środa, 15 maja 2013

Sentymentalne starocie cd.

Casablanca ma świetną pamięć. Pod ostatnim moim postem o ulubionych starociach zapytała: A gdzie kredens? Gdzie plafon? To niezwykłe bo "rozmawiałyśmy" o tym rok temu w komentarzach na blogach. Proszę bardzo. Jest zamówienie, jest odzew. :) Wiele z tych przedmiotów już znacie z przygód Cipiptaszka i z mojego pokoju, który wciąż pokazuję przy okazji kotów. Myślę, że ta relacja znowu będzie ciut osobista, trudno mi zdystansować się do tych przedmiotów, one wywołują we mnie mnóstwo uczuć i refleksji.


W mieszkaniu Dziadków w Ziębicach był salon zwany przez nas wszystkich dużym pokojem.
Miał spory oszklony wykusz, gdzie ustawiony był stół z krzesłami.
Pamiętam, że stół był fantastyczny, dębowy, solidny, milion razy rozkładany.
Mogła przy nim siedzieć cała wielka rodzina. Jego już nie ma...
Stał tam też kredens (na zdjęciu) wypełniony szkłem, tzw. pomocnik,
oraz dwa fotele, stolik i sofa o obłych kształtach, która niesamowicie skrzypiała
- była na sprężynach. 
Wisiały obrazy.
Kredens stoi teraz w moim pokoju. Wiele razy próbowałam go zagospodarować,
ale po jakimś czasie zawsze robi się tam misz-masz, mydło i powidło;
kilka tomików poezji, koronkowe serwetki Babci Zosi, zdjęcia,
figurki, muszle, kamienie, pamiątki, duperelki - to cała ja. 
Kiedy byłam małą dziewczynką i przyjeżdżałam do Dziadków, moją wyobraźnię bardzo pobudzały te dwie figurki.
Kim są te dzieci? Czy są szczęśliwe? Muszą być, i to bardzo, bo przecież mają w ramionach spełnienie moich marzeń - kocie i psie dzieci. Kto im je dał, skąd je wzięły? Potrafiłam wpatrywać się w ich twarze bardzo długo, żeby zdradziły mi te tajemnice. Oczywiście nie mogłam się nimi bawić, co dodawało im aury tajemniczości...

Moja ulubiona lampa.
Pasowała do poprzedniego liliowego wystroju pokoju, ale i teraz mi się podoba.
Tak to jest, kiedy lubi się jakiś przedmiot. 

Na tym kolażu stara nie jest jedynie półeczka z wikliny. Resztę przedmiotów odziedziczyłam po Dziadkach  Pamiętam, że mówiło się w domu, że te rzeczy są wiele warte. Tato zaprosił kiedyś rzeczoznawcę, który wycenił to na grosze, a najwięcej wstydu było z tym obrazem, który jest wyżej. To kopia na papierze, nie na płótnie. 
To kolejne moje alter ego. Uwielbiam ten obrazek.
Wciąż w sercu, na jego dnie, jestem tą dziewczynką. 
Po lewej pomocnik, o którym pisałam wyżej. Tak się u nas mówiło o tym meblu.
Znacie takie określenie? Mój pomocnik ma marmurowy blat. 
Jedwabna, poniemiecka kapa (na zdjęciu złożona na pół),
która z racji tej sesji zdjęciowej ujrzała światło dzienne po 20 latach leżenia w szufladzie!
Już do niej wróciła. Jest zbyt delikatna, abym jej używała przy kotach.
I co robić z takim przedmiotem? Trzymać? Sprzedać? Ma dalej leżeć w ukryciu?
Drewniany miś - też moja dziecięca fascynacja.
Wygłaskany 100 razy, usłyszał wiele bajek.  :)
Ostatnie zdjęcie. Lustro przedpokojowe.
Częściowo zjedzone przez kołatki (korniki mieszkają w drzewie rosnącym),
ale potem posztukowane, odnowione i nie wyobrażam już sobie innego. :)
O tych obrazkach, co odbijają się w lustrze, będzie innym razem, jeśli Was nie znudziłam, bo to wytwór moich rąk. Pochwalę się, gdyż niezwykle je lubię. Zauważyłam pewną prawidłowość: jeśli nad czymś pracuje się z radością, to potem lubi się ten przedmiot, niezależnie od jego prawdziwych walorów.

A teraz jeszcze wyjaśnienie, dlaczego nagle po roku przypomniała mi się obietnica dana Casablance.
To wiadomość dobra i zła. Otóż będziemy miały okazję niedługo się spotkać! Za miesiąc jedziemy na krótki urlop do Irlandii, gdzie mieszka Casablanca. Zatrzymamy się w bajecznej okolicy. Będziemy mieszkać w bajecznym, krytym strzechą domku. Możecie spodziewać się mnóstwa relacji z tych wydarzeń!


A gdzie jest ta zła wiadomość, ktoś spyta. No cóż, przez miesiąc nie zdążę już znacznie schudnąć, wypięknieć, odmłodnieć, nauczyć się języka ani np. rzeźbić w drewnie, żeby zachwycić Casablancę... :(
I jak żyć, jak żyć? 

Źródło zdjęcia: zrzut z Google Earth. Czerwony punkt pokazuje cel naszej wyprawy. 
PODPIS

89 komentarzy:

  1. Piękności! Jesteś niemożliwa z tym dbaniem o linię :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczytalam sie...
    zapatrzylam....
    pomocnik - slowo mi nieznane...

    masz tyle piekna w sobie, ze nie mam watpliwosci, ze wiesz jak zyc
    dobrze i pieknie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybeńko, aleś mi weszła na ambit! ;-)

      Usuń
    2. jestem slaba w komplementach, rzadko je mowie, i to nie jest komplement. Ale bije z tych stron energia i umilowanie piekna i taka pozytywna pewnosc siebie, ze tak to ujme:))

      Usuń
    3. Ja wiem, że to tylko komentarz na blogu, ale Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. Dzięki

      Usuń
  3. pełnią życia
    z uśmiechem i bibelotami:)

    u mojej Mamy też jest pomocnik z marmurowym blatem (po Babci :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś będzie Twój. Ja nie chciałam tych rzeczy jeszcze z 15 lat temu, potem mi się odmieniło. Ciekawe jak moi chłopcy... Pewnie będzie ciężko, bo nie wiadomo, czy synowe będą zainteresowane. Jednak urządzanie domu, to przeważnie domena kobiet. Jak już nie będę miała kompletnie czym się martwić, to pomartwię się tym ;-)

      Usuń
  4. Pomocnik ... oczywiście znam :) Moja babcia taki ma z marmurowym wyciąganym blatem. Jak sentymentalnie ...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne masz te rzeczy. Kiedyś taki kredens był standardowym wyposażeniem wielu domów, potem przyszły meblościanki, a kredensy wyrzucano, niestety. Dobrze, że u Ciebie taki jest i ma sie dobrze :)
    Pomocnik - gdzieś, kiedyś , w jakiejś książce chyba to słowo przeczytałam. Bardziej kojarzy się mi z wyposażeniem dworu, albo gabinetu i gdzie przechowywano tzw. bieliznę stołową, albo alkohole. A Twój , Aniu, do czego służył?
    Irlandia - fajnie macie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były tam obrusy, w szufladach odświętne sztućce. Tyle pamiętam. Irlandia - tak, fajnie mamy ;-)

      Usuń
  6. Lubię domy z duszą, a taki właśnie jest Twój . Stare rodzinne pamiątki może i nie mają specjalnej wartości materialnej, ale ich historia jest niewycenialną wartością dodaną :) Ja ze starego drewnianego domu dziadków mam w łazience lustro z gipsową, udającą drewnianą ramą i karnisz w sypialni (do którego dorabiałam dwa podobne na pozostałe okna) i mimo ich zerowej warości materialnej uważam je za najcenniejsze przdmioty w moim domu :) Jeszcze muszę zdobyć któreś ze starych zdjęć, bo na razie w charakterze przodków wiszą mnie poniemieckie zdjęcia ze strychu letniskowego domu siostry, ale też je lubię, choć tylko pośrednio wiążą się z historią rodziny - poprzez miejsce, a nie więzy krwi.
    Pozdrawiam serdecznie i też wzdycham do urlopu pod strzechą.

    mp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż mam w palnie zająć się fotografiami. To będzie teraz trudne, bo przegapiłam właściwy czas i jedyna osoba z rodziny która mogła mi pomóc zidentyfikować moich przodków, nie żyje :(

      Usuń
  7. piękne te starocie...uwielbiam pamiątkowe, stare przedmioty, takie co mają duszę i zapisane w niej wspomnienia.
    ja niestety nie mam nic. powstanie warszawskie zabrało moim rodzicom i dziadkom wszystko, meble, inne przedmioty a przede wszystkim domy. to dla mnie ciągle trudne, bo nawet zdjęć mam tylko 4 sztuki....
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja rodzina ze strony Mamy też pochodzi z Warszawy. W Powstaniu Warszawskim wszystko stracili. Moja babcia ocaliła dokumenty mieszkania z ul. Freta, jeden album rodzinny i cukierniczkę. Nasze relikty rodzinne. Uciekli pod Mińsk Mazowiecki do letniego domu, ale przyszli Rosjanie i wszystko zniszczyli rekwirując go. Potem nastąpił exodus na ziemie odzyskane. Zaczynali od zera. Może dlatego nie lubię gromadzić pamiątek.

      Usuń
    2. Aż przeszły mnie ciarki. Mój dziadek i jego pierwsza żona mieli przed wojną kamienicę na Freta. Ona zginęła na początku wojny w łapance, dziadek walczył w powstaniu, a po wojnie dostał przydział... właśnie na ziemie odzyskane... Z tamtych pamiątek nic nie zostało, jedynie kilka zdjęć... Jaki świat jest mały... Niewiele brakowało, a byłybyśmy sąsiadkami....

      Usuń
    3. Niesamowite! Przy najbliższej okazji sprawdzę pod jakim numerem mieszkali. Moje dwie cioteczne babki wróciły do Wawy zaraz po wyzwoleniu i dostały przydział w kamienicy na ul. Szwedzkiej na Pradze, bo ta ocalała. Jedna z nich była sanitariuszką, spadła z walących się schodów i uszkodziła kręgosłup. Jej narzeczony zginął, a ona nigdy nie wyszła za mąż. Zmarła w wieku 94 lat. Moja babcia już nie wróciła do Warszawy bo miała małe dzieci, a mąż przydział do pracy we Wrocławiu. Ale ziemia ocalała i nikt nam jej nie zdołał odebrać :)

      Aniu, przepraszam za off topic. Poruszył mnie temat.

      Usuń
    4. Agnieszko, takie poruszenie to miód na moje blogerskie serce!
      Niesamowite tu się dzieją historie...

      Usuń
    5. moi rodzice i dziadkowie nie mieli kamienic...
      babcia ze strony mamy popełniając "mezalians" została wykluczona z rodziny i mieszkała z mężem na mokotowie.
      umarła w czasie wojny. dziadek krótko przed wojną.
      mama wróciła do warszawy i zamieszkała na woli.
      mój tata z woli pochodził. a jego tata zginął w powstaniu. babcia, mama taty, zmarła jak ja miałam 4 lata.
      tak więc żadnych wspomnień, żadnych pamiątek nie mam....
      takich historii, aniu, jest pełno, tylko trzeba za język pociągnąć.

      Usuń
  8. Piękne przedmioty z duszą! Czytam i po raz kolejny żałuję, że nie mogę się cieszyć rzeczami zapamiętanymi z dzieciństwa. Niestety, nie ja decydowałam o ich "być albo nie być". A u jednych Dziadków (ze strony Mamy) była komoda z blatem z jasnego marmuru i ośmiokątny ( a może sześciokątny?) stolik na jednej nodze; u drugich (ze strony Ojca) bardzo podobne wysokie lustro z niziutką toaletką, wielki dębowy politurowany stół, kredens, ale kuchenny... Ten stół funkcjonował u nas jako "imprezowy", kiedy przeprowadziliśmy się z rodzicami do nowego mieszkania. Także kredens przez pewien czas stał w kuchni, ale te stare meble szybko zostały zastąpione nowymi, bardziej dopasowanymi do niewielkich rozmiarów naszego mieszkania. Pamiętam też niektóre bibeloty, np. ceramiczne zajączki i sarenkę, czy muszlę-porcelankę; przykładałam ją do ucha i słuchałam, jak szumi morze... Całe szczęście bardzo podobne zajączki można sobie teraz kupić, a porcelankę dostałam dawno już temu od syna, przywiózł mi ją z wycieczki nad morze:)
    Ninka.
    P.s. Zapomnij o obawach; nie wierzę, że to spotkanie mogłoby się nie udać:)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę, to przecież obie wiemy, że liczy się w życiu coś innego. Przedmioty są, a jutro ich nie ma. Wciąż staram się nie przywiązywać, nie myśleć co z nimi będzie, ale nie jest to proste ;-)

      Jestem pewna, że spotkanie z Casablancą wypadnie świetnie, ale wiesz, zawsze jakiś niepokój jest, oczywiście tylko taki, jak ona mnie odbierze i że na pewno będzie zawiedziona ;-)

      Usuń
  9. Oglądając te Twoje pamiątki przeszłości, uświadomiłem sobie ile takich rzeczy ludzie powywalali na śmieci lub spalili w piecach, gdy stały się już "niemodne" i "obciachowe". A jak wiele z tych rzeczy posiada nie tylko wartość sentymentalną ale dziś również materialną.

    PS Zawsze chciałem mieć obraz ze statkiem na oceanie a najchętniej z wielką bitwą morską :) A ten niedźwiadek to jako żywo miś z naszego herbu, flagi, fontanny, itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając talenty Twoje i Twojej Lui Lu, to zaraz machniecie jakąś bitwę morską na płótnie, a miśka wyrzeźbisz od niechcenia będąc z kocurkami na spacerze w parku ;-)

      A tak w ogóle, to miło, że się pojawiłeś.

      Usuń
    2. Tiaaaa, jeden taki malarz pokojowy miał szlaczek walnąć na ścianie, ale się zagapił i strzelił Panoramę Las Vegas w 3D :)

      Pojawiam się, pojawiam, tylko milczę często, bo milczenie ponoć złotem jest i może taką sztabka podreperuję swój nędzny budżet :)

      Usuń
    3. "Szczerze wątpię", jakby powiedział Cipiptaszek ;-)

      Usuń
  10. Aniu, takie cuda pamiętam z wakacji u Babci, mieszkającej na opolszczyźnie :) Najlepiej pamiętam muszle, w których szum się wsłuchiwałam.

    Dobrego dnia!

    P.S.
    W miesiąc czasu to można ho, ho! Że się sama nie poznasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam muszle! Też się wsłuchiwałam i naprawdę morze w nich szumiało!

      Usuń
  11. Anko,
    ja zatrzymałam stare przedmioty i w moim wiejskim domu, a trochę też w miejskim cieszę się nimi podobnie jak Ty.
    Mam taki sam zegar!
    Ale kredens mojej babci jest jeszcze starszy od Twojego.
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jest coś co nas łączy ;-)

      Usuń
    2. No to ja sie rowniez pochwale - mam taki sam zegar. Kocham starocie i staram sie nimi meblowac moj dom.Posiadam rowniez wiele pamiatek rodzinnych, ktore maja dla mnie ogromne znaczenie.Na scianach wisi wiele starych zdjec , ktore na cale szczescie zostaly ocalone.Pozdrawiam serdecznie zyczac udanych wakacji.AnnaR:)

      Usuń
  12. Bardzo wzruszył mnie ten cały post... wspomnienia, sentymenty, przedmioty w których uwiecznione są emocje...

    Miłego wyjazdu do Irlandii i spotkania osoby, którą do tej pory znasz tylko wirtualnie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawie się zapowiada... A zatem czekamy na relację z wyjazdu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię te Twoje pamiątkowe drobiażdżki, Aniu. A przez to, że je pokazałaś, to troszkę pozwalam je sobie mieć... w depozycie. :)
    Aniu, czy Babcia Zosia od Koronkowych Serwetek obchodziłaby dziś imieniny?

    A Irlandii w Twoim przekazie już się nie mogę doczekać. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Babcia Zosia ma dziś urodziny, a ja z nią, bo na drugie mam Zosia po Niej. :)

      Usuń
  15. Hahaha!
    Biedny stara się od rana ciężko pracować, ale jak to zrobić jak człowiekowi TAKIE posty piszą:))))))
    A ja się denerwuję czy mój mąż zdąży do Waszego przyjazdu posprzątać samochód:))))))))))))))
    Od końca zacznę, bo przypomniała mi się pewna stewardessa, która po dwudziestu latach pracy na irlandzkim statku prawie nie znała angielskiego. Aż pewnego dnia przyszła do mnie z prośbą czy mogłabym ją ekspresowo nauczyć języka, bo za miesiąc przyjeżdza syn w odwiedziny i jest jej głupio:)
    Przez ten miesiąc nauczyła się dużo więcej niż przez ostatnie dwadzieścia lat:)))
    Wiesz co? Przez miesiąc to mogłabyś nazbierać trochę ładnej pogody, bo tego zasze mamy mało!
    Piękne są Twoje pamiątki... Tak sobie wyobrażałam kredens, ale pomocnik ukradł mi serce. Jest cudny!
    I lustro................. O matko, piękne! Kiedyś zrobię podobny post. Mam po dziadkach duży żyrandol i kilka podobnych ampli, resztę dozbierałam i w Kołobrzegu mam tylko takie oświetlenie. Mówiło się na to berety.. Mam też stary zegar, stare biurko, stareńkie tremo w opłakanym stanie i skrzynię posagową po prababci, której niestety nie ma kto odnowic, bo fachowcy z zachodniopomorskiego śpiewają takie pieniądze, że zwyczajnie nie stac nas na to. Kiedyś, kiedyś w Gdyni wszelkie renowacje robił niejaki pan Kazimierz, ale jest już na emeryturze i nici ze współpracy.
    W ubiegłym roku zaprosiliśmy projektanta, żeby nam trochę pomógł wymieszać stare z nowymi, ale mój mąż nie wytrzymał nerwowo, jak dostał poropozycję przemalowania naszych staroci na biało, a nad biblioteką miały być zamontowane niebieskie światła ledowe:)))
    Dziękuję za piękny post, a takich uroczych staruszków jak Twoja nasrzuta nie wyrzucaj ani nie sprzedawaj. Skąd wiesz, co będą kiedyś w przyszłości lubić Twoje wnuki ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku miało być oczywiście "biedny człowiek", ale emocje, jak widzisz, wzieły górę:)))

      Usuń
    2. Czyli, że możesz mnie nauczyć języka w tydzień i to tylko wieczorami? :-) Ja mam problem natury psychicznej, za nic nie umiem się przełamać. Wiem, że to durnowate, ale jestem sparaliżowana ze strachu że powiem coś źle. Błagam, rozmawiajmy po polsku, bo nigdzie nie jadę! :-)
      Cieszę się, że post sprawił Ci przyjemność. Mogę dalej iść tym śladem, bo mam jeszcze sporo drobnicy.
      A samochodem się nie przejmuj ;-)
      Fajnie, że do mnie zaglądasz ;-)

      Usuń
    3. Przejmuję się, bo inaczej będziemy musiały coś ukraść na lotnisku:)))
      Czekam na następne posty o tematyce pamiątkowo sentymentalnej. Jeżeli jeszcze wrócę do Pl, a mam taką nadzieję, to tylko po to, żeby otworzyć dessę:)))
      P.S.
      Własnej matki nie nauczyłam, bo też ma to "coś" i jest uparta jak oślica, a potem sie złości, że wszędzie musi się nas trzymać:)
      Z tą stewrdessą to było bardzo śmieszne- nigdy nie wiadomo, co ludzi motywuje do działania:)
      W tydzień i wieczorami mówisz?:) Też bym tak chciała, niestety nauka języka to ciężka orka, przynajmniej na początku. Sama się ostatnio duzo pocę i cały czas jest pod górkę. A może już jestem za stara na nowy język....

      Usuń
    4. To cudownie że masz taką oślicę w rodzinie, bo łatwiej zrozumiesz mnie :-)
      Posty będą, ale to potrawa ;-) Buziaki

      Usuń
    5. Ja mam ten sam problem :(
      Angielski to moja pięta achillesowa... I to W TYM wieku! Wstyd.

      Usuń
    6. Ach, dziecko! Ja w twoim wieku jeszcze się nie poddawałam. I Ty też tego nie rób. Znasz książki do nauki jeżyków Beaty Pawlikowskiej? Może taka metoda? Jak już coś, to jej metoda na mnie najlepiej działa.

      Usuń
    7. Nie znam! Mówisz, że pomocne? Muszę poznać. Dobrze, że napisałam o tym na forum - mobilizacja powinna być większa :)

      A do postów pierdółkowych korcić będę :P

      Usuń
  16. Bardzo lubię stare rzeczy, nie tylko meble. Wszystko. Jestem nałogowym zbieraczem-szperaczem. Uwielbiam zaglądać na strych. U kogo bym nie była i mi pozwoli. Do domku w PL przywoziliśmy mnóstwo rupieci, których nikt nie chciał. Często dawaliśmy im nowe życie.
    Teraz niestety nie mamy na to miejsca. Ale może w przyszłości:)


    Na obietnice, których już nie zdążysz spełnić przymknij oko:)
    Po prostu żyj chwilą kochano Anko Wrocławianko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zamierzam robić, ale ponarzekać trochę musiałam ;-)

      A z tym miejscem,t o faktycznie klops, wciąż go za mało ile by się go nie miało. ;-)

      Usuń
  17. Oj tam oj tam, zaręczam że w Irlandii będziesz się czuła jak szczupluteńka nastolatka. A o język się nie martw, niech inni za ciebie gadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugą radę przyjmuję bez mrugnięcia okiem, ale tego zaręczenia nie kapuję - w Irlandii mieszkają same niemłode grubasy?

      Usuń
  18. alez klimatyczne klamotki!!! wspaniale. W mojej graciarni bys sie dobrze poczula, a Ty jedziesz niby w nasze strony ale zupelnie gdzie indziej :P

    te domy w Irlandii to holiday homes czy ludzkie prawdziwe?

    Narzute wyciagaj na wielki dzwon, daj jej pooddychac, popatrz na nia i niech wraca do szuflady, bo inaczej kicie zmasakruja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To typowo wakacyjne domki, a okolica jest taka piękna krajobrazowo, coś co lubię najbardziej.

      Myślałam, czy by tej narzuty nie naciągnąć na ramę i nie zrobić takiej jednej ściany w pokoju, np u wezgłowia łóżka. Boję się jednak, że się rozpadnie.

      Usuń
    2. Aniu, musiałabyś najpierw podszyć narzutę jakimś mocniejszym materiałem, tak jak podszywają konserwatorzy stare gobeliny, a potem dopiero na ścianę.
      Joanna

      Usuń
    3. Dobra myśl, ale już to nawet kiedyś mierzyłam i powiem Ci, że przytłoczyło pokój. Lubię moje kremowe ściany, a i sporo tu się dzieję, więc nie będę już nic dodawać. kapa poleży w szufladzie nadal. Może kiedyś, gdzieś...

      Usuń
  19. Ja niestety też mam problem z nauką języków,25 lat temu po moim pierwszym powrocie z Niemiec zapisałam sie nawet na kurs i wystąpiła ta olbrzymia bariera psychiczna ,strach przed ośmieszeniem i zarzuciłam tą naukę.Potem przez pewien okres czasu jeżdziłam tam regularnie ,więc troche rozumiałam,ale nigdy nie mówiłam. Po tylu latach ,nie mam już tych zachamowań psychicznych ,ale jakoś nie mam motywacji,nauka języka nie leży w sferze moich zainteresowań,niestety.
    Jeśli chodzi o moje starocie to mają one pochodzenie raczej proletariackie.Nie podchodze do nich emocjonalnie, nie lezy to w mojej naturze.Mając jednak do wyboru wystaną 30 lat temu, przez mojego tatę, banalna meblościankę,a meble które mama dostała od babci to wybrałam je właśnie i dlatego sie ostały. Przedmioty które zbieram często są dziwne, w mieszkaniu też mam dziwnie, ale takie juz ze mnie dziwadło.
    Fajne te twoje rzeczy,ale najbliższe mojemu sercu są twoje klucze i te mogę po tobie odziedziczyć.Niektóre przedmioty mnie fascynują ale nie potrafie powiedziec dlaczego.Mam naprzykład kolekcje dzwonków,zbieram je bez żadnej ideologi po prostu je lubię.
    Miłego pobytu w Irlandi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno ta kapa jest piekna ,ma niebanalny wzór.Nie dało by sie jej jakos przymocować na scienie w roli tekstylnej tapety albo udrapować wkoło okna jako jego ozdobe.

      Usuń
    2. Niesamowite! Zobacz co napisałam wyżej Opakowanej! I przysięgam, że nie czytałam wcześniej twojego komentarza ;-)

      Usuń
    3. Dobrze wiedzieć o dzwonkach, a z tymi językami, to odczuwam to jak kalectwo, ale chyba już się pogodzę że taka doopa językowa ze mnie.
      Irlandia dopiero za miesiąc.

      Usuń
  20. Urocza, sentymentalna podroz w czasie. Wspaniale pamiatki i BARDZO CENNE bo po Dziadkach. Bo dobrze, ze wogole sa. Ja nawet nie znalam moich Dziadkow, zmarli przed moim urodzeniem. Niewiele po Nich zostalo. Rodzina zniszczyla mebelki secesyjne i eklektyki i zastapila je meblosciankami! Pozostalo mi pare drobiazgow i wspomnienie ich domu. Ech...
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to dobre, Kasiu. Tym cenniejsze masz te drobiazgi, o wspomnieniach nie wspominając...
      Rozumiem, że Ci żal. Mnie żal każdej pierdoły. Do grobu przecież tego nie wezmę, może czas zmienić podejście.

      Usuń
    2. Ludziom mniej wrazliwym napewno latwiej zyc ale chyba nie uda sie zmienic i czy warto?
      Katarzyna

      Usuń
    3. Fajnie by było znaleźć równowagę. Nad tym wciąż pracuję i chyba coraz lepiej mi wychodzi. Na pierwszym miejscu są ludzie, potem zwierzęta, przyroda, a przedmioty gdzieś na końcu. Tak moim zdaniem wyglądać powinna hierarchia dojrzałego człowieka :)

      Usuń
  21. Piękne te Twoje starocie. A obrazek z dziewczynką gdzieś już widziałam. Nie wiem czy nie u mojej babci. Co się z nim stało? Nie wiem.
    Też mam narzutę po babci. Inną trochę, ale również nie jest kotoodporna, niestety. Też ją trzymam schowaną w szafie.
    Aniu, ja jednak o coś chcę Cię od dawna zapytać. Na kilku Twoich zdjęciach pojawiają się skórzane fotele. Przyznam, że prawie przez lupę oglądałam te zdjęcia :) z jednego powodu- nie widzę na nich żadnych śladów kocich pazurków. Ja mam jeden fotel skórzany przy biurku i... na żadnym zdjęciu go nie pokażę, a niedługo poleci na śmietnik. Mimo, że drapaki w domu dwa, to fotel i nie tylko, podrapane. Próbowałam takiego odstraszacza w sprayu, ale niestety on śmierdzi tylko mnie, kotom zupełnie nie przeszkadza. Już się kiedyś śmiałam, że zakupię kotom osłonki silikonowe na pazurki, widziałaś je? Tipsy dla kota. Ja nie mam, to niech futrzaki mają. :)
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy przeczytałam Twój komentarz o obrazku zapaliła mi się w głowie lampka. Przecież jest jeszcze jeden, który najmocniej przeżywałam jako dziecko. Koniecznie muszę go pokazać!

      A fotele mam też podrapane. Chyba zrobię zdjęcie i wyśle Ci ;-)
      Trzeba jednak przyznać, że najbardziej zniszczyły mi tymczasy, moje książęta nie niszczą.

      Usuń
    2. No to ja tych zadrapań nie widziałam, dobry fotograf z Ciebie. :) Książęta, no ba, wyższe sfery potrafią się zachować i mebli nie niszczą.
      Wiesz, mnie coś się kojarzy, że obrazki były dwa. Na jednym właśnie ta dziewczynka, a na drugim chłopiec. Jeszcze pamiętam obrazek, który zawsze wisiał nad moim łóżkiem kiedy byłam dzieckiem- anioł pilnujący dzieci przechodzących przez zniszczony mostek. Znalazłam go też w necie, ale co się stało z moim- nie wiem. Nie mam też już niestety kogo zapytać. :(
      Natomiast mnie strasznie wkurzył niedawno mąż. Ktoś mu powiedział, że w domu powinien wisieć portret Żyda liczącego kasę, to wtedy do domu "przychodzą" pieniądze. Nic ze mną nie ustalał, pojechał i kupił taka tandetę, że strach patrzeć i powiesił. Póki co nie walczę, ale przypływu gotówki nie zauważyłam, jedynie przypływ złości kiedy patrzę na to badziewie.
      Joanna

      Usuń
    3. Ojej, ja bym też się wkurzyła! Och, gdyby tak od obrazów gotówka się namnażała... Miałabym pełne ściany żydów liczących kasę.;) Daj znać, czy warto :)

      Mnie chodzi o inny obrazek, jak wykażesz się cierpliwością, to na pewno doczekasz się prezentacji.
      :)

      Usuń
  22. ...Aniu jestem oczarowany klimatem jaki stworzylas, przepięknie jest...

    OdpowiedzUsuń
  23. Posiadanie kredensu i pomocnika osobiście przerobiłam ;) Amplę (bo tak nazywamy lampę z alabastru zawieszoną na trzech sznurach posiadam, kocham i użytkuję w sypialni, tyle, że moja ma mazaje w odcieniach pomarańczu, a sznur z chwostem na barwę starego złota ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój sznur też był taki, ale ja głupia go zamieniłam na ten biały! Tak mi żal, że tamten zniszczyłam :(

      Usuń
  24. Ja takie posty poproszę :))
    Lubię bardzo oglądać pierdółki, starocie itp. :)
    Anko, piękne lustro.
    Nie znałam określenia "pomocnik" - kolejne słówk, któe poznaję od Ciebie Te :)
    Ta porcelanowa dziewczynka to taka pastereczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta dziewczynak to ja w marzeniach. Tyyyle kotów w ramionach! raj ;-) Nadal z tego nie wyrosłam, hi hi

      Ty mnie, Sy, nie korć, bo ja mogę takich postów jeszcze dużo...

      Usuń
  25. Udanej podróży , mocy pięknych przeżyć.
    Mnóstwo miłych, osobistych pamiątek- to nadaje klimat i zacheca do wspomnień.
    Lustro mnie zachwyciło. Można zostać narcyzem.
    Serdeczności Anula
    Ps. Mamy identyczne imiona i proszę ile to już tych podobieństw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosiu, to ja Tobie składam spełnienia marzeń, ale tak nie do końca, żebyś miała o czym śnić. I dużo zdrowia, spokoju ducha, uśmiechu ;-)
      My dopiero za miesiąc jedziemy, za wcześnie na życzenia!

      Usuń
    2. Dziękuję i wzajemnie moja imienniczko.

      Usuń
  26. Piękne drobiazgi i ...wspomnienia ale jak te delikatne figurki prztrwały przy kotach u mnie już prawie ani jednej nie ma a teraz przestawiam się na ozdoby drewniane, metalowe i ewentualnie bryły minerałów...

    OdpowiedzUsuń
  27. Piękne te figurki ,jak i wszystkie inne pamiątki ... :-))
    Cieszę się razem z Tobą tą wyprawą do Casablanci :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amyszko, czuj się zabrana. Wiesz, że relacje będą obfite i drobiazgowe ;)

      Usuń
  28. Piękne pamiątki,to one tworzą klimat domu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Doskonale rozumiem Twoje przywiązanie do rodzinnych pamiątek. Mnie z domu mojego dzieciństwa zostało niewiele, na szczęście ocalało sporo zdjęć.
    Określenie pomocnik znam, był takowy w meblach kupionych na początku lat siedemdziesiątych. Stoi do dzisiaj, ochrzczony przez rodzinę "północnikiem",skojarzeń już dzisiaj nikt nie pamięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowne są te rodzinne powiedzonka! "Północnik", he he ;-))

      Usuń
  30. Dziś też bym chętnie zabrała te wszytskie meble po babciach do siebie, ale już ich nie ma.......pięknie, że Ty swoje zatrzymałaś. Życzę przyjemnego pobytu, uwierz mi nikt tam za granicą na nas pod kątem wałków nie patrzy. Grunt się dobrze czuć, a język? Kilka podstawowych słów wystarczy reszta na migi i będzie ok:)))A figurki?? Chyba sobie te koty wytęskniłaś:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. Ta dziewczynka to ja w marzeniach :)

      Usuń
  31. Ja też mam dużo staroci w domu. Mój mąż żartuje, że coraz bardziej do nich pasujemy, hi, hi:))) Marzyłam zawsze o starym kredensie, miałam w projekcie nawet specjalną wnękę która tak się nazywała. Potem w spadku dostaliśmy stare pianino które tam znalazło swoje miejsce. Też jest pięknie a nawet bardziej bo to pamiątka rodzinna no i zawsze jakiś wirtuoz może na nim pograć;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż marzy o pianinie :) My też pasujemy coraz bardziej ;-)

      Usuń
  32. Piękne pamiątki. Ten obraz z płynącym okrętem przypomina mi "Kroniki Narni, Podróż Wędrowca do świtu", jakby się dobrze wpatrzyć, może wciągnąłby nas w inny magiczny świat ;-)
    A wczoraj właśnie były imieniny Zosi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moja Babcia miałaby imieniny.
      Ten obraz wisiał po śmierci dziadków u Taty, a teraz może wisieć u mnie. Tylko gdzie?? :-)

      Usuń
    2. Na pewno jest w Waszym domku miejsce, które na niego czeka, musisz tylko na nie natrafić :-)

      Usuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...