piątek, 2 października 2015

Zapraszam na narodziny, śmierć i stypę pewnego marzenia

Witajcie, kochani! Usiadłam właśnie do komputera i myślę, o czym by tu napisać. Tematów mam sporo. Wszystkie w typie tego bloga; o Światełkach, co świecą już w swoich domkach, o Fikuni, która jest naszym domowym cudem, o pobycie nad morzem i widzianych tam niezwykłych zjawiskach przyrody, o bardzo dramatycznej sytuacji kotów na wrocławskim Gaju, gdzie jestem zaangażowana w pomoc (i wkrótce także Was o pomoc poproszę), o bajkowych klimatach nad moją Odrą wieczorami  - przy zachodzie słońca i rankami - przy wschodzie.
Jak widzicie, mam o czym pisać, jednak coś mnie hamuje. Tym czymś jest... miłość, a może raczej nagłe zauroczenie. Złapało mnie i trzyma. Irracjonalne toto, nierealne, nierozsądne i wręcz głupie, ale ma mnie we władaniu. Podzielę się tym z Wami, może wtedy mi przejdzie. To niedorzeczne przecież być beznadziejnie zakochanym, i na dodatek bez nadziei...

Zwierzyłam się Wam ostatnio z mojego nowo odkrytego pragnienia: chciałabym mieszkać nad polskim morzem. Pewnie czytając te słowa, pomyśleliście sobie, że to tylko takie tam sobie gadanie. Tymczasem ja poczułam to bardzo mocno, całą sobą, całym sercem i duszą. Moje wewnętrzne uszy (zakładam, że takie coś jest, może to uszy duszy) usłyszały głos, który, wydawało się, że szeptał, a on... krzyczał! Przekaz był jasny: ja chcę mieszkać nad morzem, chcę móc chodzić po plaży, patrzeć na fale, na horyzont, na chmury pędzące po bezkresnym niebie, kolekcjonować zachody i wschody słońca, zbierać kamienie. Chcę móc to robić nie raz do roku przez kilka dni, a w każdej chwili, w której przyjdzie mi na to ochota... Ten głos krzyczał we mnie, ja mu na to pozwoliłam i wtedy poczułam, jak bliski jest mi ten przekaz. Pewnie to tylko wierzchnia warstwa, pewnie chodzi o coś więcej, o szeroko pojętą zmianę życia...

Jednak cóż... Marzenie marzeniem, a "prawdziwe życie" jest gdzie indziej. Wróciliśmy do domu, wiedziałam, że marzenie zblaknie, umrze, a jakoś żal mi było pogrzebać żywcem takie świeżutkie, pachnące nowością pragnienie, więc postanowiłam je trochę podsycić... Choć w wyobraźni przeprowadzić się nad morze. Konkretnie licho mnie podkusiło i zaczęłam przeglądać ofertę nieruchomości. Szukałam czegoś z duszą, z klimatem, czegoś starego do przerobienia, do modernizacji, do remontu, z ogrodem, ze stodołą, z daleka od innych domów, blisko morza...
Większość propozycji to sam szajs, takie nowobogackie wille albo znowu kompletne ruiny (za to za kosmiczną cenę). Tak sobie szukałam, patrzyłam, już miałam zamykać komputer, gdy... 

Poczułam, jakby mnie piorun walnął! Boże! To on! To ten dom...  


Parterowy (prawie) dworek, na pewno z duszą, oj, na pewno! Cudo! Bez udziwnień, zgrabny, stareńki, w wielkim ogrodzie pięknie utrzymanym w stylu angielskim. 


Ma przydomową szklarnię i budynek byłej stajni... 

  
Leży w miejscowości Nowogardek, maksymalnie 10 km od morza. 12 km dzieli go od Kołobrzegu. Idealnie!

Dom jest stareńki, pewnie aż za bardzo, bo pochodzi z... 1875 roku! Jest zabytkiem, za to po remoncie. Wszystko mi się w nim podoba. Ma dach z łupka - cudo! W środku jest wielka kuchnia z oryginalnym piecem, salon z kominkiem, spiżarka, kamienna piwnica, no i pracownia!! 
Ogród otaczający dom ma 10.000 metrów! 
Mało tego; budynek leży na wzgórzu z którego roztacza się widok na łąki, pola, lasy i jeziorka... Ach! Umarłam! Żeby się podręczyć i pogrążyć bardziej, połaziłam sobie po mapie, po street view Google, zobaczyłam te cudowne krajobrazy otaczające Nowogardek i umarłam po raz drugi.


Nie, nie będę mieć tego domu. Wiem przecież, że to nie jest realne, a i sam pomysł z rozsądkiem nie ma nic wspólnego. Nie będę go mieć z trzech powodów, które zamykają się w słowach: rodzina, finanse, praca, ale przez chwilę pozwoliłam sobie pomarzyć, no a teraz Was do tego marzenia dopuścić.

Już wracam na ziemię. Już marzenie upycham na dnie serca. W końcu najważniejsze są inne rzeczy. Tak naprawdę to marzę tylko o tym, żebym ja i wszyscy moi bliscy byli zdrowi, żebyśmy mieli dach nad głową i co włożyć do garnka. Żeby był pokój na ziemi, żeby nienawiść nie szerzyła się jak zaraza. Reszta to fanaberie.  Ech... Za to jakie przyjemne do rozmarzenia się...


Żegnaj, domku, uszczęśliw kogoś innego.
A Wam, drodzy Czytacze, miłego piąteczku życzę. :)

PODPIS

Mam nadzieję, że olx nie będzie mnie ścigał za te zdjęcia. Jeśli jesteście ciekawi, cała oferta jest tu: http://olx.pl/oferta/zabytkowy-dom-dworek-nad-morzem-okolice-kolobrzegu-CID3-ID9IZs7.html


183 komentarze:

  1. Ależ Ty masz oko! Najpierw wypatrzyłaś cudną Fiśkę, a teraz ten klimatyczny dom. Też mam "morskie" marzenia, ale ważniejsze są te przyziemne, o których piszesz na końcu: zdrowie... dach... garnek... pokój...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam, mam. Patrzę sercem. Już kiedyś przeżyłam coś takiego do pewnego domu na wsi. To była miłość gwałtowna, żarliwa i bardzo słodka. Cieszę się, że teraz przeżywa ją ktoś inny. Tamten dom nigdy nie nie zawiódł, był i jest z duszą, tak jak ten nowoznaleziony. To dom do kochania, głaskania, bycia w nim...
      Przyjemnie jest marzyć.

      Usuń
  2. Piękne to Twoje marzenie Gosiu :)))
    Ja chyba jednak jakaś nienormalna jestem, bo ja nie mam marzeń o posiadaniu jakiegokolwiek domu. Zbyt dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że tak całkiem po prostu nie miałabym siły na to aby utrzymać ten dom i ogród.
    Ja marzę o tym, aby się fajnie, pogodnie zestarzeć, aby udawało mi się cały czas pielęgnować dziecko w sobie. I aby to było radosne,twórcze dziecko ,a nie stetryczały bobas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymaj Mario, to jest wspaniałe co sobie zakładasz, a najważniejsze, że to działa! Trudno o bardziej pogodną od Ciebie osobę. :)
      Ale sama przyznałaś, że i moje marzenie jest piękne. :) Jego integralną częścią jest bliskość morza - całość jest doskonała, ech!
      Buuuuuuuuuuu :))

      Usuń
    2. Marzyć można na wiele sposobów. Jeśli wiemy, że nie bylibyśmy w stanie utrzymać dużego domu mamy dwie możliwości. Albo marzyć o czymś mniejszym, albo o takim życiu, w którym posiadalibyśmy wszelakie możliwości. W marzeniach nie musimy się ograniczać, w planach jak najbardziej:).
      Co do mnie, to w żadnym razie nie marzę o pogodnym zestarzeniu się. Ja marzę o odmłodnieniu.
      A że nierealne? Cóż, tak jak rzekłam powyżej:)).

      Usuń
    3. Errato, cwana bestia z Ciebie! Odmłodniejesz któregoś dnia, a my będziemy se pluć w brodę, że o tym nie marzyłyśmy! :)

      Usuń
    4. Dom jest owszem spory, choć 230 m.2 to nie znowu taki pałac. Dla nas dwojga za duży, ale gdyby wziąć pod uwagę, że nasze mamy nie są już młode, albo może pomyśleć o wynajmie... Koszty utrzymania tego czy trochę mniejszego bardzo by się nie różniły. Dodatkowo tu nie płaci się podatku od nieruchomości, bo to zabytek.

      Usuń
  3. Nic by mnie nie zatrzymało, żeby coś takiego spełnić, gdybym poczuła, że to jest dla mnie. Nic i nikt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei jestem zdania, że coś takiego jak najbardziej leży w Twoich możliwościach.
      Jeśli ze względu na tę "zabytkowość" jest on poza realnym zasięgiem, warto poszukać czegoś równie ekscytującego, za to o wiele tańszego. Chcieć, to móc ...przynajmniej w niektórych przypadkach:)).
      Rodzina specjalnie nie ucierpi, a może i skorzysta, finanse wytrzymają, jedyną zagwozdką może być praca. Chociaż może i to jakoś da się obejść.

      Usuń
    2. Jasne, to nie jest tak, że nie mogę przeprowadzić się nad morze, choć potrzebne do tej decyzji jest kilka czynników, m.in. taka chęć wyrażona przez MCO, pomysł z czego będziemy tam żyć, no i zastanowienie się jak poradzić sobie z opieką nad mami, gdy już będzie taka potrzeba. To poważne, niełatwe sprawy....

      Usuń
    3. Zabytek, to może jakieś dotacje do niego dałoby się wynaleźć? I kredyt na zakup na korzystnych warunkach?
      Szkoda tak, pozbywać się marzeń.

      Usuń
  4. Cudnie, że się z nami podzieliłaś swym marzeniem! A jeszcze cudniej, że potrafisz sobie owo marzenie schować na dnie serca i tam je dopieszczać. Miałam w życiu okresy, gdy nad Bałtykiem spędzałam bite 2 miesiące wakacji- i to blisko morza bo z reguły na Półwyspie Helskim. Miałam też czas, gdy bywałam długo, poza sezonem letnim w Gdyni. I wtedy dopiero zrozumiałam, że mieszkanie jak rok długi nad morzem wcale a wcale nie jest takie bardzo fajne, między innymi z przyczyn zdrowotnych (zatoki, stawy).
    Domek , który wpadł Ci w oko jest piękny, ale jego podstawową wadą jest to, że jest zabytkiem. A utrzymanie jakiejkolwiek nieruchomości będącej zabytkiem jest wielce kłopotliwe. Każdy zabytek wymaga znacznie więcej nakładu niż zwykła, nie zabytkowa nieruchomość. Może w ramach tej miłości do morza i plaży zrób sobie najbliższe wakacje nad morzem -nie tydzień, ale np. 4 tygodnie, albo nawet więcej. Bo zupełnie inaczej odbierasz wszystko wpadając na kilka dni a inaczej gdy potkwisz tam dłużej. Będziesz miała wtedy czas by zorientować się o szansach na pracę, rozrywkę, towarzystwo i to wszystko skonfrontować ze swymi marzeniami. Nie mniej podzielam w pełni Twe zachwyty nad urokami morza.
    Miłego Gośku dla Ciebie, głaski dla Fisiaczki,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zobacz Aniu jakie ten dom ma możliwości! Można by tam robić jakieś warsztaty malarskie czy inne artystyczne, można agroturystkę prowadzić, parę pokoi wynająć, albo przerobić strych i tam coś fajnego zrobić. Poza tym ja mogłabym zostać pisarką, malarką intuicyjną, albo inną artystką, ech...
      Czasem rozsądkowi trzeba dać pstryczka w nos.
      Przeczytałam ostatnio bliską mi myśl. Czasem zdarza nam się że, w tym co robimy, czujemy łaskę. Łaska jest tym co nadaje sens i radość życiu. Tylko udanie się w świat, gdzie wzywa nas serce, zapewnia nadejście łaski. Za głosem serca, za marzeniami, przełamując strach przed zmianą.
      Myślę, że morze kochałabym cały rok, przynajmniej kilka pierwszych lat. Po reumatycznym klimacie Wrocławia nic nie byłoby mi straszne. :)
      Dziękujemy za głaski. :)

      Usuń
    2. Gośku, wiesz, że jestem do imentu obrzydliwie trzezwa ale wiele razy już się przekonałam, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Jasne, ten dom ma duże możliwości. W pewnym momencie byłam bliska zakupienia domu w Zakopanem-właśnie dlatego, że sam dom był śliczny, stał w dobrym miejscu, cena była interesująca, nadawał się na pensjonat, a mój ślubny był taternikiem.
      Ale ktoś, jeszcze trzezwiejszy ode mnie, umożliwił mi przyjrzenie się wszystkiemu od "środka" i dopiero wtedy pojęłam, że marzenia to jedno a real- drugie.
      Gośku, rozumiem Cię, ale czasem lepiej marzyc niż te marzenia zrealizować. Znasz chyba to przysłowie: "gdy Bóg chce kogoś ukarać to pozwala mu zrealizować największe marzenie".
      Coś w tym chyba jednak jest;)))

      Usuń
    3. :))) Dobre jest to przysłowie. Szczerze mówiąc nie znałam. :)

      Usuń
  5. Małgosi nawet nie wierz jak ja Cię doskonalę rozumie. Co wieczór Bogumił przegląda ogłoszenia, czasami wymieniamy się @. Ten, a może tamten. Na dłuższą metę, takie przeglądanie powoduje, ze wpadam w doły. Realne życie, przycina skrzydła.
    ps Dom faktyczne piękny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, jesteśmy dorosłe i wiemy, że nie możemy mieć wszystkiego czego pragniemy, jednak samo marzenie uważam przydaje trochę blasku życiu jednocześnie urealniając się samo, bo od czegoś trzeba zacząć...

      Usuń
    2. no tak, my zaczęliśmy od Bogumiłówki. Mały, drewniany i blisko morza :-)
      A na poważnie. Myślałaś o domu weekendowym? Taki dom nie wymaga przeprowadzki. Obecnie bardzo dużo ludzi pracuje gdzieś w Warszawie a na weekend wraca do siebie, nad morze, w góry.

      Usuń
    3. Z Wrocławia to 5-6 godzin jazdy. Za długo jak na weekendówkę... :(

      Usuń
  6. Jak się tak popatrzy na zdjęcia z Twego domu, ogrodu, nadodrzańskich tras spacerowych, to też chce się westchnąć - ach mieszkać w tak pięknej okolicy, w takim domu... A wniosek jest taki, że zawsze jest o czym pomarzyć ;)
    A ja też uwielbiam przeglądać oferty z domami na sprzedaż. I też mam parę takich, do których się "wprowadziłam" .
    Do tego "Twojego" też się na trochę wprowadzę. Piękny jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jak miło! To już tam sobie dwie mieszkamy! Cudownie! Wronka i Szopek pewnie zaprzyjaźnią się z Fiśką. :))
      Umiesz rozpalać w takiej starej kuchni? Będziesz to robić, bo ja niestety będę zajęta podziwianiem naszego domu, głaskaniem każdej cegły i każdej belki, ech... :) Przyda się nam jeszcze z kilka ogrodniczek, bo wiesz, będziemy zajęte: ty rozpalaniem na kuchni, ja podziwianiem... :)
      Co do mojego domu, to wiesz, ja wiem, że tu jest pięknie, bo Odra blisko - zawsze zresztą to podkreślam, że doceniam, ale są też inne aspekty; tuż obok mam bucząco-smrodzącą fabrykę układów scalonych (nawet teraz tak buczy, że myśli nie słychać) i blokowisko, a moja uliczka z powodu ilości stojących samochodów bywa już nieprzejezdna. Jest jeszcze jedno "poza tym". W tej dzielnicy mieszkam całe życie i to jest i fajne, i niefajne. Tęsknię za dobrą zmianą. Po prostu.

      Usuń
    2. Ja! Ja umiem rozpalać w starej kuchni! I ogrodu dopilnuję!

      Usuń
    3. Bierzemy ciebie wraz z inwentarzem. Mamy już pięć psów i osiem kotów, hrehre :)
      Kto jeszcze??

      Usuń
    4. Kochana! Gdybyś czekała, aż mi się uda w takiej starej kuchni rozpalić, to byś już nigdy w życiu niczego ciepłego nie zjadła ;)

      Usuń
    5. Pozwolę Wam się cieszyć samą moją obecnością ;))

      Usuń
    6. Musi byc morze? Nie moze byc jezioro? Polecam Yamanaka-ko, wiesci niosa, ze teraz historycznie jest tam najtaniej. Za maly pieniadz /japonski/, mozna miec pekny japonski domek, z oknami na jezioro i na Fuji-sana w calej swojej krasie. No i troche adrenaliny: wybuchnie-nie wybuchnie, zatrzesie-nie zatrzesie. Nad polskie morze jedziesz z Wroclawia 6 godzin, tam polecisz od lutego tylko 10.5 .
      Pieca nie bedzie, wiec odpadnie rozpalanie, cieple jedzenie kupisz w pobliskim 7/11 a do pielegnacji
      ogrodu wynajmiesz czlowieka, ktory pincetka bedzie nadawal ksztalt Twoim drzewkom w ogrodzie....
      Tylko nie wiem co by na to powiedziala Fikunia gdyby miala do dyspozacji taki "duzy", zadbany ogrodek, pisze "duzy" bo ma przeciez z 5 metrow kwadratowych! Chyba lepiej zostac we Wroclawiu...
      Aga

      Usuń
    7. Taaaa, Aga, właśnie TYLKO ze względu na Fikunię sprawa odpada. :))
      Zobacz jak kolory tego "mojego" domu idealnie współgrają z futerkiem Fiśki, to przecież znak! :))

      Usuń
    8. Damo, to już nas dwie będzie się obijać, czy tlko Hana będzie pracować?? Kto jeszcze się zapisuje??
      Przydałaby się jeszcze taka jedna ogrodniczka co na dodatek przetwarza i przetwarza. Spiżarkę by zapełniła. :)

      Usuń
    9. Nno! Ja myślę! Nikt więcej nie chce z nami mieszkać, buuuuu

      Usuń
    10. ja sie nie nazywam Nikt, wypraszam sobie ;) I moge gotowac, bylebym nie musiala sprzatac, grzebac w glebie, zmyiwac i prasowac. moge szyc jeszcze....do zabawiania gosci sie nie nadaje ale do rombania drew - tak!!

      Usuń
    11. Ja też umiem rozpalać w piecu. I z prac czysto fizycznych było by na tele w mojej ofercie, ale mogłabym nam zagospodarowywać wszystko to co wydawało by się niepotrzebne ;)))

      Usuń
    12. To było do Marii, ale Ciebie Opakowana też bierzemy! Ale będzie fajowo :)) Ugotowane, wyplewione, zagospodarowane. :)

      Usuń
    13. No, juz chcialam strzelic focha! :P

      Usuń
  7. Dom - cudo !
    Mieszkam prawie nad morzem( 22 km.) i wiem co czujesz Gosiu . Morze jest dla mnie ukojeniem , radoscia i zawsze wielkim zadziwieniem , ze jest takie piekne , potezne i ...wieczne .
    Lubie jezdzic do Debek , Jastrzebiej Gory , Lubiatowa i Sasina ..Lubie bialogorska plaze .
    A moim marzeniem od zawsze jest dom na wydmach . Ale to marzenie pogrzebalam juz dawno i tylko idac lesna drozka wzluz wydm odzywa sie we mnie ze zdwojona sila ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Joanko, dzięki za te słowa! czyli można się nie znudzić, nadal kochać, podziwiać i zawsze zachwycać mimo, że się tam mieszka na stałe! Yupi! Czułam, że tak jest. :)
      Dom na wydmach...
      No to w wyobraźni przenieśmy ten "mój" wymarzony na wydmy i pomarzmy... :))

      Usuń
    2. Marzenia sie spelniaja ... Moze Twoje sie spelni , kto wie ? Moje Gosiu niestety ale nie ... Po wydmach chodzic nie mozna a coz dopiero stawiac dom ...Jednak aby Cie nie podlamywac to powiem Ci , ze zawsze marzylam o domu pod lasem . Mieszkalam w bloku w Gdyni , mialam malutkie dzieci i jednego psa . Mijaly lata i dzis mieszkam prawie w lesie i mam psy, koty i owieczki Ten dom jest bardzo piekny ale mysle , ze sa rownie piekne ale mniejsze , tansze .Moze warto szukac i tuz przed emerytura myknac z duzego miasta na wies ?

      Usuń
    3. Ale koniecznie blisko morza.
      Pociesza mnie Twój przykład. Ja wprawdzie o zwierzynie hodowlanej nie marzę, ale jakieś towarzystwo dla Fisi, czemu nie? Tylko nie tu, nie we Wrocławiu.

      Usuń
  8. A ja uważam ,że marzenia się spełniają ,potrzeba tylko trochę czasu,żeby je zrealizować, ludzie którzy mają dużo pieniędzy nie muszą marzyć ,tylko kupują.Dlatego dla nas potrzeba czasu i konsekwencji w zbliżaniu się do marzeń.Osobiście marzyłam o wyprowadzeniu się z mieszkania w bloku ,który był bardzo blisko morza /może z 3-4 kilometry/ wtedy tego nie doceniałam bo było codziennością.Marzenie się spełniło wyprowadziłam się do domu na wieś /25 km od morza/.Mieszkam tu 16 lat jestem zauroczona moją wsią , ale od kilku lat czułam ,że czegoś mi brakowało i pewnego dnia będąc na spacerze na plaży ,olśnienie, w moim nowym miejscu brakuje mi zapachu morza, szumu fal i tej jedynej atmosfery ,która jest tylko nad morzem.Tak więc znowu marzę ,a przecież 16 lat temu wydawał mi się , że moje marzenia się spełniły.Czy teraz też będę mogła je spełnić , nie wiem czy zdążę, przekorny los pokręcił trochę moje życiowe ścieżki ale marzyć i dążyć do ich spełnienia nie przestałam.Małgosiu przecież nie musisz mieć takiego dużego i drogiego domu, może marzenia się spełnią jak je troszkę skorygujesz. Krystyna prawie z nad morza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystyno, więc potwierdzasz? Morze ma terapeutyczny wpływ na życie człowieka! Czuję to całą sobą! A życie ucieka, ucieka i nie ma się dowolnej ilości czasu na zakosztowanie tego do czego ciągnie nas serce... Pewnie, że nie muszę, a wręcz nie powinnam mieć takiego dużego i drogiego domu, na dodatek zabytkowego (ile to kłopotów, jak pisała Anabell), no i takiego wielkiego ogrodu (ile to pracy!), tylko, że to właśnie w tym domu się zakochałam, ona ma to coś, tę duszę, urok i czar, który na mnie działa. Jest piękny, jest idealny, jest marzeniem...
      Oczywiście skoryguję je, już skorygowałam... Oprócz finansów nie zostawimy przecież rodziny, nie rzucę pracy, choć tak mi się marzy, buuuuuuuuuu

      Usuń
    2. Gosia, zrobiłam to prawie 9 lat temu. Pełna strachu, wątpliwości, poczucia winy (rodzina!). Sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy i zmieniliśmy nasze życie. Właśnie dlatego, że ono jest nasze, a nie rodziny, ani nikogo innego. I okazało się, że nikt na tym nie ucierpiał, a z rodziną widuję się częściej i uważniej, niż przedtem. Nie mówiąc o przyjaciołach i znajomych królika. Praca jest, jak była. Nic się specjalnie nie zmieniło, poza poczuciem spełnienia, wolności, nie wiem czego jeszcze i jak to nazwać. Teraz już wiem, że rezygnacja z marzenia jest sumą naszych lęków, obaw, nieprawdziwych najczęściej, ale wynikających z życiowego doświadczenia. Zwłaszcza marzenia, które niesie z sobą ogromne zmiany. Boimy się zmian, to naturalne.
      Jeśli nie teraz, to kiedy?

      Usuń
    3. Czy Krystyna prawie znad morza to TA Krystyna, Pani Krysiu?

      Usuń
    4. Hana, chciałabym, aby MCO to przeczytał...

      Usuń
    5. Pani Krysiu, uściski! ♥♥♥ :***

      Usuń
  9. Przyklej do na tablicę marzeń- nawet jeśli ona jest tylko w Twojej głowie, a kiedyś się spełni. Ja tak miałam z obecnym mieszkaniem... zobaczyłam info u developera 2003 r.- ale wtedy to ja nawet do pierwszego nie miała a co dopiero na chatę, kredyt w USD i takie tam, ale pomarzyłam sobie że tam będę mieszkać :) ... kiedyś... i jakoś tak się losy potoczyły, że mam dokładnie takie samo mieszkanie jak sobie wymarzyłam, na tym samym osiedlu :) tylko kredyt w innej walucie ha ha ha mówię ci .. takie rzeczy się zdarzają :) warto marzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyklejam, przyklejam, kto wie co będzie... Po to też zapisuję tu to marzenie, aby je nazwać, doprecyzować. Liczę po cichu, że może się spełni. Jak u Ciebie Aniu. Cudnie, że tak to w życiu jest.

      Usuń
  10. Gośka, na mnie nie licz! ja Ci nie pomogę. bo:
    - to nie dom, to łamacz serca jest. i ten ogród.. że o morzu nie wspomnę.
    - może Twoje ciało pragnie tego tak samo mocno jak Twoja dusza? może potrzebujesz oddychać powietrzem przesyconym jodem?
    - może TCO też by tak chciał?
    więc żadnej mi tu stypy nie urządzać, tylko usiąść razem do stołu i przedyskutować wszystkie przeszkody. może okażą się nie takie "wysokie"? szczególnie, że dom można kupić i wynajmować zanim będziecie mogli osiąść w nim na stałe.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tempo, lejesz miód na mą duszę, mogę prosić cię o rękę??

      Usuń
    2. ustaw się w kolejce ;) :P
      ale jak we wianie wniesiesz Fiśkę, Stefanię i JolkęM, to TwojamCi :D

      Usuń
    3. Wniesę, wniesę, choć nie wiem czy MCO odda Fiśkę...

      Usuń
  11. Potwierdzam! Marzenia sie spelniaja. Trzeba marzyc, tak pozytywnie, bez zawisci i frustracji, ze teraz nie ma sie pieniedzy, mozliwosci, Cos nas trzyma w danym miejscu. Ale trzeba trzymac obrazy swoich marzen. Wtedy bardzo nieswiadomie sie do nich dazy :) Ja jestem dobrym przykladem. Marzylam, zeby miec auto. Jezdzilam do pracy komunikacja miejsca i wyobrazalam sobie, ze to ja prowadze autobus. I za 3-4 miesiace mialam autko z zaskoczenia, bo niespodziewanie awansowalam i dostalam auto sluzbowe. To samo mam w innych sutuacjach. Nawet tych najmniejszych. Przez cale zycie chcialam miec kota szarego, zwyklego dacowca w paski. Ale jakos pomocy potrzebowaly inne kolorki. I nagle po stracie mojego poprzedniego kota, zdecydowalam sie zostac domem tymczasowym. I pierwszy kot jaki do mnie trafil to byl wlasnie taki burek. Jest ze mna do dzis, bo go nie oddalam :) Teraz tez mi sie marzy dom. Malutki. Z ogodkiem. Z mozliwosciami, zeby adoptowac stare psy ze schronisk i miec kota wysiadujacego na parapecie :) Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, dlatego napisałam, że marzyłam o stodole, bo może stałaby się schronieniem dla kilku pokrzywdzonych stworzeń... twoje marzenia są mi bliskie, bardzo podobne. Są wśród nas takie, które je spełniły. Olga, Inkwi, Hana, Joanka...

      Usuń
    2. No to po co ta stypa? Gdyby marzenia były realne i osiągalne, nie byłyby marzeniami.

      Usuń
  12. Pomarzyć dobra rzecz, jak mówi piosenka; ale ja trochę powybrzydzam :) Dom piękny, ale za duży, do morza za daleko, w kuchni palić nie umiem, w ogrodzie dużo pracy... Nie wiem, czy dostatecznie obrzydziłam sobie to marzenie :)))
    Ja od kilkunastu lat marzę o domku na wsi, ale jestem realistką i obawiam się, że nic z tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to prawda, ale ja zamykam uszy i nie chcę tego słuchać! Do morza blisko! 6 km do Grzybowa, nawet rowerem można podskoczyć! W kuchni zaraz się płytę elektryczną obstaluje, a kuchenkę uruchomi, żeby dogrzać dom - to oszczędność! W ogrodzie dużo pracy - to prawda, bo ja nie jestem ogrodniczka, ale może jakiś miły pan ogrodnik, miejscowy, tani pomógłby w najcięższych pracach... Inaczej też sobie nie wyobrażam.
      Dałoby się radę! Ninko, nie poddawajmy się, marzmy, kto wie.

      Usuń
    2. tylko najpierw muszę obskoczyć Hanowy perz.

      Usuń
    3. :)) No i mamy pierwszą chętną ogrodniczkę. :)

      Usuń
    4. Ja tez moge bo ogrod to moja najwieksza milosc i pasja !
      Nie jest mi straszny ani perz ani podagrycznik .
      Damy rade !

      Usuń
    5. Dziki ogród też ma swój urok. Ścieżki wykosić można a resztę - kiedyś.

      Usuń
  13. Gosianko :) Czasem człowiekowi zwyczajnie brakuje odwagi żeby spełnić swoje marzenia. Czasem jest strach bo trzeba cos zaryzykować, postawić na jedna kartę. A może właśnie warto. Bo kiedy jak nie teraz. Jak śpiewała Maryla Rodowicz - drugi raz na ten bal już nas nie zaproszą.
    Życzę Ci z całego serca, żeby to marzenie się urzeczywistniło. A po cichu Ci powiem, też mam takie :)
    Pozdrawiam
    Estera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Estero, to i ja Tobie tego życzę! Masz absolutną rację. Brakuje mi odwagi. :(

      Usuń
  14. Czytam i czytam ..blisko morza ..blisko Kołobrzegu ...kolo brzegu , już jadę ,pędzę i nagle z Krainy Cudowności wpadam do Krainy Marzen ....pałacyku nie ten to inny ale czekaj gościnny Gosinny pachnący wiatrem od morza...

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana- właśnie dokonałaś wizualizacji swojego marzenia. Marzenia potrafią się materializować. Zatem odłożyłabym tę stypę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dom piękny, a ogród ze szklarnią i tym małym domkiem podoba się mi jeszcze bardziej :)
    No cóż, mądrzy ludzie twierdzą, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, tylko my sami siebie ograniczamy. Może i tak, że cos w tym jest.
    Też kocham morze, ale na razie Wielkopolska mnie tu mocno trzyma. Chociaż żadnych rewelacji nie proponuje w zamian ;)
    Nie ma co może, Gosiu tego marzenia przykrywać za głęboko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten malutki jest uroczy! Może można tam zamieszkać, a ten duży wynająć jakimś strasznie bogatym Niemcom, co by przyjeżdżali tylko raz w roku na dwa tygodnie? Hrehre :))

      Usuń
    2. O własnie, dużo ich tam jest w okolicy. W sensie, że Niemców, tylko, że oni to skąpiradła są ;)
      Trzeba by ich dobrze podejść i skasować na niezłą sumkę za dwa tygodnie :)))

      Usuń
    3. Skazuje się ich za rok, ale z prawem pobytu dwa tygodnie. Cena wysoka, bo na wyłączność! :))

      Usuń
  17. o, jak tanio :-)
    proste- sprzedajesz tu, kupujesz tam, akuratnie wystarczy. Tylko jeszcze musisz dołożyć trzy razy tyle na niekończące się remonty i wymyślić, jak tam przenieść pracę (bo reszta to pikuś).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brałabym... na Twoim miejscu, Gosianko, nie pacząc na nic ;)
      Ależ ma potencjał ;-D

      Usuń
    2. e tam taki wyremontowany. Widzisz te kafle w kancik? pod nimi nie spodziewałabym się nic dobrego, bo pachnie początkiem lat 2000.
      Poza tym zawsze mam taką rozkminę, jak oglądam "wyremontowane": łojezu, ile to roboty, żeby zrobić po swojemu...
      ale brałabym :-) jakbym chciała mieszkać nad polskim morzem. Okazja, można powiedzieć. Dla rentierów i komputerowców.

      Usuń
    3. Kafle są okropne, drzwi są okropne, widać, że tanim kosztem ten remont zrobiony, ale ja chciałabym wyjść z założenie, że jak na głowę nie kapie, nie zamarza się z zimna, umyć się jest gdzie to mieszkamy i nie wybrzydzamy. A jak kapie z dachu to się garnek podstawia i heja!
      A ja się kafle nie podobają to rzucamy na to parę dywanów z Czaczu. Żadnych hajlajfów!
      Dom na potencjał i to olbrzymi, choć trzeba by to jeszcze odkryć jaki konkretnie.

      Faktycznie cena jest niska, nawet patrząc na powierzchnię działki, to okazja, może ktoś?

      Usuń
    4. Mając na myśli "wyremontowany" miałam na myśli zewnętrze, tzn. szczelność. Wnętrze ewidentnie do zrobienia, zawsze. Skoro w rejestrez zabytków, to robiony pod konserwatorem, więc powinien być zrobiony dobrze (wiem, wiem że wcale niekoniecznie, ale... bądźmy optymistami).
      No właśnie, Okazja, Gosianko ;)

      Usuń
    5. no dobrze, powiedzmy, że DO KOŃCA ŻYCIA da się przemieszkać, nie będzie się lało na głowę :-)
      okazja jak nic ;-p

      Usuń
    6. Megi, a co mnie obchodzi co będzie potem??? Nie chciałabym ładować w żaden dom krwawicy, tylko żyć skromnie, a co!

      Inkwi, masz rację, zrobiony jest na pewno solidnie. Wierzę w to, a wiara czyni cuda :)

      Usuń
    7. Wprowadziliśmy się do "wyremontowanego" domu. Powoli skuwaliśmy te sraczkowate, najtańsze "kahelki" i ciągle mamy wiele przed sobą. Ale dom miał nową instalację elektryczną, jest szczelny, ma nowe (paskudne, białe) plastikowe okna, jeszcze paskudniejsze panele na podłodze i "pałacową" łazienkę ze "złoconymi" kafelkami. Ale zamieszkać można było z marszu, co też uczyniliśmy. Na pierwszy rzut oka jest już po naszemu. Tylko my wiemy, ile jeszcze przed nami. Ale bez napinki. Się zrobi. Albo i nie.
      No i należy się liczyć z niespodziankami typu plastikowa rura z wodą w piecu i odpływ spod prysznica w ścianie mojego GABINETU:)))
      A kiedy odkopaliśmy rurę odprowadzającą wodę ze zlewozmywaka w kuchni, to się okazało, że woda nie odpływała z tegoż zlewozmywaka, bo w rurze mieszkały myszy! Ktoś mnie przebije?

      Usuń
    8. Bardzo mnie ta wizja pociągła, ech...
      Buuuuuuuuuuuuuuuuuuu

      Mam nadzieję, że myszki nadal tam mieszkajo?

      Usuń
    9. Uciekły, kiedy wydostaliś rurę. Kto mógł wiedzieć, że ona zajęta?

      Usuń
  18. Gosia, na co czekasz? Bierz, bo taka okazja wiecej sie nie powtorzy.
    I do Jolki mialabys blizej. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Tol to! Jolkę bym zaprosiła i już nie wypuściła. :)) Ale byłoby fajnie, buuuuuuuuuuu

      Usuń
  19. Gosiu, jestem z Tobą w tym marzeniu. To mógłby być idealny dom dla mnie kiedyś... Na razie jednak zakładam że jestem sama, a dla mnie samej byłby za duży, więc taki sam tylko o połowę mniejszy proszę. Albo - ten mały budyneczek gospodarczy myślę że by wystarczył.
    Ale ten ogród - o takim czymś zawsze marzyłam i marzyć będę. Mały domek pośrodku wielkiego ogrodu, z małą szklarenką i starymi drzewami... Ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jeszcze MCO musiałby równie tego chcieć, a on bardziej pragmatyczny, niestety, choć dom mu się bardzo podoba. Niby urządzam stypę, ale wciąż mi okropnie żal...
      I ja marzyłam o takim ogrodzie ze starymi drzewami owocowymi, ze wielkimi świerkami, nie takim przystrzyżonym, miastowym z żywopłotami, na które patrzeć nie mogę. :(
      A ten malutki domek bardzo pobudza moją wyobraźnię. Są też dwa garaże.

      Usuń
    2. Przypomnij sobie, jak to z Fiką było. Ile musiałaś TCO męczyć:)

      Usuń
    3. Ech, dziewczyny, wy zamiast grzebać ze mną marzenie jeszcze mnie podburzacie i rozochocacie!

      Usuń
  20. I jeszcze - powtórzę za Anią - bierz, za taką cenę! Nie wiem jak tam teraz ceny w Pl ale te pińcet trochę tysięcy to chyba nie za wiele za taki dom z taaaakim ogrodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Cena jest podejrzanie niska. :(

      Usuń
    2. weekend jest. umówcie się na oglądanie, to do niczego nie zobowiązuje, a będziecie mieli jaśniejszy obraz.

      Usuń
    3. To 500 km od domu... Poza tym boję się, że się zakocham i co????

      Przy okzji zobacz jakie potrafią być ceny. Dom trochę większy, działka połowę mniejsza. Tez okolica Kołobrzegu i ... 1.800.000 zł!!!! tutaj >

      Usuń
    4. albo odkochasz :) tak czy owak same korzyści :)
      lecę.. wieczorem zajrzę :*

      Usuń
    5. A ten tutaj > mniejszy, mógłby być, choć się nie umywa, ale też droższy.

      Usuń
    6. Podejrzewam, że nie mogą sprzedać, stąd ta cena.

      Usuń
    7. Rety, porażająca szpetota! Tylko stawek fajny, czy co to tam jest. Ludziom chyba odwaliło.

      Usuń
    8. Jedźta, ludzie! Może Twój też się zakocha. Albo znajdziecie ten haczyk , i Wam przejdzie.

      Usuń
  21. Nad polskim morzem, powiadasz? Zapewniam Cię, że takie marzenia bardzo łatwo się ...stabilizują.
    Mieszkając w Gdańsku (jakieś 16 km od morza) bywam nad takowym przeważnie raz na kilka lat. W głowie Ci się to pewnie nie mieści, prawda? Mnie też, tak nawiasem. Niestety, proza życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że tak to działa, ale liczę na działanie pierwszej miłości, która gnałaby mnie nad morze jakiś czas. Szacuję to na kilak lat zanim spowszedniałoby.
      Errato, częściej nam morze chodź! Za mnie!

      Usuń
    2. E tam, ja mam do prawdziwego morza jakieś 20 kilometrów (bo mieszkam nad zatoką) a i tak jadę na wysokie fale popatrzeć co kilka tygodni. A na zatokę to co kilka dni, nawet spacerkiem, teraz to rowerkiem. Morze jest fajne i nigdy mi sie nie znudzi. Góry są bardziej uciążliwe dlatego jeżdżę rzadziej.

      Usuń
    3. ja mam chyba 8 czy 9 do morza soszo. jak mam zlecenia blisko (5 min podjazd samochodzikiem) i nie musze odpalac rakiety dalekobieznej od razu, to lece pochodzic nad morze choc z 10 minut, a w weekendy latamy po plazy. tloczno bywa, ale nie szkodzi, morze i szumi i pachnie a dla mnie to duzo... ja tak jak Iwona - morze mi sie nie znudzi....mam marzenie domu z wdokiem na morze, w zasiegu, zeby wlasnie slyszac i czuc. pozostanie marzeniem, bo w tym kraju jak np jest wies nad morzem, to domy sa ca. 250 tys, jak z jednego okna widac skraweczek wody, cena podskakuje o jakies 20 tys plus....poniewaz nie osiagne tego marzenia, to moge dac wyobrazni robic co chce i mam dom rozpracowany z zewnatrz i kawalki wnetrza, nie potrafie sie zdecydowac na wiekosc pokoi w srodku, ae jednym z elementow, ktore "mam" to jakby weranda wzdluz domu, taka z widokiem na morze. Ba, nawet mam fotel, ktory tam powinien stac i wiem, ktore kwiatki stad powinny gdzie stac....mam rozpracowany ganek, kuchnie i lazienke, elementy salonu, te werande (w sumie to mam dwie wrandy, co troche ze soba koliduje, bo obie sa duze i od poludnia i polud-zach, czyli od tsrony morza), reszta...w gruzach, hrhreherher

      Usuń
    4. Jakie to piękne marzenie! Jejku, jejku, a ja nie muszę nic wymyślać, bo mi się wszystko w tym starym domu podoba. :)

      Usuń
    5. no ale by chyba nie sprzedawali z gratami/? znaczy sie meblami....

      Usuń
    6. Nic mi o tym nie wiadomo, ale lepiej nie....

      Usuń
  22. a moje sięmarzenia doczekały spełnienua HA!

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytam, patrzę na zdjęcia i aż mnie przyjemne dreszcze po ciele przeszły :)
    Jak ja lubię to "dręczenie" samej siebie, a raczej nazwałabym to marzeniem o swoim cudnym miejscu. Przeglądam oferty z różną częstotliwoscią (czasem raz na miesiąc czasem dużo rzadziej) i tak sobie szukam aż czasem coś pieknego i wyjątkowego znajdę i wtedy .... odpływam w swoim marzeniu... :) i nawet to lubię :)
    Dlatego myślę, że nic złego nie ma w tym, że masz swoje własne piękne marzenia :) Tak trzymaj, przecież to tylko rozwija wyobraźnię i miłe uczucie wewnątrz serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc rozumiesz. Niech ci się spełni, Loono. Ja już kiedyś to przeżyłam. Zakochałam się w domu na podstawie zdjęcia i to było absolutnie to!

      Usuń
    2. Rozumiem, rozumiem dobrze :)

      i bardzo dziękuję :)

      Usuń
  24. Suuuchaj no, zdrowi jestescie/ Do sagana macie co wlozyc? na pokoj na iemi wplywu nie masz. DUSZA potrzebuje wyjazdo do TEGO domu nad morzem...DUSZA. W tej chwili macie DOM we WROCLAWIU, na BISKUPINIE. Mysle, ze machniom (w pewnym sensie) moze wyjsc na Wasza korzysc i zostanie (zwroc uwage na prosty czas przyszly...) Wam na zycie na jakis czas. Najwyzej nie pojedziecie do Indonezji badz Australii (jakis czas). Domeczek kolo domu wynajmowac letnikom i juz macie dochod! o matku bosku, spycham Cie wrecz na manowce, ale co ja poradze?? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja sąsiadka sprzedawała dom dwa lata... Inna sprzedaje już z pięć. To nie takie proste, a wiem, że tam już kupcy stoją u bram...
      Ale masz rację z tym wynajmem, kurczę, chyba trza tam pojechać i zobaczyć co i jak. :)

      Usuń
    2. i jak gorke mozna zamienic na pokoje, to moze i czesc tego, z wejsciem po zewnetrzu, mozna by wynajmowac. I pole namiotowe urzadzic, gdziejsik w koncie tych 10 tys metrow.....

      opuscic cene o prae zlotych, wypchnac na front zalety i a nuz....ZAWSZE mozecie sie wycofac ze sprzedazy.........

      Usuń
    3. E tam, stoją. Akurat. Chwyt marketingowy.

      Usuń
    4. A moją historię znasz? Zdecydowaliśmy się sprzedać mieszkanie, żeby kupić dom na wsi. Złożyliśmy ofertę w biurze nieruchomości przed południem, po południu tego samego dnia pojawili się pierwsi oglądający, którzy zakrzyknęli - dwa lata szukamy takiego mieszkania! Następnego dnia sprzedaliśmy mieszkanie z opcją, że możemy w nim pozostać jeszcze 2 tygodnie. Mieliśmy zatem 14 dni na znalezienie wymarzonego domu, nie wiedząc nawet w jakim województwie szukać :):):)
      Żyjemy jeszcze!

      Usuń
    5. Swietne! a my, mieszkajac w Nigerii, wiedzac, ze bedziemy wracac, ale prawdopodobnie nie bedzie pracy, bedacy na wakacjach w Walii (przedtem mieszkalismy pod Londynem, kawalek za Londynem i w Londynie) od reki kupilismy dom (przedtem mieszkalismy po rodzinie i w wynajetych), sprawy zalatwialismy zdalaczynnie....wrocilismy z N. bez pracy i do ruiny, bo remont mussial byc grubszy...piekny domek, pod lasem, pare tys metrow ogrodu, okolica niezwykle urokliwa..ale kompletne zero pracy. Teraz by bylo inaczej, tamto to bylo 31 lat temu, zadnego internetu, skype'a i innych udogodnien. Sprzedalismy za 29 tys, teraz podobno idzie za 245...
      tu jest, mozna obejrzec okolice tez :)
      http://www.whataddress.co.uk/postcode/sy20-9rd
      a tu jest troche lepiej i mozna wiecej sie pokrecic ;)
      http://www.doogal.co.uk/ShowMap.php?postcode=SY20%209RD
      pisze to i pokazuje, bo w teorii to bylo idealne miejsce...ale w zlym miejscu w zlym momencie (zeby nie umrzec z glodu...). Teraz byloby inaczej... niemniej jednak z marszu i w ogole to to byla super przygoda :)))

      Usuń
    6. Nie mam pomysłu jak mogłabym zarabiać w tym moim wymarzonym domu. Mimo internetu. :(

      Usuń
    7. no ten tego, wynajem, sezonowy, ale za spora cene...
      a tam w Walii to do morza bylo blisko a jak byl odplyw (Atlantyk), to morza prawie nie bylo widac, cudna piaszczysta plaza...

      Usuń
    8. Wyobrażam sobie jak tam pięknie, toż to Irlandia blisko, a tamtejsze widoki znam i wciąż wspominam jak cudowne!

      Usuń
  25. Cosik podejrzanie tani jest, musi coś być na rzeczy...
    Gosiu ja już jedno marzenie spełniłam - mam dom z ogrodem. I nie wiem jakim cudem bo gołodupce z nas straszne, nawet 5 tys. oszczędności nie mieliśmy, żeby zaliczkę na działkę dać... i się udało :)
    Ale dojrzewa coraz bardziej we mnie kolejne a właściwie kolejne dwa marzenia - równorzędne - niech się spełni jedno albo drugie: malutki domek na wsi, z dużym terenem żebym mogła warzywka swoje mieć itepe albo... gospodarstwo agroturystyczne nad jeziorem koniecznie z linią brzegową :)
    I kiedyś któreś z nich urzeczywistnię! :P Tylko muszę poczekać aż mi się córka zupełnie od pępowiny odetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz, a ja goopia myślałam, że mnie tu skarcicie za takie rozpasane marzenia, a tu co jedna to marzy o domku z ogródkiem. :)) Oleno, niech ci się spełni! Moje dzieci już odpępowione, tylko o starszym pokoleniu trzeba myśleć...

      Usuń
    2. No właśnie ,tyle ludzi marzy o domu i dlatego Gosiu napisałam, że normalna nie jestem, bo ja w dalszym ciągu nie marzę o swoim własnym domu ;) Ale mogłabym wynajmować mały kącik u Ciebie :))))

      Usuń
    3. Z wielką przyjemnością gościłabym cię, Mario. :)

      Usuń
  26. Starsze pokolenie można zabrać z sobą. W takim dużym domu się zmieszczą spoko. I niech nie gadajo o nieprzesadzaniu starych drzew. Będo latać nad morze, aż miło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo zdrowe jest morze dla starszego pokolenia. Moi rodzice jeżdża kiedy mogą. I nigdy im się nie nudzi.

      Usuń
  27. Budyneczek ze szklarnią ,o taki mogłabym mieć już teraz zaraz.ooooooo
    Gosiu!
    Nie rezygnuj z marzeń, Może akurat to się ziści?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że i mnie by wystarczył taki budyneczek, ale skoro dodają jeszcze ten piękny stary dom.. :))

      Usuń
  28. Nie mam siły czytać komentarzy, ale "umarnęłam" razem z Tobą, zwłaszcza gdy zobaczyłam wnętrze. Bardzo chciałam mieć dom z ogródkiem, teraz już nawet nie marzę.
    A przed Tobą jeśli nie ten, to może kiedyś...kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Się ludzie rozpisali, ne wiem czy dotrzesz do mojego komentarza:) Rozumiem co ci w duszy zagrało, mnie się marzy chatka z ogrodem w lesie. Z dala od ludzi ale z internetem! Bo bez niego nie miałabym was. Ale też na razie to tylko marzenie i próba jego realizacji w Dziczy u rodziców. Ale marzenia się czasem spełniają i ja w to wierzę. A reezta tak jak u cienie, obyśmy zdrowi byli i nienawiści było coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że doczytałam. Zawsze doczytuję. Poprzestańmy więc na razie na tych podstawowych marzeniach, a te luksusowe niech czekają na swoją kolej. Buziaki, Luno. Jak się czuje kocia?

      Usuń
  30. Piekny dom i marzenie. Kto wie, Gosiu, kto wie..:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Gosiu, życie bez marzeń byłoby do doopy ! Uważam, że żeby móc pomarzyć, to trzeba mocno, obiema nogami stać na ziemi ! Dom jest przepiękny ! Wymarzony dom do marzeń ! W realu ma jedną wadę : jest ogromny ! I już mi te nogi mocno stojące na ziemi liczą jego utrzymanie :) Żeby tej powierzchni było o połowę mniej, to wtedy ten dom byłby wymarzonym domem do życia :) ... ale marzenia piękne, to morze, Fiśka na plaży, ganiająca po pionowych piachach, długie cienie na piasku, achchch ,,,, niech Ci się spełnią !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest za duży na nas, ale już na jakąś działalność jest super.
      Może kiedyś się spełni, dzięki, Ewcia. :)

      Usuń
  32. ja mogę palić w kuchni i ryć w ogrodzie. mogę też prać i suszyć w ogrodzie. nadaje się? gdyby mnie było stać juz dziś pakowalabym manatki. dom i ogród jest piękny i ma potencjał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z czego byś żyła?
      Oczywiście jesteś zapisana do naszej komuny. :)

      Usuń
    2. ja jeszcze moge lezec dekoracyjnie na szezlongu...

      Usuń
    3. no właśnie musiałoby mnie być stać żeby kupić i żyć. ..ten co wygrał w lotto 35 milionów nie miałby problemu. ..mnie lubi robota a pieniądze niezbyt
      ...ale marzyć nie kosztuje

      Usuń
  33. A może to dom z duchami i dlatego tak tanio ?? ;))

    OdpowiedzUsuń
  34. Bierz! :) Może On już sie też o Tobie dowiedział? :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Marzenia się spełniają.Marzyłaś o idealnym piesku i jest.Tylko tam pewnie nie ma tylu kotków, którym trzeba pomóc.A Ty Gosiu umiesz to robić i masz do tego serce.Domeczek piękny.Gosia z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, tam jest pewnie cała masa takich kotków, nawet trochę się tego boję. :)

      Usuń
  36. Ja uważam, że zakup takiego starego dworku i to jeszcze po remoncie, to wspaniała lokata pieniędzy. Jak są środki, to nie ma co się zastanawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem jest już na to za późno, zresztą nie ma decyzji.

      Usuń
    2. Grunt, że pomysł wykiełkował. Jak nie ten, to może znajdzie się inny. Wspaniale mieć takie plany !

      Usuń
    3. Zuza - jakby co, to bedziemy jej przypominac :)

      Usuń
  37. Ależ tu się dyskusje odbywały za moimi plecami, poniekąd jednakowoż z moim udziałem. ;) Obsadzono mnie wszak w pewnych rolach, fiu, fiu! Akceptuję je. A od czasu do czasu udrapuję się ekskluzywnie na szezlongu koło Opakowanej, co? Mogie, Krycha? ;) I jeszcze bym sobie kilka zajęć zbożnych wynalazła w takiem domu zapewne. No i w tak doborowej... komunie - jeju! :D

    Ściski, oraz lecę szybko spać przed pracowitym dniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bym zapomniała - trzymam kciukasy za marzenie. Wbrew tytułowej śmierci i mimo stypy. Nno! :)

      Usuń
    2. Jolka - obstaluje sie wielgi szezlong i bedziesz mnie zabawiala kurturarno kąwersacjo.

      Usuń
    3. Ech, Jolu, ale nie kusi taka wizja. :))) Spotykałybyśmy się na wschody słońca? Tak z raz w tygodniu, cio?

      Usuń
    4. Opakowana, kilka szezlongów se walniemy, a co!

      Usuń
    5. Krysiu, dla kurturarnej kąwersacji z Tobo to ja mogłabym nawet na podnóżku zasiąść, a już bym była szczęśliwa - po co mi szezlong! Ale gdyby był jakiś taki wielgi, tobym Cię z niego nie wygoniła. ;)

      Usuń
    6. Gosiu, wizja co najmniej jednego nadmorskiego wschodu słońca w tygodniu jest niezwykle kusząca. Proponuję sobotę - bo zaraz po wschodzie akurat zdążyłabym z powrotem do moich koników i dzięki takim dwóm przyjemnościom z rana miałabym ustawiony każdy tydzień! :D

      Usuń
  38. Weekend jest, pogoda jak drut, to myślę, żeście już są w drodze nad morze. A jak nie to, wsiadać i jechać. Co to jest 500 km, po autostradzie. Czysta przyjemność jazdy. Wio, Gosianko, wio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, gdyby się ktoś pytał to nie pojechaliś...

      Usuń
    2. do kitu....za marzeniami gnac, paniusiu kochana, za marzeniami.
      Nas pcha chyba ta taka iskierka, ze TO marzenie Twoje wlasciwie jest w jakim takim zasiegu reki tylko trza temi rencyma machac, szczesciu pomoc...a moze jestesmy strusie pedziwiatry a nie Kury (niektore tu) i chcemy z Ciebie zrobic wariatke, co na gesto, pardon, gleboko wode skaka bez kolka plywackiego....ale z 10tej strony - zebys potem nie zalowala nie podjecia decyzji...i tak w kolko....najlepiej tego nie czytaj, bo zglupiejesz :P

      Usuń
    3. Krysiu, przyda mi się zimny prysznic na głowę, bo choć serce mnie gna to jednak wiele jest spraw do rozwiązania zanim się podejmie taką decyzję...

      Usuń
    4. To za tydzień?
      Nie denerwuj się, że my Cię tak popychamy, przecież to z sympatii. A decyzje i tak są Twoje. I już.

      Usuń
    5. Ależ wiem, Agniecha! Tyle tu życzliwości i sympatii, że aż mnie to wzrusza!

      Usuń
  39. Wlasnie zajrzalam i sie zadziwilam, niedrogie toto i takie ladne! Bozszsz! przynajmniej jedz i poogladaj.!!!

    OdpowiedzUsuń
  40. Pomyślałam sobie, że ten dworek coś podejrzanie tani jak na zabytek. Może tam sprawy prawne nieuregulowane?

    OdpowiedzUsuń
  41. Wspaniały ten dworek. Ja wierzę w wewnętrzne uszy i myślę że Twoje marzenie kiedyś się spełni.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...