sobota, 5 września 2015

O uprawie ogrodu - fotoreportaż

Gwoli wyjaśnienia, gdzie byłam, jak mnie nie było i gdyby kogoś to ciekawiło, ujawniam, że wiosnę i lato spędziłam w ogrodzie. Nie sama oczywiście! Sama to bym nie podołała. Pomagała mi cała banda kotów - rzekomych darmozjadów (tak o nich zwykli mówić  ci mało rozeznani w temacie). Mam nawet stosowną fotodokumentację na to, że koty to bardzo pożyteczne zwierzęta. Oto dowody:


  Mietek dogląda sadzonek ogórków 
w prowizorycznym tunelu mojej osobistej produkcji.

 Majtek uprawia selery

 oraz rukolę.

  Zauważcie, jak mocno się do jej uprawy przykłada.

 Niemal omdlał, biedak...

 Jeszcze widok z góry na jego umęczone, spracowane odnóża
(oraz na jedno moje).

 Śliwka natomiast objęła we władanie zagon z kocią trawą. 
Ktoś musi też doglądać żarcia dla kotów!

 Ma przy tym pilnego obserwatora, 
który być może przejmie od niej kiedyś pałeczkę.

 Tymczasem jednak Śliwka mocno przykłada się do pielęgnacji trawki.

 A nawet przykłada się coraz mocniej.

 I jeszcze mocniej!

 Zawzięcie uprawia.

  Jest niestrudzona.

 I oczywiście widok z góry.

 Majtek z przyczółka ze szczątkową kocimiętką*,
prawdopodobnie cokolwiek odurzony, nadal prowadzi obserwacje.

 Nie wytrzymuje jednak i wkracza do akcji 
- instruuje Śliwkę, jak uprawiać nasturcję.

Bazyl nienachalnie uprawia orzech włoski. 
Za to jak owocnie - w tym roku po czternastu latach 
drzewko wydało 2 (słownie: dwa) orzechy!

W naszym ogrodzie nie próżnują także ślimaki 
- ten akurat uprawia karaganę syberyjską.

  Glizda intensywnie uprawia bób i pietruszkę,

 zajęła się także sadzonkami patisonów.

  
 I proszę, jaki efekt!

Można? Można!

To do roboty! I smacznego. :)

Właśnie, a co Wy porabiacie przy sobocie?

Fotoreporterowałam ja, JolkaM.


*O szczątkowej kocimiętce będzie oddzielny wpis, bo to dla mnie niełatwa w uprawie roślina. Koty zdają się mieć inne zdanie... Mają prawo.



39 komentarzy:

  1. Pięknie doglądają, uprawiają i własnymi ciałami bronią przed najazdem np. szkodników, w ogóle towarzystwo dorodne jak i zbiory, pogratulować jednych i drugich i podziękować za zgrabne fotoreportażowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Drugi post Joli? Fiu fiu :)
    Ty to masz nieocenionych pomocników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, jestem w transie! ;) Teraz będą trzy posty dziennie, i będę wymagać rzetelnego komentowania! :P

      Usuń
    2. siedzę z klawiaturą w dłoni i z telefonem, jakby któreś odmówiło komentowania... to awaryjnie użyję drugiego :-D

      Usuń
  3. Poranek był bardziej obiecujący pogodowo, niż popołudnie. Do uprawiania czegokolwiek nie za bardzo. Fajnie jest mieć tylu skutecznych pomocników. Moje marne 4 sztuki nie dają rady. W związku z czym nawet nie podejmują próby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, przecież ja dziś też niczego w ogrodzie nie uprawiałam (oprócz lenistwa z książką na leżaku) - te patisony to się przez całe lato tak uprawiały. Znaczy się, Glizda je uprawiała. :D

      Pogłaski dla Twoich nierobów. ;)

      Usuń
  4. Masz piątkę takich ślicznych kocich futrzaków? Cudownie! Właściwie to możesz leżeć do góry brzuchem i tylko polecenia uprawne wydawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oczywiście to właśnie robię, Julito, a co! Leżę i wydaję. Trza się umieć w życiu ustawić. Lub ułożyć. ;)

      Usuń
    2. To się nazywa delegowanie obowiązków.

      Usuń
    3. Właśnie tak! Uwielbiałabym delegować obowiązki - gdybym tylko umiała...

      Usuń
  5. No, no! Efekt wspaniały, ale przy takich pomocnikach to nic dziwnego:)))))))) A ja przy sobocie byłam na Targach Rolniczych i naznosiłam plonów, ale nie swoich; a teraz, robiąc deser, czekam aż się domownicy zejdą na obiad:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, zjadłabym deserek, ale dziś zaczyna się sezon basenowy i zaraz się zbieramy, więc co najwyżej sobie pomarzę po drodze i wyobrażę, co tam szykujesz, mniam! I mlask. ;)

      Usuń
  6. Będę imprezować wieczorem.
    Pomocników masz pełnych zapału i profesjonalnych, co widać po zbiorach. Bardzo ładne patisony.
    Fotoreportaż jak zwykle świetny. Czy pomocnicy nie protestowali przeciwko uwiecznianiu ich wytężonej pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, były takie upały, że im się chyba choćby od nich nie chciało protestować, ani nawet kiwnąć pazurkiem. Poza oczywiście czasem wytężonej pracy - wtedy dawały z siebie wszystko. :)

      Patisony pierwszy raz zagościły w naszym ogrodzie, i bardzo się sprawdziły. A posadziłam je dlatego, że podobają mi się ze względu na... (cało)kształt. :)

      Usuń
    2. Bardzo lubię konserwowane malutkie patisony. Są dekoracyjne i smaczne.

      Usuń
    3. No właśnie te malutkie mnie tak skusiły wyglądem. Ale nasze porosły zanadto (żal było mi takie maluszki zrywać) - Glizda chyba zbyt na nie chuchała i pielęgnowała. A może te maluchy to jakaś specjalna odmiana. W każdym razie ja też je wrzucam do słoików, ale pokrojone. Nie są tak dekoracyjne, ale chyba równie smaczne. :)

      Usuń
  7. No to ja już nie wiem co myśleć o tej sławnej"pracowitości"kotów,grzeją korzonki roślinek własnymi ciałami!:)
    A ja czekam na nowe zdjęcia Malina,które wczoraj dostałaś od pani Krysi:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia dam któregoś dnia, Orko. Są tylko trzy - Malin się nic nie zmienił, kochana mordeczka!

      PS. Nie jestem pewna, ale czy ja wyczuwam w Twoich słowach psiej fanki pewną ironię względem pracowitości kotów? ;)

      Usuń
  8. Fotki w połączeniu z podpisami pod nimi bardzoż mnie rozbawiły ;))) A tak w ogóle, nie wstyd Ci te biedne koty wykorzystywać? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, teraz mi trochę łyso... Ale się już przecież nie wyprę, poszło w eter. Poprawię się jednakowoż. ;)

      Usuń
  9. Ja sie nudze, obijam i odpoczywam, bo deszcze niespokojne grasujo na dworze, wiec nie ma po co wychodzic.
    Acha, Glizda skutecznie wysiedziala te jaj.... eee... patisony. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też dziś deszczowo, a w pewnym momencie po południu zerwał się taki wiatr do tego deszczu, że było całkiem tak, jak napisałaś: deszcze niespokojne niesamowicie targały, ino że brzozy, a nie sad. Na szczęście przeszło toto szybko.

      I, wiesz, Aniu, Ty masz rację - to musiało zadziałać wysiadywanie Glizdy, bo wyjątkowo nam te patisony wyszły. ;)

      Usuń
  10. No, no, bez pomocników by się nie dało. Bardzo pracowici :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą pękać z dumy, jak im powtórzę, co się tu o nich mówi. ;)

      Usuń
  11. Niezwykle pracowite masz koty JolkoM. Przesympatyczne te Twoje ogrodowe reportaże.
    Ja zwykle w soboty jeżdżę na wycieczki, ze względu na to, że w soboty w okolicach Warszawy są mniejsze tłumy niż w niedziele. Dziś nie byłam daleko ze względu na psie dziecko, które mam dopiero od tygodnia.
    Swoją działkę i mieszkające tam koty, odwiedzam w powszednie dni i w niedziele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczytywałam Waszą wymianę z Gosią, wiem, że masz pieska. :) Może o nim napiszesz coś więcej?
      Psie dziecko to musi być absorbująca sprawa. Pewnie jeszcze nie zna swoich kocich kumpli z działki, co?

      Usuń
    2. Nie zna. Najpierw musi mieć wszystkie szczepienia. Pozna za miesiąc. Nowa relacja zdana.

      Usuń
  12. Wcale się nie dziwię, że cię nie widać na blogach, sam nadzór nad pomocnikami to musi być niezła harówa, no i trzeba im pomóc w tej uprawie ;) Miałam pytać o efektywność współpracy, ale dałaś zdjęcia dokumentujące, że plony obfite i smakowite :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mary, mówię Ci, kochane są te moje kocie ogrodniki, ale pilnować trzeba, a jakże! Musiałabyś widzieć, jakie zasieki musiałam robić, żeby obronić przed ich zapałem do pracy świeżo wysiane nasionka. :] Jakoś się jednak dogadujemy. ;)

      Usuń
  13. Wspaniali pomocnicy! Bez nich byłoby trudno... Ja dziś porządki próbowałam uprawiać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, Kalipso, nawet nie wymawiaj tego słowa przy mnie, bo zaraz mi na łbie czapka gore. Przez te wszystkie patisony, ogórki, jeżyny (te to z lasu) i inne dobra, to ja prawie z garów i kuchni nie wychodzę, a pozostała część chaty leży odłogiem. Chyba będzie musiała tak czekać do zimy. ;)

      Usuń
  14. Ale masz cudne koty:):):)Ogrod tez niczego sobie i fajne patisonki i moja ulubiona rukole:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rukola się już skończyła - ku mojemu żalowi, bo była pyszna, sto razy lepsza niż kupowana w sklepie. A ta wysiana dodatkowo w sierpniu jakoś niespecjalnie się udała. Ale jeszcze z nią spróbuję powalczyć. :)

      Usuń
  15. Ala masz pomocników, bez nich pewno nie było by takich plonów.Ja przy sobocie pilnuję prawie moją wnusię.Od rana do wieczora.Przyrodę podziwiam na spacerach z Luną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przyrodę należy podziwiać zawsze i wszędzie - jest tego warta!

      Buziaki dla prawie wnusi. :)

      Usuń
  16. Szczęściara z Ciebie Jolu!
    Moje koty tylko uprawą rukoli w tym roku się zajęły, całą resztę musiałam ogarnąć sama.
    Muszę pokazać im zdjęcia Twoich pracowitych pomocników i przeprowadzić z nimi rozmowę wychowawczą.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Magdo, zdecydowanie zalecam pokazanie zdjęć poglądowych. Ale wiesz, ta rukola u Ciebie to już coś, jest nadzieja... Powodzenia! :D

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...