czwartek, 2 maja 2013

U fryca

Moi drodzy, dawno nie byliśmy u fryzjera. Czy Wy też mówicie "u fryca"?
Czas to nadrobić!
To już moje kolejne podejście do poszukiwania fryzjera doskonałego. 
Jak wiadomo, coś takiego jak doskonałość nie istnieje, więc będę sobie go szukać aż do śmierci. Trudno. Taka moja karma. :)
Byłam tam jeszcze przed pobytem w spatalu i oczywiście (jak to ja) musiałam to uwiecznić dla ludzkości. Tzn. budyniowości, oczywiście. ;-)


Tym razem wybrałam się w okolice Rynku, bowiem doszły mnie słuchy, że pracuje tam pewien mistrz, z którym już nie raz miałam okazję się spotkać w przeszłości, a potem nasze drogi
(że tak powiem) rozeszły się. :)


Zakład fryzjerski urządzony jest w tajskich klimatach. Naprawdę pomysłowo i ładnie.


Szczególnie zachwyciły mnie te szklane lampy, ręcznie robione. Każda inna.


Jeśli nie wdzieliście dotąd budyniowego szpiega uwiecznionego podczas szpiegowania, 
to proszę: oto jestem! :)


Kiedy miałam już nałożoną farbę na włosy, latałam po całym pomieszczeniu i robiłam zdjęcia. Podobają mi się te umywalki z kamienia. Każda z nich to dzieło sztuki.


Nawet korzystając z WC, można ze sztuką obcować, oglądając te ciekawe obrazy.


Poczekalnia, storczyki, zjawiskowa orientalna szafa...
Podoba Wam się wystrój tego wnętrza?


Koniecznie chciałam coś zmienić w mojej fryzurze. Dostałam takie delikatne pasemka.
Hmm, sama jeszcze nie wiem, co o nich sądzić.
Chyba będę zadowolona, w końcu rzadko patrzę na siebie od góry,
a z przodu to wygląda dobrze. :)



My tu, gadu-gadu, a straż miejska odholowuje kolejny samochód...


A to się właściciel wścieknie... W ciągu 30 minut odholowano stamtąd 5 aut. 
Parkować byle gdzie się nie opłaca. Żartów nie ma.


Miłego dnia!

PODPIS
Dawno nie było nowych zwierzolubnych, więc tym bardziej miło mi przedstawić:
112. Nicole z wako.cba.pl zgłasza swojego trzyletniego, czarno-podpalanego owczarka Wako.
oraz moja krajanka
113. Maria K z Wrocławia, bezblogowa, dała się namówić do zaistnienia w spisie wraz ze swoimi czterema kotami, których historię ciekawie opisała.

Witam serdecznie :-)

61 komentarzy:

  1. Dla mnie najważniejszą sprawą jest sposób ostrzyżenia włosów. Muszę mieć włosy obcięte krótko i w ten sposób, bym nie musiała potem ich układać, czyli jest to tak: myję włosy, potem je suszę suszarką przeczesując palcami, na koniec potrząsam głową i fryzura sama się układa.Latami chodzę do tej samej fryzjerki, która gdy pojęła o co mi "biega" - zawsze mnie dobrze "ściacha".Kolor - eksperymentuję sama, w domu, łącząc kolory. Bardzo szybko odrastają mi włosy, więc co 3 tygodnie musiałabym zasilać kasę fryzjerki.Pasemek "nie używam".
    A wiesz, że za ten wystrój to płacą klientki?
    Urządzenie lokalu to jeden z czynników cenotwórczych.Czy mi się podoba??? Dla mnie ważniejsze są umiejętności fryzjera oraz naprawdę duża troska o czystość - jednorazowe ręczniki, czyste, wydezynfekowane szczotki i grzebienie a nawet nożyczki.W "moim" zakładzie fryzjerskim każda z fryzjerek ma własny komplet szczotek, grzebieni, nożyczek, maszynek do strzyżenia, pędzli itp., widoczny tylko wtedy, gdy jest w użyciu. I jeszcze jedna sprawa- nie ma pacjentek "ciurkiem" jedna za drugą, tym sposobem fryzjerka ma czas na przygotowanie stanowiska pracy dla następnej klientki.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Anabell, wygląda, że Ty już znalazłaś swojego fryzjera idealnego! Gratuluję, popatrz jednak, że gdybym Cię nie zabrała na tę wycieczkę, nie zobaczyłabyś takiego urokliwego miejsca, które nie tylko jest salonem (jak mi zwróciła słusznie uwagę Maskotka)fryzjerskim, kosmetycznym i masażu, ale i można tam te meble i dodatki (z Bali) kupić. Ktoś ma taki pomysł na biznes - super! Oczywiście, że najważniejszy jest w tym fryzjer, a tego cenię bardzo.
      Miłego i dla Ciebie ;-)

      Usuń
  2. Pasemka Cie na wiosne rozjasnia :))) fajnie.

    wystroj wnetrza bardzo ciekawy, ale mi w ogole nie pasuje do fryzjera, hrehre
    bo jestem z tych, co to asceze wola w zakladzie fryzjerskim, nie rozprasza mnie wtedy wystroj! Za to dziela sztuki w wychodku - jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tam można też te meble, lampy, obrazy kupić - stąd taki wypasiony wystrój. Lubię takie miejsca oglądać, podziwiać i... wrócić do swojego domku :-)

      Usuń
    2. czyli taki handelek w handelku :P

      Usuń
  3. Chce bywać w takich miejscach. Mam nadzieję,że z fryzury jesteś zadowolona.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny wystrój. Ale lubię czuć się jak w domu - wiadomo fryzura najważniejsza , ale lubię też pogadać , napić się kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie tam jest! Fryzurka ciekawie wygląda! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do fryzjera nie chadzam, bo sama się strzygę od lat, ale nawet jak bym chodziła to nie nazywałabym go frycem, bo tak ma na nazwisko mój znajomy. Stwierdzenie idę do Fryca miałoby inne znaczenie ;)))
    Fryzjer urzędujący w tak ekskluzywnym pomieszczeniu na pewno by się na Ciebie obraził gdyby usłyszał, że jego wypasiony salon nazywasz zakładem! Jedna moja znajoma, pałająca się fryzjerstwem, obruszyła się jak zapytałam czy masz swój zakład!;) Popełniłam faux pas!
    Pamiętaj, to jest salon fryzjerski, ewentualnie atelier, a nie zakład! ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, popełniłam poważne faux pas! Dzięki ;-)

      Usuń
  7. Mam swojego Fryzjera od lat...Przetestowany na milion sposobów...Ale korzystam sporadycznie...Skromniusi, malusi, ale dostaję kubek kawy, pogaduchy "o niczym" i jakiś "eksperyment" w gratisie...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę, bo dla kobiety mieć zaufanego i lubianego fryzjera, kosmetyczkę, dentystę, ginekologa, to ważna rzecz w życiu :-)

      Usuń
  8. Mój fryzjer "z wizją" poszedł w zapomnienie, mimo, że miał dobra rękę, ale... przy nim nie da się zapuścić włosów;)))

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie! Sio mi z tym śniegiem! Tfu!

    Temat fryzur i fryzjerów jest mi niemal całkowicie obcy - nie wypowiadam się. :) Wystrój rzeczywiście cokolwiek nietypowy jak na fryzjernię czy raczej, jak zauważyła Maskotka, salon lub atelier fryzjerstwa. Umywalkę z lewej chyba bym sobie mogła zaadaptować na swoje potrzeby. A, i ta sztuka z kibelka - ujmująca. :)

    :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Toż to cała przygoda fryzjerska!
    Super!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy ty aby na pewno byłaś u fryzjera? :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ładne refleksy :)
    Ja fryzjera idealnego jeszcze nie znalazłam, raz jestem bardziej zadowolona raz mniej, a potem się przyzwyczajam. Słowa fryc na fryzjera nie znałam...
    Wystrój salonu średnio mi się podoba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś orientalna z zamiłowania?

      Usuń
    2. Nawet nie wiem - mam wrażenie przesytu...

      Usuń
  13. A ja powiem tak ... "nie cierpię chodzić do fryca" ...!!!

    Marzenie; wchodzę, obcinają mnie tak jak chciałam, płacę i wychodzę.

    Real; wchodzę, jakąś kawę mi proponują /ja będę chciała kawy pójde do kawiarni/, no dobra obcinają ale... przy tym pytania "co słychać ?" "gdzie Pani jedzie na wakacje ?" "w pracy wszystko dobrze ?" "chyba pani troszkę schudła ?" ... Boże !!!! mam ochotę uciec.
    Nie mam ochoty obcej kobiecie o sobie opowiadać i co u niej też mnie nie interesuje.

    Koszmar i tak niestety raz na m-c trzeba to przeżyć ...
    Niestety nie należę do tych co lubią pogadać/poplotkować "u fryca" :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam takie marzenie. Z powodów jakie wymieniłaś nie chodzę do osiedlowego fryzjera. Nie znoszę takich jałowych głupich gadek. Pewnie tego na blogu nie widać ;-)

      Usuń
    2. Racja !!! Trzeba wyruszyć na drugi koniec miasta :-)))
      Czasami fryzjerki są mało domyślne, ze człowiek chce sobie pomilczeć ...

      Usuń
  14. Ja też miałam swojego fryzjera. Idealnego. W Polsce. Ale raz kiedy chciałam się umówić jak byłam w Polsce, to go nie było, strzygła mnie młoda laska, dość dobrze, nie powiem, ale to nie to co MISZCZ. Następnym razem umówiłam się już stąd, pojechałam specjalnie 60 kilometrów na wizytę i co? Mój MISZCZ w ostatniej chwili, jak już byłam w salonie, zostawił wiadomość, że nie przyjdzie i że może mnie ściąć Pani Kasia. Na którą się zgodziłam bo co miałam robić? Do MISZCZA już nigdy nie poszłam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Umywalki i lampy bomba!!! Umywalkę taką bym chciała w łazience ;)
    I ten imbryczek i filiżanka... Pikne.
    Co jest w tych szklanych słojach? Aha, olejki chyba jakieś.
    A włosy układają się dobrze? To najważniejsze! A nie żeby człowiek sterczał co rano przed lustrem i próbował ogarnąć kosmyki sterczące każdy w inną stronę.
    Jak idę do fryzjera to zawsze zaznaczam, że ja nie będę fryzury układać, ma się układać sama :). Jak jest dobry fryzjer to odpowiednim cięciem sprawi, że tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wieku, dziecko, już nic nie pomoże, nawet miszcz! :(

      :*

      Lampy są tam naprawdę śliczne, czasem żałuję, że nie chce mi się już nic w domu urządzać, bo bym się pewnie skusiła.

      Usuń
    2. No tak, masz rację, w Twoim wieku... :P

      Prędzej czy później zapewne Ci się zachce :)
      Ja ledwo skończyłam jedno już w głowie mam kolejne robótki domowe - tym razem praktyczne.

      Usuń
  16. Zupełnie nietypowy zakład fryzjerski, jeśli chodzi o wnętrze. Bardzo oryginalny. Ze słowem FRYC jako określeniem fryzjera nie spotkałam się nigdy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. jak znajdziesz idealnego - daj znać, ja mam swoją bardzo zbliżona do ideału, ale stanowczo za rzadko poddaję się jej opiece :)

    OdpowiedzUsuń
  18. do fryca albo do frycka:)...chadzam bardzo rzadko...ostatnio sama sie strzygę:))))..i tak mam zawsze bajzel na głowie...a taki salooon by mnie przytłoczył...czułabym sie nieswojo...bo zwykła prosta baba jestem:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak kiedyś miałam, ale już z tego wyrosłam. Na szczęście! :-)

      Usuń
  19. Ładnie się w pasemkach prezentujesz, a ten salon to kurde jak to lokalni mówią: posh, hihi. Znalazłam już swoją ulubioną fryzjerkę, na emigracji, co dorabia sobie w domu, pierwszy raz od 30 lat zrobiła mi na głowie dobrze. :D
    Miłego dzionka :*

    Ps. A co do suszonych truskawek, to ja je znalazłam w supermarkecie na T na półce z zdrowym żarciem, dla alergików, glutenowców itd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. dla mnie pojscie do fryzjera to kara za wszystkie popelnione i niepopelnione jeszcze grzechy...
    zawsze sie boje, ze cos mi zle zrobia, a poza tym, jak ja juz ide to na ogol po trwala, wiec ryzyko i cierpienia podwojne :-( no i jeszcze tyle kasy na to idzie.
    ale ciesze sie, ze znalazlas dobrego fryzjera i fajny salon. mam nadzieje, ze fryzura tez Ci przypadnie do gustu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jak się bez tego obejść? Puścić włosy na żywioł? Jakoś się już nie widzę we fryzurze a'la topielica ;-) Chodzę rzadko, ale chodzić muszę. Sama nie umiem.

      Usuń
  21. Hi, hi! Ja też mówię do fryca albo do frycka, jak Qrka. Salon super, lubię nietypowe wnętrza. A i fryzurka fajna.
    W mailu, który do Ciebie wysłałam, jakoś źle policzyłam czas; to było ponad miesiąc, około półtora.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne wnętrze do pokazania w poście ;-) Jak pisałam ze wszystkiego umiem post zrobić.

      Najważniejsze, że wieści są tak dobre, reszta nie ma już znaczenia! :-))))

      Usuń
  22. Kurczę, ja koniecznie też muszę się wybrać do fryzjera... zawsze się boję, że wydam pieniążki, a będę wyglądała po wyjściu jak "KURA".
    Hmmm muszę się przejść na rynek i znaleźć tego Twojego mistrza, może i mi coś na tym łepku wymyśli :)
    Straż miejska ostatnimi czasy bardzo atakuje nasz rynek hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, "mój mistrz" pracował wiele lat w TV, ma spore doświadczenie.
      Pozdrawiam wrocławianko ;-)

      Usuń
  23. Nie wiedziałam, że we Wro jest tak ciekawy salon fryzjerski :-)
    Pasemka odświeżyły look :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękny ten zakład jak z innej planety,wspaniały pomysł na urządzenie miejsca pracy.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie wiedziałam,że w tym miejscu na Szewskiej jest fryzjer,myślałam że to na Oławskiej,tam jest chyba też takie ciekawe wnętrze.
    Dla mnie u fryzjera-fryca-frycka (znam te określenia) najważniejsze są dobrze obcięte włosy,czyli tak żeby sie same układały i jak najmniejsze koszty. Włosów nie farbuję, bo wychodzę z załorzenia że wolę byc siwa,niz łysa. Mała dygresja:siwieje dosyc powoli i nawet dosyc ciekawie i niedawno na imieninach u koleżanki, jej mąż,w jej obecności zresztą komplementował mnie "ach te twoje siwe włosy".Zobaczenie miny mojej koleżanki to było bezcenne,nie muszę dodawać,że nie była zachwycona.
    Piszę to jako ciekawostkę i może do zastanowienia..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś siwiźnie powiem tak, teraz jeszcze nie jestem na nią gotowa. :)

      Usuń
  26. nigdy nie słyszałam tego określenia "do fryca".
    ja fryzjerkę doskonałą miałam w warszawie, umiała moje kudłate włosy obciąć tak jak chciałam.
    teraz niestety jestem po raz kolejny okropnie niezadowolona, okropnie. dziś byłam u kolejnej pani i...załamka. chyba sama wezmę nożyczki.
    nie wiem czy bym dobrze czuła się w takim egzotycznym pomieszczeniu podczas ścinania włosów. jakoś tak mi mało swojsko. żeby ktoś gmerał mi przy głowie to ja muszę czuć się prawie "jak w domu". a farbowałam zawsze sama. od 16 roku życia.
    moje dzieci twierdzą, że powinnam być łysa....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nam to, znam, to okropne niezadowolenie. Byłam już u kilku mistrzów. Tu: http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2012/10/do-fryzjera.html byłam zadowolona, potem następnym razem już bardzo rozczarowana, no i tak to się kręci...

      Usuń
  27. ...fajny wystrój salonu, mój ulubiony fryc mieści się w piwnicy w bloku. Prowadzi go matka z synem. Może nie jest on jakoś extra odpicowany, ale jest schludnie. Tak jak anabell uwielbiam krótkie włosy, lecz z farbami nie eksperymentuję, he he he...

    OdpowiedzUsuń
  28. Że też Cię nie wyrzucili z tego zakładu :P
    Urządzony super... już nawet miałam wizję na... sesję ;-)))
    ale fryzjera MAM idealnego i zmieniać go nie zamierzam... tez kawkę tam dostaję i... jeszcze masaż głowy ;-)))

    U mnie Ok... działam, tworzę... tylko nie mam czasu na nowego posta... W sprawie Quinn pisałam... ale nie dostałam odpowiedzi.. nie wiem czy zajęci czy niezainteresowani....:( :( :(
    Buziaki przesyłam - dzięki za troskę

    OdpowiedzUsuń
  29. O, ja szukam dobrego fryzjera, który umie tak ściąć włosy, jak ja chcę, ale jak dotąd nie znalazłam:(

    OdpowiedzUsuń
  30. W takim miejscu nie można się nudzić. A i fryzury wychodzą artystyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wystrój mi się podoba, według mnie bardzo sprzyja relaksowi. Mam w pracy koleżankę, która uwielbia chodzenie do salonu fryzjersko-kosmetycznego. Spędza tam całe godziny. Farbowanie, obcinanie, odżywki, masaże głowy, potem żel na pazurki. Ja jakoś mam problem ze zrelaksowaniem się u fryzjera. Raczej wolę- załatw sprawę i żegnaj. Niestety nie trafiłam jeszcze na takiego, któremu chciałabym być wierna. O przygodach z kolejnymi fryzjerkami i fryzjerami mogłabym napisać książkę. Sporo lat temu jeden pan walnął mi taki fryz, że koleżanka na mój widok zaczęła śpiewać- "Czy wśród nas rosną nowi Kopernicy, czy są wśród nas?" Inna zrobiła mi na ciemnych włosach platynowe pasemka w takiej ilości, że wyglądałam jak własna babcia. Ucieszyłam się kiedy na moim osiedlu otwarto kolejny salon. Niestety dwie fryzjerki strzygą i układają włosy jakby szkoliły się w domu spokojnej starości, a młody fryzjer jest tak oblegany i tak ustala terminy, że nie nadąża. Byłam u niego raz, ale nie dość, że przyjął mnie z 40 minutowym poślizgiem, to potem tak mną wyszarpał podczas suszenia włosów bo już kolejna klientka się niecierpliwiła, że mało brakowało, a wyszłabym łysa. Póki co farbuję włosy sama, refleksy też sama robię. Kupuję rozjaśniacz, cienkim pędzelkiem maluję sobie na rozczesanych włosach kilkanaście kreseczek, myję włosy, nakładam farbę, która na rozjaśnionych włosach wychodzi jaśniejsza i jest ok. Grzywkę podcinam sama, a resztę spinam klamrą i gotowe. Zbliża się lato, więc podpięte włosy nie będą mi grzały szyi.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ja nie uwielbiam, zawsze mi szkoda tyle godzin, ale z drugiej strony, chodzę raz na 2-3 miesiące, to nie tak często i zawsze wtedy mam temat na posta, he he

      Bardzo ciekawy jest twój sposób. Muszę kiedyś spróbować, bo jakoś inaczej wyobrażałam sobie te pasemka.

      Dobranoc :)

      Usuń
  32. Oryginalny "salon", lampy i kibelkowe obrazy bardzo mi się podobają. Sama chodzę do osiedlowej "mistrzyni", jak dotąd nie wyrwała mi jeszcze marnej resztki,która mi została po zgrzebnych czasach PRL-u. Nie farbuję odkąd znajoma mnie spytała kto mi zrobił taki interesujący kolor. (siwe na myszowatym blond)

    OdpowiedzUsuń
  33. Anko prześlij mi na maila imię fryzjera i nazwę saloniku bo widok z okna poznaję ale chciałam nie ruszając się z domu poczytać coś o tym fryzjerze. Zaintrygowałaś mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. U nas nie mówi się u fryca, tylko u fryzia (a może tylko ja tak mówię? ;-)
    Fajne te pasemka, jakieś "ożywienie" na głowie.
    Ja też byłam właśnie u fryzjera, trochę podcięłam i wycieniowałam włosy, no i farbowałam, bo od kiedy na jesień zdecydowałam się farbować (za dużo siwych) szukam idealnego dla mnie koloru (takiego najbardziej zbliżonego do naturalnego). Przeszłam już czekoladowy brąz, jakiś ciemny brąz, który był fajny na dole, a na głowie rudy, teraz mam popielaty średni brąz - najlepszy z dotychczasowych (wreszcie bez rudego odcienia), ale jakby zbyt ciemny ;-) Szukam dalej ;-)
    Bardzo ciekawe wnętrze tego salonu, szczególnie te umywalki mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że piszesz! Pisz, komentuj, daj znak, że jesteś!
Dobrej energii nigdy za wiele. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...