poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Spod tego samego nieba

Pod tym samym niebem żyjemy, a więc wszystko jest możliwe! Zapragnęłam i stało się!

A było tak:
Nadjechała najprawdopodobniej tą drogą:


Nadanie nastąpiło dnia 2014.04.01 o godzinie 09:23 w Urzędzie Pocztowym w Jaworniku Polskim. Uroczym Urzędzie Pocztowym, dodajmy. 


Ważyła 9,1 kg. 
Czekała biedna, samotna aż do 15:03, by wyruszyć do Rudnej Małej, gdzie dotarła o 16:54.
Następnego dnia (2014.04.02) o 01:45 z Rudnej Małej zabrali ją do Krakowa. 
Tam pojawiła się o 05:25, by dopiero o 16:15 wystartować do Wrocławia. 
Moje miasto przywitało ją o 21:31 i przetrzymało do 11:12 dnia następnego, czyli 03.04.2014. 
Wtedy to w swoje ręce dostał ją nasz miły pan listonosz i o godz. 17:30 zawitał Za Moimi Drzwiami, gdzie oczekiwałam go, przebierając nóżkami z niecierpliwości. 


Nareszcie będzie trochę spokoju - powiedział Wrocławski na wieść, że przyszła. Wcześniej dzwoniłam do niego kilka razy z pracy, czy już jest i czy na pewno nie przegapił dzwonka do drzwi. Czekałam! I to jak czekałam!


Tym razem postąpiłam wbrew swojemu zwyczajowi i natentychmiast zabrałam się do jej otwierania. Byłam taka podekscytowana!


Najpierw znalazłam list. Od Olgi. 


Potem odurzył mnie nieziemski zapach... Sianko! Aaaa!! Bosko!


A potem to już było jak na Gwiazdkę. Same cuda i dziwy! Zamówiona paczka od Olgi Jawor, wprost z podkarpackiej wsi. 


Najpierw prezenty. Na spróbowanie. Małe, białe jajeczka starej polskiej rasy kury czubatki - prawdziwe śliczności. Olga hoduje kilka takich kurek z patriotyzmu! :)
I prawdziwy przebój. Coś, co zobaczyłam pierwszy raz w życiu! Cudne zielone jajka kury rasy araukana! 


One naprawdę są zielone!


 Powiedziałabym, że to miętowa zieleń. Widać?


Cudna różnorodność. Kury rasy araukana trudno się hoduje (jak napisała mi Olga), bowiem ich jajka mają tak twardą skorupkę, że pisklęta często nie mogą się wykluć... 


Zachwycają mnie te zielonki araukanowe!


Ze stu zamówionych przeze mnie jajek i dwudziestu dodanych w prezencie od Olgi tylko dwa lekko pękły. Reszta dojechała nienaruszona. Te pęknięte zabezpieczyłam, oddzielając białko od żółtka. 


Jakie żółciutkie! Odrobinę dostała Aniela i zjadła z wielkim smakiem.


A ja tajemniczym sposobem na widok tych wspaniałych, pachnących pomarańczowych żółtek oraz z powodu mojego gwiazdkowego nastroju przeniosłam się w czasy dzieciństwa i zapragnęłam... kogla-mogla! 


Pamiętam, jakim świętem był dla mnie kiedyś ten deser. Nie mogłam jeść go za często, ale zawsze przysługiwał mi, gdy byłam chora - na pocieszenie. Mama ucierała go dla mnie bardzo dobrze, ale gdy robił to Tato, z męską siłą, to deser był potem tak puszysty jak pianka! Uwielbiałam kogel-mogel! Mogę śmiało powiedzieć, że to mój ulubiony deser z dzieciństwa. Zawsze jadłam połowę bez dodatków, a do drugiej dodawałam odrobinę kakao. Mniam! 


Pod wpływem impulsu ukręciłam sobie deser, którego nie jadłam z 20 lat! Świadomość, że to zdrowe jajka dodawała mu tylko wyjątkowego smaku! Naprawdę poczułam się znowu jak dziewczynka i kiedy pomalutku, delektując się każdym kęsem, zlizywałam boski nektar z łyżeczki, wróciło do mnie tak wiele dobrych wspomnień... To była magiczna chwila szczęścia. Przekonałam się, że nadal uwielbiam kogel-mogel!


Tego dnia zaczęłam malować kolejny obraz, wymieszałam sobie farbę w kubeczku  - czy już wiadomo, co mnie zainspirowało?


Wspaniałe, pachnące sianko, w które tak perfekcyjnie opakowane były jajka, wylądowało w ogrodzie pod krzaczkiem i zyskało od razu fana. 
Wiem, że można z siana robić wiele rzeczy dla zdrowia, np. można kąpać się w jego naparze, pić go, ale do tego jeszcze nie dorosłam. :)


A ja? Ja nacieszyć się nie mogłam! Nareszcie spróbowałam żywności, o której na 100% wiedziałam, że jest ekologiczna i zdrowa. Nareszcie mogłam spróbować sama i karmić rodzinę słynnymi jajkami od kur zielononóżek z domowej hodowli Olgi!

Kury Olgi i Cezarego są szczęśliwe, zadbane, karmione naturalnie i ich jajka zawierają to, co najlepsze. Poniższe fragmenty pochodzą z posta napisanego przez Olgę pt. Jajka nad jajkami (klik). Zachęcam do przeczytania całości, bo jest to kompendium wiedzy o kurach zielononóżkach i ich jajkach.


To bardzo ciekawe, niezwykle ruchliwe i sprytne, zielononogie stworzenia. Biegają po ogrodzie pogdakując, pokrzykując radośnie i wyszukując sobie jakieś wiosenne smakołyki. Kłócą się ze sobą albo przechadzają się w parach, gwarząc cicho o swoich kurzych sprawach. A już za chwilę uciekają przed swymi zazdrosnymi siostrami, niosąc w dziobkach swoje cenne zdobycze – tłuste robaczki i świeże trawki. Potrafią przefrunąć nad płotem i oddalić się bardzo daleko od kurnika, aby znaleźć coś ciekawego do jedzenia. 


Często zwabione przez charakterystyczne nawoływania sprytnego koguta podchodzą do korytek, mniemając, iż gospodyni, czyli ja, dała im kolejną porcję ich ulubionej mieszanki ziemniaków, pszenicy i owsa. A to tymczasem jurny pan kogut miał chętkę na chwilę niewybrednych amorów! A na obiad trzeba jeszcze cierpliwie poczekać! 


Nawiasem mówiąc, jakość tego, co jedzą kurki, ma ogromny wpływ na jakość, kolor, zapach i smak ich jajek. Chciałabym, by każdy, kto ma okazję ich spróbować, nie wahał się, gdyż różnica smakowa między tymi jajkami a sklepowymi jest mniej więcej taka, jak między mlekiem od krowy a tym z kartonika! Ale liczą się oczywiście nie tylko zalety smakowe. Najważniejsze jest to, że to po prostu bardzo zdrowe jajka, które mogą, a nawet powinny, jeść osoby dbające o siebie, świadome roli zdrowej żywności w diecie, nadwrażliwe na inne pokarmy (także ze skazą białkową, gdyż te jajka nie uczulają!), pacjenci po chemioterapii, ludzie cierpiący na problemy z sercem i miażdżycą, wszelkiego typu rekonwalescenci oraz dzieci.


Jajka kur zielononóżek są dużo mniejsze od „normalnych” jaj (wcale tego nie zauważyłam - dopisek mój), mają barwę jasnokremową lub białą i wyjątkowe wartości odżywcze, albowiem właściwie zawierają one wszystko, co jest nam potrzebne do życia (z wyjątkiem witaminy C)! Mają bogaty skład witamin, głównie B12 (odgrywa rolę w regulacji przemiany materii, chroni przed stresem i wpływa na poprawę samopoczucia), witaminę E (która zaliczana jest do silnych przeciwutleniaczy – chroni komórki przed działaniem wolnych rodników, a przez to opóźnia procesy starzenia i zmniejsza ryzyko rozwoju zmian nowotworowych), witaminę D (odgrywa istotną rolę w metabolizmie tkanki kostnej i zębów), witaminę A (korzystnie wpływa na wzrok i chroni przed szkodliwym wpływem promieniowania ultrafioletowego), witaminę K (wpływa na procesy krzepnięcia krwi) oraz wiele mikroelementów, takich jak: potas, siarka, fosfor, wapń, magnez, cynk, żelazo.


Czy ktoś mi się jeszcze dziwi, że mając świadomość leczniczych właściwości tych jajek, skakałam ze szczęścia  i z radości, że je mam? 

Od razu zaczęliśmy jeść jajka, jeść dużo jajek. :) 


Zrobiłam sobie np. jajecznicę z zielonych z dodatkiem startego na grubej tarce kabaczka i pieczarki. Mmmm, boskie!


Najpyszniejsze jednak były jajka na miękko. Wczoraj ugotowałam trzy rodzaje. Wszystkie wyszły mi perfekcyjnie, a to sztuka, bo każde z nich było różnej wielkości - chciałam, abyśmy mogli porównać trzy rodzaje podczas jednego posiłku.

Od prawej: jajko kury czubatki, araukany, kury zielononóżki. 
 Sam ich wygląd podczas śniadanka to bonus, a  jedzenie ich to już prawdziwe święto. 


Zapewniam, że są pyszne! Kremowe i aksamitne w konsystencji rozpływają się na języku takim... gładkim smakiem. Jedzenie królów, ach, co ja mówię! Jedzenie bogów! Najbardziej smakowało mi zielone, choć pozostałe też były doskonałe. 


Olgo, Twoja paczka sprawiła Za Moimi Drzwiami tyle radości, że nie da się tego opisać. Jestem Ci bezgranicznie wdzięczna, że chciało Ci się tak pomysłowo pakować te jajeczka i wędrować z nimi na pocztę. Zrobiłaś nam, i nie tylko nam, bo obdarowałam nimi rodzinę, prawdziwe święto. Każde z nich obracam w dłoni jak skarb, którym jest. Spod tego samego nieba, a jakie wyjątkowe! Bardzo Ci dziękuję!

Zamierzam jeszcze nie raz korzystać z tej szczególnej oferty. 


Kury, proszę się obficie nieść!
Czy kury mnie słyszą?!


A kogóż to zastałam wczoraj na gnieździe z sianka?


Może mu podłożyć kilka tych zielonych jajek, co?
Może wylęgną się zielone koty?

PODPIS


85 komentarzy:

  1. Ależ pięknie to wszystko opisałaś, Gosiu :)
    A widoki potraw z jajek - niepowtarzalne :)) Przyłączam się do prośby o obfite znoszenie jaj.
    I sianko znalazło zastosowanie, moze to jakaś forma psychoterapii dla Kajtusia? A może warto podłożyć mu kilka jaj, to wysiedzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś musi być w tym sianku miłego dla niego, bo tylko on pokochał to miękkie miejsce w ogrodzie, gdzie naprawdę wygląda jak kura na grzędzie. :)

      Usuń
  2. Ile to radości mogą sprawić zwykłe/niezwykłe jaka.
    Miłego jajecznego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się co by sprawiło większą radość i sama nie wiem. Nie ma nic takiego!

      Usuń
  3. Gosianko, ale zrobiłaś reklamę jajek. Dobrze, że nawołujesz je do obfitego niesienia, bo teraz będzie na nie ogromny popyt. Ja też je chcę ( zresztą już napisałam do Olgi),bardzo apetyczny post :),,,
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Olga teraz musi się dochować jeszcze raz tyle kur! I co ja narobiłam?? :)

      Usuń
  4. ale jaja :)))
    Gosiu, mam znajomą, za Leśnicą, która hoduje zielononóżki i o ile wiem, jej tato wozi je do Wrocka na zamówienie, więc jakoby co...
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wozi jajka, a nie kurki :P
      jadłam je , są pyszne

      Usuń
    2. Z Leśnicy to blisko do mnie, a mogłabym się podpiąć do oferty dla GosiAnki?
      Marysia

      Usuń
    3. To ja też. Może coś jeszcze eko można kupić niedaleko Leśnicy?

      Usuń
    4. Viki, daj namiary na maila, jeśli możesz. Jak widzisz chętnych jest mnóstwo. Jak Olgi kurki nie sprostają naszym oczekiwaniom ilościowym będziemy pukać w tej sprawie do Twojej znajomej. :)

      Usuń
  5. Na śniadanko dzisiaj mam jajeczka od moich szczęśliwych kurek:))) Wiem doskonale o czym Gosiu piszesz, smak doskonały:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że potem natychmiast czuć różnicę, kiedy się znowu je jajka biednych, umęczonych kur... :(

      Usuń
  6. Co za piękny post! :D
    Nie ma to jak jaja od szczęśliwych kurek. ;) Mam to szczęście, że mam stałe źródło (a nawet kilka) do takich jajek. Zielononóżek też. ;)
    Podłóż koniecznie Kajtkowi jajeczko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniłaś! Na Ciebie zawsze można liczyć. Dziękuję. :)

      Usuń
  7. Zielony kot, fajnie był miał u GosiAnki :) Jajka od szczęśliwych i zadowolonych kur, najlepiej smakują :) Miłego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze fajnie! Nie ma u mnie dyskryminacji ani profitów ze względu na kolor. :)

      Usuń
  8. ...o kurcze o zielonych jajkach nie słyszałem, choć sami mamy możliwość pałaszowania ich w dużych ilościach od kur Teściunia. Takie ekojajka smaczniejsze są od tych z fermy - nie ma dwóch zdań. A, jajka są zdrowe nawet w dużych ilościach i nie prawdą jest, że szkodzą. Tak cholesterol zawitają, ale wypierają z naszego organizmu ten gorszy. Jak to mówią cholesterolem w cholesterol, he he he...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację i dlatego jem teraz jajka dwa razy dziennie :)

      Usuń
  9. Cudowny post, jaka radość bije z tego co napisałaś:):):) Ale Ci się nie dziwię, bo też uwielbiam jajka, a takie są najlepsze:):):) Agnieszka z L

    OdpowiedzUsuń
  10. noo, kawał drogi przejechały, brawo dla Olgi i brawo dla Ciebie, jak ja Cię kocham za tę radość życia i entuzjazm!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zastanawiam się czy kury mojej babci były szczęśliwe, bo jajka były pyszne. Dobrze, że jestem po śniadaniu, bo natychmiast bym zjadła jajko, niestety ze sklepu.
    Umiesz zarazić radością pisząc choćby o jajkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia nie trzymała ich w klatkach? Pewnie były szczęśliwe.
      Jeśli Cię zaraziłam swoją radością to bardzo się cieszę. :)

      Usuń
    2. Łaziły gdzie chciały, a na wiosnę były śliczne kurczaczki, które się karmiło pokrojonym jajkiem, kaszką jaglaną i zieleniną. Trzeba było pilnować, żeby jaki łakomczuch braciszkowi oka nie wydziobał.

      Usuń
    3. A jak to upilnować?? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić! :))

      Usuń
  12. jak ja uwielbiam jajeczka:))) dzień bez jajka dniem straconym...ale ślinka mi pociekła...jakie one maja cudnasny kolorek...a wiesz ,ze ja też tak jadłam kogel??? Gosieńko nie bądź okrutna!! nie podkładaj mu jajeczek!! najpierw go wykastrowałaś ....a teraz taki afront:))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Jajka! Prawie zawsze jem takie od szczęśliwych kur, bo rodzice kupują od krewnych i sąsiadów, ale teraz, od Puli, Coli i Brązowych to będzie dopiero coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Coli będą dużo lepsze niż od Puli :P

      Usuń
    2. Jajo od Coli będę Ci musiała jakoś podrzucić, nieprawdaż? :)

      Usuń
    3. Prawdaż,prawdaż. :) A właśnie! Dostałaś przesyłkę ode mnie?

      Usuń
    4. Nie. A miałam już dostać?

      Usuń
    5. Wysłałam do Ciebie i Brujity 28 marca kopertę z drobiazgiem. Do niej doszła w poprzedni poniedziałek... Może zajrzyj do skrzynki. :)

      Usuń
  14. Wow! Aż Ci zazdroszczę :)...!!! Cudne i głodna się zrobiłam :)...I te kolory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I masz czego, Abi, radości miałam co niemiara. :)

      Usuń
  15. moja sąsiadka hoduje zielononóżki, zresztą ja, kobita z miasta jej to powiedziałam po obejrzeniu kurek. baaardzo się zdziwiła i zaraz cenę podniosła! no skubana jedna, bo te kury to ja ciągle widzę na nieogrodzonym terenie mojego ogrodu. chyba je w jasyr wezmę...kury, znaczy.
    wiele kotów lubi polegiwać w sianku. u mnie też takie są.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz kury w jasyr, niech to co zjadły z twojego podwórka oddadzą w jajacach! :))
      Ciekawe, że innych kotów nie interesuje sianko, tylko Kayronka. :)

      Usuń
  16. Dostalismy ostatnio od znajomych ze wsi takie pyszne jaja z prawie pomaranczowymi zoltkami. Te ze sklepu, chocby najdrozsze, nijak sie maja do tych wiejskich, swoich. Ja je nazywam "prosto od krowy".
    Pewnie do Niemiec by nie dotarly tak szybko i w stanie nienaruszonym, bo trzeba by je bylo wysylac poczta, a nie kurierem. Najpierw polska, potem niemiecka i nie chce sobie nawet wyobrazac, w jakim stanie by do mnie dotarly...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One są wysyłane pocztą polską, przesyłką z zastrzeżeniem "ostrożnie". Olga świetnie je pakuje, a poczta też się spisuje na medal, bo jeszcze się żadne nie zbiło, a Olga już przecież wysyłała je przede mną komuś. Może i niemiecka poczta dałaby radę, choć pewnie koszt przesyłki byłby dużo większy. Musisz raczej obejść się smakiem... :(

      Ja je nazywam "jajka prosto od... Olgi" :)))

      Usuń
  17. Gosiu droga! Czytam juz po raz którys Twego posta i wciąz mi sie buzia smieje a oczy błyszczą radością. To wspaniałe uczucie móc sprawic, by ktoś był tak, jak Ty ukontentowany i usatysfakcjonowany. Tak po dziecięcemu wręcz szczęsliwy. A Ty potrafisz dodatkowo tak pieknie wyrazic to swymi słowami i zdjęciami, że aż chciałabym Cię dziewczyno serdecznie i bardzo mocno wysciskać (co kiedyś mam nadzieje, zrobic kiedys osobiście - a przeciez, jak sama rzekłaś, nasze marzenia mogą sie spełnić, bo pod tym samym niebem wszystko jest mozliwe!).
    Kurki moje przechadzaja sie teraz beztrosko po ogrodzie i pogodnie pogdakują, nie wiedząc nawet jak bardzo ich jajeczka smakują ludziom i ze odjechały od nich tak daleko!
    Codziennie wybierając jajka z ich gniazd przemawiam do nich dziękczynnie: - Kochane moje kureczki! Śliczne jajeczka mi znisłyscie! Moje ptaszuńki kochane! Moje pocieszki! Nadal sie tak pieknie sprawiajcie ku radosci Waszej gospodyni i innych waszych wielbicieli!
    Czy rozumieją? Nie wiem, w każdym razie nie wyrazaja sprzeciwu. I patrzą na mnie ciekawie, z ufnościa. W nagrodę podrzuce im zaraz parę garści kurzych smakołyków - od zawsze wprost uwielbiają makaron!
    Gosieńko! Całusy zasyłam gorące i radosne oraz moc podziekowań za Twoja zyczliwosć i cudowny entuzjazm!:-)))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ten fragment z Twoją, Olgo, przemową do kurek powinnam umieścić jeszcze w poście! Pięknie do nich mówisz, to i pięknie się odwdzięczają. Coś mi się wydaje, że stado trzeba powiększyć, bo nie wyrobisz się z zamówieniami! :)) Bardzo by mnie to cieszyło, bo ominęło by cię mozolne tłumaczenie ludziom dlaczego te jajka są takie cenne.
      Bardzo mi miło, że podoba ci się moja relacja z tego doniosłego wydarzenia. Napisałam są prawdę! :))

      Usuń
    2. A propos powiekszania stada, to jak tylko kurki zaczną sie kwoczyć, to podrzucę im parę jajek a pewnie i uruchomię inkubator, by potem podłozyć pisklaki kwokom. W zeszłym roku tak zrobiłam i pieknie sie odchowały (tyle, ze potem okazało sie, ze niestety, większosć z nich była kogutkami!). Po świętach zaczną sie najbardziej pracowite miesiace w roku. A na dodatek dojdzie jeszcze jeden członek rodziny - sliczny koziołeczek! Będzie sie działo!:-))

      Usuń
    3. Koziołeczek! Już się bardzo cieszę na Twój opis, Olgo. Napisz o nim wszyściutko! Skąd się wziął, jak się zachowywał, jaki jest, jak sobie radzi z kurami, psami, kotami i kozami. :) Koziołek, hura!

      Usuń
    4. Właśnie, szczególnie z Jaworami! :))

      Usuń
  18. Aleś mi apetytu narobiła. Od początku do końca czytania, ślinka mi ciekła z ochoty na te cuda. Kto wie, może i ja skorzystam...:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, i po co jak tak napisałam! Teraz dla mnie nie wystarczy. Nie trzeba było mi napisać, ze niedobre, że zielone jakieś... :)

      Usuń
  19. Potwierdzam są przepyszne i naprawdę wszystkim polecam. I wspaniale zapakowane ten zapach sianka oszałamia po otwarciu pudełka.
    Doskonałe na miękko i w jajecznicy a ja robię jeszcze zielony sos na bazie majonezu z nich. A zielony dlatego że po dodaniu oliwy, dodaję natkę pietruszki, albo zioła, albo szczypiorek. Sos daję do makaronu, ziemniaków, albo do kaszy. Dlatego jajeczek zamawiam u Olgi dużo. :))
    Pięknie napisałaś Gosiu. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podaj Elu dokładny przepis, dobrze? Chętnie spróbuję. :)
      Fajnie, że post się podoba. Sama prawda jest w nim. :)

      Usuń
    2. O! Jaki fajny, zielony majonez! Zrobie taki na święta! Na pewno pycha!Mozna by też było ten majonez zrobić z czosnkiem niedźwiedzim.
      Ostatnio na śniadania zajadam się własnie kanapkami z jajkiem na twardo i czosnkiem niedźwiedzim. Mam go troche w ogrodzie a i na dziko mozna go znaleźć.Ten czosnek to istna bomba witaminowa!Na dodatek przeciwrakowy, przeciwgrzybiczy, odtruwajacy! A jeszcze tydzień, dwa i stanie sie niejadalny, bo zakwitnie. Trzeba korzystać, póki jest (rośnie zwłaszcza w wilgotnych miejscach, w lasach bukowych, nad strumieniami - ale uwaga, czosnek jest pod częściową ochrona, czyli trzeba tak rwać, by nie zniszczyc roslin - najwyżej jeden listek z roslinki)!

      Usuń
  20. Jeżeli mowa o jajecznych przepisach, to my przy okazji spokojnego niedzielnego śniadania zajadamy się frittatą, czyli coś przyrumienione zalane rozbełtanymi jajkami. Najlepiej smakuje nam na podsmażonych delikatnie porach + jeszcze coś dla rozmaitości, a to ser wędzony ( pokrojony w kostkę), a to pieczarki, a to papryka ( może być marynowana),na wierzch porcji można położyć pomidora. Można też przygotować sos i polac. Ważne jest zeby nie przesadzić z dodatkami. Robię ją na patelni z pokrywką, całość sie pieknie zapieka. Pycha :) polecam
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) To świetna potrawa. Ta moja jajecznica też mogłaby być frittatą gdybym ją dłużej smażyła na malutkim ogniu.
      Dzięki, Marysiu, za inspirację. :)

      Usuń
    2. Tak, tak mogłaby tylko nie mieszaj jej, to rodzaj omleta, który potem kroisz tak jak pizzę.
      Marysia

      Usuń
  21. A ja rozmyślałam o tych zielonych jajach prosto od Olgi, jadąc od Igora i zastanawiając się, co pysznego i leczącego zawieźć mu wieczorem, żeby mu się polepszyło w tych jego umęczonych flaczkach. Z braku takiego wspaniałego źródełka pozostaniemy tymczasem przy rosole, który się właśnie warzy, ale i ja muszę sobie znaleźć jakieś nieodległe kurki z zielonymi nogami. Jemy co prawda wiejskie jaja, owszem, ale chciałabym jeszcze dopaść jakieś araukańskie. :)

    Serdeczne pozdrowienia dla Olgi od Zielonych Jajek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, powiedz tylko słowo, a zaraz wysyłam ci lecznicze jajka dla Igora!

      Tymczasem jednak lecę z Kayronkiem do weta :((

      Usuń
    2. Dziekuję serdecznie za pozdrowienia Jolu! Ja też pozdrawiam Cię ciepło!:-))*

      Usuń
    3. Jolu od jakiegoś czasu zastanawiałam sie ,dlaczego cię tak mało . Zdrowia dla Igora życzę :))))

      Usuń
    4. Igora to poniewiera od kilku dni "zaledwie", ale dało nam się to trochę we znaki, nie powiem. A to jeszcze nie koniec. :( Inne przyczyny to poniekąd konieczność "odwyku" od sieci, bo ogród wzywa, a i życie w ogóle. :) Wybór niełatwy, ale najwyraźniej nie wyszłam jeszcze poza etap, w którym jestem sobie w stanie odmówić budyniu. Choć (tylko cicho!) niemal całe cztery odsłony u Hany i Miki ciachnęłam prawie za jednym posiedzeniem. Boki zrywałam i podziwiałam Was, choć w cichości ino, żeby nie popaść w otchłań tego niesamowitego, szaleńczego, wciągającego procederu. :) Mam nadzieję, że dziewczyny to wydadzą co najmniej w formie broszury np. pod tytułem Terapia przeponowa Dzikiej Kury. Albo: Gallusterapia - żeby tak poważniej wypadło. ;)
      Dziękuję za życzenie zdrowia, Mario, jutro przekażę je młodzieży osobiście. :)

      Usuń
    5. Jolu, zauważyłam to samo co Maria. Od dni wielu piszę mejla do Ciebie i oczywiście nie mam czasu... :(
      Igorowi również życzę zdrówka! A Tobie spokoju :*

      Usuń
  22. Jajka, takie jak na Twoim zdjęciu ( na prawie miękko) to nasz niedzielny śniadaniowy zestaw. Zielonych nie jadłam, ale te wiejskie i owszem, siostra też hoduje kilka kurek na swój użytek. Ten smak w porównaniu ze sklepowymi, fermowymi to sama ambrozja. Sklepowe śmierdzą paszą.....Myślałam, że namalujesz kotka śpiącego na sianku.................

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, gdybym umiała malować takie skomplikowane rzeczy to bym pewnie się tym widokiem zainspirowała. Pozostaje mi malowanie intuicyjne. :))

      Usuń
    2. Myślałam, że to będzie taki intuicyjny kotek:)))) No wiesz, troszkę mazów (kotek), jakieś kamyki (oczy), znowu trochę mazów ( sianko)...odchodzisz na 5 kroków od obrazu i co widzisz? Kotek na sianku.........ja tam sobie umiem wyobrazić, że malujesz takiego kota.........

      Usuń
    3. Jest tylko taki problem, że ja maluję uczucia... A taki kot na sianku, hmmm, jakie to uczucie... Już wiem! Błogie. :))

      Usuń
    4. Nie inaczej, obrazy realistyczne malują tylko "mięczaki" :)))))

      Usuń
    5. No to ciekawe co powiesz na mój jutrzejszy post...
      :))))

      Usuń
  23. Już od dawna jemy jajka tylko od szczęśliwych kurek ;-) Teraz mamy niedaleko gospodarstwo, gdzie kupujemy co tydzień wytłoczkę (30 szt.) pysznych, świeżutkich jaj, mamy też źródło na jajka od zielononóżek.
    Ale to tylko do czasu, aż będziemy mieć własne kokoszki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i wtedy może dostanę trochę od Inkwizycji... :))

      Usuń
  24. Ale wspaniałą reklamę Oldze zrobiłaś , bardzo obszerny i wyczerpujący ten post :))))
    Kogiel-mogiel to też smak mojego dzieciństwa :)))
    Piękne te koguty na zdjęciu Olgi :)
    A Kajtkowi może święta sie pomyliły ,mysli że to Boże Narodzenie i na sienku sie układa ;) Albo myśli że jest wielkanocnym barankiem ;)
    Moze cie to zainteresuje ,w Lidlu można kupić blejtramy ,chyba całkiem niezła cena . Jest ich pięć zapakowanych ,razem od największego do najmniejszego ,rozmiar njwiększego to chyba 40na 50cm ,w każdym razie spory .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie interesują! Już wypstrykałam się z wszystkich. Dzięki, Mario, jutro jadę. Pamiętasz cenę?
      Kajtek jako wielkanocny baranek ze swoim charakterem tygrysa nie bardzo pasuje. :)
      Koguty Olgi są boskie! Tak umieć malować jak zrobiła to na nich natura! Ech!!

      Usuń
    2. Blejtramy tak chyba koło 40 złotych kosztowały, a nazwali to zdaje się podobraziem ,czy coś koło tego .

      Usuń
    3. To pewnie i farby były? Kupiłam kiedyś świetne w Lidlu... Dzięki :)

      Usuń
  25. No kurczaki- takiej reklamy to jeszcze nie było. Oczywiście jajecznej! na dokładkę w hiacyntach.
    Kurczaki to ja już nawet nie mam po co jechać...............
    Zabraknie................

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie nigdy nie zabraknie, nie martw się! :)

      Usuń
  26. Odpowiedzi
    1. One same w sobie wyglądają jak pomalowane. Żal by mi było je psuć.

      Usuń
  27. Zajrzę jutro:)) Ja tam tylko umiem cytryny i gruszki:)))

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak sie zje prawdziwe jaja to juz wlasciwie potem to, co sie kupuje w sklepie/na targu (bo na targu niekoniecznie sa tez swieze, prawdziwe...) nie smakuje juz TAK. Ostatnie takie jajca to, choc pare lat temu jadlam (!!) to smak pamietam...

    a przepraszam, ze sie zapytam, ale CO bedziesz robic z ponad setka jaj????

    kogiel mogiel kocham takze samo i czasem sobie robie. (z kawa rozpustna w mojej wersji). I od razu chce czytac Dzieci z Bullerbyn!

    P.s. sianko bym sobie potrzymala w domu zeby pachnialo :) ale na marnacje nie poszlo, widze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ponad setką powiadasz? Gdzie ona jest?? Dałam część mamom, Wrocławskiemu i jego dziewczynie, koleżance na spróbowanie, jemy je na potęgę i już widać koniec! Mam też zamówienia na kolejne w rodzinie, więc naprawdę nie ma kłopotu.
      Kogel-mogel z kawą! Genialnie! A z cytryną jadłaś? Bo ja tak.

      Usuń
    2. Ten kogel przenosi nas automatycznie w czasy dzieciństwa. Magiczna potrawa!

      Usuń
    3. aaa, znaczy hurtownik jestes z malym handelkiem ;P
      z cytryna jadlam, moj brat tak jadal, wiec kojarzy mi sie z dziecinstwem. nie specjalnie fantastycznie jak np z cukrem waniliowym (domowym) ale tez nei tak tragicznie jak z bawarka badz zupa cytrynowa, horrorami dziecisntwa. gdzies pomiedzy.

      Usuń
    4. Hurtownik co dokłada do interesu. :) Z waniliowym nie jadłam. Muszę nadrobić.

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...