Dziewczynki bliźniaczki zamieszkały w swoim domku wraz z ośmioletnimi ludzkimi braćmi
(też bliźniakami) już w czwartek. Dochodzą do nas dobre wieści.
Niemal od razu poczuły się tam jak u siebie, bawią się, jedzą, ładnie załatwiają do kuwetki.
Kiedy ma się wewnętrzne przekonanie, że dom jest dobry, że koci personel jest najwyższej próby, tęsknota nie boli, a niepokój nie ma prawa bytu.
Cieszę się w ich imieniu. Wiem, że będą miały dobre życie.
Nigdy nie zapomnę tych cudnych stworzeń, ufnych i miłych. Dały nam wiele radości.
To już ostatnie ich zdjęcia.
Gdyby ktoś chciał kiedyś przypomnieć sobie ich historię,
to wszystkie posty są TU (trzeba zacząć je czytać od ostatniego do pierwszego).
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało mi się zdobyć kilka zdjęć naszych byłych podopiecznych. Pamiętacie Parkitkę, porzuconą na parkingu pod wielkim sklepem koteczkę? Kota nazywa się Abla i ma się świetnie w ramionach swojej pani. :)
A tę kicię mają okazję pamiętać tylko starzy bywalcy mojego bloga, bo to jedna z pierwszych kocich na nim historii. Działkowa kicia, już nie pierwszej młodości, była u mnie na sterylizacji. Okazała się tak milutka, że kiedy odwoziłam ją na działkę pod opiekę dobrych ludzi, ryczałam tak strasznie, że nie widziałam świata przez łzy...
Dziś Cruella (teraz po prostu Kicia) ma luksusy godne pozazdroszczenia. Okazała się maniaczką TV. :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A teraz MójCiOn i ja, zapraszamy na film! :)
Kotka ciężarna wciąż jeszcze nosi swój brzuszek. Oprócz zatkanego noska (niestety) czuje się dobrze. Karmię ją najlepszymi kąskami, żeby zdążyła jeszcze nabrać sił. Apetyt ma bardzo dobry, załatwia się pięknie do kuwetki, jest przyjazna, choć dość apodyktyczna.
Musiałam jej usunąć kleszcza z główki. Bardzo mi przy tym nagadała, tak jej się to nie podobało! Zachowuje się często dziwnie, nie umiem tego rozszyfrować. Sama przychodzi się kiziać, ociera się o moje ręce i jednocześnie syczy i próbuje mnie ugryźć... O co jej chodzi? Hmm... Naustawiałam jej różnych pudełek koszyków, kocyków, ręczników, ale i tak najchętniej siedzi na gołej podłodze pod łóżkiem. Martwię się, że tam urodzi... Jejku, co wtedy zrobię?
Intensywnie myślę o imieniu dla niej. Wczoraj objawiło mi się imię ZOYA, czyli Zojka, czyli Zośka. :)
Jak Wam się widzi? Pasuje?
Gugiel plus zrobił mi kolejne ruchome zdjęcie. Takie:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A teraz MójCiOn i ja, zapraszamy na film! :)
Bawcie się dobrze, no i miłej niedzieli oczywiście! :)

























