czwartek, 17 kwietnia 2014

Prawa autorskie na blogu - jak nie zostałam milionerką

Niedawno post na temat praw autorskich na blogu opublikowała Róża Wigeland TU. Zauważyła ona niedawno na niektórych swoich postach większą aktywność i po nitce do kłębka dotarła do bloga, który w całości jej teksty skopiował, podając jednak link do źródła i autora, czyli do Róży. 

Róża najpierw się trochę zdenerwowała, ale potem: 

A później złość mi przeszła zupełnie. Kopiuje się wyjątkowe rzeczy i właściwie to autorzy tamtego bloga przysparzają mi czytelników, więc chyba jeszcze powinnam im podziękować.

Miałam podobną sytuację. Zaglądnęłam wczoraj na stronę http://whos.amung.us/, która pokazuje mi, z jakiego miasta mam aktualnie gości na blogu. 


Zauważyłam na dole reklamę zachęcającą mnie do rejestracji na portalu Tynt i informację na zachętę o zdjęciu, które zostało skopiowane. Z ciekawości weszłam na post z tym zdjęciem i prawym klikiem wydałam komendę "szukaj tego obrazu z użyciem Google". 

To o to zdjęcie chodzi. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy znalazłam zdjęcie kotka Dziadka z działki mojego Taty na innych stronach oprócz własnej! 


Pierwsza znaleziona strona to jakiś blog, który w całości składa się ze skopiowanych zdjęć. Może jakiegoś dziecka? Nie podoba mi się, jeśli ktoś prowadzi swojego bloga, bazując na pracy innych, ale niech się ci inni martwią. W wypadku tego bloga uśmiechnęłam się tylko i machnęłam ręką, natomiast w drugim przypadku już mi się to nie spodobało! 

Jak się lepiej przyjrzeć to widać, że mój znak wodny został obcięty. 

Moje zdjęcie zdobiło bowiem artykuł o kotach roznoszących gruźlicę w jednym z hrabstw w Anglii. Umieściła je jakaś stacja radiowa nadająca po polsku. Notatka miała formę bardziej plotki niż rzetelnej informacji i zdenerwowała mnie. Co innego, gdyby to zdjęcie zdobiło tekst o wspaniałości kociego rodu, ale takie kwiatki?! :)
Niewiele myśląc, napisałam do tego radia z żądaniem usunięcia mojego zdjęcia ze strony. Przyszła niemiła odpowiedź z powątpiewaniem, czy aby jestem autorką, i informacją, że zdjęcie zostało zakupione w płatnym serwisie z bazą zdjęć. Super! - pomyślałam siebie. To jest właśnie ta sytuacja, o której pisała Róża. Ktoś zarabia na moim zdjęciu! Teraz uzyskam milionowe odszkodowanie, he, he. :)

Podając link do posta, udowodniłam swoje autorstwo (kot Dziadek występuje też na innych zdjęciach i w innych postach) i ponownie zażądałam usunięcia zdjęcia. Tym razem odpowiedź była inna, znacznie łagodniejsza... Skracając tę opowieść, dodam, że okazało się, że zdjęcie nie zostało jednak nigdzie kupione, a po prostu ukradzione z sieci. Moja interwencja okazała się skuteczna, usunięto je ze strony radia i zastąpiono innym (też kradzionym?).
No i dobrze!


Jestem przeciw kradzieży treści z sieci. Oczywiście, jeśli ktoś robi to na swój użytek, znajdzie np. fajne zdjęcie, wydrukuje i powiesi nad łóżkiem, to szkodliwość takiego czynu jest zerowa, a nawet jest to zgodne z prawem. Natomiast jeśli ktoś korzysta z czyjejś pracy, żeby sobie zbudować popularność, a w konsekwencji zarabiać na niej, to absolutnie się na to nie zgadzam. 
Przygotowanie posta wymaga pracy. Czasem jest jej mniej, a czasem więcej, ale jest to realna praca. To, że daje mi ona przyjemność, nie sprawia, że ma mniejszą wartość. Nie zgadzam się, aby ktoś po prostu ją kradł i korzystał jak ze swojej. Jest to właściwie sprzeciw tylko moralny, bo nie zamierzam tracić czasu na śledztwa i walkę. 


Jak widać powyżej, musiałabym znowu przeprowadzać dochodzenie, bo z tych widocznych tam zdjęć wiem tylko o tym, które pobrała wczoraj Abigail do swojego posta TU.
I chwała jej za to i wdzięczność. :) 

Zupełnie inna staje się taka sytuacja, jeśli ktoś się powołuje na mnie jako na autorkę. Jeśli ktoś podpisuje moje zdjęcia czy cytując mnie, podaje źródło. Wtedy jest to dla mnie powód do radości i dumy. 

W naszym blogowym świecie, w kręgu zaprzyjaźnionych blogów zdarza się bardzo często, że odwołujemy się do postów innych. To jest miła strona blogowania, więc powiem to raz jeszcze wyraźnie: kopiujcie sobie moje zdjęcia, moje przepisy, moje teksty, co tylko chcecie. 

Sprawdziłam jeszcze, jak się ma sprawa z kolejnym zdjęciem z posta o kocie Dziadku.


Oczywiście, że już hula w sieci!


Róża podsumowała swój post słowami:

Dlatego zmienię stopkę i treść o prawach autorskich, bo w Internecie nie mają one większego sensu. Kto chce, i tak skopiuje - pomimo takich ostrzeżeń. Na pisanie do administratorów i użeranie się z ludźmi, którzy to zrobili, szkoda mi czasu i nerwów. Ale jeżeli ktoś skopiuje mój tekst, podpisze go nie moim, a swoim nazwiskiem i jeszcze będzie próbował na tym zarobić, to wtedy go znajdę i podejmę kroki, by wróciło do mnie wszystko, i to z nawiązką.

Ja stopki nie zmieniam, ale pod resztą się podpisuję. W sieci nic nie ginie. Zostają ślady. Można je znaleźć, nie będąc profesjonalistą. Na szybciutko znalazłam taką stronę: http://archive.org/web/ oraz post omawiający to dokładniej Prawa-autorskie-na-blogach-czyli-jak-sie-bronic, artykuł na ten temat: zdjecie;w;sieci;mozna;je;uzyc;bez;zgody;autora. i wypowiedź prawnika: ktos-ukradl-z-mojej-strony-internetowej-teksty-i-zdjecia.

A tak w ogóle to moja wartość jako fotografa wzrosła, wprawdzie tylko w moich własnych oczach, ale  to zawsze coś. :)

PODPIS

A rok temu Za Moimi Drzwiami: MojaCiOna (klik). O przyjaźni z Jolą.
A dwa lata temu Za Moimi Drzwiami: Mój weekend (klik). O domu na wsi.

***

Dopisek dla Megi:
"prawym klikiem wydałam komendę "szukaj tego obrazu z użyciem Google" - można to zrobić w przeglądarce Chrome, którą polecam do bloggera. Wiele funkcji działa o wiele lepiej w Chrome. Jak mój blog wygląda w Windows explorerze można zobaczyć poniżej (ja się załamałam).

Po lewej Windows, po prawej Chrome.

W Chrome, kiedy jestem na poście klikam na  zdjęcie, ono się otwiera w powiększeniu i wtedy prawym klikiem otwieram różne opcje. Jak widać poniżej.




80 komentarzy:

  1. I tak bywa, mnie też to spotkało, choć nie pomyślałabym, że ktoś się połaszczy na moje zdjęcia.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to czemu? Robisz świetne zdjęcia potraw. Zawsze jestem pod wrażeniem Twojej pomysłowości przy dobieraniu dodatków, no i w ogóle jakości Twoich zdjęć.

      Usuń
  2. podobnie sie ma z rzeczami wytworzonymi (tzw rekodzielo).....nie dziwie sie, ze zdjecia Dziadka grasuja po necie -te niesamowite oczy polaczone z niezwykla gracja....
    jakos latwiej chyba pogodzic sie z kradzieza zdjec niz z kradzieza slow...
    Kawalki filmow naszego Kasika byly ukradzione i poszly do kompilacji kilku filmow kosmetycznych , ktore to kompilacje byly potem sprzdawane na allegro. Pilsalismy do handlary, pisalismy do allegro. albo nasze pisanie pomoglo albo innych osob, ktorym rabnieto filmy (nota bene robione nie dla zysku - dzidzia moja zrobila ponad 260 sztuk! i tylko z reklam dostaje jakies grosze, ciekawe, ze pisano o niej tu i tam, typu Newsweek i nawet jej o tym nie powiadomiono! - to tez jest troche dziwne). Pare moich przepisow krazy po jakichs forach i blogach i pare razy widzialam, ze przepis nie mial odniesienia do zrodla, co wygladalo dosc smiesznie, bo tu na blogu styl zasadniczy i powazny a tu nawet niezmienione moje slowa, ktore do zasadniczego i powaznego bloga maja sie tak jak piernik do wiatraka (moze)..

    Twoje stoickie podejscie do tych ceregieli jest Bardzo Zdrowe! tak jak Rozy. A slawe i tak masz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bym się nieźle wkurzyła na miejscu Kasika. Tyle pracy, a ktoś sobie ją po prostu zabiera. A za tego Newsweeka to może ktoś powinien beknąć...

      Usuń
  3. Właśnie dlatego nie lubię jak na Facebooka zamieszcza się zdjęcia niepodpisane.
    Bardzo dobrze ,że o tym napisałaś,
    bo faktycznie jeżeli ktoś już bierze zdjęcie ,
    to niech przynajmniej podpisze od kogo.
    Na blogach raczej blogerki podpisują, jakoś nie przypominam by nie podawały autora,
    ale na Facebooku to nagminne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam takie blogi, gdzie autorka nie podpisuje zawsze skopiowanych tekstów. Ja się tam naprawianiem innych zajmować nie będę. :)

      Usuń
  4. Ciekawość mnie ogarnęła ile zdjęć moich wytworków biżuteryjnych krąży w sieci na cudzych blogach, ale chyba lenistwo wezmie górę nad ciekawością i nie będę sprawdzać.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem ciekawa czy coś ci buchnięto i jest pokazywane jako wyrób własny.

      Usuń
  5. No widzisz, jaka znana jesteś :)... :D...!

    OdpowiedzUsuń
  6. "prawym klikiem wydałam komendę "szukaj tego obrazu z użyciem Google"."- TO mnie interesuje, jak to się robi? wejść na zdjęcia z posta i co? z konkretnej strony? w konkretnej przeglądarce? jakaś aplikacja?
    bo mój prawy klawisz tak nie działa:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałam odpowiedź w poście, może komuś się jeszcze przyda.

      Usuń
    2. Ja już się "pobawiłam" na moich zdjęciach. Dzięki! :) Ale to fajne ;))

      Usuń
  7. GosiAnko! wczoraj napisałam taki piękny komentarz pod postem...ale mi zeżarło :( . Nie mogłam go już odtworzyć...Piszę więc dziś. Przyznaję się bez bicia, że skopiowałam sobie przepisy wielkanocne od Ciebie i zaprzyjaźnionych blogów do swojego przepisowego kajeciku :) i mam nadzieję zrobić te pyszności i rozpowszechnić je w gronie rodziny :)
    Mam jedno pytanko...w przepisie na cytrynowy sernik gdzieś mi uciekł moment łączenia spodu z sernikiem....czy ser wylewa się na ten spód i piecze razem? czy może upieczony sernik wykłada na schłodzony spód?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, pozwól, że Ci odpowiem, bo piekłam ten sernik już kilka razy - masę serową wykłada się na spód z ciasteczek i piecze razem. :)
      Smacznego! :) Jest naprawdę mniam.
      Ładnych świąt! :)

      Usuń
    2. Jola dobrze prawi! :)) Dodam jeszcze, że i bez spodu jest to pyszny sernik. :)

      Usuń
    3. O widzisz, dopiero teraz to mówisz?! Właśnie mam kłopot ze zdobyciem mielonych migdałów - całkiem bez spodu nie będzie, ale być może dam same ciasteczka i masło. W Złotokłose już się zaopatrzyłam. :)

      Usuń
    4. Właśnie się zastanawiałam czy można go upiec bez spodu? Dziękuję za odpowiedzi-podpowiedzi :)

      Usuń
    5. przeczytalam "w Zlotoklos*i*e" i zastrzyglam uchem, bo Zlotoklos to niejako kolo mnie jak jestem w PL :))

      Usuń
    6. U mnie nie ma Złotokłosych ale kupiłam Petitki, mam nadzieję, że też będą dobre...a dziś....własnie marynuję jajeczka :)

      Usuń
    7. Z Petitkami też będzie super. Daj znać, Aniu!

      Usuń
  8. nie mam u siebie formułki tak popularnej na innych blogach bo dawno wiem, że jeśli ktoś będzie nieuczciwy to żadne ostrzeżenie mu nie pomoże
    chyba nawet nie chcę wiedzieć, ile osób zarobiło na moim pisaniu, jednocześnie twierdząc, że pisarz ma mieć inne zajęcie dochodowe albo umrzeć z głodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie chcesz. Muszę chyba sama sprawdzić trochę Twoich tekstów. Ciekawa jestem!

      Usuń
  9. smutne to ale prawdziwe... ja znalazłam na jednym z portali zdjęcia mojego mieszkania z ogłoszenia sprzed kilku lat ..... zrobiłam zamęt i usunęli ogłoszenia i zdjęcia -> ale tak jak piszesz trzeba się trochę naszarpać i nadenerwować aby powalczyć o swoje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I po co komu były te zdjęcia??
      Też jestem zdania, że nie ma się co szarpać. :)

      Usuń
  10. Dzień dobry :)

    Ja tylko dopiszę jedną dość ważną rzecz. :)
    Na swoich zdjęciach umieszczam znak wodny na środku. Jest delikatny, myślę, że nie rzuca się w oczy, ale jednak jest widoczny. MAM NADZIEJĘ, że to znacznie zmniejsza ryzyko kradziejstwa, bo jednak trudno już przyciąć zdjęcie. ;)
    Może pomyślisz o takiej zmianie? :)

    Poza tym, same pyszności planujesz na święta! :))
    Obraz Marzeniowy skojarzył mi się z kolażami, które robiłam na plastyce. Tu farbka, to coś przykleić, a tu wyjść poza ramy... :)
    Weekend rowerowy - wspaniale!

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak żałuję, że Cie nie było przy obrazie marzeniowym! :((

      W jakim programie umieszczasz ten znak na środku?

      Usuń
    2. Byłam chora, tzn. przeziębiona, nie miałam siły się udzielać, ale czytałam. :)

      W Picasie :) i wybór czcionek spory, i kolor, i jasność napisu, i miejsce napisu.

      Usuń
    3. Piszesz na każdym zdjęciu osobno, czy jak to robisz?

      Usuń
    4. Tak, na każdym. Wchodzę na zdjęcie, które chcę dodać do posta, klikam w "tekst" i piszę. Jak ustawię sobie wszystko tak jak chcę to robię ctrl A, ctrl C i w kolejnym już tylko wklejam. :) No i Picasa zapamiętuje ostatnie ustawienia, więc nie zmieniam za każdym razem czcionki lub wielkości, ewentualnie "Przezroczystość". :)

      Usuń
    5. Kurczę, to trochę kłopotliwe, ale te ładniejsze zdjęcia będę zabezpieczać. Dzięki, Alu.

      Usuń
  11. Czuję, że znów mi wyjdzie przemówienie. Trudno. :)

    Najpierw o tym, że większość Twoich zdjęć, Gosiu, zasługuje na wyróżnienie (choć może niekoniecznie w TAKI, mówiąc oględnie, nieładny sposób), ale zdjęcie Dziadka to jest po prostu cudo. Jest wyjątkowe - te oczy! I w ogóle.
    Człowiek, który sobie pozwolił je ukraść, zachował się paskudnie - celowo skadrował je tak, żeby nie było widać Twojego "znaku wodnego". Perfidia. W tym kontekście szkoda, że takie zachowanie nie skutkuje wypłaceniem Ci co najmniej należnych tantiem, nie mówiąc już o wysokim odszkodowaniu, o!
    Pozostałe strony, na których je wykorzystano, chyba nie mają charakteru komercyjnego, więc pewnie łatwiej przejść nad tym do porządku. Jako ciekawostkę napiszę tylko, że kiedy przeglądałam w powiększeniu zrzuty ekranu z tymi wyśledzonymi zdjęciami, akurat w słuchawkach słyszałam z radia utwór Luxtorpedy "Mambałaga" (to nie literówka!), który mnie ostatnio zachwyca jak nie wiem co! :) Zdjęcie Dziadka zostało też wykorzystane przez stronę fanów tej grupy. W ich imieniu proszę o wybaczenie, bo może nie wiedzieli, co czynią. ;)

    PS. Z przyjemnością zajrzałam do domu na wsi sprzed dwóch lat - niezwykle miło było znów się tam "znaleźć". :)

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie już męczy ta piosenka Luxtorpedy, tak jak i Beksa Rojka. Od razu wpadły mi w ucho, ale za często je wałkują :(

      Buziaki Jolu :*

      Usuń
    2. Posłuchałam sobie Mambałagi i... jestem zdziwiona, ze Cię, Jolu zachwyca! Nie wiem czym mnie jeszcze zaskoczysz. :)))
      To faktycznie niesamowite, że akurat w tym momencie puścili tę piosenkę w radiu! Znowu czary jakieś z mojego bloga szły. :)

      Dzięki za komplementa! Stwierdziłam ostatnio, że cofam się w rozwoju jeśli chodzi o zdjęcia. Takie ładne robiłam kiedyś, a teraz coraz mniej mi się chce... Czas odpocząć od bloga.
      A na dom na wsi popatrzyłaś innym okiem, bo przecież byłaś tam. :)

      Usuń
  12. Internet faktycznie jest nieograniczonym źródłem wszelakiego dobra ... I ja też się pobawiłam tym prawym przyciskiem:) Ciekawe ustrojstwo.

    OdpowiedzUsuń
  13. No to jest ten nowy świat, świat internetu, jeszcze nieokiełznany, poza prawem często..z czasem myślę ,ze to ogarną specjaliści ale na pewno nie prędko...trzeba uważać co się daje , jakie zdjęcia aby potem nie żałować...
    Serdeczności wiosenne ślę
    I pozdrowienia dla kociaków:):):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak ktoś może na d tym zapanować! Pewnie będzie tak, że kto będzie miał za sobą prawnika ten wygra. Czyli jak w życiu.
      Dziękuję za pozdrowienia. Odwzajemniam. :)

      Usuń
  14. dzięki dzięki:-)
    no widzisz, intuicyjnie od razu zrobiłam tak, jak mówisz, i nie mam takiej komendy pod moim prawym klawiszem. A używam chromu, zawsze i tylko. Muszę zapytać VegAnina.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja sobie poinstalowałam te wszystkie tynty, dzięki Ci Gosiu za podpowiedź. Moich cudaków nikt jeszcze na szczęście nie skopiował, przynajmniej to cudne narzędzie tego nie wykryło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chciałam, ale z moim angielskim się gubię.. :(((

      Usuń
  16. Ja skorzystałam z różnych skryptów chroniących bloga przed kopiowaniem. Nie mogłam tylko jednego zainstalować i wiem, że i tak jeśli ktoś będzie chciał ukraść zdjęcie to ukradnie. Trochę się napracuje, ale da radę. Zdjęcia ze znakami wodnymi też można ukraść i za pomocą programów wyczyścić znak wodny. Taki jest internet i takie jest jego prawo. Nie na darmo mówią, że wszystko co znajdzie się w internecie zostanie kiedyś przerobione.
    Z jednej strony jest to przerażające, z drugiej może być budujące, bo jak coś się kopiuje znaczy, że się podoba.
    A co fb, to teraz zaczęłam myśleć, że w sumie to tam na funpage przydałby się znaki na zdjęciach.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie faktycznie lepiej się z tym pogodzić. Co innego gdy ktoś żyje z tego, ale my, amatorki nie mamy się co denerwować, bo jest tak jak mówisz: jak ktoś będzie chciał to zawsze ukradnie.
      I ja pozdrawiam!

      Usuń
  17. Nie, no kot Dziadek w artykule o zarazie? Okropne. sama poczułam się obrażona jako Twoja czytelniczka...
    :*

    OdpowiedzUsuń
  18. kilka lat temu, na pierwszym moim blogu napisałam tekst o panach bliźniakach. po kilku dniach mój brak przeczytał ten tekst w tygodniku "agora". zaczęłam węszyć i okazało się, że całość ukradł mi bloger, który współpracował z tym czasopismem. zamieścił tekst u siebie i umożliwił to agorze. po co? to był i jest nadal bardzo znany w pewnych kręgach bloger. napisałam do niego, ale odpowiedzi nie było.
    potem zamieściłam link i podpis "zabraniam kopiowania". tkwiło to u mnie tak długo aż pewien informatyk pokazał mi jak to obejść.
    nie wygram z internetem. nie wygram ze złodziejami. dlatego ten blog jest inny, a mimo to zdjęcia widzę w różnych miejscach. myślę, ze to wina google+ gdzie wszystkie zdjęcia są dostępne. szkoda mojego zdrowia, ot, co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, strasznie mnie zaciekawiło który to ze znanych blogerów ma taką przeszłość... Zdaje się trzeba się na to uodpornić, fajnie, że masz taki dystans do sprawy.
      Jejku, co za historia!

      Usuń
    2. Nie znam, wiec dla mnie znany nie jest. :) Chamstwo i tyle.

      Usuń
  19. GosiAnko, bingo, niestety! Posprawdzałam kilka moich zdjęć na chybił trafił i proszę, jest! W dodatku kompletnie nic nie rozumiem. Jest tam zdjęcie poduszki, którą wyhaftowałam jakiś czas temu, a w ubiegłym roku jej zdjęcie zamieściłam na blogu. Teraz znalazłam ją na stronie www.zabawkowicz.pl z opisem: przytulanka dla maluszka cośtamcośtam, poduszka ręcznie haftowana, cena 165 zł!!! Wszystko pomijam, ale poduszka jest u mojej koleżanki, bo jej ją dałam! O co tu chodzi???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę jej na tej stronie...
      Tylko takie coś znalazłam: http://www.zabawkowicz.pl/search.aspx?q=przytulanka%20dla%20maluszka
      A taka jestem ciekawa!

      Usuń
  20. PS. To na pewno ta sama poduszka, nie mam cienia wątpliwości. Nikt jej nie skopiował (w sensie haftu). Poprosiłam o wyjaśnienie, ciekawa jestem, czy ktoś zareaguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i po co to komu?? Nie rozumiem...
      Ja znalazłam niedawno na tablica.pl ogłoszenia moich kotów, tych co je dawałam do adopcji, ale dane przez kogoś innego. Z moim nr telefonu... Kot dawno w domu stałym, a ogłoszenie wisi... Nie miałam nawet kontaktu do tej osoby co to dała, bo podany był tylko mój telefon, bez maila... No i zrozum tu takie coś.

      Usuń
  21. Hmmm...mnie pokazuje, ze kopiowane sa teksty i rysunki z mojego bloga. Jakos nie mam smialosci sie tam zarejestrowac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że jest za darmo, chyba nie ma czego się bać... Ja też się nie zarejestrowałam. Jakoś szkoda mi czasu, aby się w tym babrać, ale Twoje teksty są świetne, a grafika unikatowa, szkoda by ktoś to kradł... Ja się nie zgadzam!!

      Usuń
  22. GosiAnko, tutaj: http://www.zabawkowicz.pl/tag/3776/zabawki-recznie-robione/

    OdpowiedzUsuń
  23. To koty na niebieskim tle, ostatnie zdjęcie z prawej. Trochę obcięte, widocznie nie mieściło sie w szablonie. Zresztą zaraz Ci przyślę link do mojego zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukałam tego obrazu przez Google i faktycznie! Ty Ty, Hana, zostaniesz milionerką, bo przecież ktoś zarabia na tym rysunku...

      Usuń
    2. Jeśli tak, to razem potarzamy się w kasie!

      Usuń
    3. Hura!! Co mnie się nie udało ty zrealizujesz! :)) Będzie na koty i tymianki. :))

      Usuń
  24. O , a to moje: http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/2013/12/ostatni-post-przed-swietami.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę. Poduszka jest cudna.
      Nie zgodziłabym się na Twoim miejscu na zostawienie tego tak. To chamstwo.

      Usuń
  25. Jest tam zakładka "kontakt" - napisałam, poprosiłam o wyjaśnienie. Co jeszcze mogę zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj i zobaczymy. W tym linku co podałam na końcu posta wypowiada się prawnik. Chyba niewiele można zrobić... Nie będziesz przecież się sądzić ze złodziejami.
      Ech, rozpętałam burzę...
      (Jakby co to mamy blogową prawniczkę, poradzimy się) :)

      Usuń
  26. Nawiasem mówiąc, gęś na moim awatarze też jest poduszką. I Miki kogut. Gęś poszła dawno na Tymianki, kogut pyszni się na tapczanie mojej Siostry. Taką miałam hafciarską fazę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Gardenia powiedziała, że przecież nie mogę umieć WSZYSTKIEGO. Bo ja na szydełku nie umiem, ani na drutach, ani szyć nie potrafię:(

      Usuń
    2. E tam nie umiesz. Po prostu jeszcze tego nie zaczęłaś robić. I tyle. Ja tam wszystko umiem. Tylko mi się nie chce. :))

      Usuń
  27. Jasne, że nie będę. Jednak proceder kwitnie, jak widać, właśnie dlatego. Prawo w tej materii jest dziurawe, ew. proces potrwa parę lat, zje nerwy i tyle. Co rusz mamy takie kwiatki - z racji wykonywanych zawodów. To jest nie do opanowania.

    OdpowiedzUsuń
  28. O Matko! Czy TO się pokazuje wszędzie, gdzie się pojawię i coś bąknę???
    Jasne, że powiem o postępach w sprawie. Chociaż obawiam się, że ich nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  29. ...o to właśnie czarna lub bardziej szara strona internetu. Jestem ciekaw ile zapożyczeń zrobione jest z mojego bloga. Chociaż pozwalam na kopiowanie to proszę tylko o info i podanie autora. Zaraz sobie sprawdzę jak to się ma...

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...