piątek, 10 maja 2013

Zamiast komiksu.

Z listu od mojej czytaczki Marii, również wrocławianki:

Spacerowałam wczoraj po wałach w okolicy zoo i poprzez ogrodzenie obserwowałam kozy i kuca. Właśnie robiłam im zdjęcia, gdy za mną zatrzymali się ludzie z małą dziewczynką i mówią do niej: Popatrz, malutki pony.


Po czym przyjrzeli mu się uważnie i stwierdzili: No to widziałaś już malutkiego pony, to chodźmy dalej. I oddalili się pospiesznie.

W załączeniu zdjęcie, które wyjaśnia, skąd ten pośpiech.


Dziękuję, Mario! Uratowałaś mój piątek.

Jestem trendy! Poniżej 100 :-)



PODPIS




W komentarzu Maria napisała:
Bardzo jestem ciekawa komentarzy, bo wydaje mi się, że w naszym społeczeństwie to w dalszym ciągu temat kontrowersyjny, a gdyby rodzice potrafili się odnaleźć w takich sytuacjach i więcej rozmawiali na te tematy, prostym, przystępnym dla dzieci językiem, to może mniej by było ciąż wśród nastolatków.

A jak Wy sądzicie?

68 komentarzy:

  1. Hi, hi, hi! Pony napalony?
    Dzis musiałam wcześnie wstać, więc jestem pierwsza (chyba):):):)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! Ninka, rozbroił mnie pony napalony ;)))

      Usuń
  2. Jednak jestem:)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie Aniu pozdrawiam.U mnie pada od samego ranka.Słoneczka życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwzajemniam Twoje pozdrowienia, Halszko, z radością ;-)

      Usuń
  4. Dobre :)) Plastikowe pony siusiaków wszakże nie mają ha ha ...

    OdpowiedzUsuń
  5. I co bylo w tym takiego sensacyjnego, ze rodzice oddalili sie w pospiechu? Sama natura, wiecej nic. Ale pewnie, po co narazac sie na niewygodne pytania od dzieci, lepiej probowac nie zauwazac.
    Piateczek! Przyjemnego weekendu, Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to była świetna okazja aby dziecku wytłumaczyć co to jest, ale już nie pamiętam jak jest mieć małe dzieci, więc nie wiem, jakbym się zachowała.
      Miłego również, choć u nas ma padać.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. A jak Ty, Misko, jako młoda mama myślisz? Zareagowali asekuracyjnie? Jak Ty byś zrobiła?

      Usuń
  7. Uważam ,że to ciekawa scenka rodzajowa,więc cieszę się że więcej osób może to zobaczyć,nie każdy ma szczęście być w danym miejscu w odpowiednim czasie.Ja tam byłam,obfotografowałam,przekazałam.No i polecam się na przyszłość.
    Miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo jestem ciekawa komentarzy,bo wydaje mi się ,że w naszym społeczeństwie to w dalszym ciągu temat kontrowersyjny, a gdyby rodzice potrafili się odnaleść w takich sytuacjach, i więcej rozmawiali na te tematy, prostym przystępnym dla dzieci językiem to może mniej by było ciąży w śród nastolatków.

      Usuń
    2. Masz rację. Czemu rodzice bali się wytłumaczyć tej dziewczynce co ten kucyk ma?
      Fajna przygoda
      Pozdrawiam z Wrocławia
      podczytywaczaka Aga

      Usuń
    3. Witam, Aga ;) Rodzice się wstydzili?

      Mario, nie sądzę aby rozpętała się tu jakaś poważna dyskusja, ale gdyby tak się stało, to przekazuję Ci pałeczkę do odpowiadania na komentarze :)
      Dziękuję za zdjęcia i opis, i oczywiście chętne skorzystam w przyszłości.

      Usuń
    4. To nawet nie chodzi o to żeby uświadamiać na siłę,tylko wykorzystać okazję. Ta dziewczynka może by nawet nie zpytała tylko przyjrzała się ,a na pytanie co on ma można odpowiedzieć .To pony chłopiec dlatego ma siusiaka,a dlatego taki duży ,że właśnie chciałby mieć ,małe pony.Tej małej dziewczynce by to wystarczyło.

      Usuń
    5. Ale, ale, on, ten kuc (przy okazji protestuję przeciw nazywaniu go pony'm ;) może nawet nie w celach prokreacyjnych, tylko fizjologicznych się tak... obnażył. :) Wcale nie trzeba się zaraz wdawać z dziećmi w dyskusje seksualne, choć gdy one, te dzieci, dociekają, to jak najbardziej należy ich ciekawość zaspokoić. Idealna sytuacja, aby młodemu człowiekowi pokazać kawałek świata zwierzęcego i różnice, jakie istnieją np. między gatunkami. W tym rozmiarowe. :) To zwierzątko zwyczajnie ma przyrządy adekwatne rozmiarem do własnej wielkości, przez co zwraca zapewne uwagę. Choć chyba bardziej lekko zalęknionych dorosłych niż dzieci, skoro dziewczynka zupełnie nie zainteresowała się podbrzuszem kucyka. :)

      Usuń
    6. To nie ja nazwałam tak tego kuca, tylko ci ludzie za mną,ja w korespondenci do Anki pisze o kucu i przytaczam slowa które usłyszałam.W komentarzu powyżej napisałam także: nie wiadomo czy ta dziewczynka by o cokolwiek zapytała,ona nie mniała szans dokładnie się przyjrzeć ,tak szybko oni odeszli.To tytułem wyjaśnień z resztą w zupełności się z tobą zgadzam

      Usuń
    7. Oczywiście, Mario. Zaprotestowałam przeciw tym, co tak nazywają, ale i to bez jakiegoś specjalnego zapamiętania. :) Weźmy np. taką Ninkę, która napisała napalony pony - w tym wypadku nie mam nic naprzeciwko. Wręcz przeciwnie. ;)

      Usuń
  8. buahahahhahahhahahhahahhah
    natura!!!
    ja muszę dzieci tak zajmować kiedy za moim płotem ryczący jeleń dopadnie w końcu jakąś sarnę! Wtedy szybciutko lecimy oglądać kwaituszki które tak pięknie wyrastają z ziemi :DDD
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem,że to może nie byc łatwe,bo często my dorosli,nie potrafimy pomiedzy sobą rozmawiać na te tematy,ale może jak jest taka okazja to spróbowac z niej skorzystać

      Usuń
    2. myślę, że do tej rozmowy warto się jednak przygotować a nie robić to z zaskoczenia patrząc przy okazji na kopulujące zwierzaki. Mam już kilka takich rozmów z moimi dziećmi za sobą i uważam, że wszystko można zrobić stosownie.

      Usuń
  9. buhahahaha :D :D :D
    Co w tym złego? :P Przecież to naturalne! Muszą się jakoś rozmnażać te Pony :P hi hi hi :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A Weronika przybiega do domu i woła - mamo, Klementyna znowu dziwaczy i on ją tak kiepsko pokrył! Chyba nie będzie z tego dziadostwa koźlątek ....
    :)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre:)
      I fajnie, że to co naturalne i zgodne z naturą jest naturalne dla Weroniki:)
      Moja Mysza ostatnio mnie poinformowała, że Szercia PODNIECA się kapciem. Nie zapytałam skąd zna to słowo, zdezerterowałam, ale musze pociągnąć

      Usuń
    2. Wiesz, na wsi się życie tak panoszy bezwstydnie, że nie da się od niego odgrodzić.

      Usuń
    3. Trochę się tylko obawiam żeby nie miała zbyt naturalistycznego podejścia do własnej pączkującej seksualności.

      Usuń
    4. Wydaje się, że jeśli to jest przyjmowane naturalnie przez rodziców, w których reakcji Ona się przegląda, to nie może być lepszej nauki niż takie przykłady z życia zwierząt.

      Usuń
    5. Zgadzam sie z tobą Aniu .Dzieci są bardzo bystrymi obserwatorami,a wychowujemy je przede wszystkim przez własny przykład.

      Usuń
  11. Zdarza się - samo życie. Ale żeby koza tak na niego ........)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale kapitalna historia! Co do rodzicow i dzieci to ja to rozumiem bo to żenujące jest dla nich. basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie to może byc żenujące ,ale może warto sie przełamać

      Usuń
  13. no cóż... wiosna:) zwierzętom także zebrało się na amory:))

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, zgadzam się w zupełności! Seksualnośc w naszym społeczeństwie to cały czas temat tabu o którym albo rozmawia się bardzo siermiężnym językiem albo nie rozmawia się wcale, bo po co.
    A z drugiej strony w TVP nie można spokojnie obejrzeć filmu przed 20-tą, żeby nie wyskoczyły ze trzy reklamy środków na poprawę potencji, żeli, prezerwatyw, itp, itd... Dzieci chyba zadają pytania prawda..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się zadają pytania,ale prościej odwrócić ich uwagę,niż próbować sie przełamać.

      Usuń
  15. Mój mały siostrzeniec w analogicznej sytuacji w zoo przed wybiegiem słoni,z niekłamanym zachwytem skomentował: Ciociu , zobacz jakie ten słoń ma narzędzia!" Ponieważ słownictwo w tym temacie mamy ubogie, a penis i prącie brzmią strasznie jakoś medycznie, narzędzia się przyjęły i są używane po dziś dzień.
    Zawsze i bez wyjątku z dziećmi z rodziny i własnym, o sprawach seksualności rozmawiałam zwyczajnie i otwarcie. Tak jak moja mama ze mną. Nie pamiętam rozmowy uświadamiającej;) Wszystkiego dowiedziałam się w zwyczajnym codziennym przekazie i uważam,że tak powinno być. Popieram!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ico ja mogę więcej dodać zgadzam się w całkowicie.Niestety nie wszyscy mają takie szczęście że w ich domach te tematy poruszane były tak otwarcie.W moim pokoleniu (1958), te tematy były przeważnie tabu.Moja mama radziła sobie w ten sposób ,że pracując w kiosku podsuwała mi odpowiednie czasopisma.

      Usuń
    2. Cóż, moja mama sobie zupełnie nie poradziła, ale nie o to, nie o to, nie o to - jak szło w jednym cudownym skeczu Mumio. :) Na szczęście ja sama postarałam się nie powtórzyć tego błędu wobec syna i jestem dumna i szczęśliwa, że nie przychodzi mi teraz, kiedy akurat Igor dorasta, gimnastykować się i szukać wybiegów, aby tylko nie rozmawiać o seksualności, fizjologii czy innych "tajemnych" zjawiskach zachodzących w przyrodzie.
      Mario, pozdrówka. Fajny temat podrzuciłaś, choć w zasadzie tak banalny. :)

      Usuń
    3. Czy będę niedyskretna jeśli napiszę, że to właśnie Igor zatwierdził dzisiejszy post? :)

      Usuń
    4. He, he. Masz moje błogosławieństwo, Aniu. :))

      Usuń
  16. Natura byłaby dobrym pretekstem do rozmowy o seksie,który chowamy pod kołdrę.
    I biedne dziecko będzie myślało,co to takiego...
    Rodzice be!

    OdpowiedzUsuń
  17. A jak mają reagować rodzice skoro wychowywani byli w poczuciu wstydu??? Pamiętam jak pierwszy raz w życiu zobaczyłam w łazience na kempingu za granicą całą rodzinę kąpiącą się razem pod prysznicem. Moja Mama prawie zawału dostała, że widziałam gołych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  18. hmmm, moze nie zaczynalabym rozmowy o sexie z dziewczynka od kucyka bo jak ona by sie pozniej bawila tymi swoimy rozowymi kucykami?
    moze tez to jeszcze nie byl czas na taka rozmowe?
    nie jestem za ciemnota, o nie, ale tak troche dyskrecji i taktu, to sa wazne rozmowy,mozna ale nie trzeba wykorzystac do tego kazdej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ellizo :-)

      Myślisz, że jak by się ta dziewczynka bawiła swoimi kucykami? Dzieci nie są zbereźne, nie mają jakiś "włochatych" myśli, ani skojarzeń. Trudno mi sobie wyobrazić, że jej zabawa miałaby przybrać jakiś gorszący przebieg...

      Usuń
    2. Jeszcze raz powtarzam to co napisałam na górze ,nie wiadomo czy by to ją wogóle zainteresowało,oni nie dali jej szans żeby cokolwiek zauważyła.
      Nawiasem mówiąc jesteśmy cząstką natury i gdybyśmy o tym pamiętali to niektóra rzeczy byłyby prostsze.

      Usuń
  19. Mnie niestety też wychowano raczej pruderyjnie, nie pamiętam żadnej rozmowy uświadamiającej, co najwyżej tą o miesiączce:-)
    A szkoda, bo przez tą dziwną pruderyjność do tej pory mam straszne zahamowania i krępuję się wielu tematów. Ot, wczoraj zdarzyło mi się uciec z pokoju, jak rozmawiali o różnych pozycjach ;-) Ale przy nich zaczynam się otwierać; jeszcze rok temu nie potrafiłam wypowiedzieć na głos słowa 'seks' (ale mnie zmuszono - siłą)
    Także rozumiem trochę tych rodziców i współczuję im, że nie potrafią przełamać pewnych tabu.
    Sytuacja opisana w poście najlepiej też pokazuje, jak ważna jest edukacja seksualna i jak potrzebny jest ten przedmiot w szkołach. Może przydałyby się też warsztaty dla rodziców, by nauczyli się rozmawiać na kłopotliwe tematy ze swoimi dziećmi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aj, gdzieś w środku mi słowo "współlokatorzy" uciekło :-(

      Usuń
    2. Małgosiu, ja też ich rozumiem i nie oceniam! Zastanawiamy się tylko, czy to nie była dobra i przyjazna okazja, żeby w naturalny sposób pokazać dziecku tę stronę natury. Jestem zdania, że dzieci wyczuwają każą sztuczność i manipulację, więc w tej sytuacji dziewczynka mogła to szybko skojarzyć: dziwne zachowanie rodziców i dziwna część ciała kuca. W ten sposób daje się znać dziecku, że tu jest coś wstydliwego, o czym się nie mówi i trzeba udawać, że tego nie ma.
      Warsztatów dla rodziców jest pełno: są książki, publikacje, czasopisma, kursy psychologiczne, warsztaty, filmy, tylko chcieć!

      :)

      Usuń
    3. Zatwierdzam powyższe. :)

      Usuń
    4. Tu się zgodzę; to była świetna okazja by porozmawiać na te tematy. Tylko szkoda, że rodzice nie wiedzieli jak. I dziecka mi szkoda, bo jest szansa że przy takich rodzicach wyrośnie na strasznego dzikusa.

      Usuń
    5. No właśnie tylko chcieć...
      A u nas w kraju to jest wciąż tak dziwnie bo albo wszystko albo nic...
      Dzieciaki w gimnazjum nagrywają filmy wideo z "sex-imprez" za to ich rodzice nie potrafią głośno wypowiedzieć tego słowa bo mogłoby się niebo rozstąpić i piorun w nich uderzyć...
      A gdyby Ci rodzice wyjaśnili TYM dzieciom, że na wszystko jest czas, że sex to piękne przeżycie ale intymne, gdyby potrafili o tym po prostu zwyczajnie rozmawiać...ehh

      Z drugiej strony... ostatnio byłam w saunie i przyszedł tam... (chyba) dziadek ze swoją wnuczką... i... do dziś nie jestem pewna czy... to było właściwe i dobre... Mam mocno mieszane odczucia...

      Usuń
  20. A mnie przeraża, że zanika normalny język!!! To jest straszne. Pony...nowy gatunek???? Tragedia

    OdpowiedzUsuń
  21. A czy to prawda, że prącie kocura jest haczykowate, zakończone haczykowato? ma haczyki? i kotkę stosunek z kocurem boli? Tak zrozumiałam, gdy mi kiedyś Pani Weterynarz o tym opowiadałam, a dziś zgadałam się z Panią Sprzedawczynią Biżuterii Ręcznie Robionej i ona mówi, że to bujda, bo miała kocury i widziała ich prącia i żaden nie był z haczykami... I zgłupiałam... ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abi, dawno temu czytałam o tym w jakiejś publikacji o kotach. Wydaje mi się, że to nie wetka jest ignorantką. Zresztą pewnie można poszukać odpowiedzi choćby w necie. Pani od biżuterii zapewne nie badała sprawy, ehhm, dogłębnie, więc może nie powinna się tak autorytatywnie wypowiadać - gołym okiem to na tych kocich instrumencikach nie widać haczyków, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. :)
      No proszę, i jak to się temat rozwija ciekawie...

      Usuń
    2. PS. Można o tym poczytać np. tu: http://www.kociesprawy.pl/magazyn/poradnik/behawior_-_zachowanie_kota/seks_po_kociemu_-_tekst_lek._wet._dagmara_mieszkis-swiecikowska/przeczytaj_caly_tekst/

      Usuń
    3. Uff! A już myślałam, że coś mi się pochrzaniło :D. Dziękuję :)!

      Usuń
  22. Wiosna! po prostu wiosna;)
    A w polszczyźnie jest dziura językowa: albo medycznie albo wulgarnie, nie da się inaczej, no chyba, że jeszcze jakoś infantylnie i tez źle - ale kiedyś mieliśmy bogactwo słów na te tematy;))) Staropolszczyzna ich pełna;) Szkoda, że wyszły z użycia;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przecież to świetna lekcja poglądowa. Hi, hi ,hi.
    Faktycznie zdjęcie odpowiednio nastraja.
    Buziaki Aniu

    OdpowiedzUsuń
  24. ... wystarczyło dziecku jakoś po ludzku wyjaśnić, a nie boćki i kapusta...

    ...i jaki pony, ludzie!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Najważniejsza jest rozmowa z dzieckiem na wszystkie tematy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. No to jeszcze ja ,w formie podsumowania.
    Uwaga,uwaga teraz będzie górnolotnie.
    Świat jest bardzo ciekawy ,także poza murami supermarketów.Nauczmy dzieci poznawania świata,uczmy ich mądrych wyborów,uczmy się razem z nimi,na naukę nigdy nie jest za póżno.
    Ja cały czas się uczę ,to bardzo wzbogaca (wewnętrznie) i gimnastykuje umysł,a to ważne żeby nie zardzewiał.
    Uffff,skończyłam.
    Z poważaniem Maria (była nauczycielka,ale nie polonistka) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Mario, za to mądre podsumowanie, a w sprawie żab czekam na dalsze materiały :)

      Miłego dnia:))

      Usuń
    2. Ale się dyskusja rozwinęła! A ja dopiero teraz to wszystko przeczytałam!
      Mój "pony napalony" to po prostu zabawa słowna; jestem zdecydowanie za polską nazwą kuc lub kucyk.
      Moim dzieciom od zawsze, tzn odkąd zaczęły zadawać pytania, tłumaczyłam wszystko, oczywiście na dostępnym dla nich poziomie. Niedawno w rozmowie okazało się, że nie wiedzą skąd i od kiedy posiadły wiedzę na temat seksu. I tak chyba właśnie powinno być. Ja sama byłam uświadamiana jak Maria - sposobem. Podsuwano mi odpowiednią literaturę. Ale seks i nagość nigdy nie były żadnym tabu; kiedy Babcia protestowała przeciw temu, że pozwala się nam (mnie i mojej siostrze) oglądać filmy ze scenami erotycznymi, mój Ojciec mówił: "Lepiej niech patrzą, jak się migdalą (to określenie mojej Babci) niż jak się zabijają". Cóż, jestem tego samego zdania. Oczywiście mówię o zwykłych filmach obyczajowych, wtedy nagość i sceny erotyczne pojawiały się w polskich filmach dość często.
      I jeszcze o rozmawianiu z dziećmi: zawsze odpowiadałam na ich pytania z najróżniejszych dziedzin, a kiedy nie znałam odpowiedzi, mówiłam, że sprawdzę np. w encyklopedii. Seks to taka sama dziedzina wiedzy, jak inne.
      Ninka.

      Usuń
    3. a u mnie właśnie było na odwrót; pozwalano mi patrzeć jak na ekranie krew się lała gęsto i często, ale na jakąkolwiek scenę rozbieraną kazano mi opuszczać pokój :-) ale chyba nie wyrosła ze mnie jakaś morderczyni-psychopatka :-)

      Usuń
  27. I ja ci dziękuję za spróbowanie tego budyniu-tak to nazywacie?Było to dla mnie ciekawe doświadczenie.Żaby będą na pewno tylko nie wiem jeszcze kiedy

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...