale za to potrafią trwać o wiele dłużej czasami nawet całe 8 godzin, no i efektów na koniec dnia rzadko można się spodziewać.;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, no i często patrzą jak udać, że pracują. W końcu oszukiwanie pracodawcy świadczy o byciu zaradnym i niedającym sobą pomiatać.
      Tak przynajmniej było kiedyś. Może już coś się zmieniło? Nie wiem, nie bywam na placach budów, w każdym razie różnica w podejściu do pracy u nich i u nas to kosmos.

      Usuń
    2. A ja to widzę z innej perspektywy. :) Gosiu, może to będzie dla Ciebie pocieszające? :)
      W. jest takim kierownikiem na drogach i często nie ma czasu na odprawę, a praca trwa od 7 do 20... W ciągu takiego dnia on sam robi na małym odcinku kilkanaście kilometrów pieszo. ;)

      Ta japońska odprawa jest niesamowita!! Normalnie mnie rozczuliła ;))))

      Usuń
    3. Alu, W.bardzo ciężko pracuje! Faktycznie zawsze jak tak jest, że najłatwiej się krytykuje coś z czymś się nie ma do czynienia, ale to, co mnie uderzyło w tej japońskiej odprawie to widoczny porządek, szacunek i posłuch. Ciekawe czy W. czuje się szanowany przez swoich podwładnych, no i czy ma u nich posłuch? Czy on ich szanuje? Pytania retoryczne, nie musisz odpowiadać! :)))
      Dlaczego to miałoby mnie pocieszać jestem jeszcze ciekawa? Nie mam wątpliwości, że u nas ludzie ciężko pracują na budowach, w końcu te rosnące w oczach nowości wokół nie zrobiły krasnoludki. Ta odprawa to jednak egzotyka, ciekawostka kulturowa, która jak zauważyłaś normalnie aż rozczula :))))

      Usuń
    4. To "pocieszenie" było odnośnie Twojego "może coś się zmieniło". :)
      Praca na budowie jest specyficzna, zimną zimą pracują duuużo krócej i więcej w papierach, więc myślę, że ogólnie wszystko im się wyrównuje. Jednak śmiało mogę stwierdzić, że naprawdę mamy pracowite osoby wokół. Na pewno też wymuszają to terminy, ale nie są jedynym czynnikiem. :)
      W. dobrze dogaduje się z pracownikami, często mówi, że powinni zarabiać więcej. Tylko wiesz, on naprawdę lubi to co robi. To wiele wyjaśnia ;))

      A ten post zostawiam otwarty żeby sobie obejrzał :D

      Usuń
    5. To fajnie. Trzeba go oglądać i przeczytać komentarz Agnieszki (powyżej). U nich to zwyczajność, normalka, tylko dla nas to wygląda egzotycznie.
      Buziaki :***

      Usuń
  6. Ciekawie to wygląda,trzeba przyznać, jak gdyby szykowali się do podniebnych występów kaskaderskich:)

    .Cóż, są wyszkoleni ,wręcz tresowani od najmłodszych lat i ten szacunek i postawa , musi taka być inaczej nie mieliby pracy. Inna mentalność i zwyczaje,ale strach o utratę pracy podobny a może nawet i większy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawde mowiac to osoby raz zatrudnione na caly etat nie musza sie bac zwolnienia, zwolnien jako takich praktycznie nie ma. Wprost przeciwnie, wraz z wiekiem i stazem pracy rosnie wynagrodzenie. Nie spotyka sie takiej sytuacji ze do firmy przyjdzie NOWY i zajmie wyzsze stanowisko z wyzszym uposazeniem.
    Na awans trzeba sobie zapracowac.
    Ostatnio popularne jest zatrudnianie pracownikow na tzw. "bajto" czyli czas okreslony, przewaznie na pol
    roku. Takiego pracownika nie mozna zwolnic przed uplywem pol roku, mozna natomiast nie przedluzyc
    z nim umowy ale sa wypadki, ze ludzie pracuja przez kilka lat majac tylko umowe o "bajto", przedluzana co pol roku. Szczegolnie dotyczy to mlodziezy, wsrod ktorej "bajtowanie" jest bardzo popularne. Trzeba zwrocic uwage na to, ze to pracodawca nie moze zwolnic pracownika ale pracownik moze wymowic umowe o prace
    /w przypadku "bajtowania"/. Stawki sa takie same dla pracownikow zatrudnionych na etat jak i dla "bajtowcow"
    /oczywiscie w tej samej organizacji i na takim samym stanowisku i z takim samym, czyli zerowym stazem pracy/, i nie mowie tu o korporacjach czy duzych firmach ale np. o restauracjach, barach, domach towarowych, wypozyczalniach wszelkiego rodzaju itp. Tam polowe pracownikow tworza "bajtowcy".
    W duzych, nenomowanych firmach "bajto" nie jest stosowane a jak ktos sie tam dostanie to ma do emerytury
    prace zapewniona. Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczorem wkleję oba te komentarze w post, niech go uzupełniają. Dzięki.

      Usuń
  8. Aga, dziękuję, czyli to jednak japońska mentalność wygrywa!:) Super mają, wobec tego można pozazdrościć, to od razu się lepiej pracuje , będąc spokojnym o podstawowe sprawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite! Tak samo jest w Korei. Zatrudnienie w którymś z czeboli (korporacji koreańskich) gwarantuje stały awans i pewną drogę zawodową aż do emerytury.

      Usuń
  9. Troche z innej beczki - mieliscie poczekac do dzisiaj z wyjazdem z Kyushu! Rano w Kagoshima wybuchl wulkan
    na wyspie Kuchinoerabu /ostatni raz byl czynny 12 lat temu/. Cala wyspe ewakuowano.
    To by byla dopiero frajda taka bezposrednia obserwacja.
    W czasie kiedy byliscie w Korei to sie zaczelo dziac cos zlego w Hakone a dokladniej mowiac
    w Owakudami. Caly teren byl zamkniety dla ruchu bo byl ogloszony alarm bodajze 5 stopnia!
    No i nie bylo czarnych jajek na twardo!!! Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany! Nie wiem czy bym chciała być świadkiem wybuchu wulkanu. Już ten na Sakurajima był straszny z tymi swoimi wyrzutami czarnego piachu, który zgrzytał w zębach...
      No i jak dobrze, że w ubiegłym roku mogliśmy przedłużyć sobie życie jedząc kuro tamago. :)

      Wyjechaliśmy też za wcześnie ze względu na urodziny Buddy, które miały miejsce akurat w dniu naszego wyjazdu. W Seulu wiele się działo, co mogę oglądać tylko na zdjęciach.

      Usuń
  10. To normalna poranna odprawa, która nie tylko jest po to, by omówić co danego dnia ma być wykonane- ma również jednoczyć ludzi i podnosić ich morale. Aż dziw, że nie odśpiewali przy okazji jakiegoś hymnu swej firmy- w fabrykach samochodów -śpiewają.Napatrzyłam się na place budowy w Singapurze. Każda ciężarówka czy też wywrotka opuszczająca plac budowy miała starannie myte koła i podwozie i wyjeżdżała stamtąd czyściutka nie roznosząc po mieście piachu, gliny i innych świństw. A plac budowy w niczym nie przypominał takowego w wydaniu polskim, bo wszędzie był porządek.
    Fajnie, ze wróciliście zadowoleni i pełni wrażeń.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Jednoczyć ludzi.
      Niesamowite z tym myciem kół, ale nic dziwnego, że potem kiedy pada deszcz na ulicach nie ma błota, a skoro nie ma go na ulicach to nie ma też w metrze, w sklepach, na klatkach schodowych... Wszędzie jest czysto. Miło.

      Usuń
    2. W Singapurze zaskoczyła mnie niebywała czystość- po całym dniu dreptania po mieście białe skarpetki (takie specjalne do klapek-japonek) nadal były śnieżno białe. Przez cały pobyt nie widziałam ani jednej muchy ani też komara. Raz tylko widziałam na chodniku uszkodzoną cykadę. I nie widziałam ani jednego bezpańskiego kota lub psa.

      Usuń
  11. Ciekawa scenka się Wam trafiła :)
    Ehhhh ...... szkoda gadać ..... jak się porówna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka, napstrykałam dla Ciebie pociągi! Dziesiątki! :) Post będzie. Kiedyś. :)

      Usuń
  12. Uwielbiam takie ciekawostki i obserwacje. Gdyby u nas chociaż 1/10 tego szacunku do pracy wprowadzić i poczucia obowiązku, byłoby mniej dziur na drogach i partaniny. Ech.....

    OdpowiedzUsuń
  13. Po przeczytaniu postu i wszystkich komentarzy,porównując zachowanie ludzi pracy w Japonii i u nas,mamy odpowiedź dlaczego u nas NIGDY nie będzie...II Japonii!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Nigdy nie będzie. Zupełnie inna mentalność. Inne myślenie. Inne wychowanie od dziecka. Społeczeństwo które RAZEM buduje i współpracuje. U nas musiałyby minąć pokolenia, ale pod warunkiem, że ktoś by o tym pomyślał i zaczął wprowadzać system wychowanie obywatelskiego już od przedszkola.

      Usuń
  14. A nie udalo sie choc TCO troche podsluchac i co wazniejsze, zrozumiec, co oni tam za czary odprawiali? Bardzo osobliwe zachowania, musze przyznac. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie udało mu się, bo to ja miałam to szczęście, że widziałam i pstryknęłam te sceny. On się kąpał w tym czasie, gapa! :)))

      Usuń
  15. takie to dla nas egzotyczne ;) i dlatego drugą Japonią nie zostaniemy!

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja jak spojrzalam , pomyslalam, o Maliniak i inzynier Karwowski:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś miałam praktykę na budowie, jednak ten widok jest o wiele przyjemniejszy :)

    ściskam Małgoś

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...