poniedziałek, 22 czerwca 2015

Po Biskupinie - śladami marzeń

No nie bądź taka leniwa - powiedziałam sama do siebie - przecież skoro i tak chodzisz po okolicy w ramach dbania o kondycję, to możesz zabrać ze sobą aparat i porobić trochę zdjęć!
Niby tak, ale jak cię znam - kontynuowałam - to zrobisz ich setki i potem będę musiała wybierać godzinami. Nie chce mi się! 
Oj tam, oj tam, po prostu zrób ich mniej, wszystkie przemyślane, żadnego przypadkowego naciskania spustu migawki. Zrobisz ich tak z 30, dasz do posta wszystkie i będzie git! Koleżanka biskupianka Krysia vel Opakowana się ucieszy - próbowałam jeszcze bardziej się zmotywować. 
No dobra, niech ci/mi będzie, umowa stoi! - postanowiłyśmy w końcu zgodnie.

I po tym dialogu mła z mła poszłam na spacer po okolicy z aparatem! 

Myślicie, że zrobiłam tylko 30 zdjęć? A w życiu!!

Myślicie, że wkleiłam wszystkie? W życiu! Jednak trochę skasowałam. :)

Boże, jaka ja jestem niesłowna!!

Zapraszam na wycieczkę z nami dwiema po starym Biskupinie. Szczerze kocham tę dzielnicę, podziwiam ją i mam nawet pewną lokalizację, a w niej wolno stojące, stare domy, które są moim marzeniem od czasu podstawówki.
Nie mieszkam tam, więc to dowód, że marzenia się... nie spełniają.
Powiecie, że dopóki życia, dopóty nadziei? Tylko że przeprowadzać się do domku, nawet bardzo małego, na stare lata... To niemądre. Zresztą ceny w tamtym rejonie powalają i po prostu nie ma o czym mówić, bo to zwyczajnie niemożliwe. Płakać nie będę (chyba żeby ona, ale na nią nie zawsze mam wpływ).

Zdjęcia można powiększyć kliknięciem.

Zaczynamy wycieczkę na skrzyżowaniu ulicy Olszewskiego i Wojtkiewicza
Takich domów jak ten obrośnięty dzikim winem jest w tej okolicy mnóstwo.
Podziwiam je od zawsze.
Rzucamy okiem na wspaniale zadrzewioną ulicę Olszewskiego,
która po obu swoich stronach ma piękne dębowe aleje.
To ewenement, domy, bloki oddzielone są od ulicy szpalerem wielkich drzew.
Idąc Wojtkiewicza w stronę Odry, mijamy maleńką uliczkę będąca ciągiem dla pieszych.
Jest to ulica Olgi Boznańskiej. 
Mijamy nowo wyremontowane domy jak ten, 
ale w większości stare.
I już jesteśmy w nadodrzańskim parku. 
Wchodzimy na wał przeciwpowodziowy, 
na którym biegnie urocza ścieżka, 
z widokiem na szerokie nadodrzańskie łąki.
Za czasów mojego dzieciństwa pasły się tu krowy.
Mam gdzieś zdjęcie.
Na wale dziesiątki ludzi biegają, jeżdżą na rowerach, spacerują - ja miałam szczęście, że było pusto.
Nie dziwi mnie to, w mieście tak dużo się dzieje! 
Z wału schodzimy schodkami, a potem łąkami do rzeki.
Przypominam, że rzecz dzieje się w mieście - dziesięć minut od mojego domu.
Tereny zachwycają swoją dzikością.
Czyż nie pięknie? 
Piesek kąpiący się 
w czystej 
wodzie
na pewno podziela 
moje zdanie - szczęśliwy!
A ja myślę: chodzić po takiej łące bez psa... Żal.
A czerwiec
szumi dojrzałymi trawami.

Wracamy na naszą ścieżkę 
i zaglądamy na drugą jej stronę.
Tam łąki, tu trawniki, boiska, 
stare, wiekowe drzewa, 
ścieżki pełne uroku.
i w takim otoczeniu, poprzez gęstą roślinność, możemy zerknąć
na domy wyłaniające się z tej zieleni.
Ludzie mieszkający w nich mają widoki jak niżej:
na ścieżkę w lewo, 
drzewa, a w oddali wał ze ścieżką, 
i na ścieżkę w prawo.
Tak samo ci... To o jednym z tych domów marzyłam, by kiedyś w nim mieszkać.
Ten np. domek nie jest duży, ma za to wspaniały, częściowo dziki ogród, no i park tuż za płotem.
Moim zdaniem to najlepsze lokalizacje we Wrocku.
Ach, przesyłam ci tęskne spojrzenie - piękny!
Dwa kroki dzielą nas 
od tej mojej wymarzonej uliczki. 
Ten mógłby być mój (to do niego wzdychałam od strony parku)
i ten... Maleńki domeczek, ach!

No i skoro już tu jestem, 
to odwiedzę uliczkę Krysi. Tu mieszkała x lat temu. :)
Zaraz pokażę jej i Wam dom, w którym się wychowała,  
ale najpierw odwiedzimy naszą podstawówkę.
Jak to działa, że wspomnienia wracają i zalewają mnie jak morska fala?
Na tym dziedzińcu chłopcy rzucali w nas - dziewczynki, kulkami śnieżnymi,
trzeba było przebijać się przez ten atak i uciekać co sił do domu. :)
Lubiłam tę szkołę.  
Kamień wychwalający PRL - nadal trwa...
Został wmurowany przed moim urodzeniem.
Ciekawa jestem, czy podczas (ewentualnego) remontu zostanie zachowany.
O remont na pewno krzyczy ścieżka prowadząca do szkoły.
Od kiedy ja nią chodziłam, zmieniła się tylko na gorsze.
Jak to możliwe, żeby przez tyle lat nie położono nowych płyt??
Chyba że wszystkie dzieci podjeżdżają już pod szkołę autami przywożone przez rodziców.
Nie ma już biegnących rano tędy do szkoły dzieci z kluczem na szyi?
A to domek  (od tyłu) naszej Opakowanej!
Ta to miała miejscówkę na start!
Przy tej bramce ma zdjęcie w rajtuzkach, które zwijają się jak precelki wokół nóżek. :)
To jej ulica. Tu oświadczył się jej wciąż aktualny mąż. :) 
Jeszcze raz jej sprzed 30 lat dom. 
A to inna biskupińska uliczka. 



Aleja przy Olszewskiego. Nic się nie zmieniła od 30 lat...
To wciąż jest biblioteka. Kto czyta, nie błądzi. :)
I tu, po drugiej stronie ulicy,
 czas się zatrzymał.
Tak samo oszałamiająco kwitną lipy!
Mkną po szynach niebieskie tramwaje...
To wszystko trwa w spokoju. 
Choć jest coś nowego: nowy kościół. 
A dzieci nadal grają w gry na chodnikach.
To miłe znaleźć na to dowód.

A kiedy wracałam już do domu, nad moją częścią parku powitał mnie... czołg.
To chyba znak, że znowu przegięłam z ilością zdjęć, ale...
To nie ja, to ona! :)
Miłego tygodnia!

PODPIS

PS. Zaglądnijcie do poprzedniego posta. Dodam nowe zdjęcia pieszczocha Miniaka od Ali. :)


84 komentarze:

  1. Bardzo uspakajające są Twoje zdjęcia, Gosiu :)
    Pamiętam niektóre uliczki i budynki, które pokazywałaś nam w zeszłym roku. To piękna dzielnica :) A te tereny nad Odrą ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereny nad Odrą to skarb dla Wrocławia, a ja mam szczęście mieszkać tuż obok. Ty jeszcze nie pojechałaś, Lidko?

      Usuń
    2. Z wtorku na środę wyjeżdżamy :)
      Masz szczęście, nie da się ukryć, bo miejsce fajne na spacery i aktywność sportową :)

      Usuń
    3. A ja mam szczęście mieszkać po drugiej stronie Odry ,ale wędruję także i na Twoją stronę :))
      Ta łąka którą pokazujesz to moja ulubiona :)) Często tam bywam o każdej porze roku :))

      Usuń
  2. Najfajniejszy ten kościół Ci wyszedł ;-)
    A tak poważnie to zazdroszczę jak tam teraz wszystko pięknie u Was kwitnie. U mnie róże dopiero ruszyły, niesamowicie spóźnia się lato tego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że zestawienie ciekawe?
      Teraz jest czas róż. Pięknie kwietną.
      Zachwycam się nimi. Fajnie, gdyby zechciały jeszcze pachnąć, bo niestety nie wszystkie to robią.

      Usuń
    2. a gdzie ten kosciol??
      zdjecie fantastyczne - pasuje mi....zreszta wszystkie zdjecia sa fantastyczne - nastrojowo-wspomnieniowe, dokladnie.

      Usuń
    3. http://bitly.pl/Totutaj Wujek gugiel też zrobił takie zdjęcie. :)

      Usuń
  3. Zajrzałaś do wewnątrz? Widziałaś? Te witraże?
    Prymitywne grafiti i podpis: nowy kościół ;(
    Słabe to, Gosiu.
    Pozdrawiam,
    Niezależnie od...
    Małgorzata


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że co? Że to urąga kościołowi?
      To dość śmieszny zarzut, nie sądzisz?
      To jeden z widoków Biskupina.
      Tak po prostu jest, ja tylko to dostrzegłam.
      Bez oceny, zresztą.

      Usuń
  4. I nie o witraże tu chodzi, choć tak wrażliwa jesteś na piękno...
    Ale na przykład o - proporcje i o takt. Zwyczajnie.
    Małgorzata. Z Biskupina zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proporcje można dostrzec w tym poście, skoro już nalegasz.
      Te stare chodniki, rozkruszone od 30 lat płytki prowadzące do szkoły (biednej zresztą, co widać gołym okiem), no i ten wypasiony nowy kościół...
      Taka jest rzeczywistość tej mojej ukochanej dzielnicy.
      No i fakt: jestem bardzo wrażliwa na piękno.
      Np. podoba mi się ptaszek na tym muralu.
      Jest uroczy.

      Usuń
    2. Gosia, za niedlugo bedzie paragraf za obrazanie uczuc, wiec chyba w sama pore zdazylas je bezkarnie obrazic. :)))))))))

      Usuń
    3. Ten piękny kościół wybudowali, i budują nadal, wierni. Taka jest rzeczywistość Twojej ukochanej dzielnicy. Czy to nie wspaniałe?
      M.

      Usuń
    4. Dla wiernych na pewno. Mam prośbę: nie mieszaj mnie w takie dyskusje i w swoje nadinterpretacje.
      Trochę dobrej woli i nie będzie żadnej sprawy, bo tak naprawdę to ona jest tylko w Twojej głowie.

      Usuń
    5. podpisuje sie pod Gosianka, sama bym zupelnie inaczej odpisala, zupelnie niepotrzebnie....

      Usuń
  5. Lubię, Gosiu, z Tobą spacerować. Nie zawsze musi to być jakiś egzotyczny zakątek na drugim końcu świata. Swojskie klimaty widziane Twoimi oczami też są pełne uroku.

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, tylko 67 zdjec (policzylam skrzetnie), a czlowiek czuje jakis niedosyt. Ja tam bym jeszcze poogladala, bo mi sie wycieczka podoba. Masz, Gosiu, podobnie jak ja, kilka krokow i czlowiek jest hen poza cywilizacja. Bardzo sobie chwale takie polozenie na perypetiach miasta. Naprawde fajnie tam u Ciebie. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś jednak zaszalejesz i odwiedzisz mnie. :)

      Usuń
  7. Dla mnie Biskupin naznaczony jest bardzo pozytywnie, choć bywam tam nader rzadko. Rodzinne ciepło jednak przekracza wszelkie odległości. A właśne daleką, ale bliską jakoś sercu rodzinę mam tam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Biskupin i Sępolno znane z cudnych zielonych zakątków,Do nich jeszcze pasuje jak ulał Zalesie , Zacisze i dzielnica mojego dzieciństwa Karłowice ,też nad Odrą ,też dzikie pola i wille - pałacyki w ogrodach .
    Zatęskniłam .Buuuu.Jak nic podjadę pofocić wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż się wzruszyłam czytając o tych oświadczynach! :D Furtkę od razu poznałam ze zdjęcia w rajtuzkach. No i Krysiu, w pięknym domu mieszkałaś. :))
    Domek z 37 zdjęcia jest piękny, lubię takie. A wiesz jaki może mieć minus? W środku może być ciemno i trochę ponuro przez drzewa. Po moim ciemnym mieszkaniu w kamienicy baaardzo na to zwracam uwagę. :)
    A tak podsumowując, masz wspaniałe okolice Gosiu. I wiesz co? Ja chyba częściej bywałabym wśród tych łąk niż w centrum miasta, mimo, że tyle się tam dzieje. :)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie w rajtuzkach gdzieś mam, ale nie mogłam znaleźć wśród miliona postów. :(
      Może i ciemno, ale za to jaki on klimatyczny! Mów co chcesz, wciąż pozostaje w strefie moich marzeń; starsza pani (ze starszym panem), mały domek i dużo kotów. :))

      Usuń
    2. Alucha - te wspomnienia sa takie tkliwe, takie delikatnie mile, jak zapach bzu albo maciejki...
      a co do mieszkaiani to wmiescie ni to niewiadomogdzie to moja Mama leciala na drurch pod feniksem, nie po pasach, nei na zielonym swietle i wpadla wprost w ramiona milicjanta, ktory zaczal ja strofowac i zapytal skad ona jest, to powiedziala , ze ze wsi, wzial dowod i mowi - jak to - napisane Wroclaw, na to Mama - Biskupin, jaki znowu Wroclaw....hrehrehe

      Gosianka - te domy na Noakowskiego maja minusy - wiecej komarow niz regulamin przewiduje i podlewane sa jak tylko za duzo wody w rzece....

      Usuń
  10. Zajrzałam zwabiona tytułem, że o Biskupinie będzie. Ale nie Biskupinie dzielnicy lecz miejscowości. Bo kiedyś tam byłam, gdy moja córka miała siedem lat. I była to najwspanialsza wycieczka naszego zycia, bo byłysmy świezo po lekturze "Starej Baśni". Przeniosłysmy sie w czasie i wyobraźnia szalała.
    Nie znam zupełnie Wrocławia, ale widzę, że ma naprawdę piękną dzielnicę.Wartą pokazania, rozmarzenia, spokojnego, słonecznego spaceru, odkurzania wspomnień, wchłaniania całym sercem spokoju, zieleni, urody zabudowań i dzikiego otoczenia. Dobrze Gosiu, że masz tam tak blisko. Możesz odetchnąć. Dziękuję za urokliwą przechadzke w Twoim towarzystwie!:-)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że spacerowałaś ze mną. :)

      "Najwspanialsza wycieczka naszego życia" - to brzmi wspaniale! Ja mam takich najwspanialszych wycieczek bardzo dużo. :)

      Usuń
  11. Widzę, że naprawdę lubisz robić zdjęcia :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe czy w tej bibliotece wciąż pracuje pani Róża, moja ulubiona pani bibliotekarka z młodości. Uwielbialiśmy Jej towarzystwo :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, mogę kiedyś podejść i się zapytać. Miałam tam kartę, ale nie bywałam często. Wciąż miałam na bakier z oddawaniem książek w terminie. :(

      Usuń
    2. Ale Pani Jasienka to juz chyba jednak w ksiegarni/papierniczym nie pracuje...a ja pamieam, jak biblioteka byla na rogu...Stefczyka chyba, za winklem od obuwniczego....malutka biblioteka, nie samoobslugowa, ksiazki w szary papier oprawione...

      Usuń
    3. Pani Jasia już wiele lat nie pracuje. Z 25 będzie...

      Usuń
    4. az mi wstyd...ona mi sie przez cale dziecinstwo i do czasu az wyjechalam wydawala MLODA!! a potem sie to wszystko miesza....

      Usuń
    5. Jeśli to biblioteka na Olszewskiego. Za moich czasów pani Róża miała czarne włosy obcięte na dzisiejszego boba. Jeśli wciąż pracuje to zapytaj proszę czy pamięta dzieciaki sprzed lat Eda i Edę.
      Tak nas nazywała-mnie i kolegę Edka. Wcześniej pracowała w bibliotece na Baryckiej. Tam się wszyscy spotykaliśmy. Ech szczenięce czasy... Aż mi się miło zrobiło na duszy :-)
      Też miałam problemy z terminowością, wstyd się przyznać.

      Usuń
    6. Krysia, co to za wstyd. ten czas zapitala jak durny!

      Jużnieżono, zapytam :)

      Usuń
    7. jeny, co ja pisze...jakiego Stefczyka? Upadlam na glowe - biblioteka maluska byla na Rodakowskiego, tuz za rogiem ze sklepem obuwniczym, taka maluska dziupla, nie biblioteka....a kto pamieta dwa malutkie sklepy jarzynowe, kolo siebie, na Olszewskiego?

      Usuń
    8. Krysiu, ja pamiętam! Tam była najlepsza kiszona kapusta na świecie :)) W piekarni kupowało się świeżutka ćwiartkę chleba, jeszcze gorącą i wcinało się ją z kapustą kiszoną wprost z worka. Pychota!!

      Usuń
    9. prawda!! I ja jeszcze ze sloikiem latalam po ogorki kiszone i sok wypijalam w drodze do domu :) i ten zapach tych sklepow.....jeszcze czuje :)

      Usuń
    10. O! To były delicje!
      Zajrzyj no kochana do posta o Kawce, przecież tam twoja mysz występuje!!!

      Usuń
  13. Wspanialy spacer Gosiu ))) tez tam bywam tyle ze na rowerze, a widzialas jak pieknie odnowili jaz opatowicki? Cudo! Fajnie tak mieszkac w otoczeniu starych domow z dusza i pieknych terenow zielonych ! A teraz latem kiedy pryroda mieni sie tysiacem kolorow to wogole sa niesamowite widoki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham te tereny, mimo że mieszkam tu od dziecka. Kiedyś marzyłam, aby mieć dom na wyspie Opatowickiej, która to miałaby być tylko moja. :) Dom i stadnina koni. :)))
      Jako dziewczynka z podstawówki i później chodziłam tam oglądać pasące się sarenki. Pamiętam, że to było magiczne doświadczenie. Mgła zasnuwała łąkę i widać było tylko ich nóżki i pojawiające się koło nich głowy skubiące trawy, bo mgła unosiła się nad ziemią na wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Bajka!

      Usuń
  14. Niektóre zdjęcia przypominają uliczki i domy naszego/bo i Damy/Pogodna.Szkoda tylko,że u nas Odra to sobie płynie tak boczkiem.Lewa strona Odry to stary Szczecin a prawa to w większości dzielnice sypialne.Pięknie u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też nie potrafię skończyć pstrykać, więc nie rób sobie wyrzutów.

    Dla mnie, najładniejsze zdjęcie wału :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj i ja miałam marzenie domek i drzewa, no niespełnione marzenie, ale trudno i tak mam fajnie, zaraz za ulicą aleja lipowa i trochę brzóz a pod oknami posadziliśmy własne krzewy, na których prym wiodą wróble ćwierkacze radosne.. :) Tym się cieszę a marzenie niespełnione? widać tak miało być. Domy obawiam się ciemne i zawilgocone, śliczne na zewnątrz ale czy wewnątrz też takie, ciepłe, słoneczne roześmiane jak Twój dom?
    Oj tam Gosiu, może marzenia dlatego się nie spełniają niektóre!!! byśmy nie płakały po ich spełnieniu? :))
    Ależ zdjęcia piękne, każde jedno w sobie to wielki ładunek uczuć. Dzięki wielkie za piękną wycieczkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać tak miało być - nie będę płakać, Elu. To marzenie nie było aż tak silne, no i raczej w worku razem z innymi nieprawdopodobnymi takimi jak wygrana w totka :).

      Usuń
  17. Gosiu, bardzo miło wędrować z Tobą po śladach Twojego dzieciństwa, widać, że to ukochane miejsca. A okolica rzeczywiście piękna, zielona.
    Poczułam się tak jakbyś mi opowiedziała coś bardzo osobistego.
    Okazuje się, że mimo wszystko nie miejsce a towarzystwo się liczy.
    A wspomnienie o oświadczynach Krysi wzruszające - ile tajemnic kryją w sobie takie bramy...:)



    OdpowiedzUsuń
  18. Dwa lata przemieszkałam na Czackiego, niedaleczko. Do dziś serce drga.,..

    OdpowiedzUsuń
  19. Ładnie tam. Moja wrocławska rodzina ma domki na Oporowie i....nigdy tam nie dotarłam.Faktycznie, masz farta, że to "kontrowersyjne" zdjęcie zamieściłaś teraz, a nie za kilka miesięcy, np. póżną jesienią.Wiesz, może nie żałuj, że tam nie mieszkasz - nie wykluczone, że tam więcej osób cierpi na syndrom nadinterpretacji zdjęć.
    Ja już dawno wyleczyłam się z marzeń o swoim własnym, wolno stojącym domu. A właściwie wyleczyli mnie znajomi swoimi opowieściami, płaczem nad nadmiernymi wydatkami i jęczeniem nad nadmiernymi obciążeniami
    kosztami i pracą z powodu mieszkania we własnym domu.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Syndrom nadinterpretacji zdjęć" - świetnie to ujęłaś. Ja w pierwszej chwili zgłupiałam, bo zupełnie nie doszło do mnie, o co chodzi, dopiero po drugim komentarzu :))) Cóż, pewne rzeczy są dla mnie - nazwijmy to może - mało zrozumiałe :)

      Usuń
    2. W każdym razie do głowy mi nie przyszło, że to zdjęcie może urazić czyjeś uczucia.
      Wynika to faktycznie z nadinterpretacji i doszukiwania się oceny, tam gdzie jej nie ma; jest tylko zapis rzeczywistości.

      A co do mieszkania w domu to wiem coś o tym, jednak jak słyszę jakie ludzie płaca czynsze to strach się bać!

      Usuń
  20. Piękna wycieczka, z przyjemnością zajrzałam na Twoją ulubiona dzielnicę. Chyba każde miasto taką ma. Lubię oglądać stare, piękne wille niedaleko blokowiska gdzie mieszkam. Fajnie jest mieć w zasięgu ręki takie okolice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie. Można robić swoje codzienne kilometry bez znudzenia. :)

      Usuń
  21. Bardzo dużo zieleni... To lubię ! :)
    Sama mieszkam w pięknym miejscu... 10 minut spacerkiem do lasu i jeziora, 20 minut spacerkiem przez las na plażę... Nieopodal Wisła... Szkoda, że samo mieszkanie jest w bloku. :)
    Apropo zamiłowania do starych domów... Przed moim blokiem właśnie taki stoi. :)
    Został zbudowany tuż po II Wojnie Światowej - niewielki, drewniany, z małym, ale bardzo klimatycznym ogródkiem, w którym kwitnie bez... I - co najlepsze - jego właścicielka wciąż żyje. :) Czasem ją widuję siedzącą na ganku, z czarnym kotem na kolanach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech sobie żyją jak najdłużej w najlepszym zdrowiu :)

      Usuń
  22. Gosiu ,dziękuję za wycieczkę :) tak właśnie pamiętam Biskupin -uliczki,drzewa i ...tramwaj jadący aleją wśród drzew:) dwa lata biegalam tamtędy na zajęcia.dzięki :) justynak

    OdpowiedzUsuń
  23. Pięknie! Mnie najbardziej podobają się dzikie chaszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełno tematów do fotografii. Na pewno łażą tam bardzo małe włochate stworachy. :)

      Usuń
  24. Tą ulicą Wojtkiewicza szłam trzy tygodnie temu jak zrobiłam sobie przebieżkę z Trestna przez Opatowice na Biskupin :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Przychodzę z pracy a tu Nasz Biskupin.Poznałam wszystkie no może bez dwóch miejsc. Nasza szkoła podstawowa ,nasz wał ,nasze alejki i ulica Wojtkiewicza koło,której mieszkałam i co dzień z Lackim a póżniej z Luną szłam nad naszą Odrę.Spędziłam tam 48 lat i patrzę na te widoki z ochotą.Teraz pracuję na Biskupinie i mam prawie co dzień namiastkę jego uroku.Dziękuję za wycieczkę . Gosia\ z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Gosiu, tak myślałam, że się ucieszysz, Biskupinianko. :)

      Usuń
    2. joj! wiecej nas, Biskupinianek tu jest :))))

      Usuń
    3. I sporo takich, które mają Biskupin w swojej historii. :)

      Usuń
  26. To moje miejsca :)))
    mieszkałam na Sępolnie, a tam włóczyłam się koleżankami i kolegami godzinami.

    Tęsknię za tymi miejscami :)

    dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuję za spacer, bardzo ładne miejsca!

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajny post, zilustrowany klimatycznymi (nie bardzo lubię to słowo, ale ono tu świetnie pasuje) zdjęciami. Odebrałam go bardzo... osobiście. Sama mam w pobliżu, w trzech kierunkach, nie licząc południowego, dużo terenów zielonych. Na południu też, ale sporo dalej. I dookoła kilka takich urokliwych uliczek. Szczególnie jedna mi się podoba, pięć minut drogi ode mnie. Jest zabudowana niewielkimi starymi bliźniakami, każdy z małym ogródkiem, i można tam znaleźć prawie wszystko: magnolie, czereśnie, bzy, jaśminy, piękne róże, wysoką brzozę, o kwiatach sezonowych nie wspominając. Przechodząc ta uliczką marzyłam zawsze o zamieszkaniu w takim domku. I o pokoju na poddaszu, ze skośnym sufitem i koniecznie oknem dachowym. A często tamtędy chodzę, bo przy tej ulicy mieszka moja siostra, jak na ironię, w jednym z dwóch domów wielorodzinnych, bez ogrodu. Choć widać, że kiedyś była to po prostu duża willa z ogrodem, bo z tyłu domu rosną jeszcze drzewa owocowe (niestety nędzne, zaniedbane resztki) wśród których ludzie robią sobie parking. Lokatorzy od lat walczą, żeby to uniemożliwić. Postawiono, owszem, znak zakazu wjazdu, ale nie jest przestrzegany.
    Cieszę się, ze Biskupin zachował się tak pięknie. Mam nadzieję, że jeszcze długo taki pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie ja jedna snułam marzenia o domu, tym jedynym domu... :)

      Usuń
  29. Zgadzam się na spacer trasą ze zdjęć, gdy/jeśli znów będziemy we Wrocku. :) Ale tym razem piechotką, a nie samochodem, o!

    :**

    OdpowiedzUsuń
  30. Wczoraj wieczorem Orange miało jakąś awarię we Wrocławiu i okolicach, tak że przepraszam za brak odpowiedzi na komentarze. :(

    OdpowiedzUsuń
  31. ojojoj, ja dopiero tu dolecialam, no bo nowy turnus, hrehrheh

    i co za kontrast, usmiech mi z pyska nie schodzi, a lzy leca po w/w pysku. dziekuje Ci za ten post! Chodzilam z Toba po naszych wspolnych katach. Noakowskiego JEST magiczna ulica....a wiesz, ze tam jest plomba? po stronie odrzanskiej, jak bylam mala brakowalo domu, wiec zzbudowano m/w identyczny do sasiednich, no , podobny stylowo etc...i jak ten dom byl budowany - na malym stoku one stoja, z ulicy jest parter, ktory z tylu jest 1. pietrem...tam z tego 1. jak rowniez 2. skakalam z nasza banda na gore piachu z pustych jeszcze okien.....nawet nie warto komentowac jakiegos tam braku zdrowego rozsadku czy czegos tam....jeszcze raz Ci dziekuje, strasznie wazne dla duszy sa takie wpisy.....czy ja Ci mowilam, jak z miasta wracalam taksowka i z kierowca rozmawialismy o starych katach i zartowalismy sobie. I tak od Hali Ludowej mowilismy - a to to.... a tu to ja w roku....i ja mowie - ooo, tu, to mnie fatygant oblapial, bo pod drzewem bylo ciemno, a tu ukradlismy butelke mleka wracajac do domu 0 5 rano, a o tu, plulam na samochody z kladki olo Hali, ooo, a tu to uciekalysmy przez okno.....i tak dalej. Dojechalismy do Orlowskiego i poprosilam go, zeby mnie wysadzil na rogu, pojde sobie piechota przez wspomnienia...a on lypnal i mowi - tiaaaaaa, jak juz tradycja i wspomnienia, to trzeba flaszeczke i nad Odre, hrehrehrhehrherhehrh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) i mnie wzruszyłaś tym komentarzem, łza mi się szkli w oku...
      Ileż i ja mam wspomnień związanych z tymi miejscami!
      Wracałam tamtędy ze szkoły, znałam każdy dom, każdy krzak, każde ptasie gniazdko.
      Na Orłowskiego wyrwałam kotu z paszczy szpaczka i potem udało mi się go wykarmić!
      Pora była deszczowa, a ja w pelerynie chodziłam po chodnikach, schylałam się i myk dżdżownicę do słoika (bo pełno ich było na mokrych chodnikach - teraz już tak nie ma, nie wiem czemu) aż nie uzbierałam prawie całego litrowego słoika! Szpaczek cwaniaczek, który siedział luzem na klatce z kanarkiem, wskakiwał na brzeg słoika i zajadał. Wciągał te dżdżownice jak spaghetti! Aż któregoś dnia podczas nauki latania... odleciał. Płakałam. :)
      Ech, to tylko jedno wspomnienie i może nie na temat, hrehre...

      Usuń
    2. ciekawe, w ktorym miejscu na Orlowskiego, bo vis a vis nas mieli cos 5 czy 6 kotow i te cholery sciezke zdrowia sobie wydeptaly przez nasz ogrod...co ja sie nameczylam, zeby je permanentnie odstraszyc!! Szpaczki sa cudne!! Udalo Ci sie uratowac ptaszka....

      w ogole Biskupin to taka oaza normalnosci od X lat...

      Usuń
    3. Nie, nie naprzeciwko ciebie. Bliżej Olszewskiego, po lewej stronie chyba trzeci dom. Jaka ja byłam przejęta! Nie poszłam do szkoły tego dnia. Myślę, że to rodzaj cudu, że temu szpakowi się udało. :)

      Usuń
  32. Tyle już lat nie byłam na Biskupinie. Wiele lat temu przez parę miesięcy mieszkałam tu, bo nie dostałam się do akademika.Właśnie w takim małym domku. Miałam pokój maciupeńki. Wchodziła do niego tyko szafa, leżanka , stoliczek i jeno krzesło.Dwie osoby, to był tłok.Ach,...! No to miałam u Ciebie spacer sentymentalny:)

    OdpowiedzUsuń
  33. A ja dziękuje po prostu za sympatyczny, spokojny spacer :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Fajnie miejsce na spacer;)
    I jaka woda czysta,
    A ja się skansenu w Biskupinie spodziewałam;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziwne, ale sobie uświadomiłam, że nigdy nie zwiedziłam Biskupina. Dziwne, ponieważ wałami często się jeździło, spacerowało, raz nas tam nawałnica złapała i stare dęby rzucały w nas gałęziami. Nad rzeką z kocykiem się leżało. Ale sama dzielnica skryta w cieniu zieleni wydawała mi się zawsze taka trochę tajemnicza i nie dostępna, tak więc my tylko zawsze dookoła, skrajem. Muszę kiedyś nadrobić, jak będę w okolicy :), bo zwiedzanie Wrocławia, to takie moje hobby. Pięknie tam u was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hobby bardzo ciekawe :) Pozdrowienia dla panny Migotki - śliczne imię dla kota :)

      Usuń
  36. Gosiu, poplakalam sie. te uliczki, ten klimat, pewien dom, ogrod, lampa w oknie...tesknie za M.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...