Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malusia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malusia. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2014

Czy jest tu ktoś dla Malusi?

Wierni czytelnicy mojego bloga na pewno pamiętają tę historię. Dziko żyjąca kotka odłowiona na sterylizację okazała się tak chora, że o jej wypuszczeniu nie było mowy. Trzy miesiące dochodziła do siebie po leczeniu z  różnych infekcji i następnie po sterylizacji. Spędziła ten czas u Basi - wolontariuszki Kociego Życia, w jej piwnicy.
Potem ja zareagowałam na apel Basi i przejęłam kotkę pod swoją opiekę. Malusia była u mnie dwa miesiące. Ku mojej radości znalazła dom u Magdy, naszej blogowej koleżanki. Szczęścia było co niemiara, niestety do czasu. Młody kocur Magdy - Cezary - zdominował delikatną Malusię i po kilku miesiącach usilnych starań Magda zdecydowała się, dla dobra kotki, oddać ją pod opiekę swojej dobrej koleżance, którą Malusia znała i lubiła. Tam wszystko wyglądała na początku świetnie, niestety historia się powtórzyła i Malusia ponownie została zastraszona przez kotkę tych państwa, kotkę, która jest na co dzień bardzo łagodna!

Nie można mieć wątpliwości, że kocie towarzystwo Malusi nie służy. Kotka wróciła do Basi, do jej piwnicy...

To najnowsze zdjęcia koteczki:



O tym, co dzieje się w tej chwili z kicią, można przeczytać TUTAJ, a tak napisała jej opiekunka  o tym kimś, kogo dla niej szukamy:

Kiedy dojdzie już do siebie, znów będzie szukać domu. Wiem, że to nie będzie łatwe, o ile w ogóle możliwe. Warunki są jasne – żadnych zwierząt i dzieci w domu, a ludzie ją adoptujący muszą liczyć się z tym, że sama Malusia nie będzie wykazywała inicjatywy w kontaktach z ludźmi. Kocha być głaskana, robi baranki, miesi chlebek na sam widok człowieka, ale równocześnie odczuwa lęk przed wykazaniem inicjatywy, jest wycofana, ale równocześnie bardzo kochana. Nie ma w niej nawet cienia agresji.

A te zdjęcia zrobiłam, kiedy Malusia była jeszcze u mnie. 



Właściwie nie była nigdy sama w pokoju. Przez koci pokój i dom przewijały się wtedy liczne tymczasy. Było ich sporo: Romeo, Julian, Młody, Myszeczka... Malusia radziła sobie, czuła się lepiej w ich towarzystwie niż w moim. Dlatego uważam, że można było mieć nadzieję na to, iż u Magdy kotka się odnajdzie. 



Na tych zdjęciach widać, jak wycofana jest to koteczka. Ona jest zupełnie niekłopotliwa, nie skacze po firankach, stołach, nie niszczy mebli. Ot, usiądzie sobie na drapaczku, na parapecie, przyjdzie na kanapę poleżeć...

Pod koniec pobytu u mnie ośmieliła się na tyle, że zeszła na dół. Zajęło jej to dwa miesiace. Ostrożna to i delikatna istotka.




Popatrz w te oczy - wielkie i pełne obawy,
Spójrz na ciałko zwinięte w kulkę małą.
Niewiele jej potrzeba, tylko trochę strawy,
Tylko trochę miłości by się zdało.
Tylko kącik cieplutki i łagodna ręka,
I spokój, żeby bać się nie musiała.
Jeśli jej dać to zechcesz, ta słodka koteńka
Już zawsze całym sercem będzie cię kochała.

(Wierszyk dla Malusi napisała niezawodna Ninka.)

Pisałam wczoraj, że cuda się zdarzają, że razem możemy dużo.

Czy jest tu osoba dla Malusi? Taka znaleźć się musi!

Zacytuję samą siebie ze starego posta:

Jak zwykle będę marzyć głośno. Niech znajdą się ludzie, może starsi państwo, a może samotna osoba, która ma możliwości lokalowe, czyli spokojny kącik, aby Malusia mogła u niej bezpiecznie przycupnąć. Niech ci państwo mają dla niej wiele serca, ciepła, dobrych słów i głaszczącą rękę. Niech ta kotunia znajdzie swoje miejsce na ziemi.
Niech! Niech! Potrzeba wiele Waszych dobrych myśli, aby takie osoby przywołać. Mówię serio. Poślijcie w świat, tak z serca, prawdziwie, wiadomość w strumieniu dobrej energii. Niech się znajdzie dobry dom z dobrymi ludźmi dla Malusi! Liczę na Was!

PODPIS

Osoba zainteresowana na pewno z checią przeczyta więcej informacji o tej koteczce:

http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2014/01/mam-marzenie-najwieksze-na-swiecie.html
http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2014/02/nazywam-sie-malusia-i-szukam-domku.html
http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2014/03/dla-malusi-byc-dobrze-musi.html
http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2014/03/ksiezniczka-mali-gotowa-do-drogi.html



środa, 19 marca 2014

M - jak Mali, Mrumru i miłość w wysokim C.

Dzień dobry!
Już tłumaczę się z tytułu.
Dlaczego M jak Mali?  Wiadomo.
Dlaczego M jak Mrumru, również jest jasne.
A co do tego ma M jak miłość? Bardzo dużo! To jej oczami spojrzała Mrumru na Mali.
Dlaczego w wysokim C?

Opowieść zaczyna się bowiem W pokoju na poddaszu*, więc wysoko, a mieszka tam oprócz M. C jak Cezary. :) Czarek był kocim jedynakiem, ale tylko do poprzedniej niedzieli, kiedy to Malusia pożegnała się ze swoją starą tożsamością, zrzuciła łatkę biednej, zaniedbanej, chorej, głodnej i bezpańskiej kotki podwórkowej, a przybrała szatę księżniczki. Wprawdzie ta szata musi się jeszcze uszyć do końca, ale jak na księżniczkę Mali przystało, już niedługo nasza gwiazda będzie odmieniona, bo w chwili, kiedy przekroczyłyśmy próg mieszkanka na poddaszu, ona zmieniła swoje życie. Taki awans marzyłby się każdemu! 

*Tak naprawdę to więcej niż jeden pokój.

A teraz opowieść:

W poprzednią niedzielę zawiozłam Mali do O. Czekała tam na mnie Mrumru. 


Jechałyśmy sobie z Mali w niedzielnej zawiei. Dziewczynka podczas podróży była cichutka, grzeczna jak aniołek.


Przez okno samochodu widziałam stare miasto w O. i zdaje się, że jest ono bardzo ładne.

Trochę błądziłam, ale już po chwili witałam się z czekającą na mnie pod domem przyszłą panią Malusi.
Dałam koteczce w posagu jej ukochane pudełeczko, z jej ukochaną poduszeczką, specjalnie niepraną, żeby mogła czuć się wśród swoich zapachów bezpiecznie. 
Mrumru zaraz znalazła Mali wspaniałe miejsce, wsunęłyśmy tam kartonik, zapoznałam dziewczynkę (tę kocią) z trasą do kuwety i obserwowałyśmy przebieg wydarzeń. 


Księżniczka zachowywała się bardzo dobrze. Owszem, była przestraszona, ale obyło się bez syczenia, bez popłochu. Siedziała w swoim pudełeczku spokojnie i obserwowała nas. 
Doczekała się pierwszej wizyty wspaniałego kota rezydenta - Cezarego. 


Tu należy się słówko wyjaśnienia, dlaczego nie nalegałam, żeby Mrumru koniecznie izolowała Mali od Czarka. Znam tę kotkę. Ona żyła już w moim kocim pokoju (też na poddaszu) z wieloma kotami tymczasowymi i zawsze z każdym dogadywała się dobrze. Nie było żadnych łapoczynów ani innych kłopotów, podejrzewam wręcz, że nie raz odbywała się tam zabawa na sto dwa! Niestety nie mogłam tego obserwować, bo Mali przy mnie uciekała do swojego pudełka. Wiedziałam więc, że sobie z Czarkiem poradzi; a ten kot to sama mądrość i oaza spokoju! Wypisz wymaluj Hokus! Takie samo mądre spojrzenie, takie samo czarne, lśniące futerko, wydaje się, że ten sam proludzki charakter.
Obserwowałyśmy z Mrumru całą sytuację gotowe do interwencji, ale było bardzo spokojnie.


Czarek z zainteresowaniem zaglądał do nowej siedziby Mali.


Ona była zbyt zdezorientowana, żeby protestować...


Z chęcią i mruczeniem (!!!) przyjmowała pieszczoty swojego nowego personelu.


Najbezpieczniej czuła się z mordką w misce z jedzonkiem. :)


Czaruś patrzył z ciekawością...


Przy zielonej herbacie i pysznym cieście od mamy przekazałam Mrumru całą wiedzę o Malusi, a ona zanotowała wszystko skrzętnie na karteczce. To wzbudza od razu zaufanie. To lubię! :)


Usłyszałam od Mrumru, że ona już od dawna myślała o takiej właśnie kotce jak Mali. Takiej, która potrzebuje pomocy, w jakiś sposób pokrzywdzonej przez los. To wyznanie mocno mnie wzruszyło i upewniło, że Malusia trafiła do właściwej osoby. Kiedy wracałam do domu i przekraczałam kanał Ulgi, naprawdę ją czułam...


Na moje oko Mali zachowywała się w nowym domu w pierwszych chwilach REWELACYJNIE, jak na nią oczywiście. 


A potem? Potem zaczęły spływać do mnie raporty:

Jak tylko wyszłaś Mali, wybiegła z pudełeczka i zrobiła obieg mieszkania. Po drodze najpierw wpadła na Czarka i ona nawarczała a potem jeszcze raz musiała koło niego przebiec, to on nawarczał. Ale jak podeszłam do pudełeczka, żeby ją pogłaskać, to Cezary też przyszedł i oba się dały miziać (muszę opanować głaskanie oburęczne). Potem Czarek sam prawie wlazł jej do pudełka i obyło się bez konfliktu. Teraz każde siedzi w swojej bazie obserwacyjnej, a ja robię obiad. :)

***

Kotki trochę na siebie zaczęły fukać, kiedy Mali wychodziła przemykać koło ścian. Zaczęła się też chować Czarkowi do kuwetki, więc postanowiłam na noc (jak mnie nie ma) rozdzielić towarzystwo (Cezary w końcu się spokojnie mógł załatwić chyba). Mali jeszcze nic nie zrobiła, ale może teraz, jak już trochę spokojniej i sama będzie, to się ośmieli. Zobaczymy, co zastanę rano.

***

Rano, jak wpuściłam Czarka do Mali, to ten jeszcze na nią warczał, ale po dłuższej chwili przestał w końcu i położył się na boku, a potem na pleckach, odsłaniając brzuszek. I od tej pory co jakiś czas do niej zagląda i przyłazi i chyba chce się już z nią bawić, ale Mali warczy jak tylko, ten przekroczy 30 cm odległości.

***

Raz zrobiła siku do swojej kuwety, raz zsiusiała się pod siebie, jak leżała na łóżku. Kupki brak. Czarek zachowuje się za to już całkowicie normalnie i chwilami chyba nawet o niej zapomina. Przy głaskaniu Mali mruczy, ale tylko, jak jest w swoim pudełeczku. Poza nim ucieka i warczy lub syczy. Większość dnia siedzi w swoim pudełku. Po południu drzemaliśmy wszyscy w jednym pokoju, Cezary ze mną na łóżku, Mali nadal uparcie u siebie.

***

Przed chwilą wytarmosiłam ją nieźle, bo nadstawiała łebek i aż się podniosła na łapki, tak się miziać chciała. :) W rękę się wtuliła cała :) i nawet wyszła zajrzeć do mnie i do koleżanki, jak piłyśmy przed chwilą herbatę w drugim pomieszczeniu. :). Cezarego nadal goni ;P A on tak bardzo chce się bawić. :)

***

Ranek... Choć może zacznę od nocy. :) W nocy Mali zrobiła i kupkę, i siku do kuwetki. No przynajmniej tak podejrzewam, że to jej siku. Obudziło mnie ciche przekopywanie żwirku - to na bank Mali. Bo potem obudziło mnie intensywne przekopywanie, i to już Czarek sprzątał po Mali ( i to aż do rana parę razy :P), on ma takie zboczenie zakopywania porządnie, nawet jedzenie próbuje zakopać, szorując łapką po ścianach koło miseczek. :P Mali jedzenie też próbował wczoraj zakopać (nie zjeść! tylko właśnie zakopać, głuptasek). Mali już nie siedzi wbita w ściankę pudełka, tylko wygląda i obserwuje, na noc przeniosła się do kuchni na drzewko. Zjadła śniadanko i leży w pudełeczku, patrząc w otwarte okno. Boże, jakie ona ma mądre oczka! Aż się dziwnie czuję, jak tak na mnie patrzy chwilami. :) Na razie nadal goni Cezarego.

***

I tu miały nastąpić fanfary, oklaski i radość, ale mimo tych dobrych wieści, mamy problem: Mali drugi raz nasiusiała na kocyk, leżąc na łóżku... 
U mnie nigdy jej się to nie zdarzyło. To tylko świadczy o tym, że kota nadal jest w wielkim stresie. Co robić? :(


PODPIS

sobota, 15 marca 2014

Księżniczka Mali gotowa do drogi

Przede wszystkim dziękuję za wczorajsze wsparcie. Hokusik jest wyraźnie obolały, mało się rusza, chodzi ostrożnie, dużo śpi. Wciąż trzęsiemy się nad nim, żeby nie dostał zapalenia otrzewnej czy innej komplikacji. Dziś kolejna kontrola. Czarujmy! Hokus Pokus!  


Dziś jednak nie o tym. Dziś na wesoło, a nawet doniośle.

Jutro zawożę Malusię Mrumru. To niezwykle doniosła chwila, moja radość i pociecha w najczarniejszych chwilach. Każdy list od tej dziewczyny napełnia mnie uśmiechem. Magda zrobiła mały remont, wysprzątała mieszkanko już teraz, żeby potem nie stresować kocinki odkurzaczem. Wymiana siatek w oknach już zaplanowana na solidniejsze i Magda czeka. Czeka na swoją kotkę, tę pozornie niewidowiskową, nieatrakcyjną koteczkę po przejściach. Taką, której będzie musiała dać dużo czasu, mieć do niej cierpliwość i wiele wyrozumiałości. Tę, którą trzeba zobaczyć sercem i dostrzec to zalęknione serduszko, tę ledwo wykluwającą się odwagę i zaufanie do człowieka. Zrozumieć historię, którą opowiada jej ciało. Dostrzec to i chcieć zaakceptować. 

Malusia jest już w bardzo dobrej, jak na nią, kondycji. Basia doprowadziła ją do dobrego stanu, no i uratowała jej życie, a ja już też zrobiłam, co mogłam. Ostatni miesiąc mała była intensywnie leczona na wszystko, co można. Z moją wetką, panią Edytą, doprowadziłyśmy jej uszy, skórę, oczy do świetności. 
Przeklęty strupek na nosie zniknął, ale teraz Mali ma tam plamę po płynie, którym jej nosek smarowałam. Liczę, że teraz już w końcu zejdzie. Wczoraj jeszcze byłyśmy na ostatniej kontroli. 



Dziewczyna miała znowu pobraną krew. Wyniki są super. 
Trzeba było sprawdzić, jak się mają nerki po odstawieniu leków i na szczęście są zdrowe. 



Ząbki też zostały przejrzane, kamień z jednego usunięty.


Pazurki obcięte. 


Wczoraj też Malusia wykonała krok milowy. 
Zeszła po schodach na parter i przyglądała się naszemu życiu. 


Rufi nadal bardzo ją stresuje.



Malusiu, Księżniczko Mali, jak mówi o tobie twoja nowa pańcia, czy ty wiesz, kobieto, że od jutra z bezdomnego kota, który przymierał głodem, który marzł zimą, chorował, cierpiał od pcheł, kleszczy i różnych chorób, staniesz się kotem domowym? Ze swoją łysą, ze swoim kocim bratem? Z pełną miską i dostępem do weta? 



Magdo, uważaj, zbliżamy się! Do zobaczenia jutro. :))


PODPIS

Dostałam fajny prezent od sklepu NaszeZoo.pl.
Praktyczną składaną miseczkę wraz z sympatycznym listem.



Miseczka już się przydała. Jest świetna. Dziękuję bardzo za ten miły gest.


poniedziałek, 3 marca 2014

Dla Malusi być dobrze MUSI!

Pod niedawnym postem, gdzie dałam do zrozumienia, że ktoś się Malusią interesuje, napisała w komentarzu Hersylia: 
Gosianko! Osobny post dla Malusi i Mrumru musi być, bo pewnie jest więcej takich osób jak ja, co nie zawsze przez wszystkie komentarze u Ciebie zdołają się przedrzeć. Dziś mi się udało, a inni w tej nieświadomości wielkiego szczęścia Malusi tkwią, zamiast się z nami cieszyć. Co za osoba z tej Mrumru, co za ludzie wielkiego serca po tym świecie chodzą! 



I ja nie mogę uwierzyć! Co za ludzie wielkiego serca po tym świecie chodzą! Wyobraźcie sobie, że kiedy napisałam tu na blogu, że Malusia już szuka domu stałego, OD RAZU, natychmiast tego dnia znalazła się osoba, która o nią zaczęła pytać! Przecież ja sądziłam, że szukanie jej domu zajmie miesiące, a i to może nic nie dać. Bałam się, że ona już u mnie zostanie... Bałam się, bo tak jak już tu tłumaczyłam, mamy kłopot z Kajtkiem i każdy kolejny kot stały zamyka nam drogę do prowadzenia domu tymczasowego. 



Ważne, że taka osoba się znalazła i już mogę Wam ją przedstawić. Jest nią nasza blogowa koleżanka Mrumru. Młoda kobieta. Z kotem. :) Napisała "Kurczę... jak tak o niej czytam, to nawet mam myśli, że może u mnie by się dało, że by się odnalazła... Od początku marzy mi się towarzysz dla Cezarego, ale jednocześnie taki kotek, co by mu nie przeszkadzało, jak wyjdę na 12 godzin do pracy..."

Malusia potrzebuje spokoju, więc nie będzie jej to przeszkadzać. Wręcz jest to pożądane. Ona u mnie nie wychodzi z otwartego pokoju na strychu. Zaledwie kilka razy odważyła się wyjść na schody i zaraz wracała. Zaczęłyśmy z Mrumru korespondencję, w której, szczerze mówiąc, trochę ją zniechęcałam. Chciałam, aby miała pełną świadomość, jakiego kota bierze, opisałam wszystko jak na spowiedzi. Że kotka jest nadal zalękniona, że wciąż boi się nawet mnie, że potrafi na mnie syczeć, kiedy się do niej zbliżam, że czasy świetności przed nią, choć wygląda już rewelacyjne w porównaniu z tym, co było u Basi, a nawet u mnie na początku. Że potrzebuje niezwykle cierpliwego opiekuna i wiele, wiele czasu... 




Mrumru nie tylko się nie zniechęciła, ale zdecydowała się adoptować Malusię! Szczerze? Nie mogłam w to długo uwierzyć! Mrumru ma w domu kota Czarka, który jest spokojny i który na pewno tęskni za kocim towarzystwem. Malusia świetnie się dogaduje z innymi kotami, choć mogę się tego domyślać tylko po odgłosach zabawy, bo na mój widok kotka nadal sztywnieje ze strachu i zmyka do swojego pudełeczka.

Zależy mi, aby oddać kotkę zdrową i w jak najlepszej formie, więc już tydzień temu zabrałam ją na przegląd do mojej wetki. To był bardzo dobry pomysł. Kota miała pobraną krew, dostała smarowidło na nos (dlatego jest taki pomalowany), żeby wygoił się uparty strupek (to jest ciężkie do gojenia miejsce), dostała maść do uszek, bo coś za dużo w niej wydzieliny. Miałam jej też zmienić żywienie, bo chcąc jej dogodzić najlepszą wysokobiałkową karmą, zaszkodziłam jej i kotka ma minimalnie podwyższone wyniki nerkowe. Tak to jest, że jak kot głodował, to potem nie radzi sobie z dużą ilością białka. Wszystko powinno wrócić do normy w krótkim czasie. I jeśli tak się stanie (kontrola w następny piątek), Malusia już w przyszły bądź w jeszcze kolejny weekend zostanie kotem domowym, KOTEM ZE SWOIM DOMEM, ze swoją miseczką, ze swoją pańcią i ze swoim kolegą! 



To, co przeszła ta koteczka, nadaje się na niejedną opowieść. Jeśli ktoś nie pamięta, a chciałby sobie poczytać, to historia Malusi jest tu: Mam marzenie największe na świecie.





Mrumru, nie wiem, jak mam Ci dziękować za Twoje serce! Jeśli uda Ci się przekonać Mali (tak  Mrumru nazywa koteczkę w korespondencji ze mną), że ludzie są dobrzy, a ona może się odprężyć, to chyba wystawię Ci pomnik na środku miasta! 
Chciałabym, marzę, że spełni się to, co napisała w komentarzu Megi:

Jest zupełnie jak moja Ineska, nawet uszy i wyraz oczu mają podobne.
I to prawda, trochę to trwało - pół roku od kulenia się za meblami, przez kartonik (dwa miesiące w pudle!) do pierwszego przytulenia i pogłaskania.
Teraz, po prawie roku, Inez jest najsłodszym i najwdzięczniejszym kotem w domu. Nie ma tak, żeby ją dotknąć, pogłaskać, a ona się fochnie, jak domowce z urodzenia. Dotykanie jest wręcz niebezpieczne, bo I. odpowiada wdzięcznym purrr?, a później przykleja się całą sobą (coś jak Myszka). Bawi się sama godzinami, jest niezwykle empatyczna wobec innych kotów (jak coś marudzą, to podchodzi do nich, barankuje i pyta, co się stało), niewybredna w jedzeniu, sama ogarnęła kuwetę (tylko obserwując inne koty, nigdy nie była domowa, a ma już sporo powyżej 5 lat!), wychodzi na dwór i wraca. Po prostu jest bardzo inteligentna i doświadczona, inaczej nie przeżyłaby tyle lat w trudnym świecie.
I tak samo będzie z Malusią. Bierzcie ją, to prawdziwy skarb, na razie ukryty. Dla kogoś, kto będzie miał ją z wzajemnością na wyłączność - albo jako kolejny, bezproblemowy kot.
Poza tym czarno-białe są najbardziej proludzkie. :-)


Dziewczyny! Hura! Malusia ma dom! Czy możecie w to uwierzyć!? Cieszcie się razem ze mną, razem z Basią - pierwszą opiekunką koteczki. Cieszmy się! :)

Hura!

PODPIS

I jeszcze takie małe pytanko dla mojej ciekawości tylko i wyłącznie: co wolicie na jutro, post o nowych obrazach, czy nowej koteczce-bułeczce?



Sonda jest czynna do 19.00. Dziękuję. :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...