piątek, 12 września 2014

O nieudanej adopcji Janka

Wszyscy bywający Za Moimi Drzwiami znacie historię Janka. Wiecie, skąd się wziął, jakie były moje co do niego wątpliwości, co mi doradziliście w jego sprawie i że wrócił z pierwszej, bardzo nieudanej, adopcji od Moniki z N. 

Chciałam tej sprawy nie piętnować, naiwnie sądząc Monikę swoją miarą. Myślałam, że nie dość, że cierpi po ugryzieniu, to się wstydzi swojego postępowania. Nie chciałam jej dobijać. Czemu swoją miarą? Bo ja się tej adopcji wstydzę. Bardzo. Wstydzę się dwóch rzeczy: że mimo iż się poznałam na człowieku, przełknęłam kilka gorzkich uczuć, złych przeczuć i nie zrezygnowałam. Wstydzę się też, że dałam się bezczelnie naciągnąć.

Nie zamieściłam na blogu powodu powrotu Janka do nas, aby nie oczerniać Moniki, nie chciałam, aby była oceniana publicznie.

Jednak istnieją granice hipokryzji i bezczelności, i te właśnie ww. Monika przekroczyła, pisząc wczoraj  (w odpowiedzi Anonimowemu A) paszkwil w komentarzu na moim blogu. Paszkwil, w którym zupełnie pominęła swoją rolę. 

Wersja skrócona wydarzeń: kot pojechał do Moniki do N., a ona mimo zapewnień, że zna się na kotach i mimo moich licznych ostrzeżeń, że kot jest bojaźliwy i lękliwy, i że potrzebuje czasu na aklimatyzację, wzięła go zestresowanego i przestraszonego (o czym sama mi pisała) w drugim dniu pobytu u niej na ręce i wyniosła na podwórko, gdzie biegał duży, ruchliwy, szczekający wilczur. Janek się okropnie przestraszył (nic dziwnego, nie znał ani osoby, ani domu, ani otoczenia, ani psa) i zaczął się wyrywać, Monika chciała go utrzymać, a to dorosły, silny kot, i pogryzł jej dłoń. Lekkomyślność zakończona tragicznie dla Moniki. 

A teraz po kolei. 

Uprzedzałam kilka razy w korespondencji i w widocznym parę dni temu poście, że Janek jest kotem delikatnym, bojaźliwym, przesłałam Monice jeszcze raz tekst ogłoszenia, mimo że pisałam o tym już w TYM poście, że Janek na początku miauczał, że chciał wyjść, że trzeba osoby cierpliwej i mądrej, która będzie go pomału oswajać.

Wszystko to było przyjmowane z zarzutem braku zaufania i powoływaniem się na 40-letnie doświadczenie z kotami.

Następnego dnia na czacie Monika poinformowała mnie, że nie stać jej na kolejnego kota, mimo to marzy o Janku i koniecznie pragnie go mieć, więc prosi mnie o wsparcie na pierwszy miesiąc. Zaniepokoiło mnie to, ale po wewnętrznej walce zgodziłam się i zrobiłam jej zakupy w Zooplusie. Między innymi kupiłam tam 25 l. żwirku. Piszę o tym tylko dlatego, że zostałam oskarżona o pazerność w kontekście tego właśnie zakupu.

Potem były jeszcze kolejne nieprzyjemności w rozmowie, bowiem za założenie czipa Jankowi i zarejestrowanie go w ewidencji na dane Moniki, na mój koszt, zostałam przez nią opieprzona i potraktowana z góry, choć spodziewałam się raczej podziękowania - w końcu za swoje pieniądze zabezpieczyłam jej kota.

I to przełknęłam, głupio mi było odkręcać sprawę.

Zapewniliśmy także transport kotka i Robert zawiózł go Monice - 60 km.

Kolejnego dnia dostałam potwierdzenie, że kot jest, że jest delikatny, ale że się boi, jest zestresowany i prawdopodobnie chce wyjść na dwór. Uprzedzałam Monikę o tym i już wcześniej kilkakrotnie prosiłam o cierpliwość w oswajaniu.

Kolejna wiadomość od Moniki to przykra informacja, że kot boleśnie ją pogryzł. Ponieważ jestem osobą emocjonalną, a za nic nie chciałam powiedzieć czegoś niewłaściwego, poprosiłam Roberta, żeby zadzwonił i dowiedział się, co się stało.

Okazało się, że Monika wzięła zestresowanego i wystraszonego kota na ręce i wyniosła na podwórko, gdzie biegał jej duży pies. Pies ten musiał być wiązany na czas przejścia Roberta do domu i z powrotem do furtki, a w międzyczasie stał przy okienku piwnicy (do której został zaprowadzony Robert z Jankiem) i szczekał.

Janek się bardzo wystraszył, ona chciała go przytrzymać i kot wyrywając się, ugryzł ją w dłoń. Boleśnie i mocno. Ugryzienie kota jest groźne, paprze się przeważnie, boli. To poważna sprawa.

(Agresja kota wobec opiekuna jest najczęściej spowodowana silnym zdenerwowaniem, strachem lub bólem, kot nie panuje nad tym i może ugryźć lub podrapać – to dość podstawowa  wiedza o kotach.)

Kiedy Robert się tego dowiedział, od razu zadał pytanie, czy ona rezygnuje z adopcji. Nie, nie rezygnowała. Robert też poradził jej jechać natychmiast na pogotowie.

Wieczorem dostałam telefon, że jednak rezygnuje, bo nie ma gdzie Janka izolować, bo ma zwierzęta. Pisałam wiele razy, że jego trzeba pomału przyzwyczajać, bo się boi, że trzeba go trzymać w osobnym pomieszczeniu jakiś czas.
Tu pretekstem była wścieklizna (jakby nie było jasne, dlaczego ugryzł). Od razu rozumiałam, że to taka wymówka kobiety, która nie ma odwagi przyznać się do błędu. Nie drążyłam, nie powiedziałam słowa o jej zachowaniu, obiecałam, że na następny dzień z rana kot zostanie odebrany, dodałam, jak mi przykro z powodu tego, co się stało.

Moja ostatnia wiadomość w dniu odebrania Janka brzmiała:

*Moniko, napisałam do Zooplusa i chyba uda się jeszcze przekierować drugą paczkę. Tak że daj Robertowi tylko żwirek, nie zapomnij książeczki zdrowia - to najważniejsze, i tabletki. No i napisz mi, o co chodzi z tą wścieklizną. Co mam zrobić za 8 dni. Gdzie zgłosić itp. Wiadomo przecież, że kot nie jest wściekły, tylko się zwyczajnie bardzo przestraszył, ale jak rozumiem, procedurę trzeba zachować.

Niestety od tej chwili Monika przestała odbierać telefony, nie odpowiedziała na SMS, usunęła mnie ze znajomych na FB. Za to na scenie pojawiła się jej mama, która napadła na moją niczemu niewinną i nieznającą sytuacji wetkę z pretensjami, a potem rzuciła słuchawkę.

Ja od razu zajęłam się sprawami formalnymi. Mimo że to powinno należeć do właścicielki kota, którą stała się Monika w momencie podpisania umowy adopcyjnej, od razu zorientowałam się w procedurach i natychmiast, jak to było możliwe, zawiozłam kota do Powiatowego Lekarza Weterynarii na obserwację. Kiedy więc nazajutrz Monika nasłała na mnie sanepid z N. i wrocławski, kłamiąc, że nie ma ze mną kontaktu (a sama nie odebrała telefonu), ja mogłam już wytłumaczyć miłym paniom, w czym rzecz i przedstawić odpowiedni dokument.

Mimo że nie było w ostatnich dwudziestu latach w woj. dolnośląskim przypadku wścieklizny wśród kotów i lekarz popatrzył tylko na Janka, musimy jeździć z nim jeszcze na kontrolę, co oczywiście doprowadzę do końca.

Tymczasem Janek śpi ze mną nocami, wycałowuje mnie, tuli się do Roberta, żyje w zgodzie z Rufim i wszystkimi kotami, jest kochany, spokojny i cichy.

Pies Moniki spuszczany był natychmiast, jak tylko Robert wychodził za furtkę, zaczynał biegać wzdłuż płotu tam i z powrotem, głośno szczekając. To nie spokojny Rufi. Monika wielokrotnie pisała na FB o swoim nadpobudliwym psie, a mimo to poszła do niego z płochliwym Jankiem...  

Na koniec odpowiem jeszcze na paszkwil Moniki, w którym ani słowa na temat, dlaczego ją kot pogryzł, nie znajdziecie. Jest tam za to kupa kalumnii i oszczerstw. No cóż, taka osoba. 

Moje odpowiedzi są wytłuszczone, jej słowa nie. Pozostanę przy trzeciej osobie, bo tak do mnie zwraca się moja była koleżanka. Już nie jesteśmy na ty. 

***

Tak anonimowy, kotek znalazł dom u mnie.
Szybko się jednak okazało, że kot wymaga socjalizacji,

Po pierwszym dniu? Doprawdy!

jest ciężko wystarszony a dojście do równowagi może zająć kilka miesięcy. 

U mnie dojście do równowagi zajęło kotu tydzień. To fakt. 

Wątpię by kiedykolwiek był bezdomny, raczej został złapany i nie miał możliwości powrotu do rodzinnego domu, za którym chyba strasznie tęskni. 

A wcześniej pisała, że ma nadzieję, że właściciele się nie znajdą! Historia Janka jest ogólnie znana. 209 osób przeciwko jednej zagłosowało za szukaniem mu domu. 

Nie do końca wiadomo ile Janek ma lat. Mi przed adopcją podawano wiek 4 lat, teraz czytam że jest rok starszy, weterynarz w książeczce, kórą otrzymałam wraz z kotem jego wiek ocenił nawet na lat 7, nasz tutejszy lekarz stwierdził, że kot może być jeszcze starszy.

W książeczce jest napisane 4-6 lat. Ja zawsze piszę prawdę o kotach. 
Z naszej korespondencji.
Ja: Kotek ma zrobione testy na FIV i FeLV, są ujemne! Jest zdrowy! No i musisz wiedzieć, że wiek jego jest określony orientacyjnie. Szykuję ci książeczkę, więc od razu piszę.



To przemiłe zwierzę, ale jak pisałam wcześniej, wystarszone. Ze wzg. na wiek jego aklimatyzacja może nigdy w pełni się nie udać.

A kuku, już się udała! Mądra osoba poradzi sobie z tym w parę dni. To kochany kotek, spokojny i zrównoważony.



Do tego trzeba zaznaczyć, że kot będzie próbował uciec, więc przez pierwsze miesiące wypuszczenie go na balkon, ogródek, uchylenie okna będzie wysoce ryzykowne. Proszę również nie próbować wyprowadzać go w szelkach. Kot nie potrafi w nich wychodzić i dostaje ataków paniki.Pomimo sugestii..heh.

Tyle razy o tym pisałam! Oczywiście, że nie wolno go wypuszczać za wcześnie, głównie dlatego, aby się nie przestraszył i znów nie zaginął. No i kto powiedział, że kot umie chodzić na szelkach? Nie było to sprawdzone, trzeba go najpierw nauczyć. 

Mało tego , kot powinien teraz być poddawany obserwacji weterynarynej w kierunku wścielizny. Taki wymóg, darmowy całkiem, a mimo to babka z sanepidu wkoroczyć musiała, bo mimo ustnej umowy, pani MAŁGORZATA nie powiadomiła mnie gdzie obserwacja się odbywa. 

Nikt nie musiał wkraczać. Wszystko załatwiłam. Za Monikę. To jej kot, na mocy umowy adopcyjnej, ją pogryzł. Wprowadziła w błąd dwa sanepidy, że nie ma ze mną kontaktu. W rzeczywistości to z nią nie było. Pani Teresa z n... sanepidu obiecała zawiadomić ją, że wszystko jest w porządku. Zrobiła to. Po co to naginanie prawdy?



Ale twardo szuka nowego domu.

Oczywiście, że tak. Kot nie może płacić za jej błąd. Kot jest cudowny. To nie jego wina, tylko Moniki. 

Prawda jest taka że prawie amutowano mi dłoń. Wymaz jest paskudny, bo kot ma zębiska przerośniętne, i w ślinie poza Micrococcus dzierży pałeczki ropy błekitnej. 

Przerośnięte? Jak bóbr? Powinien je sobie ścierać? Niestety i tu nie ma racji. Kot ma zdrowe zęby, jak to kot w sile wieku (4-6 lat, nie staruszek), a w ślinie każdego kota jest mnóstwo bakterii. Dlatego koty mają zakładane kubraczki czy kołnierze, aby nie lizały rany i nie zakażały jej. Taka znawczyni powinna to wiedzieć. 

Oznacza to i li tylko, że po dwóch dniach z Jankiem przyjmuje co 8 godzin maskaryczne dawki antybiotyków. Domięśniowo i dożylnie, a gdyby Małgorzata chciała zaprzeczyć, mam na to papiery. 

Dlaczego miałabym to robić? Nie jestem Moniką, aby naginać rzeczywistość na swoje potrzeby. To nie dwa dni z Jankiem jej zaszkodziły, tylko jej bezmyślne postępowanie. Dlaczego o tym nie wspomniała? Aha, wstydzi się pewnie. To rozumiem.

Na leczenie już dzisiaj straciłam jakieś 800 zł. Dwukrotnie cięto mi rękę, skalpelem i na zywca, by pozbyć się ropy. Groziła mi sepsa, ponieważ jednak brałam tzw delbetę, powoli dochodzę do zdrowia. 

To, jak rozumiem, jest moja wina? Ja wzięłam zestresowanego kota do psa na podwórko? Nie ma wątpliwości, że to jest poważna sprawa, bardzo przykra, tragiczna. Współczuję jej i od pierwszej chwili współczułam. 

I czytam jaka to ta pierwsza adopcja nieudana..I jak to dobrze, że traumy u mnie nabrał ten kot. I wiesz, szlag mnie trafia, że choć nie liczyłam na przepraszam, to jeszcze obrabiają mi dupę.. 

Popatrzcie, ja też nie liczyłam na przepraszam, choć należy mi się za jej manipulacje, niewłaściwe postępowanie z powierzonym jej kotem, narażenie go na zaginięcie i kolejną bezdomność. Kotem, którego bardzo dobrze przygotowałam: pierwsza socjalizacja (bardzo udana), szczepienie, odrobaczenie, usunięcie kamienia nazębnego, wyleczenie z zapalenia dziąseł, odpchlenie, testy na fiv/felv - ujemne, czipowanie + wyprawka! Nie liczyłam na przepraszam, bo już się na Monice poznałam. Tylko dlatego.

Bo przepraszam nie padło,

Ciekawe, co miałoby być powodem moich przeprosin... Czy któraś z tych rzeczy, które przed chwilą wymieniłam? 

za to pani Małgorzata na wieść, że mam skierowanie na oddział zakaźny napisała mi esa, że mam żwirek dla kota zwrócić. Taka empatyczna z niej bestia..

To kłamstwo. Kolejne. *SMS do Moniki zacytowałam wyżej. Napisałam go rano, gdy Robert jechał po kota. Nic nie wiedziałam o skierowaniu na oddział. Kiedy Robert odbierał Janka, Monika była w domu. Grała swoją rolę zagubionej kobiety, która rozumie, co zrobiła. Dwulicowa osoba. 
Rozumiem, że po tym wszystkim chciała sobie przywłaszczyć 25 litrów żwirku... Trzeba było. Na pewno bym dała spokój, bo nie chcę mieć z nią nic wspólnego

***

Historia jak powyżej mogła się zdarzyć każdemu. Nie każdy by jednak pisał paszkwile na blogu osoby, która wiele zrobiła dla sprawy, która kota wyposażyła, wyszykowała, której mąż go zawiózł (60 km), a potem zaraz zabrał, która zajęła się formalnościami - wiadomo, że niepotrzebnymi. Nie każdy pominąłby całkowicie swój udział w tragedii. To, że cierpi, cierpiała, nie upoważnia jej do tego. Nie pozwolę też szkodzić kotu. Powtarzam, że to nie jego wina, że go śmiertelnie wystraszyła.

Powtarzam, tym razem bezpośrednio: nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie jesteś tu mile widziana. 

Wszystkich bywalców przepraszam, że narażam ich na taki nieprzyjemny post. To pierwszy raz Za Moimi Drzwiami. Nie chciałam ruszać tej sprawy, aby nie robić przykrości Monice, jednak nie pozwolę się opluwać, to chyba jasne. 

PODPIS

Niestety, ponieważ wyjeżdżam, muszę włączyć moderację. Jola będzie miała sprawy pod kontrolą, a i ja wieczorem zajrzę.

Errata - w związku z komentarzami na FB: 

Sprawa dzwonienia urasta do jakiegoś najważniejszego punktu tego przykrego zdarzenia. Że ja nie zadzwoniłam do pani Moniki z informacją, u jakiego lekarza był kot. Tak jakby ta informacja miała uratować jej życie czy wyleczyć. Otóż kot, jak tylko to było możliwe, czyli następnego dnia rano (bo oni przyjmują rano, potem jadą w teren), znalazł się u Powiatowego Lekarza Weterynarii (a nie u mojej lekarki wet, nie każdy ma uprawnienia do takich rzeczy - tego wszystkiego trzeba się było dowiedzieć, taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz). Kiedy wróciłam z nim do domu, dostałam SMS od pani Moniki z suchą treścią: proszę zadzwonić na nr, i tu numer. Zaraz tam zadzwoniłam i wyjaśniłam pani z sanepidu, bo to był nr do sanepidu w N., że kot jest poddany obserwacji, wysłałam jej też skan dokumentu. Pani z sanepidu obiecała powiadomić o tym panią Monikę, co zrobiła. Uznałam, że ja nie mam już po co dzwonić - przecież osoba zainteresowana została powiadomiona, właściwy urząd też. W tym samym czasie co do mnie przyszedł SMS do mojego męża i on od razu oddzwonił do pani Moniki. Nie odebrała. 
Wszyscy czekali na ten telefon, tak jakby wierzyli, że kot pogryzł, bo jest wściekły. Robienie z tego afery, że ten telefon był tak strasznie ważny, jest odwracaniem uwagi od istoty problemu. Zrobiłam wszystko, co trzeba, tak szybko, jak mogłam. Sprawa pogryzienia jest ogromnie przykra, bolesna i nieprzyjemna, bardzo mnie martwi. 

To nie ja rozpoczęłam tę aferę, tylko pani Monika, która na moim własnym blogu przyszła mnie szkalować i pomawiać, szkodząc mnie oraz kotu. 

Ostatni też raz cytuję SMS w sprawie żwirku, który tak bardzo was uwiera: 

"Moniko, napisałam do Zooplusa i chyba uda się jeszcze przekierować drugą paczkę. Tak że daj Robertowi tylko żwirek, nie zapomnij książeczki zdrowia - to najważniejsze, i tabletki. No i napisz mi, o co chodzi z tą wścieklizną. Co mam zrobić za 8 dni. Gdzie zgłosić itp. Wiadomo przecież, że kot nie jest wściekły, tylko się zwyczajnie bardzo przestraszył, ale jak rozumiem, procedurę trzeba zachować."

Nie dostałam na niego odpowiedzi. Tę samą wiadomość wysłałam na czacie FB - też bez odzewu. 

Zdaję sobie sprawę, że mogłabym tak tłumaczyć się bez końca, a i to by nic nie dało, bo sprawa żwirku, który przecież z dobrej woli kupiłam z zamiarem dania go pani Monice, przesłania wszelkie logiczne argumenty. To ostatnie moje tłumaczenie w tej sprawie.

Za wsparcie dziękuję, ale już koniec z tą sprawą. 
Z mojej strony. 





129 komentarzy:

  1. Gosiu, całym sercem jestem z Tobą, Julita

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdarzają się nieudane adopcje, nie wszystko da się przewidzieć niestety...
    Też takie przypadki miałam.
    Dobrze,że szybko zareagowałaś i zabrałaś kota.
    Nawet nie wiem o jaką Monikę chodzi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu więcej pisać SZOK !!!!! Niestety sa ludzie którzy za żadne skarby nie są w stanie przyznać się do winy - choćby to była ewidentnie ich wina, tylko szukają winnego gdzies indzies. Dziś Gosiu padło na Ciebie - chciałaś dobrze a przez tą się pożal Boże Monikę tylko biedny Janek nabawił sie traumy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że w powyższej sytuacji Janek jest u Ciebie.
    Ja osobiście na ręku mam 8 cm gruba bliznę i nikogo za to nie winię.
    Na głowę śpiącej Daisy skoczył , dla zabawy, Elton. Ona na wpół przytomna zerwała się do ucieczki - ja byłam jaj na drodze, a to duży, ciężki kot.
    Moje koty nie mają w sobie ani odrobiny agresji. Znam je od kocięcia. A jednak do wypadku doszło. Tak bywa jak sie ma zwierzęta....
    Agnieszka z Żyrardowa

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo Ci współczuję tej trudnej sytuacji, ostrożnie podchodzę do blogowych znajomości po wielu trudnych doświadczeniach a przykre jest to, że tutaj ucierpiałaś i Ty, i zwierzę. Przyzwoity człowiek raczej powinien zwrócić Ci koszty leczenia i czipowania, skoro ktoś decyduje się na adopcję to i musi zdawać sobie sprawę. że kot kosztuje. Tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Straszne! Bardzo mi przykro Gosiu, że spotykają Cię tak nieprzyjemne rzeczy. Ciebie, uosobienie dobra, empatii i ciepła. Ludzie bywają nieprzewidywalni. Okrutni i bezmyslni. I w życiu i na blogach. Coś o tym wiem i wyobrażam sobie, jak Ci smutno, gorzko, boleśnie...
    Odpocznij po tym wszystkim. Gdzieś, otoczona bliskimi, rozumiejącymi Cię ludźmi. W ciepłe, ciszy i atmosferze akceptacji. Albo na łonie natury. Zresetuj się. Odetchnij. A potem wracaj i rób swoje. Bo warto! Bo jesteś jedyna i niepowtarzalna. Bo potrafisz cuda czynić.
    Gorące uściski i serdeczne myśli Ci zasyłam, wierząc, że choć teraz czujesz się fatalnie, to już wkrótce będzie wszystko dobrze! Bo mimo swej wrazliwosci jesteś przecież bardzo silną osobą!******

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w szoku i właściwie nie wiem co napisac, bo brak mi słów na takie zachowanie!!! Niestety tacy ludzie potrafią mydlić oczy... Pewnie chciała wziąć pluszaka a nie zywego kota!
    Ja też zostałam ugryziona przez kotkę ze złamaną łapką i fakt, goiło się to długo i było dość bolesne, ale wystarczyła maść z antybiotykiem. I chociaż to był kot znaleziony na podwórku nawet nie pomyślałam o wściekliźnie, bo takowa w zasadzie nie zdarza się w mieście w tych czasach!!!
    Gosiu, dobrze, że to wszystko napisałaś!
    Najbardziej mi żal Janka w całej tej sytuacji... Przykre jest to, że Monika kotem przejęła się najmniej... Życzę mu żeby w końcu trafił do kochającego domu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przykra sprawa. Oczywiście współczuję Monice problemów zdrowotnych, ale sama jest sobie winna. Tu pozwolę sobie również na malutką złośliwość: Monice to chyba wcześniej rozum amputowali !.Małgorzato ! są ludzie i parapety ................ i każdy kiedyś trafi na taki parapet , więc rób swoje , bo to co robisz dla zwierzaków budzi mój szacunek :-) Pozdrowienia i głaski dla wszystkich Waszych sierściuchów :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam i oczom nie wierzę. Podłość ludzka nie ma granic. Dobrze, że o tym napisałaś, Gosiu na blogu.
    Mam nadzieję, że Janek znajdzie normalnych opiekunów, a Ty spokój.

    OdpowiedzUsuń
  10. długo się nie odzywałam chociaż każdy Twój post Gosiu czytam... każdego dnia wchodzę i czekam na jakiekolwiek info o Kajtusiu...
    no... ale teraz się odezwę bo inaczej się uduszę...
    nie bardzo rozumiem... dlaczego po ugryzieniu... ktoś od razu myśli, że kociak ma wściekliznę...
    koty bardzo ale to bardzo rzadko mają i roznoszą wściekliznę... jest to znikomy procent

    dwa dni temu... dochodzący od niedawna do mnie kociak... ugryzł mnie... tak ugryzł, że słabo mi się zrobiło... dwa zęby wbite konkretnie w skórę a do tego zanim mnie ugryzł... złapał a raczej wbił pazury obu łapek w moją rękę... ból niesamowity... dlaczego to zrobił... ano dlatego... że na posesji był inny niesterylizowany kocurek którego dokarmiam i wtrąciłam się w kocie przepychanki...
    do głowy mi nie przyszło, że Kropek ( bo tak go nazwałam ) może mieć wściekliznę... zresztą dawno temu pytałam się veta, który powiedział, że koty raczej na wściekliznę nie chorują... są to tylko sporadyczne przypadki...

    co zrobiłam z ręką... po prostu nic... poszłam i umyłam pod bieżącą wodą...
    a Kropek... bał się tego co zrobił ale... wczoraj przyszedł i... nocował u mnie garażu...

    tak sobie myślę... że być może OSOBA, która adoptowała Janka może chciała jeszcze kasę wyłudzić od Ciebie za pogryzienie ? takich ludzi też znam

    głowa do góry Gosiu... olej takich ludzi...
    a mówiłam Ci... ? są ludzie i taborety... hihi
    buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam Joanno ...
      Takie wypadki się zdarzają nawet właścicielowi kota - to zależy od wielu czynników. Tak było u mnie jak córka robiła zastrzyk jednemu z kotów , a drugi niby słodziak zaatakował ją zębami i pazurami . Bronił kolegi !
      Nie jedna karmicielka została pogryziona przy próbie złapania i pomocy kotu i jakoś ich to nie zraziło , robią to nadal ...
      Ta osoba poniosła konsekwencje swojego złego podejścia do tematu i tyle.

      Uściski Gosiu dla Ciebie i Janka :-)

      Usuń
  11. Co za niepoważna, bezmyślna i kłamliwa bestia :))) oczywiście Monika!!!! ...jak dobrze że Janek tam nie został, na pewno miałby stresujące życie, a taki z niego cudny kociak, pozdrawiam ciepło:)
    ps. bardzo delikatnie wypowiadałaś się o Monice, ja chyba walnęłabym z grubej rury... :)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. przykro czytać.... :(
    szkoda Janka i szkoda Was bo to kolejny stres, a przecież ostatnio macie niełatwy czas :(
    niech ta nieudana adopcja utonie w rzece udanych! na tym spróbuj się skupić ...
    Pozdrowienia dla Was wszystkich :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Wez plun przez lewe ramie, odpocznij. Twoje sumienie jest czyste i tylko zadra w duszy zostala (ale i to da sie zalatwic, nie bedziesz miec zaropialej duszy wymagajacej chirurgii). ALE kotek jest bezpieczny, mam nadzieje, ze ugryzienie tej pani nie zaszkodzilo mu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Monice zaropiałej duszy nie wycięli tym strrrasznym skalpelem.

      Usuń
  14. Kochana Gosiu! Bardzo to jest przykre i nawet trudno sobie wyobrazić przez co przeszedł Janek i ile musiało to Ciebie kosztować zdrowia.Podłość ludzka nie zna granic.Pisałam już że z chęcią przygarne Janka ele bardzo się boję że mój dom nie jest odpowiedni dla niego.Środek lasu ,3 kocurki w różnym wieku i 2 psy które lubią poszczekać lecz nie są agresywne w kontaktach z kotkami.Jednak ta ogromna przestrzeń może być przerażajaca dla takiego kotka no i jeszcze wnuki które czasami potrafią być niesforne i za wszelkką cenę chcą głaskać i przytulać.Czasu mam dużo i miłości dla zwierzaków oraz cierpliwości ale nie wiem czy to wystarczy.Trzymaj się bo całym sercem jestem z Tobą.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to,że tej zacnej damie amputowano prawie nie rękę a szare komórki i to nie prawie a całkowicie.Biedny maluch,taki stres przez kretynkę.Szkoda mi zwierzaków,które posiada,z taka osobą to cięzkie zycie. Jak to trzeba uważac nigdy nie wiadomo co tak naprawdę kryje się w człowieku.
      Mieliście prawdziwego pecha i mnóstwo niepotrzebnych przykrości. Współczuję!

      Usuń
  15. Ta osoba ewidentnie chciała wyłudzić jakieś pieniądze. Biedny kotek Janek. A najbardziej wkurza mnie, że tak potraktowała Ciebie. Jesteś cudowną osobą o wielkim sercu i empatii. Po prostu brak słów. Gosiu trzymaj się i nie przejmuj my przecież kochamy :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Gosiu, jestem oburzona, że ktoś taki wtargnął w Twoje życie i tak potwornie namieszał. Jeżeli ta osoba czyta komentarze to mówię wprost - won stąd, nie istniejesz dla nas.
    A Ty Gosiu odetnij się od tego zdarzenia i postaraj się nie wracać do niego. Nie jest wart Twojej osoby. Serdecznie Cię pozdrawiam. Marysia

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo nieprzyjemna sprawa. A na głupotę, jak wiesz, lekarstwa jeszcze nie wynaleziono. Szkoda słów na tę "panią". Bardzo dobrze, że o tym napisałaś. Jak było wszyscy wiemy. Tajemnicy nie było. Oczywiście, że dobro kota jest najważniejsze. I też mam nadzieję, że ugryzienie tej pani Janku nie zaszkodziło !

    OdpowiedzUsuń
  18. O rany! Kiedy pisałaś o wypadku Moniki, to ja naiwnie myślałam, że chodzi o jakiś poważny wypadek, komunikacyjny na przykład, że ona leży unieruchomiona w szpitalu, a potem może będzie jeszcze długo dochodzić do zdrowia, a na dodatek nie może mieć wymarzonego kota... Bardzo jej współczułam i życzyłam szybkiego wyzdrowienia... Wszystko odwołuję!!! Nie będę jej źle życzyć, bo nie mam takiego zwyczaju. Ale niech ją pogryzie teraz jeszcze sumienie! Choć raczej należy się spodziewać, że wszystko spłynie po niej jak woda po gęsi i na dodatek wciąż będzie próbowała się wybielać Twoim kosztem.
    Znam Twój stosunek do zwierząt, wiem ile potrafisz dla nich poświęcić; po tylu udanych kocich adopcjach bzdurą jest posądzanie Cię o to wszystko, o czym mówi Monika. To całkowicie nielogiczne. Niestety, wszechobecny egocentryzm zabija w ludziach poczucie tego, co dobre i właściwe. Na pierwszym miejscu jest wielkie JA, a potem długo, długo nic. Wszystko się chce mieć na własność według własnych wyobrażeń; rzeczy, dzieci, partnerów, zwierzęta, a jak coś nie pasuje, to zwierzę się oddaje (w najlepszym przypadku!), a np. z mężem bierze się rozwód. I nie ważne ile się przy tym narobi szkody, najważniejsze jest własne dobre samopoczucie. Taką postawę obserwuję coraz częściej. Szczególnie boli mnie ta tendencja wśród ludzi młodych (a Monika, jak rozumiem, jest raczej młoda), choć w ogóle jest coraz powszechniejsza.
    Ale się rozpisałam! Dość już więc tego filozofowania. Dodam tylko, że w moich oczach jesteś czysta jak łza.
    PS. Sreberka cudne, wczoraj nie miałam czasu pisać komentarzy.
    Mocno przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślałam dokładnie tak samo o tym wypadku, choć mocno się burzyłam, bo przecież wszyscy chorujemy, miewamy wypadki i różne nieszczęścia i zwierząt z tego powodu nie oddajemy, ale nic nie pisałam nie chcąc tu robić zamieszania. Dodam, że strasznie mnie "ciągnął" ten kot, ale niedługo wyjeżdżam do sanatorium więc rozum musiał wziąć górę nad sercem.

      Usuń
  19. Ludzka bezmyslność jest porażajaca.Nie stać mnie na kolejne zwierzę,nie mam cierpliwości,warunkow - nie biorę.Bo to nie maskotka,a żywe stworzenie.Znam przypadek,gdzie "państwo" wyrzucili kotka po kilku dniach,bo ich syn musi się uczyć, a nie bawić z kotem:(( Inni kupili dużego owczarka do blokowego mieszkania,bo dziecko chciało.Ech,szkoda mówić.Niczemu nie jestes winna,Gosiu.Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Brak słów! :(
    Jest mi bardzo przykro, że przeszłaś tyle przykrego z powodu tej adopcji. I to w czasie gdy stresów Ci nie brakuje... :( Absolutnie nie rozumiem takiego zachowania tej pani. W głowie mi się nie mieści...
    Mam nadzieję, że to pierwsza i ostatnia taka sytuacja!

    Udanego wyjazdu :) wypocznij(cie) :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Przykra historia..., natomiast przyznam, że niektóre sformułowania Pani Moniki nawet mnie rozbawiły. Np. takie zdanie: "...po dwóch dniach z Jankiem przyjmuje co 8 godzin maskaryczne dawki antybiotyków. Domięśniowo i dożylnie, a gdyby Małgorzata chciała zaprzeczyć, mam na to papiery." Pani Moniko, pewnie wszyscy współczujemy jeśli chodzi o ból ręki i medyczne przejścia (bez względu na to, że przyczyniła się Pani sama do tego wypadku), natomiast pewna jestem, że nikt żadnych papierów od Pani oglądać nie ma ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla podkreślenia tego cierpienia i wielkiej tragedii Moniko chciałam zauważyć, że oprócz "domięśniowo i dożylnie" masakryczne dawki antybiotyków można jeszcze przyjmować: doustnie, (prawdopodobnie) doodbytniczo a także wsmarowywać w skórę - dopisz to sobie w dalszym podkreślaniu swojego nieszczęścia... i uważaj na wątrobę - masakryczne dawki antybiotyków nieźle ją mogą uszkodzić. Nie uszkodzą za to, niestety wybujałego ego i pustej głowy :/
      Przepraszam Gosiu, musiałam bo mi się ulewa...

      Usuń
  22. Przykro czytać taki post :((
    Gosiu, jestem z Tobą całym sercem...

    OdpowiedzUsuń
  23. Są różni ludzie. Ludzie i ludziska. I niestety nie wiemy na kogo trafimy. Sądzimy ludzi według siebie.
    Jesteśmy uczciwi i drugiego tak traktujemy. Ale niestety ci nieuczciwi wykorzystują to.
    Być może ta pani miała plan jakiś, może odszkodowanie i wyszło jej do momentu ugryzienia a dalej nici. Szkoda słów.
    Gosiu pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Gosia, dodam tylko, że trzeba było słuchać intuicji..., która przecież podpowiadała Ci, że to nie jest właściwy dom...
    Teraz cierpisz bo dałaś się zmanipulować samej sobie, temu, jak to będzie wyglądało itd... To myślę, też ważna lekcja dla Ciebie. Więcej zaufania sobie i mniej przejmowania się innymi. To Ty wiesz jakie są zwierzęta,które masz pod dachem, czego potrzebują i dlaczego i kto będzie najlepszym dla nich domem. W tym ostatnim możesz opierać się głównie na przeczuciu... więc zaufaj sobie.

    Nie zmienia to oczywiście faktu, że zachowanie Moniki, jej ocena sytuacji jest bardzo jednostronna, tendencyjna itd... I że zachowała się wobec Janka zupełnie nieodpowiedzialnie!...

    Dobrze, że napisałeś ten post.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dawno temu usłyszałam w radiu takie powiedzenie " Łatwiej powiedzieć TY durniu ,niż Panie durniu " i od tej pory bardzo ostrożnie podchodzę do kontaktów z innymi ludzmi . Bacznie obserwuje i analizuje ich zachowanie i jeżeli coś mnie niepokoii nie zacieśniam kontaktów . Nawiązując do cytowanego powiedzenia ,nie tykam się ,ale panuje .

    To co Gosiu opisałać można określić ,a to zycie właśnie .
    Bardzo bolesne doświadczenie z którego należało by wyciągnąć odpowiednie wnioski ,zamknąć sprawę ,a na przyszłość bardziej słuchać ostrzeżeń które podpowiada nam nasza intuicja . Pewnie gdyby nie stres spowodowany Twoją trudną ostatnio sytuacja , byłabyś bardziej czujna i nie doszło by do tej tak nieudanej adopcji .
    Tobie życzę abyś jak najszybciej przeszła nad tą sprawą do porządku dziennego ,a Jankowi wspaniałego domu ,który mu pozwoli na bycie soba :))))

    OdpowiedzUsuń
  26. Gosia, ręce i kocie ogony opadają! Moje zdanie nasz, a Panią Moniką zalecam się nie przejmować, przejmować to się trzeba Jankiem, biedne kocisko, ale musiał się bać! I jak wiadomo, "znawców" kotów jest mnóstwo, ale nie ma to nic wspólnego z prawdziwą znajomością kociej psychiki. Przemądrzalców też niestety nie brakuje. I naciągaczy. Akcja ze żwirkiem jest oburzająca!
    Ja stoję za Tobą murem, moja wiedza prawnicza też, dla mnie jesteś wspaniałym, dobrym, pozbawionym jakiejkolwiek interesowności człowiekiem, podziwiam Cię, cenię i zabraniam przejmować złośliwym bełkotem nieodpowiedzialnej kobiety!
    Niech koty będą z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Może wyjaśnię, o co chodzi z tą wścieklizną: każde pokąsanie przez zwierzę domowe, pomimo tego że zwierzę ma aktualne szczepienia, jest z urzędu zgłaszane do obserwacji z powodu podejrzenia wścieklizny. Do sanepidu zgłasza to szpital/ośrodek zdrowia, a sanepid do Powiatowego Nadzoru Weterynaryjnego. Jeden lekarz sporządza protokół z WŁAŚCICIELEM zwierzęcia (i tu już basztyl musiał namieszać), drugi lekarz przyjeżdża, mierzy zwierzęciu temperaturę i obserwuje go, tak około pół godziny. Po CZTERECH wizytach jest wystawiane zaświadczenie, że zwierze jest zdrowe i nie ma wścieklizny. I na tym koniec. Wiem to a autopsji, bowiem mojemu psu odbiło i zaczął gryźć facetów. Raz nawet udziabał policjanta. Dostałam mandat i znów na tym koniec. Żaden sanepid nie chodził na kontrolę. Bo to nie sanepid zjawia się u właściciela, a nadzór weterynaryjny. W związku z tym, że do Gosianki zawitała kontrola sanepidu i to dwukrotnie, bezczelna i chamska Monika musiała bardzo mocno nakłamać i opowiadać niestworzone historie. Nie napiszę, co mogłaby zrobić właścicielowi zwierzęcia pokąsana osoba, bo jeszcze durna baba spróbuje to wykorzystać.
    Kwestia druga: pomimo wielkiej miłości do kotów i tęsknotą za kocią miłością, nie będę mieć z uwagi właśnie na psa. Pies jest duży, głośny, szczekający i nie lubi kotów.Jak się bierze kota, to przecież nikt nie wie, czy to będzie kot bojowy, czy kot wrażliwiec. Pierwszy poradzi sobie z psem, drugi będzie cierpiał. To kolejna nieodpowiedzialność tamtej kobiety.

    Gosianko nie znam Ciebie osobiście, ale wiem że masz ogromne i gorące serce. Wiem to stad, że czytając o moich kłopotach, bez wahania zaoferowałaś pomoc. Tak postępują tylko bardzo dobrzy ludzie-idą na pomoc, kiedy jest taka potrzeba.
    Gosianeczko całym sercem jestem z Tobą. a kłamstwa podłej baby zostaną ukarane.

    OdpowiedzUsuń
  28. Gosiu, nic to! Masz od teraz jedną znajomą "kociarę" mniej. Owa pani będzie zapewne jeszcze nie raz usiłowała odkręcic kota ogonem, by się wybielic w oczach Twoich respondentów, no ale możesz wszak zablokowac dla niej dostęp do bloga.
    Wszystko to bardzo niemiłe i bolesne- nie tylko dla Ciebie, dla kota również. Dobre w tym wszystkim jest tylko to, że na szczęście nie pozbyła się kota oddając go w inne ręce a przed Tobą udając, że uciekł. Bo podejrzewam, że i do tego byłaby zdolna.
    Trzymaj się Gosia,;)
    P.S.
    Zajrzyj do swojej poczty.

    OdpowiedzUsuń
  29. Powiem tak...jak czytałam posta to aż mi się gotowało we środku wszystko!!
    Ostygłam, bo bałam się, że zostanę zbanowana za niecenzuralne wypowiedzi. Z całej sytuacji wyłania mi się obraz niezrównoważonej psychicznie osoby, egoistki, zupełnie niemającej podstawowej (!) wiedzy o kotach ani psach jak również dobrego wychowania. Nic co ta pani mówi, pisze i robi nie trzyma się kupy ani logiki. Gosiu, niestety czasem tak jest, że trafi się w beton. Mam nadzieję, że Janek znajdzie spokojny i kochający dom, a Ciebie cała sytuacja nie zniechęci do kontynuowania swojej misji.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie wymierna jest glupota tej Moniki - ze tylko 800 zl? za malo !!! ---- kotow oswajanie jest dlugie - trzeba byc cierpliwym i postawic sie w sytuacji zwierzecia ! Ta pani jest zwyczajna podla naciagaczka. Dobrze ze opisalas to zdarzenie i te podlosc. Powinni wszyscy wiedziec. Bardzo przykro mi, ze ciebie to spotkalo i Janka. Pozdrawiam i zycze aby w przyszlosci juz nigdy wiecej nie doszlo do takich incydentow.

    OdpowiedzUsuń
  31. Gosiu, podziwiam Ciebie i Twoją Rodzinę za to co robicie dla kotów. Przykre, że w tym gronie znalazł się ktoś kto nie pomoże, a jeszcze koniecznie chce zaszkodzić. Jesteśmy z Wami całym sercem.
    Pozdrawiamy
    Michał od Megany

    OdpowiedzUsuń
  32. Właśnie leczę rękę z innego wypadku, ale skutki takie, jak ma owa Monika. I mimo, że wiem jaki to ból - nie potrafię współczuć, bo zawdzięcza go tylko własnej nieodpowiedzialności i głupocie.
    Baba się ośmieszyła, bo wszyscy doskonale wiemy, jaką "laurkę" wystawiłaś Jankowi. Od początku było wiadomo, jaki to kot, po jakich przejściach i że potrzebuje specjalnej opieki. Współczuję Ci tej sytuacji i jest mi bardzo przykro, że Cię to spotkało. Trzymam kciuki za dobry dom dla Janka.

    OdpowiedzUsuń
  33. Myślałam, że Janek wrócił z adopcji z powodu poważnego wypadku tej M., myślałam, że to pech dla obojga, a tymczasem taka historia. Jestem porażona małodusznością i bezczelnością tej baby. Za rzekomą chęcią pomocy zwierzęciu krył się egoizm i manipulatorstwo. Jej wywodów nie da się spokojnie czytać. Ty zachowałaś się z klasą. Obyś nigdy więcej nie trafiła na takie osoby. Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Kochana Gosiu. Wszystko już zostało powiedziane przez poprzedniczki. Przytulam mocno, odpocznij, zdystansuj się, wracaj z nowym zapasem sił...Uważam że robisz wiele dobrego a paskudy wszędzie się trafiają.

    OdpowiedzUsuń
  35. Gosiu, jesteś uosobieniem taktu, delikatności, umiaru i elegancji. Ten typ (Monika) tak ma. Bo mnie zagotowało się pod sufitem i nie tylko, nie tak należałoby porozmawiać z tą panią. Tutaj umiar, elegancja i rzeczowe argumenty nie przemówią. Ja tam nie współczuję, za głupotę się płaci. Kiedyś moja własna kotka pogryzła mi dłoń na wylot, bo byłam głupia jak kwit na węgiel. Nie było skalpela, wścieklizny, ani sepsy. Żyję i moja kotka też, a nawet mamy się dobrze. Bez znieczulenia, no doprawdy - nie dowieźli? Są dowody, że to dzieło Janka?
    To przypomniało mi historię, która przydarzyła się dawno temu mojemu Tacie. Potrącił samochodem dziecko, które wtargnęło na jezdnię, bo było bez opieki. Na szczęście Tata jechał wolno, skończyło się złamaniem nogi, dziecko i noga szybko doszli do siebie. Tata, chociaż nic zrobić nie mógł, strasznie to przeżył. Latał do dzieciaka z prezentami, itd. Matka dziecka długo nachodziła Tatę twierdząc, że kiedy dziecku zmarzną nogi, to głowa je boli. Skończyło się tym, że mamuśkę trzeba było pogonić. To taka przypowieść dla Moniki na okoliczność, chociaż wątpię, czy zrozumie.
    Nie pojmuję, jak można "świeżego" kota wystawić na taką próbę. Do dziś, chociaż moje zwierzaki są zintegrowane, kiedy wychodzę z domu, zamykam koty w "ich" pokoju, psy mają resztę. Czajnik jest taki zadziorny, że czasem wkurzy nawet Frodka - uosobienie spokoju. A jeśli jedno się nakręci, kto wie, co może się stać?
    Gosiu, spluń i wetrzyj nogą w ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  36. Przekazanie komuś zwierzęcia do adopcji to taka sama odpowiedzialność jak sama adopcja. Gdybyś wiedziała jacy ludzie przychodzą do schroniska po zwierzęta: z reklamówką z biedronki po kota, ze starym psem by wymienić na nowego, po jakiegoś zwierzaka by dziecku pod choinkę dać prezent. Ok, to zwykli, prości i durni ludkowie. Ale i wśród tych, którzy mienią się miłośnikami zwierząt czy przygarniają bezdomne istotki zdarza się duży odsetek takich, którym nie powierzyłbym opiekę nad patyczakiem. Co z tego, że przygarniają zwierzęta skoro nic o nich nie wiedzą, nie dokształcają się w kwestii opieki, zdrowia czy prawidłowego żywienia zwierząt. Ta pani, o której piszesz do nich należy. Jest nie tylko kłamliwą i podłą suczą ale do tego okrutną i z mózgiem, który mieści się w pudełku zapałek mogąc robić za grzechotkę. Nie ma nic gorszego niż przygarnięcie zwierzęcia a potem porzucenie go czy oddanie. Kolejny stres i trauma dla zwierzaka, który i tak już dużo przeszedł. Za "socjalizację" nowego kota polegającą na ujadającym dużym psie przy pierwszym kontakcie nadaję jej tytuł "chomąta przepoconego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny komentarz ;),
      Paweł

      Usuń
  37. ...........................................................................................................................................................................(cenzura) Masakra,ale coś mi ta adopcja śmierdziała odkąd napisałaś o wypadku tejże osoby.......................
    Trzeba wpisać nowy punkt do umowy adopcyjnej "Jeśli jesteś IMBECYLEM nie adoptuj zwierzaka !!!". Dlatego nie mogę być DT bo jeszcze ja bym gryzła takich. Współczuję ci Gosiu,biedny Janek.

    OdpowiedzUsuń
  38. Okropna sytuacja, naganna.
    Biedna Ty, biedny Janek, który tak bardzo potrzebuje dobrej duszy..
    Ech..

    OdpowiedzUsuń
  39. Wiecie co, coś mi tu nie pasuje. Monika pisze, że prawie amputowano jej rękę, ale mimo to nie wypuściła z rąk Janka? Trudno mi w to uwierzyć, bo przecież człowiek działa w takim wypadku odruchowo i instynktownie. Ciekawe... I ktoś taki, kto właśnie dał się poznać od takiej strony, tak walczy o kota? On odgryza rękę, a ona walczy, żeby nie uciekł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego pisałam o braku logiki i spójności w wypowiedziach tej pani.
      To 40 letnie doświadczenie z kotami to też jakaś ściema bo albo kobita ma 60 lat minimum albo łże bo nie widać z jej zachowania aby wychowała się z kotami od kołyski.

      Usuń
    2. KOchana pani Aniu Jarmula, 60 lat minimum to nie jest upośledzenie i dyskwalifikacja do kochania i opiekowania się kotami. Mam 60 lat + i moje koty są szczęśliwe i ja z nimi też, a miałam ich kilka, jedna moja piękna dożyła nawet 17 lat, mimo że mieszkam w mieście, na parterze, ale koty mają możliwość wychodzenia. Prawda, drżę i boję się, ale szczęśliwie wracają, a poza tym sąsiedzi przychylni też zwracają na nie uwagę. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ja nie napisałam, że 60 lat to jakakolwiek dyskwalifikacja do opiekowania się kotami!!!! Pani kochana, proszę przeczytać moją wypowiedź. Jasno z niej wynika, że chodzi o to 40 letnie doświadczenie z kotami pani M. Ja od dziecka mam w domu koty, a jednak nie mogę o sobie powiedzieć, że mam 40 letnie doświadczenie z nimi. !!! Co do wieku sama nie jestem małolatą, opiekuję się 6cioma kotami i mam zamiar to robić całe swoje życie a przecież też będę miała 60 lat i więcej. Pozdrawiam Panią serdecznie :)

      Usuń
  40. Zestresowany kot zawsze może ugryźć, nawet jak jest z kimś wiele lat, tak po prostu jest. Kiedyś moja kota spała w przedpokoju u rodziców, gdzie właśnie z nią przyjechaliśmy, było ciemno i ja, idąc, przydepnęłam ją. Wbiła mi wtedy wszystkie pazury w nogę, a zęby aż do kości.
    A co dopiero kotek w nowym miejscu, w kontakcie z psem.
    Pani Monika pewnie stara się uwierzyć we własną wersję, taki mechanizm psychiczny - trudno jest przyznać się przed sobą do błędu. Nie każdy to potrafi.
    Poza tym to chyba nieroztropność i brak przemyślenia sprawy.
    Ale nie ma co się rozpędzać i przypisywać jej (mam na myśli wyłącznie treści w komentarzach) jeszcze gorszych intencji. Taką mam nadzieję.
    Gosiu, kocham Cię i przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys nasze malutkie kociatko upierniczylo moja matke w reke- u weterynarza, przy badaniu temperatury. Babralo sie jak cholera, ale przynajmniej juz wie jak NIE trzymac kota do badania:)
      I tu Aniu sie nie zgadzam, bo za duzo bezmyslnosci przy adopcjach zwierzat i za duzo beztroski i myslenia "jakos to bedzie"...
      Kilka tygodni temu jeden z naszych pracownikow kupil sobie szczeniaka husky. Wiesz jakie bylo kryterium wyboru zwierzatka? Bo dziecko chcialo pieska z niebieskimi oczami... Nie lubia chodzic na spacery, maja malutkie mieszkanie, wiekszosc czasu pies jest sam. Kilka dni temu narzekal, ze pies niszczy meble. Za jakis czas odda psa i to pies bedzie winny, bo nie socjalizowany i problematyczny...........................................:(
      Marze o charcie afganskim, wippecie lub greyhoundzie i nigdy zadnego nie bede miec, bo mam w domu koty wiec chcac nie chcac, bede podziwiac z daleka.

      Usuń
    2. Ale z czym się nie zgadzasz? Przecież ja mam dokładnie takie samo zdanie.

      Usuń
  41. Przykro że tak się stało. I ze względu na Ciebie, Gosiu, i ze względu na Janka.
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  42. Niewiarygodne, ale i tacy sie zdarzaja, niestety. Ja bralam kota od Ciebie i eiem, jak prxygotowujesz adopcje. Dobrze, ze napisalas o tym wszystkim, bo dlaczego chronic komus takiemu tylek:(A z L

    OdpowiedzUsuń
  43. Przeczytałem wszystkie wypowiedzi i nie chcę stawać po żadnej ze stron, ale mam wiele watpliwosci.
    Pani M. miała prawo zrezygnować z adopcji. Ty jako osoba oddająca zwierzę do adopcji powinnaś się z tym liczyć i przyjąć kota z powrotem nie urządzając publicznego prania brudów.
    Teraz bałbym się wziąć od Ciebie kota bo to samo możesz napisać o każdym, kto z różnych powodów zmienia swoją decyzję.
    Jeżeli rzeczywiście ta kobieta została pogryziona Twoim ustawowym obowiązkiem było udzielić jej niezbędnych informacji i nawet pomocy.Nie wydaje mi się by chora osoba celowo nie odbierała od Ciebie telefonów przyznasz sama że to zbyt nieprawdopodobne. Mogłaś przecież wysłać jej esemesa, maila są różne mozliwosci. Napisałaś że sanepid się z Tobą skontaktował więc chyba jednak coś się stało bo z powodu zadrapania instytucje nie szukają właścicieli zwierząt.
    Piszesz ze wiedziałaś, że ma groźnego psa. Więc czemu dałaś jej kota, który psów się boi?
    Z wpisów wynika, że ta kobieta trzymała kota żeby nie uciekł i wtedy ją pogryzł. Mimo wszystko narażała się żeby kotu nic się nie stało i potem poprosiła byś go zabrała.Twój kot zginął bez śladu, ale to z niej robisz osobę nieodpowiedzialną.
    Mocno mnie zastanowiło czemu tak bardzo chcesz się tego kota pozbyć. Ta kobieta ma wiele racji, złapalaś kota w pułapkę, zabrałaś go na 3 tygodnie do siebie, a teraz go chcesz wydać za wszelką cenę. To nawet nie jest Twój kot, Ty po prostu go sobie wzięłaś wiec nie wiem czy masz prawo oddać go do adopcji.
    Osobną kwestią jest emocjonalny wpis tej osoby. Jeżeli rzeczywiście ma takie problemy nie powinnaś jej się dziwić. Moją córkę pogryzł kiedyś pies. Właściciel nie kontaktował się z nami, woziłem dziecko na szczepienia.Potem okazało się że niepotrzebnie bo pies był na obserwacji i okazał się zdrowy. Ale nie podano nam gdzie więc musielismy jeżdzić na szczepienia.
    Chyba troszkę Cię poniosło. Ochłoń, odpocznij i przemyśl czy jednak wina nie leży po Twojej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że osoba się nawet nie podpisała, odpowiem w zastępstwie Gosi, bo ona nie ma teraz możliwości. Jak wspomniała w dzisiejszym poście, chciała uniknąć prania brudów, dlatego nie pisała szczegółowo o sprawie, dopiero wówczas, gdy M. napisała kłamstwa i ten paszkwil. Gosia nie chciała i nie chce się pozbyć kota, tylko (jak i innym) znaleźć mu dom. Przecież kot został zaraz zabrany, M. wkrótce po zajściu była pytana przez Roberta, czy rezygnuje z adopcji. Nie rezygnowała, dopiero wieczorem oświadczyła, że nie ma gdzie go izolować. Następnego dnia kot został zabrany i Gosia zajęła się zgłoszeniem go na obserwację. Potem zaraz zadzwoniła do sanepidu, kiedy tylko dowiedziała się, gdzie ma zgłosić i gdzie obiecano jej poinformować M. o tym, że wszystko jest załatwione. Wszystko to jest dokładnie opisane w dzisiejszym poście. Nie rozumiem skąd te wątpliwości zawarte wyżej i doszukiwanie się winy Gosi.

      Usuń
    2. A moze dobrze by bylo zastanowic sie PRZED adopcja? Moze trzeba chwile pomyslec czy nastepny czworonog jest w domu naprawde niezbedny??? Moze warto pamietac, ze kot to nie para butow, ktore mozna oddac ???

      Usuń
    3. Czlowieku ANONIMOWY zadaj sobie trud i poczytaj o adopcjach przeprowadzanych przez Gosie, o jej stosunku do zwierzat..... i dopiero potem sie wypowiadaj.A moge tak napisac, bo sama mam kotke adoptowana zza moich drzwi.....:( A z L

      Usuń
    4. Pan Anonimowy ma problem z czytaniem ze zrozumieniem. Może niech sam ochłonie i przeczyta jeszcze raz post.

      Usuń
    5. A! i jeszcze jedno panie Anonimowy. Pisanie "Twój kot zginął bez śladu, ale to z niej robisz osobę nieodpowiedzialną. " świadczy o permanentnej ignorancji oraz braku empatii i ponownie proszę o czytanie ze zrozumieniem.

      Usuń
    6. jak anonim to... może ... Monika się pod tym postem kryje ? albo ktoś z jej znajomych?
      naprawdę nie stać osobę anonimową na wpis z logowaniem ?
      bardzo lubię Anonimy... zwłaszcza Galla

      Usuń
    7. Wina Gosi to taka, że ratuje - czytaj - daruje kotom nowe, lepsze życie, wina, bo WIDZI cierpiące zwierzęta, wina, że wydaje własne pieniądze, by ten świat był troszkę lepszy. A dobre serce, i wiara w człowieka spowodowały, że zaufała niezrównoważonej, nieodpowiedzialnej osobie. No cóż, wypadek przy pracy. Nie każdego można od razu wyczuć. Zwłaszcza tego, z zaburzeniami osobowościowymi.
      A poza tym anonimowy, naucz się czytać ze zrozumieniem. A przed wydaniem opinii warto zawsze dogłębnie zaznajomić się z tematem ! Myślę, że to ciebie poniosło, i przemyśl to, jak nieobiektywnie oceniasz. A może nie rozumiesz. A to już inna sprawa. Bezdyskusyjna .

      Usuń
    8. Gasiu ,bardzo Cię przepraszam ale muszę odpowiedzić temu Anonimi... Anonimie w pierwszym zdaniu piszesz że nie chcesz stawać po żadnej ze stron, a potem przytaczasz same argumenty przeciwko Gosi(i od tego pierwszego zdania wiem już dużo o Tobie). Ale z wypowiedzi widać, że nie znasz działalności Gosi-poczytaj może posty w zakładce Pokój Przemian -ile kotów dostało nowe życie ...Nie czytałeś także tego jakim kotem był Janek u Gosi http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2014/08/janek.html . Opis zachowania jest bardzo szczegółowy(każda osoba potencjalnie chcąca zaadoptować Janka mogła to przeczytać) ,ale -co ważne !-to zachowanie było w domu Gosi ,gdzie kot miał spokój ,opiekę .Z opisu co się wydarzyło u pani Moniki wynika że zupełnie nieodpowiedzialnie najpierw zaadoptowała kota , a potem zupełnie bez wyczucia się z nim obeszła biorąc go na spacer (po co ? skoro kot nawet nie poznał jeszcze dobrze domu?) na rękach do psa ( nawet dziecko wie, że spotkanie kota "z problemami" z narwanym psem nie może się skończyć dobrze ani dla kota, ani dla psa ,ani dla osoby ,która np zwierzę trzyma na rękach!).Oczywiście skończyło się pogryzieniem -nie dziwi mnie to (a akurat o zachowaniu zwierząt w stresie wiem bardzo dużo, ze względu na mój zawód). Szczytem nieelegancji jest także zdanie w twoim poście o tym że skoro kot Gosi zginął to ona jest nieodpowiedzialna. To jest po prostu kompletny brak wyczucia, kindresztuby ,empatii ..Poczytaj proszę ten blog dokładniej zanim napiszesz kolejnego paszkwila. PS nie ma potrzeby, żebyś wiedział/ła GDZIE zwierzę jest na obserwacji -właściciel musi się stawić a nie Ty z dzieckiem przecież (tylko zaświadczenie jest ważne dla osoby pogryzionej). ps2 I podpisz się Anonimie następnym razem! JustynaK

      Usuń
    9. "Pan" anonimowy ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Po promieniującej od tego komentarza inteligencji można się domyślić, że to nie "pan" anonimowy, lecz "pani" (nie)anonimowa.

      Paweł

      Usuń
    10. Twoja wypowiedź, Anonimie, świadczy o tym, że znasz temat "po łebkach", a chcesz robić za autorytet. Nic więcej nie napiszę, , bo wkurzyłam się chyba bardziej, niż podczas czytania posta.

      Usuń
    11. Czytam ten Anonim i nie wierzę. Naprawdę głupota ludzka cały czas PORAŻA. Jeśli Anonim nie jest w temacie to pani Gosia nie urządzała publicznego prania brudów, taktownie wcześniej napisała o wypadku. Widocznie Anonim nie jest na bieżąco i nie zna działalności pani Gosi, żeby pisać takie bzdury. Przywłaszczyła sobie Janka? Może lepiej, żeby go oddała do schroniska. Dobra, nie ma co tego komentować. Anonim, więcej rozumu i mądrości Ci życzę.

      Usuń
    12. Adoptowałam psa ze schroniska. Od tego momentu pies jest mój i "wszystko pozostaje w rodzinie". Owszem, uważam ze miała źle zrobioną, przed adopcją, sterylizację ( za którą zresztą wcześniej sama zapłaciłam, żeby nie obciążać fundacji) ( i o to żyłowałam się telefonicznie do tam, skąd ją wzięłam,ze względu na cierpienie psa, zupełnie niepotrzebne), ale leczenie a potem reoperacja to już była sprawa miedzy Usią, weterynarzem a mną i do głowy mi nie przyszło oddawać psa czy żądać zwrotu kosztów. Przystosowanie się Usi też wcale nie było takie łatwe, a nawet dalej jeszcze trwa i potrwa, ale nie czuję wobec tego faktu żadnego protestu - wiem, ze tak może być. Radość z bycia z nią wszystko mi wynagradza, ale choć witałam ją z całą euforią, to do głowy mi nie przyszło nazbyt narzucać się jej , zwłaszcza w pierwszych dniach. Do dziś respektuję jej integralność i autonomię i jak ma np.ochotę spać sama- to choć z bólem ale szanuję jej decyzję ;). A z kolei uczę ją tego, co uważam za słuszne ; jeśli nie wiem co robić, to, mimo wieloletniego doświadczenia z psami, bez wstydu i napinania się pytam osób, które wiedzą.Trzy lata (co najmniej) żyła jakoś inaczej, na sposób mi nieznany- nie stanie się nagle taka, jak wychowywany przeze mnie szczeniaczek. Jesteśmy razem i odpowiadam za nią w każdym jej zachowaniu , także i takim, które by było wymierzone we mnie (jeśli to nie np. choroba psychiczna- ale wtedy leki), ale szanuję jej odrębność i staram się jej nie wyprzedzać w emocjach . A każde oswajanie to emocje. Jeśli popełnię błąd, to nawet jeśli skutki będą dla mnie bolesne- to to już jest mój pies, moja sprawa. Ja mam ogarniać sytuację i przewidywać, nie Usia. W końcu to podobno ja mam rozum i wyższą inteligencję. Chyba, że mi się wydaje.... Maja B.

      Usuń
    13. Maju,
      pięknie to napisałaś.

      Usuń
  44. Okropne doświadczenie.Współczuję Ci bardzo, jakbyś mało stresu miała ostatnio:(

    OdpowiedzUsuń
  45. Wróciłam z wakacji. Byłam w Asyżu. Prosiłam Świętego Franciszka, aby miał w opiece Kayrona i aby sprawił, że wróci do domu. Ewa z Lublina.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jestem zbulwersowana (delikatnie mówiąc). Moja wyobraźnia jednak ma granice... bo takie coś by mi do głowy nie przyszło.

    OdpowiedzUsuń
  47. Ta osoba nie powinna mieć żadnych zwierząt. Jest nieodpowiedzialna.
    Też nie pasuje mi tu prawie amputowana ręka, nie raz zostalam ugryziona przez koty i nie wierze w te bzdury,które wypisuje Monika.
    Kilka lat temu moja kotka Mysza przegryzła mi rękę między palcem wskazującym a kciukiem prawie na wylot, dodatkowo trafiła pazurem w żyłę na dłoni a drugą łapą głęboko rozcięła mi dłoń. Byłyśmy wtedy na zastrzyku u weta, kotka po ciężkiej operacji, zaatakowała mnie ze strachu. To była moja wina, zle ją trzymałam. A ręka- zdezynfekowana, założony opatrunek, żadnej ropy, opuchlizny, po tygodniu praktycznie nie było śladu.
    Dane tej pani powinny być opublikowane , żeby już nigdy nie mogła wziąć żadnego zwierzaka. Żal mi kota,bo jej ani trochę. Szkoda, że nie amputowali jej kłamliwego ozora.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ech, zycie. Nie bede sie pastwic nad kobieta, bo jej nie znam i nie ja prowadzilam rozmowy przed i po adopcji, ale potwierdza to moje zdanie, ze nie kazdy moze byc wlascicielem czworonoga. Malo kto ma odpowiednia wiedze czy cierpliwosc, zeby odpowiednio zajac sie zwierzeciem z problemami jak widac z w/w smutnego przypadku Janka. Dlaczego ludzie nie mysla zanim wyciagna lapy po nastepnego zwierzaka??? Dlaczego schroniska sa ciagle pelne? Bo takich Monik jest duzo wiecej niestety. Jak kotek to milutki, mruczacy, na kolankach, a jak piesek to biegajacy z patykiem, wracajacy na kazde zawolanie. Czy ktos bierze sobie do glowy taki prosty fakt, ze zwierze jest na cale zycie i w trakcie tego wspolnego zycia rozne historie sie zdarzaja???( z mojego wlasnego podworka: socjalizacja mojego strachliwego, kochanego i okaleczonego przez poprzednich wlascicieli pieska tak na dobra sprawe jeszcze sie nie skonczyla, a to juz piec lat, fochy Luski na nowego kota- prawie dwa miesiace cierpliwosci i powolnego oswajania, ale warto, bo teraz sa nierozlaczne, pozniej zdecydowalismy, ze Luska ze wzgledu na bezpieczenstwo nie wychodzi z domu- nastepne dwa miesiace mialczenia i kocich fochow, Henry- biegunka przez cztery miesiace, kupa antybiotykow, czasu i pieniedzy, Rysiek- nocne wyjazdy do weterynarza, bo pies np. zlamal pazura, ma uczulenie na pchle albo np. jak ostatnio - ma nowotwor i musi przejsc dlugie leczenie, ze do cholery o szczepieniach, karmie, piasku, drapakach, poniszczonych meblach, myciu brudnych lap i tylkow, pamietaniu jak manewrowac odkurzaczem, bo Henry sie go boi jak diabli i trzeba uwazac, bo jak sie wcisnie w kat, to wyjdzie wieczorem) No wiec wlasnie, kuzwa, zwierzak to nie cholerna zabawka, ktora mozna oddac po kilku dniach, bo nie spelnia oczekiwan. Pani Monika i jej podobne powinny sie puknac porzadnie w glowe, zanim nastepny kot czy pies znajdzie sie pod ich dachem. Ciezko mi znalezc odrobine empatii, ma kobieta szczescie, ze trafila na was, ja juz nie mam cierpliwosci na glupote, szczegolnie jak chodzi o zwierzaka. I zwirek JAK NAJBARDZIEJ chcialabym z powrotem. Skoro nie moze pomoc, to chociaz niech nie przeszkadza.
    Szkoda tylko Janka, bo niepotrzebnie przeszedl tyle stresu, ale wiesz... nie ma tego zlego, co by na dobre...itp, itd, wiec moze gdzies czeka dobry, madry dom dla Janka weterana:) xxx
    (pozdrawiam moderatorke:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Zastanawiam się czy taka osoba jak p. M powinna mieć zwierzęta .Ten narowisty pies też pewnie taki na wskutek nieodpowiedniego traktowania .Naprawdę nie każdy nadaje się do opieki i dobrze by zdawał sobie z tego sprawę ,a nie udawał ,że kocha .Smutna prawda .
    Jesteście WIELCY , Szacunek dla wszystkich Waszych działań .

    OdpowiedzUsuń
  50. No, nie mogę, muszę wrócić do tematu. Szarpie mną od momentu przeczytania. Podejrzewam oto taki przebieg wydarzeń : Pani M. prawdopodobnie wyszła z Jankiem na rękach na podwórko (po kiego grzyba, to nawet ona sama tego nie wie), a pies wcale nie był w zamknięciu. Pies, zaznaczmy - NADPOBUDLIWY - wyniuchał NOWEGO, i zaatakował. I nie trafił w kota, tylko dziabnął rękę pani M... Też czułam, że coś jest nie tak, z tą adopcją. Przy każdej poprzedniej nigdy nie miałaś obaw. Zawsze byłaś, pewna i spokojna. Zawsze była radość, mimo bólu rozstania. A tu kilkakrotnie wracałaś do tematu, jaki jest Janek, i czego potrzebuje. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło ! O pani PNB (Hana skrót zna) nie będę więcej mówić, bo szkoda słów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie to samo chodzi mi po głowie - że może to nie Janek, a pies ugryzł swoja właścicielkę. skoro pani M. z taką lekkością mija się z prawdą na każdym kroku, to może i w tej, zasadniczej kwestii, delikatnie mówiąc, obeszła ją z daleka.
      zabrzmi to dziwnie, ale dobrze, że tak się stało, jak się stało, bo kto wie, jaki los zgotowałaby ta "znawczyni" kotów Jankowi. skoro ma problemy finansowe, mogłaby szybko dojść do wniosku, że wystarczy nie karmić Janka, żeby trochę zaoszczędzić, bo "przecież koty sobie świetnie radzą". słyszałam ten pogląd tyle razy.. również od tzw. inteligentnych, wykształconych ludzi. już mnie w tej materii niewiele może zdziwić
      Gosiu, kolejny raz pokazałaś, że masz klasę! teraz odpocznij, zapomnij, ale wnioski wyciągnij. nie warto lekceważyć sygnałów ostrzegawczych, a było ich sporo. a czyjekolwiek zapewnienia, że się świetnie zna na kotach, są tylko pustymi słowami do weryfikacji.

      Usuń
    2. Ewa, hrehrehre, wiem, ale nie powiem:)))

      Usuń
  51. Bardzo, bardzo przykra sytuacja. Sama intensywnie myślałam o adopcji Janka, bo jak go tylko zobaczyłam serce mocniej zabiło, ale mam dorosłą kotkę, która nie lubi innych kotów. Przemyślałam, zasięgnełam języka i u Gosi i u weterynarza i nigdy przenigdy nie wykazałabym się tak skrajną nieodpowiedzialnością jak ta monika (celowo małą literą) właśnie ze względu na Janka. Co z tego, że bardzo chciałabym go mieć bo jest piękny, miłości i cierpliwości też mi nie brakuje, ale jeśli jest chociaż cień wątpliwości NIE MOŻNA adoptować kotka, tym bardziej takiego, który tyle przeszedł i jest mocno wystraszony. Na pewno znajdzie się ktoś, kto ma dużo serca, cierpliwości i czasu by oswoić tego pieszczocha, czego bardzo mocno życzę. Bardzo smutne jest to, że ludzie przez swoje błędy tak ranią innych ludzi, którzy na to nie zasługują.

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie napiszę co myślę o Monice, bo w takich sytuacjach nie jestem aż tak taktowna jak Ty Gosianko, a poza tym JolkaM zablokowałaby ten komentarz;) To przykre, że Janek musiał spędzić choć sekundę w takim towarzystwie, ale to nie Twoja wina i nie masz się czego wstydzić. Jesteś wspaniałym, dobrym człowiekiem i nic dziwnego, że mierzysz innych swoją miarą. Każdy człowiek tak robi, dlatego czasami tak łatwo rozpoznać jacy jesteśmy naprawdę;) Nieustannie życzę spełnienia marzeń i czaruję z całych sił!

    OdpowiedzUsuń
  53. Kochani, spróbujmy uspokoić emocje. :)
    Gosia nie może odpisywać na komentarze, a ja nie chcę odpowiadać za nią, bo to ona wie najlepiej, jak było.
    Ale wyrazić swoje zdanie mogę - na podstawaie tego, co wiem, a wiem sporo.
    Zaznaczę, że nie dziwię się Waszym emocjom, ponieważ i ja byłam zbulwersowana i przybita zachowaniem M. Od wczoraj, czyli od kiedy wiem o sytuacji, zdążyłam się nieco uspokoić i patrzę na nią spokojniej.
    Nie podejrzewam M. o jakieś niecne knowania, ale to, co napisała wczoraj w kontekście tego, jak nalegała na tę adopcję, jak przedstawiała swoją sytuację i swoje przygotowanie do adopcji niełatwego początkowo kota, swoje doświadczenie, wszystko to każe mi myśleć o M. jak o osobie nie do końca zachowującej równowagę i właściwą miarę oraz ocenę rzeczywistej sytuacji. To jakby były różne osoby. Cóż, kiedy ktoś mówi co innego, a robi co innego, a my nie mamy możliwości zweryfikowania jednego i drugiego, możemy dać się zwieść. Trudno jednak podejrzewać wszystkich z góry i nastawiać się do nich nieufnie. Taka sytuacja przydarzyła się Gosi w tym przypadku. Mimo to Gosia zachowała się odpowiedzialnie i odpowiednio, nie chcąc narażać M. na oceny, dopóki ta sama swoim komentarzem i kłamstwami w nim zawartymi nie sprowokowała Gosi do ujawnienia kulisów zdarzenia. Poprzestańmy jednak na tym, że mamy ogląd sytuacji z obu stron i oceńmy (choć może nie w stylu M.) sytuację trzeźwo, z rozwagą i w miarę powściągliwie. Choć to bardzo trudne. Nawet pisząc to, jestem pełna emocji, i jak śpiewała cudowna pani Kwiatkowska "choć inwektywą żywą nie chcę chlustać...". :)

    Buziaki dla wszystkich wspierających Gosię. Dla myślących inaczej (bo czemu nie?) - życzenie zastanowienia i przemyślenia na spokojnie całej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez droga moja Jolko eM... Ja jak najbardziej ogladam swoje emocje..:) Gdybys uslyszala gromy, ktore sypaly sie na ekran w trakcie czytania powyzszego posta..:)))
      Moje ogromne, zyciowe zyczenie? Myslec, ludzie, myslec, zanim wpadnie wam do glowy cudowny pomysl dokocenia czy dopsienia swojego domostwa. Unikniecie niepotrzebnych stresow, klopotow, wydatkow i nerwow fundowanych sobie, zwierzeciu i innym. Amen.

      Usuń
  54. Gosiu, dobrze, że opisałaś i wyjaśniłaś zaistniałą sytuację bo okazała się dużo bardziej przykra i niesprawiedliwa dla Ciebie niż się na początku wydawało. Może też być ostrzeżeniem dla innych osób, od których to kłamliwe i pazerne babsko będzie chciało wziąć kota.
    A dla Janka znajdzie się dobry, kochający dom.
    Wróć do nas wypoczęta i w dobrej formie.
    Katarzyna3

    OdpowiedzUsuń
  55. A, to tak! Kiedy napisałaś o powrocie Jaśka i wypadku Moniki, pierwszą myślą było- no jak to, ma inne zwierzęta, musi im zapewnić opiekę, a Jankowi nie może? Coś mi się nie podobało. Miałam nawet zadać to pytanie- co z pozostałymi zwierzakami, ale nie chciałam wywoływać niepotrzebnych domysłów. Wsparcie na początek, dobre. A potem co? Miała być wygrana w totka? Skoro mnie nie stać na utrzymanie zwierzaka, to się nie decyduję. Oczywiście są sytuacje, gdy ktoś ma psa czy kota, zwierzę zachoruje i wymaga kosztownego leczenia, a właściciel ma akurat "pod górkę". Wtedy pomoc jest jak najbardziej zasadna. Ale tu mi to śmierdzi naciągactwem. Nawet by mi do głowy nie przyszło żeby o to poprosić, wiedząc jakie koszty już poniosłaś. Tak dokładnie opisałaś czego Janek potrzebuje, jaki ma charakter, że zupełnie nie rozumiem skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania. No i ten niezrównoważony pies. Tylko pies? Dobrze, że Janek wrócił. On zasługuje na dobry dom i dobrych ludzi. Tam by ich nie znalazł. Gosiu, głowa do góry. Tak już jest, że dobrym ludziom też przytrafiają się złe rzeczy. Na Ciebie spadło ich w ostatnim czasie za dużo. Czas żeby los się odmienił. Tobie i Jankowi. Tak będzie i tego się trzymajmy.
    JoannaK

    OdpowiedzUsuń
  56. Wielka szkoda kota a zachowanie tej kobiety żenujące. W sumie troszkę na początku pjuż podpadające zachowanie o braku funduszy..
    Im więcej poznaje ludzi tym bardziej kocham zwierzeta.Ciekawe kiedy żwirek bedzie wystawiony na allegro -żenada. Dobrze,ze kot wrócił po dwóch dniach bo później byłoby gorzej. Ja nie wydaje kotów ludziom których na to nie stać. Niestety trzeba sie liczyć z wydatkami bo choruje itp itd. Szkoda komentować zachowania psychicznej osoby. Pozdrawiam Panią Gosię. często poczytuje ale teraz już nie wytrzymałam bo dobro kotów jest dla mnie priorytetem-człowiek sobie jakos poradzi kocię już nie. Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, sprostuję, bo zaszło nieporozumienie, Kasiu. Żwirek został odzyskany, i tak jest napisane. :)
      Ale rozumiem, że to z emocji... Trzeba nam je uspokoić.
      Gosia wspomniała o tym żwirku tylko dlatego, że M. sugerowała, że zamiast jej współczuć, Gosia domagała się jego zwrotu. A nie tak było, nie tak...

      Pozdrawiam Cię w imieniu Gosi i swoim. :)

      Usuń
    2. Ok rozumiem, ale mimo wszystko trudno uspokoić bo takich ludzi trzeba tępić. Mam kota i zajmuje sie równiez kotami bezdomnymi i innymi ktore sa nie za dobrze traktowane przez ludzi. Teraz mam na wydaniu trzy kociaki i bardzo filtruje osoby. Wiem,ze to ciezkie ale niestety duzo jest psychicznych osób. Przykro mi. Z chęcia przyjelabym ale niestety czas nie pozwala. Juz mam wyrzuty,ze przez obce koty zaniedbuje swojego:( Ale tlumacze,ze moj ma cieple łózko i pelna miske a te koty nie-wiec maja moje uczucia:)

      Usuń
    3. :)
      Gosia przeprowadza adopcje swoich kotów tymczasowych bardzo starannie i uważnie. Wiem coś o tym, bo przy dwóch wizytach osób zainteresowanych kotkami byłam osobiście, a także uczestniczyłam w przekazywaniu innych kotków i przeprowadzałam "wizję" w sprawie jednej z adopcji. To nie są łatwe sytuacje, z różnych względów, bo w grę wchodzi i odpowiedzialność za zwierzę, i niekiedy trudna rozmowa, zwłaszcza jeśli trafi się na osobę niezbyt otwartą lub, jak w tym przypadku, nie do końca odpowiedzialną i uczciwą. Dochodzi także kwestia, żeby nie skrzywdzić osoby zainteresowanej adopcją (być może) niesłusznym podejrzeniem, że jest nieodpowiednia i odmową przekazania zwierzęcia. Takie przypadki jak ten uświadamiają, jak to jest niekiedy skomplikowane. To jest przestroga - i dla Gosi, i dla innych osób, które się zajmują zwierzętami i pomaganiem im w ten sposób.

      Usuń
  57. Gosiu bardzo przykra sprawa Cię spotkała. Szkoda, że zwierzęta nie mogą same wybierać swoich opiekunów. Wszystkie. Uważam, że Pani Monika honoru nie ma, a ja jestem na nią zła bo jesteś Gosiu dla mnie uosobieniem dobra w tym okrutnym świecie. Czytam Cię przede wszystkim dlatego, że wracacie mi, Ty i Twój mąż, wiarę w Człowieka. Za Moimi Drzwiami nabieram energii do działania, nawet nie zdajesz sobie sprawy ile Wam zawdzięczam. Bardzo mi przykro, że musieliście przez coś takiego przejść. M.

    OdpowiedzUsuń
  58. Następnym razem, proszę nie ignorować zachowania psa, nie bez powodu mówi się, że psy upodabniają się do swoich właścicieli :) Kobieta wyraźnie jest psychiczna i rozpaczliwie próbuje zwrócić na siebie uwagę. Mnie koty pogryzły sto razy i rąk mi nie amputowano, he he..., rany się nigdy nie paprały, a blizny po kocich pazurach są atrybutem kociarza :) W tym wszystkim najważniejsze jest to, że kocur nie uciekł w nieznanym sobie terenie. Aż strach pomyśleć, biedaczysko.
    I jeszcze dodam coś od siebie. Nigdy nie ufam ludziom przesadnie miłym, z przylepionym do gęby uśmiechem, ludziom którzy tylko przytakują aby się nie narazić, którzy mówią to, co druga strona chce usłyszeć. To są właśnie pozory, a ludzie często im ulegają. Pozdrawiam, i proszę się nie przejmować głupimi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  59. Może doprecyzuję swoją wcześniejszą wypowiedź bo czuję, że nie do końca wyraziłam się jasno. Po prostu żal mi się zrobiło psa, który jest pod opieką Pani Moniki. Być może nie dzieje mu się krzywda. Być może. Dlatego napisałam, że szkoda, że zwierzaki nie mogą same wybrać gdzie i z kim chcą mieszkać. Pozdrawiam. M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram. I wcale pies nie musi być do niej podobny tylko tak reaguje, bo ona tego od niego oczekuje. Przy innym właścicielu może by się zachowywał znacznie spokojniej. Dzięki w imieniu moich psów i pozdrawiam Maja B.

      Usuń
  60. Gosiu ta dama to nie kociara . Kociara nigdy , przenigdy tak by nie postapila .
    joanka

    OdpowiedzUsuń
  61. Ok 4 lata temu wziełam 11letnią wtedy kotkę. Jej byłej Pani urodziło się dziecko, niestety z alergią dość silną. Przywiozła mi starą kocice. Przy niej łasiła się, mruczała. Ale gdy wyszła kotka była zestresowana, płochliwa. Próba podejścia do niej kończyła się syczeniem i gryzieniem. Wiem jak boli i jak długo się goją rany po kocie - w pierwszym tygodniu przy próbie pogłaskania mocno mnie ugryzła w ręke. Ale minął czas... teraz pisze ten komentarz z kicią leżącą na moich kolanach. Jest niesamowitym pieszczochem i gadułą. Uwielbia spać z człowiekiem i drapanie po brzuszku. Na początku trochę żałowałam, myślałam że nie da rady się przyzwyczaić ale razem osiągnęłyśmy sukces. Tylko psa nie lubi.. chociaż on ją bardzo, i chciałby ja wylizać i potulić, niestety, łapki idą w ruch :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna? Mozna!!!
      Najlepszego dla kotka i madrej wlascicielki, ktora jest przykladem, jak nalezy opiekowac sie zwierzakiem, ktory wymaga specjalnej troski:)

      Usuń
  62. Ja po pierwsze powiem tak - odrobina higieny nikomu nie zaszkodzi. I możecie wszyscy na mnie rzucać gromy, ja żyje w kraju gdzie nie ma wody utlenionej (wścieklizny co prawda też nie ma) ani jakichś szczególnych substancji przemywających a jakoś nie słyszy się o amputowanych na skutek zakażenia członkach ciała. Podstawowym i najskuteczniejszym środkiem higieny i zabezpieczeniem przed rozprzestrzenianiem się zarazek jest woda z mydłem. Bakterie nie namnażają się w ciągu kilku sekund, one też na to muszą mieć co najmniej parę minut czasu. Gdyby pani M. (i wiele innych osób, podejrzewam) umyła rękę porządnie wodą z mydłem nawet parę minut po ugryzieniu, z wielkim prawdopodobieństwem do żadnego zakażenia by nie doszło, skończyłoby się być może (!) na paru szwach, choć i to uważam za nieprawdopodobne. Tyle o higienie i ugryzieniach. Wiadomo bowiem było że kot przebywający od wielu dni w domu ludzkim żadnej wścieklizny mieć nie mógł, natomiast co wszystkie koty maja w paszczach to wiadomo każdemu, dlatego jak wyżej - woda z mydłem! Zawsze!
    Druga kwestia to debilność postawy pani M. Jak adoptowałam kota i powiedziano mi w schronisku żeby przez miesiąc go nie wypuszczać bo się musi oswoić, to chociaż oswoił sie już po dwóch dniach, na zewnątrz nie wyszedł przed upływem miesiąca bo tak kazali i koniec. Oczywiście, ja też popełniłam błąd w przypadku drugiej adopcji do czego się zawsze przyznaję, ale jakoś nikt przez to nie ucierpiał. Szczególnie koty. Osoba, która "zna się" na zwierzętach, nigdy nie zrobiłaby takiego durnego kroku jak wkroczenie na teren z warczącym psem trzymając na rękach wystraszonego kota. Każdy właściciel kota na pewno spotkał się z podobną sytuacją, że kot się czegoś wystraszył a my świadomie staraliśmy się go ułagodzić, często dostając po twarzy czy zębami po łapie. Osoba mająca koty wie. Dlaczego pani M nie wiedziała, nie jestem w stanie zrozumieć, a ponoć ma koty. Zresztą - czy aby na pewno ma ona koty? Z takim świrniętym psem? Kolejna sprawa - jak pies ma świra to albo jest chory psychicznie i to się leczy, albo nie wykastrowany i to też się leczy. Ta osoba to nie tylko nie-kociara, ale również nie powinna mieć nigdy żadnych zwierząt. Może świnkę skarbonkę...

    OdpowiedzUsuń
  63. Brak słów.
    Maciejkę wzięłam, gdy zmarł jego samotny starszy pan. Mniej więcej miał wtedy 3 lata i nie wiem, jakie nosił imię. Gosposia tego pana zaniosła go do sklepu zoologicznego, tam nocował 5 dni.
    Było to wiele lat temu, a pamiętam wszystko.
    Na szyjce miał jakby opaskę ze strupów szerokości ok. 4 cm. Myślałam, ze to grzybica i poszłam do weterynarza.
    Nie, to było ze STRESU. Przez miesiąc nie podchodził do mnie, nie ufał, przeżywał bardzo. Jak się później dowiedziałam, pan zmarł w domu, przy nim...
    Maciek musiał być kotem baaardzo kochanym, ale i on kochał strasznie.
    Mieszkam w bloku, ale wypuszczałam go na zewnątrz, bo był do tego przyzwyczajony - dostałam jego szelki.
    Przez długi czas prowadził do swego byłego domu, a gdy zbliżał się - wył, po prostu wył ztęsknoty.
    Trzeba było przez jakiś czas zaniechać wędrówek.
    Jest wspaniałym, mądrym, cudownym Przyjacielem. Najwspanialszym.

    Gosiu, to makabra. Nie sądziłam, że Janek dodatkowo jeszcze tyle stresu przeżył.
    Mój Maciek jest już staruszkiem, nie wchodzi w grę drugie zwierzątko.
    Gosiu, ludzie są niewyobrażalnie nieodpowiedzialni, okrutni. Zresztą wiesz to tak samo jak ja.
    Blogowo zżyłam się bardzo z Jankiem, proszę, bądź ostrożna, wystarczy mu negatywnych przeżyć...

    OdpowiedzUsuń
  64. Bardzo Ci Gosienko wspolczuje takiej znajomosci.
    Tej kobiecie nie wspolczuje bo sobie na to zasluzyla.
    Po to ludzie maja rozum zeby go uzywac,najwyrazniej nie kazdy potrafi.

    OdpowiedzUsuń
  65. po wielokroć miałam ręce zdarte do krwi ostatniej za pomocą kocich pazurów... i blizny mam do dziś ale amputacja???!!! to chyba lekkie przegięcie!!
    nie chciała kota tym lepiej dla Janka. Ona widocznie z tych co to w telewizji na filmach koty oglądają.
    Adopcja jest trudna! nie każdy da radę!! wierzę, ze znajdzie się ktoś lepszy
    pozdrawiam i ściskam

    OdpowiedzUsuń
  66. Spirytusem bylo rane polac i nic by sie nie stalo. Stary, zolnierski sposob. Pani Moniko, jesli Pani czyta te komentarze, to radze sie zaopatrzyc, na wszelki wypadek. Aha, zamiast znieczulenia tez swietnie dziala.
    Natomiast nie znam lekarstwa na glupote.

    Gosiu-trzymaj sie. Szkoda mi Janka.Barzdo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym spirytusem to nie wiem czy sarkazm mial byc;)))), gdyby sarkazm to radzila bym sol;)
      Od zawsze mam koty,jedne lagodne inne chumorzaste,nie raz bylam podrapana,najczesciej przy zabawie i to przez wlasna glupote bo bawilam sie trzymajac reka jakies bawitko albo poprostu uzywalam swojego palca jako przynety:))))To wszystko oczywiscie dotyczy zabawy z malymi kociakami ,a
      wiadomo jakie one pazurki maja:)

      Do czego zmierzam,......otoz ten pomysl ze spirytusem to swietna sprawa bo ja wlasnie uzywalam go do odkarzania ranek po w/w pazurkach.Nigdy mi sie nic nie paskudzilo i nigdy z powodu kota nie mialam problemow zdrowotnych.

      Ale co ja sie rozpisuje,.....no wlasnie na glupote nie wynaleziono jeszcze leku.

      Usuń
  67. JolkaM napisałem jak uważam.Tu nie ma niczyjej winy albo jest wina obu Pań. Może się nie dogadały, trudno powiedzieć, ale dosyć brzydko świadczy o Małgorzacie że w taki sposób załatwia swoje sprawy, wyjawia treści prywatnych rozmów i esemesów jak sądze bez zgody drugiej strony.Czytałem wypowiedz Marudy i nie napisała niczego szczególnie obraźliwego pod adresem Gosi. Za to co teraz wypisują koleżanki kwalifikuje się do surowej oceny.To prymitywny magiel.
    A juz w szczególności żenuje teoria o pogryzieniu przez psa albo o tym, że kogoś kot pogryzł ale nic mu sie nie stało.
    Gdyby Gosia chciała wyjaśnić sytuacje poprosiłaby o wklejenie dokumentów przez Marudę, które to chciała wkleić.Nie moderowałaby wpisów a pozwoliła wypowiedzieć się swojej niedawnej koleżance. Albo skontaktowalaby sie z nią prosząc o wyjasnienie.Zamiast tego doprowadziła do sądu nad czarownicą której nikt z nas nie zna ale ma wiele do powiedzenia na jej temat.
    Na miejscu Gosi bym się zastanowił czy podżeganie do takich wpisów doprowadzi do czegoś dobrego czy jednak nie sprowadzi na siebie kłopotów prawnych bo jak mi się wydaje takie rzeczy są karalne. Pies niezrównoważony, a ja daje kota do adpocji? Coś tu bardzo nie gra.
    Kot został zwrócony cały i zdrowy, żwirek został zwrócony, Maruda napisała jedynie że ma żal bo na czas nie podano jej informacji o miejscu obserwacji kota mimo ze taka byla umowa, a do takich informacji miała pełne prawo o czym każdy posiadacz zwierzęcia wie.
    Moim zdaniem Gosia ich nie podała ich bo była zła.Powinna jednak skontaktować się z poszkodowaną i z praktyki wiem, że to należalo do jej obowiązków. Zastanawiam sie jaki cel miałaby kobieta kłamać, że takich informacji nie otrzymała. Zresztą potem okazało się że jednak nie kłamała, że podał je jej dopiero sanepid. Wiec jednak napisała prawdę. Uważam że to obie Panie powinny sobie wyjaśnić te sprawę i jeżeli do tego dojrzeją wzajemnie się przeprosić. Hejtowanie którejś ze stron jest nie na miejscu bo obiektywnie patrząc poza kilkoma zdaniami ze strony Marudy nie znamy jej stanowiska a całosc znamy jedynie z przekazu Gosi która chyba nie jest najlepszym sedzią w sprawie.
    To wszystko co mam do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na podpisanie się już nie starczyło odwagi? Sprytnie pomijasz początek sprawy- wyniesienie na rękach do ogrodu bojaźliwego, przestraszonego i jeszcze nie zaadaptowanego kota po którym biega nieznany kotu, duży pies, uważasz za odpowiedzialne? Tym bardziej, że Gosia wyraźnie pisała jak się z nim powinno postępować? Znała go lepiej, prawda? Był u niej dłuższy czas, więc należało słuchać jej rad. To, że pogryzł, to Gosi wina? To bardzo chwalebne, że zwróciła kota i żwirek. Powinna jeszcze zwrócić kasę za transport w obie strony, nie uważasz? Według mnie, a także według umowy adopcyjnej, którą ta pani podpisała- ugryzł ją jej własny kot. Gosia ponosi za to winę? Ponadto pogryzł ją na jej własne życzenie. 40 lat doświadczenia z kotami i takie potraktowanie zwierzęcia? Cała reszta o której piszesz, to już późniejszy etap sprawy. Jakie dokumenty chciała wkleić? O pogryzieniu? Jeśli tak, to tego Gosia nie negowała. Nie jestem co prawda JolkaM, ale tak, ja też z tych co zostały pogryzione przez kota. Żyję, mam obie ręce, antybiotyków nie brałam i nawet przez myśl by mi nie przeszło podejrzewać wściekliznę u kota, który był leczony, ma założoną książeczkę zdrowia, przeszedł testy i przeróżne badania. No, ale ja mam tylko 13 letnie doświadczenie.
      JoannaK

      Usuń
    2. ja czytałam wczoraj epistołę pani moniki na fb. nie czytałam komentarza pod postem, ale wiem, że tam dała takiego czadu napadając na gosię, że mnie z kolei szczęka opadła.
      nie komentuje posta gosi, bo po prostu słów mi brak na tyle krętactwa, matactwa i wikłania gosi w paskudne sytuacje.

      Usuń
    3. Anonimowy, Gosia nie podaje tu treści smsów innych niż swoje, więc ten argument też jest chybiony. Poza tym karalne to jest zniesławienie, a tego dopuściła się Maruda wobec Gosi.
      Gosia powiadomiła stosowną instytucję, a ta powiadomiła poszkodowaną. Tu też kulą w płot. Czytaj ze zrozumieniem.
      A.

      Usuń
  68. W tej całej sytuacji szkoda najbardziej Janka :( biedaczek trafił na nieodpowiedzialną osobę, ale nie można tego przewidzieć. Dobrze, ze opisujesz całą sytuację, warto wiedzieć z jakimi ludźmi przychodzi się czasami zmierzyć.....ehhhh Najbardziej dziwi mnie, ze Pani twierdzi, iż ma 40-letnie doświadczenie z kotami..... Ja mam zaledwie 13-letnie doświadczenie, a wiem, ze takich rzeczy nie serwuje się nawet swojemu, oswojonemu kotu,a co dopiero płochliwemu, nieznającemu domu, właścielki i otoczenia kotu....

    OdpowiedzUsuń
  69. KOchana pani Aniu Jarmula, 60 lat minimum to nie jest upośledzenie i dyskwalifikacja do kochania i opiekowania się kotami. Mam 60 lat + i moje koty są szczęśliwe i ja z nimi też, a miałam ich kilka, jedna moja piękna dożyła nawet 17 lat, mimo że mieszkam w mieście, na parterze, ale koty mają możliwość wychodzenia. Prawda, drżę i boję się, ale szczęśliwie wracają, a poza tym sąsiedzi przychylni też zwracają na nie uwagę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam 65 lat a mój kot 20....i siedzi w domu. inne są na podwórku.
      ania nie dyskwalifikuje nikogo ze względu na wiek, jedynie rozważa możliwości. jak trudno czytać ze zrozumieniem....ech...

      Usuń
  70. Jestem.
    A co do "pani"Moniki to szkoda,że głupota nie potrafi fruwać.Powiększam grupę nie współczujących"pani"Monice.

    OdpowiedzUsuń
  71. Jest 20:00. Jestem i czaruję. Kajtuś, do domu. Julita

    OdpowiedzUsuń
  72. Powiem krótko ... dobrze ze Janek wrócił "do domu".
    I jak mówi Ela dobrze ze to Gosiu opisalas.
    Bardzo pouczajace zdarzenie chociaz przykre dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  73. Ciekawa jestem na jaki wiek ta pani wyglądała... 40 lat doświadczenia z kotami i musi interweniować mamusia? No chyba, że liczy te lata od swojego urodzenia ale 40 letnia kobieta, którą musi bronić mamusia...? Ile tych kotów przez te 40 lat miała? Chyba tylko pluszaki i Filemona z Bonifacym w TV. O ile nie jest za młoda na te bajki. Ta kobieta mija się z prawdą od samego początku... i chyba ma problem z poczuciem własnej wartości bo strasznie wszystko (moim zdaniem) wyolbrzymia...

    OdpowiedzUsuń
  74. Gosiu, stoję za Tobą murem.
    Jesteś wiarygodna w tym, co robisz i bezinteresowna,
    taktowna i wrażliwa.
    Nie znajduję słów , jak bardzo mi przykro.
    Gosiu, odpocznij, proszę i rób swoje.
    Mocno przytulam...:)
















    OdpowiedzUsuń
  75. A ja myślałam, że złamała kość biodrową i nawet jej współczułam... ulach

    OdpowiedzUsuń
  76. Też byłam, tylko komp mi zastrajkował
    Kayronku wracaj,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  77. Za chwilę komentarze pod tym postem zostaną ukryte. Jak napisałam wyżej nie chcę mieć na blogu takich klimatów, chciałam wyjaśnić sprawę, by bronić swojego dobrego imienia.
    Tyle i tylko tyle. Za wsparcie bardzo dziękuję. Przez kilka dni mnie nie będzie, ale liczę na zastępstwo Joli.
    Dobrej nocy!

    PS. Dziękuję za obecność o 20.

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie mam najmniejszych złudzeń, że Gosia zrobiła wszystko, co należy i bez zarzutu. Nie ma sensu tego jeszcze raz powtarzać.Pani M. gdyby miała klasę, to nawet po przykrym wypadku z pogryzieniem( jeśli to faktycznie kot), kiedy doszła do wniosku, że jednak kotka nie chce, mogła przecież zadzwonić i powiedzieć, Gosiu zaszły takie i takie okoliczności i niestety nie mogę Janka zatrzymać. Obyłoby się bez smrodu i rzucania oszczerstw. A tak swoją drogą, po co człowiek, którego " nie stać na kolejnego kota", mimo to marzy o Janku i koniecznie pragnie go mieć, więc prosi o wsparcie na pierwszy miesiąc? Rozumiecie to??? A po tym pierwszym miesiącu już będzie stać???
    Gosiu ściskam Cię i nie życzę Ci już nigdy więcej takich "wielbicieli kotów z 40 letnim stażem".

    OdpowiedzUsuń
  79. Przeczytałam wszystkie komentarze - mam nadzieję, że Monika też i coś jej się w głowie przejaśni i zamilknie , aby nadal sobie wstydu nie robić!
    Uściski Gosiu!I powodzenia z dobrymi adopcjami:)))

    OdpowiedzUsuń
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...