Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

Misja: znaleźć dom Woody'emu Allenowi zakończona!

Wczoraj w końcu dostałam wiadomość od TEJ WŁAŚCIWEJ osoby i potem już działo się szybko.

Reszta wieści jest na fejsie LINK (klik).



Wielkie dzięki, kochani, za pomoc!!

Planujemy jeszcze wyjazd nad morze (nie mogę się doczekać), a potem pewnie całe zamieszanie zacznie się od nowa... :))

PODPIS

4.09.2015 Wieści o Allenie:


Allenek sam wyszedł z transportera. Podczas drogi tylko na początku troszkę miauczał, potem Zosia opowiadała mu, co będą robić w domku.
Na początku znalazł sobie oazę spokoju w szafie w przedpokoju. Ostrożnie podchodził do zabawy. Brałam go kilka razy na ręce, jadł mi chrupki z ręki, ale wracał do swojej skrytki.
Jestem dumna z mojej córki, bo kotek pierwszy przekonał się do Zosi. Zainteresował się zabawą z wędką i kulką papieru. Zosia wieczorem poszła do niego i śpiewała mu kołysankę.
Nie uciekał i dał się głaskać, po czym sam podszedł do miseczki, zjadł kilka chrupek i poszedł już na swoje posłanie spać.
Naprawdę jest kochany i bardzo grzeczny, śpi sobie spokojnie.
Zosia bardzo się przejęła Pani słowami co do oswajania kotka, zrobiła tacie wykład, co może, a czego nie może jeszcze robić.

Pozdrawiam
Monika

czwartek, 27 sierpnia 2015

Jedna pani drugiej pani...

Uwaga: poniższy tekst jest nieaktualny. Chłopaki nadal szukają domów. Przed sekundą pani Agnieszka B. wycofała się z ważnych przyczyn. Proszę jej nie oceniać. W życiu różnie bywa.

Tekst zostawiam, w końcu poświęciłam trochę czasu na napisanie go, a minutę po opublikowaniu okazało się, że nic z tego... Niech zostanie na (wątpliwą) pamiątkę.
Serce mi pęka. Jak one nie mają szczęścia, te kociaki-chłopaki...
Buuuuuuuuuuuuu...

*****************

Może ktoś jeszcze nie wie: Woody Allen zamieszka w Lublinie! 

Ale historia!

Dzięki Waszym udostępnianiom wiadomość o dwukocie ze sławnym "patronem" dotarła do Kasi Maskotki, która już chyba tu nie zagląda, ale na FB sprawy kocie Za Moimi Drzwiami śledzi. 
Kasia udostępniła to na stronie Koty, oni to puścili u siebie i tak trafiła na ogłoszenie pani Agnieszka z Lublina. Zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy jest możliwa adopcja chłopaków na tak dużą odległość. 
U nas dla dobrego domu robi się nie takie rzeczy!
Porozmawiałyśmy, obiecałam, że się zastanowię, ale czułam, że pani Agnieszka jest wspaniałą kandydatką, taką, którą trzeba cenić i hołubić. Od razu słychać, że kocha koty całym sercem.
Jednak jak wysłać koty 450 km stąd, nie mając stuprocentowej pewności, że dom i osoba są odpowiednie?
Nie można tego robić w ciemno, więc strasznie ucieszyłam się, gdy pani Agnieszka powołała się na znajomość z inną Agnieszką, tą, która już kota Zza Moich Drzwi ma!
Czy ktoś pamięta śliczną Dakotkę? Jeśli nie można sobie o niej przypomnieć, tu: LINK.

Zaraz po skończonej rozmowie z panią Agnieszką B. (muszę te Agnieszki jakoś od siebie odróżnić) chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do personelu Dakoty - Agnieszki H., a ona potwierdziła mi, że nie mogłam lepiej trafić!

Dowiedziałam się nawet, że to mąż Agnieszki H. zamontuje siatki na balkonie Agnieszki B. i Woody  i Allen będą mogły bezpiecznie na nim przebywać. 

Wobec takich wieści ponownie połączyłam się z oczekującą na "werdykt" panią Agnieszką B., poprosiłam ją o ostateczną decyzję:
- Jestem zdecydowana, biorę oba! - powiedziała. :)

Opowiedziałam jej, skąd się wzięli chłopcy (że z Gaju - LINK), że obaj wciąż wymagają jeszcze socjalizacji, że Allen jest o wiele odważniejszy, że już zdybany (bo sam jeszcze nie przychodzi do ręki) daje się brać na ręce, całować i głaskać, natomiast Woody wciąż ma z zaufaniem problem i wymaga jeszcze więcej czasu, aby stać się w pełni domowym kotkiem. Opowiedziałam, że najlepiej pozwolić mu obserwować życie domu i poczekać, aż zaufa człowiekowi, ale przecież nie ma się co śpieszyć, całe lata przed nimi. 
Dodałam, że chłopaki są po pierwszym szczepieniu, po dwukrotnym odrobaczeniu, po odpchleniu, są zabezpieczeni przeciwświerzbowo. Zrobiłam dla nich, co mogłam i najlepiej jak mogłam. 

Pozostał jeszcze drobiazg: transport 450 km i...

Ale (kolejna) historia!

Ogłosiłam to na swoim profilu i gdzie się dało, i już tego samego wieczoru zgłosiła się pewna Aneta, że wybiera się  z mężem do Lublina 3 września! Jest to osoba, której można zaufać, bo to też kociara, no i podejrzewam (bo o to nie pytałam), że Aneta jest znajomą pewnej mojej kochanej czytaczki  - Aluszki. Aneta jest bowiem byłą zielonogórzanką. Ala, prawda to? :))

Jestem Anecie niezmiernie wdzięczna, bo taka zaufana osoba do przewozu kotów to skarb po prostu!

Do 3 września jest jeszcze tydzień, ale cóż to znaczy wobec wielu lat, jakie czekają panią Agnieszkę B. i Woody'ego Allena. 
Kciuki trzeba będzie za chłopaków trzymać, przypomnę Wam, nie lada podróż przed nimi. :)

I tak to jedna pani drugiej pani, no i przed kotkami wspólne życie z oddaną im osobą. 

Ogromnie dziękuję za Waszą pomoc w udostępnianiu. :)

Mało mam już nowych zdjęć, ale jeszcze parę takich z telefonu się znajdzie. 

Odwiedziny Królowej Ciotki u młodzieńców wywołały ich zaciekawienie.


Allen jako odważniejszy podszedł się przywitać, ale najeżył się na wszelki wypadek
 i postraszył Ciotkę ogonem jak myjka do butelek. :)
Fikunia bardzo grzecznie przyglądała się całej scenie zza siatkowych drzwi. 





Woody i Allen to kochane kocie dzieci, a właściwie młodzieńcy.
 Niech im się układa jak najlepiej, niech żyją w zdrowiu, syto i otoczeni miłością swojej opiekunki.

Jolu, wymyśliłaś świetne imiona, dziękuję!




Jestem Wam bardzo wdzięczna za pomoc, moim kochani czytelnicy. Dziękuję! :***

***********

I to, co powyżej, to już niestety... nieprawda. Chłopaki nadal szukają domów.  :(((((

PODPIS


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Woody Allen do adopcji

Woody Allen nadal szuka domu. Ta oryginalnie nazwana przez Jolę dwójka braci z wrocławskiego blokowiska traci czas, siedząc u mnie w kocim pokoju. Mogę im poświęcić tylko po ok. dwadziestu minut trzy razy dziennie. Oprócz nich mam jeszcze inne obowiązki.

Umowa pomiędzy mną a moim mężem nie przewiduje możliwości wypuszczenia ich na dom do reszty zwierząt. Sama zresztą czuję, że to byłoby szaleństwo. Dopiero co nasi rezydenci musieli się zmierzyć z pojawieniem się Fikuni. Koty to wrażliwe stwory, a my nie możemy ryzykować ich kolejnych chorób.

Coś się ze mną stało. Odczuwam tak mocno ciężar odpowiedzialności za te kotki, że zabiera mi to całą radość z opieki nad nimi. Zamartwiam się, wciąż mam ściśnięty ze stresu żołądek. Czuję, że więcej tego nie zniosę. Czekanie na właściwych ludzi dłuży mi się w nieskończoność. Żal mi tych młodzieńców. Powinni już hulać i cieszyć sobą ludzi w swoim domu, a kiblują w samotności i nie liczy się, że mają wypasiony, pełen zabawek i wszelkich wygód pokój.

Chyba się wypaliłam. Coś we mnie pękło i skleić się nie może. Uściślijmy jeszcze jedną rzecz: ten mój stan nie tłumaczy się racjonalnie, przynajmniej nie bardzo. Inni mają o wiele więcej podopiecznych, większe problemy.

Ja chyba zwyczajnie mam kryzys.

Pewnie nie powinnam tak beznadziejnie "reklamować" kociaków, to im nie pomoże. One na to nie zasługują.
Oba kotki są śliczne, zdrowe, nie grymaszą przy jedzeniu, kuwetkują, są zaszczepione, odrobaczone, odpchlone i jedyne, czego im trzeba, to ludzi, którzy pozwolą im się oswoić do końca. Szczególnie bury Woody tego potrzebuje, on ma większy problem niż Allen, którego już biorę na ręce.

Zobaczcie, jakie piękne.
























Jeśli macie jakiś pomysł, by pomóc, będę wdzięczna. Wiem, że takich próśb jest mnóstwo, zewsząd słyszymy wciąż o zwierzakach poszukujących pomocy, ale i Woody z Allenem zaliczają się do nich. Poniżej jest banerek:

 Woody i Allen do adopcji.

A tu link do podlinkowania zdjęcia:

https://www.facebook.com/events/1641376079430927/

Tu ogłoszenia, gdzie jest więcej informacji - na olx.pl:

Woody.

Allen.

Z góry dziękuję, idę martwić się dalej, a może... Może ktoś z czytelników szuka kotka? Chłopaków można rozdzielić. To nie są papużki nierozłączki. Spokojnie dadzą sobie radę. Idealnie byłoby, gdyby kocurki trafiły na kocich rezydentów mogących dać im dobry przykład. Szczególnie Woody.


PODPIS

Z ostatniej chwili - gdyby ktoś jednak bardziej gustował w psach, to jest jeden bardzo potrzebujący domu:
PSINKA DO WZIĘCIA! - link.


***

Wiersz adopcyjny dla kotków od Ninki:

Woody Allen już tak ma,
że choć jeden - to są dwa:
humor i inteligencja,
trochę strachu, trochę szczęścia,
czasem kłótnia, czasem zgoda
nieporadność i uroda,
znajdziesz jedno - drugie masz,
oba razem; czy to znasz?
Czy znasz jednak, czy też nie,
bierz osoby kocie dwie
albo jedną, jeśli chcesz;
jedna cię zachwyci też!

czwartek, 13 sierpnia 2015

Superchłopaki

Aaaaa, robi koopę! - zawołała moja asystentka. 
I faktycznie: aromat, jaki wypełnił w ułamku sekundy kabinę samochodu, nie pozostawiał złudzeń co do tego doniosłego faktu. 
Na szczęście do domu było już niedaleko.
Cóż było robić, moja asystentka - Jola - ryzykując odgryzienie ręki przez dzikiego potwora, spróbowała sytuację opanować. 





Dziki potwór zamaskowany na czarno przyjął to nad wyraz spokojnie. 
Dawał się gładzić pachnącą chusteczką po obkakanej doopce, ogonku i łapeczce. 
Chyba mam szczęście ostatnio do "dzikich psów" i "dzikich kocich potworów". :)


Spytacie (zakładam to optymistycznie), skąd takie czarne, urokliwe stworzenie znalazło się na kolanach Joli podczas jej krótkiej wizyty we Wrocku. 
Znowu z Gaju - wrocławskiego wielkiego blokowiska, skąd już nie raz trafiały Za Moje Drzwi koty, a to na kastrację, a to do znalezienia im domu. 
Miałam mieć przerwę w prowadzeniu DT, by nie dokładać naszym zwierzakom stresu związanego z pojawieniem się Fikuni, a także ze względu na chorobę Stefci (kroplówki, badania), ale...
No właśnie. Zawsze jest jakieś ale. 
Zadzwoniła do mnie zrozpaczona pani Ela z Gaju, że kotka wyprowadziła dwa spore kociaki, a na osiedlu grasuje potwór - tym razem prawdziwy - potwór w ludzkiej skórze.
Ten antyczłowiek robi, co może, aby zniweczyć pracę i starania wielu ludzi opiekujących się tamtejszymi bezdomnymi kotami. Jest agresywny do tego stopnia, że nie wystarcza mu niszczenie jedzenia, rozwalanie kocich klapek, wylewanie wody. On jednego (?) kota... zabił. Kamieniem. 
Sprawa zostanie zgłoszona na policję. Jest już obdukcja. 
Jest to o tyle kuriozalne, że tam nawet administracja jest przychylna kotom. W drzwiach od strony podwórek zamontowała specjalne kocie klapki. Poza tym działa tam grupa osób: panie Ela, Nina, Marta, które karmią, sprzątają, odławiają, dają do DT, dwoją się i troją, aby tym piwnicznym biedakom ulżyć w ich nieciekawym życiu, a jeden człowiek to niweczy...

Słysząc to, zgodziłam się pomóc i już w piątek trafił do mnie pierwszy z dwójki braci: szary, przecudny młodzieniec, a w sobotę rano dołączył do niego czarny obsrajduch - ten z kolan Joli. 

Wspomnę jeszcze (z nadzieją, że dotarliście do tego miejsca), że i szarak przyjechał na kolanach Joli! Niemal wprost z dworca zabrałam Igora i ją na misję ratowania braci gajowiaków. Mieli oni okazję zobaczyć "od kuchni", jak to się zazwyczaj odbywa. Ciekawa jestem refleksji JolkiM i chciałabym, aby napisała coś o tym, ale przecież nie wywieram na nią żadnej presji, ależ skąd! :)


Przyjęcie chłopaków gajowiaków ZMD nadzorowała inspektor Fiśka, która zachowywała się poprawnie - trochę im napyskowała, ale z umiarem. Ta dziewczyna zapowiada się na godną następczynię Króla Kotów Rufiego. Już nie szczeka, grzecznie czeka pod drzwiami. Fajna z niej babeczka. :)


"Dziki kot", mimo smrodliwego wejścia, okazał się milusim i rokującym szybkie oswojenie chłopcem. Dał sobie doczyścić futerko, Jola zrobiła to dokładnie, aż z Igorem już musieliśmy ją powstrzymywać, bo tak się rozkręciła, że nie chciała przestać! Czyściłaby i czyściła przez cały pobyt!




Gdy czarnuszek był już czyściutki, sprawdziłyśmy, czy jego braciszek jest równie przerażająco "dziki". Eee, dał się wziąć na kolanka, miziać po ciałku - oswojenie tych dzikusów to nie będzie trudna rzecz. Szacuję to na tydzień-dwa. To kochane, nieagresywne kociołki. Pewnie, że trochę pracy trzeba w to włożyć, ale jakże to miła praca!







Oba gajowiaki prezentowały się razem marnie, ale to pierwsze ich chwile...




Oczywiście chłopcy szukają domu, więc jeśli ktoś coś, to zapraszam serdecznie.
Będę prowadzić wydarzenie na FB (klik) z ich udziałem. Myślę, że nawet osoby niezalogowane i niemające konta na fejsie będą mogły tam zaglądać, w każdym razie gorąco zapraszam! Zaproście też znajomych, udostępniajcie, lajkujcie - za każdą pomoc będę bardzo wdzięczna. 

Te superchłopaki mają już nawet swoje imiona! Jola, jako moja przyboczna, zyskała przywilej ich nazwania i oto mamy:

Szary, zgrabny, długonogi, długoogoni, cudnie prążkowany kotek to 

WOODY,



a czarny czaruś, uwodziciel i złodziej serc to

ALLEN.


Ich hollywoodzki patron powiedział:

Prognozy są bardzo trudne, szczególnie w odniesieniu do przyszłości.

Ale przecież nie znał braci Woody'ego i Allena! Wtedy od razu zmieniłby zdanie: prognoza dla nich jest świetlana i obejmuje DOM STAŁY już ZARAZ, już WKRÓTCE! Nno!

Kto dobrnął do końca? Jak bum-cyk-cyk starałam się napisać krótko. :)

PODPIS
ZAGINĘŁA KOTKA. Wrocławiu, bądź czujny!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...