piątek, 15 sierpnia 2014

Wieści, złe wieści, brak wieści

Wczoraj trafiliśmy na nowy stary ślad. Nowy, bo właśnie się  dowiedzieliśmy. Stary, bo dotyczył 12.08, czyli dnia po zaginięciu Kayronka. Blisko miejsca, gdzie widziany był w konflikcie z psem, pani widziała go u siebie w ogrodzie, jak siedział pod schodkami tarasu. Zauważony, popatrzył na nią i uciekł w głąb ogrodu...

Jeśli tak jest, to wygląda na to, że Kajtusiowi pomyliły się szeregówki. Że wpadł na osiedle ogłuszony wolnością, spotkał kota koleżanki, stoczył z nim walkę na warczenia i krzyki, a kiedy koleżanka zabrała swojego kota, próbował wrócić do domu i poszedł nie w tę stronę, nie do tych domków, nie do tych ogródków, tylko do takich położonych prostopadle do naszego miejsca.

Gdzie jest teraz?

Dziś zastawiliśmy w tym ogrodzie, gdzie go widziano (dwa dni temu) klatkę łapkę z pachnącą rybą. Szukaliśmy w czwórkę do pierwszej w nocy, a potem od 4:30, na zmiany.

W klatkę nic się nie złapało. Żaden kot...

Nad ranem chodził z nami na poszukiwania Tadziu - ten kot koleżanki, który poznał Kayronka. Niesamowite to było.

To strasznie wkurzające, że akurat przy moim domu jest jeden wychodzący maine coon, niemal identyczny jak Kayronek, różni się tylko kolorem łapek - ma je białe. Szacuję, że tylko te zgłoszenia z szeregówek prostopadłych do naszych mogą być trafione, reszta dotyczy tamtego kota. Sąsiadka obiecała, że "postara się" trzymać go w domu.

(Z ostatniej chwili, 10.45: kolejne zgłoszenie, znowu pędzimy na łeb na szyję, no i znowu to kot z białymi łapkami i końcówką ogona...)

Już wiem, że pierwszy błąd polegał na zbyt małej ilości informacji w okolicy. Obwiesiliśmy całe osiedle, blokowisko, ale w tych szeregówkach, gdzie go widziano, nie byliśmy... Dopiero nazajutrz wrzuciłam każdemu info do skrzynki. :((((((((


Tadziu szuka z nami o świcie.

Znaleziony w nocy.



Jest też teoria z kradzieżą. Nie można wykluczyć, że wszystkie zgłoszenia są fałszywe i dotyczą tego drugiego kota, a Kajtusia po prostu ktoś ukradł. Każdy z nas ma we krwi zamykanie furtek. Nawet na sekundę nie zostawia się ich otwartych. Nikt z nas nie mógł tego zrobić. Ja tego dnia wcale tam nie przechodziłam, Robert też nie, ani synowie...

Mam nadzieję, że ktoś się dobrze nim opiekuje. Jeśliby tak było, łatwiej byłoby nam żyć.

Amisia jest chora. Jest smutna, osowiała, nie chce jeść (Amisia nie chce jeść!!), wczoraj wymiotowała śliną, ma biegunkę, dziś miała portki zabrudzone odchodami, musiałam ją myć pod prysznicem. Przy okazji zauważyłam, że odbyt ma cały zaogniony. Czeka nas wizyta u weta. 

Monika z Holandii napisała, że u niej jest możliwość zachipowania zwierzaka z usługą lokalizacji. U nas tego nie ma? Widziałam tylko obroże z GPS. Wiecie coś? Moniko, napisz coś więcej. 

Amyszka podała mi dobry link. Zabieram się za studiowanie go, a potem idziemy na działki. Ktoś zrywa uparcie nasze ogłoszenia z bram działkowych. Trzeba rozmawiać z ludźmi osobiście. 

Dziękuję Wam, kochane ludziska, za wszystko, co od Was dostaję.


PODPIS

PS 1. Jola martwi się, że nic nie jemy. Kochana. Jemy, jemy, nie martw się. Jeśli chodzi o mnie, to chałwę zakąszam prince polo, a to - lodami i wafelkami z toffi. Od początku akcji przytyłam już z 3 kilo, zmarnowałam kilkutygodniowe odchudzanie, ale ja wiem, że tak reaguję na stres. Zajadam go. To głupie, ale cóż, chwilowo mam wszystko w du.. W dużym poważaniu.

PS 2. Zalew spamu mnie denerwuje, w sytuacji, gdy czekam na wszelkie informacje, kasowanie tego chłamu mnie drażni. Jeśli nadal tak będzie, będę włączać weryfikację obrazkową.


76 komentarzy:

  1. Właśnie czytałam artykuł od amyszki, rzeczywiście ciekawy i daje nowe pomysły na szukanie. Nieustannie myślę o Kayronku i o Was, powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czytałam, dobry jest. Wydawało mi się, że właśnie dlatego czipuje się zwierzaka, żeby można go było namierzyć. Już wcześniej chciałam Ci o tym powiedzieć, ale teraz go trzeba znaleźć. Ale resztę kotecków chyba bym zaczipowała, po tym doświadczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, żebyś nie szukała, masz tu o czipach :
      http://chwiladlapupila.pl/warto-wiedziec/identyfikacja-czipowanie/

      Usuń
    2. Nasze chipy nie lokalizują zaginionego. Nie mają GPS.
      Idę czytać...

      Usuń
    3. No właśnie. Jest jak mówię. Taki chip nie lokalizuje.

      Usuń
    4. Moj kot jest zaczipowany,ale tylko w przypadku gdyby ktos go znalazl i przyniósł do weterynarza,byłby to sposób na odnalezienie go.
      Tak też zrobiłam,ze obdzwoniłam przychodnie weterynaryjne i zgłosiłam,ze zaginął mój kot,podałam jak sie nazywa i ze ma czipa. Zeby mieli na uwadze,gdyby ktos z nim przyszedł.

      Usuń
    5. Tak, tak, ja to wiem, ale chciałabym aby moje zwierzaki miały czip z GPS... Wtedy Kajtus już byłby znaleziony :(((

      Usuń
  3. Jestem z Wami od początku i cały czas trwam.
    Mocno trzymam kciuki i wierzę, że Kayronek się odnajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu, ja pamiętam jak Ty uważałaś na tę bramkę gdy byłam w odwiedzinach!
    Szkoda, że ta sąsiadka nie chce pomóc chowając kota. Tak czy siak, bardzo mocno wierzę, że Kayronek wróci i Amisię uleczy. I Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak mówisz, Alutko, i my mieliśmy "przykazane" pilnowanie furtek. Też zwróciłam uwagę na to, że jest to tak przestrzegane (i słusznie).
      Przyszło mi jednak teraz do głowy, czy któryś z kotków nie doskoczył do klamki. Może nie Kajtuś, ale Hoki, który przecież w domu w ten sposób otwierał drzwi. To trudniejsza klamka do otwarcia, więc nie wiem, czy to w ogóle wchodzi w grę, i jest tam chyba taka zasuwka... Tak tylko gdybam, chyba żeby nie myśleć o tym, że to kradzież... Pół biedy, jeśli dla nagrody.

      Usuń
    2. Hm, a może rzeczywiście Hoki otworzył... Tylko sam by nie polazł? A może jakiś listonosz?
      No właśnie, jeśli już to tylko dla nagrody.

      Usuń
    3. Może klucz trzeba będzie dorobić. O matko, już różne pomysły przychodzą do głowy. Na zaś .

      Usuń
    4. Kot nie byłby w stanie otworzyć takiej zasuwy, jest to niemożliwe, to odpada. Ta furtka jest w naszym ogrodzie, już za płotem, jest z boku domu. Ktoś musiałby wejść na nasz teren aby ją otworzyć. Furtka od strony parku jest zamykana na kłódkę.

      Usuń
  5. Śnił mi się dziś twój Kayron ,siedział na takim ładnym murku z czerwonej cegły..,niech juz wróci.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  6. Już sama nie wiem co napisać. Na niewiele pomogę, mogę tylko bardzo, bardzo mocno chcieć, żeby się znalazł. Głaski dla Amisi.

    OdpowiedzUsuń
  7. moze rozlozyc jakies bardzo drobne cosie z zapachem domu, gdzies w okolicy ze sladami idacymi do odmu...to tylko taki luzny pomysl i w sumie wasze chodzenie zostawia zapach...juz sama nie wiem siedze i czekam na wiesci i wywoluje wszystkie zwierzece czarownice do pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  8. W kółko o Was myślę i wkurzam się, że nie mogę pomóc bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrówka Amisi i całej Rodzince! Trzymam mocno dwie słonie i wierzę! Nie tracie nadziei!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżeli ten drugi kot maine coon jest wychodzący i nikt go jeszcze nie ukradł, to jest to dobra wiadomość. Może poprosić jeszcze raz właścicielkę, żeby choć założyła mu czerwoną obróżkę dla odróżnienia, jeżeli nie "potrafi" go utrzymać w domu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak wczoraj zobaczyłam mapkę, i jak zobaczyłam prostopadłe do waszego domu szeregówki, to uwierz mi, pierwszą moją myślą było, że Kajtek może się pomylić wracając do domu i zajdzie właśnie tam i dzisiaj czytając posta nie mogłam uwierzyć i zła jestem na siebie, że Wam tego nie zasygnalizowałam :(
    Ja bym tam do każdego domu zapukała, z każdym spróbowała rozmawiać, bo to jest bardzo prawdopodobne, że jest gdzieś tam. A co do kradzieży, nie wiem czy to właściwy trop. Szkoda wielka, że tę cholerną furtkę mógł każdy przechodzący zewnątrz otworzyć ? :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niezupełnie tak, Lucyno. Ta furtka jest taką dodatkową, już na posesji. To płot specjalnie postawiony jako zapora dla kotów, wysoki i zabezpieczony od góry przed wychodzeniem. Żeby tę furtkę ktoś otworzył, musiałby wejść przez jeszcze jedno ogrodzenie, co nie jest niemożliwe, ale też nie tak proste, że każdy przechodzący mógł otworzyć tę furtkę. Piszę to dla uściślenia i uspokojenia, bo to może nie jest aż takie oczywiste dla kogoś, kto osobiście tego nie widział. Oba ogrodzenia są od siebie dość daleko i nie sposób ani do jednego, ani do drugiego sięgnąć np. z chodnika.

      Usuń
  12. Myślę,że ktos go ukradł i trzyma w zamknięciu lub wywiózł,dopóki sprawa nie przycichnie. Gorąco zycze,aby sie odnalazł,wierzę,że zyje. Cały czas pytajcie dzieci i emerytów,oni naprawdę duzo widzą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gosiu, kochana, Kajtuś się znajdzie, tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość. w Waszej okolicy jest dużo miejsc, gdzie on może mieć bezpieczne schronienie i trudno go znaleźć, szczególnie, że koty w takich okolicznościach życiowych najczęściej się ukrywają i nie za bardzo reagują na wołanie. na szczęście, jest dłuższy weekend, ludzie będą w domach, w ogródkach, na spacerach z dziećmi, z psami.. będą mogli więcej zauważyć. Kajtuś zgłodniał, w końcu zacznie szukać pożywienia albo tam, gdzie się karmi koty (lub psy), albo zacznie polować na łąkach. oplakatujcie wszystkie niedzielne sklepy, apteki, lecznice. pewnie o tym pomyśleliście, ale dobrze, żeby ulotki miały wasze nry tel. wydrukowane do łatwego oderwania. sprawdzajcie te najbardziej uczęszczane miejsca, bo ulotki są zrywane, jak wiecie. Kajtuś sobie poradzi, nie martwcie się o to. i w końcu ktoś go zauważy. znam przypadek kotki, która z powodu swojego stanu zdrowia nie miała szans przeżyć na wolności, a przeżyła i została odnaleziona po trzech tygodniach. do dziś nie wiemy, jak to zrobiła, ale to nieważne, ważne, że jest. naprawdę, pytajcie właścicieli psów, czy psy nie zachowywały się na spacerze nietypowo, czy czegoś nie zwęszyły. już to mówiłam, ale powtórzę, dla człowieka kot może być niewidoczny, pies go wyczuje.
    możliwe, że ktoś chciał ukraść Kajtusia, ale też możliwe, że Kajtuś mu się wyrwał.
    a kaloriami się absolutnie nie przejmuj!
    będzie dobrze! ściskam Was!
    p.s. obecność Tadzia w czasie poszukiwań bezcenna :) też może coś zauważyć szybciej niż Wy.
    ale nie liczyła bym na to, że sąsiadka zatrzyma kota podobnego do Kajtusia w domu na dłużej. bo pewnie on się załatwia na zewnątrz, więc, prawdopodobnie, zatrzymanie go w domu byłoby jej bardzo nie na rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulotki mają karteczki, i nawet sporo jest oderwanych numerów telefonu...

      Usuń
    2. Talibio, odłóż tę linijkę.. ;) to tylko odruchowo ręka mi się omsknęła na spację :)

      Usuń
    3. Gosiu, no widzisz, ludzie nie są obojętni, a to w tej chwili najważniejsze.

      Usuń
  14. No i jak ja Cię moge pocieszyć? Nie mogę. Jestem z Tobą myślami...

    OdpowiedzUsuń
  15. Gosiu masz jeden pewny ślad, że Kayron wyszedł a nie został ukradziony - oba main coony pyszczyły na siebie więc ten z białymi łapkami nie mógł być rozdwojony. Być może złodziej przyszedł po coś innego i całkiem możliwe, że sobie to coś wziął bo jesteście zajęci szukaniem Kayrona a nie inwentaryzacją ogrodu.
    Co do "niechęci" koleżanki do zamknięcia swojego kota - uwierz mi, przyzwyczajonego do wychodzenia kota mimo wielkich chęci nie da się utrzymać w zamknięciu. Nie osądzaj jej tak mocno. Nie każdy (rzadko kto) ma tak zabezpieczony ogród jak Wy... ja stawałam na rzęsach, żeby czasem utrzymać choć kilka dni w domu kota podczas leczenia - nie dało rady a i wetka mi odradzała bo to dodatkowy stres dla kota. Dobrym pomysłem tak jak pisała Hania byłoby oznaczenie jakoś tamtego kota - obróżka rzucająca się w oczy na przykład. Cały czas o Was myślę i myślami ściągam Kajtusia do domu. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Oleno. Pyszczył maine coon z Tadziem - dachowcem.
      Ja nie osądzam sąsiadki, piszę tylko, że po samej odpowiedzi już wiedziałam, że kot będzie łaził dalej. Właśnie przed chwilą znów dostałam o nim zgłoszenie... Oczywiście poleciałam, ale już się nawet tym nie ekscytuję. To bardzo mylące, że chodzi tamten kot.
      Dziękuję za dobre myśli.

      Usuń
    2. Nie ma to jak czytać ze zrozumieniem... cały czas byłam przekonana, że spotkały się dwa maine coony... ale i tak wierzę, że za chwilę się znajdzie - pewnie tak jak sądzisz pomylił szeregówki. Poza tym jeśli w okolicy jest taki maine coon wychodzący i nikt go nie ukradł (podziwiam "odwagę" właścicieli) to po co złodziej miałby polować akurat na Kayronka? (tego się trzymajmy)

      Usuń
  16. Ja nadal wierzę, że Kajtuś się znajdzie.
    Ale nie mogę milczeć w sprawie sąsiadki posiadającej podobnego kota. Jeśli to jest kot przyzwyczajony do wychodzenia to wcale nie jest proste przytrzymać go w domu i uważam za bardzo niesprawiedliwe negatywne komentowanie stwierdzenia Pani, że się postara. Ona pewnie się postara, ale jeśli kot da im solidnie w domu popalić, to wypuści bo to ją przerośnie - nie ze złej woli. Moja Bunia kiedy była kotem wychodzącym zatrzymana w domu siłą (np jak chorowała) tak potwornie cierpiała z tego powodu i dawała nam popalić, że czasem (jeśli np choroba nie była poważna, a trzymanie w domu było bardziej profilaktyczne) pozwalaliśmy jej jednak wyjść. Co kot sąsiadki jest winny, że Kayron zaginął?
    I kompletnie już nie rozumiem, czy kot widziany o 6 rano to był Kajtek czy ten drugi????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zgadzam z Basią. Moich nie da się przytrzymać w domu. To znaczy da się, ale z jakim poświęceniem całej rodziny! Jak kot jest chory to nie za bardzo ma ochotę na wychodzenie, to fakt. Ale zdrowego wychodzącego kota trzymać na siłę w domu to jak przyłożyć sobie pistolet do skroni. I jeszcze nie dajbuk kot zachoruje, bo tak to jest z tymi kotami, jak z autystykami, jakaś mała zmiana i od razu chorują.

      Usuń
    2. Dziękuję Iwonko za ten głos :)

      Usuń
    3. Oczywiście macie dużo racji, ale faktem jest, że kot od rana do teraz ( właśnie wróciłam) jest na dworze. I tyle. Nie miałam większych złudzeń, ale spróbować poprosić musiałam.

      Usuń
  17. Czyli jest możliwe że Kayron się pomylił i trzeba go szukać w tych szeregówkach .
    Teorii z kradzieżą nie można wykluczyć , ale tego że on nadal szuka drogi do domu też ...
    Oby się znalazł !
    Biedna Amisia , tęskni :((
    A o tej co nadal wypuszacza swojego mainecoona to już się nie wypowiem ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety cała moja teoria właśnie upadła. Na własne oczy widziałam przed chwilą podczas obchodu kota sąsiadki w tamtych szeregówkach, który oczywiście chodzi po dworze od rana i miałam już o nim 4 zgłoszenia...

      Obawiam się, że wszystkie zgłoszenia dotyczą jego. :(
      Czyli kamień w wodę. Kajusia nikt nie widział. Nie ma się czego złapać.

      Usuń
  18. Teraz właśnie przyszło mi do głowy ,że może w sprawę zamieszane są dzieci . Są wakacje ,dużo wolnego czasu ,nuda ,bezmyślność . Mogły tą furtkę otworzyć , żeby pobawić się z kotkiem ,albo może coś im wpadło do ogrodu ,albo dla głupiego kawału ,albo z tysiąca innych powodów jakie potrafią wymyślic nudzące się dzieci . Wiem ,że to nie są konstruktywne rozważania , ale odpadałby wątek kradzieży ,bo zgadzam się ,że jeżeli jeden taki kot łazi luzem ,to po co zadawać sobie trud włażąc do ogrodu po drugiego .
    A może by pójść tropem dzieci . Czy nie naraziłaś się czymś jakiemuś małemu urwisowi i zrobił ci okrutnie głupi kawał .
    Cały czas myślami ściągam Kayrona do domu ,on na pewno wróci ,musi wrócić :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłaś u mnie, wiesz jak tu jest. Nie widuję to żadnych dzieci chodzących samopas.

      Obstawiam, że wyszedł przez uchyloną furtkę i ktoś go przechwycił...

      Usuń
  19. Juz nie wiem co napisac,jak Was na duchu podtrzymac bo sama jestem w rozterce przez cala ta sytuacje.
    Pozostaje nadzieja.

    Co do spamu,u mnie spam nie wchodzi a mam tylko w ustawieniach zaznaczona opcje kto moze komentowac tylko zarejestrowany uzytkownik.
    Te weryfikacje obrazkowe zniechecaja ludzi do pozostawiania komentarzy w ogole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale ja mam tak wiele niezarejestrowanych miłych czytelniczek....

      Usuń
  20. no i właśnie dlatego kotów nie wypuszczam....

    OdpowiedzUsuń
  21. Z jednej strony ta furtka, której nie mógł zostawić otwartej żaden z domowników, przemawiałaby za kradzieżą. Z drugiej strony informacja, że Kajtuś bił się z innym kotem, wskazuje raczej na ucieczkę. O ile to był Kajtuś. Nie znam charakteru Kayronka. Czy jest możliwe, że mógł ktoś obcy wejść na teren posesji i go ukraść? Moje koty zwiewają na głos czy widok kogokolwiek obcego. Mam nawet problem z dłużej przebywającymi u mnie gośćmi, bo koty siedzą pod kanapami, fotelami, łóżkiem i nie wychodzą nawet jeść, pić czy do kuwety. Kurcze, Gosiu- tak mi przykro. Zasypiam i budzę się z myślą o Kayronku. Co jakiś czas w myślach przyprowadzam go do Twojego domu i widzę jak siedzisz na kanapie z kotem na kolanach i go głaszczesz. Może on faktycznie nie może trafić do domu. Co innego kot, który wychodzi poza posesję. On zna teren wokół. Kayron przebywał tylko w Waszym ogrodzie i teren poza nim jest dla niego obcy. Żadne słowa pocieszenia nie przychodzą mi do głowy, bo takich nie ma. On się znajdzie. Musi!
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie wierzę w tą wersję z kradzieżą z ogródka. Raczej potem ktoś go przygarnął. I oby dbał o niego...

      Usuń
  22. Czy ktoś może podrzucić do ogrodu zatrute jedzenie? Bardzo mnie martwi stan Amisi. Koty nie reagują aż tak ekstremalnie na zniknięcie towarzysza.
    I jestem czekam w miarę spokojnie wierzę też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, Elu, na razie Amisia z każdym dniem czuje się gorzej. Lekarka zaleca głodówkę, jak jej się nie poprawi jutro jadę na jakiś ostry dyżur.

      Usuń
    2. Przypomnij sobie jak zachowywała się Amisia w 'okolicach czasowych' gdy odkryliście otwartą bramkę i zniknięcie K.?

      Usuń
    3. Nie przypominam sobie aby zachowywała się jakoś inaczej...

      Usuń
  23. Gosiu, nic wiecej nie moge oprocz zapewnienia, ze jestem sercem z Wami, stawiam sie na wizualizacje, staram sie, ale przez ten moj silnie zakorzeniony pragmatyzm, nic mi nie chce wychodzic. Mysle, wyobrazam sobie, bardzo chce, ale mam wrazenie, ze u mnie to nie dziala.
    Co tu dywagowac, czy kot uciekl, zostal ukradziony, otworzyl furtke... Nie ma go i wiem, jak sie czujesz, sama przez to przeszlam, na szczescie tylko jeden dzien. Zrobilas juz chyba wszystko, co moglas. Teraz pozostaje tylko czekac.
    Byc moze, kiedy minie mu pierwsza panika, uruchomi nosek i znajdzie droge do domu. Koty nieraz odnajduja sie po dlugim czasie albo wracaja z bardzo dalekich miejsc, gdzie zostaly wywiezione. Maja jakis instynkt, dobry wech, orientacje w terenie, przebywaja nierzadko ogromny dystans i wracaja. Trzeba byc dobrej mysli. Czesto nie doceniamy wlasnych zwierzat, argumentujac, ze nigdy przedtem nie wychodzily. One nadal pozostaja soba, kotem ze wszystkimi jego umiejetnosciami. Wierzyc mi sie nie chce, ze kot moze sie zagubic na niewielkiej w koncu przestrzeni.
    Jednak nadal bede pomagac o 20.00, moze niezdarnie, ale z zaangazowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, oczywiście, że bądź. Wyobrazić sobie, że wrócił, że jest szczęśliwy i syty może każdy. Ja wierzę, że wspólna energia pomoże. Zresztą zrobiłabym wszystko, aby wrócił. Martwię się, że jednak może spotkać go coś złego...

      Usuń
  24. Nie, nie wolno czekać że może sam wróci. Nie, nie, nie. To jest najgorsze co może zrobić właściciel kota - odpuścić i czekać aż sam wróci. Kajtkowi trzeba pomóc, bo to nie kot koleżanki, który hula całymi dniami i nocami po osiedlu i zna ten teren jak własne podwórko. Kajusiowi trzeba pomóc wrócić do domu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie już nie wiem gdzie szukać, moja teoria właśnie upadła... Będę teraz chodzić, rozmawiać z ludźmi, wieszać ogłoszenia. To działa, bo dzwonią. W sprawie kota sąsiadki...

      Usuń
    2. Gosiu, 20 telefonów będzie dot. kota sąsiadki a ten 21 Kajtka, nigdy nie zlekceważ żadnego telefonu, bo co do koloru łapek, to dzwoniący też mogą się mylić, bo wieczór, bo już ciemno, bo są do końca niepewni. Ja myślę też, czy ten kot sąsiadki nie chodzi po śladach Kayrona i wręcz depcze mu po piętach chcąc go przegonić z jego terenu. Tamtego widać, bo się nie boi, jest przyzwyczajony do pokazywania się w świetle dnia ale Kajtek może się chować po krzakach, ogródkach a kot sąsiadki pilnuje go. Ten kot może Was do Kajusia doprowadzić...
      Wbrew pozorom on może pomóc ....

      Usuń
    3. Też tak myślę...
      Może warto go pośledzić albo wziąć na smycz ?

      Usuń
  25. Jestem z Toba i caly czas mam przed oczami obraz jak pedzi po Twoich schodach do otwartego domu:-) nic wiecej nie moge zrobic:-( znajdzie sie!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja jestem z wami...o każdej 20....ile będzie trzeba. AnkoWro...teorie teoriami, a życie po swojemu. Można zacząć od początku. I jeszcze raz, i jeszcze raz....ile będzie trzeba. Aż Kayron wróci. To, że jakaś zaraza zrywa ogłoszenia przy działkach, to może znak, że nieczyste sumienie ma. Jest jeszcze taka opcja, że starsze panie mogą sobie przywłaszczyć takie ładne stworzonko...znam kilka takich historii. Łapnęła Kajtusia, zakitrała w domku na działce i ma. Aż się znudzi. Jedno co dobre, to to, że pewnie dba.Może tak być. Połaźcie po tych działkach....sąsiedzkie oczy na małych działeczkach wszystko widzą.
    Amisia czuje waszą rozpacz i napięcie....Biedna, dlatego choruje. Musicie ją otoczyć chyba większą uwagą i więcej przytulać. Tak mi zdaje się.
    A sąsiadce od białych łapek, życzę wielkiego PYPCIA na czubku nosa! Niech MA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze raz, i jeszcze raz....ile będzie trzeba.

      Usuń
  27. Gosiu, przeszukałam w sieci wiele stron z ogłoszeniami o sprzedaży kota rasy maine coon oraz sprzedaży kotów rasowych (na wypadek gdyby złodziej nie wiedział jakiego kota ukradł). Przejrzałam wiele zdjęć z tego typu ogłoszeniami choć uważam, że ktoś kto chce mieć kota nigdy nie zrobi mu takiej krzywdy pozbawiając dotychczasowego domu, kochających opiekunów, może też specjalistycznej karmy, wreszcie być może leków.
    Zostaje kwestia kradzieży kota z chęci zysku i powiem szczerze, że ta opcja też do mnie nie przemawia.
    Gosiu, spróbuj może zapytać czy w TVP na antenie regionalnej telewizji Wrocław jest możliwość umieszczenia ogłoszenia ze zdjęciem a także na kanałach informacyjnych telewizji kablowych. Są wakacje i dzieci mimo wszystko więcej czasu spędzają przed telewizorem, może ktoś skojarzy lub przypomni sobie, że widział takiego kota.
    Jeszcze jedno, może w niedalekiej odległości od Twojego domu są miejsca do wędkowania i może warto się wybrać i porozmawiać z wędkarzami, zostawić ulotki ze zdjęciem Kajtusia.

    Sama kiedyś szukałam mojego Puszka, czuję Wasz strach i bezradność całą sobą ale czuję też bardzo realnie Waszą radość z powrotu Kayrona. Gdyby moje myśli przełożyć na obrazy, to właśnie ten obrazek- cała rodzina, najbliżsi, włącznie z Kajtkiem zmęczeni ale szczęśliwi... W czasie wizualizacji wyraźnie powtarza mi się obraz jak Kayron skulony, z zaniedbanym futerkiem i opuszczonym ogonem przemyka po schodach wejściowych do domu. Czuję Waszą radość i ulgę, że jest.Już sama nie wiem, może to wyobraźnia podsyła mi takie życzeniowe sceny...
    O 20-tej będę całym sercem, choćby na przekór rozumowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też szukałam ogłoszeń z maine coonami.
      Dziękuję, Alu.

      Usuń
  28. Gosiu, mnie niepokoi ta uchylona furtka... mimo wszystko jest duże prawdopodobieństwo że ktoś ją otworzył celowo:( Wiem że to opcja niedobra, może ktoś jednak go zabrał... pytanie - a Ty znasz go najlepiej - czy Kajtek dałby się komuś obcemu zabrać? jeśli tak, to jest to wersja prawdopodobna, bo to piękny kot. Nie wiem, ale jeśli to kradzież, powinniście pojechać w niedzielę na targ świebodzki, tam jest dużo psów i kotów - także z kradzieży! wiem to od policjanta który kiedyś miał tam wachtę. Trzeba wszystko wykluczyć , w internecie ogłoszenie byłoby ryzykowne...

    OdpowiedzUsuń
  29. Ostatnio deszczowo,więc też cięzej kayronowi odnaleźć trop do domu.Czuje,ze szuka,skoro był widizany przy tych domkach, szukał,chciał wrócić,błądzi,a jak deszcz to mokro każe mu sie gdzieś ukryć..
    Nie trację nadziei! amm nadzieje tez,ze jesli ktoś go znalazł i przygarnął , będzie szukał włascicieli,przeczyta ogłoszenie i zwróci kotka.

    OdpowiedzUsuń
  30. Myślcie sobie o mnie co chcecie ale ja bym tej"babie"od podobnego kota przegadała do rozumu!!!Dla mnie jej zachowanie w takiej sytuacji,kiedy ktoś szuka swojego kota i prosi o pomoc jest baaaardzo nie na miejscu.Mówicie,że trzeba kulturalnie?Macie rację ale jak ma się do czynienia z taką"sztuką"to trudno o kulturę!!!
    W tej chwili nie wiadomo czy wszystkie telefony dotyczą jej kota czy chociaż kilka dotyczyło Kayrona!Co za wstrętne babsko,bez odrobiny zrozumienia dla czyjejś rozpaczy.Zapakuję swoją Owczarkę w pociąg i przyjmuję zakłady,że tamten kot już na ulicę nie wyjdzie!!!
    Będę o 20.

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytam post i komentarze i tak bardzo chciałabym pomóc, ale nic (ponadto, co już jest robione) nie przychodzi mi do głowy. Ciągle o Was myślę i mocno wierzę, że nasz książę się odnajdzie.
    Biedna Amisia - nie podoba mi się ta jej choroba...

    OdpowiedzUsuń
  32. Może trzeba poprosić tą Panią co mam też takiego kota by pozwoliła zamknąc pod wieczór swojego w pojemniku i klatkę wystawiś w ogrodzie.Posłużył by jako wabik dla Kajtusia.Oczywiście ktoś z Was winien być w pobliżu.Szkoda że Amisia się zle czuje bo można by z nią spróbować Jestem z Wami całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amisia jest w ogródku niemal cały dzień... Wręcz nie chce iść do domu. Nie pomaga.

      Usuń
  33. Gosiu... też jestem cały czas myślami przy Was...
    już mi się w głowie wszystko kiełbasi... ale nadal wychodzi dom, majętna posiadłość, może to być posesja z domem gdzie jest jakaś firma...
    czekam 20-stej godziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rano, kiedy się obudziłam, przez moment ukazał mi się Kajtuś za masywnym, czarnym, kutym i bardzo zdobionym ogrodzeniem. Kosztownym i... ostro zakończonym.
      K3

      Usuń
  34. Gosiu to jest chip z jakby uśpionym lokalizatorem. Nie wiem dokładnie jak to działa , może na zasadzie lokalizacji zgubionego telefonu,że po aktywacji numeru chipa - namierza się zwierzaka. Moje koty są w takiej specjalnej bazie spisane, płacę 23E na rok za 1 kota. Wierzę,że Kajtuś się znajdzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możesz mi podać namiary? Nazwę? Jakąś stronę?

      Dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
  35. Gosiu, wpisz tracking chip voor katten, strona jest po niderlandzku.Jest tu opisany chip i mini lokalizator. Shadow ma wszczepiony chip i lokalizator pod skórę.Niestety, nie pamiętam nazwy , na pewno są różne modele.Luna na razie ma tylko chip, bo lokalizator trzeba wszczepić w znieczuleniu. Jest tez opcja z obrożą. Obydwa koty są opisane w bazie danych, razem z aktualnymi zdjeciami.
    W mojej okolicy jest sporo kotów, kilka wychodzacych. W oknach mamy fotografie naszych futer, więc mieszkańcy okolicznych uliczek raczej wiedzą który kot jest czyj. Zdarzylo mi się kilka razy odnieść kota pod wlaściwy adres gdy stal i miauczał pod moimi drzwiami.
    Sciskam Cie mocno i cały czas wierzę, że Książę się znajdzie

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...